Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stereotypy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stereotypy. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lipca 2021

"Cnoty niewieście" - czyli o tym, by ministra Czarnka postawić przy garnkach.

 W ciągu całego swojego życia słyszałam niezliczoną ilość razy, że:  

  • mam być grzeczna, skromna i posłuszna (nie zawsze byłam...);
  • mam popierdzielać do kościółka co niedzielę - w lakierkach,rajstopkach i z ogromną kokardą wpiętą we włosy (kilka lat temu wreszcie określiłam się jako szczęśliwa i wolna od kościelnej indoktrynacji ateistka);
  • dziewczynce pewnych rzeczy nie wypada (nie wypada to najwyżej plomba z zęba,jeśli jest porządnie założona);
  • nie powinnam przeklinać i łazić po drzewach (nadal przeklinam i łażę, pomimo moich 35 lat);
  • mam bawić się lalkami,a nie samochodami (moja Barbie jeździła koparką);
  • w czerwonych szpilkach wyglądam jak prostytutka (uwielbiam czerwone szpilki i mam ich w szafie chyba z sześć par);
  • ta sukienka jest za krótka, a ta druga ma za głęboki dekolt (do kompletu kupiłam jeszcze skórzany choker, smycz i inne gadżety w stylu cosplay);
  • kobieta to zwykła puszczalska szmata,a facet - samiec alfa, któremu wszyscy zazdroszczą jego podbojów;
  • pewnych kobiecych emocji lepiej nie uzewnętrzniać (oczywiście - lepiej dusić je w sobie, popadać w depresję i inne zaburzenia psychiczne);
  • ślub to tylko w długiej białej sukni i w welonie (moja sukienka z elementami oczojebnej fuksji sięgała ledwie do połowy uda i pamiętam, że strasznie zgorszyła naszego poczciwego organistę);
  • po ślubie powinnam przyjąć nazwisko męża,bo inna decyzja oznacza brak szacunku do niego (wybrałam nazwisko dwuczłonowe,mąż nie wydaje się szczególnie pokrzywdzony);
  • jako "prawdziwa matka" mam codziennie przyrządzać dwudaniowe obiady i podawać je do stołu z szerokim uśmiechem,niczym cholerna żona ze Stepford (nadal niewiele gotuję, za to chętnie korzystam z dobrodziejstw zaprzyjaźnionych restauracji i opcji takeaway);
  • mam poświęcić własne marzenia, aspiracje i plany "dla dobra rodziny" (dobro rodziny to również moje dobro!);
  • kobieta nigdy nie będzie takim kompetentnym i szanowanym pracownikiem,jak mężczyzna (chyba tylko w beznadziejnych firmach prowadzonych przez męskich szowinistów, którymi w ogóle nie warto zaprzątać sobie głowy);
  • niepłodność to zawsze "wina" kobiety (bez komentarza...);
  • kobieta zgwałcona czy molestowana sama sobie na to zasłużyła - bo pewnie sprowokowała, założyła zbyt wyzywający strój i generalnie "sama tego chciała" (klasyczny victim blaming - zamiast po prostu uczyć chłopców oraz mężczyzn,że ABSOLUTNIE NIC tego gwałtu czy molestowania nie usprawiedliwia)... 

Myślałam, że mamy XXI wiek, że czasy galopującego patriarchatu już minęły i że wszystkie te krzywdzące nakazy, zakazy oraz stereotypy dotyczące kobiet to jedynie relikt (całkiem niedalekiej) przeszłości - ale nagle pojawia się minister Czarnek wraz ze swoim doradcą Skrzydlewskim i wspólnie usiłują zafundować polskim dziewczynkom-uczennicom oraz dorosłym kobietom powrót do mentalnego Średniowiecza, niosąc im KAGANIEC oświaty (nie mylić z kagankiem!)
 
Chodzi oczywiście o słynne "cnoty niewieście", o których od kilku dni huczy już cały internet - i które mają być jednym z edukacyjnych priorytetów na rok szkolny 2021/2022. Obaj panowie nie wyjaśniają wprawdzie jakoś bardzo szczegółowo, cóż te "cnoty niewieście" w ich mniemaniu mają oznaczać - ale można domyślić się, że są one kwintesencją całej dotychczasowej PiS-owskiej propagandy. 

A może chodzi o cnoty biblijne, zawarte w Księdze Przysłów (Prz 31)? Tam tak zwana "dzielna niewiasta" zajmuje się domem, gospodarstwem i ogrodem: przędzie len i wełnę, dba o posiłki dla swojej rodziny, przygotowuje odzienie dla wszystkich domowników, zajmuje się troskliwie dziećmi oraz mężem. Dodatkowo, "nie jada chleba lenistwa" i "jej lampa wśród nocy nie gaśnie" - a zatem potulnie zapierdziela 24 godziny na dobę, podczas gdy jej mężczyzna zasiada w starszyźnie, dzierży władzę i decyduje o losach świata (sick!)
 
Kolejna sprawa: co poeta Skrzydlewski  miał na myśli, mówiąc o "wychowaniu kobiet" - i czy kobiety trzeba naprawdę wychowywać jakoś szczególnie (w przeciwieństwie do mężczyzn) oraz stosować wobec tych obu płci zupełnie odmienne, podwójne standardy? Zdaje się, że szanownemu doradcy chodziło o to, by rzeczone kobiety po prostu stłamsić, uprzedmiotowić i (po raz kolejny zresztą) pokazać im, gdzie tak naprawdę w opinii polityków prawicy jest ich miejsce: przy garach, na porodówce,w kościele i koniecznie przy mężu w tak zwanej "tradycyjnej rodzinie" - nawet jeżeli ten mąż to kawał chama, który nie stroni od alkoholu, licznych kochanek, najróżniejszych form przemocy fizycznej i psychicznej...
 
 ***

No dobra, do brzegu - bo wkurzam się coraz bardziej, im dłużej o tym myślę i piszę. Podobnie jak panowie Czarnek i Skrzydlewski uważam, że jak najbardziej powinno się ugruntowywać dziewczynki do cnót niewieścich! - ale mój katalog tych cnót prezentuje się zgoła odmiennie:

asertywność, zdrowy egoizm i stawianie granic;
samodzielne, krytyczne myślenie;
odwaga mówienia tego, co się naprawdę myśli;
feminizm i wspieranie innych kobiet;
realizowanie własnych pasji, marzeń i ambicji;
rozwijanie swojej świadomości i niepoddawanie się propagandzie;
szacunek dla wszystkich ludzi i innych żywych istot;
swoboda w wyrażaniu emocji;
autonomia i samoakceptacja;
wiara w siebie i życiowa pasja, której nikt nie stłamsi;
troska o siebie, własne zdrowie fizyczne i psychiczne;
życie po swojemu, niezależnie od cudzych opinii...

Czy dodałybyście coś jeszcze -
i co w ogóle myślicie o całej tej kuriozalnej sytuacji? 
 

czwartek, 7 marca 2019

ADA, to WYPADA ! Czy naprawdę chcesz być jak idealne ciasto na pizzę ?!

Droga Ado,

Ile razy słyszałaś, że czegoś Ci "NIE WYPADA" - tylko dlatego, że jesteś dziewczynką / kobietą ?

Ile razy ktoś powiedział Ci, że Twoi bracia i koledzy mogą rozrabiać, brudzić się, łazić po drzewach i taplać się w kałużach - a Ty powinnaś być grzeczna i łagodna, świecić czystością oraz dobrym przykładem ?

Ile razy w domu czy w szkole bałaś się otwarcie wyrazić swoją opinię lub wejść z kimś w polemikę - bo to co w przypadku chłopców uważano za normalną dyskusję i wymianę zdań, w przypadku dziewczynek było już krnąbrnością, "pyskowaniem" i brakiem posłuszeństwa ?

Ile razy spotkałaś się ze stwierdzeniem, że "chłopcom się więcej wybacza" - a dziewczynka powinna już przez sam fakt swojej przynależności płciowej być rozsądna, przezorna, odpowiedzialna, nie wpadać na głupie pomysły i nie pakować się w tarapaty?

I nie - wcale nie chodzi mi o to, by zniechęcić Cię do całego rodzaju męskiego ! Musisz wiedzieć, że chłopcy również często borykają się z różnymi stereotypami na swój temat - na przykład według niektórych "nie wolno im płakać, okazywać emocji, lubić zabawy lalkami czy cukierkowego różu..."

Ale jednak ten wpis dotyczy przede wszystkim Ciebie oraz wielu innych dziewczynek i kobiet takich, jak Ty - więc pozwól, że przejdę dalej...

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska

Droga Ado,

Ile razy w swoim życiu zostałaś oceniona po pozorach ?

Ile razy przypięto Ci łatkę "głupiej blondynki" albo "puszczalskiej" - kierując się wyłącznie Twoim kolorem włosów, makijażem, długością sukienki czy głębokością dekoltu ?

Ile razy odniosłaś wrażenie, że nauczyciel ocenił Cię na podstawie tego, jakie dżinsy założyłaś - a nie na podstawie tego, co wiesz, czego się nauczyłaś i jak skrupulatnie przygotowałaś się do szkolnych zajęć?

Ile razy powiedziano o Tobie, że jesteś za gruba / za chuda / za wysoka / za niska ? Albo że masz zbyt dużo piegów / zbyt krzywe zęby / za blade nogi / zbyt małe piersi / zbyt dużą pupę - jakby Twój wygląd był jedyną rzeczą, która Cię określa ? 

Ile razy zostałaś zaszufladkowana i zdefiniowana w tego typu krzywdzący sposób - bo inni ludzie nie zadali sobie nawet minimalnego trudu, by poznać Cię bliżej i dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej niż to, co dostrzegalne tylko na pierwszy rzut oka?

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska

Droga Ado,

Jak często próbowano wmawiać Ci, że Twój kierunek studiów, ulubiony sport, konkretne zainteresowania albo wymarzona praca nie są dla Ciebie odpowiednie - lub są zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn ?

Jak często sugerowano Ci, że nie jesteś wystarczająco kompetentna i że nigdy nie osiągniesz życiowego sukcesu (cokolwiek przez ten sukces rozumiesz - bo przecież jego definicje mogą być dla każdego człowieka zupełnie różne!) ?

Jak często dawano Ci odczuć, że Twoje pasje są śmieszne, bezsensowne i niepotrzebne - a marzenia to tylko naiwne, infantylne mrzonki ?

Jak często odbierano Ci wiarę w siebie, umniejszano Twoją wartość - i robiono wszystko, żebyś zaczęła postrzegać siebie przez pryzmat jakichś przestarzałych, skostniałych, średniowiecznych stereotypów ?

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska

Droga Ado,

Żyjemy w XXI wieku ! (choć może jeszcze nie do końca dociera to do ludzi, których horyzonty myślowe są tak wąskie, jak pasek w stringach...)

WYPADA CI WSZYSTKO, na co tylko masz ochotę - oczywiście o ile nie krzywdzi to innych i nie uderza w ich osobistą godność.

WYPADA CI popełniać błędy, robić głupstwa i mieć głęboko gdzieś wszystkie sztucznie napompowane i wykreowane, chodzące "ideały".

WYPADA CI rozwijać swoje zainteresowania, dbać o siebie i własne potrzeby, wyrażać głośno swoje zdanie, aprobatę i niezadowolenie. 

WYPADA CI mówić "NIE !"- kiedy coś Ci się nie podoba, narusza Twoją osobistą przestrzeń, rani Twoje uczucia lub sprawia, że nie czujesz się komfortowo.

WYPADA CI wyglądać tak, jak chcesz - i robić to, co kochasz !

WYPADA CI traktować siebie oraz swoje marzenia priorytetowo ! - bo inni ludzie pojawiają się i znikają, przychodzą i odchodzą, a samej sobie będziesz przecież towarzyszyła aż do końca życia !

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska

Droga Ado,

Ja też dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, że nie jestem tu po to, by spełniać oczekiwania otoczenia.

Dlatego zastanów się, proszę : Czy chcesz być jak idealnie wyrobione ciasto na pizzę? Taka jak setki innych placków, przygotowywanych według tej samej, cudzej receptury - a potem wkładanych do odpowiedniej lśniącej, nierdzewnej formy i przycinanych równiutko przy brzegach, żeby nic nie wystawało ?

Czy może wolisz być nawet jak jakiś nierówny, pokiereszowany zakalec - ale za to drugiej takiej pizzy jak Ty nie znajdzie się w żadnej restauracji i w żadnej karcie dań na całym świecie? ;) Jesteś przecież wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju - więc odważ się być sobą i czuć się ze sobą dobrze! :)

Możesz przejść przez swoje życie jak po sznurku, który rozłożyli dla Ciebie inni ludzie. Możesz robić to, czego od Ciebie oczekują - i starać się uszczęśliwić wszystkich poza samą sobą. Tak jest w pewnym sensie łatwiej i wygodniej, bo to nie Ty przecierasz szlaki - ale czy na pewno Cię to satysfakcjonuje ?

Z całego serca doradzam Ci, żebyś jednak się zbuntowała, odważyła i wyszła ze swojej "szufladki". Nawet jeśli wybierzesz drogę trudniejszą, bardziej krętą i wyboistą - będzie to TWOJA droga, TWOJE doświadczenia, TWOJE wzloty i TWOJE upadki. TWOJE -  a nie tych wszystkich malkontentów, którzy albo w Ciebie nie wierzą, albo wręcz źle Ci życzą !

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska
   
Droga Ado,

Na zakończenie pamiętaj, proszę :

Twoje miejsce nie jest tam, gdzie ktoś Ci je wyznaczył - 
tylko tam, gdzie sama pragniesz być. 

___________________________________

zdjęcia : pixabay

Wpis powstał w ramach kampanii społecznej Ada, to WYPADA ! - zainicjowanej przez Anię z bloga Popaprana oraz zainspirowanej książką Sylwii Stano i Zofii Karaszewskiej pod tym samym tytułem. 

Ada to WYPADA ! - kampania społeczna - blog rodzicielski - blog parentingowy - motywacja - wiara w siebie - spełnianie marzeń - równouprawnienie - Sylwia Stano - Zofia Karaszewska

piątek, 21 września 2018

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !

Mówię stanowcze "NIE" staruszkom - niedoszłym kidnaperkom, które grożą dziecku porwaniem. Nie zgadzam się też na to, żeby obca baba tarmosiła mojego synka za jego "rozkoszne policzki" albo ładowała mu do rączki jakieś niewiadomego pochodzenia łakocie bez pytania mnie o zgodę. Skoro do dorosłej nieznajomej osoby nie podchodzi się na ulicy, by ją wbrew jej woli obmacać, postraszyć albo nakarmić cukierkami - to dlaczego  niektórzy nie potrafią podobnej zasady stosować również wobec cudzych dzieci?!

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.istockphotos.com

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !  

 1. Nie strasz, że je zabierzesz !

Spacerujemy sobie po parku w bardzo przyjemny, słoneczny dzień. Jest nam wręcz sielsko i anielsko - wokół nas w końcu złota polska jesień ! - dopóki zza jednego z drzew nie wyłania się czarny charakter tej historii...

Staruszka. Na oko nieszkodliwa i poczciwa - ale kiedy mija biegnącego alejką Bąbla, nagle rzuca w jego kierunku pewien (pseudo)żarcik.

"Nie biegaj tak szybko, bo Cię zabiorę mamie!"

Na te słowa Młody staje jak wryty - a potem odwraca się i pędzi w moim kierunku, jakby go z procy wystrzelili.

"Mamo, ta pani chce mnie zabrać!" - dyszy bliski płaczu i niebezpiecznie wykrzywia usta w podkówkę.

"Nie ma pani nic innego do roboty poza straszeniem cudzych dzieci?" - pytam zaczepnie, bo w takich sytuacjach jakoś przymykanie oka na sędziwy wiek nie leży w mojej naturze.

"Przecież tylko sobie żartowałam." - obrusza się babcia - "To już nawet pośmiać się człowiekowi nie wolno?"

No takie to było śmieszne, że aż boki zrywać. Zwłaszcza dla mojego nie znającego się na żartach czterolatka, u którego dobry nastrój już dawno diabli wzięli - i który jeszcze następnego dnia nie przestaje wypytywać mnie, dlaczego ta pani z parku chciała go ze sobą porwać...

2. Nie częstuj niczym bez pytania mnie o zgodę !

Temat rzeka... Pani w sklepie... Kobieta na placu zabaw... Jakieś zupełnie randomowe, przypadkowe osoby w miejscach dedykowanych rodzinom z dziećmi...Serio - nie musicie dokarmiać czyichś pociech czekoladą, chipsami i Coca-Colą ! Nie wiecie przecież , czy dziecko nie jest na coś uczulone. Nie wiecie też, czy już zjadło normalny posiłek - i czy w związku z tym wolno proponować mu jakiś średnio wartościowy zapychacz. Każdy rodzic powinien decydować sam, co i w jakich ilościach może jeść jego dziecko. Więc błagam Was - nie uszczęśliwiajcie nikogo na siłę i zostawcie swoje chrupki czy cukierki dla siebie ! (Niech Wam w biodra idą ;) ) 

 3. Nie tarmoś za "rozkoszne policzki" i nie całuj na siłę !

Stoimy w kolejce w supermarkecie. Przed nami następna pani w wieku średnim bardziej zaawansowanym - co chwilę zerka w kierunku Bąbla, puszcza mu oczka, stroi do niego jakieś miny. Początkowo całkiem to sympatyczne - z czasem natomiast robi się ciut męczące i kłopotliwe. A w zupełny szok wbija nas sytuacja, kiedy po zakończonych zakupach wspomniana kobieta zaczyna tarmosić naszego synka za policzek z okrzykiem : "Jaki on przesłodki !" - i jednocześnie usiłuje go w ten policzek pocałować (!)

(Na szczęście Młody wyrywa się z jej objęć i wieje, gdzie pieprz rośnie - a ja myślę sobie, że lekcje samoobrony przydałyby się już nie tylko w konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy...)

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.mbtskoudsalg.com

 4. Nie wmawiaj, że różowy jest tylko dla dziewczynek !

O takiej sytuacji pisałam całkiem niedawno na naszym Facebooku. Bąbel wybrał sobie na stoisku różowego kaktusa - natomiast ekspedientka za wszelką cenę usiłowała wyperswadować mu ten wybór jako "zbyt dziewczęcy" (tudzież "za mało męski").

Jak bardzo cieszę się i jak ogromnie jestem wdzięczna, że we własnym dzieciństwie nie spotkałam nikogo, kto próbowałby mnie tak płciowo naprostować ! W przeciwnym razie pewnie nie nauczyłabym się tak wspaniale wspinać po drzewach; nie miałabym tyle frajdy podczas zabaw z moimi kuzynami w wojsko, kowbojów i policjantów ! Pewnie przez całą wczesną młodość  przebierałabym swoje lalki Barbie w kolejne falbaniaste kiecki albo mieszała wyimaginowaną zupę w plastikowym garze - a przyznam szczerze, że żadna z tych czynności jakoś szczególnie mnie nie pociągała ;)

I dlatego niezmiennie jestem zdania - że zabawki i zabawy nie mają płci ! A jeśli Bąbel ma ochotę wozić w wózku lalkę bobasa albo postawić sobie w pokoju lampkę w kształcie jednorożca - absolutnie nie będę stawała na przeszkodzie jego poczynaniom ;) 

 5. Nie nazywaj go "niegrzecznym" - i już Ci tłumaczę , dlaczego.

Wychodzę z założenia, że generalnie dzieci są "grzeczne". To ich zachowanie czasami bywa niewłaściwe - zbyt impulsywne, agresywne, nieadekwatne do sytuacji, wynikające z braku umiejętności poradzenia sobie z niektórymi emocjami. W tym wieku  to zupełnie normalne!  - a więc staram się nie przekładać jakiegoś jednorazowego incydentu na całokształt naszych relacji. 

Jeśli moje dziecko postępuje niewłaściwie - to "niegrzeczne" jest jego ZACHOWANIE, a nie ono samo. Warto umieć te dwie rzeczy rozróżniać - bo inaczej można (zupełnie przypadkiem lub w pełni świadomie) wpoić dziecku bardzo krzywdzące przekonania na temat jego osoby i podkopać to wątłe poczucie własnej wartości, które tak naprawdę dopiero zaczyna się budować...

Poza wszystkim : uwierz, że sama zwrócę mu uwagę - bo nie jestem jedną z tych bezkrytycznie nastawionych i roszczeniowych mamusiek, które czasami faktycznie aż się proszą o zewnętrzną, postronną motywację ;) !

***

Istnieje wprawdzie afrykańskie powiedzenie, że 
" Trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko "...
  
 Ale nie uważacie, że niektórzy ludzie traktują je zbyt dosłownie ? 

Was też wyżej wymienione sytuacje tak irytują ?
Czy może należycie do grona szczęśliwców - i nigdy nie mieliście z nimi do czynienia ? 










piątek, 15 września 2017

"Nie chcę mieć dzieci - czy jestem jakaś dziwna ?" - czyli o polskiej SZUFLANDII słów kilka...


"Nie chcę mieć dzieci - czy jestem jakaś dziwna ?" Właśnie po takim pytaniu trafiłaś na mój blog, Droga Czytelniczko. Sprawdziłam to w statystykach - do których nie zaglądam wprawdzie zbyt często, ale czasami mi się zdarza. Powiem Ci zupełnie szczerze, że dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. W moim odczuciu byłabyś zdecydowanie bardziej dziwna, gdybyś nie chciała mieć dzieci - a jednak za wszelką cenę próbowała dopasować siebie i swoje poglądy do oczekiwań innych !

Nie chcesz mieć dzieci? A może chcesz mieć ich pięcioro? A może jeszcze inaczej - chcesz wychowywać jedynaka ? Powiem Ci, moja Droga - MASZ DO TEGO WSZYSTKIEGO PEŁNE PRAWO !

***

Tyle się można nasłuchać i naczytać na temat różnych kategorii matek i nie-matek ! Wystarczy zajrzeć na fora, Facebooka albo wziąć udział w zwyczajnej dyskusji toczącej się między kobietami na placu zabaw, pomiędzy jedną a drugą piaskową babką...

Wedle tych wszystkich wspomnianych wyżej "wyroczni" :

Matki wielodzietne - to z całą pewnością jakaś patologia. Ewentualnie skutek rządowego programu 500+ (nawet jeśli ich dzieci są już na tyle duże, że za czasów ich poczęcia program ów jeszcze  wcale nie funkcjonował) ;

Matki jedynaków - są po prostu cholernie wygodnickie , leniwe i myślą tylko o sobie ! Macierzyństwo pewnie je przerosło - i dlatego nie chcą dać swojemu dziecku "najcenniejszego daru", jakim jest rodzeństwo. No i dobrze - będą miały nauczkę! Wychowają rozpuszczonego, zapatrzonego w siebie egoistę!

Ale najgorsza kategoria to kobiety, które wcale nie chcą być matkami - i absolutnie nie mają dziecka w swoich planach. To dopiero wredne france i karierowiczki, dla których bardziej niż rodzina - liczy się praca i sukcesy zawodowe. Nieczule, zimne suki - na które ani trochę nie działa dziecięcy szczebiot, urok i powab...

foto: Sandaro Kids

Serio ? Naprawdę ktoś tak myśli ?

Naprawdę ktoś uważa, że kobieta powinna być definiowana właśnie w taki sposób ? Przez fakt posiadania lub nieposiadania potomstwa - albo przez pryzmat konkretnej liczby dzieci, które ma ?

Piszę to z perspektywy mamy adopcyjnej. Z perspektywy osoby, która przez kilka lat walczyła z niepłodnością, wydała krocie na jej leczenie - a w końcu zapukała do drzwi ośrodka adopcyjnego, żeby odnaleźć swoje upragnione "dziecko z serduszka"...

Piszę to jako mama jedynaka, którą aż telepie na pytania otoczenia : "A kiedy wreszcie dziewczynka do parki?" (Zupełnie tak, jakby posiadanie tej "parki" było jakimś cholernym, ustawowym obowiązkiem każdej z nas...)

Jak można zamykać kobiety w takich ciasnych, krepujących ruchy szufladkach? Jak można przyklejać im etykiety głoszące "patologia", "wygodnicka" czy "zimna suka" tylko i wyłącznie na takiej wątłej podstawie - nie znając zupełnie ich argumentów oraz kontekstu całej sytuacji?!

foto: Sandaro Kids

Kobieta jest przede wszystkim człowiekiem. Autonomiczną jednostką.  
Nie jest narzędziem do spełniania czyichś oczekiwań i jakichś bzdurnych, wziętych z d*** kryteriów.

Ma prawo decydować o tym , ile dzieci chce mieć. Ma prawo mieć ich pięcioro. Ma prawo również podjąć decyzję, że nie chce ich mieć w ogóle.

Ma prawo otoczyć się całym wianuszkiem rozkosznych (lub mniej rozkosznych) berbeci - i nie słyszeć pod swoim adresem durnych tekstów w stylu : "Oooo, pińcet plus idzie !"

Ma też prawo wybrać życie bez dziecka - i czuć się z tym naprawdę znakomicie, realizując się na całym mnóstwie różnych innych obszarów. Bo macierzyństwo jej zwyczajnie nie kręci i nie interesuje. Ot tak, po prostu...

A tymczasem,  brak potomstwa nadal bywa społecznie  nieakceptowany - natomiast kobieta bezdzietna traktowana jest albo z politowaniem ("bo pewnie niepłodna  - i dzieci mieć  nie może") , albo z brakiem zrozumienia, albo wręcz  z pretensjami i wrogością  ("no co to za podła baba, która  nie czuje  instynktu macierzyńskiego?!")

W oczach niektórych  ludzi bezdzietność czyni kobietę  niekompletną i niepełnowartościową - natomiast bycie matką  uważane  jest za jej powinność  i rolę, do której  jest niejako odgórnie  przeznaczona.

foto: Sandaro Kids

Często już małym, kilkuletnim dziewczynkom wpaja się właśnie takie przekonania - że powinny zostać żonami, matkami, tak zwanymi paniami domu. Każde ich przyszłe ewentualne odstępstwo od tej "normy" zostaje odebrane źle, napotyka na falę krytyki i hejtu. Od samego początku uczy się je tego, że mają wpasowywać się w jakiś określony schemat i model - a szczególnie wyraźne jest to w małych społecznościach wiejskich, gdzie jakakolwiek oryginalność i różnica poglądów wiąże się z ostracyzmem i byciem postrzeganym jako "dziwoląg". 

(I kwitnie sobie ta nasza polska SZUFLANDIA w najlepsze - podsycana dodatkowo przez pewne nastroje społeczne i ugrupowania polityczne.) 

Tymczasem ja uważam, że to jest wyłącznie ich - KOBIET - indywidualna, osobista decyzja.
Nikomu nic do tego.
Amen.

 ______________________________________________

P.S. Nie jestem feministką. ;)
 

wtorek, 24 stycznia 2017

Mity o adopcji dziecka - najczęściej spotykane absurdy i przekłamania na temat przysposobienia.

Chyba większość rodziców adopcyjnych zgodzi się ze mną, że adopcja dziecka obrosła w naszym społeczeństwie najróżniejszymi stereotypami i uprzedzeniami. Dotyczy to nie tylko samej procedury adopcyjnej, lecz również - a może nawet przede wszystkim - dzieci, które do tej adopcji trafiają.
 
Domyślam się, że większość tego typu uprzedzeń pojawia się po prostu z ludzkiej niewiedzy i nieświadomości. Dlatego postanowiłam zebrać w tym poście kilka najpopularniejszych przekłamań i mitów dotyczących adopcji dziecka - i obalić je na tyle skutecznie, na ile tylko potrafię. 
 
(Pamiętajcie jednak, że piszę na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji - oraz na bazie tego, czego dowiedziałam się w toku naszych warsztatów w ośrodku adopcyjnym. W poszczególnych ośrodkach pewne wymogi mogą się od siebie nieznacznie różnić - dlatego najlepiej będzie po prostu zapytać u źródła i uzyskać informacje z pierwszej ręki. ) 
 
zdjęcie: Internet
 
Mit o adopcji nr 1. Adoptować mogą tylko pary małżeńskie,
które nie mają dziecka biologicznego.

A guzik prawda. Adoptować mogą też pary, które już cieszą się swoim biologicznym potomstwem - jednak mają w sobie na tyle miłości i otwartości, żeby przyjąć pod swój dach kolejną małą istotkę. Oczywiście w takich wypadkach pracownicy ośrodka będą również chcieli poznać opinię oraz odczucia dziecka, które już jest w rodzinie - pod warunkiem, że jest ono na tyle duże i świadome sytuacji, by móc się o niej wypowiedzieć. 
 
Adopcja jest możliwa także w przypadku osób samotnych - w teorii zarówno mężczyzn, jak i kobiet. W praktyce jednak częściej to samotne kobiety adoptują dziecko lub zostają dla niego rodziną zastępczą. Czas oczekiwania jest wtedy przeważnie dłuższy niż w przypadku pary, a wymogi stawiane kandydatom - bardziej wyśrubowane.
 
Mit o adopcji nr 2. Adoptować dziecko mogą tylko osoby bardzo zamożne.
 
Znowu fałsz. Wystarczy spojrzeć na nas - nie jesteśmy żadnymi Rockeffelerami, nie zarabiamy po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, mamy kredyt na mieszkanie, a na pewne większe wydatki możemy pozwolić sobie tylko dzięki systematycznemu oszczędzaniu.  
 
Bardziej niż o niebotyczną wysokość pensji chodzi tutaj o stabilność zatrudnienia przynajmniej jednej osoby w małżeństwie - oraz o zarobki utrzymujące się na poziomie, który pozwoli na zaspokojenie wszystkich najważniejszych potrzeb rodziny i trafiającego do niej dziecka.
 
Mit o adopcji nr 3. Żeby adoptować dziecko, 
trzeba mieć luksusowe warunki mieszkaniowe.
 
Nie sądzę. W naszym ośrodku kwalifikację dostawały również pary, które mieszkały na bardzo niewielkich metrażach, a dla dziecka nie miały przewidzianego odrębnego pokoju - tylko kącik w ramach innego pomieszczenia, przeznaczony do zabawy i nauki. Nie jest również przeszkodą zamieszkiwanie pod jednym dachem z rodzicami czy teściami - o ile panują pomiędzy Wami  stosunkowo dobre i nie szkodzące dziecku relacje.
 
Mit o adopcji nr 4. Procedury adopcyjne są bardzo skomplikowane.
 
Bywają nużące i uciążliwe - ale czy skomplikowane? Nie wydaje mi się. Szerzej pisałam na ich temat w tym poście - oraz w artykule przygotowanym dla portalu NiepłodniRazem.pl
 
Nie ma co ukrywać, że sporą rolę odgrywają tutaj sami pracownicy ośrodka, urzędnicy oraz przedstawiciele sądu, w którym odbywa się ostateczna rozprawa adopcyjna. Nam akurat udało się trafić na takich, u których nie mieliśmy zbyt wielu powodów do narzekań na ich brak wsparcia czy opieszałość.
 
Mit o adopcji nr 5. Na adopcję dziecka czeka się przez wiele długich lat.
 
Czasami się tak zdarza, owszem - zwłaszcza w przypadku adopcji zagranicznej, wspomnianej wcześniej administracyjnej opieszałości bądź w sytuacji, kiedy przyszli rodzice mają w stosunku do dziecka zbyt wygórowane oczekiwania i odrzucają kolejne wysuwane im propozycje.

Najczęściej jednak większość ośrodków dąży do tego, żeby czas oczekiwania od momentu kwalifikacji do momentu otrzymania TEGO telefonu trwał nie więcej, niż 12 miesięcy. U nas wynosił on dokładnie tyle, ile ciąża - czyli 9 miesięcy - natomiast cała procedura od chwili naszego pierwszego pojawienia się w ośrodku zamknęła się w dwóch latach.
 
Mit o adopcji nr 6. Za adopcję dziecka w Polsce trzeba słono zapłacić.
 
Totalna bzdura ! Warsztaty adopcyjne są najczęściej zupełnie bezpłatne - lub ewentualnie prosi się kandydatów na rodziców, by wykupili jakąś "cegiełkę" za kilkadziesiąt złotych. Wszystko to jednak odbywa się na zasadzie całkowicie dobrowolnej darowizny.
 
Mit o adopcji nr 7. Za adopcję dziecka sami zostaniemy sowicie wynagrodzeni i opłaceni.
 
Absolutnie nie ! Rodzina adopcyjna nie jest rodzinnym domem dziecka ani rodziną zastępczą - i nie otrzymuje po przysposobieniu dziecka żadnego wsparcia finansowego ze strony państwa czy jakichkolwiek jego instytucji. 

zdjęcie: Internet
 
Mit o adopcji nr 8. Adoptowane dziecko można sobie "wybrać" spośród wielu innych.
 
Niejednokrotnie spotkałam się wśród naszych znajomych z pytaniem, jakimi kryteriami kierowaliśmy się w trakcie wyboru dziecka - i dlaczego zdecydowaliśmy się akurat na to konkretne,a nie inne. Litości ! Adopcja dziecka to nie casting ani wizyta w supermarkecie - o czym napisałam zresztą TUTAJ. 
 
Wprawdzie otrzymaną propozycję możecie zarówno przyjąć, jak i odrzucić - ale zapewniam, że nie polega to na krążeniu pomiędzy maluszkami w placówce, jak pomiędzy sklepowymi regałami. Podejmując taką decyzję, najczęściej nawet nie spotykacie się z dzieckiem twarzą w twarz - i macie do dyspozycji jedynie jego teczkę oraz zgromadzoną w niej dokumentację.
 
Mit o adopcji nr 9. Do adopcji trafiają tylko dzieci bardzo chore, upośledzone i zaburzone. 
 
Niekoniecznie. Sama znam osobiście kilkanaście różnych par, które swego czasu adoptowały dziecko. Najpoważniejszymi problemami zdrowotnymi, z jakimi borykają się niektóre z nich - są astma oskrzelowa, nietolerancja laktozy i niewielkie zaburzenia integracji sensorycznej. Nic, co nie mogłoby przytrafić się również dziecku biologicznemu...Wszystkie pozostałe dzieci są zdrowe, prawidłowo się rozwijają, a niektóre wkroczyły już w wiek nastoletni i nic nie wskazuje na to, by zostały "naznaczone"jakimikolwiek deficytami.
 
Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że w przypadku adopcji istnieje większe ryzyko różnych zaburzeń takich jak RAD czy FAS - jednak nie można z góry ich zakładać i traktować jako pewnik. Warto natomiast pozyskać jak najwięcej informacji na temat rodziny pochodzenia, przebiegu ciąży i trybu życia mamy biologicznej - ponieważ to może pomóc nam w szybszym podjęciu pewnych kroków związanych z wczesną interwencją lub wczesnym wspomaganiem rozwoju.
 
Mit o adopcji nr 10. Wszystkie dzieci trafiające do adopcji są sierotami.
 
Nic bardziej mylnego. Większość dzieci przebywających w placówkach ma rodziców biologicznych lub innych krewnych. Rzadko zdarza się, żeby cała ich rodzina zmarła czy zginęła tragicznie w jakimś wypadku - jak to się niektórym wydaje...Do czynienia mamy tu raczej ze zjawiskiem sieroctwa społecznego - czyli sytuacją kiedy rodzina przejawia najróżniejsze dysfunkcje i nie jest zdolna do prawidłowego pełnienia swojej roli opiekuńczo-wychowawczej.  
 
Mit o adopcji nr 11. Adoptowane dzieci mają "złe geny", 
które determinują całe ich przyszłe życie.
 
Mówi się, że mój pradziadek był alkoholikiem. Jego syn - a mój dziadek - również raczej nie wylewa za kołnierz, w wyniku czego jego kontakt z resztą rodziny urwał się już ładnych kilka lat temu. Gdyby moje życie faktycznie zostało zdeterminowane i z góry przesądzone przez ich geny - to pewnie zamiast pisać dla Was tego posta, obalałabym teraz flaszkę żubrówki pod monopolowym !
 
Umówmy się. Geny MOGĄ mieć pewien wpływ na nasze predyspozycje w kierunku określonych cech, chorób czy zaburzeń - ale wcale NIE MUSZĄ go mieć. Poza tym, pomiędzy "pewnym wpływem", a "całkowitym determinowaniem przyszłego życia" - istnieje naprawdę ogromna i głęboka przepaść.
 
Mit o adopcji nr 12. Dzieci z sierocińców "nikt nie chce".
 
Akurat ! Ośrodki adopcyjne szkolą rocznie po kilkadziesiąt par oczekujących na przysposobienie dziecka - a w związku z rosnącym zjawiskiem niepłodności ustawiają się do nich coraz dłuższe kolejki zainteresowanych kandydatów. Czasami na samo rozpoczęcie kursu trzeba czekać rok lub nawet dwa lata. 
 
Dlaczego więc domy dziecka nadal pozostają przepełnione, a maluszków wcale z nich jakoś specjalnie nie ubywa? Ponieważ spora część z nich nie ma uregulowanej sytuacji prawnej - czyli ich rodzice nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich lub porzucili dziecko anonimowo i nadal trwa ustalanie ich personaliów.

Dlatego też dla dziecka bardziej optymalnym rozwiązaniem jest, jeżeli - w sytuacji 100-procentowej pewności i nieuchronności podejmowanej decyzji - rodzice zrzekną się praw rodzicielskich, złożą oświadczenie przed sądem i podpiszą tzw. zgodę blankietową na adopcję. Dziecko ma wtedy szansę trafić do adopcji zdecydowanie wcześniej, bez konieczności spędzania długiego czasu w placówce. 

zdjęcie: Internet
 
Mit o adopcji nr 13.  Rodzice adopcyjni utrzymują
bezpośredni kontakt z rodziną biologiczną dziecka.
 
Nieprawda. Tak może dziać się tylko w przypadku adopcji otwartej / ze wskazaniem - kiedy tożsamość rodziców adopcyjnych i biologicznych jest im wzajemnie znana, a matka biologiczna sama decyduje się powierzyć swoje dziecko konkretnym osobom. Wówczas zdarza się, że przyszli rodzice adopcyjni wspierają ją jeszcze na etapie ciąży i kontaktują się z nią również po fakcie przysposobienia - jednak charakter i częstotliwość tych kontaktów zostaje prawnie uregulowana w obowiązującej obie strony umowie.

Mit o adopcji nr 14. Adoptowane dziecko nigdy nie pozna swojej tożsamości 
i nie dowie się o swoich korzeniach. 
 
Jeśli ma rozsądnych rodziców adopcyjnych, którzy chcą być z nim szczerzy, uczciwi i nie zamierzają budować rodzinnych relacji na kłamstwie - taka sytuacja z całą pewnością nie będzie miała miejsca. (Więcej na temat jawności adopcji i potrzeby mówienia o niej dziecku napisałam TUTAJ). 
 
Poza tym, po osiągnięciu pełnoletności osoba adoptowana może sama, na własny wniosek, uzyskać informacje o swojej rodzinie biologicznej i spróbować się z nią skontaktować. Według stanu prawnego z 2012 roku księgi stanu cywilnego przechowywane są w urzędach przez 100 lat od momentu ich zamknięcia - natomiast akta dotyczące spraw o przysposobienie archiwizuje się w sądach przez 50 lat. (źródło: www.rpo.gov.pl)
 
 Mit o adopcji nr 15. Adopcja to konieczność i ostatnia deska ratunku, 
kiedy wszystkie inne sposoby zawiodą.

Nie, nie - i jeszcze raz NIE! Jeżeli na myśl o adopcji ktoś ma na twarzy grymas bólu, jakby właśnie smagano go biczem po plecach - to niech lepiej wcale się na nią nie decyduje...

Jeżeli w obliczu niemożności posiadania dziecka biologicznego i po wykorzystaniu wszelkich dostępnych metod mówi "No TRUDNO - teraz to już MUSIMY adoptować" - to niech lepiej znajdzie sobie jakieś hobby...

Dziecko adopcyjne nie jest ZAMIAST. Adopcja absolutnie nie powinna być czymś, co traktuje się jako przymus, karę, wyrzeczenie czy wielkie poświęcenie. Jeżeli właśnie w taki sposób ją postrzegasz - to najprawdopodobniej po prostu nie jesteś na nią gotowy.