Jakiś czas temu dostałam propozycję udziału w kolejnej - jakże potrzebnej i ważnej - kampanii, organizowanej przez Kliniki Leczenia Niepłodności InviMed. Poproszono mnie, żebym znów zabrała głos w wiadomej kwestii - i odpowiedziała najlepiej jak potrafię na pytanie:
"CZY MOŻNA BYĆ DUMNYM ZE SWOJEJ WALKI Z NIEPŁODNOŚCIĄ?"
Mówiąc zupełnie szczerze - w pierwszej chwili uznałam to pytanie za dość niefortunnie sformułowane. Niejednokrotnie podkreślałam na swoim blogu, że dla mnie
niepłodność zawsze była, jest i będzie przede wszystkim niezawinioną CHOROBĄ - a więc to trochę tak, jakbyśmy spytali człowieka cierpiącego na raka, czy jest dumny ze swojej walki z nowotworem...
Chory na raka leczy się - by móc żyć.
Chory na cukrzycę, astmę czy depresję leczy się - by móc względnie normalnie funkcjonować
i cieszyć się lepszym samopoczuciem.
Zdaję sobie sprawę, że na przestrzeni wszystkich lat leczenia nie jest to wcale takie oczywiste, proste i nieskomplikowane. Wiem, że spotykają nas naprawdę różne sytuacje i towarzyszą nam naprawdę różne stany emocjonalne - od wielkiej tęsknoty, nadziei i euforii aż po ogromne rozżalenie, wściekłość i rozpacz, kiedy znów się nie udaje. Ale ostatecznie wszystko sprowadza się właśnie do tego - do leczenia choroby, która stała się naszym udziałem.
Być może właśnie dlatego na początku nie za bardzo wiedziałam, jak mam ten temat "ugryźć" - ponieważ nigdy nie zastanawiałam się, czy leczeniu niepłodności może towarzyszyć jakiekolwiek poczucie dumy, związane z tym faktem. Nigdy nawet nie próbowałam rozpatrywać tego w niniejszych kategoriach...
Swoim przekornym zwyczajem postanowiłam zatem odpowiedzieć najpierw
na dwa inne, poboczne pytania:
"CZY NIEPŁODNOŚĆ MNIE DEFINIUJE?"
Można powiedzieć, że niepłodność przez kilka lat była moją
wierną życiową towarzyszką. Nie odstępowała mnie nawet na krok. Budziła
się razem ze mną i razem ze mną zasypiała. Chodziła ze mną do pracy i
zasiadała ze mną w uczelnianej ławce. Czasami wręcz śmialiśmy się z
Mężem, że jest w stosunku do mnie bardziej lojalna i oddana - niż on
sam. W pewnym momencie zdążyłam chyba nawet się z nią "zaprzyjaźnić" - i zaprosić ją kilka razy na
babskie zakupy, ploteczki i piwo...
A mimo to, kiedy któregoś dnia w ramach pewnych uniwersyteckich warsztatów rozwojowych miałam napisać na położonej przede mną kartce, kim jestem - pisałam o sobie jako o kobiecie, żonie, i studentce...Pisałam o molu książkowym i wielbicielce kina skandynawskiego. Pisałam też o nerwusie, dość chwiejnym emocjonalnie wrażliwcu i outsiderce, która podchodzi do siebie i do ludzi ze sporym dystansem i podąża zawsze własnymi ścieżkami...
Nigdzie natomiast nie pojawiło się stwierdzenie "jestem niepłodna" - ponieważ jakoś nie uznałam tego za sprawę kluczową i taką, która stanowiłaby moją istotną cechę, świadczyłaby o mnie jako o człowieku oraz przesądzała o mojej wartości...
A mimo to, kiedy któregoś dnia w ramach pewnych uniwersyteckich warsztatów rozwojowych miałam napisać na położonej przede mną kartce, kim jestem - pisałam o sobie jako o kobiecie, żonie, i studentce...Pisałam o molu książkowym i wielbicielce kina skandynawskiego. Pisałam też o nerwusie, dość chwiejnym emocjonalnie wrażliwcu i outsiderce, która podchodzi do siebie i do ludzi ze sporym dystansem i podąża zawsze własnymi ścieżkami...
Nigdzie natomiast nie pojawiło się stwierdzenie "jestem niepłodna" - ponieważ jakoś nie uznałam tego za sprawę kluczową i taką, która stanowiłaby moją istotną cechę, świadczyłaby o mnie jako o człowieku oraz przesądzała o mojej wartości...
![]() |
| zdjęcie: Internet |
"CZY NIEPŁODNOŚĆ ODBIERA MI GODNOŚĆ?"
Myślę, że nie o samą niepłodność tu chodzi - ale o to, jak osoba niepłodna bywa traktowana przez swoje otoczenie (nie zawsze celowo i świadomie - niekiedy z braku wiedzy, z troski czy w ramach nieudolnie okazywanego wsparcia i współczucia). O to, że dla niektórych znajomych, członków rodziny czy nawet zupełnie obcych, postronnych osób w pewnym momencie sama niepłodna staje się jakby "postacią drugoplanową" i "wątkiem pobocznym". Zdecydowanie bardziej liczy się to, czy już ujrzała te upragnione dwie kreski na teście i czy - kiedy wchodzi do jakiegoś pomieszczenia - wyprzedza ją pękaty, ciążowy brzuch. Ehhh...te wszechobecne naciski i wieczna presja na prokreację...
I tak - odpowiadając na dwa zadane samej sobie pytania -
docieram wreszcie do sedna i do odpowiedzi na pytanie główne,
postawione mi przez organizatorów kampanii.
NIE NAZWĘ TEGO DUMĄ - BO TO CHYBA ZBYT WIELKIE SŁOWO -
ale cieszę się, że nie wstydzę się swojej niepłodności.
Cieszę się, że potrafię zupełnie otwarcie o niej mówić, pisać,
brać udział w tego typu inicjatywach.
Cieszę się, że niepłodność mnie nie definiuje
i nie odbiera mi godności.
Cieszę się, że podchodzę do niej właśnie jak do choroby -
jednej z wielu, które mogły mnie w życiu spotkać
(i w moim odczuciu wcale nie najstraszniejszej ze wszystkich możliwych).
Cieszę się, że potraktowałam ją raczej zadaniowo -
a nie jak jakąś moją życiową tragedię czy wielką martyrologię.
Cieszę się, że niepłodność mnie nie definiuje
i nie odbiera mi godności.
Cieszę się, że podchodzę do niej właśnie jak do choroby -
jednej z wielu, które mogły mnie w życiu spotkać
(i w moim odczuciu wcale nie najstraszniejszej ze wszystkich możliwych).
Cieszę się, że potraktowałam ją raczej zadaniowo -
a nie jak jakąś moją życiową tragedię czy wielką martyrologię.
Cieszę się, że niepłodność nie zachwiała moją wiarą w siebie -
i że nie udało jej się wmówić mi, że jestem kimś gorszym,
mniej zasługującym na szacunek, szczęście i miłość !
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat kampanii,
poznać historie osób walczących z niepłodnością,
podzielić się z nimi własną opowieścią i słowami wsparcia - koniecznie zajrzyj TUTAJ.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat kampanii,
poznać historie osób walczących z niepłodnością,
podzielić się z nimi własną opowieścią i słowami wsparcia - koniecznie zajrzyj TUTAJ.
____________________
Tekst powstał w ramach akcji organizowanej przez kliniki leczenia niepłodności InviMed, które od 16 lat każdego dnia wspierają Polaków w realizacji ich marzenia o dziecku.

