Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcja to nie tabu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcja to nie tabu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 listopada 2021

Czy Święty Mikołaj istnieje? No jasne - może nim zostać każdy z nas! Akcja charytatywna "Mikołaj w koronie" dla dzieci z domów dziecka i rodzin zastępczych.

Nie bez powodu mawia się,że potrzeba jest matką wynalazku. Kiedy w 2020 roku pojawił się koronawirus, wszystkie związane z nim obostrzenia oraz ograniczenia kontaktów społecznych - automatycznie wymyślono też kilka cudownych inicjatyw, mających na celu walkę z pandemiczną izolacją, marazmem i osamotnieniem.

Jedną z takich charytatywnych akcji jest "Mikołaj w koronie" - czyli projekt wspierający dzieci z placówek opiekuńczych, rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych. W obliczu pandemii ich sytuacja stała się szczególnie skomplikowana - nie tylko z powodu wydłużonych procedur adopcyjnych, ale również ze względu na utrudniony dostęp wolontariuszy i dotychczasowych darczyńców. Na szczęście znalazły się osoby, które postanowiły temu zaradzić - i to właśnie dzięki nim każdy z nas może zostać Świętym Mikołajem :) 

 
 
  Krótka instrukcja, jak przyłączyć się do akcji "Mikołaj w koronie":

1. Śledzimy fanpage Mikołaj w koronie - ale naprawdę uważnie, żeby nie przegapić kolejnych postów! Kilka razy dziennie pojawiają się tam adresy domów dziecka i rodzin zastępczych z imionami dzieci oraz ich marzeniami, które możemy spełnić.

2. Szukamy prezentu dla konkretnego wybranego przez nas dziecka. (Teoretycznie kwota przeznaczona na prezent nie powinna przekraczać 150 złotych, ale my zawsze dorzucamy jeszcze jakieś książki, zestawy gier planszowych albo puzzli do użytku wszystkich dzieci w placówce.)

3. Pakujemy prezent, dołączamy do niego świąteczną kartkę z życzeniami i dedykacją dla wybranego przez nas malucha/starszaka. Ja pokusiłam się nawet o list od Mikołaja, na którym ślady swoich kopytek zostawiły renifery. (Stary sprawdzony numer, który kiedyś wykorzystywałam w przypadku naszego Bąbla. Przepadał za tym patentem! ;))

4. Nadajemy paczkę na poczcie i cieszymy się, że możemy wywołać uśmiech na czyjejś buzi :)

My oczywiście też bierzemy udział w tegorocznej akcji - bo z wiadomych względów jest ona szczególnie bliska naszemu sercu! Doskonale zdajemy sobie sprawę, że to właśnie nasz Bąbel mógł być na miejscu tych wszystkich dzieci: wciąż oczekiwać na nową rodzinę albo chociaż na drobny gwiazdkowy upominek i ciepłe, wspierające słowa...

P.S. Jakby tego było mało - ekipa odpowiedzialna za inicjatywę działa nie tylko w tym wyjątkowym, przedświątecznym czasie.  Oprócz typowo mikołajkowych akcji gromadzi również książki i szkolne wyprawki dla dzieciaków oraz paczki dla samotnych mam.

To jak? Wy też zostaniecie Świętymi Mikołajami? :)


wtorek, 9 listopada 2021

Światowy Dzień Adopcji 2021 - czyli o tym,że geny są przereklamowane.

 Dziś Światowy Dzień Adopcji i z tej okazji chciałam napisać znacznie więcej - 
ale ostatnie wydarzenia w kraju strasznie mnie przytłoczyły, więc będzie krótko i na temat.
 
***
 
W rozmowach o adopcji dziecka niezwykle często poruszane jest zagadnienie "obcych genów" (zupełnie tak, jakby WSZYSTKIE adoptowane dzieci były jakoś koszmarnie obciążone genetycznie - co nie jest prawdą!) Rozumiem,że dla kogoś może być to bardzo istotna kwestia - bo wiadomo, że nasze DNA w dużej mierze odpowiada za określone cechy wyglądu, dziedziczenie pewnych chorób czy predyspozycji - ale z mojego osobistego i emocjonalnego punktu widzenia GENY SĄ STRASZNIE "PRZEREKLAMOWANE".

Z moją młodszą siostrą łączą mnie te same geny, ale nigdy (nawet we wczesnym dzieciństwie) nie byłyśmy sobie bliskie. Od kilku lat praktycznie nie mamy kontaktu: nie spotykamy się, nie rozmawiamy ze sobą, a harmonogramy wszelkich rodzinnych spotkań ustalamy tak, by absolutnie na siebie nie wpaść. Znam zresztą całe mnóstwo podobnych przypadków w moim otoczeniu, w których wspólne DNA nie ma nic do rzeczy i zamiast zbliżać ludzi - jeszcze bardziej ich od siebie oddala...

Zmierzam do tego, że wszystkie najważniejsze relacje w moim życiu - sympatie, miłości, przyjaźnie, a teraz również adopcyjne rodzicielstwo - nie miały z genami totalnie nic wspólnego!  Pokrewieństwo, więzy krwi i zbliżone DNA nie są według mnie żadnym gwarantem realnej, bliskiej więzi - a uczuć nie da się wytłumaczyć wyłącznie za pomocą genetyki, biochemii czy neuroprzekaźników. Nieustannie zdumiewa mnie fakt, że niektórzy ludzie przykładają do nich aż tak wielką wagę - i zastanawiam się, czy jestem bardzo odosobniona w swojej opinii...
 
Niesamowicie ciekawi mnie Wasze zdanie na ten temat,
więc podzielcie się nim w komentarzach.
 
 

* to zdjęcie jest częścią większego projektu z okazji Światowego Dnia Adopcji,
którego pomysłodawczynią jest Adoption Mom Life. 
 
 

piątek, 22 listopada 2019

Recenzja filmu "1800 gramów", czyli "przykro mi, ale to nie jest film o adopcji..."

Jestem już po seansie "1800 gramów". Muszę powiedzieć, że do kina szłam z bardzo pozytywnym nastawieniem, przepełniona dobrymi emocjami oraz nadzieją, że nareszcie stworzono polski film traktujący o temacie tak istotnym społecznie i bliskim mojemu sercu - sercu adopcyjnej mamy. Niestety, z każdą chwilą spędzoną na sali kinowej odnosiłam wrażenie, że moje oczekiwania oraz szumne zapowiedzi twórców filmu coraz bardziej rozmijają się z tym, co widzę na dużym ekranie...

źródło: multikino.pl

W założeniu "1800 gramów" miał być obrazem o adopcji dziecka i funkcjonowaniu interwencyjnego ośrodka preadopcjnego. Na kilka dni przed premierą aktorzy występujący w filmie - a zwłaszcza odgrywająca główną rolę Magdalena Różcżka - włączyli się nawet w obchody Światowego Dnia Adopcji, publikując na swoich profilach w mediach społecznościowych posty z jego symbolem oraz udzielając licznych wywiadów prasowych i telewizyjnych.

To się oczywiście bardzo chwali, ponieważ głośne i otwarte mówienie o adopcji, niepłodności czy rodzicielstwie zastępczym jest naprawdę niesamowicie ważne i potrzebne - zwłaszcza jeżeli swój udział w nim mają osoby publiczne, znane i popularne, których przekaz niesie się dość szeroko i które posiadają spore możliwości wywierania wpływu oraz kształtowania opinii znacznej grupy odbiorców w danej kwestii...

kadr z filmu / źródło: kultura.onet.pl

Idąc dalej - "1800 gramów" to film, który naprawdę może się spodobać. Mamy tam piękne zimowe kadry, przedświąteczny Kraków w wirujących na wietrze płatkach śniegu oraz rozkoszne buźki porzuconych maluchów zapewnianych o tym, że "ktoś je bardzo kocha i nie będą same na Święta". Mamy też wątek romantyczny, którego oczywiście nie może zabraknąć w żadnym polskim filmie, emitowanym w kinach w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie... ;)

Dlatego też przyznaję zupełnie bez bicia, że w trakcie seansu łezka niejednokrotnie zakręciła mi się w oku, a nawet popłynęła po policzku. Nie ukrywam, że pod wpływem filmu odżyły we mnie pewne wspomnienia: pierwsze spotkanie z niespełna 3-miesięcznym Bąblem w domu dziecka i pierwsze chwile spędzone razem, które miały miejsce już ponad 5 lat temu, a ja nadal przechowuję je w sercu i noszę w myślach niczym drogocenne relikwie...

kadr z filmu/ źródło: naekranie.pl

Dlaczego więc uważam, że "1800 gramów" to NIE JEST film o adopcji? 

Otóż dlatego, że moim zdaniem kwestia przysposobienia - która podobno miała być główną osią całej historii - ostatecznie została w nim bardzo mocno spłycona, zmarginalizowana oraz ukazana w sposób dość fragmentaryczny i naiwny. Twórcy filmu tylko ślizgają się po powierzchni tematu, niczym łyżwiarz po lodowisku. Być może takie asekuracyjne podejście wynika z tego, że próbując NAPRAWDĘ zgłębić złożony i wieloaspektowy temat adopcji oraz wszystkich towarzyszących jej okoliczności - można faktycznie zatonąć i przepaść z kretesem (zwłaszcza marketingowo, gdyż randomowy kinowy widz pewnych rzeczy po prostu nie zrozumie...) 

Reżyser oraz scenarzyści wprawdzie inicjują i sygnalizują pewne niezwykle ważne wątki - jak chociażby choroba psychiczna mamy biologicznej, motywacja do adopcji czy rezygnacja z adopcji dziecka z problemami zdrowotnymi - ale potem zupełnie ich nie kontynuują, zapominają o nich i skupiają się przede wszystkim na miłosnych perypetiach głównych bohaterów.  Dlatego właśnie odniosłam wrażenie, że najbardziej istotne kwestie zostały w filmie po prostu drastycznie urwane, poszatkowane i - mówiąc kolokwialnie - "nie trzymały się kupy".

kadr z filmu / źródło: naekranie.pl

Być może gdybym była zupełnym laikiem w temacie adopcji - moje zachwyty nad filmem nie miałyby końca. Tymczasem jako mamie adopcyjnej i byłemu pracownikowi placówki opiekuńczo-wychowawczej marzy mi się, żeby wreszcie zacząć przedstawiać adopcję zgodnie ze stanem faktycznym i ponad wszelkimi stereotypami:

1) nie jako krwawą jatkę i tabloidową sensację, w której adoptowane dziecko z patologicznego środowiska biega za nowymi rodzicami z siekierą tudzież innym ostrym narzędziem;
2) ale również nie jako pełną idyllę i sielankę, w ramach której na nowych rodziców czekają wyłącznie radosne, uśmiechnięte bobasy, a cały proces przysposobienia odbywa się magicznie i ekspresowo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (co twórcy "1800 gramów" poniekąd sugerują odbiorcom).

kadr z filmu / źródło: naekranie.pl

Reasumując, zabrakło mi w filmie pogłębionych portretów psychologicznych. Zabrakło mi spojrzenia na adopcję dziecka z wielu różnych perspektyw - niekoniecznie tylko tych podniosłych, przesłodzonych i momentami wręcz aż ociekających różowym lukrem. Zabrakło mi szczerości, wielowymiarowości i rozbudowanej analizy tematu, którą można odnaleźć chociażby we francuskim "Wymarzonym". ("Wymarzonego" przywołuję tutaj nie bez powodu - ponieważ tam rzeczywiście kwestia przysposobienia została ukazana bardzo rzetelnie, wszelkie istotne wątki pociągnięto niezwykle konsekwentnie, natomiast bohaterami filmu byli ludzie z krwi i kości - ze wszystkimi swoimi wadami i słabościami - a nie postaci prezentujące się niczym modele z okładek kolorowych żurnali). 

W efekcie po zakończonym  seansie "1800 gramów" opuszczałam kino z bardzo mieszanymi uczuciami. Miałam wrażenie, że właśnie zaserwowano mi kolejną świąteczną, romantyczną papkę w stylu "Listów do M." - może i całkiem sympatyczną i lekkostrawną w odbiorze, ale jednocześnie bardzo sztampową, mało autentyczną i płaską niczym kartka papieru. 

Ostatecznie uważam, że potencjał został w dużej mierze zaprzepaszczony - natomiast zapowiedzi prezentujące produkcję TVN-u jako film o adopcji miały na celu głównie przyciągnięcie do kin szerokich rzeszy publiczności, które skuszą się na seans na fali chwilowej popularności tego "chwytliwego" tematu...

kadr z filmu / źródło: naekranie.pl
 
 I jakoś tak - zupełnie mimowolnie - 
w odniesieniu do "1800 gramów" nasuwa mi się pewnie cytat z Chopina:

"Szkoda, wielka szkoda;
Doktora szukali,
Przyszedł golibroda..."

poniedziałek, 14 października 2019

Jeżeli "nie masz czasu" na warsztaty w ośrodku adopcyjnym - to jak znajdziesz czas dla adoptowanego dziecka?

"Po co mamy jeździć na jakieś warsztaty do ośrodka adopcyjnego? Czy to naprawdę konieczne? Przecież oboje pracujemy, nie mamy czasu i nie będziemy brać wolnego dnia za każdym razem, kiedy trzeba pojawić się w ośrodku. Nie można załatwić tego jakoś "zaocznie" i na odległość? To jakaś bzdura, granda, bezsensowny wymysł urzędników!"

***

Kochani, dzisiaj nie będzie miło i sympatycznie. Kiedy czytam albo słyszę tego typu komentarze lub dostaję na swoją skrzynkę maile praktycznie w całości utrzymane w podobnym tonie - to już mi się naprawdę ulewa. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie chcieliby po prostu pójść do ośrodka adopcyjnego, zostawić tam swoje podanie o dziecko - a potem nie dawać z siebie już absolutnie nic i zmaterializować się ponownie dopiero w momencie, kiedy pojawi się dla nich odpowiednia "propozycja". 

Trochę mnie to dziwi, trochę śmieszy - lecz jeszcze bardziej smuci i przeraża. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego na leczenie niepłodności i starania o ciążę można poświęcać nawet całe długie dekady, pielgrzymując niemal bez przerwy po kolejnych klinikach i lekarskich gabinetach, czekając w wielogodzinnych kolejkach i odkładając "na później" wszystkie inne życiowe plany - natomiast na potrzeby adopcji nie da się wygospodarować nawet jednego popołudnia w tygodniu przez okres ZALEDWIE 3 miesięcy... 

Przecież zarówno na końcu jednej, jak i drugiej drogi - czeka na nas Dziecko.

Czy zatem to biologiczne jest warte 
wszelkich możliwych i będących w naszym zasięgu poświęceń oraz wyrzeczeń -
  natomiast dla tego adoptowanego de facto nie chce nam się ruszyć tyłka
(nawet nie tyle z domu, ile z własnej przytulnej strefy komfortu) ?

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: friesenliesel/pixabay

"Bo sam fakt, że zdecydowaliśmy się na adopcję - to już powinno wystarczyć."

"Bo chcemy dać dziecku nowy dom - a oni będą nas jeszcze prześwietlać, maglować i decydować,
 czy spełniamy jakieś tam wydumane wymogi."

"Bo rodziców biologicznych jakoś nikt z ich rodzicielstwa nie rozlicza 
i nie każe im wygłupiać się na żadnych warsztatach." 

Tak, to poniekąd prawda. Rodziców biologicznych rzeczywiście nikt nie sprawdza i nie kontroluje. Nikt nie bada ich zasobów, wychowawczych kompetencji, poziomu życiowego ogarnięcia, emocjonalnej dojrzałości ani motywacji i gotowości do powołania dziecka na świat. 

I właśnie dlatego tak wiele dzieci przychodzi na ten świat w sposób zupełnie przypadkowy i nieplanowany - w rodzinach niewydolnych, dysfunkcyjnych i patologicznych, które nigdy nie obdarzą swojego potomstwa bezinteresowną miłością ani nie zadbają o zaspokojenie wszystkich jego fundamentalnych potrzeb. 

I właśnie dlatego tak wiele jest dzieci całymi latami krzywdzonych, bitych oraz zaniedbywanych - którym ich rodzice biologiczni zamiast beztroskiego dzieciństwa fundują uraz i traumę na całe życie, a pobyt w placówce opiekuńczo-wychowawczej to dla nich często niemal "wybawienie" w porównaniu z tym, co działo się w ich rodzinnych domach. 

I właśnie z takimi dziećmi oraz z ich trudnymi historiami najprawdopodobniej spotkacie się na swojej adopcyjnej drodze. Z dziećmi, które pomimo bardzo młodego wieku niosą na swoich barkach wielki ciężar i ogromny bagaż doświadczeń. Z dziećmi, w przypadku których sama Wasza gorąca miłość może po prostu nie wystarczyć - bo potrzeba również wielkiej świadomości oraz przynajmniej podstawowej wiedzy o zagadnieniach, jakie omawiane są na adopcyjnym kursie. 

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: andisbilderwerkstatt / pixabay

Dlatego zanim kolejny raz zaczniecie narzekać na wszystkie "durne biurokratyczne procedury" - konieczność uczestnictwa w warsztatach, przechodzenia testów psychologicznych, indywidualnych spotkań z pracownikami ośrodka, a nawet zaleconej dodatkowo terapii małżeńskiej - pomyślcie sobie, że TO WSZYSTKO JEST PO COŚ! 

To wszystko ma pomóc Wam oraz Waszemu Dziecku, poszerzyć Wasze horyzonty i sprawić, że na wiele kwestii spojrzycie z zupełnie innej perspektywy. Takiego przygotowania nie da się po prostu odbębnić i zdobyć na odległość, korespondencyjnie - bez jakiegokolwiek zaangażowania, nakładu pracy i emocji z Waszej strony. 

A przede wszystkim pamiętajcie o tym, że "głównym zadaniem ośrodków adopcyjnych 
nie jest pomaganie rodzinie, której brakuje dziecka - 
lecz znajdowanie optymalnych opiekunów dla dziecka w potrzebie."***

To nie Wy jesteście tutaj na uprzywilejowanej pozycji i na pierwszym planie. 
Im wcześniej to zrozumiecie - tym szybciej będziecie mogli pójść dalej
 z nowym, pozytywnym nastawieniem.  

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: free-photos / pixabay
  
____________________________

*** cytat z filmu "Wymarzony" w reżyserii Jeanne Herry



czwartek, 30 maja 2019

"Pozbyli się adoptowanego dziecka..." - reportaż Uwaga! TVN i moje spostrzeżenia po jego obejrzeniu.

Miałam pisać dzisiaj o czymś zupełnie innym - ale wczoraj obejrzałam >>> TEN REPORTAŻ 
i jako mama adopcyjna po prostu nie mogę się do niego nie odnieść. 
Serce aż pęka, z wielu różnych powodów...

adopcja - adopcja dziecka - a dopcja to nie tabu - nieudana adopcja - rozwiązanie adopcji - blog o adopcji - reportaż Uwaga TVN o adopcji
foto: pixabay / Free-Photos

Adopcja dziecka to nie jest wizyta w supermarkecie ! Decydując się na nią - przyjmujesz do swojej rodziny nie tylko dziecko, ale również cały bagaż jego doświadczeń (zazwyczaj niewesołych, bardzo trudnych, niejednokrotnie wręcz traumatycznych). Tu nie ma miejsca na opcję: "jak mi się nie spodoba - to zwrócę do placówki i po sprawie"! Dziecko to nie rzecz - nie produkt, który można tak po prostu oddać, oczekiwać rękojmi lub wymiany na "inny model"! Takie podejście jest po prostu niedojrzałe i skrajnie nieodpowiedzialne - a zachowanie dziecka niezwykle często jest jednocześnie jego krzykiem i błaganiem o pomoc.

Po adopcji mogą pojawić się różne choroby czy zaburzenia, o których rodzice wcześniej nie wiedzieli (RAD, FAS itd.) Nie oszukujmy się : ośrodki adopcyjne nie zawsze ujawniają całą prawdę - a czasami po prostu same nie mają takich informacji, bo w placówkach opiekuńczych raczej trudno mówić o kompleksowej diagnostyce. Ale o dziecko chore powinno się walczyć, z całych sił ! - dokładnie tak samo jak o biologiczne, które nagle zachoruje lub dozna uszczerbku na zdrowiu w wyniku jakiegoś wypadku...Szuka się dobrych lekarzy, specjalistów, terapii dopasowanej do potrzeb - a nie porzuca się, nie skazuje ZNOWU (!!!) na samotność i kolejną traumę...

Nie rozumiem, jak można mówić tak zupełnie bez emocji o dziecku, z którym spędziło się przecież kilka lat życia, pod jednym dachem...Jak można go wcale nie odwiedzać, pozbawiać kontaktu z siostrą, wypowiadać się o nim jak o zupełnie obcej osobie...Nie widzę tu miłości, czułości, troski, żadnej więzi - tylko obojętność i totalny uczuciowy chłód...

Przede wszystkim: ta adopcja w ogóle nie powinna mieć miejsca - skoro małżeństwo od samego początku było nastawione pozytywnie tylko do dziewczynki, natomiast chłopca jedynie z trudem "akceptowało" i ewidentnie nie chciało go przysposabiać... W takiej sytuacji ośrodek adopcyjny nie powinien wyrażać zgody nawet na powierzenie pieczy - a już tym bardziej na sfinalizowanie całego postępowania przed sądem. Ktoś tu naprawdę zawiódł proceduralnie - i to na całej linii !

adopcja - adopcja dziecka - a dopcja to nie tabu - nieudana adopcja - rozwiązanie adopcji - blog o adopcji - reportaż Uwaga TVN o adopcji
foto: pixabay / Free-Photos

 Na koniec jeszcze jedna, bardzo gorzka refleksja. 

Po takich materiałach kochające, szczęśliwe rodziny adopcyjne (a zwłaszcza dzieci!) zawsze są pokrzywdzone...Ludzie pamiętają o tej jednej, dramatycznej historii - nie dostrzegając tysiąca innych, zakończonych happy endem...I potem nie ma się w sumie co dziwić, że niektórzy "troskliwi i życzliwi" zadają pytania w stylu : "A nie boisz się, że takie dziecko z patologii któregoś dnia zadźga Cię nożem?" Dlatego nie wiem w zasadzie, czemu ten reportaż miał służyć...Chyba tylko temu, że jego bohaterowie wystawili się na publiczny medialny lincz - natomiast adopcja będzie nadal postrzegana wyłącznie przez pryzmat takich niechlubnych, skrajnych przypadków, co najbardziej odbije się na naszych dzieciach...(Ale grunt, że sensacja jest - i że słupki oglądalności rosną...czyż nie?)

poniedziałek, 25 lutego 2019

Blogi o adopcji dziecka i rodzicielstwie zastępczym - wirtualne miejsca, do których zdecydowanie WARTO zajrzeć.


 Po co komu blog o adopcji dziecka ?

W 2012 roku - kiedy zdecydowaliśmy się na adopcję dziecka i pierwszą wizytę w ośrodku adopcyjnym - udało mi się znaleźć zaledwie dwa czy trzy blogi, dotyczące przysposobienia. Oprócz nich istniało jeszcze kilka wątków tematycznych na "Naszym Bocianie", na których rodzice adopcyjni dzielili się swoimi doświadczeniami - ale mimo wszystko czułam wtedy pewien przesyt czysto teoretycznej, podręcznikowej wiedzy oraz niedosyt informacji z tak zwanej "pierwszej ręki".

Potem zaczęłam sama prowadzić swojego pierwszego bloga - dotyczącego stricte tematyki adopcyjnej - i odzew ze strony Czytelników przeszedł moje najśmielsze oczekiwania ! Pisały do mnie zarówno osoby, których rodziny już jakiś czas temu powiększyły się o upragnione "dziecko z serduszka" - jak i ludzie, którzy dopiero rozważali decyzję o adopcji, stawiali pierwsze kroki w adopcyjnej procedurze i borykali się z całym mnóstwem najróżniejszych wątpliwości. 
 
Ten pierwszy blog już wprawdzie (niestety !) nie istnieje - a na obecnym tematykę adopcji dziecka poruszam znacznie rzadziej i nie jest ona dominującym zagadnieniem - ale z otrzymywanych przeze mnie wiadomości wynika, że takie treści nadal są bardzo potrzebne, pomagają w pewnym sensie adopcję "odczarować" i odmitologizować...

Dlatego dzisiaj stworzyłam dla Was listę 24 blogów o adopcji i rodzicielstwie zastępczym.
 (Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że ich "baza" rozrosła się aż do takich rozmiarów!)

Są prawdziwą skarbnicą wiedzy, kumulacją emocji i źródłem wielu cennych refleksji -
dlatego jeżeli temat adopcji dziecka w jakiś sposób Was dotyczy i jest bliski Waszemu sercu,
polecam czerpać z nich pełnymi garściami ! :) 
 
blogi o adopcji - blogi o rodzicielstwie zastępczym - niepłodność - adopcja dziecka - blog mamy adopcyjnej - blog rodziców adopcyjnych - rodzina adopcyjna - rodzina zastępcza
zdjęcie : pixabay / free photos
 
BLOGI O ADOPCJI I RODZICIELSTWIE ZASTĘPCZYM 
(kolejność przypadkowa) 

Czarodziej Nasz  -  sercem o adopcji 

Bocianie Czekamy - blog kobiety, mamy, poszukującej skarbów codzienności

Tygrys, Mamatu i Tatatu - adopcja oraz mnóstwo inspiracji czytelniczych, 
plastycznych - a ostatnio również budowlanych :) 

Takie tam stożki - o adopcji i nie tylko.
 Zbiór luźnych przemyśleń, kobiecych zachwytów i polskich narzekań.  

Sercem otulone -  blog Anny Gbiorczyk-Wojciechowskiej 

Od środka - o życiu i innych demonach (oraz o adopcji w UK) 

Kocioł domowy - "oswajamy to, co trudne" 
+ pierwszy polski kanał na YouTube, poświęcony adopcji dziecka 

W oczekiwaniu na bociana - "mamy wszystko, bo mamy Ciebie..." i jego kontynuacja >>>
Mama Motylka - "nasza droga to adopcja...dzięki niej dzisiaj jesteśmy szczęśliwą rodziną..."

Krótki blog - o leczeniu, in vitro i adopcji. O tym, że nic nie jest ostatnie. 

Domowe historie - o miłości, adopcji bez lukru i niezwyczajnej codzienności

Child Adoption / Adopcja Dziecka - "nasza droga do adopcji" 

Być Rodzicami - "dzięki adopcji - zostaliśmy rodzicami" 

Pikuś Incognito - Pogotowie Rodzinne - co to takiego ? 

Nie z krwi, a z duszy i z serca - adopcja, wychowanie i wiele, wiele więcej...

On, Ona i Dzieciaki - bardzo kreatywni rodzice dwóch wspaniałych dziewczynek :)

Rysiowa Kraina - "o Rysiu, Rudziku i naszym wspólnym życiu we czwórkę"

Sercem urodzone - o niecodziennej codzienności, która pokolorowała szarość dnia   
 
Przysposobienie do życia - blog o rodzinie i budowaniu więzi z dziećmi 

Nasz mały światek - blog o adopcji, miłości, rodzicielstwie, chwilach zwykłych i niezwykłych

Dokąd tupta nocą jeż -  oczekiwanie, adopcja i piecza tydzień po tygodniu 

Wiewiórkowo - sposoby na normalne, szczęśliwe życie, mimo niepłodności 

Adopcja = rodzicielstwo z wyboru - "rodzina inna niż wszystkie, 
nasza własna - którą dała nam adopcja" 

Wolne miejsce - rodzicielstwo zastępcze, relacje rodzinne i małżeńskie 

blogi o adopcji - blogi o rodzicielstwie zastępczym - niepłodność - adopcja dziecka - blog mamy adopcyjnej - blog rodziców adopcyjnych - rodzina adopcyjna - rodzina zastępcza
zdjęcie : pixabay / free photos

Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam,
lecz jeśli jednak mi się zdarzyło - 
bardzo przepraszam i proszę o uzupełnianie powyższej listy w komentarzach :)

***

Warte przeczytania również :

Adopcja to powołanie - artykuł na blogu Agaty Komorowskiej 
Adopcja - artykuły na portalu Chcemy Być Rodzicami 
Adopcja - artykuły w serwisie Płodność.pl (kilka z nich jest mojego autorstwa) 


czwartek, 8 listopada 2018

9 listopada - Światowy Dzień Adopcji / World Adoption Day.


Chyba mało kto w Polsce wie, że  
9 listopada przypada Światowy Dzień Adopcji. 

Kiedy wpiszemy tę datę w wyszukiwarkę - na polskich stronach internetowych pojawi się między innymi Europejski Dzień Wynalazcy, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem czy też...Światowy Dzień Gry Wstępnej (ehhh...) Na temat adopcji - ani słowa... Dopiero tłumacząc hasło na język angielski trafiamy na oficjalną stronę World Adoption Day.org - na której możemy poczytać o głównej idei tego święta oraz o tym, jak obchodzi się je w innych krajach. 

Pomysłodawcą  Światowego Dnia Adopcji jest Hank Fortener - założyciel fundacji non-profit AdoptTogether. Frank sam dorastał w rodzinie, która przyjęła do siebie i wychowywała jako rodzina zastępcza aż 36 dzieci ! Sześcioro z nich ostatecznie adoptowała - a więc Frank zna zagadnienie adopcji od podszewki i doskonale wie, jak wielkie emocje temu towarzyszą. 

adopcja - adopcja dziecka - 9 listopada - Światowy Dzień Adopcji - World Adoption Day - child adoption - adopcja to nie tabu - blog o adopcji

Światowy Dzień Adopcji to przede wszystkim dzień, kiedy rodziny adopcyjne celebrują bycie razem, wspominają swoje pierwsze spotkania z dziećmi i całą długą drogę jaką pokonały, by wreszcie się połączyć. W Ameryce często rodziny zamieszkujące tę samą okolicę umawiają się ze sobą na wspólny, uroczysty posiłek - albo organizują przyjęcia dla swoich adoptowanych dzieci, by uczcić wyjątkowość każdego z nich. 

Oprócz tego jest to również inicjatywa mająca na celu zwiększenie świadomości na temat adopcji, obalenie towarzyszących jej mitów i przekłamań. Angażują się w nią nie tylko sami rodzice adopcyjni , ale również osoby publiczne i celebryci - dzieląc się własnymi wzruszającymi historiami związanymi z adopcją oraz publikując zdjęcia swoich dłoni z namalowanym symbolem uśmiechniętej buźki. 

Jak czytamy na oficjalnej stronie : Publikując znak rozpoznawczy akcji - zwiększasz świadomość na temat 19 milionów dzieci na całym świecie, które nadal czekają na swoje rodziny - i wierzysz, że docelowo każde z nich odnajdzie swój nowy dom.

Nawet jeżeli kwestia adopcji bezpośrednio nas nie dotyczy - a mimo wszystko ta idea jest w jakiś sposób bliska naszemu sercu i chcemy, żeby przestała być postrzegana jako temat tabu, możemy włączyć się w obchody Światowego Dnia Adopcji na kilka różnych sposobów. 

CO MOŻNA ZROBIĆ ? 

1. Opublikować zdjęcie własnej pomalowanej dłoni w swoich social mediach  -
wraz z hashtagami  #WorldAdoptionDay #ŚwiatowyDzieńAdopcji 
#AdopcjaDziecka #AdopcjaToNieTabu 

2. Zostać ambasadorem akcji TUTAJ .
(Aktualnie zarejestrowanych jest 397 ambasadorów z całego świata). 

3. Zachęcam Was również do odwiedzenia profilu World Adoption Day na Facebooku -
by poznać perspektywę rodziców adopcyjnych oraz ich adoptowanych dzieci
i przekonać się na ich przykładzie, że adopcja to nie życiowy dramat ani ostateczność -
tylko piękna droga ku rodzicielstwu, którą warto przejść i celebrować.