Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klinika Leczenia Niepłodności Invimed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klinika Leczenia Niepłodności Invimed. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Czy można być dumnym z walki z niepłodnością?

Jakiś czas temu dostałam propozycję udziału w kolejnej - jakże potrzebnej i ważnej - kampanii, organizowanej przez Kliniki Leczenia Niepłodności InviMed. Poproszono mnie, żebym znów zabrała głos w wiadomej kwestii - i odpowiedziała najlepiej jak potrafię na pytanie: 

"CZY MOŻNA BYĆ DUMNYM ZE SWOJEJ WALKI Z NIEPŁODNOŚCIĄ?"

Mówiąc zupełnie szczerze - w pierwszej chwili uznałam to pytanie za dość niefortunnie sformułowane. Niejednokrotnie podkreślałam na swoim blogu, że dla mnie niepłodność zawsze była, jest i będzie przede wszystkim niezawinioną CHOROBĄ - a więc to trochę tak, jakbyśmy spytali człowieka cierpiącego na raka, czy jest dumny ze swojej walki z nowotworem...

Chory na raka leczy się - by móc żyć. 

Chory na cukrzycę, astmę czy depresję leczy się - by móc względnie normalnie funkcjonować
i cieszyć się lepszym samopoczuciem.

Dotknięty niepłodnością leczy się - by móc urodzić / spłodzić dziecko.

zdjęcie: Internet

Zdaję sobie sprawę, że na przestrzeni wszystkich lat leczenia nie jest to wcale takie oczywiste, proste i nieskomplikowane. Wiem, że spotykają nas naprawdę różne sytuacje i towarzyszą nam naprawdę różne stany emocjonalne - od wielkiej tęsknoty, nadziei i euforii aż po ogromne rozżalenie, wściekłość i rozpacz, kiedy znów się nie udaje. Ale ostatecznie wszystko sprowadza się właśnie do tego - do leczenia choroby, która stała się naszym udziałem.

Być może właśnie dlatego na początku nie za bardzo wiedziałam, jak mam ten temat "ugryźć" - ponieważ nigdy nie zastanawiałam się, czy leczeniu niepłodności może towarzyszyć jakiekolwiek poczucie dumy, związane z tym faktem. Nigdy nawet nie próbowałam rozpatrywać tego w niniejszych kategoriach...

Swoim przekornym zwyczajem postanowiłam zatem odpowiedzieć najpierw 
na dwa inne, poboczne pytania:

"CZY NIEPŁODNOŚĆ MNIE DEFINIUJE?"
 
Można powiedzieć, że niepłodność przez kilka lat była moją wierną życiową towarzyszką. Nie odstępowała mnie nawet na krok. Budziła się razem ze mną i razem ze mną zasypiała. Chodziła ze mną do pracy i zasiadała ze mną w uczelnianej ławce. Czasami wręcz śmialiśmy się z Mężem, że jest w stosunku do mnie bardziej lojalna i oddana - niż on sam. W pewnym momencie zdążyłam chyba nawet się z nią "zaprzyjaźnić" - i zaprosić ją kilka razy na babskie zakupy, ploteczki i piwo...

A mimo to, kiedy któregoś dnia w ramach pewnych uniwersyteckich warsztatów rozwojowych miałam napisać na położonej przede mną kartce, kim jestem - pisałam o sobie jako o kobiecie, żonie, i studentce...Pisałam o molu książkowym i wielbicielce kina skandynawskiego. Pisałam też o nerwusie, dość chwiejnym emocjonalnie wrażliwcu i outsiderce, która podchodzi do siebie i do ludzi ze sporym dystansem i podąża zawsze własnymi ścieżkami...

Nigdzie natomiast nie pojawiło się stwierdzenie "jestem niepłodna" - ponieważ jakoś nie uznałam tego za sprawę kluczową i taką, która stanowiłaby moją istotną cechę, świadczyłaby o mnie jako o człowieku oraz przesądzała o mojej wartości...

zdjęcie: Internet

"CZY NIEPŁODNOŚĆ ODBIERA MI GODNOŚĆ?"
 
Myślę, że nie o samą niepłodność tu chodzi - ale o to, jak osoba niepłodna bywa traktowana przez swoje otoczenie (nie zawsze celowo i świadomie - niekiedy z braku wiedzy, z troski czy w ramach nieudolnie okazywanego wsparcia i współczucia). O to, że dla niektórych znajomych, członków rodziny czy nawet zupełnie obcych, postronnych osób w pewnym momencie sama niepłodna staje się jakby "postacią drugoplanową" i "wątkiem pobocznym". Zdecydowanie bardziej liczy się to, czy już ujrzała te upragnione dwie kreski na teście i czy - kiedy wchodzi do jakiegoś pomieszczenia - wyprzedza ją pękaty, ciążowy brzuch. Ehhh...te wszechobecne naciski i wieczna presja na prokreację...

I tak - odpowiadając na dwa zadane samej sobie pytania - 
docieram wreszcie do sedna i do odpowiedzi na pytanie główne, 
postawione mi przez organizatorów kampanii. 

NIE NAZWĘ TEGO DUMĄ - BO TO CHYBA ZBYT WIELKIE SŁOWO -
ale cieszę się, że nie wstydzę się swojej niepłodności.

Cieszę się, że potrafię zupełnie otwarcie o niej mówić, pisać, 
brać udział w tego typu inicjatywach.

Cieszę się, że niepłodność mnie nie definiuje
i nie odbiera mi godności. 

Cieszę się, że podchodzę do niej właśnie jak do choroby -
jednej z wielu, które mogły mnie w życiu spotkać
(i w moim odczuciu wcale nie najstraszniejszej ze wszystkich możliwych). 

Cieszę się, że potraktowałam ją raczej zadaniowo -
a nie jak jakąś moją życiową tragedię czy wielką martyrologię.

Cieszę się, że niepłodność nie zachwiała moją wiarą w siebie - 
i że nie udało jej się wmówić mi, że jestem kimś gorszym,
mniej zasługującym na szacunek, szczęście i miłość !


 
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat kampanii, 
poznać historie osób walczących z niepłodnością, 
podzielić się z nimi własną opowieścią i słowami wsparcia - koniecznie zajrzyj TUTAJ. 


 ____________________

Tekst powstał w ramach akcji organizowanej przez kliniki leczenia niepłodności InviMed, które od 16 lat każdego dnia wspierają Polaków w realizacji ich marzenia o dziecku.