Strony

sobota, 11 lutego 2017

Adopcja zagraniczna - błogosławieństwo czy tragedia dla polskich dzieci?


Jakiś czas temu w niektórych mediach gruchnęła wiadomość, że polskie dzieci przestaną być kierowane do adopcji zagranicznej (a właściwie - że adopcje te zostaną OGRANICZONE i nie będą odbywać się z taką częstotliwością, jak do tej pory). Podejrzewam, że wielu oczekujących kandydatów na rodziców adopcyjnych dostało tym newsem jak przysłowiowym obuchem w łeb - i w pierwszym odruchu sama również napisałam o tym dość emocjonalny i ostry post na naszym Facebooku. 

Doskonale rozumiem wszystkie bojowe nastroje  -
jednak z perspektywy czasu wydaje mi się, że emocje nie będą tutaj najlepszym doradcą.

Dlatego też przez kilka kolejnych dni grzebałam, szukałam, sporo czytałam na ten temat i nawet dzwoniłam do ośrodków zajmujących się adopcją zagraniczną w świetle nowych przepisów - żeby uzyskać jakieś konkretne informacje u źródła i nie przekazywać Wam tutaj niesprawdzonych treści.





ADOPCJA ZAGRANICZNA - TYLKO DLA KATOLIKÓW ? 

Przede wszystkim zadałam pytanie: Czy od tej pory tylko osoby wierzące będą mogły przysposobić dziecko w ramach adopcji zagranicznej? 

W odpowiedzi usłyszałam: "Absolutnie nie. Kwestie ideologiczne nie mają tu żadnego znaczenia. Szukamy po prostu dobrych ludzi o otwartych sercach, którzy są gotowi przyjąć do siebie dziecko o szczególnych potrzebach. Nasz ośrodek jest katolicki, ale wyznanie kandydatów nie ma tu nic do rzeczy."

Jednocześnie, na oficjalnej stronie internetowej wyżej wspomnianej instytucji znaleźć można taki oto zapis: "rozpatrując zgłoszenia rodzin - preferujemy w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a następnie inne chrześcijańskie”. 

W takim razie - czy zostałam okłamana? Czy to tylko ten zapis jest tak niefortunny, dyskryminujący i krzywdzący dla pewnej określonej kategorii potencjalnych rodziców? I czy zostanie on zmodyfikowany oraz dostosowany do nowej, dynamicznie zmieniającej się sytuacji? Trudno powiedzieć... 

Zmierzając do sedna, chciałabym pokazać tutaj dwa zupełnie odmienne punkty widzenia
na adopcję zagraniczną - i dwie autentyczne historie dzieci, których ten temat swego czasu dotyczył.

Jaś i Ania naprawdę istnieją (choć mają inaczej na imię). 
Wczujcie się w ich położenie, chociaż na chwilę...

 
ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ JASIEM, 
CHŁOPCEM Z "BIDULA"...

Twoja mama nie żyje, a ojciec pił na umór. Na szczęście zabrali Cię od niego po tym, jak pojawiłeś się w szkole z rozciętą wargą, podbitym okiem i śladami duszenia na szyi. Masz 9 lat i prawie nie mówisz. Boisz się własnego cienia. Mężczyźni mogą podchodzić do Ciebie wyłącznie na czworakach, ponieważ bardzo źle znosisz ich wyprostowaną sylwetkę obok siebie - zapewne w obawie przed kolejnym biciem.

Rozpromieniasz się cały tylko wtedy, kiedy pokazujesz mi zdjęcia pewnej uśmiechniętej włoskiej pary. To małżeństwo z Neapolu, które oczekuje właśnie na Twoją zagraniczną adopcję. Spotkaliście się ze sobą już dwa razy, a teraz odwiedza Cię w bidulu nauczycielka języka włoskiego, żebyś umiał się  z nimi lepiej porozumieć. Z dumą powtarzasz mi tych kilka słów, które już zdążyłeś zapamiętać. Nie możesz doczekać się, kiedy wreszcie po Ciebie przyjadą ! 

ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ ANIĄ, 
DZIEWCZYNKĄ W RODZINIE ZASTĘPCZEJ...

Masz przy sobie jeszcze dwie młodsze siostry i brata. Rodziców zastępczych bardzo kochasz - są dla Ciebie mili, nigdy nie biją i nie wyzywają od najgorszych. Odrabiacie wspólnie lekcje, zimą lepicie bałwana, a latem jeździcie nad jezioro. Nigdzie jeszcze nie czułaś się tak dobrze i bezpiecznie, jak u nich. 

Któregoś dnia przyjeżdżają do Was jacyś ludzie i mówią coś o rodzicach, którzy czekają na Ciebie zagranicą. Ale Ty przecież nie chcesz nigdzie wyjeżdżać! Przecież tu jest Twój dom! Spędziłaś tu kilka ostatnich lat i nie wyobrażasz sobie, że nagle mieliby zabrać Cię stąd do jakiegoś zupełnie innego, dalekiego i obcego kraju. Nocami płaczesz w poduszkę i obmyślasz plan ucieczki. Oczywiście zabierzesz ze sobą Emilkę, Kasię i Piotrka, żeby już nikt nigdy Was nie rozdzielił. 


 ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ POLITYKIEM...

...i śmiem przypuszczać, że tak naprawdę los dzieci i ich rodziców guzik Cię obchodzi. Postępujesz trochę tak, jakbyś recytował jakąś popularną wyliczankę z czasów, kiedy sam jeszcze byłeś małym chłopcem i biegałeś po podwórku w spodniach na szelkach...

"RAZ, DWA, TRZY - do adopcji zagranicznej trafisz TY !"
"CZTERY, PIĘĆ, SZEŚĆ - zostajesz w kraju, no i cześć !"
"SIEDEM, OSIEM - w gruncie rzeczy mam Cię w nosie..."

Jeżeli dodatkowo jesteś politykiem obecnie panującej opcji - prawdopodobnie cierpisz też na coś, co określam jako MANIĘ POLSKOŚCI. Wolisz, żeby dziecko kisiło się aż do osiągnięcia pełnoletności w jakimś rodzimym bidulu - niż żeby trafiło do kochających, troskliwych, lecz zagranicznych i obcych kulturowo rodziców adopcyjnych. Czy nie przeszło Ci przez myśl, że zachowujesz się trochę jak...pies ogrodnika

A ja? JESTEM MAMĄ ADOPCYJNĄ... 

...i uważam, że wszystkie tego typu decyzje powinny być podejmowane w odniesieniu do konkretnego dziecka - i do jego indywidualnej sytuacji, która zależy od całego mnóstwa najróżniejszych czynników.  

DLA JASIA adopcja zagraniczna będzie najprawdopodobniej jedyną szansą na znalezienie nowego domu i akceptującej rodziny. Najpewniej będzie dla niego prawdziwym błogosławieństwem - i najlepszym, co może go w życiu spotkać ! 

DLA ANI adopcja zagraniczna i zerwanie wszystkich dotychczasowych więzi z rodziną zastępczą może okazać się wręcz niewyobrażalną traumą, z której dziewczynka już nigdy się nie otrząśnie.  


SZANOWNY POLITYKU, PRACOWNIKU OŚRODKA
CZY ZAGRANICZNEJ AGENCJI ADOPCYJNEJ ! 

Bardzo cię proszę...Zacznij wreszcie myśleć o adopcji tak, by to słynne "dobro dziecka" - którym się tak wszem i wobec szafuje i wyciera nim sobie gębę - nie stanowiło tylko chwytliwego hasła, pustego sloganu i nic niewartego frazesu....

Zrób wreszcie coś, żeby przepisy adopcyjne oraz podejmowane w ich ramach działania rzeczywiście stanowiły odpowiedź na potrzeby dziecka. Tego konkretnego dziecka, którego dana sprawa dotyczy - bez uogólniania i wrzucania wszystkich przypadków do jednego, wspólnego worka. 

EDIT:

Petycja w sprawie adopcji zagranicznych 
(kierowana do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Premier Beaty Szydło) , 
którą możesz podpisać - znajduje się TUTAJ. 

 

79 komentarzy:

  1. Czytałam ostatnio książkę "Mogło być inaczej" Johna Brooksa, gdzie dokładnie naświetlone jest, z jaką mentalnością funkcjonują jeszcze polskie sierocińce, jak wygląda proces adopcji zagranicznej, przyznam, że ciężko mi było pogodzić się z wieloma aspektami. Generalnie, książkę bardzo polecam wszystkim rodzicom adopcyjnym, niezwykle przydatna publikacja, mam nadzieję, ze i u nas ośrodki adopcyjne zaczną w końcu bardziej zwracać uwagę na psychologiczne wyzwania związane z adopcją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tej książce, chyba nawet była polecana przez "Naszego Bociana". Też mam w planach jej zakup, mimo że całą procedurę adopcyjną mamy już za sobą. Myślę, że dalsze zgłębianie tematu na pewno nam nie zaszkodzi.

      Usuń
    2. Książka koncentruje się na tym, co nastoletnie dziecko adopcyjne przeżywa, jakie są z tym związane zagrożenia, że tak naprawdę w ciągu jednego dnia wszystko może przybrać zły obrót, niezwykle wartościowa książka, jak dla mnie powinna być wręcz obowiązkową lekturą każdego adopcyjnego rodzica. Mnóstwo cennych informacji z niej wyciągnęłam, na wiele aspektów zwróciłam uwagę, to co intuicyjnie odbierałam, teraz znalazło medyczne potwierdzenie. Koniecznie przeczytaj, tak pięknie piszesz o adopcji, że warto by było przemyślenia i doświadczenia z tej książki podawać dalej, to autentyczna historia, z której wiele możemy się nauczyć. Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
    3. Właśnie mam w planach przygotowanie całej listy lektur i filmów dotyczących adopcji, z której mogliby skorzystać też moi czytelnicy. Na pewno uwzględnię na niej tę pozycję - i bardzo Ci dziękuję za przypomnienie o niej :)

      Usuń
  2. Bardzo ważny i trudny temat, bardzo indywidualny. Głośno swego czasu było o rosyjskich dzieciach maltretowanych w amerykańskich rodzinach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz, dzieci bywają maltretowane również w rodzinach w swoim kraju pochodzenia. Ja absolutnie nie jestem przeciwna adopcji zagranicznej. Uważam wręcz, że dla wielu dzieci to konieczność i jedyne wyjście - ale trzeba o tym decydować mając na uwadze właśnie konkretną sytuację danego dziecka i jego faktyczne dobro, a nie kwestie ideologiczne czy polityczne.

      Usuń
  3. Bardzo trudny temat I napewno wymaga wnikliwej analizy. Nigdy nie wiadomo czy podjęta decyzja będzie słuszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - lecz jakąś decyzję podjąć trzeba, żeby dzieci np. nie spędziły całego swojego dzieciństwa w placówce. Dobrze by było, gdyby faktycznie podejmowało się ją z uwzględnieniem właściwych przesłanek - a nie politycznego "widzimisię".

      Usuń
  4. Niestety w naszym kraju niejednokrotnie dobro dziecka widnieje daleko, daleko w tyle :( Ile trzeba przejść wymagań, aby wgl zostać zaakceptowano twój wniosek adopcyjny. Prawda jest taka, że wiele z tych wymogów nie spełniały by zwyczajna polska rodzina. Rozumiem, że nie można oddać dziecka byle komu, ale bez przesady. Dziecko potrzebuje czułości i bliskości.
    Edyta z dekorujchwile.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi wymaganiami akurat nie do końca się zgodzę - jako mama adopcyjna mogę Ci zagwarantować, że wcale nie są one takie wygórowane, jak to się powszechnie sądzi. Są oczywiście pewne procedury i kwestie formalne - ale najbardziej liczy się motywacja, gotowość i otwarte serce. Z drugiej strony - trzeba kandydatów odpowiednio "sprawdzić" i wcale mnie to nie dziwi (choć w trakcie starań czasami faktycznie rodziło nasz bunt). To absolutna konieczność - i nie podlega żadnej dyskusji.

      Usuń
  5. W zasadzie to nie wiem, co mam myśleć o adopcji zagranicznej. Niby wiem i rozsądek mi podpowiada że to wszystko dla dobra dzieci, ale z drugiej strony tyle się słyszy o tych nieszczęściach jakie spotykają dzieci adopcyjne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie nieszczęście może tak naprawdę przydarzyć się dziecku wszędzie - w Polsce i zagranicą, w rodzinie adopcyjnej, zastępczej i biologicznej. Doniesienia medialne niestety tylko to potwierdzają - i zawsze jest pewne ryzyko, że rodzice nie sprostają swojemu zadaniu albo - co gorsza - okażą się zwyrodnialcami i katami dla własnych dzieci...W dokonanych zmianach mierzi mnie między innymi to, że odebrano uprawnienia ośrodkowi TPD, który jako jedyny miał z agencjami zagranicznymi coś w rodzaju "umowy" o przesyłaniu raportów z rozwoju dziecka aż do momentu uzyskania przez nie pełnoletności.

      Usuń
  6. Nie wiem co napisać :( Temat dla mnie daleki, ale jakoś tak smutno:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt - temat ani nie jest lekki, ani wesoły...Chyba niezbyt się na weekend nadaje, w dodatku kiedy wszyscy już w takich walentynkowych nastrojach...

      Usuń
  7. Myślę że muzułmanie nie adoptują dzieci. Mają aż nadmiar własnych. Nie wiem co Cię tak oburza, ze preferowane są rodziny chrześcijańskie. To normalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi, chyba Cię trochę ponosi. Ani słowem nie wspomniałam tu o muzułmanach - czy naprawdę uważasz, że wszystko sprowadza się do takiego podziału?

      Są też osoby innych wyznań lub osoby niewierzące - i one też mają chyba prawo do adopcji dziecka, nie sądzisz? Wcześniej miały taką możliwość przez ośrodek TPD w Warszawie, który aktualnie został tych uprawnień pozbawiony - i stąd wynika obawa wielu oczekujących par, że jako osoby niewierzące zostaną zmarginalizowane i zepchnięte na koniec adopcyjnej "kolejki". (Ze słów pracownika ośrodka wynika jednak, że są to obawy NIEuzasadnione).

      Dlaczego Twoim zdaniem osoby wierzące mają być traktowane w jakikolwiek sposób lepiej i faworyzowane? Co w tym normalnego?

      Usuń
    2. Normalne?
      Naucz się czytać ze zrozumieniem - w zapisie, który przytoczyła Bąbelkowa Mama czytamy, że w pierwszej kolejności są brani pod uwagę osoby z odłamu katolickiego, później dopiero pozostałe. Chrześcijaństwo MA ODŁAMY. Skąd Ci muzułmanie ??? Przeszkadzają Ci, że wypaliłaś z nimi? No tak... przecież jesteś "chrześcijanką"...

      Usuń
  8. We Włoszech, z tego, co wiem, adopcji nie ma. W sensie, że łatwiej jest adoptować dziecko z innego kraju, niż samych Włoch. Istnieją oczywiście domy dziecka, ale warunki adopcyjne muszą być naprawdę ciężkie, skoro prawie się nie adoptuje. Nie wiem, z czego to wynika. Rozmawiałam ostatnio z mamą, która adoptowała chłopca z Etiopii- procedury trwały aż pięć lat. Zdecydowanie za długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jakie są przyczyny takiej sytuacji we Włoszech. W niektórych krajach wynika to z faktu, że dzieci praktycznie nie trafiają do dużych placówek, tylko do form rodzinnych - rodzin zastępczych czy rodzinnych domów dziecka. Natomiast jeśli chodzi o czas - to faktycznie adopcje zagraniczne trwają z reguły znacznie dłużej, niż te krajowe (i pociągają za sobą nakłady finansowe) .

      Usuń
  9. chciałbym, żeby ktoś mi teraz powiedział "nic nie wiesz Jonie Snow.." ehh.. myślałem do dzisiaj, że o adopcji wiem mało. Myliłem się. Nie wiem nic, albo jeszcze mniej.. Napisałaś, że adopcja zagraniczna może być jedynym ratunkiem. A co z rodzinami polskimi? Nie są one jakoś uprzywilejowane? W pierwszej kolejności? Bo sama dosyć niedawno pamiętam, że pisałaś o tym, że proces adopcyjny trwa dosyć długo. No może moje myślenie teraz jest złe i proszę popraw mnie, ale skoro w Polsce wiele rodzin po kilka lat musi czekać na swoje wymarzone dziecko, a my jako naród oddajemy nasze dzieci za granicę? tak średnio to wygląda.. Oczywiście zgadzam się, że lepsze to, niż bidul, ale nie dało by się po prostu uprościć całej tej procedury??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przekonaniu tu nie chodzi o samą procedurę. Chodzi o to, że w Polsce większość par oczekuje na dziecko małe i stosunkowo zdrowe. Ludziom najczęściej trudno jest zdecydować się na adopcję dziecka sporo starszego, bardzo chorego, niepełnosprawnego albo też kilkuosobowego rodzeństwa - i prędzej zdecydują się na to pary zagraniczne, bo po prostu mają ku temu lepsze warunki. Wspomniany w poście Jaś przez długi czas czekał na nową rodzinę w Polsce - ale pomimo usilnych starań nikt nie zdecydował się na jego adopcję. Dopiero ta para z Włoch wykazała taką gotowość. Reasumując, dla wielu dzieci jest to de facto jedyna droga, żeby zyskać nową rodzinę i nie spędzić całego dzieciństwa w instytucji.

      Z drugiej strony - samej procedurze też daleko do doskonałości i pojawia się pytanie, w jaki sposób (i czy w ogóle) "monitorować" późniejszą sytuację dziecka zagranicą. I z jednej strony wszystko mi podpowiada, że tak - powinno się to robić. A z drugiej - sama nie chciałabym, żebym aż do ukończenia przez Bąbla 18. roku życia musiała zdawać ośrodkowi jakieś raporty i relacje z jego "postępów" - więc jestem przekonana, że dla zagranicznych rodzin adopcyjnych taki model to też nie byłby szczyt ich marzeń...

      Usuń
  10. Jesteście takimi dobrymi ludźmi. Wszystkiego co najlepsze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm...Zawsze mam dylemat, jak mi ktoś w ten sposób pisze. Rozumiem intencje - ale przecież mamie biologicznej się nie mówi,że jest dobrym człowiekiem, bo zdecydowała się urodzić...

      Mimo wszystko - dziękujemy za życzenia i wzajemnie <3

      Usuń
  11. Dla mnie wszystko co się dzieje wokół adopcji zagranicznych sprowadza się do jednego, co sama najlepiej nazwałaś - mani polskości. Jednym słowem - lepiej niech dziecko kisi się w bidulu, niż miałoby trafić w ręce "niewiernych".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to niestety właśnie wygląda - zwłaszcza jak się całościowo spojrzy na te wszystkie "dobre zmiany", których od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami.

      Usuń
    2. Niewierna mama adopcyjna pozdrawia :P

      Usuń
    3. Ach, Brosha - nam też do tych "niewiernych" bliżej, niż do "wiernych". Ale Kościół w pewnym sensie sam sobie na to zasłużył, że ludzie się od niego odwracają.

      Usuń
  12. Znam irlandzka rodzine, ktora nie zaadoptowala, ale "przygarniala" na wakacyjne miesiace dwojke rosyjskich dzieci. Teraz juz sa prawie dorosli, ale wiem, ze ta rodzina finansowo wspomagala sierociniec, dlatego mieli pewne przywileje. Dla tych rosyjskich dzieci to pewnie byly wakacje zycie. Bezstroskie, bezpieczne I kolorowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja nie popieram takiego "przygarniania" na wakacje, święta, weekendy itp. Z tego co wiem większość placówek w Polsce tego nie praktykuje, bo może mieć to katastrofalne skutki dla psychiki dziecka. Co z tego, że te wybrane dni w roku są kolorowe i piękne - skoro potem trzeba wrócić do szarej i brutalnej rzeczywistości...Serio, widzę w tym więcej wad, niż zalet - a panie z naszego OA były wręcz wrogo nastawione do takiego rozwiązania. To trochę tak, jakby pokazać dziecku, że może istnieć "lepszy" świat - a potem zabrać mu to wszystko i odesłać je z potworem...

      Usuń
    2. Dla mnie to się wszystko kupy nie trzyma. Czołowy argument polityków, który można było usłyszeć w mediach, że polskie dzieci powinny wychowywać się w Polsce. Ale jednocześnie adopcje zagraniczne nadal będą przeprowadzane, tyle że przez faworyzowane katolickie ośrodki. Albo powinni zamknąć wszystkie ośrodki, albo jeśli mają wątpliwości co do przeprowadzania tego rodzaju adopcji, to może trzeba by zacząć od wprowadzenia jakichś zmian w procedurach itp. To, że ktoś jest katolikiem, nie czyni z niego automatycznie prawego człowieka o otwartym i szczerym sercu. Niestety, ale to tak nie działa. Przyznam, że to co mnie trochę martwi w przypadku adopcji zagranicznych, to fakt, że potem już nie ma nad tym żadnej kontroli, ale mimo to uważam, że wprowadzona przez rząd zmiana niczemu dobremu nie służy, a na pewno nie dzieciom.

      Usuń
    3. W komentarzu do Mini miało być *Z POWROTEM , a nie *Z POTWOREM...

      Usuń
    4. Malwo - mi też się to nie trzyma kupy...Mam wrażenie, że to jest tylko pierwszy krok w kierunku decyzji o zupełnym "zbanowaniu" adopcji zagranicznej - a tego absolutnie bym nie chciała, bo wiele dzieci właśnie na to czeka i jest to dla nich jedyna szansa i nadzieja !

      Dlaczego tylko ośrodki katolickie? Patrząc na poglądy panującego ugrupowania - to chyba oczywiste...Jedna z pań w ośrodku powiedziała mi wręcz, że "sama jest zdziwiona takim obrotem sprawy"...

      Trzeba pamiętać o tym, że "zbanowany" ośrodek TPD jako jedyny zawierał pewne uzgodnienia z zagranicznymi agencjami, w ramach których możliwa była kontrola sytuacji dzieci po dokonanym przysposobieniu...A nowo powołany ośrodek katolicki w Sosnowcu póki co nie ma ani takich umów, ani żadnego doświadczenia w niniejszej kwestii...

      Niemniej jednak tym postem próbuję uzmysłowić, że adopcja zagraniczna nie jest dla każdego dziecka. Niektóre dzieci mają rodzinę zastępczą, funkcjonującą bardzo podobnie do tej adopcyjnej. Jedyną przeszkodę w ostatecznym przysposobieniu stanowią (jak zwykle) kwestie finansowe - bo adoptując traci się dofinansowanie, które dla wielu rodzin jest niezbędne, żeby prowadzić terapię i móc pozwolić sobie na inne formy pomocy dziecku. Więc może właśnie w tym kierunku powinny pójść działania władz? Żeby wesprzeć finansowo te dzieci, które takiego wsparcia potrzebują?

      Usuń
  13. Bardzo mądry i ważny głos! I bardzo obrazowo to przedstawiłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam - ale tak naprawdę temat jest tak rozległy, że całą książkę można byłoby o nim napisać.

      Usuń
  14. Ciekawy artykul i daje do myslenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie myślenia niektórym politykom chyba najbardziej brakuje...

      Usuń
  15. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma "prawdy absolutnej" (czy uniwersalnej), że ta sama prawda może trochę inaczej wyglądać, kiedy się przyjrzeć faktom pod innym kątem. I chyba w tym momencie wypowiedział uniwersalną prawdę ;) W każdym razie ta sama sprawa może inaczej wyglądać w Polsce, a inaczej za granicą. Wykonałaś kilka telefonów, żeby się przygotować do tematu (WOW! Kto jeszcze tak robi? Ja nie znam. Taką rzetelność naprawdę się chwali). My nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie dokładnie ile telefonów do polskich ośrodków adopcyjnych wykonała moja żona (tylko ona dzwoniła, ja nie miałem na swobodnego czasu na czynną rozmowę, chociaż czasami mnie ponosiło, żeby się włączyć, kiedy się przysłuchiwałem), ale śmiało mogę powiedzieć, że podczas jakichś dwóch tygodni naszych najbardziej intensywnych starań o adopcję, musiała ich wykonać - średnio licząc - około dwudziestu. Niektóre z tych rozmów, zwłaszcza te pierwsze, do złudzenia przypominały właśnie to, co piszesz. Inne były lekko sugerujące, że nie będzie tak lekko, bo do adopcji zagranicznej są tylko dzieci starsze i chore (rozważaliśmy taką możliwość, ale w naszej sytuacji ostatecznie to by nie wyszło nikomu na dobre). W jednej z rozmów padło pytanie czy chcemy adoptować dziecko jako obywatele Polski, czy Szwecji... (tylko pogratulować profesjonalizmu, bo ktoś, kto przy tym pracuje, powinien wiedzieć, że "tam miejsce twoje, gdzie płacisz podatki" - to nie jest kwestia wyboru który paszport pokazać). Bardzo różne odpowiedzi w różnych ośrodkach, które ogólnie dzielą się właśnie na katolickie i nie... My nie jesteśmy Katolikami (Muzułmanami też nie - pozdrawiam Megi W :) ), więc na tę wiadomość odrazu w słuchawce ton rozmowy ulegał lekkiej zmianie. Rozmów było sporo i odpowiedzi z kolejnych zaprzeczały poprzednim. Totalny chaos, brak spójności, polski sposób załatwiania spraw - zupełne przeciwieństwo szwedzkiego. Zawód, rezygnacja, rozważanie wyboru innego kraju. No i w naszym przypadku skończyło się to inaczej...

    Dlaczego we Włoszech "adopcji nie ma" - jest rzadkością? Nie wiem, ale być może z podobnego powodu, co w Szwecji. Też prawie nie ma, bo w Szwecji nie rodzą się dzieci niechciane (chociaż może powinienem odwrócić szyk zdania, co bardziej brutalnie podkreśliłoby prawdziwą przyczynę). Pewnie we Włoszech tak nie jest, pewnie powód jest inny. Ale jest.
    Ale zawsze będę ciepło myślał o pewnej rodzinie z Włoch, która adoptowała całą trójkę dzieci mojego kuzyna, który się totalnie stoczył. Wielki szacunek, uznanie i miłość, chociaż oni nie mają o tym zielonego pojęcia :))) i pewnie nigdy nie będą mieć ;)

    Czy adopcja zagraniczna jest błogosławieństwem? W niejednym przypadku tak. Mam nadzieję i wierzę, że w znacznej większości przypadków. Ale bywają też przypadki katastrofalne (o jednym oglądałem film, nawet go nagrałem i chciałem kiedyś napisać wpis na moim blogu, ale zaniechałem na dobre). Dużo racji poruszyła Lady Makbet pisząc o niedogadywaniu się kandydatów na rodziców adopcyjnych z ośrodkami adopcyjnymi. Nie wiem, czy miała też na myśli adopcje zagraniczne, ale jest chyba logiczne, że tam, gdzie różne języki, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej (albo raczej sytuacja sprzyja pazernemu, skorumpowanemu kierownictwu ośrodków - tu nie mam na myśli Polski, film pokazywał sytuację z innego państwa).

    Mam nadzieję, że nikogo nie zniechęciłem tym komentarzem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. T.vik - komentarz, który sam w sobie mógłby stanowić odrębny post :) Lubię takie - ale odpowiem na spokojnie, bo potrzebuję dłuższej chwili :)

      Usuń
    2. No właśnie nie zgłębiałam się za bardzo w temat, dlaczego włoskich dzieci praktycznie nie można adoptować, ale wiem, że tak jest. Muszę o tym więcej poczytać, w każdym razie dla Włochów rozwiązaniem jest adopcja dzieci z zagranicy.

      Usuń
    3. T.vik - to odwrócenie szyku w zdanie brzmieć by miało - "niechciane dzieci się nie rodzą" ? Tak przypuszczam - że masz na myśli antykoncepcję, pigułki wczesnoporonne, aborcję w przypadku niechcianych ciąż...Nie oceniam. Czasami myślę, że lepiej tak - niż porzucić już urodzone dziecko, gdzie popadnie (np. na śmietniku) - i tak czy siak skazać je tym samym na pewną śmierć...

      A chaos,brak spójności, wykluczające się wzajemnie informacje - toż to Polska właśnie...I dotyczy to praktycznie każdej kwestii - nawet niekoniecznie tak istotnej, jak adopcja dziecka.

      Czy błogosławieństwo ? W dużej mierze TAK ! Tylko trzeba też dokonać dogłębnej analizy sytuacji dziecka - i zastanowić się, czego ONO tak naprawdę potrzebuje. Bo jeśli ma już rodzinę zastępczą, z którą jest niesamowicie zżyte, emocjonalnie związane i traktuje ją jak swoje naturalne środowisko - to może niekoniecznie...Każdy kij ma dwa końce - i pewnie więcej w tym wszystkim odcieni szarości, niż zdecydowanej bieli i czerni...

      Usuń
    4. My właśnie adoptowalismy "jako Szwedzi" innej możliwości nie było. Znaczy sie była ale wiązała się z porzuceniem domu, pracy, przyjaciół i powrotowi do Polski. Co do adopcji krajowych to masz racje, zdążają się niezwykle rzadko. System socjalny działa na tule sprawnie, że w większości przypadków rodzina ma szanse na orawdziwą pomoc ze strony państwa, a w skrajnych sytuacjach działa system rodzin zastępczych. Pozdrawiam

      Usuń
  16. Dokładnie, trudno generalizować, bo każdy przypadek jest inny, każdy człowiek, każde dziecko jest inne i wszystko powinno być rozpatrywane indywidualnie, ale niestety prawo jest bezduszne.
    A co do tego, że ośrodek katolicki preferuje rodziny katolickie, jako rodziny adopcyjne, to jak dla nie jest w pełni logiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logiczne to było, dopóki w Polsce adopcjami zagranicznymi zajmowały się zarówno ośrodek katolicki, jak i świecki. A w tej chwili świecki został przez nowe władze pozbawiony takich uprawnień (pomimo swojej wcześniejszej - bodajże 25letniej - działalności), więc katolicki powinien traktować wszystkich kandydatów na równi, bo tylko do niego mogą się zgłaszać, niezależnie od wyznania.

      Usuń
  17. Bardzo trudny temat, niekiedy pełen kontrowersji. Jednak też uważam, że każdy przypadek jest inny, indywidualny. W decyzjach zatem bardzo ważna jest uważność, rozwaga, ale też elastyczność :) Myślę, że miłość do drugiego człowieka, a zwłaszcza do dziecka nie ma wymiaru, katolik, nie katolik ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważność, rozwaga i elastyczność to naprawdę świetny zestaw cech - ale niestety dość często deficytowy, zwłaszcza wśród decydentów.

      Usuń
  18. W tak trudnych tematach nie można uogólniać. Tak jak napisałaś wszystko zależy od danej sytuacji dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam z uwagą. Każda sytuacja, każdy przypadek dziecka powinien być rozpatrywany indywidualnie. Powinno się także brać pod uwagę zdanie dziecka i dac mu szansę wyboru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania - i zawsze powinno się pytać o zdanie dziecko na tyle duże, by mogło wyrazić swoją (niezmanipulowaną) opinię.

      Usuń
  20. Hmmm..
    Mam mieszane uczucia i nie wiem jak skomentować ten wpis. Osobiście znam pary, które czekają od 4-5 lat na dziecko i właśnie poinformowano je, że proces adopcji został zawieszony. Zwrot w polityce na pewno nie służy dobru dziecka i ja w tej kwestii pozostaje nieugieta..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja absolutnie nie opowiadam się za tym zwrotem ani za wstrzymaniem adopcji zagranicznych - a tym wpisem staram się jedynie pokazać, że nie dla każdego dziecka będzie to rozwiązanie faktycznie optymalne. Wystarczy porozmawiać z niektórymi rodzicami zastępczymi, poczytać ich wypowiedzi, prześledzić ich walkę o dzieci - niektóre są dosłownie "wydzierane" pomimo głębokich więzi, jakie już zdążyły nawiązać z opiekunami, przebywając u nich nawet kilka lat...To też cholernie smutne :(

      Usuń
  21. Jestem mamą adopcyjną. Naszego synka adoptowaliśmy z Polski właśnie drogą adopcji zagranicznej po 4latach i 11 miesiącach oczekiwania. Na samym poczàtku zostaliśmy skreśleni przez 1 ośrodek katolicki ze względu na to, że nie jesteśmy częścią kościoła katolickiego. Odmowę dostaliśmy nawet wtedy kiedy zainteresowaliśmy się chorą dziewczynką, która w Polsce nie miała szans na adopcje. W tym momencie, z tego co jest mi wiadomo wszystkie adopcje z Polski zostały wstrzymane ( dla osób po ślubie kościelnym, pozostałe nie mają już szans) do ponownego rozpatrzenia. Kilka par decyduje się na pobłogosławienie swojego związku mimo braku wiary- bo przecież liczy się zaledwie pieczątka. Osobiście mną cała ta sprawa bardzo wstrząsnęła bo on tej "dobrej zmiany" dzieliło nas kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brosha, przede wszystkim raz jeszcze gratuluję - i cieszę się ogromnie, że Was ta "dobra zmiana" nie dotknęła.

      Podczas przeprowadzonych ze mną rozmów telefonicznych pracownicy ośrodków katolickich sprawiali wrażenie, jakby oczekiwali na wszystkich kandydatów - niezależnie od ich wyznania - z otwartymi ramionami. Jako potencjalna kandydatka usłyszałam od nich : "zapraszamy, zachęcamy, serdecznie pozdrawiamy" - ale tak naprawdę nie wiadomo, jak wyglądałoby to wszystko "w praniu".

      Zarówno doświadczenia Twoje, jak i T.vika zdają się tej serdecznej atmosferze przeczyć - więc ciężko stwierdzić, czy to tylko taka poza, czy faktycznie wszyscy będą równie mile widziani.

      Powiedziano mi, że jeden z ośrodków (ten w Sosnowcu) ma skupić się głównie na finalizacji procedur, które już zostały rozpoczęte - natomiast nikt nawet słowem nie wspomniał o całkowitym ich wstrzymaniu !

      Więc albo ktoś kilka dni temu nie był ze mną do końca szczery - albo sytuacja zmienia się z dnia na dzień i decydenci wprowadzają w życie kolejne swoje postanowienia ad hoc, bez jakichkolwiek refleksji i konsultacji...

      Moim zdaniem adopcja zagraniczna nie jest dla każdego dziecka (co już w poście uzasadnilam) - ale jej całkowity zakaz i likwidacja jawi mi się jako barbarzyństwo, okrucieństwo i kompletny brak empatii. Uważam, że bezwzględnie trzeba dalej drążyć ten temat - i robić wokół niego tyle szumu, ile tylko się da.

      Usuń
  22. Hej, tu jest (jak zawsze) bardzo sensowny wpis w temacie.
    Buziaki!
    http://lemingarnia.blogspot.com/2017/01/adopcje-zagraniczne-gdzie-tkwi-problem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam, czytałam - i to był jeden z punktów wyjścia do mojego wpisu. Oprócz tego warto poczytać jeszcze wypowiedzi samych rodziców - i tych adopcyjnych, i tych zastępczych.

      Usuń
  23. Adopcja to bardzo kontrowersyjny i trudny temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu adopcja sama w sobie nie jest kontrowersyjna - a wszelkie kontrowersje generują wokół niej raczej ludzie/politycy.

      Usuń
  24. Cieszę się, że ktoś porusza ten trudny temat na poważnie i znajduje tyle przydatnych informacji.
    Przy okazji - świetny blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje wpisy okazały się przydatne.
      Każdy kij ma dwa końce, zawsze warto spojrzeć na dany problem z dwóch różnych perspektyw.

      Usuń
  25. Bardzo mocny wpis - mnie poruszył Daje do myślenia. Najgorsze jest to, kiedy polityka próbuje wchodzić w każdy aspekt życia, w szczególności w taki, o którym nie ma zielonego pojęcia. Nie chcę myśleć ile tragedii takie postępowanie ze sobą przyniesie, ile dziecięcych traum. Ale mam też wrażenie, że wszystkie decyzje polityczne w Polsce są ostatnio właśnie tak podejmowane: przez wyliczankę i bardzo nie podoba mi się dokąd to wszystko zmierza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że od pewnego czasu ta ingerencja polityki we wszystkie sfery życia jest coraz bardziej wyraźna i dostrzegalna, wręcz ewidentna. I chociaż żadnego z dotychczasowych rządów nie można raczej uznać za idealny czy choćby zbliżony do ideału - ale ten moim zdaniem robi wyjątkową krzywdę pewnym określonym grupom społecznym...

      Usuń
  26. Szkoda, że najwięcej cierpienia mają zawsze nic niewinne dzieci. Każde z nich chciałoby znaleźć kochająca rodzinę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci, które tak naprawdę niewiele mają do powiedzenia, nie mogą same o sobie decydować, a ponieważ są sierotami (naturalnymi czy społecznymi) nikt też się za nimi nie wstawi... :(

      Usuń
  27. No i fajnie. Zgadzam się z Tobą w 100 % - tylko powiedz mi, czy któryś polityk to przeczyta? :( Czy któryś zacznie w końcu myśleć? O ile mózg ma? Bo podejrzewam, że z lupą by szukać. To jest najsmutniejsze. My tu sobie możemy o pewne rzeczy wojować, a oni konsekwentnie realizują swoje plany - i jest tylko gorzej, w necie huczy i na tym koniec :( To jest przykre :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie przeczyta - nie sądzę, by którykolwiek z nich interesował się blogosferą. Ale można przynajmniej nie pozostawać obojętnym i podpisać petycję, którą pozwolę sobie podlinkować : https://dzialaj.akcjademokracja.pl/campaigns/Adopcje?utm_campaign=2017-01-26.174&utm_medium=post&utm_source=facebook

      Usuń
  28. Ważny temat i chyba dość odległy od sfery politycznej, która aktualnie ma "ważniejsze" plany.
    A i tak najgorzej w tym wszystkim mają te małe istotki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w tym problem, że nie ma chyba aktualnie tematu "odległego od sfery politycznej" - bo ta sfera polityczna ingeruje już niemal we wszystko, w każdy aspekt naszego życia...

      Usuń
  29. Bardzo trudny i ważny temat. Szkoda tylko, że przez głupotę i błędy dorosłych cierpią najwięcej dzieci. Oby więcej było tych pierwszych historii a mniej tych drugich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby...A jeszcze lepiej - oby jak najmniej było dzieci, które w ogóle znajdą się w takich sytuacjach - oraz rodzin biologicznych, nieprawidłowo pełniących swoje funkcje...

      Usuń
  30. Moim jedynym źródłem wiedzy o przepisach związanych z adopcją jest Twój blog. Czekałam aż wypowiesz się z tej sprawie, bo już jakiś czas temu słyszałam o niej w radiu. Bardzo mądrze napisane. Uważam, że wiara czy miejsce zamieszkania ma małe znaczenie. Bardziej liczy się to, czego potrzebuje dane dziecko. Niestety indywidualne podejście do każdego człowieka to często tylko puste hasło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka prawda, nie ma co ukrywać...Los pojedynczych osób - dzieci - jest większości polityków tak naprawdę obojętny. Najsmutniejsze, że te dzieci już wcześniej zostały skrzywdzone, już i tak coś bezpowrotnie straciły...A tutaj szykuje się im kolejne traumy...

      Usuń
  31. Pięknie to przedstawiłaś. Nie jako urzędnik, a jako matka. Cudownie jest też spojrzeć na liczbę komentarzy bo widać że temat porusza, ale czy trafi do właściwych osób. My tu sobie gadu gadu, a oni dalej będą robić co będą chcieli. I to boli. Cholernie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie podlinkowałam też tę petycję, którą można podpisać - a z tego co mi wiadomo szerzej i bardziej medialnie działa w tej sprawie redakcja "Chcemy Być Rodzicami".

      Usuń
  32. Trudny temat, ostatnio oglądałam program o zagranicznej adopcji, najbardziej w tym wszystkim żal dzieci, które mogą całe życie spędzić w domach dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda...A ich potrzeby są zwykle rozpatrywane i brane pod uwagę gdzieś na szarym końcu...

      Usuń
  33. Adopcja zagraniczna jak widzę to jeszcze trudniejszy temat niż adopcja w Polsce. Myślę, że jeśli dziecko rzeczywiście nie ma szans w Polsce na szczęście nikt nie ma prawa odbierać mu innych możliwości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo myślę - tyle że trzeba najpierw wnikliwie zbadać sytuację i ustalić, czy rzeczywiście tych szans nie ma. Bo niektóre rodziny zastępcze funkcjonują w zasadzie jak te adopcyjne - a z moich rozmów z rodzicami zastępczymi wynika, że daliby wszystko za możliwość adopcji, ale nie będą w stanie zapewnić dziecku rehabilitacji i leczenia, jeżeli zrezygnują z uprawnień przysługujących im jako RZ.

      Usuń
  34. Masz racje ... dobrem dzieci wycięta się gęby i wygrywa wybory ...w takich przypadkach prawo powinno chronić i wspierać ... w zależności od sytuacji

    OdpowiedzUsuń
  35. Jeżeli nie ma innej opcji na adopcję w Polsce to czemu nie spróbować za granicą? Dla mnie adopcja to coś pięknego. To podarownie dziecku "drugiego" życia. To ich dobro powinno być stawiane na pierwszym miejscu.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)