sobota, 8 kwietnia 2017

Adopcja dziecka - czy biologiczne byłoby "bardziej moje"?

"Adopcja dziecka to bardzo trudny temat"...Hmmm...Odkąd Bąbel pojawił się w naszej rodzinie, słyszałam to zdanie jakąś niewyobrażalną ilość razy. Co jakiś czas mam też okazję przeczytać je w komentarzach na blogu czy na naszym Facebooku

Kilkukrotnie nawet spytałam swoich rozmówców "Dlaczego tak uważasz?" albo "Co masz przez to na myśli?" - ale jakoś nigdy nie doczekałam się zbyt konkretnej, sensownej i wyczerpującej odpowiedzi...Z czasem już nawet przestałam wyprowadzać ludzi w swoim otoczeniu z błędu, bo szkoda mi było strzępić języka - ale tutaj będę to robić tak długo,  aż rozbolą mnie palce od stukania w klawiaturę. 

adopcja dziecka child adoption

Owszem, adopcja dziecka to bardzo trudny temat - ale chyba tylko dla osób zupełnie postronnych, które patrzą na nią wyłącznie z pozycji obserwatora. Bo dla nas - rodziców adopcyjnych - to temat tak samo naturalny, jak dla kogoś innego rodzicielstwo biologiczne. 

Adopcja dziecka to dla nas coś absolutnie codziennego, o czym nie rozmyślamy bez przerwy i nie rozkładamy tego na czynniki pierwsze. (Jeżeli już, to tylko na potrzeby bloga - żeby napisać jakiś artykuł, który pozwoli zwiększyć świadomość w kwestii adopcji i lepiej zrozumieć ją samą oraz wszelkie towarzyszące jej procedury). 

Adopcja dziecka to dla nas coś tak normalnego, jak codzienne mycie zębów, smarowanie chleba masłem, poranna pobudka czy wieczorne układanie się do snu. To dla nas po prostu fakt - ani trudny, ani łatwy - oczywisty i niezbity.

adopcja dziecka child adoption

Kiedy codziennie bawię się z moim synkiem...Kiedy on zarzuca mi rączki na szyję...Kiedy zaklejam mu plastrem zdarte kolano, czytam mu bajkę na dobranoc albo idę z nim na wiosenny spacer po parku...Serio, nie myślę sobie wtedy: "O kurczę, on jest adoptowany...Jakie to wszystko cholernie trudne..."

Ani TYM BARDZIEJ nie myślę o sobie i swoim mężu : "Wow, ale jesteśmy odważni i heroiczni ! Adoptowaliśmy dziecko, które urodziło się innej kobiecie. To taki wielki gest, że chyba powinni nam pomnik wybudować ! " 

Ani też nie myślę o sobie jako o Tej, Która Niesie Swój Krzyż - a niestety przez wielu ludzi właśnie tak adopcja dziecka jest postrzegana. Jako porażka, substytut, zamiennik czy namiastka - w każdym razie coś niepełnowartościowego. Coś, czego tak naprawdę wolałoby się nigdy nie doświadczyć , ale "jak się nie ma, co się lubi - to się lubi, co się ma".

A ja powtarzam po raz setny z kolei : MOJE DZIECKO NIE JEST ZAMIAST ! - i jedyne czego w tej jego adopcji żałuję to fakt, że nie zgłosiliśmy się do ośrodka od razu, tuż po ślubie, omijając szerokim łukiem wszystkie lekarskie gabinety.

adopcja dziecka child adoption

I pisze do mnie wczoraj już któraś Czytelniczka z rzędu:

Powiedz mi, dlaczego tak jest?
Dlaczego ludzie widzą adopcję jako coś strasznego - 
jako karę i najgorsze, co może człowieka w życiu spotkać?

Czy moje dziecko byłoby "bardziej moje", 
gdybym nosiła je przez 9 miesięcy również w brzuchu, zamiast tylko w sercu?

Ja nie wiem, dlaczego...Naprawdę, zupełnie nie wiem...
Wiem tylko tyle, że dla mnie adopcja jest tym NAJLEPSZYM
i że dzięki niej znalazłam się dokładnie tam, gdzie zawsze chciałam być.

A nasz Synek jest NASZ tak bardzo,
że o jakimkolwiek tego typu wartościowaniu nie ma nawet mowy :)

ADOPCJA - TO PO PROSTU MIŁOŚĆ.

89 komentarzy:

  1. Super, ze trafiłam na Twojego bloga. Wprawdzie nie mam adoptowanego dziecka, ale jestem rodzicem tak jak ty . Dla was to naturalne - dla innych też powinno być. Kurczę niby normalny temat a tak ciężko się wypowiedzieć. Życzę Wam dużo zdrowia i szczęścia jak każdej kochającej się rodzinie; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia - i również posyłamy swoje w Waszym kierunku :)

      A dlaczego niektórym wydaje się to trudny temat? Ponieważ patrzą na adopcję przez pryzmat wielu stereotypów, z którymi jako ado-mama chętnie walczę (zresztą, nie tylko ja). Krzepiące jest to, że podejście wielu osób już udało się nam zmienić - a kropla drąży skałę :)

      Usuń
    2. My również jako rodzice adopcyjni często słyszymy "wow, podziwiam Was, macie dobre serca". Odpowiadam wtedy zawsze że to nie jest heroiczny wyczyn a potrzeba serca. Potrzeba kochania. Nie liczą się więzy krwi. Łączy nas coś mocniejszego. I to nie my pomogliśmy temu okruszkowi, tylko ono pomogło nam. Spełnić marzenia o rodzicielstwie. To my mamy szczęście że spotkaliśmy się na wspólnej drodze. Dziecko przysposobione kocha się zanim się jeszcze urodziło-w momencie w którym podjęliśmy kroki by zostać rodzicami.

      Usuń
  2. Piękne podejście i myślę, że można je rozszerzyć na wiele spraw w życiu, bo tak naprawdę to zawsze i we wszystkim powinniśmy się kierować głównie miłością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - i to jest najlepsze podsumowanie, jakie mogłam sobie tutaj wymarzyć :)

      Usuń
    2. Zgadzam się w 100 % miłość najważniejsza :) lepiej adoptować dziecko i stworzyć mu kochający dom niż zostawić np. w domu dziecka. Poza tym nie rozumiem dlaczego dla niektórych adopcja jest postrzegana negatywnie...przecież wiąże się ona raczej z pozytywnymi doznaniami - zarówno rodzice jak i dziecko są szczęśliwi :).

      Usuń
    3. Z tym "zostawianiem" w domu dziecka też byłabym ostrożna w ocenie. Nie zawsze jest tak, że rodzice biologiczni zostawiają, bo mają takie widzimisię albo że dziecko zostaje odebrane z powodu patologii. Czasami kryją się za tym prawdziwe ludzkie dramaty, bardzo trudna sytuacja życiowa i brak możliwości wychowania dziecka, nawet pomimo szczerych chęci.

      Usuń
  3. Piękny jest ten tekst na zdjęciu....
    Wiesz, ja się biję z myślami od lat! Nim udało nam się w końcu zajść w ciążę poważnie rozważałam adopcję, myślałam, że to jedyna opcja by mieć dziecko, które będę mogła kochać i dla którego będę mamą, które wypełni moje życie. Teraz mając córkę, nie mogę ponownie zajść w ciążę, ale teraz myśląc o adopcji mam większe dylematy i wiesz co? Chyba natchnęłaś mnie do napisania o tym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że dylematy większe - bo trzeba przygotować na to nie tylko siebie, ale jeszcze dziecko, które już jest w rodzinie. Znam kilka par, które świetnie sobie z tym poradziły - a ich biologiczne dzieci potraktowały adopcję po prostu jako narodziny młodszego rodzeństwa. Ale może być różnie, wszystko od dziecka zależy - choć wydaje mi się, że dzieci często podchodzą do wielu spraw bardziej naturalnie niż dorośli i po prostu przyjmują to do wiadomości jako coś normalnego.

      A napisz koniecznie - ja bardzo chętnie o Twoich refleksjach przeczytam :)

      Usuń
  4. Bardzo mądry tekst.

    Wydaje mi się, że większy problem z adopcją mają chyba faceci (wiadomo: "moja krew", "mój pierworodny", "zasadzić drzewo itd.").

    Na facecie ciąży jakieś zadanie do wykonania.
    Ale z drugiej strony to tylko teoretyczne rozważania.

    I w praktyce jest dokładnie tak, jak piszesz, czyli normalnie. Zwyczajnie :)

    Naprawdę, bardzo dobry wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Drzewo", "moja krew" i te sprawy - to na szczęście zupełnie nie jest w stylu mojego męża ;)

      Myślę, że sytuacja niepłodności jest zazwyczaj bardziej "obciążająca" dla strony, której problem bezpośrednio dotyczy. W naszym przypadku byłam to ja, ale według statystyk czynniki żeńskie i męskie rozkładają się mniej więcej 50 / 50.

      Usuń
  5. Bardzo piękny wpis. Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak właśnie myślą, że adopcja to jest krzyż, który muszą dźwigać na barkach rodzice, trudny temat i w ogóle jakiś smutny. Za każdą adopcją stoi dziecko, czyli miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku zawsze są jakieś obawy, niepewność i troska o to, czy dziecko będzie względnie zdrowe i czy damy sobie radę jako rodzice - ale wydaje mi się, że podobne odczucia towarzyszą również parom, które oczekują na dziecko biologiczne. Generalnie jednak to sama radość - bo w końcu powiększa się nasza rodzina :)

      Usuń
    2. Jest dokładnie tak, jak piszesz. Zmagam się z takimi samymi problemami jak Ty, a kiedy byłam w ciąży, bałam się, czy podołam i poradzę sobie jako matka. Cały czas mam obawy, czy coś dobrze robię, cały czas się zastanawiam i ciągle popełniam błędy.

      Usuń
    3. Bo to wszystko jest nieuniknione - i zawsze wpisane w rolę rodzica :)

      Usuń
  6. Od 6 tygodni jestem Mama, mamy piękna, cudowna Córkę. Czy jestem Mama bo urodziłam czy dlatego ze jest koło Nas mala , bezbronna Istota która tak bardzo mnie potrzebuje, która ufa i wierzy ze damy jej bezpieczeństwo i miłość. Rodzic to ten kto kocha , który się opiekuję i nakłada plaster na ranę . Pięknie jest dać życie , ale jeszcze pięknie a przede wszystkim trudniej jest przez to życie Małego Człowieka przeprowadzić i zrobić wszystko zeby wyrósł na Dobrego Dorosłego. Adopcja czy poród prowadza do tego samego , pojawia się Dziecko a ciąg dalszy jest taki sam i wymaga tyle samo pracy, cierpliwości i miłości zeby moc powiedzieć o sobie dumnie , Jestem Rodzicem :) pozdrowienia dla Waszej Cudownej 3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane - więc pozostaje mi tylko się zgodzić :) Nic dodać, nic ująć!

      Gratuluję Córeczki i również serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Pięknie napisane. Nigdy nie pomyślałabym, że adopcja to coś gorszego albo że jest to jakaś forma heroizmu. Rodzice, którzy adoptują swoje dziecko kochają je tak samo mocno, jak wszyscy inni. Najważniejsza jest w tej kwestii przecież miłość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się zgadzamy :) Ale niektóre osoby naprawdę przyklejają rodzicom adopcyjnym tę łatkę heroizmu - tymczasem to nie żadne bohaterstwo tylko spełnienie swoich marzeń o rodzicielstwie :)

      Usuń
  8. Zawsze miałam takie podejście, jak Ty. Kiedy myśleliśmy o adopcji byłam po prostu radosna, szczęśliwa. Ale znajomi próbowali mi wmawiać, ze jest inaczej. Bardzo mnie to męczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to - i też byłam już zmęczona takimi próbami narzucania mi i wmawiania, co powinnam czuć w związku z adopcją. Według niektórych miałam być chyba rozżalona, że spotkało mnie "coś takiego". Ciągle słyszałam "nie martw się" - i już mi się po prostu śmiać z tego chciało, bo ja się wcale nie martwiłam (wręcz przeciwnie). Im bliżej było do TEGO telefonu - tym więcej pozytywnych emocji związanych z adopcją w sobie miałam :)

      Usuń
  9. Jest to trudny temat i na pewno ile osób, tyle opinii. Wierzę w to, że dziecko adoptowane można pokochać na tyle mocno, na ile te biologiczne. Na pewno jest wiele osób, które nie zdecydowałoby się na ten krok. Ja zawsze żartuję, że chciałabym być jak Angelina i Brad i zbudować taką rodzinkę, ale niestety fundusze nie te same :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne - doskonale zdaję sobie sprawę i rozumiem, że adopcja nie jest dla każdego i że są pary, które nawet pomimo problemu z plodnością nigdy się na taki krok nie zdecydują. Ale jako mama adopcyjna bardzo nie lubię, kiedy ktoś na wieść o adopcji załamuje ręce i przekonuje mnie o "trudności" sytuacji - bo gdyby była dla mnie tak trudna i nie do przejścia to nie zgłosiłabym się do ośrodka adopcyjnego :)

      Usuń
  10. Czy z brzuszka czy z serca ważne, że kochane i szczęśliwe :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak :) I jako mama mam w zasadzie tylko jedną nadzieję - że mój synek wyrośnie właśnie na szczęśliwego dorosłego człowieka :)

      Usuń
  11. Dziecko to dziecko, liczy się tylko miłość, najpiękniejszy dar. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miłość pojawia się niezależnie od więzów krwi i DNA :)

      Usuń
  12. Kurczaczki :( Dałam komentarz, a on się nie pojawił. Z telefonu jakoś nie chce mi zatwierdzać komentarzy na blogspocie. W każdym razie napisałam, że dla mnie adopcja nie jest trudnym tematem i świetne zdanie powiedziała Twoja czytelniczka! Niektóre matki noszą dziecko w brzuchu przez 9 miesięcy, a przez całe życie nie dają miłości. Dziecko adopcyjne nie jest gorsze, nie jestem "zamiast", ale znajdą się ludzie, którzy niestety tak to postrzegają :( W moim starym miejscu pracy nauczycielki cały czas obgadywały dzieci z rodzin zastępczych. Strasznie mi się to nie podobało. Na pewno te dzieci są narażone na chamską krytykę, ale my powinniśmy na to reagować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety są nauczycielki i "nauczycielki" - tak samo jak są ludzie i "ludzie". Generalnie zawsze trzeba się liczyć z tym, że jakiś nieprzyjemny komentarz nasze dziecko spotka - ale ja zamierzam zawsze powtarzać mu, że jest wyjątkowy, bo ma aż dwie mamy zamiast jednej. I obie go bardzo kochają (o czym wiem z pełnym przekonaniem) - tylko ta biologiczna ze względu swoją trudną sytuację nie mogła go przy sobie zostawić.

      Usuń
    2. Właśnie, Karolina, komentarze z telefonu na "Twoim blogspocie" po prostu znikają. Domyślam się, że to kwestia ustawień, które mniej, lub bardziej świadomie wybrałaś, a nie blogspota ogólnie. U innych też spotkałem takie ustawienia. Na jednych blogach blogspota można pisać z telefonu, a na innych nie. Jeśli tak zrobiłaś celowo, to może warto gdzieś w kąciku o tym krótko poinformować, bo trochę szkoda czasu czytelników na pisanie czegoś, co się nie pojawi? Ja też bym częściej pisał, bo na przerwach w pracy miewam chwilę, a tak tylko czytam, a w chałupie rzadko kiedy mam czas...
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. T.vik - nie ustawiałam żadnych ograniczeń w komentowaniu. W opcjach mam zaznaczone, że może komentować "każdy – obejmuje również anonimowych użytkowników". Co więcej, sama też czasami odpowiadam na komentarze z telefonu (bez logowania się na swój profil w Google) - i moje odpowiedzi normalnie się tutaj pojawiają. Także nie mam pojęcia, w czym tkwi problem. Spróbuję jeszcze pogrzebać i wydedukować, o co chodzi.

      Usuń
  13. Uwielbiam Twoje podejście i tekst "Moje dziecko nie jest zamiast". Tak jak kiedyś Ci już pisałam mój wykładowca dużo mówił nam na temat adopcji i też zwracal uwagę na to, że często małżeństwo trafia do ośrodka późno - po latach starań, a potem jeszcze musza oczekiwać na dziecko.
    Wiesz, podejrzewam, że i ja komentowałam, że adopcja to trudny temat. Zalezy oczywiscie od podejścia. Wiem,ze najistotniejsze jest by mieć kogo kochać, by mieć się kim opiekować i byc przez dziecko kochanym. Tylko wydaje mi się, że nie zawsze łatwo jest się parze pogodzić z myślą, że ich dziecko nie będzie miało ich genów. Wiem, że to nie jest najważniejsze. Ale czasem chyba pozostaje taka ciekawość - jak by wyglądało nasze biologiczne dziecko, jakie talenty odziedziczyłoby po nas. Wiem, że to nie jest najważniejsze, ale wydaje mi się, że w moim przypadku byłoby mi ciężko to sobie poukładać i być może zanim dojrzałabym do adopci musiałabym poszukać wsparcia np. u psychologa. Ale to moje podejście, a przecież każdy żyje po swojemu. Moje wybory też pewnie nie są przez wszystkich rozumiane, albo ktoś się dziwi, że mi z tym dobrze- ot. np. między mną a moim partnerem jest ponad 10 lat różnicy. Dla mnie to normalne i nie jest żadnym "trudnym tematem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to chyba generalnie nie ma zbyt wielu "trudnych" tematów. Takim tematem może być śmierć albo nieuleczalna choroba - ale adopcja, duża różnica wieku czy cokolwiek innego to po prostu życie i zupełnie normalne sprawy. Ważne żeby być po prostu szczęśliwym człowiekiem - niezależnie od tego, jak inni postrzegają nasz związek czy rodzinę.

      Usuń
    2. Ja sobie myślę, że własne biologiczne dziecko wcale nie musiałoby być super i extra mądre, fajne i ładne. Znam kilka małżeństw, fajnych ludzi, którzy mają naprawdę okropne i nieudane biologiczne dzieci.
      Ja mam biologiczną córeczkę, piękną, kochaną i mądrą. Wychowuję ją sama. Jej ojciec jest człowiekiem z patologii, który mnie bił i znęcał się nade mną. A dziecko jest fantastyczne. Kochane, śliczne i dobre. Mimo tego, że teoretycznie połowę genów ma jego.
      I myślę sobie czasem, że może gdyby życie by mi się tak ułożyło, że wcześniej spotkałabym jakiegoś fantastycznego faceta, to paradoksalnie mogłabym wcale nie mieć z nim fantastycznego dziecka.
      Tak samo i w przypadku adopcyjnych rodziców. Mimo, że sami jesteście fajnymi, porządnymi ludźmi, wcale nie jest powiedziane, że Wasze biologiczne dziecko byłoby bardziej udane niż to adopcyjne.
      Pozdrawiam. Anna

      Usuń
    3. Ja nie rozpatruję tego w kategoriach "dziecko udane" czy "mmiej udane". Każde jest po prostu inne i jest wielką indywidualnością. Ale zgadzam się z Tobą, że znaczenie genów jest przez niektórych ludzi po prostu przeceniane - bo przecież nie tylko geny mają wpływ na to, jakim jesteśmy człowiekiem. Cały szereg bardzo różnych czynników o tym decydyje. Przykład - znam jednego adoptowanego chłopaka, którego biologiczni rodzice byli narkomanami. Trafił do adopcji, kiedy miał trzy latka. W ubiegłym roku zrobił doktorat, od kilku lat jest bardzo cenionym specjalistą w dużej korporacji. Geny zdecydowanie nie determinują całego ludzkiego życia.

      Pozdrowienia :)

      Usuń
  14. Adopcja jest wspaniała, ponieważ dałaś dziecku to co najpiękniejsze - Rodzinę. Np mój mąż pokochał mojego syna, który ma innego ojca. Pokochał go tak, że mały bez niego świata nie widzi. Powiedział, że jakby mógł to by go zaadoptował, ale nie potrzebuje być ojcem na papierze, bo się nim czuje. Ja gdybym nie mogła mieć swoich dzieci, a o drugie staraliśmy się dwa lata to też starałabym się o adopcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, która pisze do mnie w temacie budowania rodziny "od nowa", z drugim partnerem - i naprawdę cudownie się czyta takie komentarze i wiadomości ! Bardzo się cieszę, że tak wspaniale się Wam układa i że obaj Panowie (starszy i młodszy) tak świetnie się dogadują :)

      Usuń
  15. sory za to co napiszę i jak Ci się nie spodoba, to wywal:P, ale adopcja to trudny temat? sory.. Trudnym tematem jest matka, która samotnie wychowuje niepełnosprawne dziecko i jeszcze ją nas rząd dyma. Trudnym tematem jest rodzina terroryzowana przez ojca pijaka. Trudnym tematem są dzieci wykorzystywane przez spaczonych rodziców. Trudnym tematem jest pedofilia w kościele. To są tematy. A adopcja? no sory.. Dla mnie jesteś taką samą mamą, jak każda kobieta, która urodziła. Nawet powiem więcej. Przez Twojego bloga i wszystkich matek adopcyjnych, ten temat nie jest już trudny. Nie trzeba wychodzić z domu, żeby dowiedzieć się wszystkiego co nas interesuje w tym temacie. Ale nie.. ludzie wolą siedzieć i narzekać.. bo źle, bo niedobrze, bo kawa wiecznie zimna, bo kupa śmierdząca, bo to bo tamto. ehh..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty?! Bardzo, ale to bardzo podoba mi się to, co napisałeś! Zresztą nawet gdyby było inaczej to nie wywalam komentarzy tylko dlatego, że jakiś nie przypadnie mi do gustu ;)




      Usuń
  16. Pięknie to napisałaś. Przez cały czas ludzie traktują nas jak bohaterów, bo wychowujemy "nie swoje dziecko", bo "oni nie mieliby tyle odwagi", bo "to trudna decyzja" a tak naprawdę każda decyzja dotycząca posiadania dziecka powinna być przemyślana, nie tylko tych par, które adoptują. To żaden heroizm z naszej strony, po prostu odpowiedzialna decyzja, że chcemy być rodzicami. Ja też z perspektywy czasu zachodzę w głowę po co tyle lat dręczyliśmy się leczeniem, wydawaliśmy na to kupę kasy, stres, szaleństwo podporządkowane prokreacji. Gdybym miała szklaną kulę i wiedziała.... No, ale widocznie trzeba przejść przez pewne etapy, żeby móc cieszyć się pełnią rodzicielstwa. Szczerze przyznam, że czasem to ja po prostu zapominam w jaki sposób nasze dzieci znalazły się u nas. Nie wiem czy to źle czy to dobrze, ale to tak jakby po prostu było to zwyczajne, że wszystkie dzieci się rodzą, ale niektóre rodzą się w innych rodzinach fizycznie a u nas w sercu.
    Mojego męża też bardzo kocham a wcale go nie urodziłam ;) Ale "urodził się" dawno gdzieś w moim sercu i na niego czekałam. Urodziła go dla mnie teściowa :)
    Pozdrawiam wszystkie mamusie, nie tylko adopcyjne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo mówię o moim mężu - nie urodziłam, a kocham;-)
      Karolina, zgadzam się z Tobą w stu procentach.
      Ale wiem, że są ludzie dla którym adopcja to trudny temat, bo trzeba mówić otwarcie o adopcji i dziecku i ludziom oraz to, że nasze dzieci mają jeszcze jeden komplet rodziców - dla niektórych jest to problem nie do przejścia.
      Pozdrawiam z mężowskiego laptopa - Tyśka;)

      Usuń
    2. Dziewczyny - jesteście cudowne ze swoim podejściem, tak bardzo mi bliskim :)

      Moje zdanie jest takie, że zgłaszając się do ośrodka adopcyjnego trzeba być na pewne rzeczy przygotowanym - na przykład właśnie na to, że kiedyś trzeba będzie o adopcji dziecku powiedzieć oraz na to, że jest się "drugą parą" rodziców (bo przecież ci pierwsi istnieją - choć fizycznie nie uczestniczą w życiu dziecka). Gdybym nie była na to gotowa i gdyby stanowiło to dla mnie barierę nie do pokonania - to pewnie stwierdziłabym, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment na adopcję. A skoro się zdecydowałam - to nie widzę w tym problemu. Ale wiem, co masz na myśli - i sama mam znajomych, którzy rozważają adopcję już od 10 lat i nadal nie są do tego przekonani. Nic na siłę - bo wtedy można wyrządzić krzywdę i dziecku, i sobie.

      Usuń
  17. Szczerze mówiąc, chyba wolałabym adoptować dziecko, niż urodzić - zwłaszcza, jak widzę, ile dzieci szuka domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ja wspominam o tym, że cieszę się, iż nie urodziłam, tylko adoptowałam - niektórzy patrzą na mnie jak na osobę niespełna rozumu. A ja naprawdę tak myślę - i dobrze mi z tym, że byłam "w ciąży" jedynie mentalnie i emocjonalnie.

      Usuń
  18. Karolina pięknie to napisałaś! Jak patrzę na naszego Rysia, to nie myślę w ogóle, w czyim brzuchu rósł. Jest nasz. Jest naszym synkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mnie to nie dziwi - nawet ciut, ciut :) Mam identycznie :)

      Usuń
  19. Piękny tekst! Oby było Więcej takich osób jak wy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby było jak najwięcej szczęśliwych dzieci - czy to w rodzinach biologicznych, czy adopcyjnych.

      Usuń
  20. Dla mnie adopcja to coś wspaniałego! I jednocześnie naturalnego, bo to przecież jedna z dróg do macierzyństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo podejście. Dla mnie ciąża naturalna, ciąża z in vitro czy adopcja - to wszystko równoprawne drogi, a żadna z nich nie jest lepsza czy gorsza od pozostałych.

      Usuń
  21. Ależ Tygrys zaglądał mi w komórkę, kiedy w dzień czytałam wpis (nie mogłam wytrzymać do wieczora :). Wszystko za sprawą bryki Bąbla :) Pewnie od jutra będę słuchała o tym wypasionym czerwonym autku. I z takimi oto trudnymi sprawami zmagamy się na co dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyślę Wam to autko jeslie chcecie - razemz zapasem stoperów do uszu. Na pewno się przydadzą po kilku godzinach wysłuchiwania klaksonu, syreny, silnika i w kółko tych samych melodyjek ;)

      Usuń
    2. Tygrys pewnie nie miałby nic przeciwko, ale my podziękujemy ze względu na naszą higienę psychiczną :)

      Usuń
    3. Jasne, świetnie Was rozumiem ;)

      Usuń
  22. Dla mnie adopcja jest niespełnionym marzeniem, więc trochę Wam zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dopiero innowacyjne podejście do tematu ;)

      Usuń
  23. Dobrze to ujełaś. Adopcja to miłość. Każde dziecko zasługuje na miłość bez wyjatku.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta racja :) Również pozdrawiam ciepło :*

      Usuń
  24. Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że nie tylko mi tak w duszy gra :) Pozdrowienia dla całej Waszej wspaniałej rodzinki :*

      Usuń
  25. Kiedy wracałam z Księżniczką ze szpitala, czułam się, jakbym... no, może nie jakbym ją urodziła, ale to z powodów czysto fizjologicznych; ale po prostu czułam, że wiozę do domu własne dziecko. Tak jak napisałaś, adopcja jest dla nas czymś normalnym i oczywistym. Patrząc na córeczkę, myślimy o jej biologicznym pochodzeniu tylko wówczas, gdy ma ono związek z jakimiś badaniami lekarskimi, których szereg musimy wykonać. Księżniczka jest po prostu nasza. Nie jest "zamiast", nie jest "mniejszym złem" (WTF?), nie jest owocem porażki ani desperacji. Jest naszym wymarzonym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja to się nawet czułam tak, jakbym Bąbla urodziła - bo w brzuchu też kilkanaście szwów i wrażenie jak po cesarce ;)

      A z tym "mniejszym złem" to chyba ludzie mają na myśli, że mieliśmy do wyboru albo adopcję, albo bezdzietność po kres naszych dni - i w tej sytuacji adopcja faktycznie wydawała im się "mniejszym złem". Tak to przynajmniej odbieram, bo nigdy się konkretnego wyjaśnienia takiego tekstu nie doczekałam ;) Powiem jedno - gdybym miała podejście, że to "mniejsze zło", to nigdy bym się na nią nie zdecydowała. To nie jest ŻADNE zło - ani mniejsze, ani tym bardziej większe :)

      Usuń
  26. Kiedy w żartach mówię, że sami nie zmajstrowalibyśmy lepszego dziecka ludzie dziwnie na nas patrzą.
    Albo kiedy mówię, że Syn ma cudny uśmiech, po mamie. Po mnie znaczy. I też się dziwnie patrzą. Nie wiem czy mój usmiech jest brzydki czy co..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy podobne poczucie humoru - i też patrzą na mnie czasami, jakby mnie jakiś osioł w głowę kopytem kopnął ;) A ja serio uważam, że sami nie bylibyśmy w stanie takiego fajnego dziecka "zmajstrować" ;)

      Usuń
  27. A wiesz, że kiedyś sama się nad tym zastanawiałam. Co byłoby gdybym z jakichś powodów nie mogła urodzić dziecka, a zamiast tego adoptowałabym je... Długo nie musiałam myśleć, doszłam do wniosku, że poza więzią biologiczną dla matki nie ma to znaczenia w miłości do dziecka... Myślę, że kochałabym swoich synów równie mocno i traktowała swoje macierzyństwo z takim samym ogromnym zaangażowaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najważniejsza jest więź emocjonalna - i to na niej powinno opierać się rodzicielstwo (zarówno biologiczne, jak i adopcyjne) :)

      Usuń
  28. Znam dwie pary w mojej małej miejscowości, które adoptowały i widzę, jak ich życie się zmieniło, jak są szczęśliwi, od kiedy mają dziecko. To wspaniałe, że są rodziny, które chcą obdarzyć miłością tych, którzy na tę miłość czekają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A prawda i tak jest taka, że dziecko daje nam więcej miłości i pozytywnych doznań, niż my jemu :) Więc jeśli ktoś mi mówi "ale Wy dużo robicie dla swojego synka" - to zawsze odpowiadam "popatrz lepiej, jak dużo on robi dla nas" :)

      Usuń
  29. Jeszcze jak nie miałam dzieci rozmawiałam z mężem czy w razie problemów z zajściem w ciążę byłby gotowy na adopcję. Nie był. Nie wiem czy byłby kiedykolwiek. I wie, że brak dziecka w naszym związku mógłby być gwoździem do trumny. Bo naprawdę kaða myśl krążyła wokół bycia matką - naturalną czy zastępczą, obojętnie, byle MATKĄ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem sens komentarza, ale dla ścisłości napiszę, że mama adopcyjna nie równa się mama zastępcza. W przypadku adopcji wszystko funkcjonuje dokładnie tak, jak w rodzinie biologicznej - a rodzice adopcyjni i dziecko mają wobec siebie identyczne uprawnienia oraz zobowiązania, jak w rodzinie bio. Tymczasem piecza zastępcza jest z reguły tylko czasowa, podlega kontroli instytucjonalnej oraz finansowaniu ze strony odpowiednich instytucji. To tak dla tych czytelników, którzy być może nie wyłapują różnicy :)

      Usuń
  30. Piękne słowa! <3 Ja jestem pewna, że byłabym w stanie tak samo mocno kochać dziecko adoptowane. Mocno się nad tym z mężem zastanawialiśmy, gdy długo nie mogliśmy zajść w ciążę. Ja najbardziej podziwiam takie rodziny, które mają i dzieci biologiczne i adoptowane i nie widać różnicy w ich relacjach. Znam taką jedną rodzinę, która adoptowała 3 i nagle zaszła w ciążę (choć to miało być niemożliwe). Nie odczuwa się tego, że to dziecko biologiczne jest "bardziej ich".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam takie rodziny - i również nie dostrzegam żadnych różnic w traktowaniu dzieci czy podejściu do nich. Co więcej - ci rodzice bardzo często wręcz "zapominają" o fakcie adopcji (podobnie zresztą jak my) i czasami wychodzą z tego zabawne sytuacje (np. u lekarza, kiedy pyta o obciążenia genetyczne jakimiś chorobami - a my zapewniamy, że absolutnie żadnych tego typu problemów w naszej rodzinie nie było ;) Dopiero potem się orientujemy, że na temat biologicznej rodziny synka nie wiemy wszystkiego - i nie jesteśmy w stanie udzielić takich informacji).

      Usuń
  31. Piękny post, wzruszylaś mnie zwlaszcza tym, że to zycie podarowało Ci go❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  32. Post pełen miłości, ciepła i wdzięczności. Brawa dla Was i Waszego bąbelka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla niego zwłaszcza - bo to naprawdę fajny, rezolutny i kochany chłopak jest :)

      Usuń
  33. Ja mimo wszystko uważam, że adopcja dziecka to bardzo trudny temat i nie mam na myśli nic złego. Chodzi mi o to, że to na pewno trudniejsza droga, a skoro trudniejsza droga to i trudniejszy temat. Nawet największe szumowiny, kobiety, które biją swoje dzieci, nawet zabijają... one mogą zostać "matkami". Wystarczy zajść w ciąże, urodzić i już. Nikt nie sprawdza czy się do tego nadajesz i musisz zrobić coś naprawdę złego żeby to dziecko stracić. W przypadku adopcji (to moje wewnętrzne uczucia) wiesz, że ktoś musi ocenić czy nadajesz się na rodzica. Zawsze jest ten wewnętrzny strach, że ktoś uzna, że nie powinnaś mieć dziecka, że byłabyś złą matką...

    Może trochę źle rozumiem słowo "adopcja", ale dla mnie to tylko ten okres, w którym o dziecko się stara. Później jest już się po prostu rodzicem i niema znaczenia to, że dziecko nie jest biologiczne. Nie rozumiem ludzi, którzy właśnie tak uważają, a tym bardziej, że takie dziecko jest "za coś".

    Mam nadzieję, że rozumiesz to co mam na myśli, bo bardzo ciężko jest ubrać to w słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te oceny faktycznie na początku budziły w nas pewien sprzeciw i wydawały się niesprawiedliwe - ale one są po prostu konieczne. Dopiero po czasie człowiek dochodzi do takiego wniosku - i zdaje sobie sprawę, że dzięki warsztatom w ośrodku nie tylko "przekonał" do siebie jego pracowników, ale przede wszystkim sam o sobie dowiedział się całego mnóstwa zupełnie nowych i nieodkrytych wcześniej rzeczy :) To taka forma zajrzenia wgłąb siebie - jak się okazuje, bardzo potrzebna :)

      Usuń
  34. Ja uważam, że to jest trudny temat. Gdy napisałam tekst Niepłodność to samotność otrzymałam wiele maili.
    W tym od kobiety, która z mężem stara się o adopcję. W tym kraju to jest trudny temat.
    Was podziwiam, że Bąblowi budujecie szczęśliwy dom :) i że o tym wszystkim piszesz bo Twoje teksty wielu osobom są bardzo potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, sama też dostaję wiele takich maili - i od osób dopiero rozważających adopcję, i od tych będących w trakcie warsztatów, i od takich, które już mają swoje adoptowane dzieci przy sobie.

      Również nie twierdzę, że zawsze był to dla nas temat, do którego podchodziliśmy zupełnie bez stresu i bez obaw - natomiast nie znam osobiście absolutnie żadnego rodzica adopcyjnego, który już po fakcie dostrzegałby trudność w relacjach z dziećmi czy w swoich uczuciach wobec nich.

      Dlatego irytuje mnie, kiedy czasami ktoś usiłuje wmawiać nam, że przysposobienie jest trudne - i że powinniśmy czuć się smutni i rozżaleni, bo spotkało nas "coś takiego". Wolimy mówić o tym głośno - i podkreślać, że nie ma w nas nawet cienia żalu i że w związku z adopcją towarzyszą nam wyłącznie pozytywne odczucia i emocje :)

      Usuń
  35. Adoptowaliście malutkie dziecko, myślę, że im większe, z większym bagażem złych doświadczeń i pamięcią, tym jest trudniej. No i ludzie boją się obciążeń pociążowych - typu FAS, opóźnień, no i tego co w genach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kolei często słyszałam od znajomych par, że boją się adoptować takie zupełnie malutkie dziecko - ponieważ u niemowlęcia pewne choroby i zaburzenia mogą być jeszcze niezdiagnozowane i mogą ujawnić się dopiero po latach - a w przypadku starszaka już mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać. Także ile par - tyle opinii.

      Natomiast znaczenia genów bym nie przeceniała. W przypadku dziecka biologicznego też nie wiemy, czy nie będzie miało jakiejś choroby, która występowała w naszej rodzinie wiele pokoleń temu i może nawet nie zdajemy sobie z niej sprawy. Zaburzenia takie jak RAD wbrew pozorom pojawiają się nawet u dzieci biologicznych, których rodzice są na przykład zimni, skupieni na karierze i wycofani emocjonalnie - a osobiście znam dzieci cierpiące na FAS, które pochodzą z rodzin biologicznych, a nie adopcyjnych (bo trzeba pamiętać o tym, że - co mnie osobiście przeraża - statystycznie ponad 30% polskich kobiet przyznaje się do picia alkoholu w trakcie ciąży).

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)