Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2018

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !

Mówię stanowcze "NIE" staruszkom - niedoszłym kidnaperkom, które grożą dziecku porwaniem. Nie zgadzam się też na to, żeby obca baba tarmosiła mojego synka za jego "rozkoszne policzki" albo ładowała mu do rączki jakieś niewiadomego pochodzenia łakocie bez pytania mnie o zgodę. Skoro do dorosłej nieznajomej osoby nie podchodzi się na ulicy, by ją wbrew jej woli obmacać, postraszyć albo nakarmić cukierkami - to dlaczego  niektórzy nie potrafią podobnej zasady stosować również wobec cudzych dzieci?!

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.istockphotos.com

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !  

 1. Nie strasz, że je zabierzesz !

Spacerujemy sobie po parku w bardzo przyjemny, słoneczny dzień. Jest nam wręcz sielsko i anielsko - wokół nas w końcu złota polska jesień ! - dopóki zza jednego z drzew nie wyłania się czarny charakter tej historii...

Staruszka. Na oko nieszkodliwa i poczciwa - ale kiedy mija biegnącego alejką Bąbla, nagle rzuca w jego kierunku pewien (pseudo)żarcik.

"Nie biegaj tak szybko, bo Cię zabiorę mamie!"

Na te słowa Młody staje jak wryty - a potem odwraca się i pędzi w moim kierunku, jakby go z procy wystrzelili.

"Mamo, ta pani chce mnie zabrać!" - dyszy bliski płaczu i niebezpiecznie wykrzywia usta w podkówkę.

"Nie ma pani nic innego do roboty poza straszeniem cudzych dzieci?" - pytam zaczepnie, bo w takich sytuacjach jakoś przymykanie oka na sędziwy wiek nie leży w mojej naturze.

"Przecież tylko sobie żartowałam." - obrusza się babcia - "To już nawet pośmiać się człowiekowi nie wolno?"

No takie to było śmieszne, że aż boki zrywać. Zwłaszcza dla mojego nie znającego się na żartach czterolatka, u którego dobry nastrój już dawno diabli wzięli - i który jeszcze następnego dnia nie przestaje wypytywać mnie, dlaczego ta pani z parku chciała go ze sobą porwać...

2. Nie częstuj niczym bez pytania mnie o zgodę !

Temat rzeka... Pani w sklepie... Kobieta na placu zabaw... Jakieś zupełnie randomowe, przypadkowe osoby w miejscach dedykowanych rodzinom z dziećmi...Serio - nie musicie dokarmiać czyichś pociech czekoladą, chipsami i Coca-Colą ! Nie wiecie przecież , czy dziecko nie jest na coś uczulone. Nie wiecie też, czy już zjadło normalny posiłek - i czy w związku z tym wolno proponować mu jakiś średnio wartościowy zapychacz. Każdy rodzic powinien decydować sam, co i w jakich ilościach może jeść jego dziecko. Więc błagam Was - nie uszczęśliwiajcie nikogo na siłę i zostawcie swoje chrupki czy cukierki dla siebie ! (Niech Wam w biodra idą ;) ) 

 3. Nie tarmoś za "rozkoszne policzki" i nie całuj na siłę !

Stoimy w kolejce w supermarkecie. Przed nami następna pani w wieku średnim bardziej zaawansowanym - co chwilę zerka w kierunku Bąbla, puszcza mu oczka, stroi do niego jakieś miny. Początkowo całkiem to sympatyczne - z czasem natomiast robi się ciut męczące i kłopotliwe. A w zupełny szok wbija nas sytuacja, kiedy po zakończonych zakupach wspomniana kobieta zaczyna tarmosić naszego synka za policzek z okrzykiem : "Jaki on przesłodki !" - i jednocześnie usiłuje go w ten policzek pocałować (!)

(Na szczęście Młody wyrywa się z jej objęć i wieje, gdzie pieprz rośnie - a ja myślę sobie, że lekcje samoobrony przydałyby się już nie tylko w konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy...)

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.mbtskoudsalg.com

 4. Nie wmawiaj, że różowy jest tylko dla dziewczynek !

O takiej sytuacji pisałam całkiem niedawno na naszym Facebooku. Bąbel wybrał sobie na stoisku różowego kaktusa - natomiast ekspedientka za wszelką cenę usiłowała wyperswadować mu ten wybór jako "zbyt dziewczęcy" (tudzież "za mało męski").

Jak bardzo cieszę się i jak ogromnie jestem wdzięczna, że we własnym dzieciństwie nie spotkałam nikogo, kto próbowałby mnie tak płciowo naprostować ! W przeciwnym razie pewnie nie nauczyłabym się tak wspaniale wspinać po drzewach; nie miałabym tyle frajdy podczas zabaw z moimi kuzynami w wojsko, kowbojów i policjantów ! Pewnie przez całą wczesną młodość  przebierałabym swoje lalki Barbie w kolejne falbaniaste kiecki albo mieszała wyimaginowaną zupę w plastikowym garze - a przyznam szczerze, że żadna z tych czynności jakoś szczególnie mnie nie pociągała ;)

I dlatego niezmiennie jestem zdania - że zabawki i zabawy nie mają płci ! A jeśli Bąbel ma ochotę wozić w wózku lalkę bobasa albo postawić sobie w pokoju lampkę w kształcie jednorożca - absolutnie nie będę stawała na przeszkodzie jego poczynaniom ;) 

 5. Nie nazywaj go "niegrzecznym" - i już Ci tłumaczę , dlaczego.

Wychodzę z założenia, że generalnie dzieci są "grzeczne". To ich zachowanie czasami bywa niewłaściwe - zbyt impulsywne, agresywne, nieadekwatne do sytuacji, wynikające z braku umiejętności poradzenia sobie z niektórymi emocjami. W tym wieku  to zupełnie normalne!  - a więc staram się nie przekładać jakiegoś jednorazowego incydentu na całokształt naszych relacji. 

Jeśli moje dziecko postępuje niewłaściwie - to "niegrzeczne" jest jego ZACHOWANIE, a nie ono samo. Warto umieć te dwie rzeczy rozróżniać - bo inaczej można (zupełnie przypadkiem lub w pełni świadomie) wpoić dziecku bardzo krzywdzące przekonania na temat jego osoby i podkopać to wątłe poczucie własnej wartości, które tak naprawdę dopiero zaczyna się budować...

Poza wszystkim : uwierz, że sama zwrócę mu uwagę - bo nie jestem jedną z tych bezkrytycznie nastawionych i roszczeniowych mamusiek, które czasami faktycznie aż się proszą o zewnętrzną, postronną motywację ;) !

***

Istnieje wprawdzie afrykańskie powiedzenie, że 
" Trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko "...
  
 Ale nie uważacie, że niektórzy ludzie traktują je zbyt dosłownie ? 

Was też wyżej wymienione sytuacje tak irytują ?
Czy może należycie do grona szczęśliwców - i nigdy nie mieliście z nimi do czynienia ? 










poniedziałek, 6 listopada 2017

11 typów matek w przedszkolu . Sprawdź, którym jesteś TY ;)

Uprzejmie informuję, że wpis ten ma charakter wyjątkowo przejaskrawiony,  hiperboliczny i żartobliwy - i nie stanowi próby wnikliwej analizy zachowań mam przedszkolaków. Dodam jeszcze, że żadna z wymienionych poniżej kategorii mam nie ucierpiała i nie doznała żadnego uszczerbku w trakcie jego tworzenia - więc jeśli brakuje Ci dystansu oraz poczucia humoru, zdecydowanie odradzam dalszą lekturę ;)


mamy - matki - mama - parenting - lifestyle - przedszkole - adaptacja przedszkolna - wychowanie dziecka
foto : www.nytimes.com


1) Matka Wiecznie Nieogarnięta. Ta kobieta sprawia wrażenie, jakby ciągle bujała w obłokach. Nigdy nie wie, do której grupy zapisano jej dziecko, pod które drzwi należałoby je odprowadzić i gdzie ma swoją szafkę na ubrania (w związku z tym jej synek często wraca do domu w butach kolegi - lub czapce koleżanki). Nie zna imion ani nazwisk nauczycielek przedszkola,  więc w rozmowie o nich posługuje się bardzo obrazowymi opisami: "ta, która ma fryzurę jak jaskółcze gniazdo" albo "ta z brwiami a'la Breżniew". Dobrze, że chociaż imię swojego dziecka pamięta - choć czasami wygląda, jakby chciała zapytać : "Ejjj, czy ja na pewno trafiłam do właściwej placówki - czy powinnam była jednak skręcić dwie przecznice wcześniej?"

2) Matka Top Model. Zawsze prezentuje się dokładnie tak, jakby przed chwilą zeszła z fryzjerskiego fotela. Makijaż, strój i figurę również ma tak nienaganne i perfekcyjne - iż czasami odnosisz wrażenie, że tuż za rogiem czeka na nią cała świta prywatnych stylistek, wizażystek i personalnych trenerów. Nawet o szóstej trzydzieści, kiedy Ty ledwie powłóczysz nogami i musisz ciągnąć się za rzęsy, żeby nie opadły Ci zaspane i zmęczone powieki - ona tryska energią, ocieka kobiecością i seksapilem. Pozostałe matki za nią rzecz jasna nie przepadają - i prawdopodobnie knują spisek, mający na celu jej eliminację ;)

3) Matka - Helikopter. No, ta to po prostu wiecznie krąży.  Nad dzieckiem, oczywiście.  Na nic nie pozwala, we wszystkim wyręcza. Tylko czekać, aż  sama się  do tego przedszkola zapisze  - i przytarga ze sobą  własny  śpiwór  oraz piżamkę na leżakowanie... 

4) Matka - Aktywistka i Społecznica. Tutaj mamy kolejny przejaw matczynej nadgorliwości  - ale nie tyle w stosunku do własnego  dziecka, ile do całego  jego otoczenia. Tej mamie nie wystarcza już  uczestnictwo we wszystkich radach, zarządach i organizacyjnych komitetach. Nie wystarcza pełnienie  funkcji skarbnika ani opiekuna na każdej  możliwej  przedszkolnej wycieczce. Ona musi być  po prostu jak komunistyczna przodowniczka pracy albo pozytywistyczny doktor Judym  - i na każdym  kroku wykazywać  się swoją  pracą  u podstaw.

5) Matka - Widmo. Ktoś  o niej słyszał.  Podobno faktycznie istnieje. Dziecko opowiadało, że  kiedyś  zrobiła  mu nawet kanapki na drugie śniadanie...A mimo to - nikt jej nie widział i nikt nie wie, jak wygląda. Tajemnicza i nierozszyfrowana jak enigma - nie pojawia się na żadnym przedszkolnym zebraniu.

6) Matka - Wariatka. Jej dziecko jest po prostu NAJ. Już w wieku niespełna czterech lat recytuje Homera, zna rachunek różniczkowy, a w wolnych chwilach odpala laptopa i inwestuje na giełdzie. Wszystkie inne przedszkolaki mogą się przed nim schować - a niech tylko ktoś spróbuje temu zaprzeczyć ! Od razu jej niebotyczny obcas znajdzie się w wiadomej części ciała takiego delikwenta !

7) Matka Gawędziarka. Kiedy Cię dorwie - to nie ma zmiłuj ! Zagada na śmierć, opowie historię swojego życia od okresu prenatalnego , przeprowadzi skrupulatnie przez wszystkie zawiłości rodzinnych i sąsiedzkich koligacji. Powie Ci, kto z kim sypia - kto z kim ma nieślubne dziecko - kto kogo zdradza - kto wykupił ostatnią parę Crocksów w Lidlu i ostatniego Świeżaka w Biedronce. Nie reaguje nawet na Twoje gorączkowe przestępowanie z nogi na nogę - będące przecież ewidentnym i rozpaczliwym sygnałem, że musisz wreszcie pójść do tej cholernej toalety !

8) Matka Perfekcjonistka. Zawsze z długopisem i notatnikiem pod ręką. Zapisuje drobnym druczkiem wszystkie fakty z życia przedszkola, które wydają się jej istotne - łącznie z informacją, o której godzinie pani woźna Grażynka przetarła korytarz mokrym mopem. Zadaje też mnóstwo kłopotliwych pytań, na które personel przedszkola nie zawsze jest w stanie rzetelnie odpowiedzieć. Czepia się każdego szczegółu - jest jak Sanepid, NIK i CBŚ razem wzięte.

9) Matka Roszczeniowa. To ta, której wszystko się należy. Jej i jej dziecku - i nikomu innemu na całym świecie ;) Miejsce w pierwszym rzędzie na przedszkolnym teatrzyku, szafka z najładniejszym znaczkiem w dziecięcej szatni, pierwszeństwo w kolejce po mikołajkową paczkę...No generalnie wydaje się jej, że z jakichś bliżej nieokreślonych przyczyn powinna być uprzywilejowana i witana rozwinięciem czerwonego dywanu jak na oscarowej gali. Dyrekcja placówki rozważa nawet zakup takiego dywanu - żeby połechtać jej ego i mieć wreszcie choć trochę świętego spokoju.

10) Matka "A Dajcie Wy Mi Wszyscy Święty Spokój !". Ciemne okulary, czarny płaszcz, naciągnięty głęboko na twarz kaptur albo kapelusz z szerokim rondem. Całą swoją postawą i zachowaniem informuje otoczenie, że chce być incognito i że nie przyszła się tu z nikim zaprzyjaźniać. Kiedy już odstawi dziecko w odpowiednie miejsce, przemyka pod ścianami niczym cień - by przypadkiem nie wpaść na kogoś , z kim trzeba będzie wymieniać grzecznościowe uwagi o pogodzie. Chce mieć święty spokój - i najchętniej wszelkie kontakty z przedszkolem utrzymywałaby jedynie zdalnie : ze swojej bezpiecznej , opancerzonej bazy.

11) Matka symulantka.  Podczas gdy dzieci czasami udają chorobę, by nie iść do przedszkola - ona z kolei symuluje pełne zdrowie swojej pociechy i posyła je tam nawet z zielonym gilem do pasa, gruźliczym kaszlem i gorączką. Próbuje wmawiać wszystkim wokół, że to przez pyłki, roztocza albo inwazję kosmitów. Zaraża chorobami - a ZRAŻA całkowitym brakiem odpowiedzialności.

 ***

Jeśli o mnie chodzi - jestem numerem 10 ;)

Kolej na Ciebie ;)
Przyznaj się - który typ matki najbardziej do Ciebie pasuje ?
A może chciałabyś dodać jeszcze jakiś , o którym zapomniałam ? 

poniedziałek, 2 października 2017

Rozwój osobisty na urlopie macierzyńskim - realny cel czy utopia ?


Zdaje się, że to było zaledwie chwilę temu. Tymczasem minęły już ponad 3 lata, odkąd poszłam na urlop macierzyński - i ponad 2 lata od momentu, w którym zdecydowałam się kontynuować opiekę nad Bąblem w domu na urlopie wychowawczym. 

Czy moje wyobrażenia o urlopie macierzyńskim i wychowawczym miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? Czy w 100 procentach pochłonęło mnie wyłącznie dziecko - czy też znalazłam czas na własny rozwój i poszerzanie horyzontów? Jaki to był okres dla mnie i dla całej naszej rodziny - i do jakich wniosków mnie doprowadził ? 


Urlop macierzyński - to nie jest żaden "urlop" :)

Obalmy mity i zweryfikujmy niewłaściwe nazewnictwo. Urlop macierzyński to naprawdę ostra harówa i permanentne zmęczenie - jakiego do tej pory w swoim życiu nie doświadczyłam, nawet zasuwając po 12 godzin dziennie w poprzedniej pracy.

Oczywiście, jest to również harówa całkiem przyjemna i satysfakcjonująca - bo uroczy bezzębny uśmiech jest nam w stanie naprawdę wiele wynagrodzić, a na widok kolejnych postępów naszego dziecka serce aż rośnie ze wzruszenia, a nogi miękną w kolanach... ALE - nadal jest to cholernie ciężka praca, podczas której masz nad sobą najbardziej wymagającego i "roszczeniowego" szefa, jakiego tylko jesteś w stanie sobie wyobrazić ;)

Wariackie dni, nieprzespane noce, załatwianie potrzeb fizjologicznych z niemowlakiem na kolanach, kompletny brak czasu dla siebie, męża i reszty świata - właśnie tak w wielkim skrócie mogłabym podsumować pierwszy rok życia naszego synka. Wszystkie te czynniki razem wzięte stanowią punkt wyjścia dla kolejnej kwestii...


 Urlop macierzyński - wyobrażenia kontra rzeczywistość.
 
Miałam odnośnie macierzyńskiego pewne plany - których nie zrealizowałam wcześniej, rzucając się w wir pracy połączonej ze studiami. Dla przykładu, planowałam zapisać się na jakiś kurs językowy, co to niby "15 minut dziennie przy komputerze wystarczy". Are you kidding me? 15 minut to się mój laptop odpalał - a potem mały Bąbel przebudzony ze snu darł się wniebogłosy i trzeba było lecieć do niego jak do pożaru. I tak kilkanaście/ kilkadziesiąt razy w ciągu jednej nocy. To by było na tyle w kwestii nauki języków ;)

Planowałam też nadrobić zaległości w lekturze - i przeczytać chociaż część książek, piętrzących się na moim prywatnym stosiku przy łóżku. Nie przewidziałam natomiast , że przy małym i wiecznie płaczącym dziecku niekiedy będę chodzić przez cały dzień w piżamie, myć zęby dopiero o 12stej, a włosy - raz w tygodniu. Dlatego też z moich doświadczeń wynika, że...

....Urlop macierzyński to nie jest najlepszy czas na rozwój osobisty.

W moim przypadku cała ta gadka o "rozwoju na urlopie macierzyńskim" okazała się utopią i jednym wielkim pieprzeniem. Nie miałam czasu nawet zjeść i spokojnie się wysikać - a co dopiero się rozwijać w jakikolwiek sensowny sposób. 

Kiedy mąż przejmował stery i zajmował się Młodym - odgruzowywałam z grubsza mieszkanie i siebie. Z całą pewnością nie myślałam wtedy o żadnych kursach czy szkoleniach. 

Kiedy raz na jakiś  czas zostawialiśmy Młodego  z moimi rodzicami lub teściami  - to załatwialiśmy  bieżące  zakupy, wizyty u lekarza i sprawy  urzędowe, a nie biegaliśmy po jakichś tam szkołach tańca, siłowniach, warsztatach garncarstwa czy szydełkowania. 

Kiedy miałam  chociaż  króciutką  chwilę  "wolnego" od synka - to najczęściej  byłam  w stanie tylko uciąć  sobie drzemkę  albo siedzieć bez ruchu i tępo wgapiać się w ścianę.  Na nic więcej  zwyczajnie nie starczało mi siły. 


Moim zupełnie subiektywnym zdaniem - najlepszym sposobem na rozwój na urlopie macierzyńskim jest PO PROSTU SOBIE TEN ROZWÓJ ODPUŚCIĆ. Dać sobie czas. Budować więź z dzieckiem. Towarzyszyć mu. Mieć na uwadze jego potrzeby - ale również swój własny komfort psychiczny. Nie gonić za tym słynnym "rozwojem" za wszelką cenę, kosztem jeszcze większego zmęczenia i poczucia rozdarcia - bo i tak (mówiąc całkiem szczerze) w ciągu kilku czy kilkunastu pierwszych miesięcy jest on raczej mało  realny. Mi w zupełności wystarczało obserwowanie rozwoju mojego dziecka - natomiast mój osobisty mógł trochę poczekać i ustąpić miejsca wszelkim dokonaniom Juniora. 

Co innego urlop wychowawczy...
 
To już była zupełnie inna bajka.  Bąbel coraz starszy i bardziej samodzielny - wykazywał też większą chęć do pozostawania od czasu do czasu pod opieką dziadków. Potrafił zająć się przez chwilę samym sobą, przywykł do jazdy samochodem i wspólnego podróżowania - a więc zaczęliśmy powolutku wracać na dawne tory i kultywować nasz wcześniejszy, aktywny tryb życia. Ja zdecydowałam się na kolejne studia, zaczęłam dorabiać sobie na freelansie i brać drobne zlecenia dla podreperowania naszego domowego budżetu. Od tamtej pory jestem też bardziej obecna w blogosferze - na różnego rodzaju spotkaniach, warsztatach i konferencjach - a i z mężem mamy nieco więcej czasu tylko dla siebie. 
 
ŻADNEGO Z TYCH URLOPÓW ABSOLUTNIE NIE ŻAŁUJĘ. Każdy z nich był dla mnie niesamowicie cenny - ponieważ mogłam być obecna przy najważniejszych momentach w życiu mojego synka i nie musiałam balansować pomiędzy domem a pracą niczym cyrkowy akrobata, poruszający się po wysoko zawieszonej linie. Jestem naprawdę cholernie wdzięczna losowi, że mogłam sobie na to pozwolić.

Jednak to dopiero na urlopie wychowawczym złapałam nowy wiatr w żagle i zaczęłam faktycznie rozwijać się w różnych kierunkach - nadal będąc przy Bąblu, poświęcając mu swój czas i uwagę. 
 
 
 A jak to było / jest w Waszym przypadku?
Czy zdecydowałyście się na któryś z tych urlopów ? A może na oba?
Jakie refleksje Wam w związku z tym towarzyszą ?
 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Blog Parenting Poznań - gdzie diabeł nie może, tam blogerkę pośle :)

W spotkaniach blogerskich najbardziej lubię, kiedy ich organizatorzy potrafią zachować umiar i odnaleźć tak zwany "złoty środek". Kiedy jest intensywnie - ale nie męcząco. Kiedy znajduje się miejsce zarówno na babskie plotki i pogaduchy, jak i na wartościowe warsztaty oraz rzetelnie przygotowane prelekcje. Kiedy można spędzić trochę czasu wyłącznie w kobiecym, blogowym gronie - ale również poszaleć z własną rodziną w jakimś nowym, ciekawym miejscu.

Taki właśnie był dla mnie Blog Parenting Poznań
na którego organizację zdecydowała się (odważna!) Basia z bloga Pierwsze Kroki. 

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Rzecz miała miejsce 18 marca w Parku Rozrywki Rodzinka w Skórzewie pod Poznaniem. Gdybyście kiedyś poszukiwali jakiegoś fajnego lokalu na organizację urodzin, kinderbalu czy innej imprezy okolicznościowej - to znajdziecie tam między innymi:

- kilkupoziomowy plac zabaw z kulkami, trampolinami, zjeżdżalniami i małpim gajem;
 - przestronną salę, na której odbywały się wszystkie zaplanowane na ten dzień wykłady;
- wielkie zatrzęsienie wszelkiej maści zabawek i automatów do gry;
- serwującą pyszne jedzenie restaurację.

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Wprawdzie mamy kilka podobnych parków rozrywki w naszej bliższej, znajomej okolicy - jednak w stosunku do żadnego z nich Bąbel nie zapałał aż tak wielką miłością ;) Było go nam naprawdę trudno stamtąd wyciągnąć - a teraz praktycznie nie ma dnia żeby nie wspominał wszystkich tamtejszych atrakcji i nie domagał się kolejnej wizyty. Chcąc nie chcąc, pewnie jeszcze kiedyś Rodzinkę odwiedzimy ;)

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Co jeszcze - poza dobrą zabawą - wynieśliśmy z Blog Parenting Poznań? 

W niektórych kręgach panuje przekonanie, że z takich blogerskich spotkań wynieść można przede wszystkich całe torby "darów losu", czyli upominków i materiałów reklamowych od sponsorów. Owszem, zdarza się to jako miły dodatek i uwieńczenie całego eventu - ale najważniejsze jest przecież coś zupełnie innego !

O swoich doświadczeniach w blogosferze opowiadali nam Piotr i Ilona z bloga Mum and the City - którzy w bardzo przystępnej i skondensowanej formie przedstawili to wszystko, do czego dochodziłam mozolnie przez cały ubiegły rok ;) Do licznych zalet urlopu tacierzyńskiego przekonywał Tomek z Tasty Way Of Life, natomiast swoją wiedzą o tajnikach fotografii i Instagrama podzieliły się z nami Ania (OkiemMamy) oraz Iza (Nianio).

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

W międzyczasie dla chętnych mam odbywały się też zajęcia z chustonoszenia prowadzone przez Agnieszkę (Instrukcję Poproszę) oraz pokazy kulinarne z Piotrem Skibą i Bonduelle, bazujące na absolutnie zaskakujących połączeniach smaków i aromatów. (Dla mnie dania główne z przewagą ciecierzycy okazały się akurat niezbyt jadalne - ale za to desery i puddingi z nasion chia od tamtej pory robię w domu niemal codziennie i po prostu nie mogę się nimi nasycić!)

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Dodatkowo przez cały dzień towarzyszyła nam sympatyczna maskotka marki Danone, która częstowała wszystkich uczestników serkami i jogurtami o nowym składzie. Według informacji przekazanych nam przez specjalistów z Instytutu Matki i Dziecka zawartość cukru zredukowano w nich aż o 20% - i faktycznie mogę potwierdzić, że jest to niezwykle korzystna zmiana, bardzo wyraźnie wyczuwalna w smaku.

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Sporą siłę przyciągania miały też 
przygotowane dla nas stoiska i stanowiska różnych firm.

Ziaja prezentowała swoje kosmetyki, do których mnie już od wielu lat wcale nie trzeba przekonywać - oraz oferowała każdej z nas analizę cery i indywidualne porady w zakresie jej pielęgnacji. 

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek
 
Na stoisku sklepu E-plecaki zatrzymałam się na szczególnie długą "chwilę", 
bo właśnie poszukujemy jakichś fajnych walizek, plecaków lub toreb podróżnych na wakacje. 

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek
zdjęcie: E-plecaki

Swój asortyment przedstawiała też firma Mablo
dystrybutor artykułów dziecięcych marek Pabobo, Pearhead i Ki ET LA.

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Reasumując, wyjazd na Blog Parenting Poznań 
z całą pewnością nie był dla nas czasem straconym ! 

Mamy wielką nadzieję na kolejną edycję za rok -
i liczymy na to, że wtedy wszystko zagra już idealnie, a frekwencja będzie 100-procentowa :)

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek

Blog Parenting Poznań - spotkanie blogerek