poniedziałek, 30 listopada 2015

Refleksje post-imprezowe.

Po sobotniej andrzejkowej imprezie nasuwa mi się tylko jeden - ale za to bardzo oczywisty - wniosek. I być może zabrzmi on trochę śmiesznie w ustach osoby, która nadal może pozwolić sobie na używanie kremu oznaczonego zaledwie jako 25+, ale i tak to powiem:  

STARZEJEMY SIĘ ! ;)

Starzejemy się, bo kiedyś wchodziliśmy na parkiet o godzinie 20, a schodziliśmy z niego około 6 rano - bez jakichkolwiek oznak zmęczenia, gotowi przetańczyć jeszcze całą drogę powrotną do domu i cały kolejny dzień. 

Teraz już w okolicach 1:30 poszukujemy jedynie jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy usiąść, zdjąć buty, a najlepiej uciąć sobie króciutką drzemkę - a do tego tu nas boli, tam strzyka, tu w kościach łamie...I zadyszki po szybszych kawałkach też dostajemy takiej, że tylko patrzeć, a zaczniemy zbierać z rzeczonego parkietu własne płuca ;)

Starzejemy się, bo osiemnastoletni, smarkaty DJ zapowiada nasze ulubione utwory z początku nowego tysiąclecia jako "coś dla prawdziwych weteranów", "kawałki dla dinozaurów" albo "dla tych, którzy lata świetności mają już za sobą". 

(Równie dobrze mógłby zapytać: "Ale zaraz, czy wy jeszcze żyjecie? Jest tu w ogóle ktoś taki? Bo jeśli nie, to może od razu sobie odpuśćmy i posłuchajmy lepiej czegoś bardziej postępowego i na topie" ;) )

Starzejemy się, bo spotykając przypadkiem znajomych w podobnym wieku, z którymi jakiś czas temu melanżowało się całymi weekendami i podbijało kolejne kluby, myślimy sobie : "O matko jedyna! Czy my też tak wyglądamy?! Też mamy takie oponki na brzuchach? Takie włosy pasmami siwizny poprzetykane? Takie obwisłe policzki, trzęsące się podbródki, takie kurze ŁAPY (nie "łapki"!) rozplenione wokół oczu jak perz?"

Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że jeszcze nie mamy, ale jednak - jakby nie spojrzeć - coraz mniej nam do tego brakuje i coraz mniej dzieli nas od tej magicznej granicy, po przekroczeniu której wiek zaczyna być widoczny gołym okiem, bez zaglądania w numer PESEL.

Starzejemy się, bo już coraz mniej bawi nas widok wstawionych ludzi, robiących różne głupie rzeczy - i coraz rzadziej przychodzi nam ochota, by zamienić gorącą herbatę na kolorowego drinka, ciepłe domowe kapcie na niebotycznie wysokie szpilki, a flanelową piżamkę w kratę na kieckę całą w cekinach.

Nie napiszę oczywiście, że nie przychodzi WCALE - ale dajemy sobie maksymalnie rok, dwa i trzeba będzie poszukać jakiejś alternatywy dla tego naszego clubbingu. Jakiegoś sympatycznego lokalu, gdzie grają disco-polo do śledzika i kotleta. Ewentualnie kinderbalu, na który moglibyśmy się razem z Młodym wkręcić ;)

A może to nie starość nas dopada?
Tak, "DOJRZEWANIE" i "ZMIANA PRIORYTETÓW" -
to brzmi zdecydowanie lepiej ! ;) 

***
Żeby nie było, Bąblowi też zagwarantowaliśmy ogromną porcję 
andrzejkowych, taneczno-muzycznych wrażeń.

Ale o tym już w innym poście, a tymczasem 
jeszcze migawki z naszej "gorączki sobotniej nocy" ;)

26 komentarzy:

  1. Jak myślę o całym okresie moich studiów i tym zaraz po ślubie, to nasuwa mi się tylko jedno określenie- impreza :) Weekend w weekend, tydzień po tygodniu, rok po roku... I taka dziwna myśl mnie nachodzi, czy to na pewno byłam ja??? Gdyby nie jakieś archiwalne fotki, i koleżanka, z którą u boku tak rozrywkowo żyłyśmy, to bym naprawdę nie uwierzyła.

    Ps. Ale DJ to zdecydowanie przegiął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ten okres zaczął się już gdzieś na etapie wczesnego liceum - a że oceny miałam dobre i żadnych "tyłów" w nauce, rodzice jakoś specjalnie nie oponowali ;) Potem tylko zmieniały się kluby, miejsca i imprezowe towarzystwo - i tak w sumie aż do pojawienia się Bąbla w naszej rodzinie ;) To chyba standard, każdy ma jakieś tam swoje szaleństwa młodości :) Człowiek jest jak woda gazowana - najpierw się musi porządnie wyszumieć, żeby potem się ustatkować i uspokoić ;) (Ale mi "mądrość życiowa" wyszła, nie mogę ! ;) )

      Usuń
    2. :D No Słońce jak nic powinnaś pomyśleć o spisywaniu swoich sentencji :D woda gazowana dobre:P:P

      Usuń
    3. Może wydam własny tomik, bo trochę mi się takich "kwiatków" już uzbierało ;)

      Usuń
  2. Uśmiałam się :))
    Dla mnie to teraz imprezy jak w podstawówce, od 16 do 19 i do domu :P
    o 21 do łóżka z książką :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wieczór w łóżku z książką też może być fajny, ekscytujący i pełen wrażeń - co udowadniasz i potwierdzasz każdym swoim wpisem :)

      Usuń
  3. O matko - to ja to już nawet sprzed dinozaurów :)
    Kochana, pewne osoby się nie starzeją. Przynajmniej mentalnie. Według mnie Wy do takich należycie. A jak zaczniecie chodzić na kinderbale to dopiero się odmłodzicie.
    Wystrzałowa kreacja.
    Z niecierpliwością czekam na relację z andrzejek Bąbla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło to słyszeć :) Wy też, sądząc po wpisach, jesteście bardzo młodzi duchem :) Czasami śmiejemy się z M., że u nas to będą tylko dwa etapy: najpierw bardzo intensywne i rozwleczone w czasie smarkate wygłupy, a potem gwałtowne, kompletne stetryczenie ;)

      Relacja już wkrótce - połączę ją chyba z postem mikołajkowym, bo 6 grudnia też planujemy spędzić muzycznie, tanecznie i koncertowo :)

      Usuń
  4. No to ja chyba już jestem prehistorią;-0
    Ostatni raz na andrzejkach byłam w 8 klasie, na dyskotece chyba z pięć razy wciągu dotychczasowego mego życia;-0
    Zdecydowanie wolałam spotkania z przyjaciółkami w domu - włączona nasz ulubiona muza, herbatki, a później winko czerwone - niż balangi do białego rana. A latem obowiązkowo ognisko;-) Święta nie jestem to pewne, ale jakoś takie imprezowanie nie leży w mojej naturze, no i mojego M. też nie. Mój to w ogóle domowe zwierzę jest, więc nawet wyjście do znajomych na sylwestra to już jest szał;-0
    Nasza Hania w sobotę szalała do 23.30, bo księżniczka niespodziewanie zasnęła nam po 16 - od roku już nie śpi popołudniami - i spała dwie bite godziny! Takie mieliśmy andrzejki;-)
    P.S. Co do kremów 25 plus to chyba z 10 lat temu ostatni taki egzemplarz leżał na mojej półce w łazience;-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas takie prywatki również się zdarzały, a jakże ! - tylko że potem i tak najczęściej ktoś wpadał na pomysł zmiany lokalu na większy i bardziej zatłoczony i ostatecznie lądowaliśmy w jakimś klubie, pubie, gdziekolwiek bądź ;) Latem też najeździliśmy się na koncerty i inne muzyczne eventy pod gołym niebem, ale mnie zawsze marzyła się jakaś impreza w środku zimy, w górach, z kuligiem i z zapalonymi pochodniami - no i do tej pory nic z tego nie wyszło, ale może wszystko jeszcze przed nami :)

      A Hania po prostu wczuła się w andrzejkową atmosferę i też postanowiła domówkę urządzić ;) Nasz Bąbel o dziwo tego dnia również zdrzemnął się w późnych godzinach popołudniowych, ale to akurat przesunęło porę jego nocnego spanka zaledwie o godzinkę ;)

      Usuń
  5. Ja tam nigdy nie imprezowałam. Parę dyskotek w liceum, czy na studiach. Nigdy nie lubiłam tłoku, dymu papierosowego (a za "moich czasów" wszędzie się paliło) i głośnej muzyki. Większość klubów, to ani potańczyć, bo ścisk, ani usiąść i pogadać, bo głośno, ani się napić, bo drogo. Mój to już w ogóle - w życiu nie był na takiej normalnej dyskotece dla dorosłych.
    Tak więc nie zależy to od wieku, tylko upodobań.
    Ja to za chwilę zamienię 35+ na 40+ i na razie jeszcze nie czuję się staro. Tylko też się dziwię, jak to możliwe, że te 30-letnie aktorki, dbające o urodę, wcierające drogie kremy, mają takie kurze łapy, jakich moja 70-letnia mama nie ma. Magdalena Różczka to ma oczy 50-latki odkąd ją pamiętam.
    Tak więc wieku też na szczęście nie widać na pierwszy rzut oka na każdym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, to ja całkiem tak jak Ty:) W klubach ni to pogadać (muzyka dudni), ni to potańczyć (ścisk), ciuchy zawsze trzeba było do pralki zaraz wrzucać (przez dym). Zawsze wolałam spotkanie przy herbacie albo lampce wina i niekończące się pogaduchy:)
      Co do wyglądu, to ja widzę że zmienia się cera, figura, ale bez przesady. Siwe włosy znajduję w liczbie 1 na pół roku, więc nie jest jeszcze bardzo źle;)
      Wychodzi na to Wężon, że masz dobre geny po mamie:) Nic tylko się cieszyć!
      Bąbelku, myślę że dojrzewanie brzmi dużo lepiej i jest bardziej precyzyjne w tym wypadku:) Ściskam!

      Usuń
    2. No Dziewczyny, co kto lubi :) Ja zawsze byłam typowym zwierzęciem imprezowym i dopiero teraz przy Bąblu mi się to zmienia :) Raz dlatego, że - no wiadomo - "starość nie radość" ;) Dwa dlatego, że na imprezie i tak ciągle myślę, czy nic się w domu złego nie dzieje, czy Młody śpi spokojnie i sto tysięcy razy sprawdzam telefon, czy nie ma na nim jakichś niepokojących wieści od dziadków. A trzy dlatego, że zanim zdecyduję się na taki wypad przypominam sobie wszystkie dni PO imprezie, których teraz nie mogę już przespać i w łóżku odchorować ;)

      Usuń
    3. My byśmy mogli się wyspać - Laura w weekend potrafi spać do 11, a i potem sama sobą się zajmie, jak trzeba.
      Mnie odstrasza to, że w tygodniu strasznie latamy, ciągle coś do załatwienia, zajęcia pozalekcyjne itd. W weekend mam ochotę się wyspać, nigdzie nie chodzić i nic nie musieć.

      Usuń
    4. Ależ zazdroszczę takiego samowystarczalnego dziecka ! ;) Nasz nawet na krok mnie nie odstępuje - jak tylko znikam mu z pola widzenia to albo rusza w pościg, albo w ryk uderza ;)

      Usuń
    5. Ja rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która ma takie dziecko. Zapytałam jak to osiągnęła? Powiedziała, że lenistwem;) - nie wiem czy powinnam przekazywać dalej taką kontrowersyjną metodę wychowawczą;)

      Powiedziała mi, że lubi spać długo i nie wyobrażała sobie, żeby wstawać skoro świt. Dlatego szykowała zawsze wieczorem banana (lub inny owoc) i butelkę mleka i zostawiała w pokoju małej, a czasem "jakiegoś krakersa znalazła pod łóżkiem" jak mi powiedziała;) Były też książeczki, zabawki no i w efekcie spokój... A potem już cały dzień dla małej. Dużo przyjemniejszy dla obu biorąc pod uwagę, że mama wypoczęta.
      Zaintrygowała mnie, nie powiem:)

      Usuń
  6. O tak. To nie starość a dojrzałość. Zdecydowanie brzmi lepiej!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie już kremy 35+ znalazły się w łazience:(
    Energii mam jeszcze sporo na imprezowanie ale już kondycyjnie gorzej. Pamiętam te czasy gdy z imprezy wracało się praktycznie rano i wystarczyło pospać dosłownie kilka godzin i już miało się siły na dalsze harce.
    Tak więc starzeję się ale dojrzale:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale nie smuć się, Elu - ponoć prawdziwe życie zaczyna się dopiero po 30-stce (i mnie ten rzekomy przełom już bardzo niedługo, za pół roku czeka) ;)

      Ja najlepiej pamiętam dzień, w którym po piątkowo-sobotnio-niedzielnej niekończącej się imprezie pojechałam w poniedziałek zdawać ustną maturę z polskiego - i byłam wtedy rześka, świeżutka i radosna jak skowronek, i zdałam też śpiewająco :) Teraz w takiej sytuacji chyba nawet z łóżka nie byłabym w stanie się podnieść, nie mówiąc już o przetransportowaniu się do szkoły i powiedzeniu czegokolwiek sensownego przed komisją egzaminacyjną ;)

      Usuń
    2. Też pamiętam, że po jakimś wyjściu 11 listopada, następnego dnia miałam ważny test z angielskiego na studiach. Wstyd przyznać, ale mocno przesadziłam z piciem i rano miałam takiego kaca, jak rzadko. Ledwo dojechałam autobusem, żołądek podchodził mi do gardła. Potem test tańczył mi przed oczami. Dostałam 99,5/100, następny wynik był 91.
      Jak się umie, to i okoliczności nie przeszkodzą. ;)

      Usuń
    3. Albo się umie, albo się dobrze improwizuje ;) Nie no, ja też naprawdę umiałam, prawie zawsze - improwizacja nie leżała w czasach szkolnych w mojej naturze (bo teraz to różnie bywa ;) )

      Usuń
  8. O niechbym ja dorwała takiego didżeja ,wyprosiłabym smartkacza za drzwi hehe. U nas była orkiestra ekhm..prawie 20 lat temu grali na naszym weselu. Ja jestem już dinozaurem ale naprawde im jestem starsza tym sie intensywniej bawię. Parę znajomych twarzy też spotkałam ale nie mogłam przypisać im imion. Myśmy wrócili na 4 do domu także wczoraj było dochodzenie do siebie na szczęście bez kaca😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteście lepsi od nas, bo byliśmy w domu o 2:30 :) Też bez kaca, bo drinki ograniczyliśmy do minimum - przeczuwając, jak będzie wyglądał następny dzień ;) I bardzo dobrze, że nadal szalejecie - dzieci już odchowane, więc czas pomyśleć o sobie i własnych rozrywkach :)

      Usuń
  9. Ja, jakieś 10 lat temu nie przepuściłam żadnej soboty, by nie zawitać do dyskoteki :) Zawsze na podeście, tańczyłam do 6 nad ranem. Uwielbiałam techno (do tej pory zdarza mi się słuchać). Od kilku lat wolę spokojniejsze klimaty i zamiast głośnych dyskotek - ciszę w górach.. Ja też się starzeję! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż mogę napisać? My też się starzejemy! :) Choć w miniony weekend około północy jeździłam na "dupolocie" więc chyba jeszcze nie jest ze mną tak źle :)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)