Strony

piątek, 28 kwietnia 2017

10 miejsc na majówkę z dzieckiem - Wrocław i okolice.

Dzisiaj pokażę Wam kilka ciekawych miejsc na Dolnym Śląsku, do których zdecydowanie warto wybrać się razem z dzieckiem na nadchodzącą majówkę. Sami byliśmy w niektórych z nich już kilkukrotnie - i za każdym razem przywoziliśmy stamtąd zupełnie nowe doznania i emocje, zależnie od wieku Bąbla i jego poziomu rozumienia otaczającego świata :)

Jeżeli lubicie towarzystwo (przeradzające się niekiedy w dzikie tłumy) -
na pewno spodoba się Wam...


majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

Trzeba przyznać, że cena zwiedzania jest tutaj dwukrotnie lub nawet trzykrotnie wyższa, niż w innych znanych nam ogrodach zoologicznych (na przykład warszawskim) - ale z drugiej strony odnoszę też wrażenie, że wrocławskie zoo jest zdecydowanie bardziej zadbane, a zwierzęta mają w nim czystsze i bardziej przestrzenne wybiegi.  Dodatkowo pod koniec 2014 roku otwarto tam ogromne Afrykarium - a w nim między innymi 21 basenów i akwariów, zamieszkiwanych przez około 250 gatunków ryb. 

Po raz pierwszy byliśmy tam z Bąblem, kiedy miał jakieś 10 miesięcy - i w zasadzie udało nam się zobaczyć wyłącznie tę część ogrodu - ponieważ na samo zwiedzanie Afrykarium potrzebowaliśmy z takim maluszkiem ponad trzech godzin. Zła wiadomość jest taka, że jeżeli zdecydujecie się na wizytę właśnie w długi majowy weekend - to na pewno nie unikniecie sporego tłoku. Jednak muszę Wam powiedzieć, że przechadzka podwodnym tunelem to naprawdę niesamowite przeżycie i jest w stanie wynagrodzić wszelkie związane z tym niewygody :)

Kolejkowo na Dworcu Świebodzkim we Wrocławiu 

majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

O tym miejscu wspominałam już kiedyś na naszym Faceboooku. Jest to największa tego typu makieta kolejowa w Polsce, na której obejrzeć można nie tylko najbardziej charakterystyczne obiekty Wrocławia, ale również zminiaturyzowane obserwatorium na Śnieżce czy fragment Karpacza. Całemu zwiedzaniu towarzyszą spektakularne efekty dźwiękowe i gra świateł - zmieniające się pory dnia, gasnące i zapalające się uliczne latarnie. Dodatkowo twórcy makiety stale wzbogacają ją o nowe scenki i ekspozycje, odnoszące się niejednokrotnie do aktualnej sytuacji społecznej czy politycznej.  

Każdy element wykonany jest z niebywałą wręcz dbałością o szczegóły - a dla maluszków, którym już znudziło się zwiedzanie przygotowano też niewielki kącik zabaw, pełen klocków. Mimo wszystko nie nastawiałabym się tutaj na wizytę dłuższą, niż półtorej godziny.

 Ostrów Tumski ...

majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

Ostrów to nie tylko nasz ulubiony wrocławski azyl - ale dodatkowo miejsce, w którym tak naprawdę rozpoczęła się nasza adopcyjna droga. Do tej pory bardzo chętnie wracamy tu na pyszne ciacho albo rejs statkiem po Odrze - a Bąbel za każdym razem usiłuje doszukać się swojej kłódki na moście kłódkowym (co jednak przy takiej ich ilości oczywiście graniczy z cudem) ;) 

Z miejscem tym wiąże się całkiem sporo anegdotek z życia naszej rodziny - między innymi opowieść o tym, jak zostałam "ogłuszona" ogromnym parasolem, który pod wpływem wiatru zerwał się z jednego z restauracyjnych ogródków (no cóż, chyba tylko mi mogło się coś takiego przydarzyć ;) ) Jeśli chodzi o jedzenie, serdecznie polecam Wam menu znajdującej się na wodzie Barki Tumskiej - a zwłaszcza tamtejszy krem z dyni oraz sernik dyniowy z musem śliwkowym.


majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

Tutaj właściwie nie trzeba wiele opisywać - bo wystarczy zajrzeć na stronę i obejrzeć sobie wszystkie te cudne kwiaty, krzewy i malownicze alejki. Nasz Bąbel niezmiennie najbardziej zafascynowany jest wszelkimi ciekami wodnymi  - strumyczkami, kaskadami i znajdującymi się na środku jeziora fontannami, do których już niejednokrotnie zamierzał przeprawić się wpław ;)

Jeżeli zależy Wam na miejscu bardziej ustronnym i mniej uczęszczanym - warto zajrzeć też do znajdującego się o jakąś godzinę drogi od Wrocławia Arboretum w Wojsławicach, gdzie dziecko będzie miało zdecydowanie większą swobodę, powierzchnię i okazję do rozładowania nadmiaru energii :)

 Parada Parowozów

majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

Ta cykliczna impreza odbywa się akurat w położonym w Wielkopolsce Wolsztynie, ale transport do niej organizowany jest również z Wrocławia oraz z innych miejscowości na terenie obu województw. Pokazom pociągów towarzyszą występy orkiestry dętej, zawody maszynistów, fajerwerki oraz symulator pociągu dla dzieci. W tym roku najmłodsi będą mogli obejrzeć makietę kolejową przeniesioną na czas eventu z Dziwnowa - którą my mieliśmy okazję podziwiać rok temu podczas naszego pobytu nad morzem. 

Pasażerów z wrocławskiego Dworca Głównego zabierze na swój pokład pociąg o wdzięcznej nazwie Leopold. Termin tegorocznego wydarzenia to 29 kwietnia - i jestem przekonana, że bardzo spodoba się ono wszystkim małym miłośnikom kolei :) (Szczegółowy rozkład jazdy pociągów znajdziecie TUTAJ).

Jeżeli wolicie ciszę, spokój i aktywny wypoczynek na łonie natury -
gorąco polecam Wam...

  
majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

Z pozoru zwyczajna ścieżka dydaktyczna, którą pamiętam jeszcze z czasów szkolnych (nawiasem mówiąc - odbył się tutaj również mój chrzest bojowy i "kocenie" w pierwszej klasie liceum). Ale ten 4,5-kilometrowy spacer po lesie - brzegiem Jawornika i trasą wygasłych wulkanów - dostarcza nam za każdym razem całego mnóstwa bardzo przyjemnych wrażeń. Zwłaszcza z dzieckiem, które przecież każdej roślinki chce dotknąć, każdy patyczek i kamień podnieść, każdy kawałek mchu pogłaskać ;) 

Kiedy już pokonamy taką trasę, wychodzimy na łąkę zwaną Widokiem - ponieważ roztacza się z niej właśnie piękny widok na całą dolinę i położone w tle Wzgórza Strzegomskie. Po zakończonej wycieczce warto zajrzeć też do myśliborskiej  Restauracji Kaskada - słynącej ze swojskiego domowego jedzenia i bardzo sympatycznej, uśmiechniętej obsługi.

majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

To akurat miejsce, które odwiedziliśmy po raz kolejny przy okazji tegorocznych Świąt Wielkanocnych.  Dla rodzin z dziećmi polecam stosunkowo łagodne podejście żółtym szlakiem, od strony Przełęczy Tąpadła (niektórzy pokonywali tę trasę nawet ze spacerówką czy wózkiem inwalidzkim, aczkolwiek momentami ścieżka bywa dość kamienista).

Na szczycie Ślęży - 718 metrów n.p.m. - znajduje się Dom Turysty imienia Romana Zmorskiego, w którym można zjeść i wypić coś ciepłego po długiej i wyczerpującej wspinaczce. Odważniejsi mogą natomiast wdrapać się jeszcze wyżej - na dwunastometrową, betonową wieżę widokową. 

Co ciekawe, dawniej Ślęża była miejscem kultu pogańskiego - i określano ją nawet jako "Śląski Olimp". Aktualnie jest to natomiast jeden z punktów na Szlaku Świętego Jakuba, którego wszystkie trasy zbiegają się jak wiadomo w hiszpańskim Santiago de Compostela. 


majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice

We wnętrzu zamku wprawdzie nigdy nie byliśmy - bo akurat w momencie naszych wizyt nie był on udostępniony dla gości - ale za to zwiedziliśmy bardzo wnikliwie jego malownicze okolice : bliższe i dalsze, na piechotę i rowerami. 

Wokół znajduje się rozległy park z paleniskami, na których można urządzić sobie ognisko. To świetne miejsce na rodzinny piknik, smażenie kiełbasek czy pieczenie ziemniaków - a kalorie po takim obżarstwie spalimy zabierając ze sobą jednoślady i wybierając się na wycieczkę po okolicznych lasach i polach. Co więcej - wstęp na tereny przyzamkowe jest zupełnie bezpłatny :)


majówka 2017 z dzieckiem - Wrocław i okolice
zdjęcia: www.muzeum.topacz.pl

To z kolei prawdziwa gratka dla miłośników zabytkowych aut i wszelkich pojazdów, ponieważ funkcjonuje tam między innymi Muzeum Motoryzacji. Zwiedzający mają do dyspozycji plac zabaw, piękny park, tor rolkowy i korty tenisowe.  W okolicach znajduje się też kolejna trasa rowerowa i staw, nad którym poza kaczkami bywają też dostojne czaple. Poszukiwacze mocnych wrażeń i adrenaliny mogą zafundować sobie spływ kajakiem - a wstęp kosztuje z tego co pamiętam jedynie 10 złotych, pomimo niewątpliwej ekskluzywności tego miejsca. 

A jak Wasze plany na majówkę ? Gdzie się wybieracie ? :)

środa, 26 kwietnia 2017

Ojciec Kat i Matka Patologia - przerażający obraz polskiej rodziny...

Coraz częściej słyszy  się i czyta w mediach, że  ktoś dziecko skrzywdził.  Że wykorzystał albo pobił  do nieprzytomności.  Że zakatował na śmierć - a potem przed sądem nie okazał nawet cienia skruchy i wyrzutów sumienia...

Zdarzenie sprzed kilku dni ------> KLIK . Mały Igorek trafia do jednego z łódzkich szpitali z krwiakiem w okolicach oczodołu, pękniętą czaszką i urazem mózgu. Partner matki przyznaje się do tego, że kilkukrotnie bił dwumiesięcznego chłopca pięścią po głowie, ponieważ przeszkadzał mu jego płacz...Matka nadal broni zwyrodnialca i wszystkiemu zaprzecza. Z uporem maniaczki twierdzi, że obrażenia pojawiły się u chłopca samoistnie, "w czasie snu"...

Takich przykładów jest niestety znacznie więcej - ale ten szczególnie mną wstrząsnął i sprawił, że zupełnie  nie mogę  pozbierać się  do kupy. Może dlatego, że za każdym razem przed oczami mam naszego synka, którego zabraliśmy z domu dziecka właśnie kiedy miał 2,5 miesiąca...A może dlatego, że  tej tragedii naprawdę dałoby się  uniknąć  - gdyby tylko ktoś zareagował w odpowiednim momencie, kiedy jeszcze nie było za późno...

przemoc wobec dzieci 2-miesięczny Igorek z Łodzi
zdjęcie: Shutterstock

Skąd takie wnioski? Wystarczy spojrzeć na Facebookowy profil tej, która ośmiela nazywać  się matką.  Aktualnie jest to oczywiście miejsce, gdzie dokonuje się na niej publiczny lincz - lecą groźby, wyzwiska i niesamowity hejt, który zresztą  nikogo chyba nie dziwi...

Ale czy wcześniej  nikt nie zauważył, że  praktycznie na każdym zdjęciu mały Igorek ma na twarzy grymas bólu i cierpienia, a oczy zaczerwienione i opuchnięte od płaczu? 

Czy nikt nie widział, że  na dworze marcowa temperatura wynosi zaledwie kilka stopni - a matka robi mu zdjęcie w samym cienkim bodziaku i rajstopkach, podczas gdy chłopczyk jest z zimna wręcz siny?

Czy nikt nie zwrócił uwagi na to, że dziecko niemal zawsze ma na sobie ubranka brudne i o kilka rozmiarów za duże, w których dosłownie "tonie"?

Czy nikt nie dostrzegł  tej fotki, na której miesięczne dziecko leży samo w łóżeczku z butelką pełną  mleka - i nikt mu nawet tej butelki nie podtrzymuje ani nie dba o to, że jest dla takiego maleństwa  zbyt ciężka  i że w takiej pozycji łatwo o zadławienie?

Kiedy ja już po fakcie weszłam na ten profil, podlinkowany przez kogoś pod jednym z artykułów - pomyślałam sobie "O mój  Boże...to chyba najsmutniejsze dziecko, jakie w życiu  widziałam...I jedno z bardziej zaniedbanych." Czy naprawdę nie zauważyła tego żadna z osób z grona rodziny, sąsiadów albo znajomych ? Czy nie zwrócił na to uwagi absolutnie nikt z ludzi, którzy zostawiali pod zdjęciami uniesione w górę kciuki i gratulacje dla świeżo upieczonych rodziców ? 

przemoc wobec dzieci 2-miesięczny Igorek z Łodzi
zdjęcie: Shutterstock
 
Jeszcze inna sprawa - to sposób, w jaki ci ludzie usiłują się maskować.

Podczas gdy za zamkniętymi drzwiami ich mieszkania rozgrywa się prawdziwy dramat dwumiesięcznego dziecka - matka umieszcza na swojej "ściance" górnolotnie brzmiące hasła i memy na temat macierzyństwa i tej rzekomej wielkiej miłości, jaką darzy synka. (Nawiasem mówiąc, deklaracje te jakoś zupełnie nie współgrają ze wspomnianymi wcześniej, przygnębiającymi zdjęciami - oraz z informacjami, które udało się do tej pory ustalić policji).

Ojczym natomiast udostępnia między innymi posty, które mają na celu...pomoc i wsparcie dla ofiar przemocy w rodzinie. Co za ironia ! Bardzo prawdopodobne, że tuż po odejściu od komputera wchodzi do dziecięcego pokoju tylko po to, by samemu stać się sprawcą takiej przemocy...

Generalnie przemoc jest  czymś strasznym. 
Bestialskie traktowanie dziecka - najgorszym, co mogę sobie wyobrazić. 
Ale poza samą przemocą przerażają mnie jeszcze dwie inne, równie przykre rzeczy -
znieczulica otoczenia i niewyobrażalna wręcz obłuda tych, 
którzy się takiego draństwa dopuszczają...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Naturalne kosmetyki DLA mnie - i DLA Was również ! ( + KONKURS !!!)

Mówiąc zupełnie szczerze - nigdy nie byłam typem mamy zafiksowanej na punkcie ekologii. W domu używałam zazwyczaj ogólnodostępnych detergentów i nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby prać Bąblowe ubranka w łupinach orzechów czy innych tego typu wynalazkach. W przypadku moich kosmetyków również sięgałam zazwyczaj po te, które znalazłam na marketowej czy drogeryjnej półce - nie analizując zbyt szczegółowo ich składu i nie zastanawiając się, czy są w nich jakieś szkodliwe substancje. 

Jakiś czas temu dałam się namówić znajomej na udział w pewnego rodzaju "eko-warsztatach" dla kobiet. Ich program obejmował między innymi pokaz odzieży z bawełny organicznej, prezentację lnianej pościeli, ekologicznych środków czyszczących i żywności, która w nazwie posiada jakże popularny ostatnio przedrostek "BIO".

Nie byłabym sobą, gdybym nie wróciła stamtąd z całą torbą najróżniejszych naturalnych kosmetyków - oraz głową pełną nowych pomysłów odnośnie tego, jak wprowadzić pozytywne zmiany w dotychczasowej pielęgnacji.

kosmetyki naturalne DLA

kosmetyki naturalne DLA

Przygotujcie się zatem, że od czasu do czasu będę serwować Wam na blogu upolowane przez siebie eko-nowinki - a na pierwszy ogień pójdą naturalne kosmetyki DLA na bazie świeżych naparów z ziół. (Wraz z wybraną przez siebie linią kosmetyków dostałam też bardzo smaczną ziołową herbatkę i garść porad w wiadomości mailowej, jak powinnam stosować poszczególne specyfiki, żeby zagwarantować sobie i swojej skórze najbardziej optymalny,  oszałamiający efekt ;)) 

Ponieważ jestem (NIE)szczęśliwą posiadaczką cery mieszanej, a dodatkowo od czasu do czasu miewam problemy skórne związane ze swoją gospodarką hormonalną - zdecydowałam się na linię Niszcz pryszcz, złożoną z kremu na dzień, na noc oraz płynu do mycia twarzy. (Nawiasem mówiąc, produkty z tej serii dostępne są również w sieci sklepów Rossmann oraz Hebe).

kosmetyki naturalne DLA

Moja linia ma za zadanie głównie oczyszczać, normalizować i przywracać skórze jej naturalną równowagę. Stworzona została na bazie naparu wierzby i krwawnika - bez jakichkolwiek dodatków w postaci sztucznych barwników, środków myjących i kompozycji zapachowych, a także bez parabenów. 

Odwar z wierzby reguluje proces złuszczania naskórka i ułatwia wnikanie substancji aktywnych w głąb skóry, natomiast krwawnik ma przede wszystkim działanie przeciwzapalne, gojące i wybielające. Poza tym wiodącym i grającym pierwsze skrzypce duetem, w kosmetykach znajdziemy też kwas mlekowy (AHA), olej z ogórecznika i jojoba, D-pantenol i alantoinę. Krem na dzień został wzbogacony również filtrami UVA i UVB oraz glinką kaolinową, która działa na zasadzie podobnej do bibułek matujących, wyciągając z porów nadmiar sebum i zanieczyszczeń.

kosmetyki naturalne DLA

kosmetyki naturalne DLA

Stosowaniu kosmetyków towarzyszy przyjemny, słodkawy zapach. Wszystkie bardzo szybko i bezproblemowo się wchłaniają, nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Płyn do mycia twarzy świetnie radzi sobie nawet z wodoodpornym makijażem, daje uczucie natychmiastowego odświeżenia i oczyszczenia. Już po kilku zastosowaniach zauważyłam, że moje pory są lepiej "domknięte" i mniej widoczne, a wszelkie niedoskonałości pojawiają się zdecydowanie rzadziej i są mniej zaognione. Jednocześnie skóra pozostaje dobrze nawilżona i nieprzesuszona.

Bardzo ważne jest, żeby w trakcie stosowania naturalnych kosmetyków DLA nie używać już żadnych innych, preferowanych wcześniej środków. Można więc powiedzieć, że linia ta miała u mnie przez jakiś czas absolutny monopol na pielęgnację - i różnica jest wyraźnie widoczna, a efekty naprawdę  satysfakcjonujące :)

kosmetyki naturalne DLA

Bardzo bym chciała, żeby również któraś z Was 
mogła doświadczyć tych pozytywnych zmian na własnej skórze :)

Dlatego też razem z właścicielkami marki Kosmetyki DLA 
mamy dla Was konkurs, który potrwa od 24 kwietnia do 5 maja 2017. 

 Wystarczy, że zajrzycie TUTAJ i zapoznacie się z pełną ofertą -
a potem przekonacie nas, że wybrana linia kosmetyków:

- Niszcz pryszcz, 
- Dar piękna,
- Kuracja regenerująca lub
- Kuracja łagodząca 
 
powinna trafić właśnie do Was.

Odpowiedzi możecie udzielać zarówno w komentarzach na blogu, jak i na naszym Facebooku.  

Zwycięzca konkursu zostanie ogłoszony 6 maja 2017
i będzie miał 5 dni roboczych na przekazanie nam swoich danych do wysyłki nagrody. 

Powodzenia ! :)  
 


---------- EDIT : WYNIKI ! WYNIKI ! WYNIKI ! -----------

Wybraną przez siebie serię Kosmetyków DLA wygrywa
pani Joanna Kaszubska, która napisała na Facebooku tak:

"Kocham zioła! Jako kosmetyki, herbatki i ich wszystkie inne postacie :) Jestem zwolenniczką naturalnego radzenia sobie z różnymi dolegliwościami. W naturze siła, bo to ona była pierwsza, DLA Nas, za darmo. Została stworzona po to, by o Nas dbać :) W przeciwieństwie do wielkich firm farmaceutycznych, które są ( w większości o czym coraz głośniej w świecie) po to, by odpowiednim osobom pompować kieszenie. Stworzona specjalnie DLA mnie jest kuracja Niszcz pryszcz. Trądzik wieku dorosłego jest bardzo uciążliwą i trudna do wyplenienia dolegliwością. Niczym chwast, który potrafi zniszczyć najcenniejsza, najpiękniejszą i najbardziej wartościową roślinę. Bardzo zatem proszę, pozwólcie mi kwitnąć jak piękny, zdrowy, silny kwiat, który z dumą i wysoko podniesiona głową patrzy na świat, a nie chowa się zwiędnięty gdzieś przy ziemi, z obawą aby tylko nikt nikt nie ujrzał jego niedoskonałości!"

Proszę o skontaktowanie się ze mną w wiadomości prywatnej na FB albo na adres mailowy nasze.babelkowo@gmail.com - i podanie adresu do wysyłki nagrody :) 
 

sobota, 22 kwietnia 2017

Bo najwięcej wypadków zdarza się w domu...

Tak, mam tu na myśli przede wszystkim wypadki z udziałem dzieci - które nam również nie są obce, ponieważ Bąbel wiecznie chodzi z jakimiś siniakami, guzami i zdartymi kolanami, a ostatnio nawet z rozciętą wargą - rezultatem bliskiego spotkania z kaloryferem :( 

Kilkukrotnie mieliśmy w swojej rodzicielskiej karierze do czynienia z sytuacją, kiedy dosłownie polała się krew - a ja omal nie zeszłam na zawał i już miałam w myślach perspektywę "upojnej" nocy na oddziale chirurgii dziecięcej. Na szczęście w naszym przypadku do tej pory kończyło się tylko na strachu - ale nie zawsze tak jest i bardzo często wypadki z udziałem dziecki mają znacznie poważniejszy i bardziej tragiczny finał. 



Niestety, z najświeższych badań przeprowadzonych 
przez  Polski Instytut Badań i Innowacji wynika między innymi, że:

- tylko 1/3 rodziców  przy zakupie wózka dziecięcego bierze pod uwagę atesty bezpieczeństwa ; 

- ponad 50 % ankietowanych podaje dzieciom przekąski i napoje w trakcie podróży samochodem
oraz pozwala im na trzymanie w dłoniach telefonu lub tabletu podczas jazdy ;

- aż 1/3 rodziców nie zabezpiecza gniazdek elektrycznych i kabli, 
nie mocuje mebli do ścian ani nie osłania ich ostrych kantów.


 

Sytuacja w przypadku wyboru odpowiedniego fotelika samochodowego prezentuje się już wprawdzie bardziej optymistycznie - ale wciąż wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego, że najbezpieczniej jest przewozić dziecko tyłem do kierunku jazdy (o czym zresztą sami nie byliśmy do końca przekonani, dopóki nie wysłuchaliśmy wykładu Pawła Zawitkowskiego podczas Targów Kids' Time Kielce).



Wraz ze znanym fizjoterapeutą udział w konferencji wzięli również Beata Sadowska, Marcin Mroczek i ekspertka Zabawkowicza Magdalena Kordaszewska - którzy jako rodzice na co dzień borykają się z dylematami dotyczącymi bezpieczeństwa swoich pociech. Na pewno też doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dla małego dziecka nawet pozornie niewinne sytuacje oraz przedmioty codziennego użytku potrafią stanowić naprawdę ogromne zagrożenie.

Czy oznacza to, że powinniśmy całkowicie odciąć dziecko do wszelkich bodźców 
i wszystkiego mu zabronić ?

Absolutnie nie !

Wystarczy przestrzegać kilkunastu podstawowych zasad bezpieczeństwa,
 zebranych na użytek wszystkich rodziców przez firmę Marko i portal Zabawkowicz.pl

1) Chowaj przed dziećmi niebezpieczne, małe czy ostre przedmioty - które mogłyby połknąć, skaleczyć się nimi czy też włożyć np. do ucha lub nosa.

2)  Pamiętaj o sprzętach elektronicznych, by nie znajdowały się z zasięgu dzieci - chowaj przed nimi baterie, zabezpieczaj kable i inne długie przedmioty. 

3) Unikaj kupowania trujących roślin i nawozów - a te które masz już w domu, umieszczaj poza zasięgiem dzieci.

4) Zawsze sprawdzaj stabilność mebli, mocuj je do ścian oraz wyjmuj wszystkie kluczyki z szafek, tak aby maluch nie mógł ich otworzyć. Pamiętaj o zabezpieczaniu kantów i rogów.

5) Zabezpieczaj gniazdka elektryczne specjalnymi plastikowymi zatyczkami.

6) Zabezpieczaj dywany i chodniczki taśmą antypoślizgową.

7)  Na balkonie i przy schodach zamontuj bramkę lub barierkę uniemożliwiającą wypadnięcie dziecka oraz nie stawiaj przedmiotów, po których dziecko mogło by się wspiąć w tych miejscach. Dodatkowo załóż blokadę na okna.

8) Wszelkie leki, środki chemiczne czy detergenty chowaj przed dziećmi w miejsca niedostępne - najlepiej zamykane na klucz. 

9) Montuj osłonki zabezpieczające na kuchenki oraz piekarniki lub gotuj na tylnych palnikach, by gorące naczynia nie były w zasięgu dzieci. Zawsze zakręcaj gaz!

10) Wszystkie niebezpieczne urządzenia kuchenne, noże, roboty stawiaj poza zasięgiem dziecka.

11) W czasie kąpieli używaj mat antypoślizgowych zapobiegających upadkom, nigdy nie zostawiaj dziecka samego w wannie napełnioną wodą.

12) Nie zostawiaj włączonych czy podłączonych do prądu urządzeń, które mogą mieć kontakt z wodą lub do niej wpaść.

13) Zrób przerwę podczas podróży samochodem na picie i jedzenie.

14) Nie dawaj dziecku twardych przedmiotów podczas jazdy samochodem, bo w momencie zderzenia zadziałają jak pocisk. Smartfony i tablety montuj do zagłówków foteli. 

15) Sprawdzaj certyfikaty i normy bezpieczeństwa wózków i fotelików samochodowych,

16) Poproś sprzedawcę o szkolenie z montażu fotelika i bezpiecznego zapinania w nim dziecka. 

17) Dobierz fotelik samochodowy do wzrostu i rozmiarów dziecka oraz rodzaju swojego samochodu.



Zachęcam Was serdecznie do przestrzegania tych zasad - 
dla bezpieczeństwa Waszych maluszków oraz własnej spokojnej głowy i sumienia. 

A jednocześnie myślę, że warto również kierować się bardzo mądrymi słowami, 
które wypowiedziała w trakcie spotkania pani Beata Sadowska:
 
"Bardzo łatwo się pozabezpieczać, by czuć się zwolnionym z obowiązku obserwowania swojego dziecka - przecież wszystkie zabezpieczenia załatwią za mnie sprawę. Nie załatwią ! To nie powinno usypiać naszej czujności. Wyobraźnia dzieci nie zna granic - a nasza nie sięga aż tak daleko. Dlatego trzeba być uważnym - być obok dziecka, pozwalać mu się rozwijać i eksplorować świat, mieć oczy i uszy szeroko otwarte." 

_________________________________________

zdjęcia, infografiki i informacje wykorzystane w tekście - Zabawkowicz.pl

 

czwartek, 20 kwietnia 2017

"Życie w nieświadomości by mnie zniszczyło" - czyli adopcja oczami dziecka.

Do tej pory na moim blogu pojawiały się wyłącznie posty pisane z punktu widzenia adopcyjnej mamy. Tym razem - będzie wpis o adopcji widzianej oczami dziecka. Napisała go autorka bloga Mama Dwójki - która została przysposobiona ze wskazaniem, w dość nietypowych okolicznościach...

Myślę, że Jej głos jest kolejnym argumentem przemawiającym za tym, by rozmawiać z dzieckiem o adopcji zupełnie otwarcie - nie czyniąc z tego tematu tabu. Jawność adopcji - to niesłychanie ważna rzecz z psychologicznego punktu widzenia, postulowana przez wszystkich pracowników ośrodków adopcyjnych. Zdecydowanie lepiej, by dziecko dowiedziało się o fakcie przysposobienia od nas samych - niż od jakichś zupełnie przypadkowych, postronnych osób...

adopcja dziecka
zdjęcie: Internet

 ___________________________________________

Nie pamiętam dokładnie, ile miałam lat, 
gdy dowiedziałam się, że jestem dzieckiem adoptowanym. 

Może jedenaście, lub mniej. Wiem, że nie miałam nawet powodu myśleć o tym. Zawsze mówili, że jestem do adopcyjnej mamy tak bardzo podobna. Mam jej oczy i rysy twarzy. Nigdy nie czułam, że może być inaczej - że nie jestem jej rodzonym dzieckiem...

Aż do dnia, kiedy moja koleżanka z podwórka (w złości po naszej kłótni) powiedziała, że jestem adoptowana. "Zostałam porzucona, bo nikt mnie nie chciał." Te słowa mnie zabolały - a słyszałam je nie pierwszy raz. Już kiedyś pytałam o to mamę - ale ona powiedziała, że to nieprawda. Tym razem, gdy się poskarżyłam, że nadal mi tak koleżanka dokucza - mama pewnego wieczoru (a raczej chyba nocy), odkryła przede mną karty...

Nie chciałam jej wierzyć. Wtedy mieszkała z nami jeszcze moja babcia. Powiedziała mi, że ona jest moją prawdziwą babcią. Nie rozumiałam jej. Jak może być moją babcią, jeżeli zostałam adoptowana? Rozum dziecka jest jednak w stanie przyjąć wszystkie informacje, skleić jedno z drugim. Dlatego wtedy od razu zapytałam, która z cioć jest moją „prawdziwą” mamą. To, co usłyszałam, wywołało we mnie szok...

Pomimo tego nie chciałam wierzyć, ale mama pokazała mi dokumenty z sądu - bo tylko w nich zawarta jest informacja o biologicznych rodzicach. Moja adopcja była adopcją ze wskazaniem. Wszystkie dokumenty mówiły o moich rodzicach adopcyjnych. Mama tłumaczyła mi, że nigdzie oprócz wyroku sądu nie ma śladu,  kto jest moją biologiczną matką. A była nią moja ciocia - matka chrzestna. Siostra mojej adopcyjnej mamy. 

Postawiła sprawę jasno - 
jeżeli nie zostanę adoptowana przez moją mamę, to ona usunie ciążę. 
Nie była w stanie wychować następnego dziecka, szóstego z kolei.

A że moja adopcyjna mama nie mogła mieć dzieci po przebytej endometriozie - 
nie wahała się ani chwili.

Całe życie żyłam obok biologicznej matki i swojego rodzeństwa. Dopiero gdy prawda wyszła na jaw - zrozumiałam, dlaczego z „kuzynką” jesteśmy do siebie podobne jak dwie krople wody, choć dzieli nas różnica dwóch lat.

Jak zniosłam całą tę sytuację? Dziwnie dobrze - pewnie dlatego, że miałam swoją rodzinę obok. Widziałam, jak żyją. Nie miałam poczucia szukania prawdy ani biologicznej mamy. Nie zmieniło to mojego nastawienia do mamy adopcyjnej . Nie zmieniło to w moim życiu niczego - poza poczuciem, że mam rodzeństwo.

I jestem inna. Inna, bo adoptowana. To zostawiło swój ślad na mojej psychice. Ale wiem, że życie jakie mam - jest wspaniałe. Nie mogłam trafić lepiej. Choć przeżyłam naprawdę wiele i o wielu rzeczach chciałabym zapomnieć - cieszę się, że zostałam adoptowana. Dopiero będąc dorosłą kobietą uświadomiłam to sobie w pełni.

Sama nie potrafię do dzisiaj zrozumieć,  dlaczego tak gładko przyjęłam tę informację. Może właśnie ta świadomość  - bo życie w nieświadomości by mnie zniszczyło. Bóg wybrał dla mnie taką, a nie inną drogę. Nie potrafię ocenić, co wtedy czułam tak naprawdę - poza szokiem i ulgą. Tak - ulgą, że to nie jakaś alkoholiczka czy panna lekkich obyczajów mnie urodziła. Zaakceptowałam to i żyłam dalej. Doceniając jeszcze bardziej, jakie mam szczęście - i dziękując Bogu, że mnie uratował.

Za wszystko, co dla mnie zrobiła adopcyjna mama - oraz za miłość i poświęcenie -
  dałam swojej córce na drugie jej imię.
__________________________________________________


Mnie najbardziej uderzyły w tym wpisie słowa wypowiedziane przez "życzliwą" koleżankę.
"Zostałam porzucona, bo nikt mnie nie chciał" - przecież to absolutnie nieprawda ! 

Rodzice biologiczni często ze wszystkich sił chcą - ale ze względu na swoją trudną sytuację (finansową, zdrowotną, jakąkolwiek inną) po prostu nie mogą.  Nie nam oceniać - ponieważ nic w życiu nie jest tylko czarne lub tylko białe, a wszystkich odcieni szarości jest tak wiele, że można się w nich zagubić. 

A rodzice adopcyjni ? Przecież oni chcą i czekają - czasami długimi latami, mierząc się z różnymi przeciwnościami losu. Chcą i czekają - nawet jeżeli jeszcze Cię nie znają, jeszcze nigdy nie zobaczyli, jeszcze nigdy nie mieli w swoich ramionach ! 

Dlatego proszę Cię, Adoptowane Dziecko -
nie pozwól sobie wmówić, że nikt Cię nie chciał i nie kochał !

Ktoś bardzo za Tobą tęsknił...
Ktoś nie marzył o niczym innym poza tym, żeby wreszcie zabrać Cię do domu...
 
adopcja dziecka
zdjęcie: Internet