poniedziałek, 18 września 2017

Domowy ogródek w słoiku - czyli o tym, jak ukisiłam kaktusy :)


Dzisiaj rano pokazałam na naszym Facebooku świetną alternatywę dla osób, które mieszkają w bloku i nie mają własnego, przydomowego ogródka. Zachęcona Waszymi pytaniami i komentarzami - z przyjemnością opowiem więcej o naszym najnowszym projekcie, jakim jest ogródek w słoiku :)

Ogródek w słoiku - od czego zacząć? 

Zaczynamy oczywiście od wyboru roślin i odpowiedniego szklanego naczynia. W naszym przypadku jako doniczka posłużył nam duży słój do kiszenia ogórków, który kupiliśmy w Castoramie za 19 złotych. Jednak równie dobrze może to być też szklana głęboka misa, dzbanek albo nawet stary, już nieużywany czajnik. 

Ważne, żeby wybrane roślinki miały różne kształty i wysokość - ponieważ wtedy stworzona z nich kompozycja będzie prezentowała się ciekawiej, bardziej różnorodnie i efektownie. My jako bardzo początkujący ogrodnicy postawiliśmy akurat na kaktusy. Dobrze, jeśli poza odcieniami zieleni na którymś z nich znajduje się jeszcze jakiś mocniejszy, kolorystyczny akcent ;) Koszt takiego małego, kilkucentymetrowego okazu to z reguły jakieś 10-13 złotych.

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

Ogródek z kaktusów w szkle - 
czego jeszcze potrzebujesz ?

Poza wymienionymi wcześniej roślinkami i szklanym słojem do wykonania naszego mini-ogródka potrzebne będą również:

- ziemia do kaktusów - nasza akurat jest kupna , ale można zrobić ją też samodzielnie , co jest bardziej ekologiczne i podobno znacznie korzystniejsze dla roślinek (szczegółową instrukcję znajdziecie na przykład TUTAJ) ;

 - keramzyt ogrodniczy - który ma stanowić warstwę drenażową, pozwalającą na przepuszczanie nadmiaru wody i utrzymanie właściwego poziomu wilgoci; 

- węgiel aktywny - do kupienia w każdej aptece w postaci kapsułek albo tabletek; wystarczy go tylko wysypać z plastikowej osłonki lub rozgnieść tabletkę na proszek łyżeczką;

- biały ozdobny grys - kontrastujący z kolorem ziemi, dzięki czemu warstwy lepiej się od siebie odznaczają i prezentują się bardzo ładnie za szklaną ścianką naczynia.

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

Poniżej rozrysowałam Wam i rozpisałam poszczególne warstwy, które układamy w słoiku. Dopiero potem na którejś mądrej stronie doczytałam, że keramzytu mogłoby być na dnie trochę więcej - ale mam nadzieję, że pomimo jego stosunkowo cienkiej warstwy naszym kaktusom nie stanie się żadna krzywda ;)

Najgrubsza powinna być rzecz jasna warstwa ziemi - ponieważ musi pomieścić w sobie korzenie roślinek, które przecież z czasem będą się rozrastać.

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

Jak pielęgnować kaktusy w słoiku ?

Najlepszym miejscem dla naszego słoika z kaktusami będzie dobrze nasłoneczniony okienny parapet, gdzie będzie im wystarczająco ciepło. U nas jest to parapet kuchenny w południowo-wschodniej części mieszkania , na który słoneczne promienie zaglądają przez znaczną część dnia. Jeśli uda im  się przetrwać do lata - zamierzamy także w suche i gorące dni wystawiać nasz słoik na balkon, żeby mogły zażywać jeszcze bardziej intensywnej słonecznej kąpieli ;)

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

Na szczęście kaktusy to rośliny, które nie wymagają zbyt częstego podlewania i mają zdolność do magazynowania wody w swoich pędach. Najczęściej zaleca się, żeby podlewać je raz na 2 tygodnie - ale najlepiej po prostu kontrolować poziom nawodnienia ziemi i sprawdzać, kiedy mają już zbyt suche i kruche podłoże. 

Trzeba też pamiętać o tym, że od października do kwietnia przypada dla nich okres wegetacji / hibernacji - i wtedy według niektórych specjalistów trzeba zaprzestać podlewania całkowicie - a według innych tylko bardzo delikatnie zraszać roślinki i ich podłoże spryskiwaczem. 

Najlepszym sposobem podlewania jest dla nich podobno to "od dołu" - czyli poprzez nalanie wody do podstawki i pozwolenie roślinie na jej samodzielne wchłonięcie. Jednak w przypadku szklanego słoika nie ma takiej możliwości - więc nasze roślinki Bąbel podlał od góry konewką (trochę rozżalony, że nie będzie mógł tego robić zbyt często ;) )

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

Po co właściwie taki ogród w słoiku ? 

O to samo zapytał mnie mąż - ale miałam dla niego gotową odpowiedź i wiele przekonujących argumentów ;)  

Po pierwsze - to świetna i bardzo kształcąca aktywność dla dziecka. Na początku nasz Junior będzie się uczył dbać o roślinki, przecierać ich słoiczek z kurzu, odpowiednio je nawadniać i pielęgnować - a za jakiś czas pewnie pomyślimy również o zwierzątku, za które będzie umiał wziąć współodpowiedzialność.

Po drugie - taki słoik to piękna ozdoba , w której można posadzić nie tylko kaktusy, lecz wszelkie inne niewielkie roślinki (przy zachowaniu odpowiednich zasad) - a nawet zrobić w nim sobie własny kawałek lasu. Osobiście bardzo cenię sobie jego walory estetyczne - a sądząc po popularności tego typu ogródków nie tylko ja jestem nimi zauroczona :)

Po trzecie - otaczanie się roślinami uspokaja, relaksuje i poprawia nastrój. Liczne przeprowadzone badania dowiodły, że przebywanie w pomieszczeniach choćby z niewielką ilością zieleni jest przyjemniejsze i bardziej sprzyja naszemu dobremu samopoczuciu. Dlatego myślę sobie, że ten nasz domowy ogródek nie będzie ostatnim - i z czasem zaczniemy również eksperymentować z innymi gatunkami ;) 

ogródek w słoiku - ogródek w szkle - las w słoiku - pielęgnacja kaktusów

A jak tam Wasze doświadczenia z kaktusami, szklanymi słojami i ogrodnictwem?
Lubicie takie eksperymenty - czy raczej wolicie tradycyjne ogródki na zewnątrz? 

piątek, 15 września 2017

"Nie chcę mieć dzieci - czy jestem jakaś dziwna ?" - czyli o polskiej SZUFLANDII słów kilka...


"Nie chcę mieć dzieci - czy jestem jakaś dziwna ?" Właśnie po takim pytaniu trafiłaś na mój blog, Droga Czytelniczko. Sprawdziłam to w statystykach - do których nie zaglądam wprawdzie zbyt często, ale czasami mi się zdarza. Powiem Ci zupełnie szczerze, że dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. W moim odczuciu byłabyś zdecydowanie bardziej dziwna, gdybyś nie chciała mieć dzieci - a jednak za wszelką cenę próbowała dopasować siebie i swoje poglądy do oczekiwań innych !

Nie chcesz mieć dzieci? A może chcesz mieć ich pięcioro? A może jeszcze inaczej - chcesz wychowywać jedynaka ? Powiem Ci, moja Droga - MASZ DO TEGO WSZYSTKIEGO PEŁNE PRAWO !

***

Tyle się można nasłuchać i naczytać na temat różnych kategorii matek i nie-matek ! Wystarczy zajrzeć na fora, Facebooka albo wziąć udział w zwyczajnej dyskusji toczącej się między kobietami na placu zabaw, pomiędzy jedną a drugą piaskową babką...

Wedle tych wszystkich wspomnianych wyżej "wyroczni" :

Matki wielodzietne - to z całą pewnością jakaś patologia. Ewentualnie skutek rządowego programu 500+ (nawet jeśli ich dzieci są już na tyle duże, że za czasów ich poczęcia program ów jeszcze  wcale nie funkcjonował) ;

Matki jedynaków - są po prostu cholernie wygodnickie , leniwe i myślą tylko o sobie ! Macierzyństwo pewnie je przerosło - i dlatego nie chcą dać swojemu dziecku "najcenniejszego daru", jakim jest rodzeństwo. No i dobrze - będą miały nauczkę! Wychowają rozpuszczonego, zapatrzonego w siebie egoistę!

Ale najgorsza kategoria to kobiety, które wcale nie chcą być matkami - i absolutnie nie mają dziecka w swoich planach. To dopiero wredne france i karierowiczki, dla których bardziej niż rodzina - liczy się praca i sukcesy zawodowe. Nieczule, zimne suki - na które ani trochę nie działa dziecięcy szczebiot, urok i powab...

foto: Sandaro Kids

Serio ? Naprawdę ktoś tak myśli ?

Naprawdę ktoś uważa, że kobieta powinna być definiowana właśnie w taki sposób ? Przez fakt posiadania lub nieposiadania potomstwa - albo przez pryzmat konkretnej liczby dzieci, które ma ?

Piszę to z perspektywy mamy adopcyjnej. Z perspektywy osoby, która przez kilka lat walczyła z niepłodnością, wydała krocie na jej leczenie - a w końcu zapukała do drzwi ośrodka adopcyjnego, żeby odnaleźć swoje upragnione "dziecko z serduszka"...

Piszę to jako mama jedynaka, którą aż telepie na pytania otoczenia : "A kiedy wreszcie dziewczynka do parki?" (Zupełnie tak, jakby posiadanie tej "parki" było jakimś cholernym, ustawowym obowiązkiem każdej z nas...)

Jak można zamykać kobiety w takich ciasnych, krepujących ruchy szufladkach? Jak można przyklejać im etykiety głoszące "patologia", "wygodnicka" czy "zimna suka" tylko i wyłącznie na takiej wątłej podstawie - nie znając zupełnie ich argumentów oraz kontekstu całej sytuacji?!

foto: Sandaro Kids

Kobieta jest przede wszystkim człowiekiem. Autonomiczną jednostką.  
Nie jest narzędziem do spełniania czyichś oczekiwań i jakichś bzdurnych, wziętych z d*** kryteriów.

Ma prawo decydować o tym , ile dzieci chce mieć. Ma prawo mieć ich pięcioro. Ma prawo również podjąć decyzję, że nie chce ich mieć w ogóle.

Ma prawo otoczyć się całym wianuszkiem rozkosznych (lub mniej rozkosznych) berbeci - i nie słyszeć pod swoim adresem durnych tekstów w stylu : "Oooo, pińcet plus idzie !"

Ma też prawo wybrać życie bez dziecka - i czuć się z tym naprawdę znakomicie, realizując się na całym mnóstwie różnych innych obszarów. Bo macierzyństwo jej zwyczajnie nie kręci i nie interesuje. Ot tak, po prostu...

A tymczasem,  brak potomstwa nadal bywa społecznie  nieakceptowany - natomiast kobieta bezdzietna traktowana jest albo z politowaniem ("bo pewnie niepłodna  - i dzieci mieć  nie może") , albo z brakiem zrozumienia, albo wręcz  z pretensjami i wrogością  ("no co to za podła baba, która  nie czuje  instynktu macierzyńskiego?!")

W oczach niektórych  ludzi bezdzietność czyni kobietę  niekompletną i niepełnowartościową - natomiast bycie matką  uważane  jest za jej powinność  i rolę, do której  jest niejako odgórnie  przeznaczona.

foto: Sandaro Kids

Często już małym, kilkuletnim dziewczynkom wpaja się właśnie takie przekonania - że powinny zostać żonami, matkami, tak zwanymi paniami domu. Każde ich przyszłe ewentualne odstępstwo od tej "normy" zostaje odebrane źle, napotyka na falę krytyki i hejtu. Od samego początku uczy się je tego, że mają wpasowywać się w jakiś określony schemat i model - a szczególnie wyraźne jest to w małych społecznościach wiejskich, gdzie jakakolwiek oryginalność i różnica poglądów wiąże się z ostracyzmem i byciem postrzeganym jako "dziwoląg". 

(I kwitnie sobie ta nasza polska SZUFLANDIA w najlepsze - podsycana dodatkowo przez pewne nastroje społeczne i ugrupowania polityczne.) 

Tymczasem ja uważam, że to jest wyłącznie ich - KOBIET - indywidualna, osobista decyzja.
Nikomu nic do tego.
Amen.

 ______________________________________________

P.S. Nie jestem feministką. ;)
 

wtorek, 12 września 2017

Przygotowana mama : jesienny weekend z dzieckiem w górach.


Jak pewnie zdążyliście się już zorientować - uwielbiamy podróże, odkrywanie nowych miejsc i aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu. Nasze rodzinne wycieczki absolutnie nie kończą się wraz z ostatnim dniem lata - więc tym chętniej przyjęliśmy zaproszenie do projektu PRZYGOTOWANA MAMA, zainicjowanego przez sklep Baby&Travel.

Postaram się na własnym przykładzie udowodnić Wam, że jesienna pogoda wcale nie musi stanowić przeszkody dla podróżowania z dzieckiem. Wystarczy zaopatrzyć się w odpowiednie akcesoria i gadżety - z którymi niestraszny nam będzie ani siąpiący deszcz, ani hulający wiatr, ani jesienne chłodne poranki i wieczory.

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli
 
Pierwszy weekend września postanowiliśmy spędzić z Bąblem w Bukowinie Tatrzańskiej.  To właśnie tutaj mieliśmy okazję przetestować świetny zestaw małego podróżnika, o którym chciałabym dzisiaj opowiedzieć - i podzielić się z Wami garścią refleksji na temat tego, jak przygotować się na jesienny weekend z dzieckiem w górach. 

Zacznę od tego, że wobec gór - a zwłaszcza tych wysokich - odczuwamy ogromny respekt. Tatry to już nie są te nasze stosunkowo niewielkie, dolnośląskie wzniesienia i pagórki - tylko naprawdę konkretne, wymagające szczyty. W związku z tym trzeba zdobywać je i poznawać z jeszcze większą rozwagą - będąc przygotowanym na wiele różnych okoliczności.

Na nasz krótki, trzydniowy wypad zdecydowanie przydała się nam weekendowa torba podróżna Penny Scallan. Nie zajęła zbyt wiele przestrzeni w bagażniku naszego auta - a jednocześnie udało się nam zmieścić w niej wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Bąblowe ubrania, podstawowe kosmetyki, ulubiony kocyk, przytulanka i książeczka - wszystko to znalazło swoje miejsce w bardzo pojemnej głównej komorze torby. Natomiast w bocznej kieszonce umieściliśmy książeczkę zdrowia, dowód osobisty i paszport - na wypadek, gdyby przyszła nam ochota na wyprawę za słowacką granicę.


Niewątpliwymi zaletami torby są jej mocne, solidnie wykonane uchwyty - oraz dłuższy regulowany pasek, który można przewiesić przez ramię. Ponadto od spodu posiada ona też cztery plastikowe nóżki - a więc można spokojnie postawić ją na ziemi w każdych warunkach pogodowych bez obawy, że się ubrudzi. (A nawet jeśli - to materiał jest wyjątkowo bezproblemowy i łatwy w czyszczeniu).

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Nawet najbardziej wytrwały górski wędrowiec potrzebuje chwili odpoczynku i przerwy na przekąskę, żeby naładować akumulatory :) W czasie naszej wycieczki nad Morskie Oko najbardziej praktyczne okazały się: butelka termiczna, lunchbox oraz specjalny wkład chłodzący. Dzięki temu na szlaku mieliśmy pod ręką i zimną wodę - i owoce, które zupełnie nie straciły na swojej świeżości - i czekoladę, która absolutnie się nie rozpuściła, nawet pomimo panującego upału :) 

Termobutelka POW PIP Zoli jest przede wszystkim nietłukąca - oraz pokryta specjalną antypoślizgową, matową powłoką. Świetnie nadaje się dla małych - często jeszcze dość niezdarnych - rączek. W przeciwieństwie do tradycyjnych i powszechnie stosowanych termosów - można pić z niej bezpośrednio przez rurkę, bez konieczności przelewania napoju do osobnego kubeczka. Na górskich szlakach okazało się to naprawdę sporym ułatwieniem - i nie opóźniało niepotrzebnie naszego marszu :) Butelka ma bardzo szczelną zakrętkę i podwójne ścianki, wykonane ze stali nierdzewnej. Oprócz tego jej ogromną zaletą jest fakt, że nie zatrzymuje zapachu płynów, które się w niej znajdują - co często zdarzało się w przypadku innych używanych przez nas butelek czy termosów, nawet po ich kilkukrotnym dokładnym wymyciu.

Po wlaniu ciepłego napoju butelka utrzymuje jego temperaturę  nawet do 6 godzin - więc znakomicie sprawdzi się na herbatkę dla dziecka albo kawę dla rodziców :)

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Lunchbox Penny Scallan to tak naprawdę 2w1 : śniadaniówka plus niewielki, zgrabny plecaczek. Od wewnątrz w całości wyłożony jest folią - więc nawet jeśli coś nam się rozleje albo ubrudzi to potem bardzo łatwo jest to wyczyścić, przecierając mokrą szmatką. Materiał ten nie pochłania zapachów ani wody - za to sprawia, że jedzenie pozostaje świeże przez znacznie dłuższy czas. Podobnie zewnętrza warstwa wykonana jest z tworzywa PCV - łatwego do utrzymania w czystości, wyjątkowo odpornego na zadrapania i wszelkie dziecięce eksperymenty ;)

Zapięcie plecaczka w postaci rzepa sprawia, że nawet młodsze dzieci bez problemu poradzą sobie z jego otwieraniem i zamykaniem. Dodatkowa boczna kieszeń ściągana sznureczkiem bez problemu pomieści butelkę z napojem - i zabezpieczy ją tak skutecznie, że nie musimy obawiać się jej wypadnięcia.

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Wkład termiczny w kształcie autka może nie tylko chłodzić - ale również rozgrzewać. Wszystko zależy od tego, czy uprzednio umieścimy go w lodówce lub zamrażarce - czy też w gorącej wodzie. 

W wersji chłodzącej dłużej utrzymuje świeżość spakowanego pożywienia - i może przynosić ulgę w sytuacji drobnych skaleczeń czy stłuczeń, o które w przypadku dziecka jak wiadomo nietrudno. W kolejnych chłodniejszych dniach naszego pobytu sama dość często traktowałam go jako rozgrzewacz do rąk. Przyjeżdżając w góry zawsze przeżywam pewien "szok termiczny" - bo nasz Dolny Śląsk jest przecież najcieplejszym regionem Polski, więc te różnice temperatur bywają dość znaczące. 

Podobnie jak wszystkie pozostałe prezentowane przeze mnie produkty - wkład jest wolny od BPA oraz ftalanów, nietoksyczny i hipoalergiczny.
 
z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Poza typowym obuwiem sportowym - jadąc w góry warto zabrać też kalosze, które przydadzą się w razie deszczowej pogody. Muszę przyznać, że wcześniej mieliśmy z kaloszami dla Bąbla dość nietypowe doświadczenia. Kupiliśmy mu na próbę tańsze buciki z marketu, za kilkanaście złotych - i przy okazji pierwszej ulewy przekonaliśmy się, że one najzwyczajniej w świecie kompletnie nie trzymają się na nogach. W pewnym momencie po prostu Bąblowi spadały i zostawały gdzieś na środku kałuży - a on biegał po wodzie...w samych skarpetkach.  

Kalosze od Penny Scallan na szczęście nie fundują nam takich atrakcji :) Bardzo fajnie leżą,  są wygodne, dobrze wyprofilowane i zostają zawsze dokładnie tam, gdzie być powinny - czyli na stopach :) Dzięki wzmocnieniom na piętach i placach wydają się niezwykle trwałe - ale nie są też w żadnym wypadku ciężki czy toporne, a każdy wykonany w nich krok jest dla dziecka przyjemnością. W środku bucików znajduje się miękka bawełniana wkładka - w związku z czym unikamy nadmiernej potliwości stóp oraz ewentualnych obtarć. Z boku kaloszki posiadają gumowane wstawki oraz niewielkie rozcięcia - dla ułatwienia maluszkowi ich samodzielnego zakładania i zdejmowania.

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Jeśli już mowa o kaloszach - w góry pamiętajmy zabrać też płaszczyk przeciwdeszczowy. Nawet jeśli w tej chwili za oknem pensjonatu świeci słońce i śpiewają ptaki - nie oznacza to, że identyczną pogodę zastaniemy w wyższych górskich partiach. Tutaj aura jest szczególnie zmienna i nieprzewidywalna - więc trzeba wziąć pod uwagę wiele różnych możliwości.. Mając ze sobą kurteczkę przeciwdeszczową Penny Scallan nie musieliśmy nosić przy sobie dodatkowych gadżetów typu peleryna czy parasolka - z którą zwykle nie ma potem co zrobić, kiedy deszcz już przestanie padać. Kaptur płaszczyka chronił Bąbelka dodatkowo również przed porywistym wiatrem, którego doświadczyliśmy między innymi w trakcie naszego rejsu po Jeziorze Czorsztyńskim

Ubranko podszyte jest bardzo przyjemnym w dotyku, oddychającym materiałem - dzięki czemu dziecku jest zdecydowanie wygodniej, przytulniej i cieplej niż w przypadku zwykłego "gumowego" płaszczyka bez podszewki.

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

z dzieckiem w górach - przygotowana mama - baby and travel - penny scallan - zoli

Jak widzicie, nieco trudniejsze warunki pogodowe wcale nie muszą zatrzymywać nas w domu !  Nawet pomimo mniej sprzyjającej jesiennej aury możemy razem z dzieckiem podróżować, odkrywać świat, nie obawiać się bliższych i dalszych rodzinnych wyjazdów. Wszystko sprowadza się do tego, by być na nie odpowiednio przygotowanym - zgodnie z popularnym powiedzeniem, że "nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania" :)

Jeśli również w okresie jesiennym nie chcecie rezygnować z Waszych dotychczasowych, ulubionych aktywności - zajrzyjcie do sklepu internetowego Baby&Travel. Właśnie trwa tam nasz miesiąc - w ramach którego wszystkie prezentowane przeze mnie we wpisie produkty będziecie mogli kupić w specjalnych, obniżonych cenach.  Mam nadzieję, że uda się Wam skompletować własny, optymalny dla Was i pasujący do siebie stylistycznie zestaw - a ze swojej strony gwarantuję, że będzie on wykonany z wielką starannością i dbałością o każdy detal :)

Udanych podróży ! Czekam na Wasze komentarze, opinie i relacje :)
Powiedzcie koniecznie, gdzie się wybieracie - i czy jakiś konkretny asortyment wpadł Wam w oko :)

czwartek, 7 września 2017

Sierpniowe love - odkrycia lata, które na pewno pozostaną z nami na dłużej.


Bez zbędnych wstępów i z kilkudniowym opóźnieniem przedstawiam Wam swoje sierpniowe love  - czyli kilka produktów, które skradły moje serce w ciągu minionego miesiąca i z całą pewnością będą towarzyszyć nam również jesienią i zimą.

sierpniowe love - Holika Holika - żel aloesowy - pościel lniana - LinenWell - Fabryka Farb - Pain Maker - zdrowa żywność - czystek - syrop klonowy - chia - żurawina - olej kokosowy - Vivio
 
Łagodzący żel aloesowy Holika Holika

O właściwościach aloesu można byłoby napisać prawdopodobnie całą książkę - jednak oszczędzę Wam tego i opowiem tylko o kilku z nich, które akurat dla mnie wydają się najistotniejsze. 

Przede wszystkim - aloes łagodzi podrażnienia. Można używać go jako kojącą emulsję po opalaniu oraz po depilacji - a także jako balsam na szczególnie przesuszony i popękany naskórek na łokciach, kolanach i piętach. Świetnie nadaje się również jako żel po ukąszeniach owadów albo po intensywnych, profesjonalnych zabiegach kosmetycznych.

żel aloesowy Holika Holika - kosmetyki azjatyckie
 
Poza tym, wspaniale nawilża - w związku z czym może być stosowany zarówno na twarz oraz całe ciało, jak i na włosy. Śmiało można dodać kilka jego kropelek do ulubionej maseczki, odżywki albo olejku - żeby spotęgować pozytywne rezultaty ich stosowania.

Dla mnie sprawdza się również świetnie jako antidotum na podkrążone, opuchnięte oczy - będące efektem nieprzespanej nocy (czy to ze względu na marudzącego Bąbla - czy też na fakt, że trochę zabalowaliśmy na którymś z letnich koncertów lub festiwali ;) )
 
żel aloesowy Holika Holika - kosmetyki azjatyckie


 Pościel lniana LinenWell

Kupowana przez nas wcześniej pościel bawełniana już po dwóch czy trzech pierwszych praniach prezentowała się mniej więcej tak, jak ścierka używana przeze mnie do wycierania podłogi :( Zazwyczaj po prostu ją wyrzucaliśmy i szliśmy do sklepu kupować kolejną, co w dłuższej perspektywie czasowej niestety nie było zbyt ekonomiczne. Postanowiłam zatem zaryzykować - i zdecydowałam się na pościel lnianą, do której wcześniej podchodziłam trochę jak przysłowiowy "pies do jeża".

pościel lniana ekologiczna LinenWell

Przez cały ten czas wydawało mi się, że pościel lniana strasznie się mnie, jest niesamowicie szorstka i nieprzyjemna w dotyku...Otóż, nic bardziej mylnego ! Ta, którą zamówiliśmy ze strony LinenWell  okazała się absolutnym zaprzeczeniem wszystkich moich dotychczasowych przekonań. Jest delikatna, lekka, przewiewna, gniecie się tylko odrobinkę, a przede wszystkim - zupełnie nie elektryzuje i nie mechaci !

Można prać ją w pralce w temperaturze od 40 do 90 stopni Celsjusza - oraz prasować żelazkiem ustawionym maksymalnie na 200 stopni. Dodatkowo zauważyłam też, że pościel lniana jest dosyć "chłodna" - a więc okazała się wręcz idealna na sierpniowe upały. (Jednocześnie jej producenci gwarantują, że przy niższych temperaturach również utrzymuje optymalną ciepłotę ciała - ale o tym przekonamy się dopiero na jesieni i w trakcie zimowych przymrozków :) )

pościel lniana ekologiczna LinenWell

Po pierwsze, posiada właściwości hipoalergiczne i bakteriobójcze - jest zatem polecana przede wszystkim dla skóry szczególnie wrażliwej, alergicznej i atopowej, dla dzieci oraz osób w podeszłym wieku. (Najlepszą rekomendacją niech będzie tutaj fakt, że tę naszą szyje właśnie mama atopika - której len bardzo pomógł w walce z AZS u jej kilkuletniego synka). 

Po drugie, len jest bardzo higroskopijny - a więc świetnie pochłania wilgoć i nawet pomimo jej dużej zawartości nadal pozostaje suchy. Dla nas oznacza to mniej więcej tyle, że kiedy Bąbel jest chory i ma gorączkę albo budzi się z płaczem z jednego ze swoich sennych koszmarów to nie jest aż tak bardzo spocony jak zwykle i jego pościeli również nie trzeba od razu w całości wymieniać.

Po trzecie, len jest w 100% ekologiczny, biodegradowalny i znakomicie nadaje się do recyklingu - a tego myślę że już nie trzeba w żaden dodatkowy sposób komentować :) Wprawdzie sama nie należałam nigdy do grupy jakichś szczególnie skrajnych eko-maniaczek - ale jednak staram się, żeby nasz synek miał kontakt z materiałami dobrej jakości , które będą przyjazne dla jego skóry.

pościel lniana ekologiczna LinenWell

  Zdrowa żywność i surowce kosmetyczne od Vivio 

W sierpniu postanowiłam też uzupełnić nasze zapasy zdrowej żywności - w którą już od jakiegoś czasu zaopatruję się na Vivio.pl. Do moich ulubionych nasion chia dołączyły również :

- suszona żurawina, znana ze swoich zbawiennych właściwości dla dróg moczowych (a więc i dla mojej kamicy nerkowej, która najczęściej daje o sobie znać właśnie jesienią);
- czystek, polecany przede wszystkim jako antyoksydant i naturalne wsparcie dla układu odpornościowego, a także antidotum na choroby krążenia i dróg oddechowych (można robić sobie z niego również inhalacje);
- olej kokosowy - którego używam zarówno do smażenia, jak i do pielęgnacji ciała oraz włosów;
- olejek awokado i olejek migdałowy - w charakterze kosmetycznych surowców, z których tworzę własne magiczne receptury ;) 

zdrowa żywność - czystek - żurawina - syrop klonowy - olej kokosowy - Vivio

zdrowa żywność - czystek - żurawina - syrop klonowy - olej kokosowy - Vivio

Sierpniową nowością w naszej kuchni jest również syrop klonowy - którym coraz częściej zastępujemy bardziej kaloryczny cukier oraz miód. Według najnowszych badań ma on działanie przeciwnowotworowe, antybakteryjne i zapobiegające cukrzycy - co przy mojej insulinooporności wydaje się dość ważnym kryterium wyboru.

zdrowa żywność - czystek - żurawina - syrop klonowy - olej kokosowy - Vivio

Fabryka Farb - Paint Maker - Crayola

Ostatnimi czasy kwestia wyprawki szkolnej i przedszkolnej była w blogosferze szczególnie często poruszanym , topowym tematem. W wyprawce tej - jak wiadomo - nie może zabraknąć również artykułów plastycznych : wycinanek, kredek czy farb plakatowych. Naszym sposobem na urozmaicenie sobie wszelkich wykonywanych prac okazał się zestaw kreatywny Paint Maker marki Crayola (po więcej informacji zerknijcie ------>>> TUTAJ).

Fabryka Farb - Paint Maker - zestaw kreatywny - Crayola

Zamiast kupować gotowe plakatówki - można je też stworzyć samemu :) Wystarczy bazowa biała farba, specjalne barwiące listki z pigmentem i mechanizm, polegający na intensywnym kręceniu korbką. Na dołączonym do zestawu wzorniku mamy dokładną rozpiskę, jakiej ilości poszczególnych pasków będziemy potrzebowali do stworzenia zupełnie nowej, wybranej przez nas barwy.

Fabryka Farb - Paint Maker - zestaw kreatywny - Crayola

Jak widać, kolory są bardzo intensywne - i w niczym nie ustępują tradycyjnym, gotowym produktom. Satysfakcja Bąbla natomiast nieporównywalnie większa - a przy okazji jest to świetna sposobność do utrwalania z dzieckiem nazw kolorów oraz nauki ich łączenia i mieszania.

Fabryka Farb - Paint Maker - zestaw kreatywny - Crayola

Jak zwykle czekam na Wasze typy :)
Co Was urzekło w sierpniu ?
Co zainspirowało?

wtorek, 5 września 2017

Cudowny sposób na cellulit ? Zdradzę Ci swój - być może Cię czymś zaskoczy...


Cellulit (skórka pomarańczowa) to jeden z najbardziej powszechnych, dokuczliwych i uciążliwych defektów kobiecej urody - a jednocześnie jeden z najmniej estetycznych. Jest też najbardziej "sprawiedliwy" - ponieważ w mniejszym lub większym stopniu dotyka niemal wszystkich kobiet, a niekiedy nawet mężczyzn. Borykają się z nim nie tylko osoby z nadwagą - ale również te całkiem szczupłe lub wręcz znajdujące się poniżej przyjętej normy BMI (w tym - JA ! ) Na jego powstawanie wpływ mają między innymi czynniki genetyczne i zaburzenia hormonalne - ale również niewłaściwe nawyki żywieniowe oraz pasywny, siedzący tryb życia.

Jeśli szukasz jednego konkretnego "cudownego sposobu" na walkę z cellulitem - nie znajdziesz go, ponieważ nie istnieje. Tak naprawdę w celu pozbycia się uporczywej pomarańczowej skórki musisz dokonać całego szeregu różnych zabiegów, czynności i dietetyczno-kosmetycznych przemian w swoim życiu. 

foto: pixabay

Jak wyglądała moja walka z tym pomarszczonym, pomarańczowym potworem?
 Już opowiadam...

Piłam dużo wody i zielonej herbaty. Czystej, z dodatkiem mięty albo z kawałkami cytryny - żeby  "wypłukać " z organizmu to co niepożądane, przyspieszyć  metabolizm  i zaspokoić  nadmierny apetyt. 

Wprowadziłam dietę antycellulitową - i wzbogaciłam ją o kilka nowych produktów, wspomagających przemianę  materii (próbowałam też suplementów - jednak akurat w moim przypadku okazało się to ślepą uliczką, prowadzącą zupełnie donikąd). Unikałam żywności przetworzonej, z dużą zawartością cukru oraz soli - ponieważ to właśnie ona sprzyja odkładaniu się nadmiernej ilości wody w organizmie.

Zaczęłam ćwiczyć. I wcale nie musi to być intensywny trening na siłowni ani morderczy maraton. Mi wystarczyły regularne spacery, jazda na rowerze oraz...boczne "nożyce" (przynajmniej 500 powtórzeń dziennie, po 250 na każdą nogę). 

Robiłam sobie naprzemienne gorące i zimne prysznice. To chyba najprostszy sposób, żeby pobudzić krążenie  krwi i limfy w organizmie, a jednocześnie  zapobiec  odkładaniu  się  tkanki tłuszczowej. 

Masowałam do upadłego , aż do granicy bólu - czy to specjalistycznym masażerem lub bańką chińską, czy gąbką bądź twardą sizalową rękawicą. Przy czym trzeba pamiętać, że masaż antycellulitowy powinien odbywać się okrężnymi ruchami - i zawsze w kierunku z dołu ku górze (a więc poczynając od łydek i zmierzając wyżej, w stronę ud i pośladków). Najlepiej, jeżeli dodatkowo towarzyszy mu intensywne szczypanie oraz ugniatanie fałdek ;)

Dwa razy w tygodniu uskuteczniałam body-wrapping - czyli smarowanie ud i innych problematycznych stref specjalnym koncentratem rozgrzewającym, a następnie owijanie ich na określony czas... folią spożywczą lub budowlaną . W ten sposób  z obwodu ud ubyły mi jakieś  2-3 centymetry. 

Uskuteczniałam najróżniejsze domowe metody walki z cellulitem - między innymi peeling kawowy, sok z aloesu, ostrą musztardę i...wódkę - które doraźnie faktycznie dawały zadowalające efekty, jednak na dłuższą metę wymagałyby pewnie bardziej regularnej i systematycznej aplikacji.(Dla wątpiących - zostały one zaczerpnięte między innymi z książki "Sekrety urody babuszki").  

Wspomagałam się kosmetykami antycellulitowymi. Stosowałam serię Ziaja Multimodeling - złożoną między innymi z peelingu cukrowego, reduktora rozstępów, balsamu wysmuklającego i ekspresowego serum.  Do tego używałam również pomarańczowej oliwki w żelu - która wchłania się zdecydowanie lepiej niż tradycyjna oliwka i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Po intensywnych ćwiczeniach i wysiłku fizycznym najlepiej sprawdzał się u mnie natomiast żel chłodzący z tej samej linii. 





Czy kosmetyki zlikwidują Twój  cellulit?
 
Każda z nas by tego chciała ! Wklepujesz magiczny kremik, a następnego  dnia budzisz się młodsza o 20 lat i ze skórą gładką niczym pupcia niemowlęcia  ;) A tymczasem - kosmetyki mają  za zadanie WSPOMAGAĆ i WSPIERAĆ  wszystkie pozostałe,  wymienione przeze mnie kroki.

Wybierając konkretne kosmetyki antycellulitowe, w pierwszej kolejności zwracam uwagę na ich skład - ponieważ jest pewna szczególna grupa składników, których zawartość dobrze wróży danemu specyfikowi. Należą do nich między innymi: algi, kofeina, bluszcz, wyciąg z gorzkiej pomarańczy oraz karnityna. W przypadku serii Ziaja Multimodeling dodatkowo zaskoczył mnie jeszcze jeden element, którego wcześniej nie znałam - a mianowicie forskolina z pokrzywy, która podobno słynie ze swoich właściwości wyszczuplających, stymuluje spalanie tłuszczu i zapobiega odkładaniu się komórek tłuszczowych.

Warto zwrócić uwagę również na efekt rozgrzewania / chłodzenia po aplikacji kosmetyku - i zadbać o to, by nasza pielęgnacja antycellulitowa również w sobie ten element zawierała. Według specjalistów rano oraz po treningu najlepiej jest zastosować produkt chłodzący, który pobudza krążenie - natomiast wieczorem i przed ćwiczeniami kosmetyk rozgrzewający, przyspieszający spalanie tkanki tłuszczowej.

Owszem - kosmetyki ujędrnią i nawilżą Twoją  skórę. Uczynią  ją zdecydowanie gładszą i bardziej napiętą. Być  może  nawet spłycą i rozjaśnią rozstępy  w początkowej fazie ich istnienia. Jednak żeby  osiągnąć  ten zamierzony, wymarzony efekt - trzeba przede wszystkim zmienić  tryb życia i sposób  myślenia. I to jest właśnie ten "cudowny sposób " , o którym  piszę  - cały  system kompleksowych i konsekwentnych działań, które zaowocują  gładką  skórą  bez cellulitu






A jakie są Wasze sprawdzone sposoby ?
Może macie jeszcze jakieś inne porady, o których nie wspomniałam ?
Dzielcie się w komentarzach :)