Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo adopcyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo adopcyjne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Adopcja dziecka - czy biologiczne byłoby "bardziej moje"?

"Adopcja dziecka to bardzo trudny temat"...Hmmm...Odkąd Bąbel pojawił się w naszej rodzinie, słyszałam to zdanie jakąś niewyobrażalną ilość razy. Co jakiś czas mam też okazję przeczytać je w komentarzach na blogu czy na naszym Facebooku

Kilkukrotnie nawet spytałam swoich rozmówców "Dlaczego tak uważasz?" albo "Co masz przez to na myśli?" - ale jakoś nigdy nie doczekałam się zbyt konkretnej, sensownej i wyczerpującej odpowiedzi...Z czasem już nawet przestałam wyprowadzać ludzi w swoim otoczeniu z błędu, bo szkoda mi było strzępić języka - ale tutaj będę to robić tak długo,  aż rozbolą mnie palce od stukania w klawiaturę. 

adopcja dziecka child adoption

Owszem, adopcja dziecka to bardzo trudny temat - ale chyba tylko dla osób zupełnie postronnych, które patrzą na nią wyłącznie z pozycji obserwatora. Bo dla nas - rodziców adopcyjnych - to temat tak samo naturalny, jak dla kogoś innego rodzicielstwo biologiczne. 

Adopcja dziecka to dla nas coś absolutnie codziennego, o czym nie rozmyślamy bez przerwy i nie rozkładamy tego na czynniki pierwsze. (Jeżeli już, to tylko na potrzeby bloga - żeby napisać jakiś artykuł, który pozwoli zwiększyć świadomość w kwestii adopcji i lepiej zrozumieć ją samą oraz wszelkie towarzyszące jej procedury). 

Adopcja dziecka to dla nas coś tak normalnego, jak codzienne mycie zębów, smarowanie chleba masłem, poranna pobudka czy wieczorne układanie się do snu. To dla nas po prostu fakt - ani trudny, ani łatwy - oczywisty i niezbity.

adopcja dziecka child adoption

Kiedy codziennie bawię się z moim synkiem...Kiedy on zarzuca mi rączki na szyję...Kiedy zaklejam mu plastrem zdarte kolano, czytam mu bajkę na dobranoc albo idę z nim na wiosenny spacer po parku...Serio, nie myślę sobie wtedy: "O kurczę, on jest adoptowany...Jakie to wszystko cholernie trudne..."

Ani TYM BARDZIEJ nie myślę o sobie i swoim mężu : "Wow, ale jesteśmy odważni i heroiczni ! Adoptowaliśmy dziecko, które urodziło się innej kobiecie. To taki wielki gest, że chyba powinni nam pomnik wybudować ! " 

Ani też nie myślę o sobie jako o Tej, Która Niesie Swój Krzyż - a niestety przez wielu ludzi właśnie tak adopcja dziecka jest postrzegana. Jako porażka, substytut, zamiennik czy namiastka - w każdym razie coś niepełnowartościowego. Coś, czego tak naprawdę wolałoby się nigdy nie doświadczyć , ale "jak się nie ma, co się lubi - to się lubi, co się ma".

A ja powtarzam po raz setny z kolei : MOJE DZIECKO NIE JEST ZAMIAST ! - i jedyne czego w tej jego adopcji żałuję to fakt, że nie zgłosiliśmy się do ośrodka od razu, tuż po ślubie, omijając szerokim łukiem wszystkie lekarskie gabinety.

adopcja dziecka child adoption

I pisze do mnie wczoraj już któraś Czytelniczka z rzędu:

Powiedz mi, dlaczego tak jest?
Dlaczego ludzie widzą adopcję jako coś strasznego - 
jako karę i najgorsze, co może człowieka w życiu spotkać?

Czy moje dziecko byłoby "bardziej moje", 
gdybym nosiła je przez 9 miesięcy również w brzuchu, zamiast tylko w sercu?

Ja nie wiem, dlaczego...Naprawdę, zupełnie nie wiem...
Wiem tylko tyle, że dla mnie adopcja jest tym NAJLEPSZYM
i że dzięki niej znalazłam się dokładnie tam, gdzie zawsze chciałam być.

A nasz Synek jest NASZ tak bardzo,
że o jakimkolwiek tego typu wartościowaniu nie ma nawet mowy :)

ADOPCJA - TO PO PROSTU MIŁOŚĆ.

sobota, 11 lutego 2017

Adopcja zagraniczna - błogosławieństwo czy tragedia dla polskich dzieci?


Jakiś czas temu w niektórych mediach gruchnęła wiadomość, że polskie dzieci przestaną być kierowane do adopcji zagranicznej (a właściwie - że adopcje te zostaną OGRANICZONE i nie będą odbywać się z taką częstotliwością, jak do tej pory). Podejrzewam, że wielu oczekujących kandydatów na rodziców adopcyjnych dostało tym newsem jak przysłowiowym obuchem w łeb - i w pierwszym odruchu sama również napisałam o tym dość emocjonalny i ostry post na naszym Facebooku. 

Doskonale rozumiem wszystkie bojowe nastroje  -
jednak z perspektywy czasu wydaje mi się, że emocje nie będą tutaj najlepszym doradcą.

Dlatego też przez kilka kolejnych dni grzebałam, szukałam, sporo czytałam na ten temat i nawet dzwoniłam do ośrodków zajmujących się adopcją zagraniczną w świetle nowych przepisów - żeby uzyskać jakieś konkretne informacje u źródła i nie przekazywać Wam tutaj niesprawdzonych treści.





ADOPCJA ZAGRANICZNA - TYLKO DLA KATOLIKÓW ? 

Przede wszystkim zadałam pytanie: Czy od tej pory tylko osoby wierzące będą mogły przysposobić dziecko w ramach adopcji zagranicznej? 

W odpowiedzi usłyszałam: "Absolutnie nie. Kwestie ideologiczne nie mają tu żadnego znaczenia. Szukamy po prostu dobrych ludzi o otwartych sercach, którzy są gotowi przyjąć do siebie dziecko o szczególnych potrzebach. Nasz ośrodek jest katolicki, ale wyznanie kandydatów nie ma tu nic do rzeczy."

Jednocześnie, na oficjalnej stronie internetowej wyżej wspomnianej instytucji znaleźć można taki oto zapis: "rozpatrując zgłoszenia rodzin - preferujemy w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a następnie inne chrześcijańskie”. 

W takim razie - czy zostałam okłamana? Czy to tylko ten zapis jest tak niefortunny, dyskryminujący i krzywdzący dla pewnej określonej kategorii potencjalnych rodziców? I czy zostanie on zmodyfikowany oraz dostosowany do nowej, dynamicznie zmieniającej się sytuacji? Trudno powiedzieć... 

Zmierzając do sedna, chciałabym pokazać tutaj dwa zupełnie odmienne punkty widzenia
na adopcję zagraniczną - i dwie autentyczne historie dzieci, których ten temat swego czasu dotyczył.

Jaś i Ania naprawdę istnieją (choć mają inaczej na imię). 
Wczujcie się w ich położenie, chociaż na chwilę...

 
ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ JASIEM, 
CHŁOPCEM Z "BIDULA"...

Twoja mama nie żyje, a ojciec pił na umór. Na szczęście zabrali Cię od niego po tym, jak pojawiłeś się w szkole z rozciętą wargą, podbitym okiem i śladami duszenia na szyi. Masz 9 lat i prawie nie mówisz. Boisz się własnego cienia. Mężczyźni mogą podchodzić do Ciebie wyłącznie na czworakach, ponieważ bardzo źle znosisz ich wyprostowaną sylwetkę obok siebie - zapewne w obawie przed kolejnym biciem.

Rozpromieniasz się cały tylko wtedy, kiedy pokazujesz mi zdjęcia pewnej uśmiechniętej włoskiej pary. To małżeństwo z Neapolu, które oczekuje właśnie na Twoją zagraniczną adopcję. Spotkaliście się ze sobą już dwa razy, a teraz odwiedza Cię w bidulu nauczycielka języka włoskiego, żebyś umiał się  z nimi lepiej porozumieć. Z dumą powtarzasz mi tych kilka słów, które już zdążyłeś zapamiętać. Nie możesz doczekać się, kiedy wreszcie po Ciebie przyjadą ! 

ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ ANIĄ, 
DZIEWCZYNKĄ W RODZINIE ZASTĘPCZEJ...

Masz przy sobie jeszcze dwie młodsze siostry i brata. Rodziców zastępczych bardzo kochasz - są dla Ciebie mili, nigdy nie biją i nie wyzywają od najgorszych. Odrabiacie wspólnie lekcje, zimą lepicie bałwana, a latem jeździcie nad jezioro. Nigdzie jeszcze nie czułaś się tak dobrze i bezpiecznie, jak u nich. 

Któregoś dnia przyjeżdżają do Was jacyś ludzie i mówią coś o rodzicach, którzy czekają na Ciebie zagranicą. Ale Ty przecież nie chcesz nigdzie wyjeżdżać! Przecież tu jest Twój dom! Spędziłaś tu kilka ostatnich lat i nie wyobrażasz sobie, że nagle mieliby zabrać Cię stąd do jakiegoś zupełnie innego, dalekiego i obcego kraju. Nocami płaczesz w poduszkę i obmyślasz plan ucieczki. Oczywiście zabierzesz ze sobą Emilkę, Kasię i Piotrka, żeby już nikt nigdy Was nie rozdzielił. 


 ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ POLITYKIEM...

...i śmiem przypuszczać, że tak naprawdę los dzieci i ich rodziców guzik Cię obchodzi. Postępujesz trochę tak, jakbyś recytował jakąś popularną wyliczankę z czasów, kiedy sam jeszcze byłeś małym chłopcem i biegałeś po podwórku w spodniach na szelkach...

"RAZ, DWA, TRZY - do adopcji zagranicznej trafisz TY !"
"CZTERY, PIĘĆ, SZEŚĆ - zostajesz w kraju, no i cześć !"
"SIEDEM, OSIEM - w gruncie rzeczy mam Cię w nosie..."

Jeżeli dodatkowo jesteś politykiem obecnie panującej opcji - prawdopodobnie cierpisz też na coś, co określam jako MANIĘ POLSKOŚCI. Wolisz, żeby dziecko kisiło się aż do osiągnięcia pełnoletności w jakimś rodzimym bidulu - niż żeby trafiło do kochających, troskliwych, lecz zagranicznych i obcych kulturowo rodziców adopcyjnych. Czy nie przeszło Ci przez myśl, że zachowujesz się trochę jak...pies ogrodnika

A ja? JESTEM MAMĄ ADOPCYJNĄ... 

...i uważam, że wszystkie tego typu decyzje powinny być podejmowane w odniesieniu do konkretnego dziecka - i do jego indywidualnej sytuacji, która zależy od całego mnóstwa najróżniejszych czynników.  

DLA JASIA adopcja zagraniczna będzie najprawdopodobniej jedyną szansą na znalezienie nowego domu i akceptującej rodziny. Najpewniej będzie dla niego prawdziwym błogosławieństwem - i najlepszym, co może go w życiu spotkać ! 

DLA ANI adopcja zagraniczna i zerwanie wszystkich dotychczasowych więzi z rodziną zastępczą może okazać się wręcz niewyobrażalną traumą, z której dziewczynka już nigdy się nie otrząśnie.  


SZANOWNY POLITYKU, PRACOWNIKU OŚRODKA
CZY ZAGRANICZNEJ AGENCJI ADOPCYJNEJ ! 

Bardzo cię proszę...Zacznij wreszcie myśleć o adopcji tak, by to słynne "dobro dziecka" - którym się tak wszem i wobec szafuje i wyciera nim sobie gębę - nie stanowiło tylko chwytliwego hasła, pustego sloganu i nic niewartego frazesu....

Zrób wreszcie coś, żeby przepisy adopcyjne oraz podejmowane w ich ramach działania rzeczywiście stanowiły odpowiedź na potrzeby dziecka. Tego konkretnego dziecka, którego dana sprawa dotyczy - bez uogólniania i wrzucania wszystkich przypadków do jednego, wspólnego worka. 

EDIT:

Petycja w sprawie adopcji zagranicznych 
(kierowana do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Premier Beaty Szydło) , 
którą możesz podpisać - znajduje się TUTAJ.