piątek, 22 stycznia 2021

Dieta sokowa/sokowy detoks - przemyślenia "po",wady i zalety.

 Czym jest dieta sokowa,zwana również sokowym detoksem?  

W wielkim skrócie jest to picie przez kilka dni wyłącznie wody oraz soków skomponowanych z najróżniejszych ziół,warzyw i owoców. Jedna butelka takiego soku ma zastąpić nam jeden posiłek - choć w niektórych wariantach diety dozwolone są również lekkie warzywne surówki (pozbawione jakichkolwiek sosów czy innych dodatków).

Gotowe diety sokowe stały się ostatnimi czasy niezwykle popularne i można zamówić je na wielu stronach internetowych z dowozem do domu. Kurier dostarcza nam cały zamówiony zestaw soków w specjalnym termoizolacyjnym opakowaniu, wyposażonym we wkład chłodniczy - a naszym jedynym zadaniem jest przechowywanie go w lodówce i konsumpcja napojów zgodnie z załączoną rozpiską. Inne rozwiązanie to samodzielne przygotowywanie świeżych soków przy pomocy wyciskarki - jednak zajmuje to trochę więcej czasu,a koszty zakupu wszystkich niezbędnych składników i samego urządzenia też nie należą do najniższych. 

 
foto:pixabay.com/photomix-company

Co obiecują nam producenci i dystrybutorzy diet sokowych?  

Najczęściej wśród ich zapewnień znajdziemy hasła dotyczące oczyszczenia naszego organizmu,zrzucenia kilku nadprogramowych kilogramów,poprawy kondycji skóry oraz włosów, a także motywacji i pierwszego kroku do zmiany niewłaściwych nawyków żywieniowych. Produkty dostępne w ramach diet sokowych zwykle nie są pasteryzowane,lecz pozyskiwane metodą cold press - a więc tłoczone na zimno,dzięki czemu zachowują większość cennych witamin oraz minerałów.

Jak długo powinna trwać dieta sokowa i dla kogo jest przeznaczona? 

Trzeba pamiętać o tym,że dieta sokowa może być stosowana przez osoby dorosłe i zdrowe. Przeważnie zaleca się,żeby trwała od 3 do 7 dni - ponieważ stosowana krócej nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, a z kolei trwająca dłużej może wyrządzić nam więcej szkody,niż pożytku. Zawsze przed jej rozpoczęciem warto skonsultować się z lekarzem lub dietetykiem - by mieć pewność,że nie istnieją w naszym przypadku żadne przeciwwskazania do sokowego detoksu. Wśród wspomnianych przeciwwskazań wymienia się najczęściej: cukrzycę i inne przewlekłe schorzenia,niedokrwistość,ciążę i laktację,zbyt młody lub podeszły wiek,przyjmowanie niektórych leków,alergie pokarmowe na produkty wchodzące w skład diety oraz wzmożoną aktywność fizyczną. 

 Jak przygotować się do diety sokowej?  

Już na kilka dni przed rozpoczęciem diety sokowej należy zadbać o odpowiednie nawodnienie - czyli picie minimum półtora litra wody,niesłodzonej zielonej herbaty lub innych ziołowych naparów na dobę. Można też zastępować dwa posiłki w ciągu dnia (np. drugie śniadanie i podwieczorek) przygotowanymi samodzielnie owocowymi i warzywnymi koktajlami - a także ograniczyć spożycie mięsa i nabiału,wybierać kiszonki,pełnoziarniste pieczywo,kasze oraz makarony. Dzięki temu przestawienie się na sokowy detoks nastąpi stopniowo,niezbyt gwałtownie i nie będzie dla nas aż tak bolesne. Dodam jeszcze,że w trakcie diety sokowej najlepiej ograniczyć intensywny wysiłek fizyczny proporcjonalnie do ograniczonej kaloryczności przyjmowanych posiłków. Optymalnie jest przeprowadzić ją po prostu w momencie,kiedy mamy akurat kilka dni wolnych i możemy pozwolić sobie na włączenie trybu slow.

 
foto: pixabay.com/marijana1  

Dieta sokowa - moje wrażenia.

Jako osoba nie mająca zbyt dużego doświadczenia w tym temacie,zdecydowałam się na 3-dniowy sokowy detoks dla początkujących. Codziennie wypijałam 6 butelek soków warzywnych i owocowych (łącznie około 1000 kalorii) w określonej kolejności i o określonych porach - a oprócz tego piłam też duże ilości wody i zielonej herbaty. 

Pierwszy dzień minął mi zupełnie bezproblemowo. Wbrew pozorom,soki okazały się naprawdę sycące i nie odczuwałam jakiegoś wielkiego głodu. Większość czasu spędziłam pracując przy komputerze, czytając książki i grając w planszówki z Bąblem, więc i moje zapotrzebowanie kaloryczne nie należało do zbyt wygórowanych. Oczywiście więcej płynów to również częstsze wizyty w toalecie: czysta fizjologia,trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić ;)

Dzień drugi przyniósł ze sobą mały kryzys,lekkie osłabienie i ból głowy - ale nie było to na tyle dotkliwe,bym zapragnęła sięgnąć po krwisty stek czy ociekającego tłuszczem hamburgera ;) Poszliśmy na długi rodzinny spacer i po powrocie z niego już zupełnie przeszła mi ochota na jedzenie. Byłam tylko nieco bardziej senna - więc położyłam się ciut wcześniej,niż zwykle. 

W ciągu trzeciego dnia jakoś specjalnie nie myślałam o konsumpcji. Szczerze mówiąc nawet butelkę soku trudno mi było w siebie wcisnąć i musiałam dzielić ją na mniejsze łyczki - ale może wynika to z faktu,że ogólnie nie jem zbyt dużo i jestem przyzwyczajona raczej do niewielkich porcji. Generalnie rzecz biorąc, w ciągu całego 3-dniowego detoksu czułam się zadziwiająco dobrze i lekko (choć to pewnie bardzo indywidualna kwestia i każdy zareaguje na podobną "terapię" zgoła odmiennie).  

 
foto: pixabay.com/silviarita

Dieta sokowa - zalety.

  • W moim przypadku faktycznie pozwoliła pozbyć się uczucia ciężkości po świątecznym i noworocznym obżarstwie - a po chwilowym spadku nastroju dostałam motywacyjnego kopniaka i zastrzyk nowej energii.
  • Soki są pyszne,sycące i na tyle różnorodne,że nie odczuwałam monotonii w trakcie ich spożywania.
  • Dzięki diecie sokowej wprowadziłam do swojego jadłospisu kilka zdrowych produktów,do których wcześniej jakoś nie mogłam się przekonać - chociażby jarmuż,buraki i młody jęczmień.
  • Dieta sokowa pomogła mi utrwalić nawyk spożywania posiłków regularnie,o określonych godzinach i bez wieczornego podjadania - co zawsze stanowiło moją największą słabość.
  • Po zakończeniu diety nie miałam ochoty na fast foody,słodycze i inne kaloryczne przekąski - więc nawet tak krótki odwyk od nich bardzo dobrze mi zrobił i ukierunkował mnie na dalsze zdrowe odżywianie (tutaj).

Dieta sokowa - wady.

  • Kilogramy zgubione w trakcie takiej diety to w przewadze woda - więc kiedy detoks dobiega końca,szybko do nas wracają,a ich utrata jest raczej złudna i chwilowa. 
  • Nie dostrzegłam deklarowanej przez producentów poprawy w stanie mojej skóry czy włosów - bo to zwyczajnie zbyt krótki okres czasu,by jakiekolwiek spektakularne zmiany zaobserwować. 
  • W trakcie może pojawić się uczucie zmęczenia, osłabienia czy nadmiernego wychłodzenia organizmu.
  • Dieta sokowa nie jest dietą odpowiednio zbilansowaną i nie dostarcza nam stosownych ilości wszystkich składników odżywczych. Właśnie dlatego towarzyszą jej ścisłe zasady, ograniczenia czasowe i nie należy przeprowadzać jej częściej,niż raz na kwartał. 

 foto: pixabay.com/marijana1

Reasumując...

 ...dieta sokowa okazała się dla mnie bardzo interesującym doświadczeniem,które będę co jakiś czas cyklicznie powtarzać. Na pewno jest to dobry początek,by odmienić swoje dotychczasowe nawyki żywieniowe,zacząć jeść zdrowiej i bardziej świadomie, wprowadzać do swojego menu większe ilości warzyw i owoców. 

Jednocześnie nie spodziewajcie się po niej jakichś odchudzających i oczyszczających cudów - bo tutaj kilkanaście butelek soku nie wystarczy! Potrzebna jest systematyczna praca nad sobą,regularny ruch na świeżym powietrzu i długofalowa zmiana podejścia - a dodatkowo garść zdrowych żywieniowych inspiracji,które znajdziecie chociażby na portalu kulinarnym Przepisy.pl (kliknij)

***

Jestem bardzo ciekawa,czy kiedykolwiek stosowaliście u siebie taką dietę -
a jeśli tak, to jaka jest Wasza opinia na jej temat?  
 

wtorek, 19 stycznia 2021

"Opowiem ci,mamo,co robią konie" - najnowsza część kultowej serii od Naszej Księgarni.

Jeżeli lubicie serię "Opowiem ci,mamo..." od Naszej Księgarni - na pewno będziecie zachwyceni jej najnowszą częścią, dotyczącą koni. Premiera została wprawdzie przewidziana na 27 stycznia, ale my mieliśmy okazję przeczytać ją i zrecenzować na kilka dni przed tą zapowiadaną datą - a na oficjalnej stronie wydawnictwa już w tej chwili można dorzucać ją do swojego wirtualnego koszyka w przedsprzedaży.


Konie to piękne,mądre i niesamowicie majestatyczne zwierzęta - ale tak jak w przypadku każdego innego gatunku trzeba wiedzieć,jak się z nimi odpowiednio obchodzić. W książce znajdziemy wiele cennych wskazówek na temat ich budowy,diety,pielęgnacji,końskiego umaszczenia,zwyczajów panujących w stadninie - a także konkretnego ekwipunku i stroju,potrzebnego każdemu początkującemu dżokejowi.

Nie zabraknie również krótkich rymowanych wzmianek o historii gatunku i jego udomowieniu przez człowieka - a także o niebagatelnej roli,jaką pojedyncze zwierzęta oraz całe końskie zaprzęgi pełniły na przestrzeni wieków. Mali czytelnicy dowiedzą się też,jak wyglądają pegaz,centaur czy jednorożec - czyli wyimaginowane mityczne istoty,budzące jednoznaczne skojarzenia z końską fizjonomią. Poznają również gatunki "mieszane" - takie jak muł,zebryna czy zebrula - będące rzadko spotykanymi krzyżówkami koni,zebr i osłów.


 
Podobnie jak w pozostałych częściach cyklu, mamy tu do czynienia z dużym formatem,grubymi kartonowymi stronicami,bogatymi w detale ilustracjami oraz dodatkowymi zagadkami i łamigłówkami,dzięki którym dziecko ćwiczy swoją uwagę i spostrzegawczość. Na każdej rozkładówce znajdziemy jakieś pytania lub zadania,polegające m.in. na odnalezieniu drogi w labiryncie,wyszukaniu na rysunku konkretnych elementów albo różnic pomiędzy dwoma obrazkami. Na końcu czeka na nas również miła niespodzianka pod postacią gry planszowej "Wyścig przełajowy" - więc jeśli jesteście miłośnikami koni,dziecięcej wartościowej literatury oraz wspólnych rodzinnych rozgrywek to pędźcie po tę książkę w tempie...końskiego galopu! ;)
 
 "Opowiem ci,mamo,co robią konie" 
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
tekst: Izabela Mikrut
ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
stron: 28 / wiek: 0-6
 

piątek, 15 stycznia 2021

Sanki na kółkach? Z Piccolino Adbor jeździmy nie tylko po śniegu :)

Znacie to uczucie,kiedy śniegu jak na lekarstwo - a Wasze dziecko mimo wszystko chce koniecznie pojeździć na sankach i nie bierze pod uwagę odmownej odpowiedzi? ;) My przerabialiśmy to wielokrotnie w ciągu kilku minionych lat - bo mieszkając w jednym z najcieplejszych regionów Polski raczej nie możemy liczyć na szalejące śnieżyce i metrowe zaspy ;) Ostatnią prawdziwą zimę w naszych najbliższych okolicach celebrowaliśmy jakieś cztery lata temu,kiedy Bąbel jeszcze dreptał wokół bloku jako rozkoszny i nieporadny dwulatek. Potem ocieplenie klimatu sprawiło,że w poszukiwaniu śniegu musieliśmy zapuszczać się coraz głębiej i dalej w Karkonosze oraz Góry Izerskie - jednak w tym roku udało nam się znaleźć skuteczne rozwiązanie tego problemu :)


Sanki na kółkach Piccolino Adbor to wbrew pozorom żadna fanaberia - tylko bardzo praktyczny i przydatny gadżet (przynajmniej dla nas). Poza standardowymi płozami posiadają jeszcze dodatkową przykręcaną od spodu platformę - a przy pomocy specjalnej wajchy zaledwie jednym ruchem można przekształcić je w coś w rodzaju wózka turystycznego. Dzięki temu nie trzeba męczyć się z taszczeniem sanek po terenie,gdzie akurat w danym momencie biały puch nie dopisał. Dziecko nie musi wstawać za każdym razem,kiedy zobaczymy przed sobą czarny bezśnieżny kawałek drogi - a my nie musimy dźwigać i kombinować,jak go bez szwanku dla sprzętu ominąć. Wystarczy nacisnąć wajchę,opuścić w dół platformę z kołami - i już można bez trudu pokonać mało sprzyjający odcinek naszej trasy :)


Poza wspomnianą dokręcaną platformą sanki Piccolino Adbor mają jeszcze kilka innych zalet i bardzo sensownych udogodnień: wysokie oparcie,taśmę do ciągnięcia i pchacz o regulowanym kącie nachylenia,pasy bezpieczeństwa,miękki materacyk oraz plastikowe podnóżki,które można w każdej chwili zdemontować. Dla najmłodszych dzieci pomyślano również o wersji ze śpiworkiem podszytym ciepłym kożuszkiem - a platforma jest kompatybilna z każdym prezentowanym na stronie producenta modelem.

Przyznam szczerze,że zanim zdecydowaliśmy się zamówić sanki Piccolino Adbor - przekopaliśmy pół internetu w poszukiwaniu podobnego patentu. Trafiliśmy na kilka całkiem udanych projektów DIY,w ramach których kółka do sanek przykręcali samodzielnie kreatywni rodzice - ale osobiście nie bardzo wiedzieliśmy,jak mamy się za to zabrać ;) Dlatego postanowiliśmy skorzystać z rozwiązania opracowanego przez profesjonalistów - a reakcja naszego Bąbla tylko utwierdziła nas w przekonaniu,że był to bardzo dobry wybór i przysłowiowy "strzał w dziesiątkę"!


Dodam jeszcze,że w trakcie naszych spacerów już kilka osób pytało nas,
gdzie kupiliśmy takie cudo i zapisywało sobie namiary na producenta
więc może i Was to zainteresuje :) 
 
Dajcie znać w komentarzach,co myślicie o takim wynalazku :) 


niedziela, 10 stycznia 2021

Wygodne,ciepłe dresy od Femme Luxe Finery - czyli ferie zimowe na sportowo.

Czy to naprawdę ja jeszcze kilka lat temu zarzekałam się na tym blogu,że nigdy nie założę dresów? Oficjalnie informuję,że jakiś czas temu diametralnie zmieniłam zdanie na ten temat ;) Oczywiście wszystkiemu "winna" jest pandemia. W pewnym momencie stwierdziłam,że skoro i tak większość spraw ogarniam online i bywam w miejscach publicznych tylko sporadycznie,w ściśle określonych przypadkach - to nie będę silić się na jakieś spektakularne outfity,postawię na komfort i pełen luz.

Pierwszy tydzień ferii zimowych polegał głównie na tym,że zrywaliśmy się z łóżka skoro świt,a potem Bąbel fundował nam albo kilkukilometrowy marszobieg po lesie,albo rajd saneczkowy na podobnym dystansie - albo jeszcze jakiś inny trening cardio w świeżym lub topniejącym śniegu ;) W związku z tym zupełnie porzuciłam ulubione sukienki i botki na obcasie - a zamiast nich wskoczyłam w dresowe spodnie od Femme Luxe Finery w tak zwanych kolorach maskujących, coby wszelkie błotne plamy i zacieki były na nich jak najmniej widoczne. (Moja babska próżność zwyciężyła tylko w przypadku jednego jasnego,liliowego zestawu.) 

 Dark Green Cuffed Joggers Lizzie 

  Grey High Waisted Oversized Cuffed Joggers Fiona

 

Cóż mogę powiedzieć na temat dresów firmowanych metką z logo Femme Luxe? Przede wszystkim są bardzo wygodne i ciepłe - a dla zmarzlucha mojego pokroju to kwestia priorytetowa,kiedy tylko temperatura zaczyna spadać ciut poniżej zera. Ich wewnętrzna strona to coś w rodzaju przyjemnego w dotyku,miękkiego polarka - który nie należy wprawdzie do wyjątkowo grubych,ale mimo wszystko bardzo dobrze izoluje od chłodu (jedyny minus: zostawia "kłaczki" na skórze i wszędzie wokół,ale może po paru praniach uda się to zażegnać). Dodatkowo każdy model spodni jest wykończony ściągaczami w talii i na nogawkach,a oprócz tego posiada głębokie kieszenie na wszystkie Bąblowe "przydasie",które znosimy do domu praktycznie z każdego spaceru ;) 

 Black High Waisted Oversized Cuffed Joggers Fiona

 
 

Mówiąc krótko - bardzo polecam zarówno na śnieżne czy błotne szaleństwa,
jak i na domowy chillout przed telewizorem lub w towarzystwie dobrej książki :)
Więcej tego typu wygodnych zestawów znajdziecie na stronie Femme Luxe Finery -
kierując się słowami kluczowymi [Loungewear], [Loungewear Set] oraz [ Lounge Set]. 


piątek, 8 stycznia 2021

Zamek Księcia Henryka na Grodnej - Zalew Sosnówka,malownicza trasa przez las i idealny punkt widokowy na Karkonosze.

Jak tam Wasze ferie zimowe? Na pewno słyszeliście o długich kolejkach i ogromnych tabunach turystów w Tatrach,Karkonoszach, Górach Sowich oraz na wszystkich innych bardziej popularnych szlakach.My dzisiaj dla odmiany prezentujemy Wam miejsce spokojne,ustronne i pozbawione dzikich tłumów - a jednocześnie w niczym nie ustępujące innym malowniczym trasom :)

Zamek Księcia Henryka znajduje się około dziesięciu kilometrów od Karpacza, w miejscowości Marczyce nad Zalewem Sosnówka. Jest położony na szczycie wzgórza Grodna (506 m n.p.m.), a z jego wieży roztacza się przepiękny panoramiczny widok na Karkonosze. Budowla wzniesiona w 1806 roku przez wiele lat służyła swoim właścicielom jako schron i zamek myśliwski - natomiast w latach 2015-2016 została częściowo wyremontowana i udostępniona zwiedzającym,wśród których również my mieliśmy okazję się znaleźć :) 

Do Zamku Księcia Henryka wyruszyliśmy żółtym szlakiem z Sosnówki. Można dostać się tam, wybierając jeden z dwóch leśnych traktów. Trasa trudniejsza jest standardowo krótsza i dość stroma,natomiast łatwiejsza należy do zdecydowanie bardziej płaskich i na tyle komfortowych, że mijaliśmy na niej nawet osoby z dziećmi w spacerowych wózkach. Polecam wybrać tę drugą opcję zwłaszcza przy sporej ilości śniegu i dodatniej temperaturze - ponieważ na szlaku nr 1 tworzy się wówczas koszmarna błotnista breja,przez którą naprawdę ciężko przebrnąć.

Poza tym dłuższy szlak już na pierwszy rzut oka wydał się nam znacznie ciekawszy i bardziej widowiskowy. Po drodze mijaliśmy między innymi paśniki i solne lizawki dla zwierząt,a otaczające nas oszronione drzewa w promieniach popołudniowego słońca wyglądały dosłownie jak w bajce. Ścieżka jest oznaczona na tyle dobrze,że nie sposób na niej zabłądzić - więc jeśli już trochę znużyły Was częste wizyty w Karpaczu czy Szklarskiej Porębie i poszukujecie jakiegoś spokojniejszego spacerowego miejsca w leśnej głuszy to droga do Zamku Księcia Henryka powinna spełnić wszystkie Wasze oczekiwania :)


Po jakichś 30 minutach marszu przez las naszym oczom ukazał się zabytkowy obiekt na planie kwadratu wraz z dominującą nad nim zamkową wieżą. Teoretycznie budowla jest dostępna dla turystów od maja do października w godzinach od 10 do 17,natomiast w pozostałych miesiącach trzeba dokonywać wcześniejszej rezerwacji - jednak nam udało się dostać do środka bez jakichkolwiek dodatkowych uzgodnień i zabiegów (a byliśmy tam dokładnie 25. grudnia). Koszt wstępu to symboliczne 5 złotych od osoby dorosłej i 3 złote od dziecka - a całość środków ze sprzedaży biletów przeznaczana jest na dalszy remont zamku i rozbudowywanie go o kolejne atrakcje dla zwiedzających.

Widoków roztaczających się z zamkowej wieży oraz ze znajdującego się obok tarasu chyba nie trzeba dodatkowo komentować. Można dostrzec stamtąd wody Zalewu Sosnówka,całe pasmo Karkonoszy, a przy dobrej widoczności nawet obserwatorium na Śnieżce. Sceneria wręcz idealna,by nakręcić tam jakiś film historyczny lub ekranizację poczytnego fantasy - zatem bardzo mocno trzymamy kciuki za właścicieli Zamku Księcia Henryka, by udało im się uczynić to miejsce jeszcze bardziej popularnym i odwiedzanym przez szerokie rzesze gości.

A jeśli marzy się Wam prawdziwa zima,jaką pamiętacie jeszcze z czasów własnego dzieciństwa - zostawiam też kilka zdjęć ze znajdujących się 30 kilometrów dalej Jakuszyc. Pogodę i warunki do szusowania można śledzić na bieżąco za pośrednictwem internetowych kamerek - a z naszych kilkuletnich doświadczeń wynika,że miłośnicy białego szaleństwa nigdy nie wyjeżdżają stąd rozczarowani :)

 
A czy do Was zima już zawitała -
czy może podobnie jak my musicie szukać jej poza miejscem swojego zamieszkania?