poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Jak zniechęcić dziecko do przedszkola ? Antyporadnik dla rodziców.


1. Strasz dziecko przedszkolem (!) Serio - niektóre mamy / tatusiowie / babcie praktykują taką "cudowną" metodę wychowawczą. Nie dalej jak dwa dni temu słyszałam, jak kobieta mówi do swojego synka :

"Uspokój się wreszcie - bo pójdziesz do przedszkola. Już jesteś taki nieznośny, że nie mogę z tobą w domu wytrzymać. I będziesz tam siedział sam z obcymi paniami - a ja w końcu będę miała chwilę spokoju".  

Ciekawa jestem, z czym po takim tekście będzie kojarzyło się dziecku przedszkole ? Raczej nie z przyjemnością, nowym doświadczeniem i zabawą w gronie rówieśników - tylko z rodzajem kary, zadośćuczynienia i przymusowej separacji od rodziców. Przypuszczam, że maluszek może poczuć się również winny - i uznać, że rodzice "oddali go", ponieważ nieodpowiednio się zachowywał. Wrażliwsze dziecko pomyśli wręcz, że jest niekochane - i że mama z tatą zwyczajnie chcieli się go pozbyć. 



2. Powtarzaj w kółko : "Nie ma się czego bać". Im częściej rodzice powtarzali mi to zdanie przed wizytą u lekarza, na szczepieniu czy na zastrzyku - tym bardziej się bałam i wiedziałam, że nie czeka mnie tam nic dobrego. 

Takie słowa zawsze sugerowały mi , że w gruncie rzeczy jest się czego bać - ale dorośli właśnie usiłują wmówić mi coś zupełnie innego i zrobić ze mnie idiotkę. 

Tymczasem - w przypadku przedszkola faktycznie nie ma żadnych poważnych podstaw czy powodów do obaw. Więc lepiej unikać wszelkich konstrukcji zdaniowych, odmieniających słowo "strach" przez wszystkie możliwe przypadki. Moim zdaniem warto skupić się raczej na pozytywach - wspominać własne dobre doświadczenia z przedszkolem i opowiadać o tym, jak wiele wspaniałych, interesujących rzeczy można tam robić. 



3. Płacz, histeryzuj i wpadaj w panikę. Kojarzysz ten moment, kiedy rodzice odprowadzali Cię po raz pierwszy pod drzwi przedszkolnej sali ? Na pewno nie było im wtedy łatwo zachować zimną krew, nie uronić choć jednej łezki wzruszenia, utrzymać się w ryzach i nadać swojemu głosowi normalne brzmienie. 

Ciebie też pewnie ściśnie w gardle. Też pewnie zaszklą Ci się oczy. Ale mimo wszystko postaraj się nie dopuścić do tego, żeby te emocje wzięły górę - i nie rozklejaj się nadmiernie przy dziecku. Pamiętaj, że ono doskonale wyczuwa wszystkie dorosłe nastroje. Jeśli dojrzy w Tobie napięcie, lęk i nerwy - samo też może poczuć się jeszcze bardziej zaniepokojone całą sytuacją. 

Dlatego lepiej poczekaj, aż zamkną się za Tobą drzwi. Wtedy już w porządku - możesz ryczeć jak bóbr, tama puściła ;)  



4. We wszystkim wyręczaj i bądź jak typowa "matka-kwoka". W moim odczuciu jednym z zasadniczych powodów, dla których posyła się dziecko do przedszkola - jest socjalizacja, nauka funkcjonowania w grupie oraz większej samodzielności. 

Jeśli pomimo podjęcia takiej decyzji nadal będziesz chciała swojego świeżo upieczonego przedszkolaka "wysiadywać", jakby był kilkumiesięcznym rozkosznym berbeciem - to żaden z powyższych celów raczej nie zostanie osiągnięty.

Kiedy miałam studenckie praktyki w przedszkolu i nauczaniu początkowym, niejednokrotnie takie matki-kwoki widywałam. "Robercik nie umie sam jeść - to ja zostanę i go pokarmię." "Kacperku, sam się nie ubieraj - ja ci założę kurtkę i zapnę rzepy w butach". Zdarzały się nawet przypadki, kiedy mama wykonywała jakąś pracę plastyczną ZAMIAST dziecka - a wystarczyło tylko trochę mu pomóc i zachęcić je do wspólnej twórczości. 

Osobiście jestem zwolenniczką podejścia, że im dziecko starsze - tym więcej swobody i okazji do samodzielnego zdobywania nowych umiejętności trzeba mu dawać. Nie usuwać spod nóg wszystkich kłód - tylko pozwolić pogłówkować , jak je przeskoczyć lub obejść :) Myślę, że wtedy dziecko będzie miało zdecydowanie więcej satysfakcji, że dokonało czegoś zupełnie samo lub tylko przy naszym niewielkim wsparciu.



5. Bądź "przedszkolnym wybawcą" swojego dziecka. Odbieraj je z przerażoną miną i mów : "Jak się czujesz, kochanie? Nic ci się nie stało przez cały dzień bez mamy? Chodź, już Cię stąd zabieram. Teraz pójdziemy do domku, będziemy do wieczora razem i porobimy wspólnie coś naprawdę fajnego".

Taaa...Zachowuj się zupełnie jak rycerz na białym rumaku, który właśnie uratował księżniczkę przed pożarciem przez ziejącego ogniem smoka ;)

6. Wymuszaj na dziecku szczegółowe relacjonowanie każdego dnia spędzonego w przedszkolu. "Co jadłeś na obiad? Jaką bajkę oglądaliście po drugim śniadaniu? Gdzie byliście na spacerze? Spałeś na leżakowaniu? Z kim i w co się bawiłeś? Co ciekawego robiła z Wami dzisiaj pani?" - krzyżowy ogień pytań, tuż po opuszczeniu przedszkolnych murów. Ciekawe, które dziecko - wyczerpane wrażeniami całego minionego dnia - będzie miało ochotę i siłę na nie wszystkie odpowiadać, nie zniechęcając się przy okazji do samej instytucji przedszkola ;)
 


7. Wymagaj natychmiastowych efektów - nie znoś sprzeciwu i porażek. Pamiętajmy, że przedszkole to dla naszych dzieci zupełnie obce, nieznane wcześniej miejsce. Jak my czuliśmy się w nowej szkole? Jak czujemy się obecnie - już jako dorośli ludzie - zmieniając pracę czy nawet stanowisko w tej samej firmie ? Czy nie potrzebujemy czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej sytuacji ? Czy nie musimy wdrożyć się w nowe obowiązki i codzienną rutynę? Czy od razu brylujemy w nowym towarzystwie, czujemy się jak ryba w wodzie i bez żadnych potknięć realizujemy wszystkie powierzone nam obowiązki?  Nie sądzę. Dlatego dajmy dziecku przede wszystkim czas - i dajmy go również sobie :)

***

P.S. Żeby nie było, że się w tym wpisie mądrzę i wszystkie rozumy pozjadałam ;) Sama na pewno też najróżniejszych błędów nie uniknę - ale będę informować Was o tym na bieżąco, bo nasz Bąbel również od września zaczyna swoją przygodę z przedszkolem ;) 

P.S. 2. Dotychczasowe wpisy związane z elementami naszej wyprawki dla przedszkolaka znajdziecie ------->>> TUTAJ. 

Natomiast -------->>> TUTAJ podrzucam Wam kilka pomysłów na kreatywne place plastyczne z dzieckiem, wykonane przy użyciu produktów Bambino.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Do starszej pani, która nazwała moje dziecko "ZBOCZEŃCEM"...


Proszę Pani,

Ja generalnie bardzo szanuję  starszych ludzi.  Ustępuję im miejsca w autobusie, przepuszczam w drzwiach i w kolejce w supermarkecie,   noszę  ciężkie  siaty z zakupami na wyższe  piętro. Sama mam osiemdziesięciokilkuletnich dziadków  - którym  zawsze staram się  pomagać, regularnie odwiedzać  ich i wspierać (choć  demencja dziadka sprawia, że  czasami nie rozpoznaje już  nawet osób  z najbliższej  rodziny).

Nie jestem też matką nastawioną absolutnie bezkrytycznie do swojego dziecka. Potrafię krzyknąć, zakazać, odesłać  do innego pokoju - i nie uważam, że wszyscy powinni bić przed Juniorem pokłony czy też traktować  go jak małego bożka , zasługującego na wszelkie możliwe przywileje.

Mówiąc zupełnie szczerze - nigdy nie wymagałam i nadal nie wymagam od ludzi, żeby  lubili moje dziecko. Nie wymagam, żeby  się  nad nim roztkliwiali i rozpływali  w zachwytach. Nie jestem zwolenniczką  wychowania "bezstresowego" - nie przewidującego jakichkolwiek konsekwencji dziecięcych niewłaściwych zachowań...

Ale ostatnio pewna sytuacja z Pani udziałem sprawiła, że  dosłownie się  zagotowałam - i gdybym była postacią  z kreskówki to pewnie ilustrator narysowałby mi dym buchający obficie z nozdrzy i uszu. 

Myślę, że Pani również doskonale to zdarzenie pamięta 
(a może nie - ponieważ codziennie prowokuje Pani takie sytuacje 
i odnajduje w tym dziką przyjemność ?)

foto: unsplash.com / Alex Harvey

Czwartkowe popołudnie, galeria handlowa. Synek jest ze mną w przymierzalni - ponieważ wyjątkowo wybrałam się na zakupy tylko z nim, bez towarzystwa męża. Nagle spada mi plastikowy sklepowy wieszak - więc Junior schyla się żeby mi go podać, po czym wstaje i nadal beztrosko stroi miny do znajdującego się w przymierzalni lustra.

W tym samym momencie słyszę z sąsiedniej, zajmowanej przez Panią kabiny: "Niech pani natychmiast powie temu dziecku, żeby tu do mnie nie zaglądało!"

Jestem w szoku - bo wszystko trwało dosłownie ułamek sekundy, więc o jakimkolwiek celowym "zaglądaniu" nie mogło być mowy. Mimo wszystko zwracam synkowi uwagę i tłumaczę, a Panią kulturalnie przepraszam. No ba ! On też przeprasza - tak gorliwie i najszczerzej, jak tylko kilkuletnie dziecko potrafi...

"Mały zboczeniec rośnie! 
Za chwilę będzie podglądał i gwałcił koleżanki, dewiant jeden!"

SŁUCHAM!? SERIO?! Moje dziecko ma  tylko 3 lata ! Jakim prawem zwraca się Pani do niego w ten sposób? ! Czy naprawdę nie widzi Pani żadnej różnicy między kilkulatkiem , który chciał pomóc mamie - a perfidnym podglądaczem i przyszłym gwałcicielem ?

Ale OK...W pewnym sensie rozumiem Pani złość i rozgoryczenie. Sama wprawdzie zareagowałabym zupełnie inaczej, gdyby to do mojej przymierzalni zajrzał przez przypadek kilkuletni chłopiec - zbyłabym to uśmiechem, żartem i wykazałabym się znacznie większym zrozumieniem... Jednak powiedzmy, że ludzie są różni - mają inne granice, barierę wstydu i próg "odporności" na takie sytuacje...Junior dostaje więc ode mnie reprymendę - ale Pani nadal nie daje za wygraną...

"Z takim CZYMŚ to nie powinno się w ogóle do ludzi wychodzić! Jak dziecko się nie umie zachować i jest ZBOCZONE - to zamyka się je w domu i nie zabiera ze sobą na zakupy!"

W tym momencie - bardzo przepraszam - ale nie wytrzymuję (choć gryzę się w język tak mocno i długo, że do tej pory jest porządnie opuchnięty). "O prawdziwym podglądaczu w przymierzalni w tym wieku to można sobie tylko pomarzyć. Na taki zwiotczały pomarszczony tyłek nikt by się już nie pokusił, niestety. A jeszcze jedno słowo - i sama tam do Ciebie wtargnę, paskudny babsztylu!" - wybucham w końcu, i jakoś absolutnie nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia.

Nagle cisza... Już nic  Pani nie mówi. 
I bardzo dobrze - bo serio nie wiem, jaki byłby finał tej sytuacji w przeciwnym wypadku.

foto: unsplash.com / Alex Harvey

Tak myślę sobie po tym wszystkim...Ile razy już widziałam staruszkę, która tak bardzo "nie może chodzić" - że aż biegnie do autobusu, torując sobie drogę laską, taranując i przewracając wszystkich po drodze... Ile razy widziałam starszego pana, który puszczał głośną wiązankę przekleństw w kierunku gromadki dzieci - tylko dlatego, że wrzuciły sobie kamyczek do rzeki, w której on zamierzał akurat łowić ryby....

Starsi ludzie zawsze bardzo głośno i dobitnie domagają się od młodszych pokoleń poważania oraz szacunku. A jak jest z ich szacunkiem wobec innych? I czy mamy szanować kogoś tylko z uwagi na jego bardziej zaawansowany wiek - bez względu na to, co faktycznie sobą reprezentuje?

Mój szacunek i cierpliwość do człowieka kończy się w momencie, kiedy w odpowiedzi na kulturalne zachowanie i przeprosiny doświadczam z jego strony chamstwa i bezpodstawnej napaści.  W dodatku chamstwa i napaści ukierunkowanej na małe dziecko...

A Wy - jak wiele jesteście w stanie znieść? 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Z wizytą u Reksia, Bolka i Lolka - zwiedzamy Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.

Któż z nas nie ma sentymentu do tych poczciwych polskich animacji, które powstały swego czasu w Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej ? Kto nie zna kultowych przygód Reksia albo Profesora Baltazara Gąbki ? Kto nie ekscytował się i nie przeżywał, kiedy Bolek i Lolek przemierzali całą kulę ziemską w swojej wielkiej podróży dookoła świata? 

Pamiętam jak dziś, kiedy razem z rodzicami i młodszą siostrą zasiadałam przed naszym (najpierw czarno-białym, a potem kolorowym już) telewizorem - i oglądałam te wspaniałe bajki, nie mające absolutnie nic wspólnego z dzisiejszymi komputerowymi trendami rodem z Pixara. Pamiętam, że aż drżałam z emocji na widok ich charakterystycznych czołówek - i dlatego też już wówczas postanowiłam sobie, że w przyszłości moje dziecko będzie wychowywało się właśnie na takich starych (lecz wciąż jarych) kreskówkach.

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Kilka dni temu zaplanowaliśmy sobie również, że zabierzemy Bąbla do miejsca, w którym wszystkie te cudowne bajkowe przygody miały swój początek. Pojechaliśmy razem do Bielska-Białej. Do miasta, gdzie Reksia, Bolka i Lolka można spotkać , spacerując rodzinnie po ulicach. Do miasta, które z jednej strony przypomina odwiedzoną kiedyś przez nas austriacką stolicę (i stąd również określa się je jako "Mały Wiedeń" ) - a z drugiej strony znaleźć tu można najróżniejsze relikty  PRL-owskiej przeszłości i czasów , w których Polska zdecydowanie nie należała jeszcze do Unii Europejskiej.

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała


Jakim miastem jest Bielsko-Biała? Z całą pewnością posiadającym specyficzny, jedyny w swoim rodzaju klimat. Mamy tu do czynienia z mnóstwem wyraźnie rzucających się w oczy kontrastów i dysonansów. Wędrując wąskimi brukowanymi uliczkami podziwiamy zarówno majestatyczny i typowo wiedeński Zamek Książąt Sułkowskich - jak i bardzo zaniedbane, odrapane kamienice z osypującym się tynkiem (które jednak - podobnie jak nawierzchnia ulic - są poddawane mniejszym lub większym remontom).

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Mieliśmy wielką nadzieję, że w trakcie naszej wędrówki po mieście będziemy mogli zajrzeć do Teatru Banialuka i obejrzeć chociaż część zgromadzonych tam lalek, kukiełek i innych eksponatów. Niestety, na miejscu pocałowaliśmy klamkę - ponieważ okazuje się, że teatr jest nieczynny w okresie wakacyjnym, a swoją działalność wznawia dopiero we wrześniu.

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Tak czy siak, najbardziej wyczekiwanym przez Bąbla miejscem było wspomniane już wcześniej Studio Filmów Rysunkowych. Znajdujące się nieco na uboczu, w dość niepozornym budynku - a jednak od dziesiątek lat ma tam miejsce prawdziwa magia, ukochana przez kilka kolejnych pokoleń w Polsce i na całym świecie (bajka "Bolek i Lolek" była jedną z nielicznych europejskich produkcji, dopuszczonych do emisji chociażby w Iranie, po rewolucji islamskiej).

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Już kupując bilety - mogliśmy spotkać wszystkich znanych nam bohaterów,  zamkniętych za szklanymi gablotami. W sklepiku znajdującym się przy kasie można nabyć zarówno pluszowe maskotki, jak i puzzle oraz gumowe figurki. Koszt wstępu to zaledwie 15 złotych, natomiast dzieci do trzeciego roku życia mogą zwiedzać studio zupełnie gratis. Taka cena wydaje mi się naprawdę mało wygórowana - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nasze zwiedzanie trwało aż dwie godziny, a oprowadzający nas pan wkładał w nie całe mnóstwo serca, energii i dobrego humoru.

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Mieliśmy okazję dowiedzieć się między innymi :

- jak powstają poszczególne sceny w kreskówkach;
- w jaki sposób tworzone są ich tła muzyczne oraz efekty dźwiękowe;
- co trzeba zrobić, by ożywić naszkicowaną przez rysownika postać;
- czym różnią się dawne animacje od tych obecnych, realizowanych przy pomocy komputera;
- kim byli pomysłodawcy i twórcy naszych ulubionych bajek - oraz skąd czerpali swoje inspiracje...

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała

Przewodnik opowiadał nam o tym wszystkim z ogromnym zapałem i entuzjazmem. Było widać, że kocha swoją pracę - i że jest prawdziwym pasjonatem, o których we współczesnym świecie (mam wrażenie) coraz trudniej. Po zakończonym obchodzie wszystkich ekspozycji i pomieszczeń zostaliśmy zaproszeni jeszcze na półgodzinny animowany seans w sali kinowej - i to była dla Juniora absolutna wisienka na torcie oraz creme de la creme całej naszej wycieczki :) 

Z czystym sumieniem polecamy wszystkim wyprawę do Bielska oraz odwiedziny u Reksia, Bolka i Lolka. To niesamowite doświadczenie, które na pewno na długo pozostanie w naszej i Bąblowej pamięci !  Z całą pewnością wrócimy tam znowu - tym razem po to, żeby zdobyć Szyndzielnię, Klimczok albo któryś z pozostałych malowniczych szczytów Beskidu Śląskiego, wznoszących się nad miastem. 

podróże z dzieckiem Studio Filmów Rysunkowych Bielsko-Biała Klimczok

piątek, 11 sierpnia 2017

Jak wybrać ośrodek adopcyjny? I czy ośrodki adopcyjne kłamią?


Jako nastolatka naiwnie myślałam, że osoby pragnące adoptować dziecko udają się w tym celu do którejś z placówek opiekuńczo-wychowawczych. Wielu ludzi z mojego otoczenia również tkwiło w takim fałszywym przekonaniu - dopóki adopcja nie zaczęła dotyczyć nas osobiście i nie zaczęliśmy wyprowadzać ich z błędu. Otóż - pierwszym i podstawowym krokiem jest wykonanie telefonu do któregoś z ośrodków adopcyjnych i umówienie się na wstępne, informacyjne spotkanie.

adopcja dziecka - ośrodki adopcyjne - procedura adopcyjna - mama adopcyjna


 Jakie cechy powinien posiadać ten "idealny" ośrodek adopcyjny ? 
Na co zwracać uwagę, dokonując jego wyboru?  

Wiele osób decyduje się po prostu na ośrodek adopcyjny położony najbliżej swojego miejsca zamieszkania. Z jednej strony -  jest to rozwiązanie najbardziej oczywiste, najwygodniejsze i wymagające najmniej logistycznych akrobacji. Z drugiej strony - nie zawsze ten najbliższy ośrodek cieszy się najlepszą opinią i zatrudnia najbardziej kompetentną kadrę...

Dlatego też moim zdaniem warto najpierw zrobić mały rekonesans na adopcyjnych forach, blogach albo facebookowych grupach - ponieważ ich członkowie bardzo chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami i albo konkretny ośrodek polecają, albo niekoniecznie. Wiadomo oczywiście, że opinie bywają skrajnie różne - ale po zebraniu kilku czy kilkunastu wypowiedzi można ten wynik jakoś uśrednić i wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski. 

Inną opcją są osobiste wizyty w kilku różnych ośrodkach i bezpośrednie rozmowy z ich przedstawicielami - a następnie porównanie ich ze sobą i ostateczna decyzja na podstawie wrażenia, jakie na nas zrobili. Podczas takich rozmów  można  bez trudu wyczuć, czy nadajemy z pracownikami  " na tych samych falach" - i czy w trakcie wszystkich procedur  będzie  między  nami nić porozumienia. Rozwiązanie na pewno bardziej czasochłonne - ale niekiedy warto się  w ten sposób  pofatygować, ponieważ  między  poszczególnymi  ośrodkami adopcyjnymi zdarzają  się  naprawdę  istotne różnice...

Czy procedura adopcyjna przebiega we wszystkich ośrodkach tak samo?  

Procedura adopcyjna przebiega we wszystkich ośrodkach według podobnych schematów, wyznaczonych przepisami prawa i regulowanych głównie Ustawą o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.   Mimo to występują  też  pomiędzy nimi pewne rozbieżności i w poszczególnych instytucjach możemy  spotkać  się  z nieco innymi wymogami, czasem oczekiwania czy kryteriami weryfikacji kandydatów.

W jednym ośrodku  adopcyjnym na kurs będziemy czekali rok czy nawet dwa lata - a w innym kilka tygodni lub miesięcy. W jednym wymagany staż  małżeński  będzie  wynosił  3 lata - natomiast w innym już  5. W jednym nasza sytuacja rodzinna, mieszkaniowa  czy finansowa zostanie poddana w wątpliwość - natomiast w innym pracownicy przyjmą  nas z otwartymi ramionami (bo nie oszukujmy się  - jak zawsze wiele zależy po prostu od tego, na jakich ludzi  się  trafi).

Dlatego jeżeli  w konkretnym odwiedzonym przez nas ośrodku wyczujemy jakieś zgrzyty, fałsz  czy dysonans - warto rozejrzeć  się  za innym, bardziej dla nas optymalnym. W końcu w trakcie procedur adopcyjnych będziemy  spędzać  tam całkiem  sporo czasu i pozostawać  z pracownikami w bezpośrednim kontakcie - a więc również mamy prawo od tego miejsca wymagać  i czuć  się  tam na tyle komfortowo, na ile pozwala sytuacja. 

adopcja dziecka - ośrodki adopcyjne - procedura adopcyjna - mama adopcyjna

Ośrodek adopcyjny świecki czy katolicki ? 

Tutaj oczywiście  podstawowym kryterium wyboru jest  nasz stosunek do wiary. W ośrodkach  katolickich spotkaniom towarzyszy z reguły  również  wspólna  modlitwa (a niekiedy Msza Święta) albo pewne specyficzne wymogi stawiane kandydatom. W niektórych z nich trzeba  odbyć dodatkowe weekendowe "dialogi  małżeńskie "  (trochę podobne do nauk pobieranych przed ślubem) - które  wprawdzie nie są związane  bezpośrednio  z adopcją, ale polegają  w dużej  mierze na umacnianiu i poprawianiu wzajemnych relacji między mężem i żoną.

Czy ośrodki  adopcyjne mówią nam całą prawdę? 

W Internecie można  trafić  na  relacje rodziców  adopcyjnych z których wynika , że  ośrodek  zataił  przed nimi pewne informacje dotyczące stanu zdrowia dziecka, jego przeszłości  czy rodziny biologicznej. Na ile są  to relacje prawdziwe, a na ile spowodowane frustracją  i jakimiś osobistymi antypatiami - nie mnie oceniać... 

Osobiście  nie przyłapaliśmy  naszego ośrodka  na mijaniu się  z prawdą - aczkolwiek moim zdaniem niektóre  kwestie zostały  potraktowane na warsztatach troszeczkę "po macoszemu". Mam tu na myśli  głównie  informacje na temat RAD, FAS, autyzmu czy choroby sierocej - którym  poświęcono  zaledwie jedno spotkanie i omówiono  je z nami raczej pobieżnie , co kompletnie minęło  się  z oczekiwaniami całej  naszej grupy. Ponadto pomimo obietnic złożonych przez pracowników, że  wyślą  nam pełniejsze  materiały  na temat tych zaburzeń  na nasze skrzynki mailowe - ostatecznie nigdy ich nie otrzymaliśmy i musieliśmy  szukać  wszelkich informacji we własnym zakresie.

Ośrodki adopcyjne najczęściej z uporem twierdzą  również, że  do adopcji trafiają  tylko chore  dzieci. Czy to prawda? I TAK - I NIE . Dziecko pod względem  fizycznym może  być  okazem zdrowia, może  nie mieć  zdiagnozowanych absolutnie  żadnych  zaburzeń  - ale według psychologów  KAŻDA  rozłąka  z matką  po urodzeniu (nawet ta bardzo krótkotrwała  i pozornie niewiele znacząca) może  być przyczyną traumy, wpływać istotnie na układ  nerwowy, mózg  oraz późniejsze  problemy rozwojowe (zwłaszcza w zakresie regulowania emocji czy też integracji sensorycznej). Musimy być też  świadomi  tego, że  niektóre  deficyty mogą  objawić  się  dopiero z czasem, niekiedy nawet po kilku latach. Mogą - choć wcale nie muszą. W gruncie rzeczy - jest to jedna wielka "loteria".

adopcja dziecka - ośrodki adopcyjne - procedura adopcyjna - mama adopcyjna

 Wsparcie udzielane przez ośrodek adopcyjny po przysposobieniu. 

Z tego co mi wiadomo, większość ośrodków deklaruje późniejsze wsparcie psychologiczne i pedagogiczne oraz pomoc prawną dla rodzin. Z relacji znanych mi rodziców adopcyjnych wynika natomiast, że poadopcyjna rzeczywistość wygląda bardzo różnie - i trzeba być przygotowanym na to, iż z ewentualnymi problemami będziemy musieli radzić sobie zupełnie sami. 

Nasz ośrodek organizuje coroczne zjazdy rodzin adopcyjnych w bardzo malowniczym miejscu nad jeziorem - a także spotkania w nieco węższym gronie , w swojej siedzibie. Na tych ostatnich poruszane są między innymi zagadnienia  związane z budowaniem więzi, najczęstszymi problemami wychowawczymi i rozwojowymi. Sami jednak w nich nie uczestniczymy , ponieważ zwyczajnie nie mamy takiej potrzeby - ani żadnych trudności, które by tego wymagały.

Na szczęście w Polsce  powstają też fundacje rodzin adopcyjnych, które współpracują z ośrodkami adopcyjnymi na terenie kraju - i niosą swoje wsparcie zarówno rodzinom adopcyjnym, jak i biologicznym. A przede wszystkim - potrzebującym dzieciom. 

wtorek, 8 sierpnia 2017

Obrzucilam matkę błotem - i trafiłam swoje kosmetyczne Bingo(Spa) !

Że  matki lubią  obrzucać się  nawzajem błotem - o tym przekonałam  się  już  niejednokrotnie. Wystarczy zajrzeć  na pierwsze lepsze forum, facebookową grupę dla mam - albo po prostu udać  się  do centrum handlowego w czasie wyprzedaży na dziale dziecięcym ;) Ja trzymam się  od tego wszystkiego raczej z daleka. Mam swoje sprawy i życie  na tyle ciekawe, żeby  nie zaglądać  do cudzego mieszkania, małżeństwa czy dziecięcego  wózka... 

Jedyną  mamą, którą obrzucam błotem - jestem... ja sama.

Jedyną  sytuacją, w której  to robię - moment, 
kiedy zamykam się w łazience ze swoimi kosmetykami od BingoSpa.  

 (I to o nich właśnie  będzie  dzisiejszy post).

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa
  
Zdecydowałam  się  na linię  z błotem  - i to nie błotem  byle jakim! ;) Konkretnie jest to błoto  z Morza Martwego, które według  zapewnień  producenta ma całe  mnóstwo cudownych właściwości:

- działa silnie oczyszczająco,  likwidując zaskórniki i inne niedoskonałości cery;
- domyka pory, normalizuje wydzielanie sebum, odświeża i odżywia skórę;
- poprawia jędrność oraz elastyczność skóry i przyczynia się do eliminacji cellulitu;
- stosowane na włosy i skórę głowy - pomaga w walce z łupieżem i przetłuszczaniem;
- wzmacnia i regeneruje włosy, ograniczając ich łamliwość i wypadanie. 

W związku z powyższym błoto z Morza Martwego może być z powodzeniem stosowane w ramach leczenia trądziku, łojotoku, grzybicy, łuszczycy oraz alergii skórnych. W połączeniu z aktywnością fizyczną i odpowiednią dietą przyczyni się także do likwidacji "skórki pomarańczowej",  spłycenia i rozjaśnienia rozstępów.

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

Czy wszystkie te obietnice 
znajdują swoje pokrycie w rzeczywistości ? 

Jeśli chodzi o błotny peeling i błoto kolagenowe, stosowane przeze mnie do robienia okładów - faktycznie skóra jest po nich znacznie gładsza i lepiej napięta. Myślę jednak, że kluczowa jest tutaj systematyczność stosowania - ponieważ błotko trzeba nakładać na problematyczne miejsca aż dwa razy dziennie i każdorazowo pozostawiać na skórze do całkowitego wchłonięcia. 

Całe szczęście, błoto od BingoSpa nie brudzi. Sporym zaskoczeniem był dla mnie jego jasny kolor - zupełnie nie budzący skojarzeń z błotem, które znamy z naszych rodzimych polskich kałuż ;) Moim zdaniem drobinki peelingujące mogłyby być odrobinę większe - ale to pewnie dlatego, że w kwestii peelingów mam skłonności nieco masochistyczne i lubię, kiedy tego typu kosmetyki działają na moją skórę dosłownie jak papier ścierny ;)

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

Jeszcze bardziej spektakularne efekty zauważyłam w przypadku peelingu błotnego do twarzy . W swoim składzie ma on również kwas glikolowy, mlekowy,  kwasy owocowe oraz zmielone pestki moreli, orzechów włoskich i migdałów. Łatwo więc wywnioskować, że poza mechanicznym ścieraniem martwego naskórka mamy tutaj do czynienia także ze złuszczającym działaniem kwasów - i jest to odczuwalne w postaci delikatnego mrowienia i pieczenia bezpośrednio po aplikacji.
 
kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

Po kilkukrotnym użyciu błotnej kuracji do włosów - niestety nie zauważyłam poprawy w kwestii ograniczenia wypadania. Być  może konieczne tu będzie dłuższe stosowanie - albo podgrzanie błotka do nieco wyższej temperatury i nakładanie go "na ciepło". Natomiast jeśli chodzi o wygładzenie, nawilżenie i mniejsze puszenie się fryzury - jestem jak najbardziej zadowolona z rezultatów i na pewno dam temu kosmetykowi kolejną szansę :) 

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

Jednak prawdziwym hitem okazały się dla mnie te dwie błotne maseczki do twarzy. Pierwsza - z cynkiem i białą glinką , a druga - z kolagenem. Obie działają na moją skórę niesamowicie odświeżająco, faktycznie bardzo wyraźnie zwężają pory i ratują moją twarz przed nadmiernym błyszczeniem, które wcześniej dawało mi się dość mocno we znaki. 

Gdybym miała je do czegoś porównać - na myśl przychodzą mi tradycyjne bibułki matujące. Maseczki na bardzo podobnej zasadzie wchłaniają nadmiar sebum, intensywnie oczyszczają i zapewniają długotrwały efekt zmatowienia.  Ponadto maska cynkowa zawiera w składzie olejek miętowy - dzięki czemu pachnie oszałamiająco i bardzo ożywczo, wręcz idealnie na letnie upały.

kosmetyki z błotem z Morza Martwego BingoSpa

Reasumując , cała seria błotna od BingoSpa zostanie ze mną na dłużej 
i będzie miała swoje stałe, honorowe miejsce na mojej łazienkowej półce. 

To jedyne obrzucanie błotem , które w pełni akceptuję :)

Nie dość, że nie wyrządza nikomu krzywdy - jest jeszcze bardzo przyjemne , relaksujące 
i wpływa korzystnie nie tylko na wygląd , lecz również na samopoczucie  ;)
 

sobota, 5 sierpnia 2017

Arboretum w Wojsławicach - dolnośląskie niebo pełne kwiatów...


"Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi (...)"

Adam Mickiewicz - "Stepy akermańskie" 

Dzisiaj opowiem Wam o jednym szczególnym miejscu, które bardzo kojarzy mi się z powyższym fragmentem sonetu. Jeśli chciałabym pokazać na blogu wszystkie zrobione tam zdjęcia - byłoby ich prawdopodobnie około trzystu. Tymczasem, ograniczyłam się do czterdziestu pięciu - które i tak nie oddają w pełni tego piękna i bogactwa natury. Gdybym miała wyobrazić sobie i wymarzyć niebo pełne kwiatów - wyglądałoby ono dokładnie tak, jak Arboretum w Wojsławicach :)

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Ogród Pokazowy (Display Garden)  

To drugi tego typu ogród pokazowy w Europie - natomiast dzięki przyznanemu mu certyfikatowi AHS należy do światowej czołówki i może śmiało konkurować z ogrodami w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie.

Wojsławicka kolekcja liliowców obejmuje  około 20 dzikich gatunków i ponad 3 tysiące różnych odmian. Znajdują się wśród nich między innymi odmiany historyczne, miniaturowe oraz sprowadzone od hodowców niemieckich i amerykańskich. Wszystkie bajecznie kolorowe, niektóre również oszałamiająco pachnące - a niesamowitego efektu dopełniają rysujące się w tle górskie szczyty.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.


Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

 Celtycki horoskop botaniczny

Podążając ku wierzchołkowi wzniesienia -  natrafimy na celtycki horoskop botaniczny, który zawdzięczamy starożytnym druidom. Sugerując się datą naszego urodzenia możemy wywnioskować, które konkretne drzewo jest naszym "patronem" i w jaki sposób określa nasz charakter.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Według poniższej rozpiski - jestem sprawiedliwym kasztanowcem. Bąblowego Tatę reprezentuje życzliwa jarzębina,  natomiast nasz Junior to grab - esteta. Dodatkowo wszystkie wymienione na tablicy drzewa są zasadzone wokół w olbrzymim kręgu - a więc można wyszukać je wspólnie i przytulić się do swojego faworyta (czego Bąbelek oczywiście nie omieszkał uczynić ;) )

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Pomysłowe strachy na wróble 

Na całej trasie pod górkę  towarzyszą nam barwne i bardzo kreatywnie wykonane postaci słomianych strachów na wróble. Niektóre mają na głowach wianki, inne - kapelusze, jeszcze inne - przyczepione wiatraczki i najróżniejsze szeleszczące, dzwoniące elementy. Czyżby Bąblowy Tato znalazł sobie nową dziewczynę ? ;) Kto wie... Moim zdaniem, jest zdecydowanie ładniejsza od oryginału ;)

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

 Georetum w Wojsławicach -
zbiór skał i minerałów z Pogórza Sudeckiego

Podążając dalej , trafiamy do skalnego Georetum. Powstało ono w zabytkowym wyrobisku po kamieniołomie - i skupia w sobie ponad 400 ton różnej wielkości eksponatów z Przedgórza Sudeckiego oraz Kotliny Kłodzkiej.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Można zapoznać się w nim między innymi z cyklem skalnym i przekrojem poszczególnych skał - wśród których największe znaczenie mają dla Dolnego Śląska wydobywane tutaj : granit, magnezyt oraz chryzopraz.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Każdego elementu ekspozycji można osobiście dotknąć, wyczuć jego fakturę i przyjrzeć mu się z bliska. Dla Bąbla oczywiście było to pole do niekończących się rozważań, który kamień dałby radę podnieść zupełnie sam - a przy którym potrzebowałby pomocy z zewnątrz ;)
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Jeziorka, oczka wodne i skomponowane kolorystycznie rabaty kwiatowe

Arboretum w Wojsławicach to nie tylko piękna roślinność  - lecz również malownicze stawy, mostki, fontanny i wodne kaskady. Przy niektórych z nich słychać kumkanie żab, przy innych znajdują się drewniane domki i budki dla ptaków - a każdy akwen wodny bez wyjątku zachwyca i każe zatrzymać się obok na dłuższą chwilę.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.


Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Kolorowe rabaty kwiatowe  na pewno zaspokoją nawet najbardziej wygórowane estetyczne oczekiwania. Odnoszę wrażenie, że nie ma tam nawet jednej roślinki, jednego listka czy jednego źdźbła, które nie byłoby posadzone z konkretnym zamysłem i wedle określonej, przyświecającej całemu ogrodowi koncepcji i idei.  

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Zadbany plac zabaw i miejsce na ognisko

Kiedy Bąbel już troszkę zmęczył się i znudził zwiedzaniem  - odwiedziliśmy tamtejszy plac zabaw. Zdaje się, że całkiem nowy albo bardzo dobrze zaopiekowany - ponieważ wszystkie sprzęty na nim są jak najbardziej sprawne i w świetnym stanie technicznym oraz wizualnym.  Jedyna uwaga - dla młodszych dzieci mogą być ciut za trudne i wymagają pomocy osób dorosłych.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Tuż obok placu znajduje się wiata , zbliżona kształtem do indiańskiego tipi - w której zwiedzający mają do dyspozycji stanowiska grillowe i suche drewno, idealne na podpałkę. Jeśli natomiast nie zabraliście ze sobą własnej kiełbaski czy innego prowiantu - można zamówić sobie przepyszne gofry z owocami i bitą śmietaną. W restauracji obiady wydawane są (niestety) dopiero od godziny trzynastej - o czym zostaliśmy poinformowani przez obsługę w niezbyt uprzejmy sposób :( (I to był chyba jedyny minus całego naszego pobytu...)

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Skansen - a w nim mnóstwo interesujących, starych sprzętów

Na dziedzińcu przy wejściu  - coś, co lubimy najbardziej ! Muzeum na wolnym powietrzu. Skansen pełen niespodzianek, zabytkowych przedmiotów, których już od dawna nie można uświadczyć w codziennym użytku.
 
Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Zajrzymy tutaj do kuźni, wozowni, innych pomieszczeń gospodarczych oraz babcinej kuchni. Znajdziemy między innymi stare odbiorniki radiowe, zabytkowe zegary i rowery - oraz sprzęt ogrodowy, którym nasz Bąbel był szczególnie zainteresowany :) 

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.

Kwestie techniczne i dojazd ?
Podrzucam Wam mapkę :)

To tylko godzina drogi od Wrocławia -
więc gorąco polecam, jeśli będziecie kiedyś w okolicy :) 

Rodzinne atrakcje na Dolnym Śląsku - Arboretum w Wojsławicach - podróże z dzieckiem.