środa, 7 grudnia 2016

Mikołajki na folkową nutę :)

Jak już wiecie z wcześniejszych wpisów - styl boho to mój niekwestionowany numer jeden i największa modowa miłość. Jednak czasami zdarza mi się zdradzić go...z folkiem - zwłaszcza kiedy wyjeżdżamy gdzieś w okolice Krakowa czy Zakopanego i znajdujemy się w pobliżu wszystkich tych góralskich straganów, targowisk oraz stoisk. 


Wiem, że nie każdemu tamtejsza komercja odpowiada. Ja też nie lubię jej w nadmiarze - po jakimś czasie spacerowania po Krupówkach mam serdecznie dość i jedyne czego pragnę to uciec gdzieś w wysokie góry i zaszyć się w pustelniczej chacie ;) Ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie nie pójść tam w ogóle i nie zajrzeć do przynajmniej kilku miejsc, w których można upolować prawdziwe folkowe perełki.

Kiedyś nawet przydarzyła mi się śmieszna historia, gdy podczas jednego z regionalnych festynów zostałam wzięta przez pana z obsługi za artystkę estradową ;) Podszedł do nas wielce zbulwersowany jegomość i zagaił "A Ty dlaczego jeszcze nie na scenie, dziewucho? Przecież za chwilę zaczynacie występ!"  Oczywiście wszystko zostało bardzo szybko wyjaśnione - a w trakcie koncertu okazało się, że po prostu miałam na sobie sukienkę identyczną jak te, w które ubrane były tancerki ;)



Niektórzy powiedzą pewnie, że folk to kicz i tandeta. Mój mąż podsumuje "No, no...w takim stroju mogłabyś stanąć zamiast manekina na wystawie Cepelii"... Ale ponieważ już od jakiegoś czasu niespecjalnie przejmuję się tym, co myślą na temat mojego wyglądu inni - noszę folkowe chusty, spódnice i kamizelki kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota :) Czasami oczywiście wywołuję tym w naszej wiosce niemałą sensację i poruszenie, bo niezupełnie wpisuję się w tutejszy 'dress-code' i wyglądam dość oryginalnie na tle miejscowego Gangu Różowych Dresów - ale na to też nie zwracam zbyt wielkiej uwagi, koncentrując się raczej na zabawie z Bąblem i prezentowaniu mu uroków tego świata :)



Moim ulubionym elementem w dzisiejszej stylówie jest czarna, futrzana kamizelka zamówiona na e-margeritka.pl (zaznaczam od razu, że ze sztucznego futra - gdyby znaleźli się tutaj jacyć obrońcy praw zwierząt, zamierzający oblać mnie czerwoną farbą). Wystarczająco ciepła, żebym nie musiała zakładać pod nią grubego puchowego płaszcza, w którym prezentuję się mniej więcej tak atrakcyjnie, jak...baleron marki Sokołów ;) Oprócz niej mam na sobie chustę i spódnicę przywiezioną tydzień temu prosto z krakowskiego rynku oraz filcową biżuterię hand made (której niestety moje ręce samodzielnie zrobić nie potrafią, więc zamówiłam ją na Allegro).



W takim stroju mam stuprocentową pewność, że żaden Mikołaj nas nie przeoczy - a to właśnie do niego wybraliśmy się dzisiaj całą rodziną, jak na 6 grudnia przystało. W zasadzie to już nasz trzeci czy czwarty Święty w tym roku - ale Bąbel jest jeszcze najwyraźniej na takim etapie, że żadnej wielkiej różnicy pomiędzy nimi wszystkimi nie dostrzega. 

Nie zastanawia się póki co, dlaczego jeden jest młodszy, a drugi starszy; dlaczego jeden nosi okulary, a drugi nie; dlaczego jeden ma do pomocy elfy, a inny śnieżynki...Najważniejsze przecież, że u każdego z nich są prezenty i mnóstwo słodkości - a u tego dzisiejszego była nawet cała fontanna mlecznej czekolady! :)

 A jak Wam minął ten wyjątkowy dzień?




Mama:

spódnica  / chusta - krakowski Rynek 
płaszcz / biżuteria - Allegro
kamizelka - e-margeritka.pl

Bąbel:

spodnie / kurtka - H&M
czapka / komin - C&A Baby
 bluza - Pepco