czwartek, 19 października 2017

#metoo #jateż : Nie musisz zostać zgwałcona - by być molestowaną !

Biały  dzień i dworcowa ławka.  Miałam 17 lat, byłam  licealistką. Razem z koleżanką  czekałyśmy na powrotny autobus ze szkoły do domu. W pewnym momencie podszedł do nas mężczyzna. Sporo starszy, około  czterdziestki.  Bezpardonowo położył  rękę  na moim udzie . Zerwałam się  natychmiast i wrzasnęłam  "Spadaj!" - a tymczasem on chwycił  mnie mocno za nadgarstek i drugą  ręką  wykonał  taki ruch, jakby zamierzał  zadać  cios...

Zareagował  na to inny facet. Budzący  zaufanie, w wieku mojego taty. Przegonił  tamtego i trochę  nas uspokoił.  Kiedy obie zdążyłyśmy  już  ochłonąć  i nawet mu podziękować  - usłyszałyśmy od niego : " Piękne z Was kobietki. A ja zawsze marzyłem o tym, żeby  uprawiać  seks w trójkącie "...

Podjechał  nasz autobus.  Wsiadłyśmy  do niego - a właściwie wbiegłyśmy, potrącając  po drodze innych oczekujących...Chyba jeszcze nigdy nie wystraszyłam się tak, jak wtedy - i nie poczułam takiego obrzydzenia...

Większość  z Was pomyśli  pewnie: "Uff, na szczęście! Bardzo dobrze, że  nic poważnego  się  nie stało." Ale wiecie co? Stało  się  ! Na długi czas straciłam  zaufanie do mężczyzn  - i poczułam  się  jak zwierzyna, na którą  nieustannie ktoś  poluje...

#metoo #jateż gwałt rape molestowanie sexual abuse
pixabay.com

Niektórzy  mężczyźni nie mają  hamulców. Czasami usiłuję wytłumaczyć  mojemu trzyletniemu synkowi, dlaczego ten pan mijany obok placu zabaw krzyknął  za mną  "cześć , laleczko " - a ten drugi zatrzymał się pod supermarketem, uchylił szybę w aucie i zaczął  trąbić  na nas jak popier***ony... Bezskutecznie - ponieważ nawet dla mnie nie ma dla tego typu zachowań właściwego wytłumaczenia ani jakiegokolwiek usprawiedliwienia! (Zwłaszcza w sytuacji, kiedy jestem w towarzystwie dziecka - więc przynajmniej wtedy mógłby sobie ten pseudo-mężczyzna i żałosny samiec alfa darować...)

Niejednokrotnie w swoim trzydziestojednoletnim życiu musiałam wysłuchiwać pod swoim adresem jakichś niewybrednych komentarzy, gwizdów , prymitywnych heheszków - i zastanawiać  się, jak powinnam zareagować  na żenujące , dwuznaczne  propozycje...

Czy kobieta nie może przejść  ulicą  przez nikogo nie niepokojona, nie zaczepiana - i  nie ścigana żadnymi obrzydliwymi, obelżywymi  dowcipami o wiadomym podtekście, które  śmieszne  są  wyłącznie  dla ich autora? Czy naprawdę  muszę  wyjaśniać  tym mężczyznom, że  ich zachowanie nie jest dla mnie absolutnie żadnym  wyróżnieniem, komplementem ani pochlebstwem - tylko zwyczajnym MOLESTOWANIEM pod przykrywką nieudolnych, "końskich  zalotów"?!

#metoo #jateż gwałt rape molestowanie sexual abuse
thehtgroup.com

Wpisując tagi #METOO #JATEŻ w wyszukiwarkę na Facebooku - 
z pewnością zapoznacie się z ogromem podobnych (i jeszcze bardziej drastycznych) historii...

Skala zjawiska zdaje się nie mieć końca - a jeszcze gorsze okazują się niektóre komentarze. Sugeruje się kobietom, że są przewrażliwione - że brakuje im dystansu - że to przecież tylko takie niewinne żarciki - że (o zgrozo!) pewnie najpierw prowokują mężczyzn do takich zachowań, a potem udają święte...Jednym słowem - że same są sobie winne (sic!)

Jestem przekonana, że  niejedną  z Was również  to spotkało.  Robotnicy przy drodze, ujadający  na Wasz widok niczym stado wściekłych  psów. Szef w pracy, rzucający  niby-żartobliwe-seks-uwagi odnośnie  Waszego wyglądu lub ewentualnego awansu.  Jakieś  obleśne  łapska zaciśnięte  na Waszych pośladkach w trakcie imprezy - albo facet rzekomo "przypadkiem" ocierający się  o Wasz biust w autobusie... 

Moje drogie Kobiety - jakie macie doświadczenia  w tej kwestii? Czy też  zbyt często  czujecie się  jedynie seksualnymi obiektami i musicie  odpierać takie ataki w zbyt wielu codziennych sytuacjach? Czy też  macie wrażenie, że  to wszystko idzie za daleko - i że czas wreszcie coś  z tym zrobić?
 
#metoo #jateż gwałt rape molestowanie sexual abuse
thehindu.com

W oparciu o moje doświadczenia mogłabym napisać tutaj cały traktat.
Jednak poprzestanę na tym, co powyżej...  

I taka refleksja mi się  nasuwa na zakończenie: 

NIE UCZMY DZIEWCZYNEK , 
JAK NIE STAĆ  SIĘ  OFIARĄ.  

UCZMY PRZEDE WSZYSTKIM CHŁOPCÓW - 
JAK NIE BYĆ  NAPASTNIKIEM, AGRESOREM I ZWYKŁYM  CHAMEM.

wtorek, 17 października 2017

Kreatywnie z Sevi + KONKURS dla Czytelników :)


Jak wychować ciekawe świata i kreatywne dziecko ? Teoretycznie nie ma nic prostszego. Wystarczy go zanadto nie ograniczać i dawać mu swobodę. W praktyce jednak okazuje się to wcale nie taką łatwą sprawą.  Czasami kiedy nasz kilkulatek pozna już doskonale swoje bliższe i dalsze otoczenie - pomysły się kończą, a wszystkie dotychczasowe ulubione zajęcia zaczynają smakować trochę jak przysłowiowe "odgrzewane kotlety". W takiej sytuacji warto sięgnąć po zestawy kreatywne Sevi - zabawki, które dają mnóstwo różnych możliwości !


Nie sztuka bawić się czymś, co w zasadzie całą pracę wykonuje za nas - po naciśnięciu jakiegoś konkretnego guziczka czy przełącznika. Dlatego też zabawki interaktywne już jakiś czas temu odeszły u nas do lamusa i aktualnie nie cieszą się u Bąbla zbyt dużym powodzeniem. Ich cały potencjał ograniczał się tak naprawdę do kilku uprzednio wgranych i zaprogramowanych funkcji - które dość szybko traciły na swojej atrakcyjności. 




W przypadku zabawek Sevi jest zupełnie inaczej. Są one niezwykle proste i nieskomplikowane - a jednocześnie dają nieograniczone pole do popisu i gwarantują dziecku rozwój w wielu różnych kierunkach. Dzięki  nim maluch może  stać  się  nie tylko konstruktorem i budowniczym - ale również  kreatorem swoje własnej , wyimaginowanej rzeczywistości! 

Jednego dnia będzie razem z Sevi nieokrzesanym i żądnym przygód korsarzem na pirackim okręcie . Przeżyje okrutny sztorm, będzie walczył z niesamowicie wzburzonym morzem i innymi szalejącymi wokół żywiołami. Oczywiście przyda mu się do tego odpowiednia piracka charakteryzacja - spiczasta bródka, zakręcony wąs, przepaska na oko i kapelusz z trupią czaszką - żeby wyglądem nie odbiegał zbyt mocno od swoich trzech groźnych kompanów ;)





Podczas rejsu warto uważać również na rekiny - z których jeden trzyma się szczególnie blisko statku i nie daje za wygraną nawet pomimo dużej prędkości oraz pełnego wiatru w żaglach. Żeby przepłoszyć tę podstępną bestię - nasi korsarze wypuszczają w powietrze kolejne armatnie salwy. Armata od Sevi ma zresztą w zestawie nawet specjalną szczotkę, której używa się do czyszczenia działa. Widzicie więc, że producent zadbał tu dosłownie o każdy szczegół - a nasz piracki statek został wykonany z niesamowitą precyzją i wiernością w odtwarzaniu detali. 

Po tych wszystkich mrożących krew w żyłach przygodach wspaniale jest dotrzeć wreszcie na suchy, stały ląd - i zająć  się  poszukiwaniem ukrytego tam skarbu, oznaczonego krzyżykiem na pirackiej mapie :)





W moim odczuciu największą zaletą zestawów kreatywnych Sevi jest fakt , że są one kompatybilne ...ze wszystkim, z czym tylko zechcecie :) Dla Waszych piratów możecie stworzyć wyspę z kinetycznego albo księżycowego piasku. Możecie zasadzić na niej różne rośliny i umieścić zwierzęta - a także wspólnie wykreować całe mnóstwo innych elementów, dla których jedyną barierą są granice Waszej wyobraźni.

Poszczególne części są dość proste w montażu. Niektóre z nich zazębiają się ze sobą na zasadzie podobnej do puzzli - natomiast inne są samoprzylepne i wystarczy dokleić je we właściwe, wskazane w instrukcji miejsca. Oczywiście trzylatek nie poradzi z tym sobie zupełnie samodzielnie - ale ja odbieram to jako zaletę, ponieważ w montowanie zestawu angażuje się cała rodzina i już samo jego składanie staje się dla wszystkich świetną zabawą :)



Podobnie jest zresztą w przypadku zestawu Sevi  "Na Lotnisku"  . Absolutnie nie musicie ograniczać się  wyłącznie do lotów turystycznych na Waszym własnym, przydomowym podwórku! My stwierdziliśmy, że ciekawie będzie również zakręcić globusem - i "polecieć"  w naprawdę  odległe  rejony, których  pewnie  nigdy nie będziemy mieli okazji odwiedzić  osobiście ;)

Za każdym  razem, kiedy decydowaliśmy się  na postój  w danym państwie  - poznawaliśmy  przy okazji z książeczek cząstkę jego przyrody, kultury i obyczajów.  Wracając na nasze rodzime terytoria - byliśmy  bogatsi o nową  wiedzę i nowe doświadczenia :)






Bąbel nigdy jeszcze nie podróżował samolotem - a więc był bardzo ciekawy , kim są poszczególni członkowie załogi oraz osoby z obsługi lotniska. W zestawie znajduje się aż 5 samolotów i 7 ludzkich postaci : pilot, stewardessa, kontroler lotów, sygnalista, a także trzech podróżnych z bagażami.  Wszystkie figurki wykonane są z nieco grubszej pianki modelarskiej, niż pozostałe elementy - dzięki czemu są stabilne, samodzielnie stoją i można bez problemu odgrywać nimi role oraz różne sytuacyjne scenki.

Co więcej, tworzywo jest absolutnie bezpieczne : nietoksyczne, przyjazne dla środowiska oraz nadające się w pełni do recyklingu. Oprócz tego również miękkie i niezwykle lekkie - dzięki czemu nawet dziecko może przenosić całe zestawy bez żadnego wysiłku czy konieczności ich każdorazowego demontażu. Elementów jest tu na tyle dużo, że będzie to frajda dla kilkorga dzieci (również tych nieco starszych wiekowo) - i dla żadnego z nich nie zabraknie ani zabawek, ani niezapomnianych wrażeń :)








Kiedy już popływamy pirackim statkiem, oblecimy cały świat samolotem i przeżyjemy mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji - najwyższy czas chwilkę odpocząć i zrelaksować się podczas łowienia rybek

Ta zabawa z kolei wyjątkowo dobrze robi na koncentrację i wyciszenie - a dodatkowo bardzo kojarzy mi się z moim własnym  dzieciństwem, w ramach którego była wręcz  klasyką i nieodzownym elementem wspólnych, rodzinnych wieczorów! Osobiście miałam akurat w posiadaniu nieco bardziej tandetną , plastikową wersję - ale ta drewniana i ręcznie robiona od Sevi prezentuje się zdecydowanie bardziej atrakcyjnie, kolorowo i niesamowicie cieszy oko :)




Oprócz rozwijania dziecięcej zręczności i motoryki małej - została też wzbogacona o pewien element edukacyjny, a mianowicie naukę poszczególnych cyferek. W pierwszej kolejności gracz losuje żeton z konkretną liczbą - a następnie próbuje wyłowić magnetyczną wędką rybkę oznaczoną takim samym symbolem. 

Uwielbiam obserwować to Bąblowe dziecięce skupienie i coraz bardziej wprawne próby - podczas których zaledwie jeden nieopatrzny ruch ręki wystarczy, żeby zdobycz zerwała się z "haczyka" i wskoczyła z powrotem do oceanu - czyli na dno kartonowego pudełka :)  Uwielbiam ten język na brodzie, te zmarszczone brwi, te grymasy złości w przypadku niepowodzenia - a potem okrzyki nieopisanej radości, kiedy wreszcie się uda ! :) 





Jeżeli również chcielibyście zostać świadkami tych wszystkich emocji -
razem ze sklepem ZieloneZabawki.pl zapraszam Was do udziału w konkursie :)

1. Konkurs przeznaczony jest dla fanów profili Nasze Bąbelkowo,
Sevi Polska oraz ZieloneZabawki na Facebooku.

2. Nagrodą w konkursie jest gra Sevi "Liczące rybki".

3. Zadanie konkursowe:

W komentarzu tutaj lub pod postem konkursowym na Facebooku 
napisz nam, jaka jest Twoja ulubiona zabawa z dzieckiem - i uzasadnij krótko swoją odpowiedź.  

Wygrywa odpowiedź, która - poddana subiektywnej ocenie - najbardziej skradnie nasze serca.

4. Konkurs trwa od 17 do 24 października 2017 (do godziny 23:59).

Wyniki zostaną ogłoszone 25 października 2017 
na blogu Nasze Bąbelkowo - jako EDIT do tego posta.

5.  Zwycięzca będzie miał 5 dni roboczych na podanie nam swoich danych do wysyłki nagrody.
W przypadku braku takiej informacji wybrana zostanie kolejna osoba.

6. Konkurs nie jest w żaden sposób wspierany przez serwis Facebook -
 ani jakiekolwiek inne związane z nim podmioty.

 7. Za wysyłkę nagrody odpowiada jej sponsor - sklep internetowy Zielone Zabawki.
Wysyłka jest możliwa na terenie Polski. 



ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO UDZIAŁU 
I ŻYCZĘ POWODZENIA :) 

poniedziałek, 16 października 2017

Idealna niania ? Ciężko o nią nawet w literaturze! ;)

Był  taki czas w życiu  naszej  rodziny, kiedy zastanawialiśmy  się  nad znalezieniem niani. Ostatecznie cały  ten projekt umarł  śmiercią  naturalną. Koszty opłacenia  opieki nad Bąblem  wraz z dojazdami okazały  się  dla nas zbyt wysokie, a poza tym żadna potencjalna kandydatka na nianię nie przypadła nam jakoś szczególnie do gustu i w pełni nas do siebie nie przekonała.

Mniejsza z tym. W dzisiejszym wpisie bardziej nurtuje mnie zestaw cech, jakie zdaniem rodziców  powinna posiadać NIANIA IDEALNA. Podejrzewam, że  większość  z nas wymieni jednym tchem : odpowiedzialna, obowiązkowa, dobrze zorganizowana. Do tego posiadająca  doświadczenie  w opiece nad dziećmi  - i mogąca  pochwalić  się  nienaganną  opinią  oraz świetnymi  referencjami. 

niania dla dziecka - Niania Mania - Isla Fisher - Wydawnictwo Jaguar - książeczki dla dzieci

Żadną z tych cech nie może poszczycić  się (nie)stety niania Mania -
 bohaterka książeczek  autorstwa Isly Fisher.

Nie dość, że  arystokratyczne pochodzenie nie pozwala jej na wykonywanie pewnych codziennych prozaicznych czynności i prac domowych - to jeszcze jej kilkuletni podopieczni niejednokrotnie okazują się  bardziej poważni i rozsądni od niej samej.

Oprócz tego, niania Mania ma włosy we wszystkich kolorach tęczy, kompletnie nie przejmuje się powierzaną jej przez rodziców  listą  zadań i potrafi zasnąć w dowolnym miejscu oraz momencie, pozostawiając cały dom i jego otoczenie we władaniu siedmioletniej Jaśminy i jej młodszego braciszka - Jasia.

niania dla dziecka - Niania Mania - Isla Fisher - Wydawnictwo Jaguar - książeczki dla dzieci

Niania Mania to osobistość niezwykle oryginalna , niesztampowa i jedyna w swoim rodzaju. O ile w towarzystwie dorosłych  jako tako trzyma fason - o tyle pod ich nieobecność  zamienia się  w kompletnie  pokręconą,  szaloną  i nieobliczalną staruszkę .

Tak czy siak, dzieci ją  uwielbiają ! Tylko z nią  bez jakichkolwiek protestów zmiatają z talerza wszystkie znienawidzone brokuły.  Tylko ona potrafi skutecznie uratować  nawet najbardziej nieudaną, kulejącą imprezę urodzinową. Tylko ona jest w stanie okiełznać kilkumiesięczną, niesforną kuzynkę Zulę i zamienić każde spotkanie z dziećmi w niesamowitą, ekscytującą  przygodę.  

niania dla dziecka - Niania Mania - Isla Fisher - Wydawnictwo Jaguar - książeczki dla dzieci

"Niania Mania" to opowieść  z pogranicza rzeczywistości i magii. Pełno tu śmiechu, dzikiej zabawy i kreatywnych pomysłów  na to, jak skutecznie spacyfikować rozbrykaną dziatwę wyłącznie przy pomocy własnej wybujałej fantazji ;) 

Czy właśnie  taką  nianię  chcielibyśmy  mieć?  

Jako dorośli  - pewnie niekoniecznie...Za to jako dzieci - podejrzewam, że  bylibyśmy nią  absolutnie zachwyceni i że nasze wzajemne relacje układałyby się tak przyjemnie i lekko, jak czyta się książeczki z niniejszej serii ;) 

niania dla dziecka - Niania Mania - Isla Fisher - Wydawnictwo Jaguar - książeczki dla dzieci


Tekst : Isla Fisher
Ilustracje : Eglantine Ceulemans 
stron:  180 + 180


czwartek, 12 października 2017

Jak i kiedy powiedzieć dziecku o adopcji? - oraz 5 powodów, dla których warto o tym rozmawiać.


Jakiś czas temu opublikowałam na naszym Facebooku --->>> pewien post. Opisałam w nim sytuację, w której Bąbel zapytał mnie : "Mamo, a jak to było w domu dziecka?"  Dostałam wówczas kilka prywatnych wiadomości, w których Czytelnicy pytali :

"Czy powinno się mówić dziecku o adopcji - i w jaki sposób o tym rozmawiać?"
"Czy to nie za wcześnie - i kiedy jest ten właściwy moment?"
"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?"

Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na te pytania Wam wszystkim : zarówno tym bezpośrednio zainteresowanym adopcją dziecka - jak i tym, którzy trafili na mojego bloga z przyczyn zupełnie nie związanych z przysposobieniem. 

Bo w adopcji nie chodzi o to, żeby odciąć dziecko od jego historii 
i oddzielić przeszłość grubą krechą.

Chodzi o to, żeby tę historię uznać i zaakceptować -
i tworzyć swoją własną przy jednoczesnym szacunku dla niej.

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto : Pixabay

Z psychologicznego punktu widzenia - im wcześniej powiesz swojemu dziecku o adopcji , tym lepiej ! Nawet, jeżeli jeszcze nie do końca rozumie. Nawet , jeżeli nie jest jeszcze w pełni świadome wagi i znaczenia tych słów. 

My wprowadzaliśmy Bąbla w tematykę adopcji praktycznie od samego początku - czyli od momentu, w którym pojawił się w naszej rodzinie. Już kiedy miał kilka czy kilkanaście miesięcy mówiliśmy do niego "Nasz kochany synku z serduszka" - a po jakimś czasie sam zaczął zadawać pytania, dlaczego akurat on jest z serduszka (a nie z brzuszka, jak inne dzieci). Powiedzieliśmy mu wówczas, że akurat dla nas jest z serduszka - ponieważ w brzuszku nosiła go inna mama.

Moim zdaniem takie oswajanie z adopcją od najwcześniejszych momentów życia ma całe mnóstwo zalet - które postaram się przedstawić Wam tutaj w punktach, w miarę skondensowany i klarowny sposób:

1)  Adopcja dziecka to nie grzech - ani cokolwiek, czego powinniśmy się wstydzić !  

Dlaczego więc to ukrywać, maskować się, robić z tego wielką tajemnicę?! 

Jeżeli od samego początku będziemy podchodzić do tego tematu zupełnie naturalnie, swobodnie i zwyczajnie - to najprawdopodobniej i nasze dziecko w ten sposób do niego podejdzie. 

Warto przedstawiać adopcję jako coś pięknego, wzniosłego i niesłychanie ważnego w naszym życiu - a nie jako żenujący sekret, który należy ukrywać przed światem ! Adopcja to przecież szczęśliwe powiększenie się naszej rodziny - na które tak długo i niecierpliwie czekaliśmy :)

2) Relacje z dzieckiem powinno opierać się na prawdzie i szczerości.  

Jakbyście czuli się , gdyby po latach wyszło na jaw, że Wasi rodzice okłamują Was w jakimś bardzo istotnym aspekcie ? 

Myślę, że odczuwalibyście żal, złość, ogromny zawód i rozczarowanie. Ja najprawdopodobniej nie chciałabym mieć z takimi rodzicami zbyt wiele wspólnego - skoro umieli mnie oszukiwać, wprowadzać w błąd, wielokrotnie utwierdzać w fałszywych przekonaniach...

Poza wszystkim, chyba jako mama również nie umiałabym żyć z ciężarem takiego kłamstwa - oszukując swoje dziecko każdego dnia...Myślę, że odbiłoby się to negatywnie na całej naszej rodzinie i wzajemnych relacjach.

 3) Adopcja tak czy siak wyjdzie kiedyś na jaw. 

Jeśli nie powiecie o niej Wy sami - dziecko dowie się od jakichś zupełnie przypadkowych, postronnych osób. I przeżyje szok.

Zresztą, w wieku 18 lat będzie mogło samo pozyskać takie informacje w Urzędzie Stanu Cywilnego - składając odpowiedni wniosek o wydanie zupełnego aktu urodzenia i wnosząc stosowną opłatę skarbową.

4)  Każdy człowiek chce poznać swoje korzenie ! 

Coś w tym jest. Każdy człowiek ma potrzebę posiadania wiedzy : skąd pochodzi, kim  jest, dokąd zmierza...

Nawet jeśli dziecko nie będzie chciało spotkać się osobiście ze swoimi rodzicami biologicznymi - to prawdopodobnie będzie dążyło do zdobycia informacji , kim oni są, gdzie mieszkają, czym się w życiu zajmują.

Jeśli nie rodzice - to czasami jest również biologiczne rodzeństwo. I często bywa tak, że młody człowiek drąży temat nie dla poznania biologicznej mamy czy biologicznego taty - ale właśnie dla brata lub siostry...

5) Tajemnica adopcji - to często w gruncie rzeczy fikcja. 

Kiedy czekaliśmy na swoją adopcyjną rozprawę - nasze imiona i nazwiska widniały na sądowej wokandzie. Praktycznie każdy mógł podejść sobie do sali rozpraw - i spisać interesujące go dane. Podobnie dane rodziców biologicznych : niby zamazane w dokumentach czarnym zakreślaczem, a jednak bez żadnego problemu dało się je odczytać i rozszyfrować...Także - to tyle w temacie rzekomej "tajemnicy"...

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto: Pixabay

"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?" Może i trochę się obawiam - ale jestem tego świadoma i na to przygotowana. Mówiąc całkiem szczerze - sama chętnie mu w tym pomogę, jeśli tylko mnie o to poprosi.

Najbardziej boję się czegoś zupełnie innego : że to biologiczna rodzina nie będzie chciała chociażby z nim porozmawiać i opowiedzieć mu o sobie oraz o motywach swojej decyzji. Że odwróci się do niego plecami...

  I martwię się w swoim życiu nie o to, jak ja sobie z tym poradzę - tylko jak poradzi sobie On.
Mam wielką nadzieję, że dobrze - i że nasza otwarta i szczera postawa mu w tym kiedyś pomoże.

 ***

Bardziej obszerny artykuł na temat jawności adopcji popełniłam kiedyś TU.

 Listę książeczek dla dzieci o adopcji, które mogą pomóc rodzicom 
w rozmowach na temat przysposobienia znajdziecie natomiast  TUTAJ

wtorek, 10 października 2017

Ziaja Pro - czy można używać kosmetyków profesjonalnych w domu?


O moim zaufaniu do marki Ziaja już pewnie wiecie - ponieważ pisałam Wam o nim między innymi przy okazji omawiania pielęgnacji antycellulitowej.  Jako osoba bardzo lubiąca wszelkie kosmetyczne eksperymenty - już od jakiegoś czasu zadawałam sobie pytanie : "czy można używać kosmetyków profesjonalnych Ziaja Pro w zwykłych, domowych warunkach?"

Zacznę może od tego, czym jest Ziaja Pro. Jest to specjalna linia kosmetyków, podzielona na aż dziewięć różnych programów - a każdy z nich dedykowany został konkretnym specyficznym problemom i potrzebom naszej skóry. Teoretycznie są one przeznaczone przede wszystkim do użytku w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych - jednak praktyka moja i wielu innych znanych mi kobiet pokazuje, że świetnie sprawdzają się również w naszych prywatnych, domowych pieleszach. 

Trzeba tylko pamiętać o tym, żeby stosować je ściśle według instrukcji i zaleceń producenta - oraz mieć na uwadze fakt, że efekty mogą być nieco mniej spektakularne, niż w przypadku wprowadzania preparatów przy pomocy głowicy czy innego specjalistycznego sprzętu. Czy w związku z tym rezultaty okazały się zadowalające i spełniły moje oczekiwania ?   Przekonajcie się same, w dalszej części wpisu :)

ziaja pro - maska żelowa algowa przeciwzmarszczkowa

ziaja pro - maska żelowa algowa przeciwzmarszczkowa

Dla siebie wybrałam przede wszystkim specyfiki z programu przeciwzmarszczkowego - bo jeśli wiek 30+ do czegoś zobowiązuje, to właśnie do jeszcze bardziej intensywnej dbałości o skórę twarzy, jej odpowiednią jędrność i gęstość.

Na pierwszy ogień poszły więc algowe maski przeciwzmarszczkowe  : obie o podobnej sproszkowanej strukturze, którą rozrabia się z wodą lub specjalną żelową bazą do konsystencji jednolitej pasty. Po wyschnięciu można zdejmować je z twarzy, szyi i dekoltu całymi płatami - i wtedy nie ma już najmniejszej wątpliwości, że zostały one stworzone na bazie alg.   

Algi niebieskozielone (spirulina) przeznaczone są przede wszystkim dla cery z widocznymi zmarszczkami, szorstkiej i mało elastycznej. Ich zadaniem jest odpowiednie nawilżenie, wygładzenie i optyczne spłycenie zmarszczek - a także wzmocnienie włókien kolagenu i elastyny, owocujące poprawą napięcia naskórka. Maska jest bardzo wydajna - a więc półlitrowa buteleczka żelu i 22-gramowe opakowanie spiruliny powinno wystarczyć na 15 pełnych zabiegów.

Algi purpurowe  mają w sumie bardzo zbliżone działanie - z tym że dodatkowo zalecane są dla skóry wymagającej szczególnie silnej regeneracji. W ich przypadku nacisk kładzie się również na właściwości ujędrniające oraz na neutralizację wolnych rodników, czyli głównych winowajców odpowiedzialnych za starzenie się skóry. Tutaj opakowanie 155 gram powinno dać nam możliwość przeprowadzenia sześciu kuracji.

ziaja pro - maska żelowa algowa przeciwzmarszczkowa

ziaja pro - maska żelowa algowa przeciwzmarszczkowa

Kolejnym ulubionym przeze mnie programem Ziaja Pro okazał się ten oczyszczający, wewnętrznie podzielony oczywiście na poszczególne typy cery  - a więc normalną i suchą, tłustą i mieszaną oraz trądzikową. 

Tutaj zdecydowałam się na antybakteryjny żel myjący z ekstraktem z szałwii lekarskiej - idealny dla mojej skóry ze skłonnościami do wyprysków, rozszerzonych porów i zaskórników.  Co ważne, bardzo dobrze sprawdził się nie tylko w przypadku oczyszczania twarzy - ale również pomógł mi pozbyć się pewnych niechcianych i mało estetycznych zmian na plecach i ramionach. Akurat tego specyfiku używałam częściej, niż pozostałych - do każdego wieczornego mycia twarzy i usuwania resztek makijażu, traktując go jako stały element mojej codziennej pielęgnacji. 

Jego świetnym uzupełnieniem okazała się natomiast maseczka zwężająca pory - nakładana przeze mnie 2-3 razy w tygodniu, ponieważ praktyczna pompka i żelowa konsystencja pozwalają na jej ekspresową aplikację (gdzieś pomiędzy kolacją i kąpielą, a wieczorną pacyfikacją Bąbla i układaniem go do snu :) ) Maseczka naprawdę dobrze sobie radzi - odświeża, wysusza, pozostawia skórę wyraźnie gładszą i promienną. Co więcej, moje pory na nosie dzięki niej nareszcie nie wyglądają jak kratery na Księżycu - są rzeczywiście zwężone i mniej widoczne i już nie muszę tak często oczyszczać ich manualnie (co - jak wiadomo - do przyjemności nie należy i nie jest wskazane).

ziaja pro - maska zwiężająca pory - żel antybakteryjny - kwas hialuronowy

ziaja pro - maska zwiężająca pory - żel antybakteryjny - kwas hialuronowy

A teraz kolej na prawdziwą wisienkę na torcie - czyli  kwas hialuronowy z serum GAG, który wpisuje się w aż cztery różne programy serii Ziaja Pro. Po pierwsze - działa liftingująco i unosi to, co unosić powinien. Po drugie - już kilka sekund po aplikacji wyczuwalnie wygładza i "reperuje" naskórek. Po trzecie - nadaje skórze sprężystości i jędrności, jakiej chyba żaden inny specyfik jeszcze mi nie zapewnił. Po czwarte - oczyszcza i jest świetnym "transporterem" innych substancji czynnych w głąb skóry.

Co zrobić, żeby wspomniany "transport" był bardziej efektywny ? W ubiegłym roku miałam okazję uczestniczyć w szkoleniu - gdzie bardzo mocno podkreślano, że kwas hialuronowy sam w sobie może mieć zbyt duże cząsteczki, by przeniknąć do głębszych warstw skóry. Dlatego też dobrze jest przed aplikacją zmieszać go z odrobiną wody albo jakiegoś ulubionego olejku do twarzy.



Zatem, do sedna ! Czy kosmetyki Ziaja Pro działają również w warunkach domowych ?

W moim przypadku zdecydowanie tak !

Przekonałam się dzięki nim, że wcale nie trzeba wydawać jakiejś ogromnej fortuny na profesjonalne zabiegi gabinetowe. Nawet we własnym domu można cieszyć się podobnymi efektami - świetnie złuszczoną, oczyszczoną,  i wygładzoną skórą , która zwłaszcza w okresie jesiennym wymaga szczególnie intensywnych działań naprawczych i regeneracji po lecie.