Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodności nie widać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodności nie widać. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 grudnia 2018

Nie życzę Ci dziecka w te Święta ! (Ani w żadne inne...)


Zanim zmieszacie mnie z błotem, proszę : 
przeczytajcie ten wpis wnikliwie od początku do końca. 

Jest naprawdę WAŻNY. Myślę, że nie tylko dla mnie - ale również dla ogromnej liczby kobiet, których bezpośrednio dotyczy.  Mogę życzyć Wam zdrowia, szczęścia, pełnej satysfakcji z życia i spełnienia wszystkich marzeń - ale DZIECKA NIE ŻYCZĘ NIKOMU, bo za takimi życzeniami zbyt często kryje się zaskakująco wiele osobistych ludzkich tragedii (tudzież świadomych wyborów)...

niepłodność - niepłodności nie widać - in vitro - adopcja - święta w niepłodności - świąteczne życzenia - Boże Narodzenie - nie życzę nikomu dziecka - blog o adopcji - bezdzietność - starania - ciąża - niepłodność wtórna - Dzień Dziecka Utraconego - Aniołkowa Mama
zdjęcie : pixabay

Nie życzę Ci dziecka -
bo być może to właśnie Ty jesteś tą kobietą (statystycznie JEDNĄ NA PIĘĆ), 
która boryka się z problemem niepłodności. 

Sama też nią byłam, przez kilka ładnych lat. A w zasadzie byliśmy niepłodną parą, razem z moim mężem - ponieważ w końcu to nie tylko kobiet ten problem fizycznie i psychicznie dotyka. Nie tylko one spalają się z wielkim trzaskiem w swoich staraniach. Nie tylko one czasami mają tak bardzo dość wszystkiego, że już naprawdę nie chce im się być - i podejmować kolejnych nieudanych prób...Nie tylko one myślą sobie czasem, że wolałyby ulecieć z dymem własnych emocji - niczego już nie czuć, o niczym nie marzyć, niczego nie pragnąć tak rozpaczliwie...

Dlatego wiem, co to znaczy słyszeć od wszystkich wokół następujące świąteczne życzenia :

"Niech w końcu i Wasza rodzina się powiększy! To już chyba najwyższy czas!" 

"Życzę Wam takiej samej wesołej gromadki, jaką mam w swoim domu."

"Niech wreszcie pojawi się jakiś następca tronu. 
Bo co to za królestwo, w którym nie ma komu władzy przekazać ?" 
  
Takie słowa nie tylko ranią, smucą i wpędzają w jeszcze większą rozpacz. One po prostu na maksa WKURWIAJĄ ! (tak - właśnie użyłam wulgaryzmu, wytłuściłam go i zaznaczyłam na czerwono, i ani trochę nie jest mi wstyd z tego powodu).  Takie słowa nie sprawią, że ktoś nagle zajdzie w ciążę, doczeka się TEGO upragnionego telefonu z ośrodka adopcyjnego albo zechce przytulić członka rodziny składającego powyższe życzenia do swojej łkającej, umęczonej piersi...

Takie słowa raczej obudzą w niepłodnej osobie instynkt mordercy - i spowodują jedynie chęć dosypania rozmówcy cyjanku potasu do jego świątecznego grzybowego sosiku. Zaniechaj ich zatem - bo Boże Narodzenie w niepłodności jest już wystarczająco trudnym i wyczerpującym wyzwaniem...

niepłodność - niepłodności nie widać - in vitro - adopcja - święta w niepłodności - świąteczne życzenia - Boże Narodzenie - nie życzę nikomu dziecka - blog o adopcji - bezdzietność - starania - ciąża - niepłodność wtórna - Dzień Dziecka Utraconego - Aniołkowa Mama
zdjęcie : pixabay

Nie życzę Ci dziecka -
bo może właśnie jakiś czas temu swoje dziecko straciłaś, 
choć nikomu o tym nie powiedziałaś. 

Jeszcze pamiętasz ogromną radość z tych dwóch kresek na ciążowym teście. Jeszcze pamiętasz ekscytację, która towarzyszyła Wam w drodze do gabinetu ginekologicznego. Mieliście usłyszeć bicie serduszka, zobaczyć na USG malutkie rączki i nóżki - a tymczasem spotkała Was tylko dźwięcząca w uszach cisza i mina lekarza, która mówiła właściwie sama za siebie... :(

O Twojej ciąży nikt nie wiedział - bo było jeszcze zbyt wcześnie, by dzielić się z kimkolwiek tą radosną nowiną. Teraz uważasz, że to lepiej - ale jednocześnie każde świąteczne życzenia związane z ciążą są dla Ciebie jak smaganie biczem albo sypanie soli na świeże, otwarte i zaognione rany...
 
Nie życzę Ci dziecka -
bo być może już je masz... 
i odwiedzasz co roku na cmentarzu. 

Twoje  dziecko urodziło się zbyt wcześnie albo przegrało walkę z jakąś okrutną, nie oszczędzającą nikogo chorobą. Jesteś Aniołkową Mamą, co roku obchodzisz swoje święto 15 października. Dzień Dziecka Utraconego dotyczy zarówno Ciebie - jak i wszystkich mam z punktu powyżej, które swojego maleństwa nie zdążyły nawet pożegnać i pochować... 

Być może nie wyobrażasz sobie powtórki takiego scenariusza - bo panicznie boisz się następnej straty. A może po prostu czujesz, że absolutnie nic i nikt nie jest w stanie zastąpić Ci dziecka, które choć na chwilę zagościło w Twoim życiu. Nadal jesteś jego mamą, na zawsze nią pozostaniesz - a życzenia kolejnej ciąży są ostatnią rzeczą, jakiej w tym momencie pragniesz i potrzebujesz...Masz dość bagatelizowania swojej straty - oraz tekstów w stylu : "Jesteś jeszcze młoda, nadal możesz urodzić!" Jeżeli jeszcze raz coś takiego usłyszysz przy świątecznym stole - po prostu wstaniesz i wyjdziesz, ale najpierw kopniesz swojego interlokutora prosto w dupę. 

niepłodność - niepłodności nie widać - in vitro - adopcja - święta w niepłodności - świąteczne życzenia - Boże Narodzenie - nie życzę nikomu dziecka - blog o adopcji - bezdzietność - starania - ciąża - niepłodność wtórna - Dzień Dziecka Utraconego - Aniołkowa Mama
zdjęcie : pixabay

Nie życzę Ci dziecka -
bo być może już je masz... 
ale z jakichś powodów nie możesz dać mu rodzeństwa. 

Wiecie, jest coś takiego jak niepłodność wtórna. Być może pierwsze dziecko udało Wam się spłodzić  i urodzić bez większych komplikacji i problemów - ale już przy kolejnych staraniach zaczynają się schody sięgające tak wysoko, że ludzka krótkowzroczność tego nie ogrania...

Na pewno nie poczujecie się lepiej, otrzymując każdego roku życzenia "młodszego rodzeństwa dla Frania" albo "dziewczynki do parki" . Dlatego ja Wam tego nie życzę - a o refleksję i myślenie  swoich domowników musicie zadbać już we własnym zakresie...

 Nie życzę Ci dziecka - 
bo może zwyczajnie nie chcesz mieć dzieci, 
a takie życzenia są niczym innym, 
jak tylko próbą wywierania na Tobie społecznej presji. 

Być może od wielu lat towarzyszy Ci przeświadczenie, że nie chcesz zostać matką. Wiedziałaś o tym już jako mała dziewczynka, dojrzewająca nastolatka - a potem dorosła kobieta, która wciąż musi mierzyć się z roszczeniami i zarzutami otoczenia w tej kwestii.

Najgorsze, co można zrobić - to na siłę nakłaniać Cię do rodzicielstwa ! Z takiego nakłaniania rodzą się dzieci w gruncie rzeczy niechciane i niekochane - których mamy piszą potem o sobie na forach, że żałują macierzyństwa i że traktują wychowanie dziecka jedynie jako pewnego rodzaju "eksperyment pedagogiczny", niezwiązany z jakimikolwiek głębszymi uczuciami. Ponieważ zdecydowały się na dziecko tylko za namową znajomych, dziadków czy kogokolwiek innego. Ponieważ mimo wszechogarniającego braku chęci uwierzyły, że "jeśli urodzą - to pokochają" - a ostatecznie stało się wręcz przeciwnie...

Dlatego  mam nadzieję, że pozostaniesz asertywna. Że nie ulegniesz zewnętrznym naciskom - i wszelkim próbom wpływania na Twoje autonomiczne, świadome decyzje prokreacyjne pokażesz po prostu stanowczo i zdecydowanie środkowy palec.

niepłodność - niepłodności nie widać - in vitro - adopcja - święta w niepłodności - świąteczne życzenia - Boże Narodzenie - nie życzę nikomu dziecka - blog o adopcji - bezdzietność - starania - ciąża - niepłodność wtórna - Dzień Dziecka Utraconego - Aniołkowa Mama
zdjęcie : pixabay

A Wy, czy życzycie innym ludziom dzieci ?
 I czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jest to co najmniej niestosowne -
nawet jeżeli wynika z tak zwanej "troski" ? 

czwartek, 8 listopada 2018

9 listopada - Światowy Dzień Adopcji / World Adoption Day.


Chyba mało kto w Polsce wie, że  
9 listopada przypada Światowy Dzień Adopcji. 

Kiedy wpiszemy tę datę w wyszukiwarkę - na polskich stronach internetowych pojawi się między innymi Europejski Dzień Wynalazcy, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem czy też...Światowy Dzień Gry Wstępnej (ehhh...) Na temat adopcji - ani słowa... Dopiero tłumacząc hasło na język angielski trafiamy na oficjalną stronę World Adoption Day.org - na której możemy poczytać o głównej idei tego święta oraz o tym, jak obchodzi się je w innych krajach. 

Pomysłodawcą  Światowego Dnia Adopcji jest Hank Fortener - założyciel fundacji non-profit AdoptTogether. Frank sam dorastał w rodzinie, która przyjęła do siebie i wychowywała jako rodzina zastępcza aż 36 dzieci ! Sześcioro z nich ostatecznie adoptowała - a więc Frank zna zagadnienie adopcji od podszewki i doskonale wie, jak wielkie emocje temu towarzyszą. 

adopcja - adopcja dziecka - 9 listopada - Światowy Dzień Adopcji - World Adoption Day - child adoption - adopcja to nie tabu - blog o adopcji

Światowy Dzień Adopcji to przede wszystkim dzień, kiedy rodziny adopcyjne celebrują bycie razem, wspominają swoje pierwsze spotkania z dziećmi i całą długą drogę jaką pokonały, by wreszcie się połączyć. W Ameryce często rodziny zamieszkujące tę samą okolicę umawiają się ze sobą na wspólny, uroczysty posiłek - albo organizują przyjęcia dla swoich adoptowanych dzieci, by uczcić wyjątkowość każdego z nich. 

Oprócz tego jest to również inicjatywa mająca na celu zwiększenie świadomości na temat adopcji, obalenie towarzyszących jej mitów i przekłamań. Angażują się w nią nie tylko sami rodzice adopcyjni , ale również osoby publiczne i celebryci - dzieląc się własnymi wzruszającymi historiami związanymi z adopcją oraz publikując zdjęcia swoich dłoni z namalowanym symbolem uśmiechniętej buźki. 

Jak czytamy na oficjalnej stronie : Publikując znak rozpoznawczy akcji - zwiększasz świadomość na temat 19 milionów dzieci na całym świecie, które nadal czekają na swoje rodziny - i wierzysz, że docelowo każde z nich odnajdzie swój nowy dom.

Nawet jeżeli kwestia adopcji bezpośrednio nas nie dotyczy - a mimo wszystko ta idea jest w jakiś sposób bliska naszemu sercu i chcemy, żeby przestała być postrzegana jako temat tabu, możemy włączyć się w obchody Światowego Dnia Adopcji na kilka różnych sposobów. 

CO MOŻNA ZROBIĆ ? 

1. Opublikować zdjęcie własnej pomalowanej dłoni w swoich social mediach  -
wraz z hashtagami  #WorldAdoptionDay #ŚwiatowyDzieńAdopcji 
#AdopcjaDziecka #AdopcjaToNieTabu 

2. Zostać ambasadorem akcji TUTAJ .
(Aktualnie zarejestrowanych jest 397 ambasadorów z całego świata). 

3. Zachęcam Was również do odwiedzenia profilu World Adoption Day na Facebooku -
by poznać perspektywę rodziców adopcyjnych oraz ich adoptowanych dzieci
i przekonać się na ich przykładzie, że adopcja to nie życiowy dramat ani ostateczność -
tylko piękna droga ku rodzicielstwu, którą warto przejść i celebrować.


poniedziałek, 22 października 2018

Co by było, gdybyśmy nie mieli dziecka? Rozważania o niepłodności i sensie życia.


Być może robiłabym teraz karierę i odnosiła spektakularne sukcesy. Codziennie rano ubierałabym białą bluzkę, idealnie skrojony żakiet i ołówkową spódnicę, układałabym perfekcyjną fryzurę i malowała usta na intensywną czerwień. Zamiast wygodnych balerinek wyciągałabym z szafy niebotycznie wysokie szpilki - natomiast swoje rzeczy nosiłabym w lśniącej eleganckiej aktówce, a nie poupychane po kieszeniach razem z kauczukową piłką, przeżutym wafelkiem i znalezionym na podwórku kamykiem...

A może zupełnie zamknęłabym się w domu, straciła ochotę na jakiekolwiek kontakty z ludźmi, wpadła w depresję, całymi dniami oglądała w telewizji bzdurne, odmóżdżające seriale, piła drinka za drinkiem, użalała się nad sobą i wciąż od nowa przeżywała traumę niepłodności - do tego stopnia, że nawet mój własny pies miałby mnie w końcu serdecznie dosyć...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay

Być może żylibyśmy z Małżem bardzo intensywnie, podróżując do wielu ciekawych zakątków, kosztując w każdym z nich przysmaków regionalnej kuchni i wypełniając swoje albumy egzotycznymi widoczkami, na których tylko my - rodzina "dwa plus zero". Może korzystalibyśmy z życia próbując wszelkich istniejących sportów ekstremalnych, skacząc na bungee albo ze spadochronem, balując do upadłego, wędrując w wesołym towarzystwie od klubu do klubu i wychylając jednym duszkiem szampana, buzującego w nas do spółki z adrenaliną...

A może nasze małżeństwo już dawno przestałoby istnieć, bo nie umielibyśmy żyć tylko we dwoje, codziennie przechodząc setki razy obok zamkniętego na klucz i zupełnie pustego pokoju, który wedle wszelkich planów miał być tym dziecięcym. Może zeżarłyby nas wzajemne pretensje, żale i poczucie winy. Może żylibyśmy nie razem, lecz tylko obok siebie - coraz bardziej od siebie oddaleni, hermetycznie opakowani w dwóch zupełnie innych, odrębnych światach...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay

Być może byłabym bardziej wyspana, wypoczęta i mniej zestresowana. Miałabym więcej czasu na rozwój własnych pasji, pielęgnację urody, zakupy w babskim gronie i wielogodzinne wypady w miasto. W lustrze widziałabym brwi idealnie wyregulowane, włosy bez najmniejszego odrostu, ciało wspaniale opalone i niesłychanie jędrne - wyrzeźbione bieganiem, rowerem, ćwiczeniami z Chodakowską czy treningiem na siłowni...

A może wcale nie miałabym ochoty na to wszystko - i nawet patrzeć na siebie w tym lustrze by mi się nie chciało...Może byłaby we mnie jedynie chęć, żeby rozpieprzyć to szkło i swoje odbicie w drobny mak - by rozsypało się na milion maleńkich kawałków zupełnie tak samo, jak moja krucha, niepłodnościowa psychika...

***

Może nasze mieszkanie przypominałoby to z katalogu Ikei - byłoby na błysk wypucowane, pozbawione odcisków małych łapek na drzwiach i lustrach, bez rozlanego na podłodze soku i ścian pomalowanych wściekle różową kredką. Pewnie na samym środku salonu nie mielibyśmy huśtawki, plastikowego ogrodowego domku, dmuchanego baseniku wypełnionego balonami i kolorowymi piłkami. Nie potykalibyśmy się co chwilę o rozrzucone klocki, samochodziki i całokartonowe książeczki. Nie dzielilibyśmy sofy z pluszowym królikiem, łosiem i dziesiątką innych, usadzonych w rzędzie przytulanek...

A może czulibyśmy się tutaj nie jak w domu - tylko jak w muzeum albo na sklepowej wystawie. I bylibyśmy jak te eksponaty - piękni i odpowiednio ustawieni, ale zupełnie martwi w środku...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay
 
Cholera, nie umiem na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć. 
Nie jestem w stanie przewidzieć i zwizualizować sobie - "co by było, gdyby..." 

Gdybyśmy swego czasu nie zdecydowali się na adopcję - 
nasze losy mogłyby potoczyć się równie dobrze 
zarówno w jednym, jak i w drugim kierunku...

Najpewniej wcale nie byłoby tak zero-jedynkowo i skrajnie.
Najpewniej z czasem umielibyśmy znaleźć jakiś złoty środek  
pomiędzy wielką tęsknotą za potomstwem, a byciem tylko we dwoje. 

( W końcu zawsze towarzyszyło nam głębokie przekonanie, 
że nasze życie i związek tak czy siak mają głęboki sens -
zarówno z dzieckiem, jak i bez niego ) ... 

Znam też zresztą całkiem sporo par, u których początkowe przymusowe child-less  -
z biegiem czasu ewoluowało i zamieniło się w pełni akceptowalne 
oraz szczęśliwe child-free z wyboru .

 Więc dzisiaj celowo zostawiam ten wpis taki niedokończony i niedopowiedziany -
zwłaszcza dla tych, których temat niepłodności bezpośrednio dotyczy. 
Niech każdy z Was znajdzie swoją własną, osobistą odpowiedź...

czwartek, 5 lipca 2018

Adopcja dziecka , a reakcje otoczenia - historie prawdziwe.


Jako rodzice adopcyjni - zawsze jesteśmy w pewnym sensie na cenzurowanym. Co byśmy nie zrobili, jakbyśmy się nie starali i jakbyśmy swojego dziecka nie wychowywali - w wielu codziennych, społecznych sytuacjach nasze rodzicielstwo będzie przez innych ludzi postrzegane właśnie przez pryzmat adopcji...

Czego zdaniem sporej części populacji nam "NIE WOLNO" ? 
Czego robić "NIE POWINNIŚMY" ? Czego nam "NIE WYPADA" ?  

O swoich doświadczeniach opowiemy Wam my - 
autorka tego bloga oraz trzy inne zaprzyjaźnione mamy adopcyjne, 
które postanowiły podzielić się z Czytelnikami własnymi refleksjami.

adopcja - adopcja dziecka - adopcja to nie tabu - adopcja to miłość - adopcja to droga i wybór - blog o adopcji -niepłodność - niepłodności nie widać - niepłodność to nie wyrok
foto: pixabay. com

Adopcja dziecka - reakcje otoczenia

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Cześć Dziewczyny.  Bardzo dziękuję, że zdecydowałyście się zabrać głos - i przedstawić na łamach bloga swoje historie. Zacznijmy może od pytania, z jakim odbiorem spotkała się adopcja dziecka w Waszym najbliższym otoczeniu ? Czy odczułyście w jakikolwiek sposób, że Wasze macierzyństwo jest traktowane jako "inne" oraz poddawane bardziej wnikliwej obserwacji ? 

Emilia : Najbliższe otoczenie - w sensie rodzina, znajomi i przyjaciele - zareagowało bardzo pozytywnie i bardzo mocno nam kibicowało w trakcie całej procedury adopcyjnej. Mieliśmy z mężem naprawdę ogromne wsparcie w rodzicach, teściach i rodzeństwie - aczkolwiek potem, w zderzeniu z szerszą rzeszą ludzi,  zaczęły się pewne "schody". 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : O jakiego rodzaju "schodach" mówisz ? Bo u nas było często ogromne zażenowanie rozmówców - którzy na wieść o adopcji aż pąsowieli na twarzach, uciekali wzrokiem i zachowywali się tak, jakbyśmy właśnie wymienili nazwę jakiejś wstydliwej choroby...Albo z kolei popadanie w inną skrajność - czyli podziwy nad podziwy, jakbyśmy jako rodzice adopcyjni dokonywali wielkiego, heroicznego czynu. 

Emilia : U nas natomiast ludzka ciekawość, niekiedy dosyć natarczywe pytania o przeszłość i historię naszej córeczki. Z jakiej biologicznej rodziny pochodzi ? Czy jej mama piła w ciąży ? Czy to była jakaś straszna "patologia" - i czy nie boimy się wpływu "złych genów" ? Generalnie postronne osoby poruszały w rozmowach z nami kwestie, które w ogóle nie powinny ich obchodzić. Myślę, że każdy rodzic adopcyjny musi się z takimi tekstami liczyć - i zawczasu uzbroić się w jakieś stosowne, cięte riposty. 

Weronika:  Dopóki nasz synek był z nami w domu - nie mieliśmy w związku z adopcją jakichś większych nieprzyjemności. Sytuacja trochę się skomplikowała, kiedy poszedł do zerówki, a potem do szkoły. Wieść o adopcji oczywiście rozniosła się w naszej miejscowości lotem błyskawicy - a dzieci potrafiły być bardzo dociekliwe i zadawać mu bardzo bezpośrednie pytania z tym związane. Jak to możliwe, że wszystkie dzieci mają tylko jedną mamę - a on ma aż dwie ? Dlatego również jestem zdania, że trzeba dziecko odpowiednio na takie sytuacje przygotować - i od samego początku tłumaczyć mu, na czym polega adopcja oraz jej wyjątkowość.
  
Agata : A ja dodam jeszcze, że w moim przypadku adopcja często postrzegana była jako "macierzyństwo gorszego sortu". Niejednokrotnie słyszałam: "Nie rodziłaś - więc co możesz o tym wiedzieć?" - w kontekście pierwszego spotkania z dzieckiem i emocji, jakie to w człowieku wywołuje. Wielu osobom poród jawi się jako coś mistycznego, jako cud narodzin i wydania na świat nowego życia  - natomiast adopcja jest po prostu "odebraniem dziecka z placówki". Nie rozumieją, że dla nas - rodziców adopcyjnych - to również jest najpiękniejszy, najważniejszy i najbardziej wzniosły moment w całej historii naszego małżeństwa. I bardzo nie lubię, kiedy ktoś to deprecjonuje - sprowadza tylko do formalności, papierologii, podpisania stosownych świstków...Uczucia, jakie temu towarzyszą - są nie do opowiedzenia !  

Szkodliwy syndrom "biednej sierotki"

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Ja zauważyłam jeszcze jedną tendencję. Mamie adopcyjnej "nie wolno" czuć się zwyczajnie, po ludzku zmęczoną. Ludzie zawsze Ci wytkną, że tak bardzo czekałaś na dziecko, tak długo się o nie starałaś, tyle różnych warunków musiałaś spełnić - więc teraz jakim prawem śmiesz narzekać i nie mieć na nic siły ? A tymczasem adopcja absolutnie nie umniejsza naszego wyczerpania, nieprzespanych nocy, czuwania przy dziecku 24/7 - i ja sobie daję prawo również do negatywnych emocji z tym związanych. W końcu żadna z nas nie jest robotem, zaprogramowanym na wieczny entuzjazm i "rzyganie tęczą"...

Weronika : Zgadza się - też to przerabiałam. Dodatkowo jeszcze słyszałam od dziadków mojego synka : "Jak możesz mu czegokolwiek zabraniać? Przecież to taka BIEDNA SIEROTKA - więc powinnaś mu teraz nieba przychylić i zgadzać się na wszystko, czego zapragnie."  To jest szkodliwe - i nie tędy droga ! Postrzeganie naszego dziecka przez pryzmat "biednej sierotki" i wcześniejszego pobytu w instytucji - to dla niego wielka krzywda ! 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : W pełni się z Tobą zgadzam - i mam nawet w wersjach roboczych kolejny wpis na ten temat. Stawianie dziecka w charakterze "biednej sierotki" - automatycznie sugeruje, że sami sprowadzamy się do roli jej "wspaniałomyślnego wybawiciela". A to z kolei wiedzie do tak zwanego "długu wdzięczności", który dziecko rzekomo powinno odczuwać w stosunku do swoich rodziców adopcyjnych - podczas gdy faktycznie wcale go odczuwać nie musi, a my absolutnie nie możemy tego od niego oczekiwać.

adopcja - adopcja dziecka - adopcja to nie tabu - adopcja to miłość - adopcja to droga i wybór - blog o adopcji -niepłodność - niepłodności nie widać - niepłodność to nie wyrok
foto: pixabay. com

Po adopcji "na pewno się odblokujesz"

 Agata : Idąc dalej - rzadko kiedy otrzymywałam gratulacje z okazji powiększenia się naszej rodziny. W przypadku narodzin dziecka biologicznego to raczej naturalne, że się gratuluje - natomiast w sytuacji adopcji było to raczej współczujące spojrzenie, krzepiące poklepanie po ramieniu oraz stwierdzenie : "No trudno, i tak w życiu bywa..." Jakie "TRUDNO" ? Ja tu mam ochotę wykrzyczeć całemu światu swoje szczęście - a tymczasem ktoś traktuje mnie jak ofiarę, której się w życiu nie powiodło...

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Otóż to. Wielu ludzi stoi nad nami i nad naszą adopcją jak nad otwartym, świeżo wykopanym grobem...Traktują to jako pogrzeb marzeń o dziecku biologicznym, pogrzeb życiowych planów i nadziei, przegraną w walce z niepłodnością. Nie rozumieją, jak wiele dzięki adopcji wygraliśmy i że nie każdy ma parcie na dziecko biologiczne -  "krew z krwi i kość z kości" - za wszelką cenę ! Nie dociera do nich, że my już mamy dziecko - które nie jest "zamiast" - i że żadne dalsze ciążowe inspiracje nie są nam już do szczęścia potrzebne.

Agata: Do tej pory zdarzają się rozmowy, w których ktoś sugeruje mi, że teraz - po adopcji - na pewno już się "odblokuję i zajdę w ciążę".  Albo wiadomości od koleżanek - polecających najróżniejsze ziółka, cudowne metody i kolejnych znachorów. A ja już tego nie chcę i nie potrzebuję, bo w swojej macierzyńskiej roli czuję się w 100% szczęśliwa i spełniona ! 

Weronika : Ja jeszcze w trakcie procedury adopcyjnej spotykałam się z ogromnym brakiem zrozumienia - bo teoretycznie mogliśmy mieć własne dziecko biologiczne, ale mimo to zgłosiliśmy się do ośrodka dosłownie kilka tygodni po ślubie. I niektóre osoby nie były w stanie ogarnąć rozumem, że adopcja to nie jest dla nas konieczność i ostatnia deska ratunku - tylko życiowa droga, którą wybiera się w pełni świadomie i bez żadnej zewnętrznej presji.

Ach, te "złe geny"...

Karolina / Nasze Bąbelkowo: No właśnie. Czy nie odnosicie wrażenia, że macierzyństwo adopcyjne jest obwarowane jeszcze większą ilością zakazów, nakazów oraz konwenansów - niż to biologiczne?  

Emilia : Myślę, że tak właśnie jest. Jakiś czas temu moja adoptowana córka zwyciężyła w szkolnym konkursie recytatorskim. Byłam z niej strasznie dumna - ale oczywiście gdzieś w tle usłyszałam również komentarze w tonie: "Nie masz czym się szczycić - bo to przecież nie Twoje geny i dziecko swoich zdolności recytatorskich Tobie nie zawdzięcza". 

Karolina / Nasze Bąbelkowo:  O kurczę, naprawdę !? A jakie to ma w ogóle znaczenie ? Geny Twoje czy nie Twoje - masz dokładnie takie samo prawo do dumy z dziecka i z jego sukcesów oraz do wspierania go w rozwoju jego pasji, jak każda inna mama! I to chyba jest trochę tak , że sukcesami rzekomo "nie wolno" nam się cieszyć - natomiast o ewentualnych problemach z dzieckiem też lepiej nie opowiadać...Zgadzacie się ?

Agata : Zawsze znajdzie się ktoś, kto skwituje nasze trudności słowami : "A nie mówiłem? I po co Wam to było ? Przecież niejeden raz powtarzałem Wam, że bierzecie sobie niepotrzebny kłopot na głowę..." - a potem następuje cała litania utyskiwań na geny, patologię, nieznane pochodzenie itp., itd...Tymczasem przecież problemy wychowawcze zdarzają się w każdej rodzinie - i dotyczą tak samo dzieci biologicznych, jak i adoptowanych.

Karolina /Nasze Bąbelkowo : Co najśmieszniejsze - często wypowiada takie słowa osoba, która sama też nie jest kryształowa - i w jej własnej rodzinie pewnych pokładów "patologii" też nie trzeba długo i ze świecą szukać. Czy nie macie czasem odczucia, że ludzie trochę bezrefleksyjnie przeceniają własne geny i ich rzekomą "wspaniałość" ?

Emilia : Być może moje stanowisko jest dość kontrowersyjne - i zostanę skrytykowana za to, co mówię....ale uważam, że takie czysto genetyczne podejście jest okropne. Sprowadza rolę człowieka wyłącznie do prokreacji i do przekazywania własnego DNA. A tymczasem - w adopcji chodzi o coś znacznie więcej. Chodzi o miłość - i to jest uczucie na tyle potężne, że może być odczuwane nawet w stosunku do kogoś, kogo nigdy wcześniej się nie widziało, nie spotkało, nie poznało żadnym ze swoich zmysłów. I dokładnie takich emocji doznawałam w stosunku do swojej adopcyjnej córki - jeszcze na długo przed tym, zanim ją w ogóle po raz pierwszy zobaczyłam.

adopcja - adopcja dziecka - adopcja to nie tabu - adopcja to miłość - adopcja to droga i wybór - blog o adopcji -niepłodność - niepłodności nie widać - niepłodność to nie wyrok
foto: pixabay. com
 
Mówić, czy nie mówić - czyli adopcyjne tabu

Karolina / Nasze Bąbelkowo : A jak wygląda u Was kwestia informowania swojego dziecka oraz otoczenia o fakcie adopcji ? 

Agata: Nam wiele osób odradzało szczerość i otwartość  w tym temacie. Sugerowali mijanie się z prawdą i kluczenie - lub ewentualne czekanie aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności. Oczywiście było to dla nas nie do pomyślenia - więc od razu krótko ucinaliśmy temat i jasno dawaliśmy do zrozumienia, że mamy w tej kwestii zupełnie inne zdanie.

Karolina / Nasze Bąbelkowo : No tak...Bo po co mają ludzie wiedzieć? I po co ma wiedzieć samo dziecko? Jeszcze kiedyś - nie daj Bóg - zacznie poszukiwać swoich korzeni i biologicznej rodziny, a my zostaniemy na starość sami i nie będzie nam miał kto podać tej przysłowiowej "szklanki wody"... ;) To jakiś nonsens ! Chyba nikt z nas nie chciałby być wychowywany w atmosferze wiecznych kłamstw i niedomówień...

Weronika : Myślę, że prawdziwą "niedźwiedzią przysługę"  robią rodzicom adopcyjnym niektóre medialne przekazy, w bardzo dużej mierze zakłamujące obraz rzeczywistości. Adopcja dziecka niemal zawsze jest tam przedstawiana jako ckliwa, chwytająca za serce historyjka - albo z kolei mrożąca krew w żyłach, krwawa jatka. I właśnie stąd bierze się całe mnóstwo przekłamań i stereotypów. Tymczasem - to jest po prostu życie. Ani lepsze, ani gorsze - zaledwie ciut inne od tego, które wiedzie każda rodzina. Są oczywiście też fajne, naprawdę rzetelne reportaże - ale moim zdaniem nadal jest ich zbyt mało, żeby odmienić ludzką mentalność i spojrzenie. 

Czy będzie trudniej adoptować dziecko ?

Karolina / Nasze Bąbelkowo :  A tak z innej beczki - co myślicie o nowych projektach ustaw, które aktualnie są dyskutowane? Czy Waszym zdaniem to dobry pomysł, by mamy biologiczne mogły cofnąć swoją decyzję o zrzeczeniu się praw rodzicielskich w ciągu 14 tygodni zamiast 6, jak było do tej pory ?

Emilia: Jeśli kobieta faktycznie by się przez ten czas namyśliła, zmieniła zdanie , postanowiła swoje dziecko jednak przy sobie zatrzymać - to może... Tylko - patrząc realnie - jak wiele jest takich przypadków ? To jest jakiś minimalny promil wszystkich sytuacji - a najczęściej dziecko spędza ten okres w placówce lub rodzinie zastępczej i cały proces przygotowania go do adopcji tylko niepotrzebnie się przeciąga. I to jest dla niego czas absolutnie stracony, to ono najbardziej na tym cierpi - a więc moim zdaniem ta procedura powinna być raczej skracana, niż wydłużana !

Agata: Generalnie śledząc aktualne poczynania naszego rządu oraz jego tak zwaną "politykę prorodzinną" -  już niedługo adopcja dziecka będzie postrzegana jako największe zło, machloja i handel żywym towarem. Nie chcę wdawać się tutaj zbyt szczegółowo w kwestie polityczne i roztrząsać swoich poglądów, ale odnoszę wrażenie, że nawet ta "najgorsza" rodzina biologiczna (patologiczna, przemocowa i dopuszczająca się najróżniejszych nadużyć) - zostanie wkrótce postawiona ponad instytucją adopcji. 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : I to jest również zagadnienie, które na pewno jeszcze na blogu poruszę. Tym razem skupiłyśmy się bardzo mocno na negatywach - ale całe szczęście jest też mnóstwo reakcji ciepłych, miłych i zupełnie naturalnych. Mam nadzieję, że i z takimi się spotykacie ?

Weronika: Tak, oczywiście - wiele osób reaguje zupełnie normalnie, zwyczajnie i serdecznie. Ale każdy znajdujący się na początku swojej adopcyjnej drogi musi mieć świadomość , że ludzie są różni - i że niektórzy będą za wszelką cenę szukali sensacji nawet tam, gdzie jej nie ma.

Agata: Osobiście mam porównanie , ponieważ przez jakiś czas mieszkaliśmy w mieście - a potem przeprowadziliśmy się do małej wioski, z której pochodzę. I w naszym przypadku wyraźnie dało się odczuć, że w tej niewielkiej, zamkniętej społeczności również ludzka ciekawość i otwartość na tematykę adopcji znajduje się na innym poziomie. Na wsi nadal często był to temat tabu , owiany wręcz jakimiś wyssanymi z palca legendami. Natomiast w mieście spotkaliśmy większą rzeszę osób, które same miały adoptowane dzieci - więc lepiej tę sytuację rozumiały. Mieliśmy wówczas poczucie, że nie jesteśmy w swoich doświadczeniach osamotnieni. 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Dziękuję Wam serdecznie za Waszą obecność i szczerość - natomiast wszystkich rodziców adopcyjnych zachęcam do dzielenia się własnymi przemyśleniami w komentarzach. Im więcej Waszych wypowiedzi - tym większa szansa, by tak ważną dla nas kwestię skutecznie oswoić i zdemitologizować.  

czwartek, 12 października 2017

Jak i kiedy powiedzieć dziecku o adopcji? - oraz 5 powodów, dla których warto o tym rozmawiać.


Jakiś czas temu opublikowałam na naszym Facebooku --->>> pewien post. Opisałam w nim sytuację, w której Bąbel zapytał mnie : "Mamo, a jak to było w domu dziecka?"  Dostałam wówczas kilka prywatnych wiadomości, w których Czytelnicy pytali :

"Czy powinno się mówić dziecku o adopcji - i w jaki sposób o tym rozmawiać?"
"Czy to nie za wcześnie - i kiedy jest ten właściwy moment?"
"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?"

Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na te pytania Wam wszystkim : zarówno tym bezpośrednio zainteresowanym adopcją dziecka - jak i tym, którzy trafili na mojego bloga z przyczyn zupełnie nie związanych z przysposobieniem. 

Bo w adopcji nie chodzi o to, żeby odciąć dziecko od jego historii 
i oddzielić przeszłość grubą krechą.

Chodzi o to, żeby tę historię uznać i zaakceptować -
i tworzyć swoją własną przy jednoczesnym szacunku dla niej.

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto : Pixabay

Z psychologicznego punktu widzenia - im wcześniej powiesz swojemu dziecku o adopcji , tym lepiej ! Nawet, jeżeli jeszcze nie do końca rozumie. Nawet , jeżeli nie jest jeszcze w pełni świadome wagi i znaczenia tych słów. 

My wprowadzaliśmy Bąbla w tematykę adopcji praktycznie od samego początku - czyli od momentu, w którym pojawił się w naszej rodzinie. Już kiedy miał kilka czy kilkanaście miesięcy mówiliśmy do niego "Nasz kochany synku z serduszka" - a po jakimś czasie sam zaczął zadawać pytania, dlaczego akurat on jest z serduszka (a nie z brzuszka, jak inne dzieci). Powiedzieliśmy mu wówczas, że akurat dla nas jest z serduszka - ponieważ w brzuszku nosiła go inna mama.

Moim zdaniem takie oswajanie z adopcją od najwcześniejszych momentów życia ma całe mnóstwo zalet - które postaram się przedstawić Wam tutaj w punktach, w miarę skondensowany i klarowny sposób:

1)  Adopcja dziecka to nie grzech - ani cokolwiek, czego powinniśmy się wstydzić !  

Dlaczego więc to ukrywać, maskować się, robić z tego wielką tajemnicę?! 

Jeżeli od samego początku będziemy podchodzić do tego tematu zupełnie naturalnie, swobodnie i zwyczajnie - to najprawdopodobniej i nasze dziecko w ten sposób do niego podejdzie. 

Warto przedstawiać adopcję jako coś pięknego, wzniosłego i niesłychanie ważnego w naszym życiu - a nie jako żenujący sekret, który należy ukrywać przed światem ! Adopcja to przecież szczęśliwe powiększenie się naszej rodziny - na które tak długo i niecierpliwie czekaliśmy :)

2) Relacje z dzieckiem powinno opierać się na prawdzie i szczerości.  

Jakbyście czuli się , gdyby po latach wyszło na jaw, że Wasi rodzice okłamują Was w jakimś bardzo istotnym aspekcie ? 

Myślę, że odczuwalibyście żal, złość, ogromny zawód i rozczarowanie. Ja najprawdopodobniej nie chciałabym mieć z takimi rodzicami zbyt wiele wspólnego - skoro umieli mnie oszukiwać, wprowadzać w błąd, wielokrotnie utwierdzać w fałszywych przekonaniach...

Poza wszystkim, chyba jako mama również nie umiałabym żyć z ciężarem takiego kłamstwa - oszukując swoje dziecko każdego dnia...Myślę, że odbiłoby się to negatywnie na całej naszej rodzinie i wzajemnych relacjach.

 3) Adopcja tak czy siak wyjdzie kiedyś na jaw. 

Jeśli nie powiecie o niej Wy sami - dziecko dowie się od jakichś zupełnie przypadkowych, postronnych osób. I przeżyje szok.

Zresztą, w wieku 18 lat będzie mogło samo pozyskać takie informacje w Urzędzie Stanu Cywilnego - składając odpowiedni wniosek o wydanie zupełnego aktu urodzenia i wnosząc stosowną opłatę skarbową.

4)  Każdy człowiek chce poznać swoje korzenie ! 

Coś w tym jest. Każdy człowiek ma potrzebę posiadania wiedzy : skąd pochodzi, kim  jest, dokąd zmierza...

Nawet jeśli dziecko nie będzie chciało spotkać się osobiście ze swoimi rodzicami biologicznymi - to prawdopodobnie będzie dążyło do zdobycia informacji , kim oni są, gdzie mieszkają, czym się w życiu zajmują.

Jeśli nie rodzice - to czasami jest również biologiczne rodzeństwo. I często bywa tak, że młody człowiek drąży temat nie dla poznania biologicznej mamy czy biologicznego taty - ale właśnie dla brata lub siostry...

5) Tajemnica adopcji - to często w gruncie rzeczy fikcja. 

Kiedy czekaliśmy na swoją adopcyjną rozprawę - nasze imiona i nazwiska widniały na sądowej wokandzie. Praktycznie każdy mógł podejść sobie do sali rozpraw - i spisać interesujące go dane. Podobnie dane rodziców biologicznych : niby zamazane w dokumentach czarnym zakreślaczem, a jednak bez żadnego problemu dało się je odczytać i rozszyfrować...Także - to tyle w temacie rzekomej "tajemnicy"...

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto: Pixabay

"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?" Może i trochę się obawiam - ale jestem tego świadoma i na to przygotowana. Mówiąc całkiem szczerze - sama chętnie mu w tym pomogę, jeśli tylko mnie o to poprosi.

Najbardziej boję się czegoś zupełnie innego : że to biologiczna rodzina nie będzie chciała chociażby z nim porozmawiać i opowiedzieć mu o sobie oraz o motywach swojej decyzji. Że odwróci się do niego plecami...

  I martwię się w swoim życiu nie o to, jak ja sobie z tym poradzę - tylko jak poradzi sobie On.
Mam wielką nadzieję, że dobrze - i że nasza otwarta i szczera postawa mu w tym kiedyś pomoże.

 ***

Bardziej obszerny artykuł na temat jawności adopcji popełniłam kiedyś TU.

 Listę książeczek dla dzieci o adopcji, które mogą pomóc rodzicom 
w rozmowach na temat przysposobienia znajdziecie natomiast  TUTAJ. 

sobota, 8 kwietnia 2017

Adopcja dziecka - czy biologiczne byłoby "bardziej moje"?

"Adopcja dziecka to bardzo trudny temat"...Hmmm...Odkąd Bąbel pojawił się w naszej rodzinie, słyszałam to zdanie jakąś niewyobrażalną ilość razy. Co jakiś czas mam też okazję przeczytać je w komentarzach na blogu czy na naszym Facebooku. 

Kilkukrotnie nawet spytałam swoich rozmówców "Dlaczego tak uważasz?" albo "Co masz przez to na myśli?" - ale jakoś nigdy nie doczekałam się zbyt konkretnej, sensownej i wyczerpującej odpowiedzi...Z czasem już nawet przestałam wyprowadzać ludzi w swoim otoczeniu z błędu, bo szkoda mi było strzępić języka - ale tutaj będę to robić tak długo,  aż rozbolą mnie palce od stukania w klawiaturę. 

adopcja dziecka child adoption

Owszem, adopcja dziecka to bardzo trudny temat - ale chyba tylko dla osób zupełnie postronnych, które patrzą na nią wyłącznie z pozycji obserwatora. Bo dla nas - rodziców adopcyjnych - to temat tak samo naturalny, jak dla kogoś innego rodzicielstwo biologiczne. 

Adopcja dziecka to dla nas coś absolutnie codziennego, o czym nie rozmyślamy bez przerwy i nie rozkładamy tego na czynniki pierwsze. (Jeżeli już, to tylko na potrzeby bloga - żeby napisać jakiś artykuł, który pozwoli zwiększyć świadomość w kwestii adopcji i lepiej zrozumieć ją samą oraz wszelkie towarzyszące jej procedury). 

Adopcja dziecka to dla nas coś tak normalnego, jak codzienne mycie zębów, smarowanie chleba masłem, poranna pobudka czy wieczorne układanie się do snu. To dla nas po prostu fakt - ani trudny, ani łatwy - oczywisty i niezbity.

adopcja dziecka child adoption

Kiedy codziennie bawię się z moim synkiem...Kiedy on zarzuca mi rączki na szyję...Kiedy zaklejam mu plastrem zdarte kolano, czytam mu bajkę na dobranoc albo idę z nim na wiosenny spacer po parku...Serio, nie myślę sobie wtedy: "O kurczę, on jest adoptowany...Jakie to wszystko cholernie trudne..."

Ani TYM BARDZIEJ nie myślę o sobie i swoim mężu : "Wow, ale jesteśmy odważni i heroiczni ! Adoptowaliśmy dziecko, które urodziło się innej kobiecie. To taki wielki gest, że chyba powinni nam pomnik wybudować ! " 

Ani też nie myślę o sobie jako o Tej, Która Niesie Swój Krzyż - a niestety przez wielu ludzi właśnie tak adopcja dziecka jest postrzegana. Jako porażka, substytut, zamiennik czy namiastka - w każdym razie coś niepełnowartościowego. Coś, czego tak naprawdę wolałoby się nigdy nie doświadczyć , ale "jak się nie ma, co się lubi - to się lubi, co się ma".

A ja powtarzam po raz setny z kolei : MOJE DZIECKO NIE JEST ZAMIAST ! - i jedyne czego w tej jego adopcji żałuję to fakt, że nie zgłosiliśmy się do ośrodka od razu, tuż po ślubie, omijając szerokim łukiem wszystkie lekarskie gabinety.

adopcja dziecka child adoption

I pisze do mnie wczoraj już któraś Czytelniczka z rzędu:

Powiedz mi, dlaczego tak jest?
Dlaczego ludzie widzą adopcję jako coś strasznego - 
jako karę i najgorsze, co może człowieka w życiu spotkać?

Czy moje dziecko byłoby "bardziej moje", 
gdybym nosiła je przez 9 miesięcy również w brzuchu, zamiast tylko w sercu?

Ja nie wiem, dlaczego...Naprawdę, zupełnie nie wiem...
Wiem tylko tyle, że dla mnie adopcja jest tym NAJLEPSZYM - 
i że dzięki niej znalazłam się dokładnie tam, gdzie zawsze chciałam być.

A nasz Synek jest NASZ tak bardzo,
że o jakimkolwiek tego typu wartościowaniu nie ma nawet mowy :)

ADOPCJA - TO PO PROSTU MIŁOŚĆ.

wtorek, 27 grudnia 2016

Jak zbudować więź z adoptowanym dzieckiem?

Ktoś mógłby odpowiedzieć na tytułowe pytanie: "dokładnie tak samo, jak z dzieckiem biologicznym". W pewnym sensie miałby rację - jednak nawet w przypadku bardzo małego Adoptusia może być to proces nieco bardziej żmudny, długotrwały i wymagający od nas jeszcze większego zaangażowania, niż w przypadku dziecka biologicznego.

Musimy przecież pamiętać o tym, że nasz adoptowany maluszek ma już swoją wcześniejszą historię i pewien bagaż życiowych doświadczeń. Najprawdopodobniej zdążył już nawiązać pewne relacje z ludźmi, którzy zajmowali się nim wcześniej, zanim trafił do naszej rodziny - i niestety nie zawsze były to relacje oparte na pozytywnych emocjach oraz pozwalające stworzyć dziecku najbardziej optymalny, bezpieczny styl przywiązania do opiekunów...
  
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kilku bardzo prostych i oczywistych wskazówkach, które przekazały nam na etapie warsztatów panie z naszego ośrodka adopcyjnego. Zanim jednak zacznę rozpisywać je wszystkie na poszczególne punkty musicie pamiętać, że każde dziecko jest wielką  indywidualnością i coś, co przynosi rewelacyjny efekt u jednego maluszka - już u innego może okazać się kompletną klapą i nieporozumieniem...

Po pierwsze - nie staraj się być specjalistą i super-rodzicem za wszelką cenę! 

Rodzice adopcyjni chyba trochę tak mają...Wydaje im się, że muszą być kimś naprawdę wyjątkowym i bliskim ideału, żeby zrekompensować dziecku wszystkie ewentualne zaniedbania i nadużycia, jakich do tej pory doświadczyło. A tymczasem - nadmierne dążenie do perfekcji może przynieść skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego. Zbyt intensywne "osaczanie" dziecka swoją miłością i  fundowanie mu za dużej ilości bodźców może doprowadzić najzwyczajniej w świecie do przestymulowania - oraz sytuacji, w której maluszek będzie po prostu zmęczony naszą rodzicielską nadgorliwością. 

W budowaniu więzi naprawdę nie chodzi o "efekt WOW", o jakieś ekstremalne dążenia i wyzwania. Chodzi przede wszystkim o troskę, zabawę, bycie razem i spędzanie ze sobą czasu - tak po prostu, w normalnych codziennych sytuacjach. Chodzi o to, żeby pomóc dziecku przyzwyczaić się i przekonać do zupełnie innego otoczenia i nowej, zaskakującej rzeczywistości - a najlepiej zrobić to właśnie przez wszystkie wspólne (zwyczajne i niewydumane) aktywności. 

zdjęcie: Internet

Po drugie - utrzymuj częsty kontakt wzrokowy.

Wcale nie jest to takie łatwe i bezproblemowe, jakby się mogło wydawać. Nasz Bąbel przez pierwsze trzy miesiące reagował na próby kontaktu wzrokowego totalnym unikaniem i odwracaniem głowy - zdecydowanie większą uwagę skupiając na zabawkach, grzechotkach i gryzakach, niż na towarzyszących im ludziach. 
  
Idąc za radą zaprzyjaźnionej pani psycholog - próbowaliśmy na nim ten wzrokowy kontakt w pewnym sensie "wymusić". Pochylaliśmy się nad dziecięcym łóżeczkiem, zbliżaliśmy swoją twarz maksymalnie do jego twarzy, przysłanialiśmy własne oblicze kontrastowymi kartami - i kiedy choć na chwilę skupiał na nich wzrok, robiliśmy świetnie znane wszystkim rodzicom "a ku-ku". 

Najlepszą okazją do utrzymywania długotrwałego kontaktu wzrokowego okazało się natomiast dla nas karmienie mlekiem modyfikowanym. Wbrew pozorom - nie polega ono wyłącznie na odmierzeniu stosownej ilości proszku, połączeniu go z ciepłą wodą i mechanicznym podaniu niemowlakowi gotowej mieszanki w butelce. W trakcie takiego karmienia można przecież do dziecka czule przemawiać , głaskać je po buźce, przytulać, śpiewać ulubione dziecięce piosenki...A przede wszystkim - nawiązywać ten wspomniany kontakt wzrokowy, który jest niesłychanie istotny dla budowania więzi.

Poza tym, to właśnie głód naszego dziecka jest jedną z podstawowych potrzeb, które jako rodzice powinniśmy zaspokoić - a przecież właśnie odpowiednio szybkie i właściwe reagowanie na te potrzeby stanowi podstawę tworzenia się silnych, prawidłowych i opartych na zaufaniu relacji.

Po trzecie - masuj i dotykaj.

Wydaje mi się, że ten punkt nie wymaga już zbyt rozbudowanego komentarza. Ponieważ małe dziecko poznaje świat przede wszystkim przy pomocy zmysłów - bardzo ważny jest dla niego rodzicielski, troskliwy dotyk. 

Najbardziej rozpowszechnioną techniką masażu jest w przypadku niemowląt masaż Shantalla - natomiast za optymalny moment na jego wykonywanie uznaje się chwilę po wieczornej kąpieli. Zabieg taki nie tylko pozwala maluszkowi na odpowiednie uspokojenie się i wyciszenie przed nadchodzącym snem, lecz również może okazać się pomocny przy problemach z niemowlęcą kolką. 

zdjęcie: Internet

Po czwarte - mów do dziecka, nawet jeżeli jeszcze nie jest w stanie Ci odpowiedzieć. 

Pamiętam doskonale zdumienie na twarzy jednej z sąsiadek - kiedy okazało się, że spacerując z wózkiem wokół naszej wioski, cały czas z Bąblem "rozmawiam".  Opowiadałam mu wtedy praktycznie o wszystkim : że właśnie przechodzimy obok parku i mijamy po drodze bardzo wysokie drzewa; że to co słyszy w tle to ćwierkanie ptaków; że obok przejeżdża traktor i wydaje z siebie głośne "pyr, pyr, pyr..." ;) 

Ja wiem, że ze strony pięciomiesięczniaka nie mogłam jeszcze wówczas liczyć na jakąkolwiek formę dialogu poza gardłowym "a-guuu" - ale mimo wszystko miałam nadzieję, że te nasze rozmowy zaprocentują w przyszłości nie tylko większym zasobem Bąblowego słownictwa, lecz również nieocenionymi korzyściami w sferze emocjonalnej.

Po piąte - daj sobie czas tylko i wyłącznie dla Waszej rodziny.

Wiem doskonale, jak to jest. Przywozicie szkraba z placówki, zaczynacie Waszą wspólną życiową podróż - a pod drzwiami już czają się dziadkowie, którzy bardzo chcą tego nowego członka rodziny zobaczyć, poznać i choć na chwilę zawłaszczyć go tylko dla siebie. 

Jakkolwiek okrutnie i brutalnie by to nie zabrzmiało - na początkowym etapie nie możecie im na to pozwolić! Dziecko potrzebuje przede wszystkim czasu spędzonego z Wami - rodzicami - natomiast cała reszta rodziny może spokojnie poczekać aż do momentu, kiedy będzie już gotowe na spotkania w nieco szerszym, nieznanym sobie gronie. Najpierw pozwólcie mu się nieco "zakorzenić" w nowym otoczeniu i utwierdzić w przekonaniu, że tym razem jest tu na stałe - i że nie jest to tylko kolejny tymczasowy, "przejściowy" dom , który za jakiś czas znów przyjdzie mu opuścić. 

Po szóste - wprowadź rodzinne rytuały i względnie stały, powtarzalny rytm dnia.

Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że regularność i rutyna jest dla większości dzieci bardzo wskazaną i pożądaną kwestią. Nawet jeżeli nam - dorosłym - może wydawać się ona nudna i bezcelowa, to dla dziecka stanowi istotny fundament rozwoju i w naprawdę dużym stopniu pomaga radzić sobie z ogromem nowości, jakie przynosi każdy dzień.

Nie chodzi tutaj wcale o to, żeby robić wszystko z przysłowiowym "zegarkiem w ręku" i nie pozwalać sobie na absolutnie żadne odstępstwa od utartego, stałego rytmu - zwłaszcza, że z niektórymi niemowlętami jest to zwyczajnie niemożliwe lub graniczy niemal z cudem ;) A jednak warto mieć pewne powtarzalne schematy, stałe pory posiłków, kąpieli czy spacerów - ponieważ dają one dziecku poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność zamiast ciągłej niepewności i wszechobecnego chaosu.

zdjęcie: Internet

Po siódme - nie posyłaj zbyt wcześnie do placówki.  

Dla niektórych rodziców może być to temat dość kontrowersyjny - natomiast dla pracowników naszego ośrodka adopcyjnego była to kwestia raczej oczywista i nie podlegająca żadnej dyskusji. 

Jestem skłonna zgodzić się z nimi, że nie po to adoptujemy dziecko, by już za chwilę przekazać je pod opiekę pań w żłobku czy przedszkolu. Zastanówmy się, czy roczniak bądź dwulatek widzi jakąkolwiek różnicę pomiędzy grupą przedszkolną - a tą, w której przebywał jako wychowanek ośrodka opiekuńczo-wychowawczego? Moim zdaniem - niekoniecznie...