Ktoś mógłby
odpowiedzieć na tytułowe pytanie: "dokładnie tak samo, jak z dzieckiem
biologicznym". W pewnym sensie miałby rację - jednak nawet w przypadku
bardzo małego Adoptusia może być to proces nieco bardziej żmudny, długotrwały i
wymagający od nas jeszcze większego zaangażowania, niż w przypadku dziecka
biologicznego.
Musimy przecież pamiętać o tym, że nasz adoptowany maluszek ma już swoją wcześniejszą historię i pewien bagaż życiowych doświadczeń. Najprawdopodobniej zdążył już nawiązać pewne relacje z ludźmi, którzy zajmowali się nim wcześniej, zanim trafił do naszej rodziny - i niestety nie zawsze były to relacje oparte na pozytywnych emocjach oraz pozwalające stworzyć dziecku najbardziej optymalny, bezpieczny styl przywiązania do opiekunów...
Dzisiaj
chciałabym opowiedzieć Wam o kilku bardzo prostych i oczywistych wskazówkach,
które przekazały nam na etapie warsztatów panie z naszego ośrodka adopcyjnego. Zanim jednak zacznę rozpisywać je wszystkie na poszczególne punkty musicie pamiętać, że każde dziecko jest wielką indywidualnością i coś, co przynosi rewelacyjny efekt u jednego maluszka - już u innego może okazać się kompletną klapą i nieporozumieniem...
Po pierwsze - nie staraj się być specjalistą i super-rodzicem za wszelką cenę!
Rodzice adopcyjni chyba trochę tak mają...Wydaje im się, że muszą być kimś naprawdę wyjątkowym i bliskim ideału, żeby zrekompensować dziecku wszystkie ewentualne zaniedbania i nadużycia, jakich do tej pory doświadczyło. A tymczasem - nadmierne dążenie do perfekcji może przynieść skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego. Zbyt intensywne "osaczanie" dziecka swoją miłością i fundowanie mu za dużej ilości bodźców może doprowadzić najzwyczajniej w świecie do przestymulowania - oraz sytuacji, w której maluszek będzie po prostu zmęczony naszą rodzicielską nadgorliwością.
W budowaniu więzi naprawdę nie chodzi o "efekt WOW", o jakieś ekstremalne dążenia i wyzwania. Chodzi przede wszystkim o troskę, zabawę, bycie razem i spędzanie ze sobą czasu - tak po prostu, w normalnych codziennych sytuacjach. Chodzi o to, żeby pomóc dziecku przyzwyczaić się i przekonać do zupełnie innego otoczenia i nowej, zaskakującej rzeczywistości - a najlepiej zrobić to właśnie przez wszystkie wspólne (zwyczajne i niewydumane) aktywności.
 |
| zdjęcie: Internet |
Po drugie - utrzymuj
częsty kontakt wzrokowy.
Wcale nie jest to takie łatwe i bezproblemowe, jakby się mogło wydawać. Nasz Bąbel przez pierwsze trzy miesiące reagował na próby kontaktu wzrokowego totalnym unikaniem i odwracaniem głowy - zdecydowanie większą uwagę skupiając na zabawkach, grzechotkach i gryzakach, niż na towarzyszących im ludziach.
Idąc za radą zaprzyjaźnionej pani psycholog - próbowaliśmy na nim ten wzrokowy kontakt w pewnym sensie "wymusić". Pochylaliśmy się nad dziecięcym łóżeczkiem, zbliżaliśmy swoją twarz maksymalnie do jego twarzy, przysłanialiśmy własne oblicze kontrastowymi kartami - i kiedy choć na chwilę skupiał na nich wzrok, robiliśmy świetnie znane wszystkim rodzicom "a ku-ku".
Najlepszą okazją do utrzymywania długotrwałego kontaktu wzrokowego okazało się natomiast dla nas karmienie mlekiem modyfikowanym. Wbrew pozorom - nie polega ono wyłącznie na odmierzeniu stosownej ilości proszku, połączeniu go z ciepłą wodą i mechanicznym podaniu niemowlakowi gotowej mieszanki w butelce. W trakcie takiego karmienia można przecież do dziecka czule przemawiać , głaskać je po buźce, przytulać, śpiewać ulubione dziecięce piosenki...A przede wszystkim - nawiązywać ten wspomniany kontakt wzrokowy, który jest niesłychanie istotny dla budowania więzi.
Poza tym, to właśnie głód naszego dziecka jest jedną z podstawowych potrzeb, które jako rodzice powinniśmy zaspokoić - a przecież właśnie odpowiednio szybkie i właściwe reagowanie na te potrzeby stanowi podstawę tworzenia się silnych, prawidłowych i opartych na zaufaniu relacji.
Po trzecie - masuj i dotykaj.
Wydaje mi się, że ten punkt nie wymaga już zbyt rozbudowanego komentarza. Ponieważ małe dziecko poznaje świat przede wszystkim przy pomocy zmysłów - bardzo ważny jest dla niego rodzicielski, troskliwy dotyk.
Najbardziej rozpowszechnioną techniką masażu jest w przypadku niemowląt masaż Shantalla - natomiast za optymalny moment na jego wykonywanie uznaje się chwilę po wieczornej kąpieli. Zabieg taki nie tylko pozwala maluszkowi na odpowiednie uspokojenie się i wyciszenie przed nadchodzącym snem, lecz również może okazać się pomocny przy problemach z niemowlęcą kolką.
 |
zdjęcie: Internet
|
Po czwarte - mów do
dziecka, nawet jeżeli jeszcze nie jest w stanie Ci
odpowiedzieć.
Pamiętam doskonale zdumienie na twarzy jednej z sąsiadek - kiedy okazało się, że spacerując z wózkiem wokół naszej wioski, cały czas z Bąblem "rozmawiam". Opowiadałam mu wtedy praktycznie o wszystkim : że właśnie przechodzimy obok parku i mijamy po drodze bardzo wysokie drzewa; że to co słyszy w tle to ćwierkanie ptaków; że obok przejeżdża traktor i wydaje z siebie głośne "pyr, pyr, pyr..." ;)
Ja wiem, że ze strony pięciomiesięczniaka nie mogłam jeszcze wówczas liczyć na jakąkolwiek formę dialogu poza gardłowym "a-guuu" - ale mimo wszystko miałam nadzieję, że te nasze rozmowy zaprocentują w przyszłości nie tylko większym zasobem Bąblowego słownictwa, lecz również nieocenionymi korzyściami w sferze emocjonalnej.
Po piąte - daj sobie
czas tylko i wyłącznie dla Waszej rodziny.
Wiem doskonale, jak to jest. Przywozicie szkraba z placówki, zaczynacie Waszą wspólną życiową podróż - a pod drzwiami już czają się dziadkowie, którzy bardzo chcą tego nowego członka rodziny zobaczyć, poznać i choć na chwilę zawłaszczyć go tylko dla siebie.
Jakkolwiek okrutnie i brutalnie by to nie zabrzmiało - na początkowym etapie nie możecie im na to pozwolić! Dziecko potrzebuje przede wszystkim czasu spędzonego z Wami - rodzicami - natomiast cała reszta rodziny może spokojnie poczekać aż do momentu, kiedy będzie już gotowe na spotkania w nieco szerszym, nieznanym sobie gronie. Najpierw pozwólcie mu się nieco "zakorzenić" w nowym otoczeniu i utwierdzić w przekonaniu, że tym razem jest tu na stałe - i że nie jest to tylko kolejny tymczasowy, "przejściowy" dom , który za jakiś czas znów przyjdzie mu opuścić.
Po szóste - wprowadź
rodzinne rytuały i względnie stały, powtarzalny rytm dnia.
Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że regularność i rutyna jest dla większości dzieci bardzo wskazaną i pożądaną kwestią. Nawet jeżeli nam - dorosłym - może wydawać się ona nudna i bezcelowa, to dla dziecka stanowi istotny fundament rozwoju i w naprawdę dużym stopniu pomaga radzić sobie z ogromem nowości, jakie przynosi każdy dzień.
Nie chodzi tutaj wcale o to, żeby robić wszystko z przysłowiowym "zegarkiem w ręku" i nie pozwalać sobie na absolutnie żadne odstępstwa od utartego, stałego rytmu - zwłaszcza, że z niektórymi niemowlętami jest to zwyczajnie niemożliwe lub graniczy niemal z cudem ;) A jednak warto mieć pewne powtarzalne schematy, stałe pory posiłków, kąpieli czy spacerów - ponieważ dają one dziecku poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność zamiast ciągłej niepewności i wszechobecnego chaosu.
 |
| zdjęcie: Internet |
Po siódme - nie posyłaj zbyt wcześnie do placówki.
Dla niektórych rodziców może być to temat dość kontrowersyjny - natomiast dla pracowników naszego ośrodka adopcyjnego była to kwestia raczej oczywista i nie podlegająca żadnej dyskusji.
Jestem skłonna zgodzić się z nimi, że nie po to adoptujemy dziecko, by już za chwilę przekazać je pod opiekę pań w żłobku czy przedszkolu. Zastanówmy się, czy roczniak bądź dwulatek widzi jakąkolwiek różnicę pomiędzy grupą przedszkolną - a tą, w której przebywał jako wychowanek ośrodka opiekuńczo-wychowawczego? Moim zdaniem - niekoniecznie...