Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 grudnia 2017

Czy on będzie dobrym tatą dla mojego dziecka ? - czyli słów kilka o świadomym, odpowiedzialnym ojcostwie.


"Zanim zostaniesz tatą mojego dziecka - 
udowodnij mi , że się do tego nadajesz !"

Tak, Kochani - dobrze czytacie. Kiedy już poznajemy TEGO mężczyznę - kiedy już zdaje się nam, że to właśnie On jest WŁAŚCIWYM i JEDYNYM - kiedy nasze plany wobec siebie nawzajem zaczynają być naprawdę poważne i wykraczać poza wspólne podróże, imprezy oraz romantyczne spędzanie czasu... Wtedy przychodzi taki moment, w którym zadajemy sobie pytanie - "CZY ON BĘDZIE DOBRYM TATĄ DLA MOJEGO DZIECKA?"

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

 Nie chodzi tylko o to, by "upolować mamuta" !

Zweryfikowanie powyższej kwestii - jest zarazem bardzo proste, jak i bardzo trudne. Trudne - ponieważ czasami nawet najwspanialszy facet po ślubie okazuje się totalnym ignorantem, a po pojawieniu się dziecka w rodzinie - zaczyna uchylać się od odpowiedzialności i zrzuca niemal cały ciężar opieki oraz wychowania potomstwa na kobietę. Często wydaje mu się, że on ma tylko "upolować mamuta" - a więc iść do pracy, zarobić na utrzymanie, przynieść do domu wypłatę i...odpocząć sobie, bo przecież "tak się już narobił w tym miesiącu". 

Czasami zdarza się też, że nie ma go w domu prawie wcale. Że traktuje mieszkanie jak noclegownię - wpada tu późnym wieczorem i wychodzi o świcie, niemal nie widując swojej żony i dzieci, spotykając się z nimi jedynie okazjonalnie. Trochę znam to z własnego dzieciństwa, w którym mój tato dość często bywał fizycznie nieobecny - i choć robił to niby dla nas, dla swojej rodziny, to do tej pory mam do niego żal, że ominęło go tyle ważnych wydarzeń z mojego życia...

Jeszcze innym razem towarzyszy mężczyźnie  przeświadczenie, że ma w domu jedynie "pomagać" - i dla mnie to jest najbardziej fałszywe przekonanie na temat małżeństwa, ojcostwa i podziału ról w związku, jakie tylko można sobie wyobrazić ! 

Mój mąż nie ma w domu "pomagać"...

...mój mąż ma aktywnie uczestniczyć w życiu rodziny i w wychowaniu dziecka - podobnie, jak ja ! Nawet jeśli jego możliwości czasowe są (w związku z pracą zawodową na pełen etat) nieco ograniczone - to również wymagam od niego, żeby się angażował, interesował, budował więź z dzieckiem i dbał o nasze wzajemne relacje. Tak samo jak ja mogę pracować zdalnie, brać zlecenia do domu, a jednocześnie ogarniać sprzątanie, zakupy, gotowanie i zabawy z synkiem - tak samo i on powinien być obecny w naszym życiu i wnosić do niego coś cennego oraz wartościowego.  

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

A zatem - JAKI POWINIEN BYĆ DOBRY TATA ?

Wśród jego najważniejszych cech mogę wymienić ciurkiem : odpowiedzialność, czułość, cierpliwość i empatię. Powinien potrafić zaopiekować się zarówno dzieckiem - jak i swoją żoną czy partnerką. Być dla niej wsparciem i podporą - a jednocześnie od czasu do czasu okazać własną słabość i przyznać się do błędów. 

Dobry tata nie może być pracoholikiem. Musi umieć wygospodarować czas dla rodziny - i tutaj nie ma żadnych wymówek, żadnych tłumaczeń i głodnych kawałków.  Jego zaangażowanie w życie dziecka jest dla mnie tak oczywiste i jasne -  jak to, że kij ma dwa końce, a Ziemia jest okrągła. 

Wskazane jest również, żeby był konsekwentny w wychowaniu i trzymał z mamą wspólny front  - nie podważał przy dziecku jej decyzji, nie umniejszał jej rodzicielskich kompetencji. Tak często zdarza mi się słyszeć wśród zaprzyjaźnionych par "nie przejmuj się mamą, to tylko kobieta" - co niestety nie wróży dobrze na przyszłość w kwestii właściwego traktowania kobiet przez  pouczanego w ten sposób synka. Nawet jeżeli ojciec ma jakieś zastrzeżenia i nie do końca zgadza się z Tobą w wyborze metod wychowawczych - powinniście omówić to w cztery oczy i na osobności, nie wciągając Małego Człowieka w dyskusję oraz wzajemne oskarżenia. 

Dobry tata zna swoje dziecko - potrafi określić i zrozumieć jego emocje oraz pomóc w ich przepracowaniu. Jest dojrzały i daje swoim postępowaniem właściwy przykład - budując swój autorytet na miłości, wzajemnym szacunku i wspólnie spędzonym czasie (a nie na sile, przewadze fizycznej i przymusie - jak to się dawniej zdarzało). 

Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
pixabay.com

Na szczęście - bycia dobrym tatą można się nauczyć ! 

Podobnie jak bycia mamą - choć nie przychodzi to automatycznie, momentami idzie ciężko i opornie. Macierzyństwo i ojcostwo to przecież dla świeżo upieczonych rodziców zupełnie nowa rola - w którą nie wchodzi się od razu i lekko, jak w sprawdzone i idealnie dopasowane buty. Czasami zdarzają się potknięcia, odciski i otarcia - ale dzięki nieustającej pracy nad sobą i licznym kompromisom można osiągnąć naprawdę niezłe rezultaty. 

W grudniu ruszyła ogólnopolska kampania społeczna inicjatywy Tato.Net . Ma ona na celu zaangażowanie ojców w ich życiową misję, jaką  jest bycie aktywnym tatą dla swoich dzieci. Jej hasło przewodnie i główne przesłanie to : "ZAWSZE MOŻNA BYĆ LEPSZYM OJCEM" - i po zapoznaniu się z materiałami kampanii nie sposób się z tym nie zgodzić. 

Poza serwisem internetowym Tato.Net , kampania obejmuje sobą szereg warsztatów, konferencji i szkoleń dla ojców. W jej ramach tworzy się także Sieć Ojcowskich Klubów - które inspirują do bycia lepszym tatą, wyposażają ojców w praktyczne umiejętności i tworzą przestrzeń wymiany ojcowskich doświadczeń. Moim zdaniem to niesamowity pomysł - ponieważ do tej pory tworzyły się głównie kluby przeznaczone dla mam - jakby to one były jedynymi osobami odpowiedzialnymi za wychowanie dziecka, co jest oczywiście nieprawdą !

Przyłączenie się do społeczności Tato.Net jest zupełnie bezpłatne. Wystarczy zasubskrybować jej newsletter - w wyniku czego otrzymujemy całkiem za darmo e-booka "Wspólne odkrywanie świata". To prawie 100 stron rzetelnej wiedzy, która pozwoli ojcom zbliżyć się do swoich dzieci, lepiej je poznać i zrozumieć - a także dokonać zmian we własnym sposobie myślenia i zacząć postrzegać ojcostwo jako NAJPIĘKNIEJSZĄ PRZYGODĘ ŻYCIA.
 
Jak być dobrym tatą? - Świadome i odpowiedzialne ojcostwo. - kampania społeczna Tato.Net
Tato.Net

 
Ponieważ czytają mnie głównie mamy - ten apel jest też do Was :)
Zachęćcie swoich mężów i partnerów do udziału w kampanii - 
szepnijcie im słówko o całej inicjatywie i podrzućcie ebooka ;)

A przede wszystkim - angażujcie ich w życie Waszej rodziny
 i nie dajcie sobie wmówić, że o opiekę nad dzieckiem musicie zadbać same !

poniedziałek, 2 października 2017

Rozwój osobisty na urlopie macierzyńskim - realny cel czy utopia ?


Zdaje się, że to było zaledwie chwilę temu. Tymczasem minęły już ponad 3 lata, odkąd poszłam na urlop macierzyński - i ponad 2 lata od momentu, w którym zdecydowałam się kontynuować opiekę nad Bąblem w domu na urlopie wychowawczym. 

Czy moje wyobrażenia o urlopie macierzyńskim i wychowawczym miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? Czy w 100 procentach pochłonęło mnie wyłącznie dziecko - czy też znalazłam czas na własny rozwój i poszerzanie horyzontów? Jaki to był okres dla mnie i dla całej naszej rodziny - i do jakich wniosków mnie doprowadził ? 


Urlop macierzyński - to nie jest żaden "urlop" :)

Obalmy mity i zweryfikujmy niewłaściwe nazewnictwo. Urlop macierzyński to naprawdę ostra harówa i permanentne zmęczenie - jakiego do tej pory w swoim życiu nie doświadczyłam, nawet zasuwając po 12 godzin dziennie w poprzedniej pracy.

Oczywiście, jest to również harówa całkiem przyjemna i satysfakcjonująca - bo uroczy bezzębny uśmiech jest nam w stanie naprawdę wiele wynagrodzić, a na widok kolejnych postępów naszego dziecka serce aż rośnie ze wzruszenia, a nogi miękną w kolanach... ALE - nadal jest to cholernie ciężka praca, podczas której masz nad sobą najbardziej wymagającego i "roszczeniowego" szefa, jakiego tylko jesteś w stanie sobie wyobrazić ;)

Wariackie dni, nieprzespane noce, załatwianie potrzeb fizjologicznych z niemowlakiem na kolanach, kompletny brak czasu dla siebie, męża i reszty świata - właśnie tak w wielkim skrócie mogłabym podsumować pierwszy rok życia naszego synka. Wszystkie te czynniki razem wzięte stanowią punkt wyjścia dla kolejnej kwestii...


 Urlop macierzyński - wyobrażenia kontra rzeczywistość.
 
Miałam odnośnie macierzyńskiego pewne plany - których nie zrealizowałam wcześniej, rzucając się w wir pracy połączonej ze studiami. Dla przykładu, planowałam zapisać się na jakiś kurs językowy, co to niby "15 minut dziennie przy komputerze wystarczy". Are you kidding me? 15 minut to się mój laptop odpalał - a potem mały Bąbel przebudzony ze snu darł się wniebogłosy i trzeba było lecieć do niego jak do pożaru. I tak kilkanaście/ kilkadziesiąt razy w ciągu jednej nocy. To by było na tyle w kwestii nauki języków ;)

Planowałam też nadrobić zaległości w lekturze - i przeczytać chociaż część książek, piętrzących się na moim prywatnym stosiku przy łóżku. Nie przewidziałam natomiast , że przy małym i wiecznie płaczącym dziecku niekiedy będę chodzić przez cały dzień w piżamie, myć zęby dopiero o 12stej, a włosy - raz w tygodniu. Dlatego też z moich doświadczeń wynika, że...

....Urlop macierzyński to nie jest najlepszy czas na rozwój osobisty.

W moim przypadku cała ta gadka o "rozwoju na urlopie macierzyńskim" okazała się utopią i jednym wielkim pieprzeniem. Nie miałam czasu nawet zjeść i spokojnie się wysikać - a co dopiero się rozwijać w jakikolwiek sensowny sposób. 

Kiedy mąż przejmował stery i zajmował się Młodym - odgruzowywałam z grubsza mieszkanie i siebie. Z całą pewnością nie myślałam wtedy o żadnych kursach czy szkoleniach. 

Kiedy raz na jakiś  czas zostawialiśmy Młodego  z moimi rodzicami lub teściami  - to załatwialiśmy  bieżące  zakupy, wizyty u lekarza i sprawy  urzędowe, a nie biegaliśmy po jakichś tam szkołach tańca, siłowniach, warsztatach garncarstwa czy szydełkowania. 

Kiedy miałam  chociaż  króciutką  chwilę  "wolnego" od synka - to najczęściej  byłam  w stanie tylko uciąć  sobie drzemkę  albo siedzieć bez ruchu i tępo wgapiać się w ścianę.  Na nic więcej  zwyczajnie nie starczało mi siły. 


Moim zupełnie subiektywnym zdaniem - najlepszym sposobem na rozwój na urlopie macierzyńskim jest PO PROSTU SOBIE TEN ROZWÓJ ODPUŚCIĆ. Dać sobie czas. Budować więź z dzieckiem. Towarzyszyć mu. Mieć na uwadze jego potrzeby - ale również swój własny komfort psychiczny. Nie gonić za tym słynnym "rozwojem" za wszelką cenę, kosztem jeszcze większego zmęczenia i poczucia rozdarcia - bo i tak (mówiąc całkiem szczerze) w ciągu kilku czy kilkunastu pierwszych miesięcy jest on raczej mało  realny. Mi w zupełności wystarczało obserwowanie rozwoju mojego dziecka - natomiast mój osobisty mógł trochę poczekać i ustąpić miejsca wszelkim dokonaniom Juniora. 

Co innego urlop wychowawczy...
 
To już była zupełnie inna bajka.  Bąbel coraz starszy i bardziej samodzielny - wykazywał też większą chęć do pozostawania od czasu do czasu pod opieką dziadków. Potrafił zająć się przez chwilę samym sobą, przywykł do jazdy samochodem i wspólnego podróżowania - a więc zaczęliśmy powolutku wracać na dawne tory i kultywować nasz wcześniejszy, aktywny tryb życia. Ja zdecydowałam się na kolejne studia, zaczęłam dorabiać sobie na freelansie i brać drobne zlecenia dla podreperowania naszego domowego budżetu. Od tamtej pory jestem też bardziej obecna w blogosferze - na różnego rodzaju spotkaniach, warsztatach i konferencjach - a i z mężem mamy nieco więcej czasu tylko dla siebie. 
 
ŻADNEGO Z TYCH URLOPÓW ABSOLUTNIE NIE ŻAŁUJĘ. Każdy z nich był dla mnie niesamowicie cenny - ponieważ mogłam być obecna przy najważniejszych momentach w życiu mojego synka i nie musiałam balansować pomiędzy domem a pracą niczym cyrkowy akrobata, poruszający się po wysoko zawieszonej linie. Jestem naprawdę cholernie wdzięczna losowi, że mogłam sobie na to pozwolić.

Jednak to dopiero na urlopie wychowawczym złapałam nowy wiatr w żagle i zaczęłam faktycznie rozwijać się w różnych kierunkach - nadal będąc przy Bąblu, poświęcając mu swój czas i uwagę. 
 
 
 A jak to było / jest w Waszym przypadku?
Czy zdecydowałyście się na któryś z tych urlopów ? A może na oba?
Jakie refleksje Wam w związku z tym towarzyszą ?