piątek, 4 grudnia 2015

Matka swojej matki.

- Mamo, paliłaś?
- No coś ty?! Przecież wiesz, że rzuciłam dawno temu.
- Ale naprawdę uważasz, że aż taka głupia jestem? Czy że mam jakieś problemy z powonieniem? Przecież wyraźnie dym papierosowy czuję. Od ciebie, w mieszkaniu, no WSZĘDZIE po prostu...
- Wydaje ci się tylko...
- Nic mi się nie wydaje. No to gdzie masz tego papierosa? Schowałaś, zanim zdążyłam wejść? 
- Ale jakiego papierosa? Przecież ci mówię, że nie paliłam.
- Poważnie? To dlaczego w takim ekspresowym tempie wszystkie okna pootwierałaś, jak mnie zobaczyłaś?
- No bo wywietrzyć chciałam, duszno jakoś...
- Wywietrzyć ten papierosowy dym, prawda? Mamo, ostatni raz pytam: PALISZ ZNOWU?!
- No nie palę, czasami tylko...popalam sobie...
- A wiesz co? Pal sobie nawet trzy paczki dziennie, ale przynajmniej otwarcie się do tego przyznawaj, zamiast ściemniać i po kątach chować...

***

Nie wiem jak i kiedy to nastąpiło, ale chyba 
zaczynam być...matką swojej matki.
Taka kolej rzeczy? Też tak macie?

Ciekawe, kiedy to mnie Bąbel zacznie nakrywać na jakichś "zakazanych" przyjemnościach. Tylko że ja nie palę (i nigdy tego nie robiłam), więc do czego mógłby się ewentualnie przyczepić? Może "Mamo, a ty znów zjadłaś zupełnie sama całe litrowe wiaderko lodów pistacjowych?" Albo "Mamo, a ty znowu przed komputerem? Bloga prowadzisz, czy co?" ;)


P.S. Sama sytuacja dość groteskowa i komiczna. Ale sęk w tym, że ja znam własną matkę aż za dobrze i wiem, że nie tylko w kwestii swojego nałogu potrafi tak w żywe oczy kłamać i iść w zaparte. Tak właśnie wygląda "szczerość" w jej wydaniu - całą prawdę mówi najczęściej tylko wtedy, kiedy zostanie porządnie do muru przyciśnięta. Cholernie ciężko z takim człowiekiem funkcjonować na co dzień, tuż obok siebie...Mam nadzieję, że sama nigdy się taka nie stanę...

26 komentarzy:

  1. No to u mnie też pewnie będzie: "Ha, przyłapałam cię, siedzisz na blogu/fb!" Nie zapaliłam w życiu żadnego papierosa-nigdy mnie to nie fascynowało dzięki rodzicom- On palili a mnie to obrzydzało. Lodów nie lubię aż tak, dlatego u nas nigdy nie ma awaryjnego opakowania w lodówce. Prędzej jakieś czekoladki, ale to raczej dziewczyn- przechwycone :)
    Prawda jest taka, że podobno często, nawet nieświadomie powielamy zachowania rodziców, które... kiedyś doprowadzały nas do szewskiej pasji. No nic- praca, praca i jeszcze raz praca nad sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie jestem zupełnym przeciwieństwem - to znaczy zyskałam w rodzinie miano "tej pyskatej", która zawsze jest szczera aż do bólu i wali prawdę prosto z mostu ;) Mam nadzieję, że z wiekiem mi nie minie - bo osobiście wolę nawet najgorszą prawdę niż najsłodszą, najpiękniej polukrowaną ściemę.

      Usuń
  2. Moja matula z kolei uwielbia konfabulować. Ma tak od zawsze od kiedy pamiętam. Opowiada o czymś i musi, no po prostu musi coś podkoloryzować, dodać trochę dramatyzmu itp. No i zawsze jak coś się stanie to ona jest najbardziej pokrzywdzona. A i jeszcze nie umie być tak do końca szczera. Zatem ja - patrząc na mą rodzicielkę - jestem w tych materiach jej przeciwieństwem. Ale pewnie inne "grzeszki" mam na sumieniu i nie wątpię, że Hania mi je chętnie wygarnie w przyszłości;-0 Tak kolej rzeczy;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, moja też zawsze skrzywdzona przez los, zawsze wszyscy przeciwko niej knują i cały świat jest w opozycji do niej jednej - biednej i niezrozumianej. A jak przychodzi co do czego to okazuje się, że sama jest największą "mąciwodą" i własnym zachowaniem tworzy taką atmosferę wokół siebie.

      Usuń
  3. Tak to juz jest. Choćbyśmy nie chciały jestesmy podobni do rodziców nie tylko z wyglądu ale u charakteru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i pewnych rzeczy faktycznie nie da się wykorzenić, ale tak czy siak zamierzam baaaardzo intensywnie nad sobą pracować i robić wszystko, by maminych błędów nie dublować. Z moimi rodzicami zawsze było trochę jak z dziećmi - brak przewidywania konsekwencji własnych czynów i brania za nie odpowiedzialności, brak perspektywicznego myślenia, życie z dnia na dzień...Mnie z kolei zdarza się przeginać w drugą stronę i może aż za mocno wszystko analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze i staram się przewidzieć...

      Usuń
  4. Zupełnie jak z moim tatą. Potrafił zapierać się jak małe dzieciątko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już mam chyba jakiś radar wbudowany na takie zachowania i fałsz dosłownie na kilometr wyczuwam (że o papierosowym dymie nie wspomnę ;) )

      Usuń
  5. Niestety moją mama identycznie jak Twoja zaczęła palić po 3latach od rzucenia. Najpierw się wstydziła i sciemniala, teraz już na legalu pali....namawiam ją by rzuciła,ale jej wytłumaczenie takie, ze "mało pali",echhhhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja do tej pory wciąż chodziła dumna jak paw, że tak szybko i bezboleśnie udało jej się rzucić, że taką ma niesamowicie silną wolę, że taka jest twarda i pokusom nie ulega...Teraz już się chyba nie odważy na takie teksty, przynajmniej nie w mojej obecności...

      Usuń
  6. oj, mieliśmy tak kiedyś z teściową.. no coś Ty, ja nie palę !!
    a jechało na kilometr i te okna wszystkie zawsze hahaha - dla kogoś kto nie pali tak jak my, nawet jeden mach jest wyczuwalny, ale oni w zaparte, ech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - jak ktoś nie pali to wyczuje nawet najmniejszą ilość oparów w powietrzu. Podobnie zresztą z alkoholem. Najśmieszniejsze, że dorosłym i rzekomo dojrzałym ludziom tak trudno się przyznać do własnej porażki i słabości.

      Usuń
  7. No to jak z moim nastolatkiem prawie tyle że mój w domu się nie odważył. A że mu ręka śmierdziała? No skąd przecież on nie palił.
    😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On pewnie tylko przytrzymał papierosa koledze albo coś w tym stylu, prawda? ;)

      Usuń
  8. Gdy ktoś nie pali, łatwo wyczuć papierosa nawet po wywietrzeniu i po kilku dniach - ja przynajmniej tak mam. Masz rację, najgorsze są te kłamstwa, brak szczerości. Również bardzo nie chciałabym być taka jak moja mama, ale to długa i bolesna historia. Pozdrawiam Ciebie i życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że z tą historią - jaka by ona nie była - już sobie poradziłaś. Mnie najgorzej wkurzają właśnie te ściemy na każdym kroku i baaardzo negatywne nastawienie mamy do świata i do ludzi (wszyscy są "be", jedynie ona jest taka szlachetna i porządna, nie ma sobie nigdy nic do zarzucenia). Boję się, że będzie próbowała zaszczepić w Bąblu takie spojrzenie na rzeczywistość (albo nawet zrobi to zupełnie nieświadomie i niecelowo).

      Usuń
  9. Moja mama wróciła do palenia w trakcie wizyty w sanatorium:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie - pobyt tam zdecydowanie wyszedł jej na zdrowie ;)

      Usuń
  10. Moja Mama rzuciła palenie podczas pobytu w szpitalu, jak byłam nastolatką. Tata próbował kilka razy, ale zawsze coś się zadziało. Np. a to akurat złamał nogę, a że jest pracoholikiem, siedzenie w domu mu nie służyło i wrócił do nałogu. Od kilku dni jest w szpitalu i założył sobie, że rzuci palenie. Mówi, że mniej pali, ale jakoś mu nie wierzę. Zobaczymy, jak wróci do domu. A po dwóch dniach u rodziców śmierdzimy straszliwie, mimo że mama wietrzy przed naszym wyjazdem. Niestety lata palenia zrobiły swoje, a tata przez swoją chorobę (jakkolwiek to brzmi) nie może palić na zewnątrz. Czasem mam wrażenie, że nawet kartki w książkach, które biorę ze sobą, śmierdzą. Paskudny nałóg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacie życzę dużo zdrowia i szybkiego powrotu do domu ze szpitala. Jeśli chodzi o palenie to jedyną znaną mi osobą, która rzuciła papierosy naprawdę z dnia na dzień i już nigdy nawet nie próbowała do nich wrócić, jest mój dziadek (ale niestety stało się to dopiero w momencie, kiedy zdiagnozowano u niego astmę i zaawansowane POChP, więc przynajmniej o kilka-kilkanaście lat za późno...)

      Usuń
  11. A nie to ja tak nie mam... Ale mieszkam daleko od rodziców, może dlatego...
    Ale fajki się czuje od razu w domu, wszystko przesiąka, to fakt. A jeśli ktoś nie pali, tym łatwiej wyczuwa.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że odległość faktycznie robi swoje - a u nas to jest kwestia dosłownie przejścia na drugą stronę ulicy...

      Usuń
  12. Ja tak nie mam, czasem mam wrażenie, że rodzice nadal traktują mnie jak dziecko :)
    A rozmowę, którą Ty przeprowadziłaś z mamą, ja co jakiś czas przeprowadzam z mężem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez długi czas w dorosłym życiu czułam się traktowana przez rodziców jak kilkuletnia dziewczynka. Teraz role się chyba powoli odwracają - ja potrafię bardziej postawić na swoim, a oni stracili nieco animuszu.

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)