niedziela, 2 października 2022

Dyniowa Farma we Wrocławiu - nowa atrakcja dla dzieci już otwarta. Czy warto?

Jeśli jesień - to również dynie! A jeśli dynie - to koniecznie musicie wybrać się na którąś z popularnych dyniowych farm! Dzisiaj prezentujemy Wam tę wrocławską - zlokalizowaną tuż obok Hali Stulecia, na terenie o powierzchni aż 10 000 metrów kwadratowych. Farma została otwarta dosłownie wczoraj, 1 października - a zatem jest to miejscówka zupełnie "świeża" i nowa na mapie Dolnego Śląska (tym samym jesteśmy jednymi z pierwszych  blogerów, którzy mają okazję podzielić się z Wami swoimi wrażeniami z pobytu). Zapraszamy na naszą fotorelację  - oraz po garść przydatnych informacji dotyczących zwiedzania.

 



 
 
 
Dyniowa Farma we Wrocławiu - 
gdzie dokładnie się znajduje i jakie atrakcje czekają na zwiedzających?
 
Dyniowa Farma we Wrocławiu mieści się przy ulicy Wróblewskiego 9 - niedaleko wrocławskiego ZOO i wspomnianej wcześniej Hali Stulecia, na terenie tamtejszego Intakus Parku na Wyspie. Goście będą mogli odwiedzać ją aż do końca października - a na miejscu czeka na nich przestrzeń stylizowana na wiejską sielankową scenerię, pełna dyń oraz innych tematycznych rekwizytów. 

Jest to obiekt zaprojektowany z naprawdę sporym rozmachem i w założeniu obejmujący sobą ponad 20 różnych atrakcji dla całej rodziny. Niestety, w dniu naszej wizyty nie wszystkie zapowiadane rozrywki były dostępne. W mini zoo czekały na nas jedynie sympatyczne króliczki i konik (być może kozy, świnki i domowe ptactwo jeszcze nie zdążyło dojechać do Wrocławia albo obudzić się po wcześniejszej imprezie z okazji otwarcia ;)) Również fantomowa krówka do nauki dojenia nie była zdatna do użytku, ponieważ nie miała napełnionych sztucznych wymion - ale tak czy siak w strefie przeznaczonej dla zwierząt spędziliśmy chyba najwięcej czasu. Zabrakło natomiast jakiegoś punktu, w którym można zakupić marchewkę, jabłka albo inne przysmaki do karmienia - ponieważ zapasy przywiezione przez zwiedzających wyczerpały się bardzo szybko...





 


Generalnie dzieci mogły spróbować swoich sił w wielu konkurencjach i grach terenowych na świeżym powietrzu: kręglach, strzelaniu z gigantycznej procy, grze w kółko i krzyżyk w rozmiarze XXL, przeciąganiu liny czy zawodach w rzucaniu lassem. Nie zabrakło też huśtawek, trampolin, słomianego labiryntu, toru rowerowego czy basenu z kukurydzą - choć wszystko to było przystosowane raczej do potrzeb najmłodszych gości i naszemu ośmiolatkowi trochę brakowało uwielbianej przez niego adrenaliny ;) Nie zlokalizowaliśmy chociażby drewnianego Toru Drwala, linek do balansowania slackline ani grillowych palenisk, na których obecność bardzo liczyliśmy. Uznaję, że to po prostu debiut organizacyjny na Dolnym Śląsku i że w pierwszych dniach funkcjonowania farmy nie wszystko dało się dopiąć na ostatni guzik...







 
Przestrzeń urozmaicały i upiększały różnorodne dyniowe aranżacje, a także pojazdy kojarzące się jednoznacznie z wsią i rolnictwem: traktor, zabytkowy rower, kultowe auto dostawcze "Żuk" i wóz drabiniasty. Oprócz nich stworzono też pomysłowe sylwetki słomianych zwierząt - a całość stanowiła idealne tło dla jesiennych, klimatycznych sesji zdjęciowych (sesje amatorskie można realizować we własnym zakresie bez żadnych ograniczeń, natomiast na profesjonalne obowiązuje wcześniejsza rezerwacja). Oczywiście wszystko to nie prezentowało się aż tak spektakularnie, jak chociażby na ogromnych dyniowych farmach w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych - ale moim zdaniem są to dwie zupełnie różne bajki, a ich porównywanie i zestawianie ze sobą kompletnie mija się z celem.
 







 Dyniowa Farma we Wrocławiu - 
co można zjeść w strefie gastronomicznej?
 
W trakcie intensywnej zabawy zapewne dopadnie Was wilczy głód - a zatem proponuję zabrać ze sobą własny lunch czy drugie śniadanie. Oferta gastronomiczna Dyniowej Farmy obejmuje póki co tylko gorącą kawę, herbatę, frytki i zapiekanki. Ceny są wprawdzie dość rozsądne i niewygórowane (zwłaszcza jak na stolicę Dolnego Śląska) - jednak trochę zabrakło nam wiejskiej pajdy chleba ze smalcem, sezonowej zupy dyniowej czy też innych potraw z dyni, które pasowałyby wręcz idealnie do całej koncepcji i motywu przewodniego, jaki przyświeca temu miejscu...Ostatecznie skończyło się tak, że po zakończonym zwiedzaniu wylądowaliśmy (głodni!) w pobliskiej karczmie - i dopiero tam mogliśmy napełnić brzuchy czymś bardziej sensownym.
 
 




 
 
 Dyniowa Farma we Wrocławiu -
podsumowanie i nasza opinia.
 
Jak widać, wcale nie trzeba opuszczać Wrocławia - by móc obcować z przyrodą, naładować baterie przed kolejnym tygodniem, poczuć się naprawdę swojsko i odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku :) Oczywiście wiadomo, że w weekendy farma przeżywa prawdziwą turystyczną inwazję i najlepiej wybrać się na nią w jakichś mniej obleganych terminach lub w godzinach porannych - ale generalnie jest to miejsce ze sporym potencjałem (choć może jeszcze nie do końca wykorzystanym)...
 
PLUSY: 
- duża przestrzeń i spokojne otoczenie
- sporo miejsca do swobodnych dziecięcych zabaw
- estetyczne wiejskie aranżacje
- świetna miejscówka na jesienną sesję zdjęciową
 
MINUSY:
- brak wszystkich zapowiadanych atrakcji (przez co cena staje się ciut nieadekwatna)
- słabo rozwinięta strefa gastronomiczna
- rozrywki głównie dla najmłodszych (wczesnoszkolni szybko się znudzą)
- parking płatny 20 złotych
- nie ma możliwości kupienia dyni (co na tego typu farmach powinno być podstawą) ;)
 
***
 
 Dyniowa Farma we Wrocławiu - 
godziny otwarcia i ceny biletów.
 
 Farma jest czynna codziennie w godzinach od 10 do 18.
Bilety w tygodniu kosztują 30 i 25 złotych, natomiast w weekendy 35 i 30 złotych.
Zniżka przysługuje dzieciom i młodzieży do 17. roku życia.  
Dzieci do 3. roku życia - wejście gratis.
Na farmę można wprowadzać bezpłatnie własne zwierzęta (poza strefą mini zoo).


poniedziałek, 26 września 2022

Atrakcje dla dzieci w Jedlinie-Zdroju. Pałac Jedlinka, Park Zdrojowy i Park Aktywności "Czarodziejska Góra".

Jedlina-Zdrój to małe urokliwe miasteczko uzdrowiskowe na Dolnym Śląsku, w powiecie wałbrzyskim. Na co dzień jest zamieszkiwana przez zaledwie 5 tysięcy osób - ale w sezonie letnim zazwyczaj tętni życiem, zapełnia się kuracjuszami i turystami korzystającymi chętnie z tamtejszych walorów przyrodniczych, tras rowerowych oraz innych atrakcji. Czy znajdą się tam również jakieś ciekawe propozycje dla dzieci? Sami się przekonajcie, oglądając i czytając naszą relację :)

 


Zwiedzanie Jedliny-Zdroju zaczęliśmy od centralnego punktu miejscowości, czyli kameralnego rynku z Domem Zdrojowym oraz Pijalnią Wód Mineralnych "Charlotta". To naprawdę niewielki budyneczek i chyba najmniejsza tego typu pijalnia, w jakiej mieliśmy okazję do tej pory gościć - ale planując nasze rodzinne wycieczki zwracamy uwagę na każdy szczegół i staramy się nie pomijać niczego, co mogłoby okazać się fascynującą ciekawostką dla naszego Juniora. Teoretycznie w pijalni powinniśmy mieć do dyspozycji cztery kraniki z wodą z trzech różnych ujęć - jednak w dniu naszego przyjazdu czynny był tylko jeden z nich. Woda o charakterystycznym żelazistym posmaku nie do końca przypadła nam do gustu - lecz podejrzewam, że w bardziej zaawansowanym wieku będziemy również bardziej skłonni docenić jej cudowne właściwości lecznicze oraz zbawienne działanie ;) 

Tuż obok pijalni możemy przysiąść na chwilę na "Ławeczce Charlotty". Jest to jednocześnie rzeźba z brązu, przedstawiająca założycielkę całego uzdrowiska: Charlottę von Seher-Thoss, wdowę po marszałku polnym i baronie Hansie Christophie, która w latach 1723-1746 poczyniła w Jedlinie szereg intratnych inwestycji. (Jak widać na zdjęciach, poza sezonem życie w miasteczku toczy się raczej sennym rytmem i większość lokali czy pawilonów z pamiątkami jest po prostu nieczynna - ale z czystym sumieniem polecamy Wam restaurację "Industrialną" z kuchnią polską i grecką).

Następnym punktem na naszej turystycznej mapie okazał się Park Zdrojowy w Jedlinie, który w maju tego roku przeszedł rewitalizację, został gruntownie odrestaurowany i wzbogacony o fontannę multimedialną. Pokazy fontanny odbywają się codziennie według ściśle określonego harmonogramu obejmującego muzykę filmową, rockową i popularną. Wedle naszej wiedzy pierwszy z nich ma miejsce o godzinie 12, natomiast kolejne o 16 i 21 - ale przed ewentualnym przybyciem na miejsce polecam Wam zweryfikować te informacje, ponieważ mogą być uzależnione od pory roku, pogody bądź innych czynników. (Zdecydowanie warto, bo cały spektakl zrobił na nas chyba nawet większe wrażenie niż te wrocławskie, zlokalizowane przy Hali Stulecia!)

Sam park jest nieduży, lecz przepięknie zaaranżowany. Całe morze kwiatów, zieleni, kamienne mostki i przepływające pod nimi strumyki. Prawdziwa oaza ciszy, spokoju i ukojenia dla skołatanych nerwów - choć z naszych rozmów z mieszkańcami wynika, że w okresie wakacyjnym odbywa się tam również mnóstwo koncertów oraz innych cyklicznych eventów (jak chociażby lipcowy Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych czy sierpniowy Festiwal Zupy).

Kolejna okoliczna atrakcja to Pałac w Jedlince, która jako dzielnica Jedliny należała w przeszłości do księcia jaworsko-świdnickiego Bolka I Surowego. Pierwsze historyczne wzmianki na temat budowli pochodzą z XVII wieku - natomiast potem została ona poddana licznym modyfikacjom, a w czasach II wojny światowej mieściło się tu biuro projektowe nazistowskiej Organizacji Todt. Po wojnie pałac stopniowo popadał w ruinę i pełnił między innymi funkcję pegeerowskiego składziku na siano. Aktualnie znajduje się w nim muzeum, hotel i hostel, sale balowe oraz browar z restauracją.

Powiem zupełnie szczerze, że z Pałacem Jedlinka do tej pory było nam jakoś wyjątkowo nie po drodze. Za pierwszym razem nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka, bo byliśmy już kompletnie wykończeni po długich górskich wędrówkach i wspinaczce na Borową. Tym razem natomiast okazało się, że nie wstrzeliliśmy się w konkretne godziny zwiedzania - które niestety nieco odbiegają od tych podanych na oficjalnej stronie internetowej. Podobnie wyglądała też kwestia pałacowej zagrody z lamami i alpakami. Niby taka zagroda istnieje, niby ma stanowić dodatkową rozrywkę dla dzieci - ale spacery ze zwierzętami są odwołane, a karmienia odbywają się akurat we wszystkie dni...poza niedzielą. Nie ukrywam, że było to dla nas trochę frustrujące - ale sam teren wokół pałacu jest na tyle ładny i ciekawie zagospodarowany, że warto zajrzeć tam nawet pomimo pewnych niedogodności.


Na sam koniec zostawiłam miejsce, na punkcie którego nasz Bąbel po prostu oszalał (dlatego nie posiadam stamtąd ani jednego zdjęcia i posiłkuję się fotografiami znalezionymi w sieci - bo musiałam biegać za nim w tę i z powrotem i bardzo uważać, żeby przypadkiem nie zapędził się w jakieś zakazane rejony ;)) Mowa oczywiście o Parku Aktywności "Czarodziejska Góra" - czyli kompleksie złożonym z tras linowych, tyrolki, ścianek wspinaczkowych, strzelnicy paintballowej, letniego toru saneczkowego i zimowego toru dla pontonów. Oprócz tego znajdziemy tam również wypożyczalnię nart i rowerów, stok narciarski i wyciąg orczykowy - a także dodatkowe atrakcje czynne sezonowo (kule wodne i dmuchańce dla dzieci). 

W moim odczuciu trasy linowe zostały bardzo dobrze przemyślane: podzielone na kategorie wiekowe, dostosowane do wzrostu i umiejętności wszystkich gości. Najprostsza z nich to trasa maluch, po której dzieciaki poruszają się i pokonują przeszkody w specjalnej zabezpieczającej siatce - natomiast na wyższym poziomie zaawansowania możemy skorzystać też z trasy junior, standard lub ekstremum (tutaj wymagane jest już przeszkolenie pod okiem instruktora oraz zdolności manualne pozwalające na samodzielne przepinanie linek).

Absolutnym hitem okazał się również wspomniany tor saneczkowy - czyli rynna o długości 600 metrów, po której zjeżdża się w dół podobnie jak w przypadku konkurencji bobslejowych.  Wprawdzie nie osiągniemy tu jakiejś szczególnie zawrotnej prędkości, ale jednak poziom adrenaliny skacze momentami dość mocno - a jednocześnie jest na tyle bezpiecznie, by nasz ośmiolatek mógł pozwolić sobie na samodzielne szusowanie :)


Jeżeli natomiast jesteście wielbicielami górskich szlaków 
i raczej unikacie takiego typowo miejskiego trybu - 
polecamy Wam jeszcze wyprawę na Borową, 
czyli najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich >>> TUTAJ
 
 

środa, 21 września 2022

Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć więcej. "Co robimy, gdy śpimy" i "Wycieczka po mózgu".

Ludzki mózg jest najsłabiej poznaną, najbardziej skomplikowaną i tajemniczą strukturą naszego organizmu. Mimo, że odpowiada za praktycznie wszystkie procesy życiowe, do tej pory nie powstała jedna spójna naukowa koncepcja jego funkcjonowania. Skoro nawet tęgie uczone głowy nie są w stanie wyjaśnić jednoznacznie wszystkich zjawisk zachodzących w jego wnętrzu - tym bardziej trudno przekazać takie informacje żądnemu wiedzy kilkulatkowi. Właśnie dlatego nakładem Wydawnictwa Harper Kids ukazały się dwie nowości z serii "Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć więcej" - które zabierają małych czytelników na wycieczkę po mózgu i oprowadzają ich po wszystkich niewidocznych gołym okiem zakamarkach.


 
"Co robimy, gdy śpimy. Dlaczego trzeba odpoczywać?"
 Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć więcej.
Wydawnictwo Harper Kids 
Matteo Farinella
stron: 48 / wiek: 7+
 
W każdej z książek towarzyszy nam młody neuron Tymek, który ma w sobie mnóstwo energii i zapału do pracy nad skomplikowaną rzeźbą kory czołowej. Jego niecierpliwa natura sprawia, że wcale nie chce mu się spać i że bywa bardzo niezadowolony, kiedy organizm udaje się na zasłużony nocny odpoczynek. Dopiero starsi i bardziej doświadczeni koledzy tłumaczą mu, że mózg nawet w nocy wykonuje niezwykle ważną, intensywną pracę: odpowiada za nasze piękne sny i koszmary, segreguje wspomnienia i układa je w konkretnych "szufladkach" pamięci, przetwarza i opracowuje wiedzę, jaką zdobyliśmy w ciągu całego pełnego wrażeń dnia... 

Podczas swojej wędrówki po mózgu Tymek dowiaduje się między innymi, czym są fale mózgowe, na czym polega faza REM oraz jaki jest mechanizm powstawania snów. Zapoznaje się także z pojęciem somnambulizmu i uczy się, jak zareagować, by osoba lunatykująca nie wyrządziła sobie żadnej krzywdy. Ostatecznie dochodzi do wniosku, że sen jest niezwykle istotny dla prawidłowego funkcjonowania całego ludzkiego organizmu - i że niewyspani nie jesteśmy w stanie efektywnie pracować ani uczyć się nowych rzeczy.


"Wycieczka po mózgu. Sprawdź, co masz w głowie"
Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć więcej.
Wydawnictwo Harper Kids 
Matteo Farinella
stron: 48 / wiek: 7+
 
Druga książka opowiada nam o mózgu bardziej ogólnie. Poznajemy jego zasadnicze funkcje, powiązania z innymi układami i narządami naszego ciała - a także dowiadujemy się, jaką rolę pełnią jego poszczególne elementy: wzgórze, kora, ciało migdałowate, móżdżek czy hipokamp. Uczymy się rozróżniać neurony odpowiedzialne za ruch, emocje oraz procesy myślowe. Obserwujemy, w jaki sposób przebiega ich komunikacja przy pomocy impulsów elektrycznych i koordynacja wszystkich ludzkich zmysłów. Jest tu również mowa o pewnych cechach budowy mózgu, dzięki którym różnimy się zasadniczo od zwierząt - a przede wszystkich doświadczamy bardziej złożonych uczuć, działamy mniej instynktownie i posiadamy zdolność do abstrakcyjnego myślenia. 

Obie książki mają formę powieści graficznej - aczkolwiek uważam, że proporcje między rysunkami i tekstem są bardzo rozsądne i adekwatne do wieku potencjalnego odbiorcy. Autorem serii jest dr Matteo Farinella - wybitny włoski neurobiolog, który znakomicie łączy swoją wiedzę z talentem ilustratorskim i wykorzystuje ją do popularyzowania nauki. Jego styl przypomina mi trochę kultowy cykl "Było sobie życie", w którym również spersonifikowano poszczególne elementy, komórki i struktury ludzkiego organizmu. Jestem bardzo ciekawa, czy Wy też macie takie skojarzenie! :)
 

 



____________________________
*współpraca