czwartek, 7 grudnia 2017

Po co Ci 50 widelców, skoro chcesz...zjeść zupę? - czyli o tym, jak mądrze pomagać.


Dziś będzie o dobroczynności.  
Zwłaszcza o tej świątecznej, która - choć jak najbardziej  pożądana  i wskazana - 
jest jednak przez wiele osób dość niefortunnie i niewłaściwie interpretowana. 

Bożonarodzeniowa podniosła atmosfera wzrusza i chwyta za serca - a jednocześnie sprawia, że chętniej i częściej sięgamy po portfele, by wesprzeć jakąś charytatywną akcję, zbiórkę darów dla potrzebujących czy inną szlachetną inicjatywę.  W końcu  to  ten magiczny czas miłości, przebaczania i otwierania serca na  drugiego  człowieka...

Wiecie , na  czym  polega  jedyny  problem? Na  tym, że  wraz z nastaniem nowego  roku wybujałe świąteczne nastroje  gasną, opadają i więdną jak  niepodlewane, skarłowaciałe roślinki - a serca znowu  zamykają  się  na  cztery  spusty, aż do  kolejnego  Bożego  Narodzenia...

dobroczynność, dobroczynność celowana, Fundacja Szlachetny Gest, pomoc, charytatywnie, adopcja, wolontariat, dom dziecka, rodzina zaprzyjaźniona
communityhelpingplace.org

"Sierotkę z domu dziecka wezmę do siebie na święta" 

Dom  dziecka, okres  okołoświąteczny. Telefon wręcz się tam  urywał, a ja  jako  jedna ze stażystek nie nadążałam  z jego  odbieraniem. Co rusz jakiś nowy  sponsor - jakaś harcerska, kościelna czy  prywatna zbiórka - jakiś samozwańczy Święty  Mikołaj, który  nagle  przypomniał sobie  o  istnieniu  tamtejszych  "biednych sierotek". Co  chwila padało również pytanie, czy  nie  można  byłoby  "wziąć do  siebie  któregoś dzieciątka na święta"  - zupełnie  jakby  to  były  muzealne  eksponaty, tylko  czekające  na  ich wypożyczenie...

Paczki  i upominki  napływające  szerokim  strumieniem  w listopadzie  i  grudniu  - a potem  znów  wielomiesięczna cisza, nie  przerywana nawet  najdrobniejszym miłym  gestem...

W efekcie  wychowankowie  mieli  w grudniu  szafki  cale  wypełnione  słodyczami , chrupkami i innymi "zapchajdziurami", od  których  aż bolały ich zęby i brzuchy - bo  żaden  ze wspaniałomyślnych Mikołajów nie  spytał, czego  w  gruncie  rzeczy najbardziej potrzebują (a uwierzcie mi, że istniały tam  sprawy  zdecydowanie  bardziej  palące - niż piąta czekolada, dwudziesty batonik  czy  dziesiąta paczka  chipsów).

dobroczynność, dobroczynność celowana, Fundacja Szlachetny Gest, pomoc, charytatywnie, adopcja, wolontariat, dom dziecka, rodzina zaprzyjaźniona
pixabay.com

Jeśli pomagać - to  rozsądnie.
Dobroczynność celowana.

Dlatego  właśnie  jestem  zwolenniczką czegoś , co określam jako dobroczynność długofalową  i celowaną. Zamiast  "brać do  siebie  sierotkę na święta" - ukończ  odpowiedni  kurs  i  stań się dla niej  RODZINĄ ZAPRZYJAŹNIONĄ , która oferuje  swoje  towarzystwo  i wsparcie nie  tylko  w okresie  Bożego Narodzenia. ( Z psychologicznego punktu  widzenia jest  to z pewnością bardziej  słuszne - choć nadal nieidealne - rozwiązanie). Na jednorazowe ugoszczenie dziecka w domu w okresie bożonarodzeniowym NA SZCZĘŚCIE żaden rozsądny dyrektor placówki Ci nie pozwoli - bo to może nieść za sobą cały ogrom najróżniejszych konsekwencji, niekoniecznie pozytywnych.

Jeśli  chcesz  pomóc - najpierw  zapytaj o największe  deficyty  i luki, wymagające  najpilniejszego  uzupełnienia. Zamiast  działać na  oślep  i po  omacku  - zwyczajnie zbierz  informacje lub przekaż cegiełkę finansową, którą powołane do tego  osoby  wykorzystają w najbardziej słuszny, trafny i adekwatny sposób.

Trochę metaforyczne pytanie : 
 "Po co Ci pięćdziesiąt widelców, skoro chcesz zjeść zupę?"
Zdecydowanie bardziej przydałaby Ci się w takiej sytuacji jedna jedyna łyżka, prawda ?

dobroczynność, dobroczynność celowana, Fundacja Szlachetny Gest, pomoc, charytatywnie, adopcja, wolontariat, dom dziecka, rodzina zaprzyjaźniona
todayifoundout.com

"Wszystkim i tak nie pomogę..." 

To prawda -  i wcale nie o to chodzi, by pomóc wszystkim. Bo to nierealne. Bo osób potrzebujących tej pomocy jest naprawdę ogrom. Ale zawsze możesz wybrać konkretną instytucję, fundację lub jednego z jej podopiecznych. Wtedy będziesz miał poczucie, że Twoje pieniądze nie trafiają w próżnię - tylko są przeznaczane na ściśle określony cel i na pomoc człowiekowi, którego znasz ze zdjęcia, z nazwiska i z diagnozy. Możesz też sam zostać wolontariuszem - jeśli czas, psychika i tryb życia Ci na to pozwalają. 

***

Gdybyście chcieli komuś pomóc i mieli problem ze  znalezieniem beneficjenta  - podaję namiary  na Fundację Szlachetny Gest, gdzie  potrzebujących  dzieci  nie  brakuje, a wsparcie  jest  wskazane zawsze,  nie  tylko od  święta.

dobroczynność, dobroczynność celowana, Fundacja Szlachetny Gest, pomoc, charytatywnie
www.szlachetnygest.pl

68 komentarzy:

  1. Bardzo ważny i istotny gest. Nigdy w sumie nie patrzyłam na całość w tym aspekcie. Dałaś mi dużo do myslenia. Dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że coś z tego wpisu wyniosłaś.

      Usuń
  2. Wart pomagać i jak tylko mam możliwość to robię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też - bo poza samą pomocą innym wierze, że dobro do nas wraca. Nie zawsze , ale jednak.

      Usuń
  3. Ja bym nie była w stanie być rodzina zaprzyjaźnioną, jeśli już to poszłabym na całość i przygarnęła dzieciątko na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tm, że ogromna część dzieci nie może trafić do adopcji ze względu na swoją nieuregulowaną sytuację prawną. I właśnie dla takich dzieci w dużej mierze można formować rodziny zaprzyjaźnione - tylko to wszystko musi być przeprowadzone rozsądnie, przemyślane, poparte rozmowami z psychologiem i odbyciem stosownego kursu. Nie każda osoba się do tego nadaje - i nie dla każdego dziecka taka forma pomocy jest właściwa.

      Usuń
  4. Pomoc na wagę złota, nie tylko w okresie świątecznym, ale pomoc z rozwagą i namysłem, obowiązkowo po konsultacji z domem dziecka, tak aby nie powielać przedmiotów, nie dawać tego, co nam się wydaje, ale to, co jest faktycznie potrzebne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile taka pomoc przynosi satysfakcji, zrozumienia i spełnienia. :)

      Usuń
    2. Dokładnie o to chodzi - konsultacja to tutaj słowo klucz :) Dlatego za każdym razem kiedy chcemy pomóc i coś dzieciom zawieźć - to najpierw dzwonimy albo piszemy maila do DD i pytamy, czego najbardziej potrzebują albo czy mają jakiś konkretny cel, na który zbierają pieniążki.

      Usuń
  5. Warto pomagać i to nie tylko na święta. I należy to robić kierując się nie tylko sercem, ale i głową z razsadkiem wybierając zarówno komu, jak i w jaki sposób pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - świetnie to podsumowałaś.

      Usuń
  6. Ja jestem zbyt emocjonalna i nie umiałabym pomagać na odległość ani na chwilę. Wolałabym adoptować dziecko i mieć je przy sobie, aby w każdej sytuacji móc je przytulić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście też myślę, że bycie rodziną zaprzyjaźnioną czy zastępczą nie jest dla mnie - bo nie mogłabym się pogodzić z tym, że w pewnym momencie trzeba się z dzieckiem pożegnać.

      Usuń
  7. Bardzo ważny tekst. Wiadomo, że święta, grudzień mają w sobie moc, która sprawia, że chcemy komuś pomóc. Szkoda, że zapominamy, że pomagać trzeba cały rok, nie tylko od święta, żeby podnieść swoje morale - ja już pomogłem, a ty? I masz rację, że powinno się pytać, co jest najbardziej potrzebne, bo pieniądze wydane na słodycze, można wydać np. na nowe zimowe buty dla dziecka czy coś innego pierwszej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza że część dzieci boryka się z takimi problemami zdrowotnymi, przy których słodycze powinny być bardzo mocno limitowane albo wręcz wkluczone z diety.

      Usuń
  8. Jak będę niezależna finansowo, to będę pomagać - na pewno:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie tak!! Nie wszystkim można pomóc.. A jeśli każdy z nas pomoże 1 osobie - świat będzie piękniejszy!! warto!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludziom się wydaje, że sami nic nie są w stanie zdziałać - ale przecież czasami naprawdę niewiele trzeba, żeby kogoś uszczęśliwić.

      Usuń
  10. Tekst dający dużo do myślenia... Sama staram się pomagać zazwyczaj wpłatami charytatywnymi, gdyż uważam że powinniśmy się dzielić z innymi tym co mamy, a dobro zawsze do nas wróci.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Co chwila padało również pytanie, czy nie można byłoby "wziąć do siebie któregoś dzieciątka na święta" - zupełnie jakby to były muzealne eksponaty, tylko czekające na ich wypożyczenie..."

    Aż trudno uwierzyć, że takie teksty padają. Przecież takie "wypożyczenie" pomaga "wypożyczającemu". Dzieciom wyrządza krzywdę, bo po świętach przychodzi czas na powrót do "normalności"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Sobie "robimy dobrze" i udowadniam, jacy to jesteśmy "szlachetni" - a dziecko potem wraca do placówki i jeszcze bardziej dotkliwie odczuwa dysonans pomiędzy swoim życiem, a życiem normalnej, przeciętnej rodziny.

      Usuń
  12. Sprawa jest prosta: łatwiej się szarpnąć jednorazowo, nawet na taki gest jak wzięcie dziecka do siebie na święta (to w ogóle tak można??) niż długofalowe pomaganie, przez które stajesz się za coś odpowiedzialny. Zawsze mi się przypomina "Mały Książę" - "Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś". A co, jak któregoś dnia ci się znudzi pomaganie? Zostanie ci wyrzut sumienia, że dziecko na ciebie liczyło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie teraz już (mam nadzieję, że wszędzie!) nie można - ale z tego co piszą choćby dziewczyny poniżej, kiedyś było to praktykowane. Być może ludzie mają nawet i dobre intencje - ale nie wiedzą, że takim postępowaniem mogą wyrządzić więcej krzywdy, niż pożytku.

      Usuń
  13. Bardzo mądre i ważne słowa; wiele osób powinno się nad tym zastanowić, tym bardziej teraz, w okolicach Świąt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem zawsze - ale faktycznie taka refleksja najczęściej waśnie w okresie świątecznym nam towarzyszy.

      Usuń
  14. Czasem pomoc na odległość jest lepsza. Czytam, że każdy by "przygarął", wiele osób tak właśnie "rzygarnia" po czym zaczynają sięproblemy i szkodządziecku bardziej niżgdyby nie przygarnęli. U nas nadal traktuje się dziecko jak paczkę przekazując z rąk do rąk, a właściwie z miejsca na miejsce i nikt nie pomyśli o dobru tego dziecka, nie jako kolejnej sierotki, ale tego, konkretnego dziecka, które może właśnie sierotką nie jest i potrzebuje kontaktu ze swoją mamą (a tej to nie zaakceptujemy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przygarnia" - tam miało być

      Usuń
    2. Wiesz, z tymi mamami to bywa różnie. Czasami faktycznie mają bardzo trudną sytuację , ale starają się utrzymywać kontakt z dzieckiem, odwiedzać je w placówce i zabierać do siebie tak często, jak się da. A innym razem zachowują się jak typowy "pies ogrodnika" - niemal zero kontaktu z dzieckiem aż do momentu, kiedy pojawia się możliwość adopcji lub utworzenia RZ. Wtedy nagle się pojawiają, blokują wszelkie działania - i tak w kółko. A dziecko tkwi w instytucji i w zawieszeniu przez całe długie miesiące lub nawet lata - co na pewno mu na dobre nie wychodzi. Niektórym kobietom tak jest po prostu łatwiej - bo mają dziecko właśnie tylko na odległość i tylko wtedy, kiedy same tego chcą - a nie muszą łożyć na jego utrzymanie i brać za nie odpowiedzialności.

      Usuń
  15. Bardzo mądry wpis, myślę, że każdy powinien go przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu :* Staram się tak pisać - by faktycznie ktoś chciał to czytać :)

      Usuń
  16. W szkole u mojego syna jest organizowana Szlachetna paczka. Określone są konkretne potrzeby danej rodziny i można jej podarować produkty z tej listy. Ja również biorę udział w tej akcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo fajna akcja - bo odpowiada się właśnie na konkretne potrzeby, a nie strzela pomocą na oślep, jak popadnie.

      Usuń
  17. Pięknie i mądrze napisany tekst, ale szkoda, że tak wielu ludzi nadal chciałoby taką ,,sierotkę" wziąć jednorazowo i myśli, że to ,,załatwi sprawę". Logiczne, że nikt o zdrowych zmysłach nie pozwoli ,,mącić" dziecku w głowie. To niosłoby szereg okropnych konsekwencji w sferze psychicznej.
    Przykro się czyta, że taka pomoc jest raz w roku. Dzieci potrzebuję wsparcia cały rok - lata, a nie raz na Wigilię. Wiem jednak, że są wspaniali ludzie, którzy wspierają dzieci cały rok.
    Lepiej czasami dać wsparcie finansowe niż złudną nadzieje na lata.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - takie robienie dziecku płonnych nadziei może się bardzo źle skończyć. Nawet w przypadku rodzin zaprzyjaźnionych wszystko powinno być przeprowadzone na konkretnych, jasnych zasadach - i od samego początku trzeba dziecku uwiadamiać, że nie jest to równoznaczne z pozostaniem w danej rodzinie na stałe. Moim zdaniem i tak zdecydowanie zbyt wiele przejściowości i tymczasowości w jego życiu...

      Usuń
  18. Wspaniale jest pomagać, ja mam osobę której pomagam wielokrotnie w ciągu roku... Więcej szczęścia jest z dawania jak to napisane jest w Biblii. I musimy czasem pamiętać, że nie chodzi tylko o finanse ale czasem najlepszym darem jest nasz czas, serce, albo fizyczna pomoc osobie niepełnosprawnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od potrzeb drugiego człowieka - i to nimi powinniśmy się przede wszystkim kierować, niosąc pomoc :)

      Usuń
  19. Świetnie, że ludzie jeszcze potrafią pomagać innym a nie tylko brać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami też w każdej chwili możemy tej pomocy potrzebować - i pozostaje wierzyć, że w takim przypadku ktoś zechce jej udzielić.

      Usuń
  20. POmagam w bardzo różny sposób: biorę udział w zbiórkach dla domów dziecka, oddaje moje przedmioty na aukcje charytatywne, ponadto wiele lat działałam w Banku Żywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale! To dobrze, że od najmłodszych lat przyzwyczajasz swoje córeczki do niesienia pomocy <3

      Usuń
  21. Bardzo ważny gest. :) I Wiele mądrych słów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy byłam dzieckiem zawsze chciałam, żebyśmy zaprosili kogoś na święta. Może w dorosłym życiu zrealizuję ten plan?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kogoś dorosłego ? Czy dziecko z DD ? Bo w tym drugim przypadku - tak jak napisałam - to nie jest najlepszy pomysł.

      Usuń
  23. Dobrze, że o tym piszesz tak mądrze: dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wnioskuję, że jest to dla Ciebie bliska tematyka. Dziękuję za miłe słowa :*

      Usuń
  24. Kiedy byłam nastolatką, rodzice koleżanki wzięli na okres świąteczno-feryjny dwoje dzieci z domu dziecka. Po Twoim wpisie zaczęłam się zastanawiać, czy byli rodziną zaprzyjaźnioną, czy po prostu kiedyś była inna polityka i takie praktyki stanowiły normę.
    W każdym razie wpis bardzo potrzebny i dający do myślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogła być inna polityka - i prawdopodobne była, czego dowodzi chociażby eksperyment pedagogiczny Marii Łopatkowej (przedstawiony w filmie "Jeśli się odnajdziemy"). Działalność i poglądy pani Marii bardzo cenię - ale uważam, że w dzisiejszych czasach nikt by się na takie granie na emocjach dzieci nie zgodził - i słusznie.

      Usuń
  25. Slyszalam w dziecinstwie o takim "przygarnianiu" sierot na Swieta. Podobnie jak Lady Makbet wyzej, nie jestem pewna czy te 20-30 lat temu to byl taki popularny proceder? Nie moge sobie wyobrazic jak musialy sie czuc takie dzieciaki, ogladajace w Swieta prawdziwa rodzine, cieplo, dom, a potem tak po prostu oddawane z powrotem do Domu Dziecka... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to jest wręcz niewyobrażalne. Damy Ci namiastkę rodzinnego ciepła - a potem odstawimy pod bramę "bidula", jakby nigdy nic...Aż serce boli na myśl o czymś takim...

      Usuń
  26. Sierotka na święta... Zastanawiam się o pomoc komu tu chodzi. Chyba sobie.
    Pomoc, ale mądra - to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intencje mogą być nawet dobre - ale sposób realizacji w tym przypadku kompletnie nie na miejscu. Taka pomoc to faktycznie bardziej sobie, niż dziecku.

      Usuń
  27. Uważam, że każda pomoc jest bezcenna. jest aktem miłości o drugiego człowieka i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  28. Pomagać powinno się cały rok, a nie od święta. Słyszałam kiedyś o tym, że niektórzy brali dzieci z domów dziecka na święta obdarowywali je prezentami a potem odstawiali z powrotem do placówki. Zawsze się zastanawiałam jak tak można. Dziecko mam swoje uczucia to nie rzecz, która się znudzi i można ją odstawić w kąt po wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo mądrze napisane. Warto pomagać tak, żeby to była prawdziwa pomoc, a nie tylko kaprys od święta.

    OdpowiedzUsuń
  30. Karolina dziękuję za ten tekst. Pokazałaś i mnie i prawdopodobnie większości czytajacych drugą stronę medalu i inne spojrzenie na sprawę. Jak zawsze w punkt

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja w ostatnim tygodniu zrobiłam wiele dobrych uczynków "pomocy biedniejszym", niż przez cały ostatni rok. I za każdym razem serce mnie ściskało, ale i czułam dumę wobec tego, że inni nawet nie wysłuchali do końca, bo "ktoś brudny", albo "wygląda jak...". Pomogłam na tyle, na ile mogłam. I bardzo mnie to cieszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. „Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności, niż nadmiarem kalkulacji i nieufności.” (o. Fabian Kaltbach OFM)

    OdpowiedzUsuń
  33. I dodam jeszcze, że absolutnie sie z Tobą zgadzam z tym ze trzeba odróżniać chęć udzielania pomocy, która nie wymaga świąt czy innych okoliczności...święta święta i po świętach a w styczniu jak wspomniałaś...karnawał i reset...ah:(

    OdpowiedzUsuń
  34. Niestety - zbiórki bardzo często tak działają - bez uwzględnienia faktycznych potrzeb i zrywami-w okolicy świąt. i pomoc - mimo że w dobrej wierze, nie przynosi w praktyce żadnych zmian.

    OdpowiedzUsuń
  35. Pomagać trzeba ale warto to robic z głową

    OdpowiedzUsuń
  36. Niestety wiele osób sobie przypomina, że pomóc należy, właśnie dopiero w święta i na chwilę, jak święta mijają, tak jak napisałaś - ten czar pryska. Pomagać gdy się chce, z czystego serca, to pomaga się cały rok. Nie przypuszczałam, że ludzie mogą tak chcieć dzieciom z domu dziecka niszczyć psychikę, która i tak już dostała po bandzie. Wypożyczyć dziecko na święta? jak rower, czy kółko do pływania, niepojęte dla mnie i smutne zarazem :(

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)