Miało być wyłącznie magicznie, bajkowo i czarująco.
Miało być bez kłótni, bez przepychanek przy świątecznym stole, bez bicia piany o mało istotne pierdoły. Miało być tak, żebyśmy mogli choć na chwilę zapomnieć o tym, co niektórych z nas ze sobą poróżniło - i skupili się raczej na tym, co wszystkich łączy.
Prawie się udało. Z naciskiem na "prawie".
Chciałam być ponad to.
Chciałam nie słyszeć i nie widzieć pewnych wkurzających uwag i zachowań. Chciałam nastawić swój odbiornik na zupełnie inną częstotliwość i chłonąć tylko dobry, jasny, optymistyczny przekaz. Niestety, nie do końca mi to wyszło - i mimowolnie przypomniałam sobie, dlaczego niektórych przedstawicieli naszej familii tak trudno mi polubić; i dlaczego chętniej niż z opłatkiem i uśmiechem na ustach podeszłabym do nich na przykład z...kałasznikowem ;)
Zdecydowanie najbardziej służą nam Święta spędzane tylko we trójkę.
Te w dużym, wielopokoleniowym gronie -
na dłuższą metę po prostu męczą.
Te w dużym, wielopokoleniowym gronie -
na dłuższą metę po prostu męczą.
![]() |
| Bąbel pod babciną choinką - w poszukiwaniu prezentów od "Aja" ;) |
Mogło być znacznie gorzej.
Ale mogło też być zdecydowanie lepiej.
Za rok przetestujemy chyba opcję "Święta wyjazdowe" -
i przekonamy się, który patent bardziej nam odpowiada :)
