Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 października 2017

Jak i kiedy powiedzieć dziecku o adopcji? - oraz 5 powodów, dla których warto o tym rozmawiać.


Jakiś czas temu opublikowałam na naszym Facebooku --->>> pewien post. Opisałam w nim sytuację, w której Bąbel zapytał mnie : "Mamo, a jak to było w domu dziecka?"  Dostałam wówczas kilka prywatnych wiadomości, w których Czytelnicy pytali :

"Czy powinno się mówić dziecku o adopcji - i w jaki sposób o tym rozmawiać?"
"Czy to nie za wcześnie - i kiedy jest ten właściwy moment?"
"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?"

Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na te pytania Wam wszystkim : zarówno tym bezpośrednio zainteresowanym adopcją dziecka - jak i tym, którzy trafili na mojego bloga z przyczyn zupełnie nie związanych z przysposobieniem. 

Bo w adopcji nie chodzi o to, żeby odciąć dziecko od jego historii 
i oddzielić przeszłość grubą krechą.

Chodzi o to, żeby tę historię uznać i zaakceptować -
i tworzyć swoją własną przy jednoczesnym szacunku dla niej.

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto : Pixabay

Z psychologicznego punktu widzenia - im wcześniej powiesz swojemu dziecku o adopcji , tym lepiej ! Nawet, jeżeli jeszcze nie do końca rozumie. Nawet , jeżeli nie jest jeszcze w pełni świadome wagi i znaczenia tych słów. 

My wprowadzaliśmy Bąbla w tematykę adopcji praktycznie od samego początku - czyli od momentu, w którym pojawił się w naszej rodzinie. Już kiedy miał kilka czy kilkanaście miesięcy mówiliśmy do niego "Nasz kochany synku z serduszka" - a po jakimś czasie sam zaczął zadawać pytania, dlaczego akurat on jest z serduszka (a nie z brzuszka, jak inne dzieci). Powiedzieliśmy mu wówczas, że akurat dla nas jest z serduszka - ponieważ w brzuszku nosiła go inna mama.

Moim zdaniem takie oswajanie z adopcją od najwcześniejszych momentów życia ma całe mnóstwo zalet - które postaram się przedstawić Wam tutaj w punktach, w miarę skondensowany i klarowny sposób:

1)  Adopcja dziecka to nie grzech - ani cokolwiek, czego powinniśmy się wstydzić !  

Dlaczego więc to ukrywać, maskować się, robić z tego wielką tajemnicę?! 

Jeżeli od samego początku będziemy podchodzić do tego tematu zupełnie naturalnie, swobodnie i zwyczajnie - to najprawdopodobniej i nasze dziecko w ten sposób do niego podejdzie. 

Warto przedstawiać adopcję jako coś pięknego, wzniosłego i niesłychanie ważnego w naszym życiu - a nie jako żenujący sekret, który należy ukrywać przed światem ! Adopcja to przecież szczęśliwe powiększenie się naszej rodziny - na które tak długo i niecierpliwie czekaliśmy :)

2) Relacje z dzieckiem powinno opierać się na prawdzie i szczerości.  

Jakbyście czuli się , gdyby po latach wyszło na jaw, że Wasi rodzice okłamują Was w jakimś bardzo istotnym aspekcie ? 

Myślę, że odczuwalibyście żal, złość, ogromny zawód i rozczarowanie. Ja najprawdopodobniej nie chciałabym mieć z takimi rodzicami zbyt wiele wspólnego - skoro umieli mnie oszukiwać, wprowadzać w błąd, wielokrotnie utwierdzać w fałszywych przekonaniach...

Poza wszystkim, chyba jako mama również nie umiałabym żyć z ciężarem takiego kłamstwa - oszukując swoje dziecko każdego dnia...Myślę, że odbiłoby się to negatywnie na całej naszej rodzinie i wzajemnych relacjach.

 3) Adopcja tak czy siak wyjdzie kiedyś na jaw. 

Jeśli nie powiecie o niej Wy sami - dziecko dowie się od jakichś zupełnie przypadkowych, postronnych osób. I przeżyje szok.

Zresztą, w wieku 18 lat będzie mogło samo pozyskać takie informacje w Urzędzie Stanu Cywilnego - składając odpowiedni wniosek o wydanie zupełnego aktu urodzenia i wnosząc stosowną opłatę skarbową.

4)  Każdy człowiek chce poznać swoje korzenie ! 

Coś w tym jest. Każdy człowiek ma potrzebę posiadania wiedzy : skąd pochodzi, kim  jest, dokąd zmierza...

Nawet jeśli dziecko nie będzie chciało spotkać się osobiście ze swoimi rodzicami biologicznymi - to prawdopodobnie będzie dążyło do zdobycia informacji , kim oni są, gdzie mieszkają, czym się w życiu zajmują.

Jeśli nie rodzice - to czasami jest również biologiczne rodzeństwo. I często bywa tak, że młody człowiek drąży temat nie dla poznania biologicznej mamy czy biologicznego taty - ale właśnie dla brata lub siostry...

5) Tajemnica adopcji - to często w gruncie rzeczy fikcja. 

Kiedy czekaliśmy na swoją adopcyjną rozprawę - nasze imiona i nazwiska widniały na sądowej wokandzie. Praktycznie każdy mógł podejść sobie do sali rozpraw - i spisać interesujące go dane. Podobnie dane rodziców biologicznych : niby zamazane w dokumentach czarnym zakreślaczem, a jednak bez żadnego problemu dało się je odczytać i rozszyfrować...Także - to tyle w temacie rzekomej "tajemnicy"...

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto: Pixabay

"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?" Może i trochę się obawiam - ale jestem tego świadoma i na to przygotowana. Mówiąc całkiem szczerze - sama chętnie mu w tym pomogę, jeśli tylko mnie o to poprosi.

Najbardziej boję się czegoś zupełnie innego : że to biologiczna rodzina nie będzie chciała chociażby z nim porozmawiać i opowiedzieć mu o sobie oraz o motywach swojej decyzji. Że odwróci się do niego plecami...

  I martwię się w swoim życiu nie o to, jak ja sobie z tym poradzę - tylko jak poradzi sobie On.
Mam wielką nadzieję, że dobrze - i że nasza otwarta i szczera postawa mu w tym kiedyś pomoże.

 ***

Bardziej obszerny artykuł na temat jawności adopcji popełniłam kiedyś TU.

 Listę książeczek dla dzieci o adopcji, które mogą pomóc rodzicom 
w rozmowach na temat przysposobienia znajdziecie natomiast  TUTAJ. 

wtorek, 26 września 2017

Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko ! 5 powodów, dla których pozwalam mojemu dziecku się brudzić :)


Znam jednego takiego chłopca, który się nie brudzi. Bo mu nie wolno...
Jeszcze chyba nigdy takiego smutnego dziecka nie spotkałam...


Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

1. Dzieci poznają  świat  wszystkimi zmysłami.   

Zarówno  poprzez wzrok, węch i słuch  - jak i przez smak oraz dotyk. A kiedy się  czegoś  dotyka - to często  również  jest się  brudnym.  I nie ma w tym nic złego  ! Brudzenie się  jest sposobem na poznanie struktury i konsystencji różnych  powierzchni oraz substancji. Sprzyja także  poznawaniu smaku najróżniejszych  potraw, które  dziecko w początkowej  fazie swojego rozwoju spożywa przy pomocy rąk , a nie noża  i widelca.

Brudzenie  się  nie tylko zaspokaja dziecięcą  ciekawość  świata  - ale również  może  rozbudzać apetyt na konkretne produkty. W końcu  nie bez powodu wymyślono  karmienie metodą  BLW! ;)

Dodatkowo - jest to świetny  sposób  na rozwijanie i wspomaganie motoryki małej. Niekoniecznie trzeba od razu posyłać nasze pociechy na profesjonalne zajęcia  z sensoplastyki ! Wystarczy od czasu do czasu pozwolić  wyciapać  im się  błotem, farbami albo jakąś  masą  plastyczną  DIY ;)

2. Brudzenie się  rozwija kreatywność! 

Bo czym jest kreatywność, jeśli  nie tworzeniem wokół  siebie pewnego artystycznego nieładu  (zwanego przez niektórych "brudem" tudzież "bałaganem") ?

Kreatywność - to wyobraźnia, fantazja i umiejętność wychodzenia poza obowiązujące kanony. To spełnianie marzeń - nawet tych nietypowych i niestandardowych, którym inni nie dawali najmniejszych szans. To walka o swoją indywidualność i niepowtarzalność. To dobra zabawa i pragnienia - których nie pozwalamy sobie odebrać. To dążenie z pasją i wytrwałością - do celu, który nawet nam samym bywa czasem nie do końca znany , okazuje się zaskoczeniem i przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania.

Dla mojego synka : to móc się twórczo ubrudzić, przejść przez życie jak tornado, zrobić wokół siebie rozgardiasz - a potem wręczyć mi przepiękną laurkę bez jakiejkolwiek okazji (czyli samego siebie, od stóp do głów pomalowanego na wszystkie kolory tęczy plakatówkami  :) )

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.
 
3. Dziecko wychowane w sterylnej czystości  - wcale nie musi być  zdrowsze! 

W ostatnich latach przeprowadzono cały  szereg  badań - z których  wynika, że zamykanie dziecka w przesadnie higienicznej i sterylnie czystej "bańce" niekoniecznie sprzyja jego odporności  i mniejszej podatności  na wszelkiego rodzaju choroby.

Wręcz przeciwnie ! Dzieci rodziców  nadmiernie dbających o czystość  są  zwykle bardziej narażone na infekcje i alergie - a także  dziecięcą  astmę  czy schorzenia układu  pokarmowego.

Oczywiście  nie mówię  tu o popadaniu w skrajności  - kompletnym zapuszczeniu dziecka, mieszkania, samej siebie! Z moją  naturą perfekcjonistki jest to wręcz  nie do pomyślenia  - ponieważ  bardzo cenię  sobie ład  i estetykę  naszego otoczenia . Ale bez przesady - w końcu  do domu nie wchodzi się  w białych rękawiczkach  ani chirurgicznym fartuchu  ;)   

4. Dziecko powinno mieć  kontakt ze zwierzętami.  

Co do tego chyba nikt nie ma najmniejszej wątpliwości - ponieważ  kontakt ten bardzo pozytywnie wpływa  na emocje, uczy troski i odpowiedzialności  za inne żywe  stworzenia, wyrabia w małym  człowieku  pewne dobre nawyki oraz systematyczność i poczucie obowiązku.

Kiedy obserwuję dzieci, które z woli rodziców  nie mogą  podejść  do czworonoga na odległość  bliższą niż  kilkaset metrów  - jest mi po ludzku i zwyczajnie przykro. "Nie głaszcz pieska, bo może  mieć  robaki". "Nie zbliżaj się do kotka - bo pewnie ma pchły ". A przecież  wystarczy odpowiednio zadbać  o zwierzę lub zachować pewne  środki ostrożności  - i wcale nie trzeba kompletnie izolować  od niego naszej pociechy ! 
 
5. Zawsze można  to wszystko wyczyścić! 

To fakt! Choćby  nie wiadomo jak brudne było  nasze  dziecko - istnieją przecież  pralki, proszki i płyny  do płukania , niesamowite żele i mydełka pod prysznic...W tych czasach mamy do dyspozycji automaty - więc  nie trzeba pędzić  nad strumień  i szorować ubrań  ręcznie, na metalowej tarce  ;)

Nawet kiedy Młody zaliczy wcześniej  kąpiel  w kałuży...utapla się błotem, trawą  albo gliną ...odbędzie bliskie spotkanie ze  smarem z dziadkowego motoru... - i tak wystarczy wpakować  go pod natrysk i porządnie  wyszorować. Nikomu nie dzieje się krzywda -  wszyscy są  zadowoleni :)

Dodatkowo jakiś  czas temu odkryliśmy  naturalne kosmetyki Dirty Birdy marki Dresdner Essenz - bez parabenów  , SLS-ów, jakichkolwiek sztucznych substancji. Nie dość, że  fajnie się  pienią  i przepięknie  owocowo pachną  - to zawierają  w sobie wyłącznie  korzystne dla skóry, ekologiczne składniki. Dodatkowo - są w 100% wegańskie i nie posiadają żadnych komponentów pochodzenia zwierzęcego.

Przeznaczone są  wprawdzie już dla dzieci powyżej  trzeciego roku życia - ale przyznam zupełnie szczerze, że  i ja chętnie je Bąblowi podbieram. Aromaty jeżyny, zielonego jabłka, granatu czy pomarańczy kuszą  mnie niesłychanie - i czynią  każdą kąpiel  prawdziwą ucztą  dla zmysłów :)

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.

Kosmetyki naturalne dla dzieci - Love Dirty Birdie - Dresdner Essenz.
 
 A zatem - nic , tylko się brudzić ! 
A potem czyścić - i tak na okrągło ;) 

środa, 30 sierpnia 2017

Tablica motywacyjna dla dziecka DIY + gotowy plik do druku.


Wielokrotnie spotkałam się ze świetnymi opiniami innych rodziców na temat cudownego wynalazku, jakim są tak zwane "tablice motywacyjne" dla dzieci. 

Przyznam szczerze, że początkowo podchodziłam do tej kwestii dość sceptycznie. Wypróbowałam już tyle różnych metod nakłonienia Bąbla do entuzjastycznej współpracy - że trudno mi było uwierzyć, iż taka motywacyjna tablica może cokolwiek zdziałać w jego przypadku ;) 

Prawda jest taka, że nasz synek ma w sobie wyjątkowe pokłady uporu - i niezbyt chętnie przystaje na jakiekolwiek wymagania, jakie się wobec niego stawia. W trakcie prób wyegzekwowania od niego realizacji pewnych dziecięcych obowiązków potrafi przejść w ułamku sekundy od łagodnych negocjacji do totalnej histerii - a kończy się najczęściej tak, że trzaska drzwiami i zamyka się w swoim pokoju, obrażony na cały sprzymierzony przeciwko niemu świat ;)



Mimo wszystko postanowiłam spróbować - a świetnym pretekstem okazał się dla mnie początek naszej przygody z przedszkolem. Wytłumaczyłam Juniorowi , że w przedszkolu trzeba pojawiać się na określoną godzinę - a więc codzienna poranna rutyna musi odbywać się szybciej i sprawniej, niż miało to miejsce do tej pory.

Bąbel wie też, że jako przedszkolak powinien być już coraz bardziej samodzielny - i radzić sobie z ubieraniem, jedzeniem czy sprzątaniem zabawek we własnym zakresie (jedynie z ewentualną niewielką pomocą dorosłych).  
  
ELEMENTY, KTÓRE ZNALAZŁY SIĘ 
NA NASZEJ TABLICY MOTYWACYJNEJ

1) Tabelka z codziennymi czynnościami - 

podzielona na siedem dni tygodnia i sześć zadań, 
które do tej pory najczęściej trafiały na opór ze strony synka.  

Występuje tu między innymi niezbyt lubiane przeze mnie sformułowanie "jestem grzeczny" -
ale między sobą ustaliliśmy mniej więcej, co ono oznacza, 
a trudno byłoby rozpisać to określenie bardziej szczegółowo na takiej małej przestrzeni. 


2) Kartonik z kolorowymi pinezkami do wbijania -

Każde zrealizowane zadanie -
to jedna pinezka, przypięta przez Bąbla do korkowej tablicy w stosownym miejscu.  

Jeśli w danym dniu uda mu się zebrać wszystkie pinezki - 
dostaje od nas jakiś drobiazg w postaci naklejki, 
pieczątki albo dodatkowej bajki na dobranoc.



3) "Koło fortuny" - 

Jeżeli zbiory pinezek w ciągu całego tygodnia okazują się naprawdę owocne -
Bąbel kręci papierowym kołem, oznaczonym cyferkami od 1 do 8.  

Znajdująca się obok żółta strzałka wskazuje pole, na którym zatrzymało się koło.



4) Papierowe kopertki - schowki z nagrodami.

Następnie zaglądamy do kopertki oznaczonej wylosowaną cyfrą -
i znajdujemy w niej nagrodę w postaci wyjścia na lody, jakiejś drobnej zabawki lub książeczki,
pieniążka do skarbonki albo wspólnej wizyty w ulubionej Bąblowej sali zabaw. 



Aktualnie mija u nas drugi tydzień wspomagania się tą tablicą motywacyjną - i póki co efekty są naprawdę zadowalające. Młody chętniej podejmuje się sprzątania swoich zabawek, nie marudzi podczas jedzenia i mycia zębów, a nawet zaczął sam zakładać wszystkie części odzieży (podczas gdy wcześniej najchętniej ograniczał się jedynie do spodni i skarpetek ;) ) Nagle okazało się, że buty, bluzy i koszulki również nie stanowią dla niego problemu - i że (tak jak podejrzewałam) wcześniejsze opory wcale nie wynikały z braku umiejętności ;) Także polecam, jeśli również macie w domu takiego małego buntownika ;) 

***

Jeżeli chcielibyście skorzystać z naszej tabelki -
zapraszam serdecznie :)

Poniżej możecie pobrać ją w formie pliku jpg ,  
natomiast ---->>>> TUTAJ jest dostępna jako pdf

sobota, 1 kwietnia 2017

20 pomysłów, jak zamienić wiosenny spacer z dzieckiem w niesamowitą przygodę.

Dla małego dziecka każdy spacer jest ogromnym wyzwaniem, przygodą i wyprawą w nieznane. Jednak z czasem te same trasy i zabawy nudzą się nawet najbardziej wytrwałemu i ciekawemu świata maluszkowi. Dzisiaj o tym, co można zrobić, żeby urozmaicić sobie wiosenny spacer z dzieckiem. Niby oczywiste - a jednak warto mieć taką ściągawkę, żeby o czymś nie zapomnieć ;)

1. Szukajcie pierwszych oznak wiosny...z "listą rzeczy zaginionych". 

Przygotujcie specjalną kartę z obrazkami. Niech umieszczone na niej miniaturki przedstawiają wszystko to, co kojarzy się z wiosną - albo z konkretnym miejscem Waszego wiosennego spaceru. Mogą to być na przykład roślinki, zwierzęta, owady lub zjawiska atmosferyczne. Potem po prostu szukajcie na Waszej trasie rzeczy, które znajdują się na rysunkach. (Wygrywa ten, kto znajdzie najwięcej ;) ) 

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
  
wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

2. Weźcie ze sobą mapę prowadzącą do ukrytego skarbu - albo wyłówcie z rzeki list w butelce. 

Oczywiście list trzeba najpierw do tej rzeki podrzucić, a mapę i skarb odpowiednio spreparować ;) Jest z tym trochę zachodu, brodzenia w rzecznym mule, oganiania się od krwiożerczych pijawek - ale zawsze można pozostawić to zadanie mężczyźnie, a radość dziecka na widok takiego tajemniczego znaleziska jest po prostu bezcenna :)

3. Bawcie się w podchody, rysując strzałki patykiem na ziemi albo kredą na korze drzew.

Alternatywą dla takiej tradycyjnej zabawy będzie też pozostawienie taty na środku parku z telefonem - oraz ucieczka z dzieckiem i zegarkiem wyposażonym w GPS (o naszym sprzęcie pisałam Wam tutaj - i muszę powiedzieć, że bardzo często wykorzystujemy go właśnie do takiej zabawy).

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
zdjęcie: Internet

4. Wykorzystajcie środki komunikacji publicznej - autobus, tramwaj albo pociąg.

Być może trudno w to uwierzyć, ale nasz Bąbel dopiero w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy przejechał się ze mną autobusem. Do tej pory zawsze podróżowaliśmy wyłącznie na piechotę albo samochodem - ale w końcu stwierdziłam, że taka trasa w komunikacji publicznej też może mieć dla trzylatka swój niewątpliwy urok :)

5. Zróbcie sobie "wycieczkę tematyczną", jak prawdziwi turyści :)

My na przykład ostatnio wybraliśmy się na wyprawę...tropami służb mundurowych. Poszliśmy obejrzeć radiowozy zaparkowane pod posterunkiem policji, potem jeszcze pokazy wozów strażackich w remizie, a na koniec...odwiedziliśmy Bąblowego wujka, pracującego w Służbie Leśnej.

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

6. Urządźcie piknik z przysmakami przygotowanymi wspólnie z dzieckiem.

Kanapki, sałatki, wiosenne koktajle.  Pakujecie to wszystko w piknikowy koszyk, wybieracie sobie jakieś malownicze miejsce na łonie natury - i organizujecie imprezę, jakiej niejeden z Waszych znajomych mógłby Wam pozazdrościć ;)

7. Kiedy zrobi się naprawdę ciepło, biegajcie na boso...

...po trawie, piasku albo kałużach (najpierw KONIECZNIE sprawdźcie, czy nie ma tam niebezpiecznych, ostrych przedmiotów, którymi można się skaleczyć).

8. Odwiedźcie miejsce, w którym nigdy jeszcze nie byliście.

I wcale nie musi to być ono bardzo odległe, położone wiele kilometrów od domu. Czasami wystarczy jakiś rzadko odwiedzany zakątek parku, plaża nad pobliskim jeziorem albo gospodarstwo agroturystyczne, w którym można wziąć udział w karmieniu zwierząt.

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

9. Znajdźcie kawałek przestrzeni , na której można puszczać latawce. 

Ale najpierw namówcie tatę, żeby Wam taki latawiec zmontował - bo kupny to nie to samo, a wspólne dekorowanie go powiewającymi na wietrze wstążkami to fajne doświadczenie dla całej Waszej rodziny.
 
10. Zacznijcie jazdę na rowerku biegowym lub trójkołowym.

O tak ! Biegówka do tej pory używana była przez Bąbla głównie w domu - a teraz wreszcie doczekała się swojej wiosennej premiery na parkowych ścieżkach.  Trójkołowca natomiast mamy już drugiego, ponieważ pierwszy tak się wyeksploatował na naszych polnych wiejskich drogach, że aż wstyd było się z nim w dalszym ciągu pokazywać ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

11. Zdobądźcie razem jakiś okoliczny szczyt.

W naszym przypadku - Góra Ślęża, położona około 30 kilometrów od Wrocławia. Miejsce idealne dla rodzin z dziećmi - pod warunkiem, że wybierzecie łagodny żółty szlak od strony Przełęczy Tąpadła, który wiele osób pokonywało nawet z dziecięcym wózkiem. (NIE od strony Wieżycy - Boże broń! ;) )

12. Zasadźcie wspólnie drzewko, kwiaty albo inną roślinkę - i obserwujcie, jak się rozwija.

Ja akurat zupełnie nie mam ręki do kwiatów doniczkowych - i dlatego z naszego mieszkania usunęliśmy nawet kilka karłowatych kaktusów ;) Ale na dworze faktycznie zasadziliśmy kilka roślinek w ogrodzie Bąblowych pradziadków - więc regularnie o nie dbamy i podlewamy je z plastikowej konewki ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

 13. Zamalujcie kredą osiedlowy asfalt.

I miejcie nadzieję, że żaden nadgorliwy sąsiad nie doniesie na Was do zarządu spółdzielni ;) 

14. Poszukajcie kamieni o ciekawych kształtach - i pomalujcie je farbkami.

Bądźcie przy tym w stanie podwyższonej gotowości i tłumaczcie bezustannie : "Kamienie nie są do rzucania. Można nimi zrobić krzywdę / wybić szybę / uszkodzić auta stojące na parkingu."

15. Róbcie wianki z kwiatów i puszczajcie je na wodzie.

Najlepiej poczekajcie z tym, aż zakwitną mlecze - ale zaopatrzcie się też w jakiś hipserskuteczny preparat do wywabiania żółtych plam ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
 
wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

16. Poszukajcie bocianich gniazd i sprawdźcie, czy ich lokatorzy już przylecieli.

A przy okazji przypomniała mi się pewna anegdota na temat...sikorek :) Jedna z nich ostatnimi czasy intensywnie dobijała się do naszych drzwi balkonowych, na co Bąbel orzekł : 
- "Sikoreczka puka, bo mnie baaardzo kocha!" 
- "A Ty też ją kochasz, synku?" - zapytałam.
- "Nie, ja jej nie kocham - bo ona jest taka...NIEDOSTĘPNA" :)))

17. Stwórzcie kreatywne prace plastyczne związane z wiosną.

My stworzyliśmy w tym miesiącu między innymi papierowe bociany, żaby z gąbki i kolorowe gąsienice, które z czasem przepoczwarzyły się w piękne motyle. Wszystkie te prace powstały w ramach marcowej edycji projektu "Zwierzaki Cudaki".

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem


18. Rozpalcie ognisko, upieczcie w nim ziemniaki i usmażcie kiełbaski.

Nie, ten jeden raz nie musicie przejmować się dietą - zawsze przecież można ją zacząć "od jutra" ;) 

19. Włączcie dziecko w wiosenne porządki.

Niech pomoże Wam siać trawę, sprzątać zimowe śmieci, przecierać szmatką zakurzone ogrodowe meble. Będzie dosłownie pękało z dumy, że może Wam pomóc i wykonywać razem z Wami te wszystkie "dorosłe" prace ! :) 

20. Poproście jakiegoś znajomego majsterkowicza o zrobienie takich wehikułów, napędzanych wiatrem ;)

Bąblowy dziadek stworzył aż cztery takie ustrojstwa - i porozmieszczał je w trzech różnych punktach na najczęstszej trasie naszego spaceru po okolicy.  Teraz praktycznie nie ma dnia, żeby Bąbel nie chciał iść ze mną pooglądać wiatraczków i trochę nimi pokręcić - a wizyta przy każdym z nich jest dla nas obowiązkowym punktem każdej wycieczki. Czego to się nie robi dla wnuka ! ;)



A może macie jeszcze jakieś inne pomysły,
które chcielibyście dodać do tej listy ? :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Czy można być dumnym z walki z niepłodnością?

Jakiś czas temu dostałam propozycję udziału w kolejnej - jakże potrzebnej i ważnej - kampanii, organizowanej przez Kliniki Leczenia Niepłodności InviMed. Poproszono mnie, żebym znów zabrała głos w wiadomej kwestii - i odpowiedziała najlepiej jak potrafię na pytanie: 

"CZY MOŻNA BYĆ DUMNYM ZE SWOJEJ WALKI Z NIEPŁODNOŚCIĄ?"

Mówiąc zupełnie szczerze - w pierwszej chwili uznałam to pytanie za dość niefortunnie sformułowane. Niejednokrotnie podkreślałam na swoim blogu, że dla mnie niepłodność zawsze była, jest i będzie przede wszystkim niezawinioną CHOROBĄ - a więc to trochę tak, jakbyśmy spytali człowieka cierpiącego na raka, czy jest dumny ze swojej walki z nowotworem...

Chory na raka leczy się - by móc żyć. 

Chory na cukrzycę, astmę czy depresję leczy się - by móc względnie normalnie funkcjonować
i cieszyć się lepszym samopoczuciem.

Dotknięty niepłodnością leczy się - by móc urodzić / spłodzić dziecko.

zdjęcie: Internet

Zdaję sobie sprawę, że na przestrzeni wszystkich lat leczenia nie jest to wcale takie oczywiste, proste i nieskomplikowane. Wiem, że spotykają nas naprawdę różne sytuacje i towarzyszą nam naprawdę różne stany emocjonalne - od wielkiej tęsknoty, nadziei i euforii aż po ogromne rozżalenie, wściekłość i rozpacz, kiedy znów się nie udaje. Ale ostatecznie wszystko sprowadza się właśnie do tego - do leczenia choroby, która stała się naszym udziałem.

Być może właśnie dlatego na początku nie za bardzo wiedziałam, jak mam ten temat "ugryźć" - ponieważ nigdy nie zastanawiałam się, czy leczeniu niepłodności może towarzyszyć jakiekolwiek poczucie dumy, związane z tym faktem. Nigdy nawet nie próbowałam rozpatrywać tego w niniejszych kategoriach...

Swoim przekornym zwyczajem postanowiłam zatem odpowiedzieć najpierw 
na dwa inne, poboczne pytania:

"CZY NIEPŁODNOŚĆ MNIE DEFINIUJE?"
 
Można powiedzieć, że niepłodność przez kilka lat była moją wierną życiową towarzyszką. Nie odstępowała mnie nawet na krok. Budziła się razem ze mną i razem ze mną zasypiała. Chodziła ze mną do pracy i zasiadała ze mną w uczelnianej ławce. Czasami wręcz śmialiśmy się z Mężem, że jest w stosunku do mnie bardziej lojalna i oddana - niż on sam. W pewnym momencie zdążyłam chyba nawet się z nią "zaprzyjaźnić" - i zaprosić ją kilka razy na babskie zakupy, ploteczki i piwo...

A mimo to, kiedy któregoś dnia w ramach pewnych uniwersyteckich warsztatów rozwojowych miałam napisać na położonej przede mną kartce, kim jestem - pisałam o sobie jako o kobiecie, żonie, i studentce...Pisałam o molu książkowym i wielbicielce kina skandynawskiego. Pisałam też o nerwusie, dość chwiejnym emocjonalnie wrażliwcu i outsiderce, która podchodzi do siebie i do ludzi ze sporym dystansem i podąża zawsze własnymi ścieżkami...

Nigdzie natomiast nie pojawiło się stwierdzenie "jestem niepłodna" - ponieważ jakoś nie uznałam tego za sprawę kluczową i taką, która stanowiłaby moją istotną cechę, świadczyłaby o mnie jako o człowieku oraz przesądzała o mojej wartości...

zdjęcie: Internet

"CZY NIEPŁODNOŚĆ ODBIERA MI GODNOŚĆ?"
 
Myślę, że nie o samą niepłodność tu chodzi - ale o to, jak osoba niepłodna bywa traktowana przez swoje otoczenie (nie zawsze celowo i świadomie - niekiedy z braku wiedzy, z troski czy w ramach nieudolnie okazywanego wsparcia i współczucia). O to, że dla niektórych znajomych, członków rodziny czy nawet zupełnie obcych, postronnych osób w pewnym momencie sama niepłodna staje się jakby "postacią drugoplanową" i "wątkiem pobocznym". Zdecydowanie bardziej liczy się to, czy już ujrzała te upragnione dwie kreski na teście i czy - kiedy wchodzi do jakiegoś pomieszczenia - wyprzedza ją pękaty, ciążowy brzuch. Ehhh...te wszechobecne naciski i wieczna presja na prokreację...

I tak - odpowiadając na dwa zadane samej sobie pytania - 
docieram wreszcie do sedna i do odpowiedzi na pytanie główne, 
postawione mi przez organizatorów kampanii. 

NIE NAZWĘ TEGO DUMĄ - BO TO CHYBA ZBYT WIELKIE SŁOWO -
ale cieszę się, że nie wstydzę się swojej niepłodności.

Cieszę się, że potrafię zupełnie otwarcie o niej mówić, pisać, 
brać udział w tego typu inicjatywach.

Cieszę się, że niepłodność mnie nie definiuje
i nie odbiera mi godności. 

Cieszę się, że podchodzę do niej właśnie jak do choroby -
jednej z wielu, które mogły mnie w życiu spotkać
(i w moim odczuciu wcale nie najstraszniejszej ze wszystkich możliwych). 

Cieszę się, że potraktowałam ją raczej zadaniowo -
a nie jak jakąś moją życiową tragedię czy wielką martyrologię.

Cieszę się, że niepłodność nie zachwiała moją wiarą w siebie - 
i że nie udało jej się wmówić mi, że jestem kimś gorszym,
mniej zasługującym na szacunek, szczęście i miłość !


 
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat kampanii, 
poznać historie osób walczących z niepłodnością, 
podzielić się z nimi własną opowieścią i słowami wsparcia - koniecznie zajrzyj TUTAJ. 


 ____________________

Tekst powstał w ramach akcji organizowanej przez kliniki leczenia niepłodności InviMed, które od 16 lat każdego dnia wspierają Polaków w realizacji ich marzenia o dziecku.

sobota, 7 stycznia 2017

Co ze mnie za matka?


Jeszcze zanim Bąbel pojawił się w naszej rodzinie - bardzo często rozmyślałam nad tym, jaką mamą dla niego będę. Oczywiście całkiem spora część tych moich wyobrażeń została potem (niekiedy dość boleśnie i brutalnie) zweryfikowana przez życie. Do tej pory wspominam to i śmieję się z samej siebie, ponieważ największą "specjalistką" od wychowywania dzieci byłam wtedy, kiedy jeszcze ich nie miałam ;) Zresztą, podobną tendencję dostrzegam bardzo często wśród wielu innych bezdzietnych znajomych...





Swojego Synka kocham nad życie i robię wszystko, żeby spędzony z nim czas jak najmniej ucierpiał ze względu na inne moje zajęcia i obowiązki. Za te chwytam przeważnie dopiero po ostatecznej wieczornej pacyfikacji albo w momentach, kiedy Junior z tatą zaliczają akurat jakiś swój typowo męski wypad. Czasami naprawdę nieźle mi to wszystko wychodzi.  Potrafię być taka hiper-kreatywna, multifunkcyjna i wręcz anielsko cierpliwa. Umiem zrobić przysłowiowe "coś z niczego" za każdym razem, kiedy już skończą mi się wszystkie wcześniej uskuteczniane pomysły...Mam wtedy ochotę poklepać się z uznaniem po ramieniu i powiedzieć sobie : "dobra robota" ...

A innym razem jestem mamą - gradową chmurą. Zdecydowanie za dużo krzyczę. Czasami potrafię wrzasnąć tak, aż echo niesie się po całej klatce schodowej, w kredensie drżą szklanki, a sąsiedzi pewnie zastanawiają się nad wystukaniem numeru do stosownych służb...Zdecydowanie zbyt często zamykam się w łazience, żeby ukoić tam skołatane nerwy, wypłakać się, policzyć do stu i choć przez chwilę pobyć zupełnie sama. W takich momentach myślę sobie, że macierzyństwo po prostu mnie przerasta - i że zwariuję, jeżeli natychmiast nie znajdę sobie od niego jakiejś odskoczni...

 


W skrytości serca chciałabym być matką taką, jak ta idealnie skrojona sukienka, którą mam na sobie. Marzy mi się, żeby wszystko było we mnie takie gładkie, miało symetryczny wzór i piękne, intensywne kolory.  Ja jestem raczej chińską kiecką z wyprzedaży w popularnej sieciówce, z której a to jakaś nitka wystaje, a to szew lekko nadpruty, a to znowu guzik ledwie się trzyma ;) Mówiąc bardzo oględnie i w dużym skrócie - do pełnej perfekcji niezmiernie mi daleko (i chyba nawet już przestałam dążyć do niej z uporem maniaka).

Już od jakiegoś czasu trzymam się kurczowo bardzo modnego i popularnego przekonania, że matki idealne w ogóle nie istnieją - i objawiają się ewentualnie wyłącznie w jakichś przesłodzonych, cukierkowych telenowelach. Czy jestem zatem tą "wystarczająco dobrą"? I to chyba nie mnie oceniać. Ostateczny osąd pozostawiam Bąblowi za kilka czy kilkanaście lat - bo dopiero wtedy przekonam się, czy będzie chętnie do mnie wracał, dzielił się swoimi sprawami i problemami, czy też nad rozmowy ze mną przedłoży towarzystwo konsoli do gier, komputera albo osiedlowych kumpli.



No więc w takim razie jaką matką jestem, wedle własnego o sobie mniemania? 

Chyba najbardziej trafnym określeniem będzie, jeżeli powiem o sobie "matka do drobnych poprawek krawieckich" - wprawdzie taka nie całkiem do niczego, ale musi jeszcze sporo nad sobą popracować, żeby prezentować się jakoś na tle innych, onieśmielających ją i wpędzających w kompleksy, modeli ;)


***

płaszcz - Allegro
sukienka - e-margeritka.pl 
torebka - second hand
buty - Deichmann 
 komin - Camaieu