czwartek, 17 sierpnia 2017

Do starszej pani, która nazwała moje dziecko "ZBOCZEŃCEM"...


Proszę Pani,

Ja generalnie bardzo szanuję  starszych ludzi.  Ustępuję im miejsca w autobusie, przepuszczam w drzwiach i w kolejce w supermarkecie,   noszę  ciężkie  siaty z zakupami na wyższe  piętro. Sama mam osiemdziesięciokilkuletnich dziadków  - którym  zawsze staram się  pomagać, regularnie odwiedzać  ich i wspierać (choć  demencja dziadka sprawia, że  czasami nie rozpoznaje już  nawet osób  z najbliższej  rodziny).

Nie jestem też matką nastawioną absolutnie bezkrytycznie do swojego dziecka. Potrafię krzyknąć, zakazać, odesłać  do innego pokoju - i nie uważam, że wszyscy powinni bić przed Juniorem pokłony czy też traktować  go jak małego bożka , zasługującego na wszelkie możliwe przywileje.

Mówiąc zupełnie szczerze - nigdy nie wymagałam i nadal nie wymagam od ludzi, żeby  lubili moje dziecko. Nie wymagam, żeby  się  nad nim roztkliwiali i rozpływali  w zachwytach. Nie jestem zwolenniczką  wychowania "bezstresowego" - nie przewidującego jakichkolwiek konsekwencji dziecięcych niewłaściwych zachowań...

Ale ostatnio pewna sytuacja z Pani udziałem sprawiła, że  dosłownie się  zagotowałam - i gdybym była postacią  z kreskówki to pewnie ilustrator narysowałby mi dym buchający obficie z nozdrzy i uszu. 

Myślę, że Pani również doskonale to zdarzenie pamięta 
(a może nie - ponieważ codziennie prowokuje Pani takie sytuacje 
i odnajduje w tym dziką przyjemność ?)

foto: unsplash.com / Alex Harvey

Czwartkowe popołudnie, galeria handlowa. Synek jest ze mną w przymierzalni - ponieważ wyjątkowo wybrałam się na zakupy tylko z nim, bez towarzystwa męża. Nagle spada mi plastikowy sklepowy wieszak - więc Junior schyla się żeby mi go podać, po czym wstaje i nadal beztrosko stroi miny do znajdującego się w przymierzalni lustra.

W tym samym momencie słyszę z sąsiedniej, zajmowanej przez Panią kabiny: "Niech pani natychmiast powie temu dziecku, żeby tu do mnie nie zaglądało!"

Jestem w szoku - bo wszystko trwało dosłownie ułamek sekundy, więc o jakimkolwiek celowym "zaglądaniu" nie mogło być mowy. Mimo wszystko zwracam synkowi uwagę i tłumaczę, a Panią kulturalnie przepraszam. No ba ! On też przeprasza - tak gorliwie i najszczerzej, jak tylko kilkuletnie dziecko potrafi...

"Mały zboczeniec rośnie! 
Za chwilę będzie podglądał i gwałcił koleżanki, dewiant jeden!"

SŁUCHAM!? SERIO?! Moje dziecko ma  tylko 3 lata ! Jakim prawem zwraca się Pani do niego w ten sposób? ! Czy naprawdę nie widzi Pani żadnej różnicy między kilkulatkiem , który chciał pomóc mamie - a perfidnym podglądaczem i przyszłym gwałcicielem ?

Ale OK...W pewnym sensie rozumiem Pani złość i rozgoryczenie. Sama wprawdzie zareagowałabym zupełnie inaczej, gdyby to do mojej przymierzalni zajrzał przez przypadek kilkuletni chłopiec - zbyłabym to uśmiechem, żartem i wykazałabym się znacznie większym zrozumieniem... Jednak powiedzmy, że ludzie są różni - mają inne granice, barierę wstydu i próg "odporności" na takie sytuacje...Junior dostaje więc ode mnie reprymendę - ale Pani nadal nie daje za wygraną...

"Z takim CZYMŚ to nie powinno się w ogóle do ludzi wychodzić! Jak dziecko się nie umie zachować i jest ZBOCZONE - to zamyka się je w domu i nie zabiera ze sobą na zakupy!"

W tym momencie - bardzo przepraszam - ale nie wytrzymuję (choć gryzę się w język tak mocno i długo, że do tej pory jest porządnie opuchnięty). "O prawdziwym podglądaczu w przymierzalni w tym wieku to można sobie tylko pomarzyć. Na taki zwiotczały pomarszczony tyłek nikt by się już nie pokusił, niestety. A jeszcze jedno słowo - i sama tam do Ciebie wtargnę, paskudny babsztylu!" - wybucham w końcu, i jakoś absolutnie nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia.

Nagle cisza... Już nic  Pani nie mówi. 
I bardzo dobrze - bo serio nie wiem, jaki byłby finał tej sytuacji w przeciwnym wypadku.

foto: unsplash.com / Alex Harvey

Tak myślę sobie po tym wszystkim...Ile razy już widziałam staruszkę, która tak bardzo "nie może chodzić" - że aż biegnie do autobusu, torując sobie drogę laską, taranując i przewracając wszystkich po drodze... Ile razy widziałam starszego pana, który puszczał głośną wiązankę przekleństw w kierunku gromadki dzieci - tylko dlatego, że wrzuciły sobie kamyczek do rzeki, w której on zamierzał akurat łowić ryby....

Starsi ludzie zawsze bardzo głośno i dobitnie domagają się od młodszych pokoleń poważania oraz szacunku. A jak jest z ich szacunkiem wobec innych? I czy mamy szanować kogoś tylko z uwagi na jego bardziej zaawansowany wiek - bez względu na to, co faktycznie sobą reprezentuje?

Mój szacunek i cierpliwość do człowieka kończy się w momencie, kiedy w odpowiedzi na kulturalne zachowanie i przeprosiny doświadczam z jego strony chamstwa i bezpodstawnej napaści.  W dodatku chamstwa i napaści ukierunkowanej na małe dziecko...

A Wy - jak wiele jesteście w stanie znieść?