Jakiś czas temu w niektórych mediach gruchnęła
wiadomość, że polskie dzieci przestaną być kierowane do adopcji zagranicznej
(a właściwie - że adopcje te zostaną OGRANICZONE i nie będą
odbywać się z taką częstotliwością, jak do tej pory). Podejrzewam,
że wielu oczekujących kandydatów na rodziców adopcyjnych dostało tym newsem jak
przysłowiowym obuchem w łeb - i w pierwszym odruchu sama również napisałam o
tym dość emocjonalny i ostry post na naszym Facebooku.
Doskonale rozumiem wszystkie bojowe nastroje -
jednak z perspektywy czasu wydaje mi się, że emocje
nie będą tutaj najlepszym doradcą.
Dlatego też przez kilka kolejnych dni grzebałam,
szukałam, sporo czytałam na ten temat i nawet dzwoniłam do ośrodków
zajmujących się adopcją zagraniczną w świetle nowych przepisów - żeby
uzyskać jakieś konkretne informacje u źródła i nie przekazywać Wam tutaj
niesprawdzonych treści.
ADOPCJA ZAGRANICZNA - TYLKO DLA KATOLIKÓW ?
Przede wszystkim zadałam pytanie: Czy od tej pory
tylko osoby wierzące będą mogły przysposobić dziecko w ramach adopcji
zagranicznej?
W odpowiedzi usłyszałam: "Absolutnie
nie. Kwestie ideologiczne nie mają tu żadnego znaczenia. Szukamy po prostu
dobrych ludzi o otwartych sercach, którzy są gotowi przyjąć do siebie dziecko o
szczególnych potrzebach. Nasz ośrodek jest katolicki, ale wyznanie kandydatów
nie ma tu nic do rzeczy."
Jednocześnie, na oficjalnej stronie
internetowej wyżej wspomnianej instytucji znaleźć można taki oto zapis: "rozpatrując
zgłoszenia rodzin - preferujemy w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a
następnie inne chrześcijańskie”.
W takim razie - czy zostałam okłamana? Czy to tylko ten zapis jest tak
niefortunny, dyskryminujący i krzywdzący dla pewnej określonej kategorii
potencjalnych rodziców? I czy zostanie on zmodyfikowany oraz dostosowany do
nowej, dynamicznie zmieniającej się sytuacji? Trudno powiedzieć...
Zmierzając do sedna, chciałabym pokazać tutaj dwa
zupełnie odmienne punkty widzenia
na adopcję zagraniczną - i dwie autentyczne historie
dzieci, których ten temat swego czasu dotyczył.
Jaś i Ania naprawdę istnieją (choć mają inaczej na imię).
Wczujcie się w ich położenie, chociaż na
chwilę...
ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ JASIEM,
CHŁOPCEM Z "BIDULA"...
CHŁOPCEM Z "BIDULA"...
Twoja mama nie żyje, a ojciec pił na umór. Na
szczęście zabrali Cię od niego po tym, jak pojawiłeś się w szkole z rozciętą
wargą, podbitym okiem i śladami duszenia na szyi. Masz 9 lat i prawie nie
mówisz. Boisz się własnego cienia. Mężczyźni mogą podchodzić do Ciebie wyłącznie
na czworakach, ponieważ bardzo źle znosisz ich wyprostowaną sylwetkę obok
siebie - zapewne w obawie przed kolejnym biciem.
Rozpromieniasz się cały tylko wtedy, kiedy pokazujesz
mi zdjęcia pewnej uśmiechniętej włoskiej pary. To małżeństwo z Neapolu, które
oczekuje właśnie na Twoją zagraniczną adopcję. Spotkaliście się ze sobą już dwa
razy, a teraz odwiedza Cię w bidulu nauczycielka języka włoskiego, żebyś umiał
się z nimi lepiej porozumieć. Z dumą powtarzasz mi tych kilka słów, które
już zdążyłeś zapamiętać. Nie możesz doczekać się, kiedy wreszcie po Ciebie
przyjadą !
ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ ANIĄ,
DZIEWCZYNKĄ W RODZINIE ZASTĘPCZEJ...
DZIEWCZYNKĄ W RODZINIE ZASTĘPCZEJ...
Masz przy sobie jeszcze dwie młodsze siostry i brata.
Rodziców zastępczych bardzo kochasz - są dla Ciebie mili, nigdy nie biją i nie
wyzywają od najgorszych. Odrabiacie wspólnie lekcje, zimą lepicie bałwana, a
latem jeździcie nad jezioro. Nigdzie jeszcze nie czułaś się tak dobrze i
bezpiecznie, jak u nich.
Któregoś dnia przyjeżdżają do Was jacyś ludzie i mówią
coś o rodzicach, którzy czekają na Ciebie zagranicą. Ale Ty przecież nie
chcesz nigdzie wyjeżdżać! Przecież tu jest Twój dom! Spędziłaś tu kilka
ostatnich lat i nie wyobrażasz sobie, że nagle mieliby zabrać Cię stąd do
jakiegoś zupełnie innego, dalekiego i obcego kraju. Nocami płaczesz w poduszkę
i obmyślasz plan ucieczki. Oczywiście zabierzesz ze sobą Emilkę, Kasię i
Piotrka, żeby już nikt nigdy Was nie rozdzielił.
ADOPCJA ZAGRANICZNA - KIEDY JESTEŚ POLITYKIEM...
...i śmiem przypuszczać, że tak naprawdę los dzieci i
ich rodziców guzik Cię obchodzi. Postępujesz trochę tak, jakbyś recytował
jakąś popularną wyliczankę z czasów, kiedy sam jeszcze byłeś małym chłopcem i
biegałeś po podwórku w spodniach na szelkach...
"RAZ, DWA, TRZY - do adopcji
zagranicznej trafisz TY !"
"CZTERY, PIĘĆ, SZEŚĆ - zostajesz w
kraju, no i cześć !"
"SIEDEM, OSIEM - w gruncie rzeczy
mam Cię w nosie..."
Jeżeli dodatkowo jesteś politykiem obecnie panującej
opcji - prawdopodobnie cierpisz też na coś, co określam jako MANIĘ
POLSKOŚCI. Wolisz, żeby dziecko kisiło się aż do osiągnięcia pełnoletności
w jakimś rodzimym bidulu - niż żeby trafiło do kochających, troskliwych, lecz
zagranicznych i obcych kulturowo rodziców adopcyjnych. Czy nie przeszło Ci przez myśl,
że zachowujesz się trochę jak...pies ogrodnika ?
A ja? JESTEM MAMĄ ADOPCYJNĄ...
...i uważam, że wszystkie tego typu decyzje powinny
być podejmowane w odniesieniu do konkretnego dziecka - i do jego indywidualnej
sytuacji, która zależy od całego mnóstwa najróżniejszych czynników.
DLA JASIA adopcja zagraniczna będzie najprawdopodobniej jedyną
szansą na znalezienie nowego domu i akceptującej rodziny. Najpewniej będzie dla
niego prawdziwym błogosławieństwem - i najlepszym, co może go w życiu
spotkać !
DLA ANI adopcja zagraniczna i zerwanie wszystkich
dotychczasowych więzi z rodziną zastępczą może okazać się wręcz niewyobrażalną
traumą, z której dziewczynka już nigdy się nie otrząśnie.
SZANOWNY POLITYKU, PRACOWNIKU OŚRODKA
CZY ZAGRANICZNEJ AGENCJI ADOPCYJNEJ !
Bardzo cię proszę...Zacznij wreszcie myśleć o adopcji tak, by to słynne
"dobro dziecka" - którym się tak wszem i wobec szafuje i wyciera nim
sobie gębę - nie stanowiło tylko chwytliwego hasła, pustego sloganu i
nic niewartego frazesu....
Zrób wreszcie coś, żeby przepisy adopcyjne oraz podejmowane w ich ramach działania rzeczywiście stanowiły odpowiedź na potrzeby dziecka. Tego konkretnego dziecka, którego dana sprawa dotyczy - bez uogólniania i wrzucania wszystkich przypadków do jednego, wspólnego worka.
Zrób wreszcie coś, żeby przepisy adopcyjne oraz podejmowane w ich ramach działania rzeczywiście stanowiły odpowiedź na potrzeby dziecka. Tego konkretnego dziecka, którego dana sprawa dotyczy - bez uogólniania i wrzucania wszystkich przypadków do jednego, wspólnego worka.
EDIT:
Petycja w sprawie adopcji zagranicznych
(kierowana do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Premier Beaty Szydło) ,
którą możesz podpisać - znajduje się TUTAJ.
(kierowana do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Premier Beaty Szydło) ,
którą możesz podpisać - znajduje się TUTAJ.



