Strony

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Refleksje poświąteczne.

Miało być wyłącznie magicznie, bajkowo i czarująco. 

Miało być bez kłótni, bez przepychanek przy świątecznym stole, bez bicia piany o mało istotne pierdoły. Miało być tak, żebyśmy mogli choć na chwilę zapomnieć o tym, co niektórych z nas ze sobą poróżniło - i skupili się raczej na tym, co wszystkich łączy.

Prawie się udało. Z naciskiem na "prawie".

Wigilia u dziadków - spędzona w towarzystwie wszystkich ciotek, wujków i całego kuzynostwa - uświadomiła mi, że pewnych rzeczy i osób nie da się ze sobą pogodzić. Że pewnych kwestii nie da się zamieść pod dywan ani upchnąć jak sianko pod świątecznym obrusem - bo i tak za chwilę wystawią stamtąd swoje posępne łby. Że czasami im bardziej jedne osoby starają się o wytworzenie podniosłej, uroczystej atmosfery - tym bardziej inne stają się na nią oporne i nabierają ochoty na smętne wynurzenia, wzajemne oskarżenia i publiczne, widowiskowe obrzucanie się błotem.

Chciałam być ponad to. 

Chciałam nie słyszeć i nie widzieć pewnych wkurzających uwag i zachowań. Chciałam nastawić swój odbiornik na zupełnie inną częstotliwość i chłonąć tylko dobry, jasny, optymistyczny przekaz. Niestety, nie do końca mi to wyszło - i mimowolnie przypomniałam sobie, dlaczego niektórych przedstawicieli naszej familii tak trudno mi polubić; i dlaczego chętniej niż z opłatkiem i uśmiechem na ustach podeszłabym do nich na przykład z...kałasznikowem ;)

Zdecydowanie najbardziej służą nam Święta spędzane tylko we trójkę.
Te w dużym, wielopokoleniowym gronie -
na dłuższą metę po prostu męczą. 

Oczywiście nie chcemy się tak zupełnie odizolować i pozbawiać Bąbla kontaktu z resztą rodziny, ale zwijamy żagle i salwujemy się ucieczką we własne domowe zacisze, kiedy tylko docierają do nas pierwsze sygnały zwiastujące ferment i wielkie, rodzinne pranie brudów. Nasze dziecko nie będzie w tym uczestniczyć - nawet jeśli jeszcze nie wszystko rozumie.

Bąbel pod babciną choinką - w poszukiwaniu prezentów od "Aja" ;)

Mogło być znacznie gorzej. 
Ale mogło też być zdecydowanie lepiej. 

Za rok przetestujemy chyba opcję "Święta wyjazdowe" -
i przekonamy się, który patent bardziej nam odpowiada :)

32 komentarze:

  1. Im więcej ludzi tym większy ferment niestety a już na pewno tacy się nie zmieniają. Ale jak sama mówisz mogło być gorzej. To też może forma tradycji rodzinnej że tak się w Święta "lubią ". Na wyjeździe może faktycznie lepiej,spróbujecie zobaczycie,pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, niektórzy są po prostu niereformowalni. Na szczęście dezerterowaliśmy odpowiednio wcześnie i największe rodzinne "smaczki" zapewne nas ominęły ;) Taki świąteczny wyjazd marzy nam się już od kilku lat - a konkretnie ośnieżone góry, przejażdżka saniami zaprzężonymi w konie, nocne ognisko z pochodniami...No zobaczymy, czy uda się znaleźć jakieś miejsce spełniające te wymogi ;)

      Usuń
  2. Ech... poczytaj co u mnie... Ja tez obiecuje sobie co roku cwiczyc egoizm i spedzac Swieta tylko i wylacznie tak jak lubie (czyli nic nie robiac i majac wokol samych zyczliwych ludzi). A wychodzi roznie.

    Pewnie - sprobujcie Swiat wyjazdowych:) Moze na Wielkanoc? Na Wigilie jednak wole byc w domu albo z Bratem. Wielkanoc to dla mnie tez swieto wiosny, wiec latwiej sie wyrwac, nie mowiac juz o lepszej pogodzie na spacery, zwiedzanie, przemieszczanie sie...

    Milej koncowki roku:) Jak spedzacie Sylwestra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już czytałam...Ale nie jest najgorzej, skoro spotkanie z Bratem doszło do skutku i przebiegało w miłej atmosferze :)

      Może i faktycznie Wielkanoc byłaby ku temu bardziej odpowiednia. To już całkiem niedługo, pomyślimy... :)

      Odnośnie Sylwestra pewnie jakiś post się jeszcze pojawi. Mamy w planach dużo tańczyć i...poczarować trochę przy pomocy magicznej różdżki ;)

      Usuń
  3. Święta... Temat rzeka. I czasami, tak może i po ludzku, ale ze wstydem przed samą sobą, zazdroszczę... Zazdroszczę ludziom takich NORMALNYCH, ciepłych, rodzinnych świąt. Jednak... Takie posty jak Twój i wiele innych, które dziś przeczytałam, są takim jakby ukojeniem, że k... mać, no pewnych rzeczy się nie przeskoczy, choćby się człowiek nie wiem jak starał. I może to poniekąd też tak wkurza i boli? Że jednak jedni gotowi są podjąć ten wysiłek, postarać się, a innym tak ciężko to zrobić...

    Święta wyjazdowe- rozważamy tą opcję niemal od 9lat... Tym bardziej, że sytuacja z rodziną Marcina jest co najmniej "skomplikowana". Co roku jednak, górę bierze nasze (być może dziwne i w ogóle odbiegające od rzeczywistości) przekonanie, że dzieciakom lepiej będzie w takie święta w domu- z dziadkami, z tą atmosferą... U nas co prawda prania brudów nie ma, ale są inne delikatne kwestie, niezmienne odkąd pamiętam- o, choćby moja mama na głowie której jest wszystko i ojciec- w roli gościa we własnym domu, bo przecież pomocą się nie zhańbi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tę zazdrość regularnie odczuwam - i dotyczy ona nawet nie tyle normalnych Świąt, ile normalnych RODZIN, które faktycznie się wspierają, mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji i potrafią zbudować zdrowe, pozytywne relacje. (Ale z moich obserwacji wynika, że takich jest chyba faktycznie zaledwie garstka...)

      Nie wiem, jak to jest u Was, ale my mamy Bąblowych dziadków i pradziadków dosłownie parę metrów dalej - i na co dzień wręcz musimy ograniczać nasze kontakty, żeby zupełnie nie weszli nam na głowę (choć jednocześnie z jakąkolwiek pomocą z ich strony bywa naprawdę różnie). W takiej sytuacji świąteczna "emigracja" może być rozwiązaniem naprawdę godnym rozważenia - i miłą odmianą dla wszystkich ;)

      Usuń
    2. My jesteśmy z tego samego miasta, ale tak blisko, że dosłownie parę kroków, to nie. Widujemy się regularnie, ale tak zaborczej miłości dziadków, to u nas nie uświadczysz :)Z mojego doświadczenia natomiast wynika, że dziadków niestety trzeba sobie trochę wychować- wiem, jak to określenie brzmi w stosunku do własnych/męża rodziców, ale... Niektórzy, zwyczajnie zapominają, że my już nie jesteśmy dziećmi. W tej dobrej wierze i czasem w kompletnym braku wiary w nas, chcą ochronić nasze dzieci, przed błędami, które rzekomo możemy popełnić. I tak jak nie mam tu na myśli jakiś skrajnych odchyleń od normy, tak uważam, że nawet jako rodzice, mamy prawo uczyć się na własnych błędach.
      No, to trochę odbiegłam od tematu świąt :)
      I właśnie nas ta miła odmiana też kusiła. Kto wie, może kiedyś w końcu się przełamiemy :)
      Chętnie natomiast poczytam, jakie będą Wasze wnioski po takiej odmianie!
      Buziaki :*

      Usuń
    3. Wychowujmy, wychowujemy - i wcale nie uważam, by określenie to brzmiało w tym kontekście jakoś dziwnie ;) Niestety i ze strony mojej, i Małża, "materiał" trafił nam się trudny, oporny oraz mało podatny na urobienie - i czasami jedynym rozwiązaniem okazuje się drastyczne ograniczenie kontaktów, bez sentymentów i zważania na czyjeś dąsy.

      Ktoś, kto sam popełnił (i nadal popełnia)jako rodzic multum najróżniejszych błędów, nie będzie mnie uczył, jak mam z własnym dzieckiem postępować. Wolę sama się sparzyć, nawalić, coś schrzanić - niż słuchać "dobrych rad" ludzi, którzy nie wyciągają żadnych wniosków z własnych pomyłek (a moi rodzice niestety właśnie do takich należą).

      Jeśli faktycznie zdecydujemy się na taką odmianę, na pewno o tym napiszę :)

      Usuń
  4. Ja nie będę opisywała naszych świąt. Powiem tylko, iż pomimo ogromnych starań były to dla mnie najgorsze i chyba najtrudniejsze święta. Z nadzieją czekam na przyszły rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, Elu, że jednak nie wyszło tak, jak to sobie założyłaś i wymarzyłaś...Kolejne na pewno będą lepsze - a przede wszystkim będziecie już w gronie powiększonym o wyczekane Maleństwo :)

      Usuń
  5. U nas w porządku, bo rodzina w skromnym składzie.. ale pamiętam, że w domu rodzinnym mieliśmy jedną pewną rzecz w wigilię - awanturę:) rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awantura również u nas jest tradycją tak intensywnie kultywowaną i nierozerwalnie związaną z każdymi Świętami, jak choinka czy barszcz z uszkami ;)

      Usuń
  6. Dlatego ja stawiam zawsze na wigilie w swoim domu. Ooo byłam pare razy na taki" spędach "rodzinnych i nigdy więcej. Słoneczko wychodzę z założenia że dla dziecka lepiej kiedy ma zadowolonych rodziców a na takich spotkaniach trudno o zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niektóre nasze rodzinne "spędy" potrafią być bardzo, ale to bardzo przyjemne - chociażby rocznica ślubu Dziadków, o której też już na blogu pisałam :)Ale wtedy to chyba z szacunku dla Jubilatów wszyscy powstrzymali się przed wzajemnymi docinkami i złośliwościami - widocznie uznali, że w Boże Narodzenie mogą to sobie z nawiązką zrekompensować i nadrobić ;)

      Usuń
  7. My przetestowalismy wyjazdowa Wielkanoc. Bylo swietnie, choc malo swiatecznie:-) W zasadzie powinnismy byli leciec do rodziny, ale tak bardzo potrzebowalismy wtedy urlopu, ze ruszylismy na tydzien na plaze. Nikt sie nue burzyl:-) Gwiazdki w takim wydaniu jakos nie widze, ale to kwestia indywidualna, moze Wam akurat by sie spodobalo? Najwazniejsze, ze juz wiecie, ze czasem sie nie da. Bo masz racje, wysilek musi byc obustronny, zeby bylo fajnie i milo. Sciskam poswiatecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na plażę raczej nie ruszymy - prędzej gdzieś pomiędzy ośnieżone górskie szczyty, bo obawiam się, że Bąbel będzie miał okazję podziwiać śnieg wyłącznie na zdjęciach archiwalnych, sprzed kilku lat ;)

      Tak, do tanga zawsze trzeba dwojga. I nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - bo przekonałam się, że w takim składzie już więcej "tańczyć" nie mam ochoty ;)

      Usuń
    2. O jak ośnieżone szczyty to koniecznie nas musicie odwiedzić. Od nas bluzę do tych szczytów.

      Usuń
    3. Bliżej miało być słownik w telefonu mi świruje.

      Usuń
    4. Domyśliłam się, że nie o bluzę chodziło ;) Kto wie, kto wie - może kiedyś gdzieś w Wasze okolice zawitamy ;)

      Usuń
  8. Ja najmilej wspominam wigilię w wąskim gronie najbliższej rodziny: ja i mąż, brat z bratową, moi rodzice i babcia. Jest uroczyście, radośnie i świątecznie. Nikt ma nie wygodnych życzeń, wścibstwa i rozmów o polityce. Ale pamiętam, ze w którymś roku urządziliśmy wigilię dla około 20 osób.. I potem już nikomu nie chciało się tego powtarzać. Chyba po prostu nie da się zapanować nad dużą ilością osób i takie spięcia w większym gronie są nieuniknione. Dlatego może lepiej spędzać je tak, jak mam najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy naszym stole również polityki nie zabrakło - no jakżeby inaczej! A jak jeszcze niektórzy panowie się rozochocili wujkową naleweczką to myślałam, że zwolennicy dwóch przeciwstawnych opcji politycznych zaczną sobie do gardeł skakać, z kolędami w tle... Nigdy więcej takich jatek, nigdy więcej!

      Usuń
  9. Mam podobne uczucia - najpiękniejsze chwile tych Świąt to te spędzone we Trójkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba generalnie najbardziej lubię czas spędzony tylko z moimi Mężczyznami albo w zupełnej samotności - bez żadnych "zakłóceń" płynących z zewnątrz ;)

      Usuń
  10. Hihi, i jak "Aj" - spisał się?
    U nas jest ;"Ołaj" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Aj" w tym roku poza prezentami rzeczowymi przyniósł również pewne kwoty pieniężne, które zaczęliśmy chomikować w skarbonce, żeby Bąbel mógł wydać je kiedyś wedle własnego uznania :)

      Usuń
  11. Kochana, to co.. za rok albo kałasznikow albo wyjazd w nieznane :)
    Rozumiem Cie, tez mam takie osoby w swoim otoczeniu, ale na szczęście z najgorszym upiorem ominęło mnie dzielenie się opłatkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba domyślam się, kim ten wspomniany "upiór" mógł być ;) Ja muszę przyznać, że za tradycją opłatkową jakoś generalnie nie przepadam, bo wydaje mi się to trochę sztuczne, na siłę i takie "byle odbębnić". Wolę, jak ktoś mi dobrze życzy przez cały rok - myślą, mową i uczynkiem - i nie musi jeszcze dodatkowo w Wigilię tego podkreślać :)

      Usuń
  12. Polecam Święta wyjazdowe :)
    Spokój, cisza, relaks i beztroski odpoczynek.
    Tegoroczne święta spędziliśmy z dala od rodziny ale było naprawdę cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, widziałam te piękne zdjęcia z Waszego wyjazdu :) Chyba naprawdę się skusimy na takie rozwiązanie, bo Święta spędzone przy stole (lub kilku różnych stołach) już nam się trochę...przejadły ;)

      Usuń
  13. Z rodziną najlepiej na zdjęciach, na szczęście my mamy małą rodzinę więc u nas jest spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas rodzina naprawdę spora - wystarczy powiedzieć, że i moi, i Męża rodzice mieli po 4-5 rodzeństwa. W takim gronie człowiek nie zazna spokoju - to już wiem ;) A i na zdjęciach najlepiej stawać z boku, co by się dało odpowiednio brzegi przyciąć ;)

      Usuń
  14. sama byłam kiedyś sprawcą kłótni przy wigilijnym stole. chociaż minęło już parę lat, wciąż mi głupio. Nie powinnam, niestety nie wytrzymałam...

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)