sobota, 9 stycznia 2016

Z archwium X :)

Dorwałam dzisiaj telefon Małża 
i po ekspresowych oględzinach zawartości 
zagadnęłam go "pieszczotliwie":

"Ty baranie, jak mogłeś takie pamiętne foty
tu kisić bez mojej wiedzy tudzież przyzwolenia?!!!" :)

 No to prezentuję. 
Kawałeczek naszej rodzinnej historii.

Setne z kolei oczekiwanie pod gabinetem gina...

 
...i pod laboratorium (tu akurat 4 godziny w pełnym słońcu,
 temperatura 32 stopnie Celsjusza, z "nawaloną" klimatyzacją - 
inni mieli pewnie w tym czasie niezły ubaw na poznańskiej Malcie).   


A tutaj wczasy na jeziorach - i zamiast łodzią fale pruć, 
poszukuję w necie namiarów na ośrodek adopcyjny. 

 
Harmonogram naszych dialogów małżeńskich
(uczestnictwo w nich było warunkiem ukończenia szkolenia). 
 

Spacer po lesie dla odreagowania pierwszej, "spalonej" propozycji 
("dajcie mi, ach dajcie, jakąś siekierę !")


To, co pozwoliło mi nie zwariować 
i przetrwać dłużący się niemiłosiernie czas oczekiwania:
wędrówki z psem, rower, mój Małż nie(d)oceniony -
znoszący kwiaty i pluszaki...


 ...i serwujący takie śniadania :)


A tak zupełnie przy okazji ustanowiliśmy wtedy 
nasz nowy, rowerowy rekord - 
po którym na SORze wylądowałam, pod kroplówką, 
z atakiem kolki nerkowej ;)

 
Urządzamy dziecięce królestwo...


 "Jestem oazą spokoju, jestem oazą spokoju..." ;)

 
 
I wreszcie ten widok najsłodszy, najbardziej wytęskniony...

 
...z którym zostawiam Was, życząc miłego weekendu :):*

***

P.S. A czego jeszcze o mnie nie wiecie?

Mam dziwną manię fotografowania stóp ;) 
 (te akurat dreptały sobie - kolejno - 
po traktach mazurskich,bieszczadzkich, trójmiejskich i krakowskich).


42 komentarze:

  1. Jesteś z Poznania??? :) jesteś w stanie jakiegoś dobrego gina polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Poznania mam 160 kilometrów, ale po długich i bezowocnych poszukiwaniach odpowiedniego lekarza w bliższej lokalizacji i po kliku sromotnych klęskach i rozczarowaniach miejscowymi ginekologami - trafiłam aż tam...

      Nie chcę tu na publicznym forum nazwiskami rzucać - ale napiszę Ci na priv, w czyim gabinecie nogi rozkładałam ;)

      Usuń
    2. Przepraszam, że się wtrącę, ale ja za nim zdecydowaliśmy się na adopcję "leczyłam" się u prof. Leszka Pawelczyka z Polnej. Przyjmuje prywatnie przy ulicy Grochowskiej 50. Nam nie pomógł, ale moim bliskim towarzyszką niedoli pomógł zajść w ciąże więc można spróbować;-)

      Usuń
    3. My prof. Pawelczyka przez jakiś czas mieliśmy w planach, ale się nas ostatecznie nie doczekał, bo w międzyczasie opuściliśmy dalsze leczenie :)

      Usuń
    4. W sumie nie macie czego żałować;-)
      Ja tylko dlatego polecam pana prof., bo on szefem kliniki jest i swoje pacjentki chętnie kieruje na "swój" oddział na badania, IUI itp. Zatem jeśli ktoś chce spróbować to czemu nie.
      Przy czym czas oczekiwania na pierwszą wizytę to średnio pół roku;-0
      Ja po trzech IUI i laparoskopii zwiadowczej - podczas której mieli wyciąć mi mięśniaka i nie wycieli, bo lekarz nie zauważył;-0- podziękowałam profesorowi i jego propozycji, aby zastanowić się nad in vitro.
      A Wy Na Murawie się leczyliście?;-)

      Usuń
    5. A, no to chyba faktycznie nic ciekawego nas nie ominęło ;) My na Murawie, a wcześniej we Wrocławiu i u naszych lokalnych "szamanów" - no i wszędzie skutek ten sam, czyli żaden (tylko kasy, czasu i nerwów szkoda). W jednym miejscu wycięli mi torbiel tak "skutecznie", że po 2 tygodniach była znów na swoim miejscu, tak samo okazała rozmiarowo :/ Zastanawiałam się nawet, czy w ogóle mnie operowali, czy tylko udawali i kasę za laparo zgarnęli ;)

      Usuń
  2. Widok na weekend rozczulający:) Szczególnie, jako zwieńczenie wszystkich poprzednich widoków.
    Ja też maniacko fotografuję stopy i... cienie. Takie drobne wariactwo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, o cieniach zapomniałam - może dlatego, że jednak stopy wychodzą mi lepiej ;)

      Usuń
    2. Nie wiedziałam że jest tyle "maniaczek" stóp na fotografii, oprócz mnie. Dla mnie najbardziej pamiętne to te z sesji ślubnej w wodzie. Piasek, gole stopy i stroje ślubne - to b6l klimat.
      Fajny fotograficzny skrót waszych starań:) Pamięć bywa ulotna, a zdjęcia zostają i jeszcze pamięć przywracają ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. A my profesjonalnej ślubnej sesji nie mieliśmy - ponieważ byłam przekonana (i nadal jestem), że wychodzę na zdjęciach koszmarnie i że będzie to tylko wywalanie pieniędzy w błoto ;) Może właśnie dlatego najbardziej lubię stopy - bo tylko one w miarę korzystnie się na fotach prezentują, w przeciwieństwie do mojej facjaty ;)

      Wspomnienia faktycznie odżyły na nowo - a o niektórych rzeczach już zupełnie nie pamiętałam! Czasami taka podróż sentymentalna bardzo się przydaje :)

      Usuń
    4. No weź na pewno nie jest tak źle jak piszesz z tymi fotkami. Każdy ma w sobie to cos a jak ma jeszcze ten błysk w oku...m

      Usuń
    5. Czy ja mam błysk?No nie wiem, muszę Małża spytać ;)Zaczekaj...Powiedział : "tak, błysk - chyba od lampy błyskowej" ;)

      A na zdjęciach poważnie wychodzę bardzo kiepsko, podobnie jak na filmach z imprez okolicznościowych. Te, na których prezentuję się w miarę korzystnie, mogę policzyć na palcach jednej ręki ;) Jak patrzę w lustro to nie jest aż tak źle, ale kamera i aparat zdecydowanie mnie nie lubią ;)

      Usuń
  3. heheh , lubię takie "kwiatki" :) też czasem różne cuda w tele znajduję - swoim :) takie, o których nie pamiętałam już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w swoim nie znajduję, bo mam sprzęt tak przedpotopowy, że każdemu zrobionemu zdjęciu mogłabym nadać tytuł "Ciemność widzę, ciemność" ;)

      Usuń
  4. :) Ostatnie zdjęcia najlepsze :) Dobrego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm...mam to potraktować jako komplement? Że niby tylko stopy i obuwie mamy ładne? ;)

      Usuń
  5. Fajna obrazkowa "historyja". My też mamy takie pamiątki:) Teraz już czekamy na zdjęcia pokoju i Ktosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też bardzo czekam na Waszego Ktosia i mam nadzieję, że jakimiś fociszami (lub choć ich fragmencikami) się z nami podzielisz :)

      Usuń
  6. Fajnie tak po latach znaleźć zdjęcia, powspominać i pośmiać się, chociaż co niektóre to pewnie uśmiechu nie przywołują - ale najważniejsze, że wraz z innymi tworzą historię życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po czasie nawet te kiepskie wspomnienia okazują się bardzo cenne i czegoś uczą - a przede wszystkim są NASZE wspólne i nikt nam ich nie odbierze :)

      Usuń
  7. No takie foty maja moc. Pozdrawiam maniaczkę stup.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stóp słownik pisze za mnie w Tel hihi

      Usuń
    2. Właśnie dlatego nigdy ze słownika nie korzystam hehe ;) Buziaczki :*

      Usuń
  8. Z perspektywy czasu i z takim Słodziakiem u boku (o przepraszam, dwoma, Młodszym i Starszym, nie można pominąć Starszego serwującego takie śniadanka :) nawet bolesne wspomnienia, mniej bolą.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starszy serdecznie pozdrawia i dziękuje, że również został uwzględniony :)Już nie boli, ani trochę - choć pamiętam doskonale, jak wtedy dawało popalić ;)

      Usuń
  9. Czasem przeglądając stare fotografie można znaleźć niezłe kwiatki :)
    Harmonogram dialogów małżeńskich? - takich cudów nie mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to był jeden z elementów całej procedury - bardzo istotny i nie dało się go pominąć, bo byliśmy w ośrodku katolickim. Także na 3 dni odizolowano nas od świata, w klasztorze zamknięto i kazano listy do siebie pisać w specjalnych zeszytach ;) Doświadczenie dość ekstremalne, nie powiem ;)

      Usuń
  10. Jakis maly fetysz stop?:P Fajne zdjecia, a nie obawiasz sie facjaty Babla publikowac? Dobrze widziec te zdjecia z perspektywy czasu i wiedzac, ze wszystko sie dobrze skonczylo (macie dziecko:). Ciekawe ze Tata-Babla tak chomikowal zdjecia bez slowa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fetysz chyba nie - bo tylko na zdjęciach lubię je oglądać, a na żywo przysparzają mi samych kłopotów (rozmiar taki, że czasami tylko męskie, toporne trepy udaje mi się z nim znaleźć ;) )

      Bąbel od tamtego czasu bardzo się zmienił, wygląda teraz zupełnie inaczej - a poza tym u niego oczy "robią" wszystko, a na umieszczonych fotach akurat ma je zamknięte.

      A tata raz na jakiś czas zrzucał mi fotki z telefonu na kompa, ale te chyba akurat pominął i sam nie pamiętał o istnieniu niektórych z nich ;)

      Usuń
  11. aaale cudny wspomnień czar :)
    Pewnie piszac ten post niejedna łza Ci się w oku zakręciła.. tyle wspomnień, a potem taki cudowny finał :)
    Ale śniadanka pyszne no i ten rekord rowerowy to żeś poszalała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakręciła, zakręciła, a nawet popłynęła sobie :)

      Śniadanko Małż przygotował na bazie swojskich, ekologicznych pyszności przywiezionych z Mazur dzięki uprzejmości właścicieli naszego pensjonatu :) A rekord i tak mnie nie usatysfakcjonował do końca, bo planowaliśmy tamtego dnia dobić do setki (czyli 5 godzin nieprzerwanej jazdy, zamiast "zaledwie" 4 ;) )

      Usuń
  12. Mam słabość do zdjęć z telefonu, często go w tym celu używam. I czasami jak mi smutno, jak mi źle... przeglądam, wspominam. Raz się uśmieję, raz łezka poleci...
    Pysiek normalnie do zacałowania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niestety możemy tylko Małżowego używać - mój aparat w komórce sobie zupełnie nie radzi, ale w najbliższym czasie planuję zmianę sprzętu na bardziej konkretny. Twoje zdjęcia zawsze mnie zachwycają - niezależnie od tego, czy fotografujesz przyrodę, swoje wypieki, czy śliczne Córy :)

      Usuń
  13. REWELACJA! :) uwielbiam odkrywać takie foty. Przywołują wspomnienia, często nawet banalne i są tak wartościowe po LATACH... :) SUPER. Drukuj od razu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taki mam zamiar - chociaż dopiero co aktualne, bieżące fotki odebraliśmy z druku i mnóstwo kasy na to puściliśmy ;)

      Usuń
  14. Ciekawa historia i chociaż na początku trudna jednak później zakończona sukcesem!
    Aż przyjemniej i cieplej się na sercu robi widząc takie zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć nieważne, jak się zaczyna, tylko jak się kończy ;) Warto swoje odcierpieć i "odstać w kolejce", jeśli ostatecznie doczekamy się happy endu :)

      Usuń
  15. Czyli skarby znalezione! Czad!
    Ej,no. Nie wiedziałam, że Wy też STĄD! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w sensie że z Poznania czy spod tego konkretnego gabinetu ? :)

      Nam do Poznania dość daleko (jakieś 160 km), ale swego czasu bywaliśmy nawet kilka razy w miesiącu - w celach prokreacyjnych, że tak powiem ;)

      Usuń
  16. Takie znalezione po jakimś czasie zdjecia to najlepsze wspomnienia. Ja w tym tygodniu wlasnie wywołałam taki zbiór sprzed kilku lat i w kółko ogladam. Ale stóp coś u mnie mało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zrób, zrób koniecznie! ;) - dołączysz do naszego elitarnego grona stopomaniaczek ;)A poważnie, to na pewno jest co oglądać przy tak aktywnej mamie i licznej dziatwie :)

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)