sobota, 22 kwietnia 2017

Bo najwięcej wypadków zdarza się w domu...

Tak, mam tu na myśli przede wszystkim wypadki z udziałem dzieci - które nam również nie są obce, ponieważ Bąbel wiecznie chodzi z jakimiś siniakami, guzami i zdartymi kolanami, a ostatnio nawet z rozciętą wargą - rezultatem bliskiego spotkania z kaloryferem :( 

Kilkukrotnie mieliśmy w swojej rodzicielskiej karierze do czynienia z sytuacją, kiedy dosłownie polała się krew - a ja omal nie zeszłam na zawał i już miałam w myślach perspektywę "upojnej" nocy na oddziale chirurgii dziecięcej. Na szczęście w naszym przypadku do tej pory kończyło się tylko na strachu - ale nie zawsze tak jest i bardzo często wypadki z udziałem dziecki mają znacznie poważniejszy i bardziej tragiczny finał. 



Niestety, z najświeższych badań przeprowadzonych 
przez  Polski Instytut Badań i Innowacji wynika między innymi, że:

- tylko 1/3 rodziców  przy zakupie wózka dziecięcego bierze pod uwagę atesty bezpieczeństwa ; 

- ponad 50 % ankietowanych podaje dzieciom przekąski i napoje w trakcie podróży samochodem
oraz pozwala im na trzymanie w dłoniach telefonu lub tabletu podczas jazdy ;

- aż 1/3 rodziców nie zabezpiecza gniazdek elektrycznych i kabli, 
nie mocuje mebli do ścian ani nie osłania ich ostrych kantów.


 

Sytuacja w przypadku wyboru odpowiedniego fotelika samochodowego prezentuje się już wprawdzie bardziej optymistycznie - ale wciąż wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego, że najbezpieczniej jest przewozić dziecko tyłem do kierunku jazdy (o czym zresztą sami nie byliśmy do końca przekonani, dopóki nie wysłuchaliśmy wykładu Pawła Zawitkowskiego podczas Targów Kids' Time Kielce).



Wraz ze znanym fizjoterapeutą udział w konferencji wzięli również Beata Sadowska, Marcin Mroczek i ekspertka Zabawkowicza Magdalena Kordaszewska - którzy jako rodzice na co dzień borykają się z dylematami dotyczącymi bezpieczeństwa swoich pociech. Na pewno też doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dla małego dziecka nawet pozornie niewinne sytuacje oraz przedmioty codziennego użytku potrafią stanowić naprawdę ogromne zagrożenie.

Czy oznacza to, że powinniśmy całkowicie odciąć dziecko do wszelkich bodźców 
i wszystkiego mu zabronić ?

Absolutnie nie !

Wystarczy przestrzegać kilkunastu podstawowych zasad bezpieczeństwa,
 zebranych na użytek wszystkich rodziców przez firmę Marko i portal Zabawkowicz.pl

1) Chowaj przed dziećmi niebezpieczne, małe czy ostre przedmioty - które mogłyby połknąć, skaleczyć się nimi czy też włożyć np. do ucha lub nosa.

2)  Pamiętaj o sprzętach elektronicznych, by nie znajdowały się z zasięgu dzieci - chowaj przed nimi baterie, zabezpieczaj kable i inne długie przedmioty. 

3) Unikaj kupowania trujących roślin i nawozów - a te które masz już w domu, umieszczaj poza zasięgiem dzieci.

4) Zawsze sprawdzaj stabilność mebli, mocuj je do ścian oraz wyjmuj wszystkie kluczyki z szafek, tak aby maluch nie mógł ich otworzyć. Pamiętaj o zabezpieczaniu kantów i rogów.

5) Zabezpieczaj gniazdka elektryczne specjalnymi plastikowymi zatyczkami.

6) Zabezpieczaj dywany i chodniczki taśmą antypoślizgową.

7)  Na balkonie i przy schodach zamontuj bramkę lub barierkę uniemożliwiającą wypadnięcie dziecka oraz nie stawiaj przedmiotów, po których dziecko mogło by się wspiąć w tych miejscach. Dodatkowo załóż blokadę na okna.

8) Wszelkie leki, środki chemiczne czy detergenty chowaj przed dziećmi w miejsca niedostępne - najlepiej zamykane na klucz. 

9) Montuj osłonki zabezpieczające na kuchenki oraz piekarniki lub gotuj na tylnych palnikach, by gorące naczynia nie były w zasięgu dzieci. Zawsze zakręcaj gaz!

10) Wszystkie niebezpieczne urządzenia kuchenne, noże, roboty stawiaj poza zasięgiem dziecka.

11) W czasie kąpieli używaj mat antypoślizgowych zapobiegających upadkom, nigdy nie zostawiaj dziecka samego w wannie napełnioną wodą.

12) Nie zostawiaj włączonych czy podłączonych do prądu urządzeń, które mogą mieć kontakt z wodą lub do niej wpaść.

13) Zrób przerwę podczas podróży samochodem na picie i jedzenie.

14) Nie dawaj dziecku twardych przedmiotów podczas jazdy samochodem, bo w momencie zderzenia zadziałają jak pocisk. Smartfony i tablety montuj do zagłówków foteli. 

15) Sprawdzaj certyfikaty i normy bezpieczeństwa wózków i fotelików samochodowych,

16) Poproś sprzedawcę o szkolenie z montażu fotelika i bezpiecznego zapinania w nim dziecka. 

17) Dobierz fotelik samochodowy do wzrostu i rozmiarów dziecka oraz rodzaju swojego samochodu.



Zachęcam Was serdecznie do przestrzegania tych zasad - 
dla bezpieczeństwa Waszych maluszków oraz własnej spokojnej głowy i sumienia. 

A jednocześnie myślę, że warto również kierować się bardzo mądrymi słowami, 
które wypowiedziała w trakcie spotkania pani Beata Sadowska:
 
"Bardzo łatwo się pozabezpieczać, by czuć się zwolnionym z obowiązku obserwowania swojego dziecka - przecież wszystkie zabezpieczenia załatwią za mnie sprawę. Nie załatwią ! To nie powinno usypiać naszej czujności. Wyobraźnia dzieci nie zna granic - a nasza nie sięga aż tak daleko. Dlatego trzeba być uważnym - być obok dziecka, pozwalać mu się rozwijać i eksplorować świat, mieć oczy i uszy szeroko otwarte." 

_________________________________________

zdjęcia, infografiki i informacje wykorzystane w tekście - Zabawkowicz.pl

 

58 komentarzy:

  1. Zdecydwanie sie zgadzam. W takich miejscach jak żłobki czy przedszkola różne zabezpieczenia są, bo taki jest wymóg. A w domu? Pojawia się myślenie, że zabezpieczenie mebli i kontaktów to przesada,bo przecież wystarczy dziecko nauczyć,że nie wolno tego dotykać. Ale w mojej rodzinie mam mnóstwo przypadków takich wypadków - kilkuletni chłopiec, który chciał ściągnąć z szafki na buty parasol, bo chciał się nim pobawić - i szafka spadła mu na stopę, na szczęscie miał ją tylko stłuczoną. A w zeszłe wakacje kuzynka Ali była na chwilę sama w ogrodzie, weszła do trampoliny (oczywiście nie zapiętej) i z niej wypadła - miała złamaną rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że nawet pomimo tych wszystkich zabezpieczeń wyobraźnia dziecka nie zna granic i zawsze uda mu się wykombinować coś, co dorosłemu człowiekowi nawet nie przeszłoby przez myśl. Ale warto ograniczać to ryzyko do minimum - i mieć potem poczucie, że zrobiliśmy naprawdę wszystko co było w naszej mocy, żeby zapobiec jakimś nieprzyjemnym i bolesnym dla maluszka sytuacjom.

      Usuń
  2. Zawsze mówiłam to mojej świętej pamięci babci, której nie podobało się, że z dziecmi tyle wyjeżdżamy .-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mnóstwo jeździmy - i mam wrażenie, że niektórzy członkowie naszej rodziny (zwłaszcza dziadkowie Bąbla) traktują to jako nasz wymysł i fanaberię (być może dlatego, że sami prawie w ogóle nie ruszają się z domu). Następnym razem właśnie taki argument im wytoczę - że przecież najwięcej niebezpieczeństw czyha na dziecko w domu ;)

      Usuń
  3. Świetnie to opracowałaś, ja mam nadzieje że u mnie rózniez pojawi się taki wpis związany z bezpieczeństwem dzieci.Im więcej osób przeczyta ten wpis tym wieksza świadomość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że aktualnie świadomość rodziców i tak jest już znacznie większa, niż kilka czy kilkanaście lat temu - i oby to była stała tendencja wzrostowa.

      Usuń
  4. Może też statystyki podyktowane są tym, że jednak dzisiejsze dzieci większość czasu spędzają w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, które dzieci ;) Chociaż pewnie masz rację, że coś w tym jest. Kiedyś największą karą dla dziecka było "masz szlaban i nie możesz wyjść na dwór" - a teraz raczej "zabieram ci komputer i idziemy razem na spacer"...Trochę to zabawne, ale bardziej przerażające. Dawniej w całej naszej wiosce aż roiło się od dzieci na placach zabaw, w parku i na podwórkach - a teraz miejscowość jak wymarła...

      Usuń
  5. U nas nie wszystko dało się zabezpieczyć bo to dom teściów ale starałam się uważać na córkę jak tylko mogłam i na szczęście miałyśmy tylko jeden wypadek z ława marmurowa teściów w roli głównej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że nie zawsze jesteśmy w stanie wszystko zabezpieczyć (i wszystkie pomysły dziecka przewidzieć) - ale najważniejsze to przynajmniej próbować i uwrażliwiać też innych ludzi w naszym otoczeniu (niestety mam wrażenie, że starsze pokolenia mają do tego trochę zbyt "luźne" podejście)...

      Usuń
  6. Przydatny wpis dla świeżutkich rodziców:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby już taka świeżutka nie jestem - ale i tak wypadki się nam zdarzają i pewnie nadal zdarzać będą, biorąc pod uwagę kosmiczną energię, która nasze dziecko rozpiera...

      Usuń
  7. Och, z małymi dziećmi trzeba mieć oczy dookoła głowy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczy dookoła głowy i ręce dookoła tułowia - a to i tak nie zawsze wystarcza ;)

      Usuń
  8. co prawda nie jestem jeszcze matka i takie tematy póki co malo mnie interesują,ale przeczytałam tekst z przyjemnością i jestem już bogatsza o nową wiedze:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może kiedyś ta wiedza Ci się przyda - więc zapraszam, jeśli w przyszłości będziesz miała potrzebę wrócić do tego wpisu :)

      Usuń
  9. Zabezpieczenia, uwaga troska to wszystko ważne. Ale najgorzej, że i bez gniazdek, kabli i ostrych narzędzi maluch może zrobić sobie krzywdę. Jeszcze bolą mnie oczy od płaczu po tym, jak Tygrys ramo wyrżnął tyłem głowy w posadzkę. Ot tak, przy wspólnych wygłupach z tatą. A jak posiadacze fotelika tyłem do kierunku jazdy co rusz słyszmy różne komentarze. Najczęściej o tym, że nie mamy co robić z pieniędzmi. I czeka mnie za moment poważna rozmowa z tatą, który pożycza zdezelowany fotelik od kuzynki, coby wozić wnuka. Nie ukrywam, raz w sytuacji kryzysowej zdarzyło nam się z niego skorzystać, ale nie do codziennej jazdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My kiedyś zostawiliśmy Młodego u moich rodziców i pojechaliśmy razem na uczelnię. Po powrocie okazało się, że byli razem na samochodowej przejażdżce - sęk w tym, że fotelik został w naszym aucie, a oni swojego nie posiadają...Niby "tylko powolutku" i "tylko po polnej drodze" - ale tak się wtedy zagotowałam, że aż mi para uszami poszła...A od niektórych ludzi w ogóle słyszymy, że powinniśmy zacząć już wozić Bąbla tylko na "poddupniku", zamiast fotelika - co dla mnie jest po prostu masakrą, nawet w przypadku znacznie starszego dziecka.

      Usuń
  10. Pediatra, który opiekował się mną gdy byłam mała, mówił moim Rodzicom, że dzieci ulegają wypadkom wtedy, kiedy są pod opieką. Bo nasza czujność jest stępiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że nie ma na to reguły. Czasami wystarczy tylko głowę odwrócić albo się po coś schylić - a katastrofa w wykonaniu dziecka gotowa. Niestety małe dziecko nie ma jeszcze tego myślenia przyczynowo-skutkowego - i nie potrafi przewidzieć ryzyka i konsekwencji swoich działań, więc musimy je w tym sami wyręczać.

      Usuń
  11. Z tymi malymi rzeczami to trudno, bo chlopcy maja zetony do zabawy w sklep, wiec ciezko bylo by im zabrac. Trzeba miec oczy I uszy otwarte, ale czasami wystarczy sekunda. Chlopcy mieli juz zszywane glowki. Jeden na wakacjach, a drugi tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też zdarzały się chwile grozy - bo choćbyśmy nie wiem co robili to przed wszystkim nie da się dziecka uchronić. Dlatego poza takimi zabezpieczeniami i własną uważnością warto też znać zasady udzielania pierwszej pomocy - tak na wszelki wypadek (choć mam nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli tej wiedzy wykorzystać...)

      Usuń
  12. My mamy dom zabezpieczony, ale siniaki i guzy i tak się zdarzają, choćby nawet chodzić za dzieckiem krok w krok, to nie da się przewidzieć wszystkiego co wymyśli mały urwis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ze się nie da. Zresztą, ja sama czasami potrafię wywalić się na prostej drodze i stanowić niezłe widowisko dla sąsiadów czy przechodniów na ulicy - więc co dopiero dziecku się dziwić ;)

      Usuń
  13. Przed siniakami i guzami to nawet najlepsze zabezpieczenie domu i chodzenie za dzieckiem krok w krok nie ustrzeże, ale zgadzam się z tym, że wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy jak przewozić dziecko w foteliku i jak wybrać dobre sprzęty typu fotelik, wózek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że wielu rodziców kieruje się głównie ceną - bo w przypadku odpowiednich sprzętów czasami jest ona faktycznie dość wysoka. Ale jednak lepiej oszczędzać na innych rzeczach, niż na bezpieczeństwie.

      Usuń
  14. Dobrze, że to wszystko wypunktowałaś. Warto takie rzeczy uświadamiać, bo niby wiadomo, ale nieraz może coś umknąć. Ja osobiście muszę zwrócić uwagę na jedzenie i picie w aucie.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam też zdarzyło się kilkukrotnie podać Młodemu jakąś przekąskę w trakcie jazdy - ale już od dłuższego czasu robimy to wyłącznie podczas postoju, bo o zadławienie w samochodzie szczególnie łatwo.

      Usuń
  15. U Podopiecznego niestety jest tak, że wiele rzeczy jest niezabezpieczonych. Ale oni też nie brali się za to, bo "zaraz"będą się przeprowadzać.. Tylko nie wiem kiedy to ich zaraz nastąpi. A mój Podopieczny to niezłe ziółko! Dodałabym do tej listy zabezpieczenia na pokrętła przy kaloryferach. Mój Podopieczny sobie poparzył trochę rączki, wcześniej rozkręcił kaloryfery, a ja tego nie wiedziałam. Gdy się zorientowałam, wyłączyłam je i nie pozwalałam podejść dziecku. Ale on wykorzystał moją uwagę poszedł i dotknął... Nic mu nie było, ale wyobraź sobie że nawet go to niczego nie nauczyło! A w czwartek wyciągnął kawałek kabla od głośnika wystającego spod listew przypodłogowych i dawaj się tym bawić :/ ma tyle siły, że potrafi nawet niedokładnie przymocowane listwy przypodłogowe oderwać (a tam są często gwozdki).. Także jest "wesoło". Dodałabym jeszcze wszelkie lampki np ścienne do których dziecko ma dostęp też powinny być albo zlikwidowane albo przymocowane tak, by nie dało się ich wyrwać. Tu znowu mój Podopieczny przy rodzicach wyrwał lampki nad kanapą całe włącznie z kablami, którymi potem się bawił... Teraz lampki smętnie wiszą na kablach i aż strach do nich pochodzić.. O, i jeszcze wszelkie przyprawy, przenieść na wyższe półki, zablokować szafkę ze śmieciami... Mogłabym pisać i pisać. Ale czasem wydaje mi się, że żeby to dotarło, że trzeba zabezpieczyć to i owo tu musi się coś wydarzyć niekoniecznie dobrego...i trzeba wszędzie o tym pisać, mówić że przy dziecku należy zabezpieczyć dom, bo nigdy nie wiemy czy w danej sekundzie nasze dziecko nie siedzi no na schodach albo nie bawi się kablem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście masz "ciekawie". Widzę, że nie tylko niezły z niego gagatek - ale jeszcze ma sporo siły, skoro potrafi lampki razem z kablami wyrwać ze ściany (no chyba że były tak byle jak przymocowane - ale tu już rodzicom należy się bura...)

      Dzięki za mnóstwo cennych uwag - można powiedzieć, że stworzyłaś cała odrębną listę, która na pewno przyda się wielu osobom :)

      Usuń
  16. A mi się od niektórych członków rodziny dostawało za to, że nie chciałam dawać rocznemu dziecku niczego do jedzenia i picia podczas jazdy oraz wyjmować go podczas podczas podróży z fotelika i brać na ręce. Niektórzy uważali mnie z powyższych powodów za dziwaka. Czy naprawdę jestem dziwakiem? Wierzę, że nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ! Wyciągać dziecko z fotelika w czasie jazdy i brać na ręce ? Serio ? Toż to jakieś rozwiązanie rodem z PRLu chyba...Ja rozumiem, że kiedyś się tak jeździło (dziecko na kolanach, bez żadnych zabezpieczeń) - ale teraz to jest nie do pomyślenia. To naprawdę przykre, że niektórzy ludzie zatrzymali się w poprzedniej epoce...Absolutnie nie uważam, żebyś była "dziwakiem" - wręcz przeciwnie !

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że takie raporty powstają - i że się o tym mówi, bo niektórzy niestety nadal nie mają świadomości w wielu kwestiach. (Co nie znaczy oczywiście, że sama błędów nie popełniam - bo wszechwiedząca też nie jestem...)

      Usuń
  18. U nas, odkąd Mały zrobił się bardziej mobilny, staraliśmy się wszystko zabezpieczyć. Ale prawda jest taka, ze stale trzeba go obserwować, bo sprytny dzieciak i zawsze coś wymyśli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam ;) Wspinaczki na meble, skoki z parapetu na kanapę, próby otwierania okien (oczywiście zabezpieczone tak, że nawet ja nie mogę otworzyć, ale Młody nadal z nimi walczy). Czasami już myślę, że osiwieję z tymi wszystkimi jego pomysłami...

      Usuń
  19. Przy dzieciach zawsze trzeba się mieć na baczność i oczywiście mieć oczy dookoła głowy, u nas pierwszą z rzeczy jakie zrobiliśmy, jak Eryk był jeszcze malusi, to wymieniliśmy klamki w oknach na te zamykane kluczykiem, a do kluczyka tylko ja mam dostęp, bo tylko ja wiem gdzie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobry patent - bo ja z kolei przy każdym myciu okien i wietrzeniu mieszkania muszę się siłować z zabezpieczeniem.

      Usuń
  20. Na szczęście póki co tylko raz polała się krew, gdy zajmowałam się moim Filipem. Wyciągał zabawkę z plastikowego kosza, poślizgnął się i rozciął sobie wargę. Potem miał na mnie focha, a mi było go strasznie szkoda. Wypadki przy dzieciach są nieuniknione, ale warto robić wszystko aby tych poważnych uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie wyeliminować się nie da - ale niech chociaż należą do gatunku tych mało drastycznych.

      Usuń
  21. Chowanie wszystkiego, co potencjalnie niebezpieczne nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Jest dobrym, ale w przypadku dzieci bardziej kontaktowych lepszym rozwiązaniem jest tłumaczenie ogólnych zasad. Mojej córce w odpowiednim czasie (jeszcze zanim zaczęła chodzić) wpoiłem, że nie bawimy się szklanymi przedmiotami. My, czyli i dzieci, i dorośli. Tak sformułowana zasada jest dla dziecka czytelna i sprawiedliwa, bo nie stawia nikogo w pozycji uprzywilejowanej i nie kusi dziecka po spróbowanie takiego przywileju. Niektóre przedmioty w domu mogliśmy dotykać tylko wtedy, kiedy je np. odkurzaliśmy. Mamy w domu dość pokaźną kolekcję szklanych ryb, które stoją sobie na parapetach pokoju dziennego i swojego czasu wprawiały w osłupienie gości - "jak to, takie szkło przy małym dziecku???" Nigdy ani jedna rybka nie została przez nią uszkodzona. Natomiast raz straciliśmy jedną w wyniku ciekawości innego, starszego o kilka lat dziecka, które przyszło do nas w gościnę.
    Przedmioty ostre i są niebezpieczne i żeby się z nimi bezpiecznie obchodzić, trzeba wiedzieć jak, więc kiedy chciała opanować posługiwanie się nimi, ćwiczyliśmy razem. Czajnik, szklanki, kubki, kuchenka i piekarnik mogą poparzyć, a żeby wyjaśnić, co to znaczy, że coś jest gorące, przytykałem jej rączkę np. do kubka na jeden ułamek sekundy. W taki sposób nie można się oparzyć, ale zdrowe dziecko odczuwa zagrożenie i przyjmuje ostrzeżenie. Poza tym, poświęcanie dziecku czasu na pokazywanie świata w taki sposób powoduje, że dziecko najchętniej taki właśnie sposób poznawania świata wybiera, bo ma zaufanie. No i oczywiście rację ma ten, kto mówi, że przed wypadkiem nie można ochronić dziecka całkowicie, bo absolutnie wszystkiego nie można przewidzieć, a już na pewno nie można dziecka ograniczać np. zakazem biegania, albo tańca. Moja córka rozcięła sobie wargę, bo usłyszawszy w tv muzykę, która jej się podobała, rzuciła się spontanicznie do tańca i zrobiła taki piruet, że wylądowała twarzą na fotelu. Kilka razy przewróciła się na rowerze, czy hulajnodze, ale nigdy się nie poparzyła, ani nie skaleczyła. Kontakt z dzieckiem od najwcześniejszych z możliwych chwil i poświęcanie mu czasu i uwagi rozwija dziecko niesamowicie, a i rodzicowi przynosi ogromną radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wszystkim się zgadzam. Test ciepłego kubka i innych tego typu przedmiotów również z Juniorem robiliśmy - żeby wiedział, na czym polega potencjalne zagrożenie. Ostatnio wprawiamy się też w używaniu noża i nożyczek - efektem są wprawdzie odcięte frędzle przy zasłonach w salonie, lecz żadna krzywda się nikomu nie stała. Wszystko trzeba dopasować do poziomu rozumienia dziecka - jasna sprawa :)

      Usuń
  22. Dziecko to żywioł nie do okiełznania. Oczywiście warto zakupić produkty z zabiezpieczeniami, ale jak słusznie pod koniec podkreśliłaś nic ani nikt nie jest w stanie przewidzieć co dziecko wymyśli, a pewne, że każdą "zaporę" pokona swoją pomysłowością, dlatego zawsze należy dziecko mieć pod kontrolą ;-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - a kiedy akurat nie jest pod naszą opieką (tylko np. dziadków) to też uzmysłowić im, na jakie pomysły najczęściej wpada. Mój rodzice początkowo nie umieli tego ogarnąć - bo chyba już zapomnieli jak to jest mieć takiego szkraba (zresztą ja w dzieciństwie aż taka pomysłowa nie byłam ;) )

      Usuń
  23. Pamiętam jak przygotowywaliśmy się do pierwszych wakacji z Tosią i znalazłam listę rzeczy przydatnych podczas wakacji z dzieckiem. Były na niej zaślepki do gniazdek, trochę się zdziwiłam, a potem pomyślałam, że nie jest to głupi pomysł. Dziecięca wyobraźnia jest nieograniczona, a wypadki mogą zdarzyć się wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dopisałam zaślepka do wakacyjnej listy, którą tworzę na potrzeby własne oraz do jednego z kolejnych wpisów :) Dzięki za podpowiedź :)

      Usuń
  24. Boleśnie przekonałam sie jak błahostka moze stać sie wrogiem nr 1 - karton po klockach - duży, fajny, stabilny można sobie zrobic domek i nagle trach ręka złamana, bo karton z dzisckiem w środku sie przewalił (nie wiem co mój wtedy 3 latek chciał zrobic, ale na pewno było to ostre kombinowanie z jego strony). Na szczescie złamanie było nie bolesne, błyskawicznie wszystko sie zrosło, ale ja i maz długo mielismy wyrzuty sumienia 😔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz też często w kartonach urzęduje - ale na razie na szczęście obeszło się bez złamań. To nie Wasza wina, wypadki chodzą po ludziach - a zwłaszcza dzieciach. Mój mąż kiedy miał 10 lat Madzia się na metalowy pręt w ogrodzeniu - ale na szczęście wbił mu się w brzuch jakoś bokiem, a nie na wylot...

      Usuń
  25. Mój młody jakoś niezbyt często chodził potłuczony, ja go strasznie pilnowałem, do przesady nawet. Kiedy uczył się chodzić, wtedy faktycznie były problemy, bo zdejmował wszystko z szafek i ze stołu. Pozbyłam się wtedy wszystkich obrusów i serwetek. Kiedyś nawet ciągnął za firanki i bałam dię, że zwali na siebie karnisz, więc zmieniałam je na krótkie. Miałam lekką obsesję, ale to dlatego, że ja popatrzyłam się, kiedy miałam 10 lat. Wspominam to naprawdę źle, chociaż nic wielkiego się nie stało. Jednak obiecałam sobie wtedy, że wszystkich uchronię od takich wypadków, bo są okropne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko trzeba pamiętać o tym, żeby nie popadać w inną skrajność - i z kolei nie blokować dziecku za bardzo możliwości samodzielnej eksploracji otoczenia. Całe szczęście, że Twoja historia zakończyła się niezbyt poważnie !

      Usuń
  26. Nigdy nie miałam zabezpieczeń na szafki czy kontakty, bo Pola była raczej spokojnym dzieckiem i nic takiego nie otwierała. Za to Emil- istny diabeł i chyba będzie trzeba w końcu kupić zabezpieczenia, bo wszedzie paluchy wepchnie ;) Za to mam manię małych elementów, których przy Starszej pełno (buty Barbie, koraliki, małe lego) i strasznie pilnuję by nic takiego nie leżało w zasięgu małych łapek Emila. Każdego też wyczulam by zamykał bramkę na balkonie, przez który wchodzi sie do nas do domu, bo to pierwsze piętro, schody strome z niezabezpieczoną jeszcze barierką, a na dole beton...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odnośnie balkonu na pierwszym piętrze też mam wielkie obawy - i nawet na chwilę tam Młodego nie zostawiam, bo już kiedyś kombinowal, jak się przez pręty przecisnąć (oczywiście się między nimi nie mieści, ale lepiej nie kusić losu).

      Usuń
  27. Super, że piszesz o takich rzeczach! Czasami na pozór banalne "sprawy" stwarzają ogromne zagrożenie dla dzieci. Oliś jakoś w miarę się słuchał i raczej nie było problemu żeby nie dotykał np.gniazdek, które i tak swoją drogą były zabezpieczone, jednak Kubuś pcha łapki dosłownie wszędzie! Najgorsze jest to, że jak nie moze sobie czegoś dostać to podstawia sobie różne przedmioty i staje na nich żeby mieć wyżej! Tak Cwaniak jest!

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj wypadki w domu to częsta sprawa, młody skakał na łóżku (tysiąc razy powtarzaliśmy, że nie wolno!). W momencie, gdy wstałam z fotela i szłam żeby młodego ściągnąć z łóżka, tak mu noga wpadła do tyłu pod ścianę, za łóżko, obsunął się w dół i stuknął głową w ścianę. Na szczęście lekko, ale tak się wystraszył, że już więcej nie skakał.

    OdpowiedzUsuń
  29. Czasem ludzie zamiast wiecznie wisieć nad dzieckiem, a potem ubolewać, "że tylko na 5 minut się obróciłam", to mogliby od razu zabezpieczyć co niebezpieczniejsze miejsca w domu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Niestety przy dzieciach trzeba mieć oczy wokół głowy a i to nie starcza bo one mają milion pomysłów i kombinują na całego.

    OdpowiedzUsuń
  31. Przemówiłaś do wyobraźni!! Dobrze czasem podać takie informacje , żeby unaocznić ludziom zjawisko. Nam póki co udało się uniknąć większych katastrof, oprócz jednej na huśtawce kiedy córka była pod opieką babci. Ale to niesamowicie ważne, żeby zadbać o bezpieczeństwo dziecka w naszym najbliższym otoczeniu - w domu!

    OdpowiedzUsuń
  32. Dzieci są ciekawe wszytskiego, nalezy im pozwolic rozwijać poznawanie świata, ale trzeba czuwać nad ich bezpieczeństwem. Nie upilnujemy w każdej chwili, ale też nie stważajmy zagrożeń.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)