Strony

sobota, 30 grudnia 2017

Najciekawsze makijaże sylwestrowe 2017/2018 + garść wskazówek, jak przedłużyć trwałość makijażu.


Już jutro Sylwester - a więc wpadam do Was z krótkim przeglądem makijaży sylwestrowych 
i kilkoma wskazówkami , jak przedłużyć trwałość makijażu.

Sama jeszcze kilka lat temu nie stosowałam niemal żadnej z tych zasad - i...no cóż...makijaż spływał ze mnie już po 3-4 godzinach imprezy, a o dotrwaniu w nim aż do fajerwerków o północy nie było w ogóle mowy. Na szczęście od tamtej pory sporo się w moim podejściu i kosmetycznej świadomości zmieniło - i odkryłam kilka naprawdę prostych trików, które pozwalają mi cieszyć się względnie trwałym makijażem sylwestrowym aż do finałowego odliczania ;) 

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

 1. Żeby makijaż lepiej się trzymał, konieczne jest właściwe przygotowanie cery. Dzień przed imprezą zrób dokładny peeling - u mnie najlepiej sprawdzają się te mechaniczne, ale enzymatyczne również mają wiele swoich zwolenniczek. Na kilka godzin przed wyjściem jeszcze raz oczyść skórę antybakteryjnym żelem, pastą lub matującym mydełkiem do twarzy. Przed nałożeniem make-upu świetnie sprawdzą się również maseczki z glinką , które pochłaniają nadmiar sebum i skutecznie eliminują nadmierne błyszczenie. Przemyj też twarz tonikiem - i nałóż na nią odrobinę matującego kremu, pozwalając mu się dobrze wchłonąć. 

2. Użyj bazy pod makijaż - która świetnie wpłynie na jego trwałość, a dodatkowo wygładzi skórę i optycznie spłyci wszelkie nierówności. Do tej pory pamiętam jeszcze nasze dziwne praktyki z czasów liceum - kiedy to razem z koleżankami utrwalałyśmy makijaże...lakierem do włosów. Ekhm...różne rzeczy się kiedyś robiło - natomiast obecnie zamiast tej kontrowersyjnej metody używam naprzemiennie Radiant Flash Serum od Nspa i bazy korygującej AA Wings of Color Redness Control. 
 
makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu 

3. Wybierz odpowiedni podkład i puder (dostosowany do rodzaju cery) - oraz właściwą metodę aplikacji. Jeśli chcemy, żeby makijaż został na naszej twarzy dłużej - najlepiej nie nanosić podkładu palcami , tylko specjalną gąbeczką albo beauty blenderem. Do nakładania cieni czy pomadek również warto zaopatrzyć się w zestaw różnego rodzaju aplikatorów. Ja swoje pędzelki w kształcie syrenich ogonów zamówiłam w ramach eksperymentu i głównie dlatego, że bardzo podobały mi się wizualnie - ale na szczęście okazało się, że w praktyce sprawdzają się całkiem nieźle i że posłużą mi nie tylko jako ozdoby na Instagram ;)

4. Cienie do powiek zmocz delikatnie wodą, a usta przypudruj przed nałożeniem szminki. Oba te patenty sprawią, że kosmetyki będą się lepiej trzymały w swoim docelowym miejscu. Delikatnie wilgotny cień ma mniejszą tendencję do osypywania się i rolowania - a szminka w połączeniu z pudrem nie zostanie aż tak szybko "zjedzona".

5.  Wykończ makijaż sypkim pudrem i spryskaj twarz specjalnym preparatem / fixerem. Fixer ma wprawdzie działanie podobne, jak wspomniany wcześniej lakier do włosów - ale za to jest zdecydowanie bardziej bezpieczny i przeznaczony właśnie do twarzy ;) Trzeba oczywiście pamiętać o tym, żeby spryskiwać nim skórę z odpowiedniej odległości, zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jeśli chodzi o puder - dobrze, gdyby był transparentny : ponieważ wówczas nie zmienia kolorytu nałożonego wcześniej podkładu i idealnie się z nim "stapia".
 
makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

6. Zaopatrz się w bibułki matujące, pochłaniające nadmiar sebum. Bibułki matujące warto mieć w torebce zawsze - nie tylko przed wyjściem na Sylwestra czy inną większą imprezę. To takie makijażowe pogotowie ratunkowe - które pomoże doprowadzić do ładu nadmiernie błyszczącą, spoconą i przetłuszczoną cerę oraz utrzymać ją w ryzach przynajmniej przez jakiś czas.

7. Używaj tylko takiej ilości każdego kosmetyku, jakiej naprawdę potrzebujesz. Zwykle jest to znacznie mniej , niż nam się wydaje (np. - w przypadku płynnego podkładu jest to zaledwie odrobina ciut większa niż orzech laskowy) . Jeśli nałożysz czegoś dużo więcej - wcale nie oznacza to, że będzie bardziej trwałe ;)

8. Staraj się nie dotykać twarzy - bo w ten sposób raczej nie pomagasz swojemu makijażowi w trudnej sztuce przetrwania przez całą noc ;) Mówiąc krótko - ręce przy sobie ! A na wszelki wypadek miej ze sobą w torebce kilka podstawowych kosmetyków - z którymi będziesz mogła wymknąć się do łazienki za pięć dwunasta i trochę podratować sytuację. 

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

A teraz jeszcze wspomniany krótki przegląd -
kilka inspiracji i makijaże sylwestrowe w zupełnie różnych odsłonach.

Przyznam szczerze, że osobiście odnajduję się po trosze w każdej z poniższych stylistyk. W makijażu gotyckim gustowałam jeszcze jako nastolatka i wielka fanka Evanescence, w stylu glamour maluję się na co dzień - natomiast makijaże pin up, boho i Bollywood również nie są mi obce i wykorzystuję  je na różne specjalne okazje.

 Makijaż sylwestrowy w stylu Bollywood 

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu
 
Makijaż sylwestrowy w stylu boho

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

Makijaż sylwestrowy w stylu pin up

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

Makijaż sylwestrowy w stylu glamour 

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

 Makijaż sylwestrowy w stylu goth

makijaż sylwestrowy 2017/2018 - jak przedłużyć trwałość makijażu

A Wy - jaki makijaż sylwestrowy preferujecie ?
 Wykonujecie go samodzielnie - czy może korzystacie z profesjonalnych usług wizażystki?

_________________

* zdjęcia użyte w kolażach pochodzą ze strony www.pinterest.co.uk


piątek, 29 grudnia 2017

Paddington też był...adoptowany :) Recenzja filmu "Paddington 2" oraz towarzyszących mu książeczek.


Paddingtona  chyba  nikomu  nie  trzeba  przedstawiać. Ten  sympatyczny mały niedźwiadek  - pierwotnie  bohater  znanych i lubianych na całym świecie książek Michaela Bonda - doczekał się już dwóch filmowych  ekranizacji  swoich  zabawnych  przygód. Właśnie  dzisiaj  - 29  grudnia - ma miejsce  premiera filmu  "Paddington  2" w reżyserii  Paula  Kinga. Czy  warto  wybrać się na  niego  do  kina? Nasza  rodzinka  była już  jakiś czas  temu, na  pokazie  przedpremierowym - więc bardzo  chętnie  podzielimy się z Wami  swoimi  wrażeniami :)

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington też był...adoptowany! 

Wychowywany w dalekim Peru przez niedźwiedzicę Lucy i jej życiowego towarzysza wujka Pastuzo - w wyniku zbiegu najróżniejszych okoliczności trafia do Londynu, gdzie zostaje przygarnięty przez sympatyczną rodzinę Brownów. W drugiej części filmu Paddington jest już nie tylko pełnoprawnym i w pełni zadomowionym członkiem rodziny - ale również ulubieńcem lokalnej społeczności, która traktuje go jak rodowitego Londyńczyka i najlepszego przyjaciela.

Paddington świetnie czuje się w nowym miejscu  - lecz jednocześnie nie zapomina o swoich korzeniach, tęskni za ciocią Lucy i planuje zrobić jej wyjątkowy urodzinowy prezent. W jednym z zaprzyjaźnionych antykwariatów trafia na pewną tajemniczą księgę, która z całą pewnością spodobałaby się jego peruwiańskiej krewnej. Z czasem okazuje się jednak, że dla niektórych osób księga ma znaczenie nie tylko sentymentalne - i że znajdują się w niej wskazówki, jak dotrzeć do cennego skarbu. 

Któregoś dnia dzieło zostaje skradzione - a Paddington posądzony o ten niecny występek i osadzony w więzieniu. Jego rodzina jednak nie poddaje się, walczy o dobre imię misia i dokłada wszelkich starań, by odnaleźć prawdziwego złodzieja...

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Cały film  jest  dokładnie  taki, jak  sam Paddington : uroczy, czarujący i niezwykle  zabawny. Czasami  akcja płynie niesamowicie wartko  i rozśmiesza do  łez - a innym razem zwalnia, wycisza się i z kolei wzrusza  tak, że również nie  sposób łezki nie  uronić.

Bardzo  podobały  mi  się zwłaszcza  sceny  więzienne. Mały  kudłaty  miś zjednuje  sobie  w nich szacunek i sympatię kilkudziesięciu  rosłych mężczyzn - groźnych  przestępców, którzy  ostatecznie pod jego  wpływem okazują się jednak  całkiem przyjaźnie  nastawieni :)

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Choć to  Paddington  ewidentnie  wysuwał się w filmie  na  pierwszy  plan - to urzekły mnie  również pozostałe kreacje  aktorskie . Nawet  obecność Hugh  Granta  w roli Phoenixa Buchanana jakoś szczególnie  mi  nie  przeszkadzała - mimo że generalnie za  nim  nie  przepadam i zwykle  irytują mnie  role, w jakie  się wciela. Być może po  prostu przyjemnie było  stwierdzić , że wyjątkowo  brzydko  się starzeje - i że nie ma  w sobie  już  nic  z tego  młodzieńczego  czaru, który  zwykło  mu się przypisywać ;)

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

"Paddington 2" to piękna laurka.
 
Film  przekazuje  wiele  naprawdę wartościowych  treści  i życiowych  mądrości. Opowiada  przede wszystkim o sile przyjaźni - i o tym, że prawda zawsze zwycięża, a oszustwo i kłamstwo mają wyjątkowo krótkie nogi. Paddington w swoim postępowaniu konsekwentnie kieruje się zasadami wpojonymi mu w dzieciństwie przez ciotkę Lucy - które każdy młody widz również powinien poznać i wziąć je sobie głęboko do serca. 

Na czym polega fenomen Paddingtona? Choć czasami bywa niezdarny i popełnia najróżniejsze gafy - w gruncie rzeczy ludzie uczą się od niego optymizmu, radości życia i umiejętności cieszenia się z każdego drobiazgu. Szczególnie wyraźnie widać to w filmie w momencie, kiedy miś zostaje zaaresztowany - a pod jego nieobecność całe miasteczko jakby zamiera, mieszkańcy stają się roztargnieni, rozkojarzeni, smutni i zagniewani niczym gradowe chmury.

Dla mnie "Paddington 2" to laurka wystawiona rodzinie, przyjaźni, bezinteresownej pomocy i lojalności. Film zgrabnie łączy  ze  sobą wątki awanturniczo-kryminalne  oraz  główne, najważniejsze  przesłanie - że o prawdziwych przyjaciół warto  walczyć, choćby  wszyscy  inni  już dawno w nich  zwątpili.

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

 Książkowe dodatki do filmu

Jak  to  zwykle  bywa  w przypadku  tak  udanych  kinowych  premier  - filmowi  towarzyszą również najróżniejsze dodatki i gadżety. Wydawnictwo  Jaguar  zadbało  o to, by  przygoda polskich  widzów z misiem  Paddingtonem  nie  kończyła  się tuż po wyjściu  z kina. Kiedy  wrócimy  do  domu  z rodzinnego  seansu  - warto  sięgnąć po związane  z filmem  książeczki  o Paddingtonie, gwarantujące  jeszcze  wiele  godzin kolejnych wzruszeń i świetnej zabawy.

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Dla  prawdziwych małych fanów  Paddingtona  przygotowano  nie  tylko nowelę i opowieść filmową, zawierającą najciekawsze kinowe kadry  - ale  również ksìążeczki z naklejkami, łamigłówkami  i kreatywnymi  zadaniami. 

Możemy  chociażby  pomóc  Paddingtonowi  w napisaniu  listu  do  cioci  Lucy, przyrządzeniu  jego  ulubionej  marmolady  albo  stworzeniu  teatralnej maski. Dzieci  na  pewno  chętnie  wypełnią poszczególne  strony odpowiednimi rekwizytami i wizerunkami  filmowych  bohaterów - a także  pokolorują obrazki, przebrną przez  labirynty i wykreślanki wyrazowe,  połączą ze  sobą kropki  czy  też zagrają w ukryte  w książeczkach  gry planszowe  .

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Samą nowelą natomiast  zaczytywaliśmy  się z Bąblem  przez  całe  święta, 
wielokrotnie wracając  do  naszych  ulubionych wydarzeń i fragmentów.

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

Jedynie zamiast marmolady -
towarzyszyło nam czekoladowe fondue ;)

Paddington 2 - recenzja filmu i książeczek

A Wy - lubicie Paddingtona ?
Wybieracie się na niego do kina ?  :)


środa, 27 grudnia 2017

Czy on będzie dobrym tatą dla mojego dziecka ? - czyli słów kilka o świadomym, odpowiedzialnym ojcostwie.


"Zanim zostaniesz tatą mojego dziecka - 
udowodnij mi , że się do tego nadajesz !"

Tak, Kochani - dobrze czytacie. Kiedy już poznajemy TEGO mężczyznę - kiedy już zdaje się nam, że to właśnie On jest WŁAŚCIWYM i JEDYNYM - kiedy nasze plany wobec siebie nawzajem zaczynają być naprawdę poważne i wykraczać poza wspólne podróże, imprezy oraz romantyczne spędzanie czasu... Wtedy przychodzi taki moment, w którym zadajemy sobie pytanie - "CZY ON BĘDZIE DOBRYM TATĄ DLA MOJEGO DZIECKA?"

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

 Nie chodzi tylko o to, by "upolować mamuta" !

Zweryfikowanie powyższej kwestii - jest zarazem bardzo proste, jak i bardzo trudne. Trudne - ponieważ czasami nawet najwspanialszy facet po ślubie okazuje się totalnym ignorantem, a po pojawieniu się dziecka w rodzinie - zaczyna uchylać się od odpowiedzialności i zrzuca niemal cały ciężar opieki oraz wychowania potomstwa na kobietę. Często wydaje mu się, że on ma tylko "upolować mamuta" - a więc iść do pracy, zarobić na utrzymanie, przynieść do domu wypłatę i...odpocząć sobie, bo przecież "tak się już narobił w tym miesiącu". 

Czasami zdarza się też, że nie ma go w domu prawie wcale. Że traktuje mieszkanie jak noclegownię - wpada tu późnym wieczorem i wychodzi o świcie, niemal nie widując swojej żony i dzieci, spotykając się z nimi jedynie okazjonalnie. Trochę znam to z własnego dzieciństwa, w którym mój tato dość często bywał fizycznie nieobecny - i choć robił to niby dla nas, dla swojej rodziny, to do tej pory mam do niego żal, że ominęło go tyle ważnych wydarzeń z mojego życia...

Jeszcze innym razem towarzyszy mężczyźnie  przeświadczenie, że ma w domu jedynie "pomagać" - i dla mnie to jest najbardziej fałszywe przekonanie na temat małżeństwa, ojcostwa i podziału ról w związku, jakie tylko można sobie wyobrazić ! 

Mój mąż nie ma w domu "pomagać"...

...mój mąż ma aktywnie uczestniczyć w życiu rodziny i w wychowaniu dziecka - podobnie, jak ja ! Nawet jeśli jego możliwości czasowe są (w związku z pracą zawodową na pełen etat) nieco ograniczone - to również wymagam od niego, żeby się angażował, interesował, budował więź z dzieckiem i dbał o nasze wzajemne relacje. Tak samo jak ja mogę pracować zdalnie, brać zlecenia do domu, a jednocześnie ogarniać sprzątanie, zakupy, gotowanie i zabawy z synkiem - tak samo i on powinien być obecny w naszym życiu i wnosić do niego coś cennego oraz wartościowego.  

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

A zatem - JAKI POWINIEN BYĆ DOBRY TATA ?

Wśród jego najważniejszych cech mogę wymienić ciurkiem : odpowiedzialność, czułość, cierpliwość i empatię. Powinien potrafić zaopiekować się zarówno dzieckiem - jak i swoją żoną czy partnerką. Być dla niej wsparciem i podporą - a jednocześnie od czasu do czasu okazać własną słabość i przyznać się do błędów. 

Dobry tata nie może być pracoholikiem. Musi umieć wygospodarować czas dla rodziny - i tutaj nie ma żadnych wymówek, żadnych tłumaczeń i głodnych kawałków.  Jego zaangażowanie w życie dziecka jest dla mnie tak oczywiste i jasne -  jak to, że kij ma dwa końce, a Ziemia jest okrągła. 

Wskazane jest również, żeby był konsekwentny w wychowaniu i trzymał z mamą wspólny front  - nie podważał przy dziecku jej decyzji, nie umniejszał jej rodzicielskich kompetencji. Tak często zdarza mi się słyszeć wśród zaprzyjaźnionych par "nie przejmuj się mamą, to tylko kobieta" - co niestety nie wróży dobrze na przyszłość w kwestii właściwego traktowania kobiet przez  pouczanego w ten sposób synka. Nawet jeżeli ojciec ma jakieś zastrzeżenia i nie do końca zgadza się z Tobą w wyborze metod wychowawczych - powinniście omówić to w cztery oczy i na osobności, nie wciągając Małego Człowieka w dyskusję oraz wzajemne oskarżenia. 

Dobry tata zna swoje dziecko - potrafi określić i zrozumieć jego emocje oraz pomóc w ich przepracowaniu. Jest dojrzały i daje swoim postępowaniem właściwy przykład - budując swój autorytet na miłości, wzajemnym szacunku i wspólnie spędzonym czasie (a nie na sile, przewadze fizycznej i przymusie - jak to się dawniej zdarzało). 

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

Na szczęście - bycia dobrym tatą można się nauczyć ! 

Podobnie jak bycia mamą - choć nie przychodzi to automatycznie, momentami idzie ciężko i opornie. Macierzyństwo i ojcostwo to przecież dla świeżo upieczonych rodziców zupełnie nowa rola - w którą nie wchodzi się od razu i lekko, jak w sprawdzone i idealnie dopasowane buty. Czasami zdarzają się potknięcia, odciski i otarcia - ale dzięki nieustającej pracy nad sobą i licznym kompromisom można osiągnąć naprawdę niezłe rezultaty. 

W grudniu ruszyła ogólnopolska kampania społeczna inicjatywy Tato.Net . Ma ona na celu zaangażowanie ojców w ich życiową misję, jaką  jest bycie aktywnym tatą dla swoich dzieci. Jej hasło przewodnie i główne przesłanie to : "ZAWSZE MOŻNA BYĆ LEPSZYM OJCEM" - i po zapoznaniu się z materiałami kampanii nie sposób się z tym nie zgodzić. 

Poza serwisem internetowym Tato.Net , kampania obejmuje sobą szereg warsztatów, konferencji i szkoleń dla ojców. W jej ramach tworzy się także Sieć Ojcowskich Klubów - które inspirują do bycia lepszym tatą, wyposażają ojców w praktyczne umiejętności i tworzą przestrzeń wymiany ojcowskich doświadczeń. Moim zdaniem to niesamowity pomysł - ponieważ do tej pory tworzyły się głównie kluby przeznaczone dla mam - jakby to one były jedynymi osobami odpowiedzialnymi za wychowanie dziecka, co jest oczywiście nieprawdą !

Przyłączenie się do społeczności Tato.Net jest zupełnie bezpłatne. Wystarczy zasubskrybować jej newsletter - w wyniku czego otrzymujemy całkiem za darmo e-booka "Wspólne odkrywanie świata". To prawie 100 stron rzetelnej wiedzy, która pozwoli ojcom zbliżyć się do swoich dzieci, lepiej je poznać i zrozumieć - a także dokonać zmian we własnym sposobie myślenia i zacząć postrzegać ojcostwo jako NAJPIĘKNIEJSZĄ PRZYGODĘ ŻYCIA.
 
Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
Tato.Net

 
Ponieważ czytają mnie głównie mamy - ten apel jest też do Was :)
Zachęćcie swoich mężów i partnerów do udziału w kampanii - 
szepnijcie im słówko o całej inicjatywie i podrzućcie ebooka ;)

A przede wszystkim - angażujcie ich w życie Waszej rodziny
 i nie dajcie sobie wmówić, że o opiekę nad dzieckiem musicie zadbać same !

piątek, 22 grudnia 2017

Weekend w Alpach i Monte Carlo - czyli o tym, jak spełniają się marzenia :)


Wycieczka na  Lazurowe Wybrzeże  była moim  marzeniem  od  niepamiętnych  czasów. Z ogromnym  sentymentem  wracałam  do wszystkich starych filmów, których  akcja  rozgrywała się w tamtych  okolicach - i z nutką zazdrości  spoglądałam  na  zdjęcia przywożone przez Bąblowego  Tatę z jego służbowych podróży.

Do tej pory jednak zawsze  coś stawało  na  przeszkodzie. A to za wysokie  koszty. A to  choroba. A to  egzamin  na  uczelni. A to  podróż zbyt  długa  i zbyt  męcząca  dla  Bąbla - którego  akurat  nie  mogliśmy  zostawić pod  opieką dziadków. Dopiero kilka  dni  temu  wszystkie  okoliczności  ułożyły  się dokładnie tak, jak  to  sobie  od  dawna  planowaliśmy - a więc pełni  entuzjazmu spakowaliśmy  walizki i wyruszyliśmy w trasę, o której chcę Wam  dzisiaj  opowiedzieć :)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

 Przystanek w Alpach - Vipiteno i Fortezza

Jedną z niewątpliwych zalet wycieczki  do  Monte  Carlo  jest  fakt, że podróżuje  się tam  przez  austriacki  Tyrol, przełęcz Brenner i malownicze Włochy - a więc przez  sporą część trasy ma  się za  szybą niesamowite widoki  na  Alpy, których  żadna fotografia nie  jest  w stanie  oddać wystarczająco  wiernie.

(Dlatego  też nie wrzucam  tutaj większej  ilości  zdjęć górskich  szczytów  - ponieważ każda  z tych  fotek  oglądana  potem  na  komputerze  wydawała  mi  się zwyczajną profanacją ich prawdziwego piękna, dostojeństwa  i potęgi).

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Naszym pierwszym przystankiem  we Włoszech  była  niewielka  miejscowość Vipiteno / Sterzing  - jedno  z najbardziej  klimatycznych  górskich  miasteczek, jakie  miałam  okazję kiedykolwiek oglądać.

Kolorowe  urokliwe  kamienice, brukowane uliczki, pomysłowe świąteczne dekoracje  niemal  w każdym  zakątku i konne  bryczki  obwożące  turystów po  okolicy  nadawały miejscowości  naprawdę cudowny zimowy  klimat - podsycany  dodatkowo  przez bożonarodzeniowy  jarmark  i stragany rozstawione w rynku.

Można  było napić się tam  tradycyjnego  grzańca, skosztować lokalnych  specjałów i prawdziwych  dzieł sztuki  z czekolady  - choć ceny  niektórych  atrakcji  okazały się dla  nas  raczej zaporowe, jak  na  przeciętną polską kieszeń ;)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Kiedy  już zwiedziliśmy  wszystko, co  było  do  zwiedzenia - przenieśliśmy się do  oddalonej  o kilkanaście  kilometrów Fortezzy,  otoczonej  malowniczo górskimi łańcuchami. To  właśnie  tam  mieści się wybrany przez nas Hotel Sachsenklemme - i towarzysząca mu  restauracja AH Brau z własnym, prywatnym  browarem.

Miejsce  idealnie  wręcz  czyste i zadbane.  Jedzenie i piwo również perfekcyjne, obsługa  bardzo profesjonalna  i przyjaźnie  nastawiona. Bardzo smakowała nam zwłaszcza tradycyjna włoska pizza na cienkim cieście - i śniadanie złożone między innymi ze świeżych owoców, wędlin i  konfitur podanych na gorąco. Jedynym  problemem  okazała  się spotkana  następnego  dnia właścicielka - z pochodzenia  Niemka  tudzież Austriaczka, która swoim zachowaniem  potwierdzała  niestety  wszystkie  niepochlebne  stereotypy  odnośnie  obu tych narodów. 

Co nas najbardziej zdziwiło?  Tak się składa, że włoski jest tutaj językiem ojczystym zaledwie dla 24 % ludności - natomiast pozostali pomimo położenia geograficznego posługują się głównie niemieckim. Dotyczyło to również części obsługi hotelowej , z którą niekiedy dość opornie szło porozumienie się po angielsku.  Koniec końców - zawsze jednak udawało się nam dogadać ;)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą
sachsenklemme.it

Tak czy siak, trzeba było ruszać w dalszą trasę. Tutaj na blogu to zaledwie kilka wersów i "enterów" niżej - a w rzeczywistości mieliśmy do pokonania jeszcze ponad 600 kilometrów. 

Po drodze ogromnym zaskoczeniem okazało się dla mnie chociażby umiejscowienie włoskich plantacji winorośli i drzewek owocowych. Zawsze wyobrażałam je sobie jako piękne,  zielone, ekologiczne uprawy - umieszczone gdzieś na uboczu i z dala od cywilizacji. A tymczasem - spora część z nich znajduje się tuż przy najruchliwszych autostradach, zapewne wchłaniając w siebie masę spalin, ołowiu i generalnie całą tablicę Mendelejewa :( Mówiąc całkiem szczerze - byłam przekonana, że przywiązuje się tam nieco większą uwagę do spełniania europejskich norm... 

Monte Carlo - tylko dla bogatych ? 

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Jeśli chodzi o samo Monte Carlo - panorama miasta widziana z góry robi wręcz piorunujące wrażenie. Ogromne wieżowce w towarzystwie pięknej szerokiej plaży, morza i soczyście zielonych palm już na pierwszy rzut oka sugerują, że nie jest to miejsce dla biednych - a bogactwo jest tam wręcz ostentacyjne. 

Przy wjeździe do miejscowości codziennie stoi uzbrojony patrol policyjny, kontrolujący wjeżdżające samochody - a inne podobne grupy przemierzają również ulice i kręcą się w pobliżu najpopularniejszych placów, kasyn, hoteli i restauracji. Pod najbardziej eleganckie i ekskluzywne przybytki podjeżdżają auta, jakich w Polsce raczej nie uświadczymy - a wysiadają z nich często mężczyźni wystrojeni we fraki i kobiety w kreacjach, których nie powstydziłaby się Oscarowa gala. 

Na ulicach nie spotkamy również typowych dla naszego kraju odzieżowych sieciówek - tylko raczej sklepy Chanel, Diora i Hermesa, w których ceny przyprawiają przeciętnego zjadacza chleba o migrenę i palpitację serca ;)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Całe centrum w okresie przedświątecznym udekorowane jest pomalowanymi na biało choinkami, sztucznymi śnieżnymi kulami i czerwonymi dywanami z motywami karcianej talii. Trochę jak domostwo Królowej Kier z "Alicji w Krainie Czarów" - lecz kicz, przepych oraz wszechobecny lans raczej nie czynią tego miejsca czarownym ani urokliwym ;)

Jak w każdej większej metropolii mamy tam zarówno idealnie utrzymane i wychuchane centrum - jak i kilka bocznych uliczek, dość mocno zaniedbanych i niezbyt czystych. W tych bocznych uliczkach natomiast standardem są porzucone śmieci i niedopałki - a także psie kupy i kałuże wymiocin na chodnikach, które niewiele mają wspólnego z "Francją - elegancją". Można by rzec - niechlubny wielkomiejski standard.

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

W moim odczuciu na największą uwagę zasługuje w Monte Carlo plaża, morze i tamtejsza roślinność. Po całym mieście rozsiane są piękne skwery, parki i ogrody - pełne palm, kaktusów i innych imponujących okazów. Mamy tam między innymi wspaniały ogród japoński (podobny zresztą do tego we Wrocławiu) - oraz zlokalizowany na zboczu góry ogród egzotyczny z najprawdziwszą jaskinią, pełną stalaktytów, stalagmitów i innych ciekawych form skalnych. W tym ostatnim niestety nie udało nam się zrobić zdjęć, bo akurat padła bateria w telefonie... :(

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Podążając z centrum w kierunku plaży trafiliśmy też na Le Champions Promenade - czyli Promenadę Mistrzów. Jest to coś w rodzaju naszej rodzimej Alei Gwiazd w Międzyzdrojach - i choć czasy świetności ma już moim zdaniem za sobą , to jednak miło było odnaleźć na niej również polski akcent w postaci odcisku stóp Zbigniewa Bońka :)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Ogromne wrażenie zrobiła na nas też plaża Larvotto - a zwłaszcza oglądany na niej spektakularny zachód słońca, który na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci. Brzeg jest tutaj dość szeroki i pokryty drobnym żwirkiem - a  z tego co wyczytałam przez całą jego linię biegnie również podwodna siatka, w okresie letnim chroniąca plażowiczów  chociażby przed meduzami.

W większości przewodników po Lazurowym Wybrzeżu plaża ta opisywana jest jako najbardziej prestiżowa - a jednocześnie najmniej zjawiskowa. My akurat byliśmy nią zachwyceni - a czystością wody i bezpośrednią bliskością górskich szczytów przypominała nam odwiedzone w lecie okolice Riwiery Makarskiej. 

Jedno, czego najbardziej żałowaliśmy - to fakt, że z braku większej ilości czasu tylko bardzo przelotnie rzuciliśmy okiem na tamtejszą marinę. Nie odwiedziliśmy również Oceanarium , w którym podobno można nawet pogłaskać małe rekiny - ale liczę na to, że nie była to nasza ostatnia wspólna wizyta w Monte Carlo i że jeszcze kiedyś zdołamy to wszystko nadrobić :)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Po zapadnięciu zmroku z pewnością warto ponownie wybrać się do rzęsiście oświetlonego centrum miasta - obejrzeć tamtejsze iluminacje w okolicach kasyna i odwiedzić galerię handlową Le Metropole z jej ogromnymi żyrandolami, efektownymi sklepowymi wystawami i...cenami zwalającymi z nóg niczym halny w Tatrach ;) 

Na finanse generalnie warto zwracać tam baczną uwagę. Dokonując rezerwacji hotelu najlepiej wybrać taki, który znajduje się już nie w obrębie Księstwa Monako - tylko we Francji. To zaledwie kilka kroków różnicy, jeśli chodzi o odległość - natomiast zasadnicza różnica, jeśli chodzi o zasoby naszego portfela ;)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

W kwestii restauracji, kawiarni i innych tego typu przybytków - jakie szczęście, że przy plaży otworzyli Starbucksa i starego poczciwego Mc'Donalda ! ;)  Chcąc zjeść w jakimkolwiek innym miejscu można dosłownie zejść na zawał. Wystarczy, że za dwa małe piwa wysączone na Place du Casino zapłaciliśmy równowartość 140 polskich złotych... - więc generalnie polecam zabrać jakieś przekąski i napoje ze sobą ;)

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

weekend w Alpach i Monte Carlo - Alpy zimą - Monte Carlo zimą

Reasumując - było warto !

W ciągu zaledwie czterech krótkich dni odwiedziliśmy dwa zupełnie inne światy i odbyliśmy tak naprawdę kilka ważnych podróży. Pierwszą - od zaśnieżonych szczytów Alp aż po słoneczne plaże Monte Carlo. Drugą - ze skrajności w skrajność ;) I trzecią - od nieśmiałych marzeń i planów aż ku ich spontanicznej realizacji :) Mam ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się nam to powtórzyć - i tym razem zabrać ze sobą Bąbla, który z całą pewnością podłapał od nas podróżniczego bakcyla ;)