wtorek, 20 kwietnia 2021

Prawa zwierząt ISTNIEJĄ i powinny być respektowane! ["Reginka szuka domu" i "Miron w pułapce".]

Jakiś czas temu wiceminister Tomasz Rzymkowski (PiS) stwierdził, że "zwierzę nigdy nie może być przedmiotem praw - a pojęcie <<prawa zwierząt>> nie istnieje". Pan Rzymkowski podobno poczuł się bardzo zbulwersowany i zdegustowany faktem, iż w szkolnym podręczniku dla klas trzecich wspomniano o przypadkach łamania praw zwierząt - takich jak chociażby występy w cyrku, niehumanitarne hodowle, kłusownictwo czy sprzedaż żywych karpi...Uznał to za rzekomy przejaw ideologicznej indoktrynacji (sick!) - bo przecież nasza partia rządząca pozostaje od tejże ideologicznej indoktrynacji całkowicie wolna,nieprawdaż? 

Mniej więcej w tym samym czasie były senator PiS Waldemar Bonkowski przywiązał swojego psa do samochodowego haka i wlókł zwierzę za autem po asfalcie z dużą prędkością, wskutek  czego biedna umęczona psina ostatecznie straciła życie :( Właśnie w wyniku takich zdarzeń coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wolę zwierzęta, niż ludzi - i że jeśli ktoś nie jest w stanie uszanować zwierząt, to raczej nie można spodziewać się po nim szacunku do drugiego człowieka...

***

Dlaczego akurat taki wstęp? Ponieważ autentycznie przeraża mnie to, co dzieje się obecnie w Polsce w kontekście praw zwierząt - a raczej ich notorycznego łamania. Przeraża mnie propagowanie polowań z udziałem dzieci. Przeraża mnie znieczulica wobec cierpienia zwierząt w cyrku. Przeraża mnie brak reakcji na znęcanie się nad kotami, psami i innymi czworonogami - a wręcz przyzwolenie na tego typu zachowania przez osoby znajdujące się u szczytu władzy oraz ich udział w całym tym procederze. Przeraża mnie bierność sądów i śmieszne, żenująco niskie wyroki.

"Reginka szuka domu"
Wydawnictwo Harper Kids
tekst: Ewa Nowak
ilustracje: Anna Łazowska
stron: 32 / wiek: 3-7 lat

W takich momentach jeszcze dobitniej dociera do mnie, jak wiele zależy od nas oraz od przyszłych pokoleń, które wychowujemy. Tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinniśmy uczyć nasze dzieci empatii wobec zwierząt, respektowania ich praw, głębokiej troski o przyrodę i generalnie szeroko rozumianych postaw proekologicznych - które zaowocują piękniejszym, zdrowszym i bardziej przyjaznym otoczeniem dla nas wszystkich. 

Na szczęście na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek dla dzieci o takiej tematyce, które pomagają usystematyzować wiedzę, opowiadają o harmonii człowieka i przyrody oraz "pod przykrywką" interesujących historii przekazują niezwykle cenne informacje dotyczące świata zwierząt, a zwłaszcza chronionych gatunków. 

Jeśli szukacie serii spełniającej wszystkie powyższe kryteria - polecamy Wam cykl "Pomóż mi przetrwać" od Wydawnictwa Harper Kids. Jedna z książeczek to opowieść o losach Reginki - królowej trzmieli, która musi jak najszybciej znaleźć miejsce na nowe gniazdo, zadbać o pokarm i bezpieczną siedzibę dla siebie oraz dla swojego przyszłego stada. Początkowo nie sprzyjają jej ani warunki pogodowe, ani ludzie łamiący kwitnące gałęzie drzew - lecz ostatecznie znajduje przytulne schronienie w starej piłce nożnej, w której składa swoje jaja. Dalszy ciąg tej historii obejmuje narodziny młodych trzmieli, ich zwyczaje, utarczki z bezużytecznymi trutniami - a także zimowy sen w hotelu dla owadów, przygotowanym na balkonie przez małego Stasia...


"Miron w pułapce"
Wydawnictwo Harper Kids
tekst: Ewa Nowak
ilustracje: Anna Łazowska
stron: 32 / wiek: 3-7 lat
 
Kolejna część cyklu przybliża nam losy Mirona - młodej szarytki bałtyckiej, która również boryka się na swojej drodze z wieloma różnymi trudnościami i przeszkodami. Ciężarne samice muszą znaleźć dla siebie odludne i zaciszne miejsce, by wychować w nim młode - lecz nadal zdarza się, że są nękane przez niefrasobliwych turystów i drapieżne ptaki. Potem nadchodzi czas rozstania z potomstwem i samotnej wyprawy na głębiny w celu zdobycia pożywienia. Niestety, nie wszystkie foki wracają z takich wojaży :( Niektóre z nich zaplączą się w sieci zarzucone przez rybaków, padną ofiarą okaleczeń albo połkną śmieci i inne niebezpieczne przedmioty, zagrażające ich zdrowiu oraz życiu...
 
Miron również nie uniknie pewnej mrożącej krew w żyłach przygody - lecz na szczęście znajdą się w pobliżu ludzie, którzy zechcą i będą umieli mu pomóc. Autorka książki wspomina tutaj o pracownikach fokarium na Helu, do którego planujemy wybrać się na początku czerwca (o ile pozwolą nam na to covidowe obostrzenia). Tymczasem odsyłam Was również do relacji z innego foczego azylu: SeaPark w Sarbsku, odwiedzonego przez nas w 2019 roku. 

Reasumując, seria "Pomóż mi przetrwać" nie tylko zwraca naszą uwagę na problemy współczesnego świata i niebezpieczeństwa,jakie generuje on w stosunku do zwierząt - ale również pokazuje dzieciom, w jaki sposób postępować w sytuacji spotkania z konkretnymi gatunkami, jak ich nie niepokoić i nie zakłócać ich naturalnego rytmu. Na końcu każdej książeczki znajduje się plansza edukacyjna z charakterystyką danego zwierzęcia i ciekawostkami na jego temat - a także zestaw pytań sprawdzających, pozwalających na zweryfikowanie przyrodniczej wiedzy :)
 



poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Akademia Mądrego Dziecka. Pudełko pełne zabawy - puzzle dla maluszka, nauka kolorów i wierszyki o zwierzętach.

Najczęściej kupujemy osobno puzzle, a osobno książeczki z wierszykami i łamigłówkami dla dzieci. Wydawnictwo Harper Kids wpadło na genialny w swej prostocie pomysł, by wszystkie te trzy komponenty umieścić w jednym "Pudełku pełnym zabawy" - o tematyce dzikich zwierząt lub najróżniejszych pojazdów. Najmłodsi znajdą tam nie tylko pięknie ilustrowane układanki w formie kartonowych "patyczków", ale również cienką książeczkę z rymowankami i prostym zadaniem do wykonania.


Trzeba przyznać, że autorzy "Pudełka pełnego zabawy" pomyśleli o wszystkim - również o solidnej plastikowej podkładce, na której można umieszczać poszczególne elementy. Dzięki temu zestaw sprawdzi się świetnie także poza domem i zajmie dziecko chociażby w kolejce do lekarza lub podczas nużącej podróży samochodem.

Wewnątrz pudełka czeka na nas aż osiem dzikich zwierząt: żyrafa, zebra, krokodyl, lew, niedźwiedź, lis, tygrys i słoń. Wizerunek każdego z nich składa się z ośmiu puzzli, które swoim wyglądem bardzo przypominają mi układanki z patyczków do lodów, jakie niegdyś sama robiłam dla naszego Bąbla. Dodatkowo każde zwierzątko jest podpisane i krótko scharakteryzowane w towarzyszącej puzzlom książeczce.

Oprócz samej zabawy i łączenia ze sobą kolejnych fragmentów układanki, maluszek poszerza zasób swojego słownictwa, poznaje nazwy poszczególnych kolorów i ma za zadanie dopasować je do odpowiednich ilustracji. Puzzle rozwijają motorykę małą, usprawniają dziecko manualnie, ćwiczą odpowiedni chwyt oraz precyzję wykonywanych ruchów. Poza wszystkimi wymienionymi zaletami mamy tu do czynienia z taką świetną i barwną oprawą graficzną, że chyba sama zacznę po cichaczu podkradać pudełko Bąblowi i jego młodszemu kuzynostwu ;)

 
Zwierzęta. Pudełko pełne zabawy. Akademia Mądrego Dziecka
Wydawnictwo Harper Kids
autor: Zbigniew Dmitroca
ilustrator: Marzenna Dobrowolska
sugerowany wiek: 0-3 lata

 

sobota, 17 kwietnia 2021

Jak oswoić "świnkę morską" - a raczej kawię domową? Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie łatwe zadanie!

Pierwsza świnka morska pojawiła się w moim życiu,kiedy miałam jakieś 8-10 lat. Kochany Puszek był prawdziwym kawiowym ewenementem,który w zasadzie zupełnie nie wymagał oswajania. Sam garnął się do głaskania i kiedy tylko mnie zobaczył to stawał na dwóch tylnich łapkach - domagając się intensywnie,żebym wzięła go do siebie. Oprócz tego wędrował po całym mieszkaniu, jadł wszystkim domownikom prosto z ręki - a nawet spał ze mną w łóżku i zupełnie swobodnie grasował w ogrodzie moich rodziców. Nawiązał też wyjątkową więź z naszym ówczesnym psiakiem - który bronił go zaciekle niczym lew i nie pozwalał nikomu obcemu zbliżyć się do niego nawet o krok (!)

W przypadku Tymka i Felka sytuacja nie wyglądała już tak różowo ;) Nasze Prosiaczki zachowywały się jak dwa totalne dzikusy: chowały się przed nami w najciemniejszych i najtrudniej dostępnych zakamarkach swojej klatki,reagowały paniczną ucieczką na każdy dźwięk, najmniejszy ruch czy jakąkolwiek próbę nawiązania z nimi kontaktu...Od samego początku mieliśmy przeczucie, że oswojenie świnek morskich to nie lada wyzwanie! ;)

Przez kilka pierwszych dni postanowiliśmy więc zostawić ich w spokoju - nie ingerować w żaden sposób w ich zwyczaje, nie wyciągać ich na zewnątrz, ograniczać się wyłącznie do sprzątania, karmienia i wymiany wody w poidle...Często siadaliśmy też obok klatki i  rozmawialiśmy ze sobą, żeby poznały nasze głosy - a zdarzało się nawet nucenie i śpiewanie (w wykonaniu naszego Bąbla,rzecz jasna ;) )

Kiedy Prosiaczki już zapoznały się z nowym miejscem, przyzwyczaiły do nowych zapachów, smaków oraz naszych domowych brzmień - zaczęliśmy od czasu do czasu brać je na ręce, delikatnie głaskać i drapać za uszkiem ;) Tymkowi tego typu pieszczoty praktycznie od razu przypadły do gustu, natomiast Felek okazał się wobec nich nieco bardziej sceptyczny - ale w końcu i on przekonał się do takiej formy bliskości :)

Z czasem obie świnki zaczęły coraz częściej wynurzać się na powierzchnię, wychodzić na przygotowany dla nich wybieg i eksplorować wszystkie dostępne atrakcje. W pewnym momencie zauważyłam też, że codziennie reagują na mój widok podskokami, piskami i głośno domagają się porannej porcji jedzenia. Kiedy zbliżałam się do ich klatki - zamiast uciekać, z zainteresowaniem wyciągały ku mnie pyszczki, obwąchiwały moje ręce i czasami sięgały bezpośrednio do nich po przyniesione smaczne kąski.

Kilka dni temu nadszedł też moment,by wypuścić je poza obszar wybiegu i pozwolić na nieskrępowane "zwiedzanie" całego naszego mieszkania - lecz jedna krata zawsze pozostawała dla nich otwarta,by w każdej chwili mogły wrócić do swojej strefy komfortu i znowu znależć się na bezpiecznym,znajomym terytorium.Generalnie odnoszę wrażenie, że z każdym dniem jest lepiej - i że nasze Prosiaczki są coraz mniej płochliwe, a coraz bardziej skore do psot i wspólnego dokazywania ;) 

Jak oswoić świnkę morską: o czym warto pamiętać?

1. Dajmy śwince odpowiednią ilość czasu, żeby przyzwyczaiła się do nowego miejsca i wszystkich domowników. Pamiętajmy przy tym,że jest to kwestia bardzo indywidualna. Jedna świnka będzie potrzebowała na oswojenie zaledwie kilku dni, natomiast inna - kilku miesięcy.  

2. Obserwujmy uważnie naszą świnkę oraz jej reakcje. Nie róbmy niczego na siłę i wbrew zwierzęciu. Jeśli świnka nie ma ochoty być na naszych rękach czy kolanach, nie nakłaniajmy jej do tego na siłę. Widocznie to jeszcze nie jest odpowiedni moment! 

3. Starajmy się nie wykonywać przy świnkach zbyt gwałtownych ruchów - ponieważ to łagodnością i spokojem możemy zyskać ich największe zaufanie oraz sympatię.

4. Stopniowo poszerzajmy obszar funkcjonowania świnek w naszym domu: poczynając od klatki, poprzez ogrodzony wybieg, a kończąc na swobodnych wędrówkach po całym mieszkaniu.

Zainteresowane osoby zapraszam również do lektury artykułu 
>>> JAK URZĄDZIĆ KLATKĘ DLA ŚWINKI MORSKIEJ <<<
z prosiaczkową wyprawką do pobrania :) 
 
 

piątek, 16 kwietnia 2021

"Gwarna farma" - rodzinna gra karciana i zabawa w onomatopeje od Adamigo.

Na gwarnej farmie zawsze dużo się dzieje! A to pieje kogut w kurniku, a to beczy owca w swojej zagrodzie, a to rży konik w stajni - a to pies szczeka przy budzie, przepędzając z podwórka nieproszonych gości...Życie na wsi toczy się swoim utartym rytmem i jest pełne najróżniejszych odgłosów wydawanych przez zwierzęta. Żeby je poznać,wystarczy rozegrać kilka rund dźwiękonaśladowczej, edukacyjnej karcianki od Adamigo - a zatem zapraszamy na jej krótką recenzję :)


W opakowaniu znajdziemy aż 112 kart z różnymi zwierzętami, kartonową stodołę oraz 4 płotki. Zadaniem graczy jest zgromadzenie w swojej zagrodzie jak największej liczby kart - a w tym celu muszą wykazać się przede wszystkim szybkością,refleksem i umiejętnością naśladowania poszczególnych mieszkańców farmy.

Przygotowując się do rywalizacji, należy potasować wszystkie karty z wizerunkami zwierząt i umieścić je na stosie rewersem ku górze. Obok nich powinna znależć się też przestrzeń przeznaczona na stodołę oraz zagrody poszczególnych zawodników. Następnie każdy z graczy odkrywa po jednej karcie ze stosiku i układa je wokół stodoły - aż do momentu,gdy pojawią się wśród nich trzy ilustracje z wizerunkiem tego samego zwierzęcia. Wówczas zawodnicy muszą jak najszybciej wydać jego odgłos i położyć dłoń na stodole - a najszybszy z nich zgarnia wszystkie karty i umieszcza je za swoim płotkiem.

Grę kontynuujemy aż do chwili,kiedy wyczerpiemy wszystkie karty ze stosu. W wariancie dla młodszych zawodników możemy wykorzystywać tylko karty z jednym zwierzątkiem - natomiast w bardziej skomplikowanej wersji również obrazki przedstawiające dwa różne gatunki.

"Gwarna farma" teoretycznie dedykowana jest dzieciom powyżej 3. roku życia - jednak moim zdaniem śmiało można wykorzystywać ją również w pracy z młodszymi pociechami, pokazując im poszczególne rysunki i zachęcając do naśladowania dźwięków wydawanych przez zwierzątka. Tego typu onomatopeje są bardzo istotne dla przyszłego rozwoju mowy i  usprawniania całego aparatu artykulacyjnego. Z reguły stanowią pierwszy językowy kontakt dziecka z otoczeniem i pozwalają mu zastąpić prostymi dźwiękami słowa zbyt trudne do wypowiedzenia na tym wczesnym etapie. Dzięki nim dziecko komunikuje się częściej i chętniej, z entuzjazmem "bawi się" mową i stopniowo poszerza swój zasób słownictwa oraz wiedzę o otaczającym je świecie :)

 
"Gwarna farma"
Wydawnictwo Adamigo
liczba graczy: 2-4 
sugerowany wiek: 3+ 
 

Jeżeli kochaliście TETRIS - pokochacie również BITS i UBONGO TRIGO! :)

Pamiętacie jeszcze słynne Tetris? Ta kultowa gra komputerowa stworzona w latach 80. w dawnym Związku Radzieckim polegała na układaniu klocków o różnych kształtach w taki sposób, by dopasowywały się do siebie, tworzyły równe rzędy i stopniowo znikały z ekranu. Przyznaję bez bicia, że jako dziecko spędzałam przy niej sporo czasu, doskonaląc swoje skille i przechodząc na kolejne, coraz szybsze poziomy. Pewnie właśnie dlatego zaintrygowały mnie kwietniowe nowości Wydawnictwa Egmont: gry Bits i Ubongo Trigo, które opierają się na bardzo podobnych zasadach.

 
W Bits każdy gracz otrzymuje plastikową rampę, planszę oraz zestaw kolorowych kafelków, które układa się podobnie jak w Tetrisie. Poszczególne kafelki umieszczamy na planszy od góry do dołu - aż do momentu, gdy zatrzymają się na samym dole rampy lub na ułożonych już wcześniej elementach. Dodatkowym utrudnieniem są tzw. "karty budowy" określające, na jakich zasadach mamy układać swoje kafelki. Wymuszają one na nas określone kompozycje kolorystyczne albo tworzenie obszarów złożonych z konkretnej liczby elementów - dlatego czasami trzeba się naprawdę nieźle nakombinować, żeby efekty na naszych planszach odzwierciedlały najwyżej punktowane wzory ;) Na szczęście na początkowym etapie kafelki można dowolnie przekręcać, obracać i manipulować nimi.


Jeżeli chodzi o Ubongo Trigo, w opakowaniu znajdziemy 32 dwustronne karty, na których każda ze stron reprezentuje inny poziom trudności. Oprócz tego mamy też do dyspozycji 28 kafelków, przypominających swoim wyglądem elementy tangramu. Każdy z zawodników otrzymuje taki sam zestaw siedmiu kafelków oraz jedną kartę, na której należy umieścić je jak najszybciej oraz zgodnie ze wskazówkami. Osoba, która wykona to zadanie jako pierwsza - krzyczy "Ubongo!" i odmierza czas pozostałym graczom. Każda prawidłowo zapełniona karta to jeden punkt na koncie zawodnika - natomiast karty graczy, którzy nie zmieścili się w czasie stają się własnością najszybszej osoby w danej rundzie.

Obie gry wymagają dużej spostrzegawczości, refleksu i umiejętności działania pod presją czasu. Ich niewątpliwa zaleta to kompaktowy rozmiar, dzięki któremu możemy zabrać je ze sobą na wycieczkę, grać z dziećmi w samochodzie albo w innym dowolnym miejscu poza domem. Każda z nich przewiduje też wariant przeznaczony dla jednego zawodnika - a zatem nie będziemy nudzić się z nimi nawet w przypadku braku innych chętnych do rywalizacji ;)

BITS travel
Wydawnictwo Egmont
Reiner Knizia
wiek: 8+

Wydawnictwo Egmont
Grzegorz Rejchtman
wiek: 7+

środa, 14 kwietnia 2021

Nowe życie Zbójeckich Skał - drewniana platforma widokowa w Szklarskiej Porębie.

Zbójeckie Skały (686 m n.p.m.) - zwane dawniej Skałami Rzeźnickimi, Grunwaldem lub Zakątkiem Moltkego - przez długi czas były miejscem raczej zapomnianym i niezbyt często odwiedzanym przez turystów. Ich teren od XVII do XIX wieku był regionem górniczym, natomiast po tym okresie ustanowiono je pomnikiem przyrody i nadano im imię słynnego pruskiego feldmarszałka. 

Zbójeckie Skały na przestrzeni lat bardzo często zmieniały swoje nazwy - jednak zdaje się, że nikt nie dbał jakoś szczególnie pieczołowicie o ich zabezpieczenie i zagospodarowanie. Przez pewien czas funkcjonowała tam wprawdzie gospoda z pokojami gościnnymi - ale potem nie działo się nic, co mogłoby przywrócić temu miejscu jego dawną świetność. Sytuacja zmieniła się dopiero za sprawą nowoczesnej platformy widokowej,oddanej do użytku w 2020 roku. To właśnie ona przyciągnęła w te rejony szerokie rzesze zwiedzających i sprawiła, że Zbójeckie Skały znów zaczęły tętnić życiem.


By dotrzeć do Zbójeckich Skał, najlepiej zostawić samochód nieopodal Szklarskiej Poręby, na parkingu przy słynnym Zakręcie Śmierci. Wiedzie stamtąd niezbyt wymagająca trasa przez Mniszy Las, na której kierujemy się oznaczeniami żółtego i czarnego szlaku. Po drodze mijamy liczne formacje skalne,a także zejście do dawnej kopalni pirytu - zwanego również "złotem głupców", ze względu na swoje uderzające podobieństwo do tego szlachetnego kruszcu.  

Piryt był niegdyś wykorzystywany do produkcji kwasu siarkowego - stąd też przy wejściu do sztolni nadal unosi się charakterystyczny siarkowy zapach. Obecny stan wyrobiska znacząco różni się od jego pierwotnego wyglądu - ponieważ najstarszy środkowy korytarz uległ zawaleniu i nigdy nie został odbudowany. Dostęp do kopalni jest w tej chwili bardzo łatwy, choć osobiście nie zdecydowaliśmy się na jej dalszą eksplorację. Mimo wszystko uważam, że warto zboczyć odrobinę z głównej trasy i zaprezentować dziecku taką górniczo-geologiczną ciekawostkę.


Po jakichś 40 minutach naszym oczom ukazuje się wreszcie niewielka górska wiata z ławeczkami i miejscem do rozpalenia ogniska oraz sama platforma widokowa - drewniana konstrukcja na stalowych filarach o łącznej powierzchni około 180 metrów kwadratowych. Z platformy rozciąga się iście bajeczny panoramiczny widok na Karkonosze, ruiny Zamku Chojnik i wszystkie okoliczne szczyty (w naszej opinii jeszcze piękniejszy niż ten, który jakiś czas temu mieliśmy okazję podziwiać razem z alpakami w okolicach Chybotka). Dodatkowo we wczesnych godzinach porannych praktycznie nie ma tam innych turystów, więc cała atrakcja pozostawała do naszego wyłącznego użytku - a to jest dla nas zawsze wielki plus, ponieważ bardzo nie lubimy dzikich tłumów :) 

Generalnie cała trasa z Zakrętu Śmierci na Zbójeckie Skały jest raczej lekka i przyjemna, nie wymaga jakiejś super kondycji czy specjalnego przygotowania i można śmiało wyruszyć w nią nawet z małymi dziećmi (wózków natomiast nie polecam, ponieważ po drodze bywa dość nierówno i błotniście). W okolicy przecina się mnóstwo innych ciekawych szlaków turystycznych - a przede wszystkim Szlak Waloński (czyli dawny trakt, którym podążali poszukiwacze minerałów i kamieni szlachetnych). W samej Szklarskiej Porębie też jak wiadomo nie brakuje najróżniejszych atrakcji - i nawet my jako stali bywalcy tamtych rejonów nigdy nie możemy narzekać na nudę oraz brak nowych wrażeń :) 


 
Gdybyście w międzyczasie zgłodnieli i mieli ochotę 
na pysznego pandemicznego burgera z widokiem na Szrenicę ;) -
serdecznie polecamy Wam również Bistro na Widoku (ulica Jedności Narodowej 15/1)