czwartek, 26 listopada 2015

Listopadowi ulubieńcy.

Dla urozmaicenia postanowiłam sobie raz w miesiącu dodawać post dotyczący rzeczy, które najbardziej się całej naszej rodzince (lub poszczególnym jej członkom) spodobały - najbardziej się przydały, zainspirowały, zaciekawiły, zasmakowały, wywarły największe wrażenie...( I od razu zaznaczam, że nie ma to nic wspólnego ze sponsoringiem czy celową, nachalną reklamą - nikt mi za tego typu wpisy nie zaproponował żadnej okrągłej sumki ani gadżetów gratis ;) )

Żeby nie przedłużać, może od razu przejdę do konkretów:

TYPY BĄBLOWEJ MAMY

 No oczywiście, książki - jakżeby inaczej ! ;)

 "Gorzko" Barbary Kosmowskiej...

W tej objawił mi się prawdziwy literacki geniusz. Choć przez niektórych pewnie uznana zostałaby za kontrowersyjną i obrazoburczą, dla mnie była po prostu prawdziwa - a momentami szczera aż do bólu. Gdybym miała określić jednym słowem, o czym jest - powiedziałabym, że o niespełnieniu. Ale również o buncie przeciwko bylejakości, o wielkiej nieprzewidywalności życia, próbie wybicia się ponad zewnętrzne i wewnętrzne ograniczenia i walce, by uniknąć losu, na który inni zdają się nas z góry skazywać.

...i "Jeden dzień" Davida Nichollsa.

O tej pomyślałam sobie na pierwszy rzut oka "ot, pewnie jakieś ckliwe romansidło z gatunku tych, o których zapomina się natychmiast po przeczytaniu". A jednak kupiłam ją skuszona śmiesznie niską ceną i już po pierwszych paru stronach wiedziałam, że absolutnie nie będę tego żałować.Tu z kolei o zderzeniu dwóch zupełnie różnych, odległych od siebie światów. O spotkaniu nieuleczalnej idealistki ze zblazowanym cynikiem i hedonistą. O trwającej kilkanaście lat niesamowitej przyjaźni-miłości, której jednak zawsze coś stoi na przeszkodzie, by mogła przekuć się w prawdziwy, pełen zaangażowania związek.

Takich książek mi trzeba, ciągle więcej i więcej !
Jedyna ich wada to fakt, że kiedyś się kończą -
ale wtedy można przecież zacząć czytać od nowa ;)

TYPY BĄBLOWEGO TATY

Gospoda Karpacka w Karpaczu.

To miejsce odkryliśmy z Małżem podczas rodzinnego weekendowego wypadu do Karpacza i  Szklarskiej Poręby. Powiem szczerze, że bardzo dziwią nas niektóre negatywne opinie znalezione na jego temat w necie,  ale wiadomo, że wszystkim nie dogodzisz - my w każdym razie byliśmy bardzo zadowoleni. 

Miła obsługa, ogromne i smaczne porcje za stosunkowo niewielkie pieniądze oraz wystrój utrzymany w swojskich, ludowych klimatach. Do tego naprawdę czyste, pachnące i przestronne toalety, w których zmiana Bąblowej pieluchy okazała się dla nas niemal przyjemnością ;) 

Nie było też żadnego problemu z przelaniem zupy dla Młodego do słoika, gdyby ten zdecydował się jednak ją zjeść już po opuszczeniu lokalu (ponieważ w środku jak zwykle odmówił nam współpracy ;) )


Nowy Nikon Coolpix P610 .

Miał być telefon, a jest aparat z multi-zoomem, za który firma Nikon zwróciła nam dodatkowo 300 złotych w trwającej aktualnie promocji cashback. Niby żaden szał, bo do sprzętu z tzw. "górnej póły" jeszcze mu bardzo daleko - ale na nasze prywatne, skromne potrzeby (oraz umiejętności) zdecydowanie wystarczy i może wreszcie uda się zrobić multi-ruchliwemu Bąblowi kilka dobrych, odpowiednio wyostrzonych zdjęć.


TYPY BĄBLA ;) (wybrane na podstawie obserwacji poziomu ekscytacji)

Ciuchcia elektryczna w centrum handlowym. 

A to już prawdziwa gratka dla naszego małego Miłośnika Pojazdów Wszelakich :) Taki właśnie lśniący, mrugający światełkami i wydający bardzo realistyczne dźwięki pociąg pojawił się w jednej z pobliskich galerii ku uciesze wszystkich maluchów (i niektórych rodziców ;) )

Na jego widok Bąblowi aż oczy rozbłysły i był gotów władować się do jednego z wagonów jeszcze w biegu, zanim ciuchcia ukończyła swój wcześniejszy kurs. Dlatego też od razu wykupiliśmy bilet uprawniający do kilku takich przejazdów, który wykorzystujemy przy każdej nadarzającej się okazji - i podejrzewamy, że na jednym karnecie się nie skończy ;)


Ciastolina Kiddy Dough + foremki z Pepco 

Świetna alternatywa dla zwykłej, tradycyjnej plasteliny. Została poddana przez Bąbla bardzo szczegółowej analizie i przetestowana organoleptycznie wszystkimi dostępnymi zmysłami :) Młody potrafi zająć się nią przez naprawdę długi czas (co w naszych warunkach oznacza: dłuższy niż 15 minut), a na widok kolejnych wyczarowywanych z niej kształtów aż piszczy z zachwytu :)

Bardzo plastyczna, niebrudząca i cholernie słona w smaku, co skutecznie zniechęca nasze dziecię przed kolejnymi próbami konsumpcji ;) Moim zdaniem dodatkowo pięknie pachnie. Małż twierdzi natomiast, że "okropnie śmierdzi" - i jest to jedyny punkt sporny, bo poza nim oboje widzimy tylko i wyłącznie zalety :)


Wystawa klocków LEGO na wrocławskim stadionie.

Takich budowli z klocków to jeszcze oczy Bąbla (ani nasze) nie oglądały ! Wszelkiego rodzaju pojazdy, słynne na całym świecie zabytki, bohaterowie popularnych bajek, a nawet portrety Wałęsy i Obamy ;) Młody aż nos przyklejał do gablotek z tymi wszystkimi miniaturowymi dziełami sztuki i tylko czekał, kiedy będzie mógł nacisnąć jeden z czerwonych guziczków, wprawiających w ruch poszczególne postaci i mechanizmy  ;)


Budowanie z klocków.

Tym razem nie żadne Lego, Duplo, nie wiadomo co. Najzwyklejsze, drewniane, kupione w Biedronce jeszcze na długo przed pojawieniem się Bąbla w naszej rodzinie. Wcześniej wkurzały, irytowały i nie były zbyt lubiane - za to bardzo często rozrzucane w złości po całym pokoju.  Ale odkąd małe rączki zdecydowanie lepiej radzą sobie z ich układaniem, w Bąbla wstąpił istny Bob Budowniczy, a jego rekordowa wieża ma już 13 pięter (sam to zresztą paluszkiem"policzył":) )


 'Original Memory' Ravensburgera. 

Ta gra to już niemal zabytek, starszy ode mnie o ponad 20 lat ;) Wygrzebany podczas porządków na babcinym strychu, choć tak naprawdę nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, skąd się tam wziął. 

Bąbel zakochał się w tych małych, kolorowych obrazeczkach dosłownie od pierwszego wejrzenia - uwielbia je oglądać, przekładać z kupki na kupkę, wyjmować z pudełka i z powrotem w tym pudełku umieszczać :) Poszczególne scenki oczywiście po swojemu komentuje - jego największą sympatią cieszy się wizerunek ciemnowłosej lalki i wszystkie rysunki, na których zobaczyć można lecący z kominów dym ("diiimmm!") :)


A Wy, macie swoje typy? 
Coś Was szczególnie urzekło w tym miesiącu?
Podzielicie się? :)

23 komentarze:

  1. U nas każdego dnia króluje lego. Zawsze marzyłam o pójściu na wystawę, ale jakoś czasu nam brakuje. Mam nadzieję, że mimo wszystko będę miała jeszcze taką możliwość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Twoi Chłopcy mieliby we Wro istny raj na ziemi :) Choć moim zdaniem organizacyjnie wystawa trochę pozostawiała do życzenia, to jednak wszystkie zaprezentowane na niej eksponaty naprawdę robiły wrażenie - nawet na nieco starszych zwiedzających :)

      Usuń
  2. Ja odkryłam Monikę Urlik i jej cudowny utwór "Nie wie nikt". Jako osoba, która słucha bardzo ciężkiego brzmienia jestem utworem oczarowana. Muzyka i tekst mnie całkowicie pochłonął i zatraciłam się. A we wtorek niespodzianka pod postacią płyty wspomnianej wokalistki od mojego kochanego M*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy, znamy :) - niejeden raz się przy tym utworze wzruszyłam i łezkę uroniłam :)

      W tym miesiącu natomiast bardzo intensywnie czekałam na nowy krążek Adele, ale muszę powiedzieć, że trochę zawiódł moje oczekiwania i pokładane w nim wielkie nadzieje. No nic, może dam mu jeszcze jedną szansę - czasami jakaś piosenka wpada mi w ucho i zapada w serce dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu :)

      A co się kryje pod tym "ciężkim brzmieniem"? Bo dla mnie kiedyś to była Mettalica, P.O.D. i Prodigy, ale to naprawdę stare dzieje, kiedy na Ziemi żyły jeszcze dinozaury ;)

      Usuń
    2. Ja też żyłam razem z dinozaurami. U mnie gości heavy metal i jego odmiany: Iron Maiden, Skid Row, Iced Earth, Dragonforce, Rhapsody of Fire, Sabaton czy Crystal Viper i tak mogłabym jeszcze wymieniać. Lubię wracać do klasyki metalu i rocka. Na przyszły rok już dwa koncerty zaplanowane i bilety już czekają - Black Sabbat i Iron Maiden. A w lutym bardziej kulturalnie bo orkiestrowe popisy Ennio Morricone:)

      Usuń
    3. Poza Black Sabbat i Iron Maiden nic mi te nazwy nie mówią niestety - mogę tylko przeczuwać, że uderzenie będzie naprawdę mocne ;) Sprawdzę sobie w wolnej chwili, żeby lepiej poznać Twoje gusta :)

      I teraz nie wiem, czego bardziej Ci życzyć - by tych koncertów w przyszłym roku było jeszcze więcej, czy raczej żebyś nie miała okazji na nie chodzić, bo pojawi się Maleństwo ;) Eeee tam - życzę, żeby udało Ci się te dwie rzeczy ze sobą pogodzić :*

      Usuń
    4. Ja też chciałabym te dwie rzeczy pogodzić i takie mamy wstępne plany. Oby szczęście dopisało:)
      Sabaton na pewno kojarzysz, to szwedzka grupa śpiewająca piosenki wojenne i w Polsce dwie są bardzo popularne: 40:1 i Uprasing.
      Skid Row to takie same dinozaury jak i ja, a reszta to już młode pokolenie odmian metalu. Ja lubię taki power metal, gotyk metal i war metal, no i oczywiście klasykę metalu.
      I zapomniałabym o moim odkryciu zeszłorocznym "Domowe melodie" coś cudownego:)

      Usuń
    5. Oooo, dzięki za przypomnienie ! :) Słyszałam kiedyś niesamowitą "Grażkę", potem jakoś mi umknęło, muszę nadrobić zaległości :)

      Usuń
  3. Fajne takie zestawienie, a co ważne obejmuje także Was - rodziców. W końcu nam też należą się jakieś przyjemności. I tak myślę co miłego przyniósł nam listopad. Ja dostałam dwie płyty TGD, które sprawiają mi ogromną przyjemność. Mąż wrócił do biegania. Oboje postanowiliśmy przynajmniej raz w tygodniu obejrzeć wspólnie film bez zajmowania rąk czymś innym. Pochłonęliśmy sushi z ulubionej suszarni. Czyli nie jest tak źle. Zadbaliśmy o siebie. A o Tygrysie ciągle piszę na blogu, więc tu już przemilczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzę, że całkiem sporo tych miłych rzeczy :) TGD wcześniej nie znałam, ale już wygooglowałam i...WOW, podoba mi się ! :) Takie radosne to ich śpiewanie, aż chce się słuchać :) Nawet jeśli ktoś nie jest wierzący, to sama muzyka i połączenie różnych gatunków niebanalne i warte uwagi. A z zainteresowaniami Tygrysa jestem jak najbardziej na bieżąco :)

      Usuń
    2. Polecam najnowszą płytę z kolędami. Naprawdę świetne aranżacje, których można słuchać przez okrągły rok.

      Usuń
    3. Chyba się skuszę, bo te płyty z kolędami, które aktualnie posiadamy, nie są zbyt porywające.

      Usuń
  4. Podoba mi się takie zestawienie. Jeśli się nie obrazisz to chętnie zrobię coś w podobnym stylu u siebie ;)

    Ciastolinę kupiłam teraz na Gwiazdkę dla moich małych sióstr stryjecznych. Myślę, że będą zadowolone.

    Uściski;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że się nie obrażę - jeśli masz chęć, możesz "zapożyczyć" ;) Niecierpliwie czekam na Twój ranking i mam przeczucie, że jakieś książki też się w nim znajdą :)

      Z ciastoliny chyba większość dzieciaków byłaby zadowolona - nawet jeśli nie z samego lepienia, to na pewno z międlenia w rączkach, rwania na kawałki i rozrzucania po całym mieszkaniu (co Bąbel też bardzo chętnie czyni ;) )

      Usuń
  5. Fajny pomysł na post.. tylko jak ja bym się rozpisała nad tymi naszymi typami to by pewno dnia i nocy nie wystarczyło :)
    Lubimy sprawdzać nowe rzeczy. A najdziwniejsze jest to, że chociaż zawsze mamy tych swoich ulubieńców, to jednak za każdym razem i tak wybieramy coś nowego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym chciała opisać naprawdę wszystkie typy, miłe wydarzenia, fajne gadżety i miejsca - też pewnie nikt nie dotrwałby do końca wpisu ;) Skupiłam się zaledwie na kilku - inne opisuję na bieżąco albo przyjdzie na nie kolej w następnych zestawieniach (jeśli nadal będą "na topie") ;)

      Usuń
  6. Fajny pomysł z takim zestawieniem:) U mnie było ciuszkowo-gadżetowe akcesoria które się najbardziej sprawdziły w pierwszych tygodniach życia małego :) my na etapie gryzaków, grzechotek itp póki co :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, pamiętam, czytałam :) My już ten etap (niestety?) mamy za sobą - ale niczego nie oddajemy na razie, nie pozbywamy się pierwszych grzechotek i gryzaków. Jakoś tak trudno się z nimi rozstać - niektóre na pewno zostaną z nami na pamiątkę :)

      Usuń
    2. Ja też odkładam pierwsze rzeczy, pierwszy smoczek, pierwszy pajacyk, grzechotkę, gryzaka. wszystko schowane do pudełka :)

      Usuń
  7. Podobają mi się wszyscy ulubieńcy Bąbla! :) Wystawę lego sama chętnie mogła bym obejrzeć.
    Na książki niestety brak mi czasu, ale może kiedyś się skuszę :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj właśnie widziałam w sklepie Lego cenę jednego z zestawów - 1200 złotych ! - więc takie cuda chyba tylko na wystawach będziemy mogli podziwiać ;)

      Ja na książki znajduję czas w porze drzemek albo nocami - nawet jeśli są przez to zarwane ;)

      Usuń
  8. Fajowy post!
    Będę czerpać inspiracje szczególnie jeśli chodzi o Bąblowe typy. Mamowe też, żeby tylko ta doba się rozciągnęła....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego samego i sobie życzę - by moja doba była elastyczna jak z gumy i rozciągała się wedle potrzeb ;)

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)