czwartek, 14 stycznia 2016

Mój "molizm" książkowy i wyzwanie na rok 2016.

Na początek kilka faktów :)

1. Czytać nauczyłam się w wieku 5 lat. Płynnie i bez "zacinania się". Niezbyt dobrze pamiętam, jak to nastąpiło - ale z relacji rodziców wynika, że wyszło mi bardzo naturalnie, samo z siebie; nikt mnie jakoś specjalnie do tego nie nakłaniał, nie stał nade mną jak kat nad grzeszną duszą i nie kazał całymi godzinami, z mozołem sylabizować ;) 

Pomyślicie sobie może : "Phi! Też mi wyczyn! Teraz to nawet i dwulatki uczy się czytać, pisać, rachunek różniczkowy obliczać i atomy dzielić!" ;) Ale biorąc pod uwagę fakt, że akcja rozgrywała się prawie 25 lat temu, kiedy nikt chyba jeszcze w Polsce o metodzie Domana i innych tego typu wynalazkach nie słyszał - i tak uważam to za spory sukces :)

2. Miłością do literatury zaraził mnie tato - wielki fan Winnetou, "Czterech pancernych" i Karola Bunscha ;)

3. Przez całe dzieciństwo najbardziej lubiłam czytać...w toalecie ;) Brałam ze sobą książkę, zamykałam się na wewnętrzny skobelek, siadałam sobie na naszej półautomatycznej pralce - o, takiej...


...i na kilka godzin przenosiłam się w zupełnie inną, książkową rzeczywistość (i biada tym, którzy chcieli akurat w takim momencie skorzystać z WC - niejednokrotnie zdarzało się, że musieli biec w tym celu do mieszkających po sąsiedzku dziadków ;) )

4. W trakcie oczekiwania na TEN telefon przeczytaliśmy z Małżem jakieś 30 książek traktujących o adopcji, rodzicielstwie zastępczym, domach dziecka i tego typu sprawach.  To znaczy ja czytałam na głos, a on słuchał. Początkowo bronił się przed tym wszelkimi sposobami (bo jest raczej z tych, którzy czytują jedynie wiadomości sportowe i nekrologi w prasie ;)) - a potem zdarzało się, że razem ze mną pochlipywał w trakcie lektury "Wieży z klocków", "Zerwanej więzi" czy innych "Bocianów...", które zimą przylatują...

Tytuły zapewne dobrze znane rodzicom adopcyjnym - mogą się przydać, by oswoić dziecko z faktem przysposobienia.
5. Najbardziej lubię książki w wersji tradycyjnej, drukowanej - zwłaszcza te stare, o pożółkłych stronach, charakterystycznym zapachu i lekko chropowatej fakturze. Nie przemawia do mnie literatura w formie elektronicznej, jakieś tam E-booki czy Kindle. Lubię słyszeć  szelest kartek, móc zakreślać ołówkiem najistotniejsze fragmenty, zapisywać własne spostrzeżenia i komentarze na marginesach. 

6.  Kupowanie książek i ich późniejsza lektura to dla mnie cały wielki rytuał i mistyczny obrządek - coś jak ceremonia parzenia herbaty dla Japończyków ;) A najbardziej lubię szperać i kupować w antykwariatach oraz na "czarnym rynku" - w przejściach podziemnych, w bramach i na targowiskach, gdzie prawdziwe perełki można dostać za symboliczną złotówkę, a niekiedy jeszcze wysłuchać przy tym wielu ciekawych historii i anegdotek ;)

 
7. Zawsze marzyłam o tym, by napisać (i wydać) własną powieść. Skończyło się na paru wierszach i opowiadaniu, opublikowanych w zamierzchłych czasach w "Filipince" oraz na łamach gazetki szkolnej (do czego teraz się raczej nie przyznaję, bo mi wstyd ;) ). No i oczywiście na niniejszym blogu, choć tu piszę najczęściej pod wpływem emocji, nie zawsze językiem do końca poprawnym i parlamentarnym i nie wzbijając się na literackie wyżyny ;) 

A dlaczego akurat o tym?

Bo podobną miłością do książek chciałabym zainfekować swoje Dziecię (oczywiście nic na siłę, lecz jednak zdecydowanie chętniej oglądałabym Bąbla z książką, niż ze smartfonem, iPadem, Xboxem czy innym dziwnym urządzeniem). 

Bo uważam, że warto poświęcić na czytanie przynajmniej godzinkę dziennie - na przykład zamiast skakać pilotem po telewizyjnych kanałach, które oferują z reguły wyłącznie pseudo-rozrywkę bardzo niskich lotów, w stylu "Ukrytej prawdy" czy celebryckich reality-shows.

Bo czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownictwo, poszerza wiedzę, skłania do refleksji, poprawia pamięć i koncentrację, uczy nas wyrażać i odpowiednio ubierać w słowa własne myśli  i emocje - a ponadto jest świetnym ćwiczeniem dla naszych mózgów, często umęczonych, przeciążonych i przeładowanych nadmiarem zbędnych informacji oraz wymagających dodatkowego "treningu".

Bo dobra książka pozwala nam oderwać się choć na chwilę od (często nieprzyjemnej, wrogiej i najeżonej pułapkami) rzeczywistości oraz przetrwać kiepskie momenty,  których przecież w życiu każdego człowieka nie brakuje. Mnie osobiście pomogła bardzo w zmaganiach z niepłodnością, umiliła czas oczekiwania na nowego członka naszej rodziny, niejednokrotnie pozwoliła okiełznać i wygładzić moją osobistą sinusoidę, uporządkować myśli i odpowiednio je "skatalogować".

http://www.ebookfriendly.com/books-libraries-in-street-art/
I wreszcie do brzegu...

Skoro na własną powieść szanse marne - postanowiłam od czasu do czasu pisać o cudzych :) Samej sobie rzuciłam rękawicę i podjęłam wyzwanie, że wrócę do dawnych nawyków czytelniczych z epoki "przed Bąblem". 

Żeby nadmiernie Was tym nie zmęczyć, tutaj pojawiać się będą głównie recenzje literatury dziecięcej oraz związanej z macierzyństwem i adopcją - natomiast po więcej zapraszam wszystkich chętnych w  TO MIEJSCE, stworzone przeze mnie "ku pamięci", by realizację powyższego postanowienia udokumentować  :)


41 komentarzy:

  1. Super pomysł. Ja tez uwielbiam czytać ale tylko wtedy kiedy mogę oddać sie w calosci lekturze. Nienawidzę gdy ktos mi przeszkadza. Wiec czytam kiedy Przemo śpi lub jest w przedszkolu. Mam fazy na książki jak cos mnie zaintryguje potrafię czytać całą noc. Pamiętam w szkole na nudnych lekcjach potrafiłam czytać i w ciagu 5 godzin lekcyjnych przeczytać całą książkę oczywiście byly to czasy średniej szkoły. Całą bibliotekę przeczytałam za 3 lata😈 uwielbiam ten moment kiedy zatapiam sie w postać głównego bohatera. Ostatnio odkryłam też że co druga nowość kinowa jest oparta na książce a że lubię czytać jak wiem o co chodzi to najpierw oglądam a potem porównuje i jak do tej pory książka zawsze zwycięża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też oczywiście najbardziej lubię czytać w idealnie do tego stworzonych warunkach, mając do dyspozycji ciepły kocyk, ogromny kubek zielonej herbaty i absolutną ciszę :)Ale takie momenty zdarzają się aktualnie niebywale rzadko, wiec łapię dosłownie każdą wolną chwilę i już tak bardzo nie zastanawiam się nad panującym wokół nastrojem i klimatem ;)

      O dziwo z bibliotek korzystam rzadko, bo nasza jest bardzo kiepsko zaopatrzona, a do większej w innym mieście mam daleko. Ostatnio najczęściej zamawiam przez internet.

      No i zgadzam się z Tobą, że ekranizacja przeważnie nie dorasta literackiemu pierwowzorowi nawet do pięt (choć są i pewne wyjątki).

      Usuń
  2. Ja przygodę z książkami zaczęłam dopiero w liceum. Była to miłość od pierwszego zaczytania, która spowodowała, iż zapragnęłam mieć książki pod ręką każdego dnia i nie tylko w domu. Taka zaczęła się moja droga do bibliotekoznawstwa. Czytam bardzo dużo - pochłaniam je tonami, dzień bez książki to dzień stracony. Uwielbiam pracę z dzieciakami w połączeniu z literaturą, zachęcanie do czytelnictwa, odkrywanie przygód razem z nimi. Kurcze, jakie ja mam szczęście, że kocham to co robię w życiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę Twoją pracę wcale nie dziwi mnie, że się z książkami - nawet siłą rzeczy - nie rozstajesz :)Chyba troszkę Ci zazdroszczę tego bibliotekoznawstwa! Jestem też przekonana, że nie należysz do pań, które tylko "siedzą" w bibliotece i odbębniają swoje godziny, ale bardzo aktywnie krzewisz zamiłowanie do literatury wśród uczniów :) Znając Ciebie, jesteś pewnie pomysłodawcą i autorką wielu interesujących czytelniczych inicjatyw :)

      Usuń
  3. Ja kiedyś czytałam bardzo dużo - w klasie humanistycznej przeczytałam wszystko obowiązkowe, zalecane i dużo więcej. Na studiach mniej. A potem to w ogóle jakaś dziura się zrobiła. Kilka książek rocznie, a blogi, gazety i inne rzeczy w necie w dużej ilości.
    Jakiś czas temu zatęskniłam za częstym czytanie. Na zeszłą gwiazdkę dostałam Kindla i kupiłam mnóstwo książek. Dla mnie jest lepszy niż papier przez swój mały rozmiar. Nie lubię wyrzucać książek, a zajmują dużo miejsca.
    W zeszłym roku odkryłam też naszą bibliotekę. Ze zdziwieniem zauważyłam jak dużo książek mają i jak dużo nowości kupują. Przerzuciłam się więc na wypożyczanie, e-booki się kurzą. :)
    Teraz się martwię, że do końca życia nie zdążę przeczytać tego, co bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też po klasie humanistycznej, wedle wszelkich przepowiedni nauczycielskich miałam być polonistką ;) Na (źle wybranych) studiach głównie opasłe tomiska o tematyce politycznej (o zgrozo!), ale i tak zawsze starałam się wcisnąć gdzieś "pomiędzy" coś, co bardziej mi odpowiadało :)U nas biblioteka małomiasteczkowa i bidna strasznie, na szczęście są też inne opcje :) A zmartwienia mam bardzo podobne - i trochę żałuję, że jeszcze bardziej nie "podgoniłam" swojego czytelnictwa w czasach przed dzieckiem, bo teraz faktycznie może mi życia zabraknąć (zwłaszcza, że wciąż jakieś interesujące nowości pojawiają się na horyzoncie).

      Usuń
    2. Nasza też małomiasteczkowa, podwarszawska, a dużo lepiej wygląda i jest zaopatrzona niż moja poprzednia na Ursynowie.
      Wsparcie funduszy europejskich dla rozwoju obszarów wiejskich. :)

      Usuń
    3. No to chyba muszę naszym lokalnym władzom podpowiedzieć, żeby postarały się wreszcie o unijne wsparcie w najbardziej interesujących dla mnie sektorach ;)

      Usuń
  4. Ach kocham książki. Nie pamiętam dokładnie kiedy nauczyłam się czytać, ale od dziecka miałam zawsze dużo książek. Teraz też staram się czytać dużo choć nie zawsze mam czas (tak jak np. miałam w wakacje) by spędzić kilka godzin na czytaniu.
    Książki kupuję co jakiś czas. Pozycje, co do których wiem, że nie wrócę oddaję do biblioteki. Kupuję także ebooki. Dzięki temu, że praktycznie od razu mam je u siebie i mogę czytać - teraz w dniu premiery od razu czytałam długo wyczekiwaną książkę.
    Bardzo podoba mi się Twój blog. Tak jak pisałam ostatnio u siebie nie planowałam zakładać odrębnego u siebie.
    Ale powiem Ci, że mnie zainspirowałaś i zmotywowałaś. Nie każdy w sumie musi interesować się tematem starań o dziecko i moim życiem.
    Więc jeśli się nie pogniewasz to "ściągnę" Twój pomysł i założę nowy blog książkowy.

    Uściski;* Spokojnego piątku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, na jaką książkę tak czekałaś?
      Życzę Ci, żebyś niedługo miała kilka miesięcy na intensywne czytanie, a potem musiała wyrywać czas na kilka stron w trakcie drzemek niemowlaka. :)

      Usuń
    2. Ja czasami urządzam sobie wietrzenie biblioteczki i wyprzedaję te pozycje, które najmniej przypadły mi do gustu (oczywiście głównie po to, by pozyskać fundusze na nowe ;))

      Jeśli faktycznie powstanie Twój kolejny blog - tym razem dotyczący książek - będę go w z wielką chęcią odwiedzała :) Nie mam powodu, żeby się gniewać :) Do Ciebie zaglądałabym nawet gdybyś zaczęła pisać o motoryzacji albo czymś równie mi obcym ;)

      Pozdrowienia :*

      Usuń
    3. O właśnie, ja też miałam spytać, o jaką książkę chodzi?

      No i oczywiście przyłączam się do życzeń Wężona :)

      Usuń
    4. Bardzo Wam Kochane dziękuję za życzenia :) Głęboko wierzę, że się spełnią.

      Jeśli chodzi o książkę to chodziło mi o dwie pozycje Remigiusza Mroza "Przewieszenie" i "Parabellum". Odkryłam tego autora w zeszłym roku i z przyjemnością sięgam po każdą jego nową książkę.
      A żeby nie było, że tylko nowości w formie ebooków kupuję to wczoraj nabyłam także już w wersji papierowej "Moje córki krowy" i "Seniorzy w natarciu".
      :)

      Usuń
    5. Książki też czasem sprzedawałam. Do biblioteki najczęściej oddawałam i oddaję te pozycje, których sprzedać mi się nie udało.
      Bardzo żałuję, że metraż mieszkania nie pozwala mi na posiadanie pokaźnej biblioteczki.

      Usuń
    6. Twórczości pana Mroza jeszcze nie miałam przyjemności poznać,ale wnioskuję, że są to książki z gatunku tych ciary wywołujących i włos na głowie jeżących. Hmmm...coś jakby dla mnie :)

      Na "Moje córki krowy" zamierzamy wybrać się w najbliższym czasie do kina, choć z reguły robię odwrotnie (najpierw czytam, a dopiero potem idę na ekranizację).

      Usuń
    7. Ja nie miałam pojęcia, że jest książka. Ale że sam zwiastun filmu mi się spodobał to pomyślałam, że książkę przeczytam.
      Książki Mroza wywołują ciary. Polecam ;)

      Usuń
    8. Aga a Ty piszesz otwartego bloga? Nie mogę znaleźć😊

      Usuń
    9. Aga pisze pod adresem: www.bociandrogezgubil.blogspot.com

      Przepraszam, Aguś, że za Ciebie odpowiadam - ale nie wiem, czy tu jeszcze zajrzysz do komentarzy :*

      Usuń
  5. Czasem czytając Twoje wpisy nie dowierzam, ile nas łączy ;)
    Ja podobno czytać nauczyłam się w wieku 4 lat, za sprawą dziadka, którego niestety słabo pamiętam - a i okazji podziękować mu za to nie miałam, bo odeszedł jak miałam lat 5,5. W każdym razie w rodzinie wszyscy wspominają słynną wyprawę pociągiem: Przedział w "expresie", który pół Polski przemierzał, a zajomowało mu to sporo czasu jednak. Jechałam z tatą do jego brata i czytałam sobie "Brzydkie kaczątko". Starszy pan siedzący obok skomentował to mniej więcej tak "ale córka ma bujną wyobraźnię, że tak ładnid bajkę opowiada". Na co tata "ona czyta proszę pana". Ponoć mina była bezcenna i dostałam nawet czekoladę od ów jegomościa (co wtedy znaczyło naprawdę dużo). W każdym razie miłość do książek została do dziś i to (oprócz butów i torebek) moja wielka słabość. Karty mam we wszytkich okolicznych bibliotekach, w domu nie mam wielu pozycji - wymieniam ze znajomymi, oddaję. Nauczycielka języka polskiego zaraziła mnie słabością do literatury o tematyce wojennej, a sama z przyjemnością sięgam (o dziwo!) do fachowej, która na studiach taaaaak nudziła :)
    Mój małż w swoim życiu, do czasu starań o Smerfa przeczytał podobno tylko "Quo Vadis" (gdzie on się uchował nie wiem), a w okresie przedadopcyjnym to męczył mnie, żebym czytała szybciej, bo on też chce "Odnazlezionych" czy "Dzieci z chmur". I kilkanaście, jak nie więcej książek wtedy przeczytał ;)
    A Smerf, ma już całkiem pokaźną biblioteczkę (chociaż to pewnie kropla w porównaniu z biblioteką Tygrysa) i chętnie sięga do niej. Ma swoje ulubione książki, które mocno nadgryzione są już zębem Smerfa i do których sięga kilka razy na dzień, aby mu czytać i pokazywać. Być może i on kiedyś zechce założyć sobie kartę w miejskiej bibliotece nie z przymusu - albo nawet złapać za Kindlę - bo jak mi ktoś kiedyś powiedział "czytanie wzbogaca duszę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteś jeszcze lepsza ode mnie ;) Ja jak byłam w zerówce to miałam własny zeszyt założony, do którego przepisywałam sobie ulubione fragmenty elementarza i innych książeczek - a pozostałe dzieci patrzyły na mnie chyba trochę jak na kosmitkę, bo one wolały się w tym czasie bawić i klockami po głowach okładać ;) No i ta mania gromadzenia cytatów została mi do dziś - mam w swojej kolekcji kilkanaście zeszytów, zapisanych drobnym maczkiem.

      Z moim M. sytuacja wygląda tak, że swoją przygodę z literaturą zakończył chyba na "Kajtkowych przygodach" w podstawówce ;) - i nie chce się za nic w świecie zmotywować, pomimo moich usilnych prób nakłonienia go do pewnych zmian w tej kwestii. Kiedy ja czytałam na głos - nawet dawał radę w skupieniu wysłuchać. Ale kiedy sam ma coś przeczytać - bardzo szybko się zniechęca :)

      Tygrysiej biblioteczki to chyba żadna z nas nie przebije ! Co chwilę coś nowego, aż zazdrość bierze ;)

      Usuń
  6. Także bardzo lubię czytać, choć na długi czas odłożyłąm ksiązki na bok. Teraz raczej czytam książki o dzieciach, by się o nich więcej dowiedzieć i nauczyć. Też mam na to mało czasu, bo przy dwójce bywa trudno, a co będzie po urodzeniu trzeciego to już sama nie wiem. Mam tylko nadzieję, że każdego dnia zorganizuję dla siebie choć 30 minut na poczytanie dla siebie, bo dla dzieci i tak czytam:)))), ale to co innego:)))
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mnóstwo książek o dzieciach/poradników dla rodziców przeczytałam jeszcze zanim pojawił się Bąbel (bo domyślałam się, że potem nie będę miała na to zbyt wiele czasu). Muszę z przykrością stwierdzić, że większością z nich jestem nieco zawiedziona - głównie dlatego, że nijak się mają do rzeczywistości ;)

      Usuń
  7. Lubię czytać, lubię pisać :) Od zawsze :)
    Fajny pomysł z blogiem, będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem - i z nutką zazdrości muszę powiedzieć, że bardzo dobrze Ci to wychodzi :) Zapraszam w moje skromne progi,choć nie obiecuję, że faktycznie uda mi się kolejnego bloga rozkręcić - może być tak, że utknie w martwym punkcie już po kilku pierwszych wpisach ;)

      Usuń
  8. Jest nas coraz więcej :) Ja też kocham książki. Od zawsze. Wzrok zmarnowałam w podstawówce czytając z latarką pod kołdrą. W naszym mieszkanku każdy kąt zajmują półki z książkami. Chociaż ostatnio więcej kupuję wiadomo dal kogo :), a sama korzystam z biblioteki. I faktycznie wykorzystuję każdy moment. I ku mojej uciesze zaraziłam pasją Męża. Zwykle wypożyczam jedną książkę, o której wiem, że i On z przyjemnością przeczyta. A na nowy blog zajrzałam. Jest świetny. Pomysłowy. Zapowiada się ciekawie. Będę bywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam wzrok raczej kiepski - swego czasu zyskałam nawet w rodzinie i wśród znajomych przydomek "Kurza Ślepota". Tu akurat najbardziej zawiniły studia i wyświetlane przez wykładowców miniaturowe slajdy, których nawet z pierwszych rzędów nie było dobrze widać. Na okulary czy soczewki wciąż się nie zdecydowałam, w sumie to u okulisty jeszcze nie byłam - bardzo nierozsądnie i lekkomyślnie, ale jakoś trudno mi się zmobilizować...

      Życzę dobrych decyzji również odnośnie Twoich własnych blogowych planów :)

      Usuń
  9. Książki...miłość na którą mam tak mało czasu. Chciałabym w tym roku nie 52 książki,to nierealne. Ale 12 książek to by było fajnie: ))

    Życzę spełnienia książkowych planów)

    Ps. Też uwielbiam tylko papierowe. Eboki to mogę czytać poradniki: ) książki bardzo lubię i lubię je posiadać, dlatego obecnie kupuje więcej niż mogę przeczytać, dlatego sporo czeka na przeczytanie: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 12 w ciągu roku to całkiem przyzwoity wynik - na pewno lepsze to, niż nic :)

      U mnie też stosik tych do przeczytania wciąż rośnie i niedługo chyba sufitu sięgnie. Jeszcze wczoraj się zarzekałam, że na razie DOŚĆ ! i dam sobie na wstrzymanie, a dziś znów z marketu kilka promocyjnych egzemplarzy przywlekłam ;)

      Usuń
    2. Hehe, te kosze w marketach z tzw "tania ksiazka" zawsze w nich grzebię;) ostatnio w Carrefourze kupiłam sobie trzy tomowe wydanie Lucy Maud Montgomery "Emilka ze srebrnego nowiu"-moja ukochana książka z dzieciństwa. No nie mogłam się powstrzymać: )

      Usuń
    3. Ja też lubiłam i Anię, i Emilkę - i do tej pory mam do nich wielki sentyment, podobnie jak do "Jeżycjady" M. Musierowicz :)

      Usuń
  10. O, czad z tym blogiem! :) Też blogujemy czytelniczo (choć mało ostatnio, bo czasu mało...). Będę zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo, nie wiedziałam ! Właśnie zajrzałam i chyba nie jest tak źle - macie w swoim dorobku sporo naprawdę interesujących recenzji! Zamierzam śledzić :)

      Usuń
  11. Ja też M czytalam na glos książki o adopcji :) - cos z tymi mężami jest chyba nie tak :D - czyżby lenistwo?! A może wygodnictwo :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba i jedno, i drugie ;) Mój na początku próbował udawać twardziela, ale bardzo szybko mu się oczy szklić zaczęły - zwłaszcza przy "Dziecku z chmur" się bidny wzruszył...

      Usuń
  12. Ja też mam mnóstwo książek, ale czytać bez "zacinania się" nie nauczyłam się do tej pory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że nieważne, czy z "zacinaniem", czy bez - byle czytać i jakieś wnioski z tej lektury wyciągać ;)

      Usuń
  13. No to u mnie trochę jak zboczenie wygląda bo ja czytam do śniadania obiadu i kolacji ,nie wiem ale tak jakoś wtedy musze mieć w co oczy wbić. Najlepiej mi przy stole sie czyta,ja też w bibliotece wypożyczam dużo. Chociaż ostatnio blogi mi trochę książki zastępują:)

    OdpowiedzUsuń
  14. A co do męża to czasem mu czytam na głos ale ze sie szybko "wyłącza" to częściej mu opowiadam książkę,na skróty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zawsze jeden i ten sam dylemat. Kiedy czytam książkę, to żal mi wszystkich interesujących, nieprzeczytanych blogów - natomiast kiedy zaglądam na blogi, żal mi czekających w kolejce książek ;) I tak źle, i tak niedobrze ;)

      Mój też się "wyłącza" dość często - i czasami wystarcza mu do tego przeczytanie listy zakupów, a co dopiero całej książki ;)

      Usuń
  15. Ale Ci na początku pozazdrościłam czytającego męża...oni wszyscy tacy sami?
    Nie!Nie!Bo mój to nawet gazety czy nekrologu nie zaszczyci.
    A ja ostatnio popadłam w marazm książkowy,nie będę się tłumaczyć brakiem czasu,to tylko wymówka,gdybym naprawdę chciała to teraz zamiast przed lapotpem leżałabym z książką.Nie wiem dlaczego,brakuje mi tego...Może przez to że internet daje mi "rozmowe,towarzystwo" a lepsze takie nienamacalne niż żadne.?
    Książki lubie nowe,uwielbiam ten zapach.Na stare jestem uczulona.Zaraz kicham i prycham :-)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)