Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 sierpnia 2019

Jestem mamą i piję ciepłą kawę - czyli o tym, że dziecko NIE JEST najważniejsze!

Są stoliki kawowe nowoczesne, klasyczne, skandynawskie i secesyjne. Są takie w stylu retro - oraz bardziej futurystyczne. Są minimalistyczne - a także niezwykle bogato rzeźbione i zdobione. Niezależnie od tego, jakie preferujesz i jaki zajmuje honorowe miejsce w Twoim salonie - każdy z nich wręcz prosi się, by usiąść przy nim choć na chwilę z aromatyczną, gorącą kawą, która z samego rana pobudzi Cię do działania i zapewni Ci energię na cały nadchodzący dzień (lub chociaż na kilka najbliższych godzin, dopóki nie pojawi się jakieś dodatkowe wsparcie ;))

Odnoszę wrażenie, że taka matczyna kawa stała się na przestrzeni ostatnich lat nie tylko bohaterką licznych internetowych memów, ale również SYMBOLEM - oraz w pewnym sensie wykładnią tego, w jaki sposób ustalamy swoje priorytety i jak godzimy bycie mamą z innymi życiowymi rolami.  

jestem mamą piję ciepłą kawę ciepła kawa zimna kawa stoliki kawowe malodesign.pl jak pogodzić rolę matki z innymi rolami macierzyństwo blog rodzicielskiblog parentingowy dziecko nie jest najważniejsze
zdjęcie: www.fr.freepic.com

Wiadomo, że sporo zależy od wieku naszego dziecka, jego charakteru i indywidualnych potrzeb. Jednemu niemowlakowi do zachowania pogody ducha wystarcza sucha pieluszka, pełen brzuszek i zajmująca grzechotka w dłoni - inny natomiast (zwłaszcza ten określany mianem High Need Baby) będzie potrzebował ciągłego noszenia, tulenia i Twojej nieustannej obecności, a każda próba odłożenia go choć na krótki moment do łóżeczka zakończy się autentycznymi spazmami i rozdzierającym płaczem. 

Tutaj akurat nie ma z czym dyskutować - bo na tak wczesnym etapie rozwoju emocje i potrzeby dziecka są najbardziej istotne, a ich zaspokajanie przez rodziców to kwestia kluczowa dla zbudowania bliskości i prawidłowej więzi. Dlatego znam z autopsji i jestem w stanie zrozumieć, że czasami faktycznie w życiu każdej mamy zdarzają się sytuacje podbramkowe i przypominające istny Armageddon - w których wypicie ciepłej kawy, szybki prysznic czy nawet samotna wizyta w toalecie graniczy niemal z cudem...

Niemniej jednak, kiedy słyszę od spotkanej na ulicy znajomej, że ona tej przysłowiowej ciepłej kawy nie wypiła ani razu od ponad trzech lat, nie przespała w całości ani jednej spokojnej nocy, ani razu nie wyszła z domu zupełnie sama (bez dziecka uczepionego kurczowo jej matczynej spódnicy) - to myślę sobie, że ja bym tak po prostu nie potrafiła!
 
Bo wiecie, ja zawsze byłam typem introwertycznego samotnika. Lubiłam wprawdzie spędzać czas w wąskim gronie sprawdzonych znajomych  - ale jednocześnie bardzo ceniłam sobie chwile totalnej alienacji, swobody i przebywania wyłącznie we własnym towarzystwie. Moment pojawienia się  Bąbla oczywiście dużo zmienił i zapoczątkował w naszym życiu prawdziwą rewolucję - lecz moja osobowość nie odmieniła się nagle diametralnie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ! Nadal niesamowicie potrzebuję chwili wytchnienia od reszty świata, spokojnego czasu tylko dla siebie, skupienia się na własnych myślach i wewnętrznych odczuciach. Sądzę zresztą, że każda z nas tego potrzebuje - zwłaszcza w sytuacjach tak zwanego "zmęczenia materiału", kiedy ma się ochotę tylko trzasnąć drzwiami i uciekać gdzie pieprz rośnie od codziennej, rodzicielskiej rutyny!

jestem mamą piję ciepłą kawę ciepła kawa zimna kawa stoliki kawowe malodesign.pl jak pogodzić rolę matki z innymi rolami macierzyństwo blog rodzicielskiblog parentingowy dziecko nie jest najważniejsze
zdjęcie: www.malodesign.pl

Dlatego też jakiś czas temu stworzyłam sobie listę, którą traktuję jak swoją prywatną świętość - 
i realizuję skrupulatnie dla własnego zdrowia oraz komfortu psychicznego. 

Raz dziennie - tytułowa ciepła kawa, wypita niespiesznie i we względnej ciszy. Dużo cukru, jeszcze więcej mleka. Taki mój osobisty rytuał, krótka chwila słodkiego zapomnienia. 

Raz w tygodniu - domowe SPA za zamkniętymi drzwiami łazienki. Wszystkie te pachnące mazidła, kremy i maseczki - przy ulubionej muzyce, dobrej książce i świeczkach, ewentualnie lampce czerwonego wina. (Nie wiem, jak u Was - ale w moim przypadku zadbany wygląd zewnętrzny to dodatkowe 1000 punktów do dobrego samopoczucia i większej pewności siebie!)

Raz w miesiącu - samotny wypad na miasto, wizyta w kinie albo dobrej restauracji.  Nazywam to "randką z samą sobą" - i przynajmniej zawsze mam pewność, że nie rozczaruję się towarzystwem ;) 

Raz na 2-3 miesiące - spotkanie z koleżanką na babskich plotkach, wspólne zakupy i pizza w ulubionej knajpce. (Kate, jeśli to czytasz - będziesz wiedziała, że piszę właśnie o Tobie ;) ) 

Raz w roku - krótkie wakacje bez dziecka, tylko we dwoje. Wiem, że dla niektórych rodziców to pewnie absolutnie nie do pomyślenia - ale osobiście jestem zdania, że skoro w ciągu całego roku zapewniamy naszemu Bąblowi co najmniej kilkadziesiąt lokalnych wycieczek, dalszych podróży w nieznane i najróżniejszych spontanicznych rodzinnych wypadów - to nam też się coś od życia należy i zasługujemy na kilkudniową przerwę, którą wreszcie będzie można nazwać prawdziwym odpoczynkiem ;)

jestem mamą piję ciepłą kawę ciepła kawa zimna kawa stoliki kawowe malodesign.pl jak pogodzić rolę matki z innymi rolami macierzyństwo blog rodzicielskiblog parentingowy dziecko nie jest najważniejsze
zdjęcie: www.legionathletics.com

A teraz jeszcze ta druga, najbardziej kontrowersyjna kwestia
- czyli dlaczego dziecko NIE JEST najważniejsze?

Otóż dlatego, że każda osoba w rodzinie to odrębna jednostka - która jest tak samo ważna i powinna być traktowana na równi z innymi. Każdy z nas ma swoje pragnienia, pasje i zainteresowania, które chce rozwijać. (Nie chciałabym, by moje dziecko kiedykolwiek usłyszało ode mnie: "Musiałam wszystko dla Ciebie poświęcić, całkowicie zrezygnować ze swoich marzeń, stać się męczennicą i cierpiętnicą.") Każdy potrzebuje jakiejś własnej nienaruszalnej przestrzeni, którą pozostali powinni uszanować. Każdy musi też w pewnych sytuacjach nauczyć się czekać na swoją kolej - respektować cudze granice i dać pozostałym szansę na samorealizację. Na tę symboliczną "ciepłą kawę", która czasami po prostu najlepiej smakuje w samotności. Na tę odrobinę zdrowego egoizmu, który w ostatecznym rozrachunku wychodzi wszystkim na dobre.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Zdrowe podejście do macierzyństwa. Mam je - czy tylko mi się wydaje ? ;)

Nawet kiedy jeszcze nie byłam mamą - towarzyszyły mi przeróżne obawy. Czy będę umiała odpowiednio zadbać o dziecko, wychować je na szczęśliwego człowieka, odpowiedzieć trafnie i adekwatnie na wszystkie jego potrzeby ? Czy gdzieś po drodze nie nawalę, nie zafunduję nieświadomie zbędnych traum i kompleksów ? Czy w decydujących momentach pozwolę rozwinąć skrzydła bez ich jednoczesnego podcinania ? Jednak chyba najbardziej obawiałam się, czy nie stracę w tym wszystkim zdrowego rozsądku - i nie stanę się "nawiedzoną maDką roku z pieluszkowym zapaleniem mózgu oraz monopolem na wszechwiedzę..."

Z perspektywy czasu uważam, że - na szczęście - 
macierzyńska sodówa nie uderzyła mi zbyt mocno do głowy. 
 I właśnie o tym dzisiejszy tekst :)

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

1. Nie oczekuję , by wszyscy kochali i ubóstwiali moje dziecko. 

Zdaję sobie sprawę, że choć dla mnie i dla całej naszej rodziny Bąbel jest wspaniały,wyjątkowy, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju - to dla innych jest...po prostu dzieckiem. Jednym z wielu, zupełnie obojętnym - a może nawet niekoniecznie szczególnie uwielbianym. (Sama zresztą też za niektórymi dziećmi nie przepadam i albo odczuwam do nich głęboką niechęć,  antypatię - albo wręcz działają na mnie jak czerwona płachta na byka). Dlatego tym bardziej nie wymagam, żeby ktoś się nad naszym Bąblem nieustannie roztkliwiał, rozczulał - i ćwierkał nad nim godzinami jak nad ósmym cudem świata. Takie zachowanie uważam w sumie za dość żenujące ;) 

2. Potrafię zdobyć się na krytykę wobec samej siebie jako matki -
ale również na wyrozumiałość.

Zdaję sobie sprawę, że jest całe mnóstwo kwestii, w których nawaliłam po całości. Wiele rzeczy mogłam zrobić lepiej, bardziej świadomie i z większym zaangażowaniem - ale nie dysponowałam odpowiednią wiedzą albo byłam po prostu tak skrajnie zmęczona i wycieńczona codziennymi obowiązkami, że postanowiłam trochę "oszukać" i wybrać jakąś wychowawczą drogę na skróty.  Nie biczuję się za to - bo przecież jako matki jesteśmy nadal tylko ludźmi. Nie musimy być we wszystkim doskonałe i nieomylne - a te popularne memy o naszych rzekomych "super-mocach" zwyczajnie mnie śmieszą.

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

3. Nie składam się w ofierze na ołtarzu macierzyństwa. 

Pamiętam o tym, że jestem przede wszystkim sobą, człowiekiem i kobietą - a dopiero potem żoną, matką i wszystkim innym, co z tym związane. Spędzam mnóstwo czasu z Bąblem, staram się poświęcać mu maksimum uwagi i wymyślać całą masę rozwijających, kreatywnych zajęć - ale jednocześnie nie zapominam o sobie i swoich własnych, osobistych potrzebach. Lubię się ładnie ubrać, lubię umalować. Lubię nałożyć sobie maseczkę na twarz i włosy, pobuszować z koleżanką po lumpeksach albo zapaść się miękko w wygodnym fotelu z jakąś dobrą książką i tabliczką ulubionej czekolady. 

Nie uważam, że matka musi być trwale "zrośnięta" ze swoim dzieckiem niczym jego syjamska bliźniaczka. Strasznie szkoda mi wszystkich umęczonych, utyskujących kobiet, które od kilku lat nawet śmieci nie wychodzą wyrzucać same - tylko obowiązkowo z latoroślą uczepioną kurczowo ich nogi lub spódnicy.

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

4. Jako matka nie zawłaszczam sobie więcej przestrzeni publicznej, 
niż mi faktycznie potrzeba. 

Absolutnie nie oburzam się na medialne doniesienia, że powstaje coraz więcej restauracji oraz hoteli typu child free - do których wpuszcza się tylko osoby bez dzieci czy gości powyżej 18. roku życia. Jestem jak najbardziej ZA takimi rozwiązaniami ! Sama też - wyrywając się z domu, wychodząc raz na jakiś czas z mężem czy znajomymi i poszukując odskoczni od swojego macierzyństwa - naprawdę nie mam najmniejszej ochoty znowu znaleźć się w otoczeniu rozbieganych, rozkrzyczanych i rozbrykanych kilkulatków. Uwierzcie mi : w takich momentach to jest OSTATNIA rzecz, jakiej mi potrzeba ! ;) 

Więc skoro istnieje całe mnóstwo lokali przyjaznych dziecku - posiadających wspaniale wyposażone kąciki zabaw, profesjonalnych animatorów i inne rodzicielskie udogodnienia - to nie widzę powodu, by nie mogły powstawać też miejsca zgoła odmienne, o zupełnie innym charakterze : gdzie każdy znajdzie swój cichy, spokojny, bezpieczny i bezdzietny azyl ;)

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

5. Nie przesładzam macierzyństwa. 

Macierzyństwo "rzygające tęczą" - na maksa przesłodzone, ociekające lukrem, posypane kolorową posypką i lśniącym brokatem - nie jest dla mnie ! Absolutnie nie zależy mi na tym, żeby błyszczeć wśród innych matek niczym bajkowy jednorożec na tle zupełnie zwyczajnych, pospolitych klaczy ;) Moim zdaniem taki wizerunek jest do tego stopnia odrealniony, przemyślany, zaplanowany i wyreżyserowany w każdym szczególe - że chyba tylko ktoś o naprawdę niskim poczuciu własnej wartości byłby skłonny nabrać się na taką piękną, sztucznie napompowaną i wykreowaną w Photoshopie otoczkę. 

Moje macierzyństwo jest po prostu różne. Tak różne - jak różne bywają sondaże przedwyborcze, ludzkie gusta czy warunki atmosferyczne w naszym pięknym kraju. Czasem słońce - czasem deszcz. Czasami słodycz małych kochanych rączek oplecionych wokół szyi - a czasem gorycz porażki, że znów się na jakimś wychowawczym polu z kretesem poległo i wróciło "na tarczy", zamiast dumnie dzierżąc ją w dłoni. Czasem spacer po słonecznej łące, śpiew ptaków w koronach drzew i tego typu sielskie obrazki - a czasami z dnia na dzień "zima zaskakuje drogowców". (Czytaj: Młody przechodzi jakiś skok rozwojowy czy inny niewiadomego pochodzenia kryzys,  a ja znowu mam ochotę pierdyknąć drzwiami, zdetonować ładunek wybuchowy i wystrzelić się do Krainy Wiecznej Wolności i Bezdzietności - choć pewnie już za kilka minut umierałabym z dzikiej tęsknoty za tą moją małą, kochaną "Gadziną" ;) ).

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

Moim kluczem do macierzyństwa jest rozsądek, dystans, unikanie skrajności - oraz umiejętność śmiania się z samej siebie. A skoro już mowa o ZDROWYM podejściu - to mam dla Was właśnie coś zdrowego i pysznego ;)  Jeżeli podobnie jak ja nie lubicie PRZESŁADZAĆ - ale chciałybyście sobie od czasu do czasu to macierzyństwo OSŁODZIĆ - polecam Wam polskie ekologiczne słodycze SuperKrówka :

  • wegańskie ;
  • na bazie cukru i mleka kokosowego ;
  • bezmleczne i bezglutenowe - idealne dla alergików ;
  • bogate w błonnik, magnez, potas , cynk i żelazo ;
  • wyprodukowane z surowców pochodzących z upraw ekologicznych ;
  • przetworzone w minimalnym stopniu; 
  • bez syropu glukozowo-fruktozowego ;
  • delikatne i smaczne - a na pewno Was po nich nie zemdli ;) 

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

macierzyństwo - blog rodzicielski - blog parentingowy - blog o adopcji - nie przesładzam macierzyństwa - Super Krówka - zdrowe słodycze - wegańskie słodycze - słodycze bez glutenu - słodycze bez mleka

To jak - skusicie się ? ;)

piątek, 21 września 2018

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !

Mówię stanowcze "NIE" staruszkom - niedoszłym kidnaperkom, które grożą dziecku porwaniem. Nie zgadzam się też na to, żeby obca baba tarmosiła mojego synka za jego "rozkoszne policzki" albo ładowała mu do rączki jakieś niewiadomego pochodzenia łakocie bez pytania mnie o zgodę. Skoro do dorosłej nieznajomej osoby nie podchodzi się na ulicy, by ją wbrew jej woli obmacać, postraszyć albo nakarmić cukierkami - to dlaczego  niektórzy nie potrafią podobnej zasady stosować również wobec cudzych dzieci?!

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.istockphotos.com

NIE RÓB TEGO mojemu dziecku !  

 1. Nie strasz, że je zabierzesz !

Spacerujemy sobie po parku w bardzo przyjemny, słoneczny dzień. Jest nam wręcz sielsko i anielsko - wokół nas w końcu złota polska jesień ! - dopóki zza jednego z drzew nie wyłania się czarny charakter tej historii...

Staruszka. Na oko nieszkodliwa i poczciwa - ale kiedy mija biegnącego alejką Bąbla, nagle rzuca w jego kierunku pewien (pseudo)żarcik.

"Nie biegaj tak szybko, bo Cię zabiorę mamie!"

Na te słowa Młody staje jak wryty - a potem odwraca się i pędzi w moim kierunku, jakby go z procy wystrzelili.

"Mamo, ta pani chce mnie zabrać!" - dyszy bliski płaczu i niebezpiecznie wykrzywia usta w podkówkę.

"Nie ma pani nic innego do roboty poza straszeniem cudzych dzieci?" - pytam zaczepnie, bo w takich sytuacjach jakoś przymykanie oka na sędziwy wiek nie leży w mojej naturze.

"Przecież tylko sobie żartowałam." - obrusza się babcia - "To już nawet pośmiać się człowiekowi nie wolno?"

No takie to było śmieszne, że aż boki zrywać. Zwłaszcza dla mojego nie znającego się na żartach czterolatka, u którego dobry nastrój już dawno diabli wzięli - i który jeszcze następnego dnia nie przestaje wypytywać mnie, dlaczego ta pani z parku chciała go ze sobą porwać...

2. Nie częstuj niczym bez pytania mnie o zgodę !

Temat rzeka... Pani w sklepie... Kobieta na placu zabaw... Jakieś zupełnie randomowe, przypadkowe osoby w miejscach dedykowanych rodzinom z dziećmi...Serio - nie musicie dokarmiać czyichś pociech czekoladą, chipsami i Coca-Colą ! Nie wiecie przecież , czy dziecko nie jest na coś uczulone. Nie wiecie też, czy już zjadło normalny posiłek - i czy w związku z tym wolno proponować mu jakiś średnio wartościowy zapychacz. Każdy rodzic powinien decydować sam, co i w jakich ilościach może jeść jego dziecko. Więc błagam Was - nie uszczęśliwiajcie nikogo na siłę i zostawcie swoje chrupki czy cukierki dla siebie ! (Niech Wam w biodra idą ;) ) 

 3. Nie tarmoś za "rozkoszne policzki" i nie całuj na siłę !

Stoimy w kolejce w supermarkecie. Przed nami następna pani w wieku średnim bardziej zaawansowanym - co chwilę zerka w kierunku Bąbla, puszcza mu oczka, stroi do niego jakieś miny. Początkowo całkiem to sympatyczne - z czasem natomiast robi się ciut męczące i kłopotliwe. A w zupełny szok wbija nas sytuacja, kiedy po zakończonych zakupach wspomniana kobieta zaczyna tarmosić naszego synka za policzek z okrzykiem : "Jaki on przesłodki !" - i jednocześnie usiłuje go w ten policzek pocałować (!)

(Na szczęście Młody wyrywa się z jej objęć i wieje, gdzie pieprz rośnie - a ja myślę sobie, że lekcje samoobrony przydałyby się już nie tylko w konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy...)

wychowanie - rodzina - mama - dziecko - parenting - blog parentingowy - blog rodzicielski - macierzyństwo
źródło grafiki : www.mbtskoudsalg.com

 4. Nie wmawiaj, że różowy jest tylko dla dziewczynek !

O takiej sytuacji pisałam całkiem niedawno na naszym Facebooku. Bąbel wybrał sobie na stoisku różowego kaktusa - natomiast ekspedientka za wszelką cenę usiłowała wyperswadować mu ten wybór jako "zbyt dziewczęcy" (tudzież "za mało męski").

Jak bardzo cieszę się i jak ogromnie jestem wdzięczna, że we własnym dzieciństwie nie spotkałam nikogo, kto próbowałby mnie tak płciowo naprostować ! W przeciwnym razie pewnie nie nauczyłabym się tak wspaniale wspinać po drzewach; nie miałabym tyle frajdy podczas zabaw z moimi kuzynami w wojsko, kowbojów i policjantów ! Pewnie przez całą wczesną młodość  przebierałabym swoje lalki Barbie w kolejne falbaniaste kiecki albo mieszała wyimaginowaną zupę w plastikowym garze - a przyznam szczerze, że żadna z tych czynności jakoś szczególnie mnie nie pociągała ;)

I dlatego niezmiennie jestem zdania - że zabawki i zabawy nie mają płci ! A jeśli Bąbel ma ochotę wozić w wózku lalkę bobasa albo postawić sobie w pokoju lampkę w kształcie jednorożca - absolutnie nie będę stawała na przeszkodzie jego poczynaniom ;) 

 5. Nie nazywaj go "niegrzecznym" - i już Ci tłumaczę , dlaczego.

Wychodzę z założenia, że generalnie dzieci są "grzeczne". To ich zachowanie czasami bywa niewłaściwe - zbyt impulsywne, agresywne, nieadekwatne do sytuacji, wynikające z braku umiejętności poradzenia sobie z niektórymi emocjami. W tym wieku  to zupełnie normalne!  - a więc staram się nie przekładać jakiegoś jednorazowego incydentu na całokształt naszych relacji. 

Jeśli moje dziecko postępuje niewłaściwie - to "niegrzeczne" jest jego ZACHOWANIE, a nie ono samo. Warto umieć te dwie rzeczy rozróżniać - bo inaczej można (zupełnie przypadkiem lub w pełni świadomie) wpoić dziecku bardzo krzywdzące przekonania na temat jego osoby i podkopać to wątłe poczucie własnej wartości, które tak naprawdę dopiero zaczyna się budować...

Poza wszystkim : uwierz, że sama zwrócę mu uwagę - bo nie jestem jedną z tych bezkrytycznie nastawionych i roszczeniowych mamusiek, które czasami faktycznie aż się proszą o zewnętrzną, postronną motywację ;) !

***

Istnieje wprawdzie afrykańskie powiedzenie, że 
" Trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko "...
  
 Ale nie uważacie, że niektórzy ludzie traktują je zbyt dosłownie ? 

Was też wyżej wymienione sytuacje tak irytują ?
Czy może należycie do grona szczęśliwców - i nigdy nie mieliście z nimi do czynienia ? 










czwartek, 15 marca 2018

Solidarność jajników to mit ? - czyli o tym, że kobiety kobietom zgotowały ten los...


Czasami myślę sobie, że powinnam była urodzić się mężczyzną - bo kompletnie nie rozumiem tych babskich przepychanek, krwawych jatek i rozpętywanych raz za razem shitstormów. Niektóre sytuacje z życia codziennego i zaciekłe kobiece dyskusje toczące się w świecie wirtualnym coraz bardziej każą mi wątpić w zasadność idei równouprawnienia. Bo z jednej strony oczekujemy tego równouprawnienia od mężczyzn i walczymy o nie zawzięcie niczym lwice - a z drugiej strony siebie nawzajem nie potrafimy traktować równoprawnie, po ludzku i z należytym szacunkiem...

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn
foto: pinterest.com

Matka matce wilkiem ?
Wygląda na to, że tak ! 

Przypuśćmy , że jesteś (świeżo upieczoną) mamą. Domyślam się, że czasami nieco zagubioną w tej swojej życiowej roli, wiążącej się przecież z ogromnym stresem i odpowiedzialnością. Najprawdopodobniej przeczytałaś już całe stosy poradników oraz artykułów w prasie i Internecie na temat pielęgnacji i wychowania dziecka. Wysłuchałaś też stu tysięcy "dobrych rad" od swojej mamy, babci, teściowej, koleżanki i sąsiadki - a jednak zawsze znajdzie się coś, co nadal będzie Cię nurtowało i spędzało Ci sen z powiek...

A może po prostu brakuje Ci rozmowy z kimś, kto znajduje się w sytuacji bardzo podobnej do Twojej? Może potrzebujesz się wygadać, wywnętrzyć, podzielić własnymi doświadczeniami i wątpliwościami - oraz uzyskać życzliwe, kobiece wsparcie ?

No to teraz opowiem Ci o miejscach, 
gdzie z dużym prawdopodobieństwem tego wsparcia NIE DOSTANIESZ.

Internetowe fora i Facebookowe grupy dla mam -
 idea jakże szczytna i pozytywna w swoich założeniach, 
a jednak w praktyce podczas dołączania do większości takich grup 
na Twoim monitorze powinien pojawiać się poniższy znak ostrzegawczy :

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn

Sama też kilkukrotnie taki błąd popełniłam.  
Zostałam członkiem grupy - a już po kilku godzinach 
uciekałam stamtąd takim pędem, aż unosił się za mną wirtualny kurz ;)

Jeśli karmisz piersią - nazwą Cię tam "chodzącą mleczarnią" i "krową, wywalającą cycki na środku ulicy". Jeżeli mlekiem modyfikowanym - będą wytykać, że krzywdzisz swoje dziecko i kompletnie nie dbasz o jego rozwój. 

Jeżeli jesteś mamą kilkorga dzieci - powiedzą Ci, żeś "patologia". Jeśli natomiast masz w swoim domu jedynaka - zawyrokują, że to przez Twoje lenistwo i wygodnictwo.

Jeżeli swojego dziecka nie szczepisz - zaraz przeczytasz, że jesteś głupia i nieodpowiedzialna. Jeżeli szczepisz - usłyszysz w sumie to samo, tyle że od innych osób i w innym kontekście.

A już nie daj Boże, jeśli rodziłaś przez cesarskie cięcie - bo przecież to w sumie "nie żaden poród,  tylko zwykłe wydobyciny".  Więc może Twoje dziecko nie powinno obchodzić co roku kolejnych urodzin - tylko jakąś Rocznicę Wydobycia albo inny dziwny twór językowy?

Praktycznie każdy temat i każde pytanie jest tam świetnym pretekstem ku temu, by przetoczyła się nad Tobą ogromna gównoburza z piorunami - i by kobiety znajdujące się po drugiej stronie monitora mogły zmieszać Cię z błotem, wytknąć Ci wszystkie Twoje domniemane błędy i spalić Cię rytualnie na symbolicznym stosie wraz w innymi czarownicami.

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn
foto: imgur.com

Z punktu widzenia psychologii -
kobiety to mistrzynie AGRESJI RELACYJNEJ !  
 
Podczas gdy mężczyźni  częściej uciekają się do przemocy fizycznej (która również do niczego dobrego nie prowadzi)  - kobiety dysponują jeszcze bardziej przemyślanym i wyrafinowanym narzędziem, polegającym na rozsiewaniu złośliwych pomówień na temat nielubianej osoby (tudzież osoby, której opinia choć trochę odbiega od tego, co same przyjęły sobie za pewnik). 

"Agresywność relacyjna to tendencja do krzywdzenia innych poprzez utrudnianie lub niszczenie ich relacji społecznych (...) drogą rozsiewania plotek , wykluczania społecznego, ignorowania lub nastawiania innych członków grupy przeciwko danej osobie." [ źródło: TUTAJ ] 

Na potrzeby tego  wpisu spróbowałam przypomnieć sobie  wszystkie  sytuacje, w jakich  kiedykolwiek  w życiu  zostałam skrytykowana, shejtowana czy obrażona  - poczynając od  czasów szkolnych aż do  teraz.  Okazuje  się, że w przytłaczającej większości przypadków krytyka  ta była we  mnie wymierzana przez  inne dziewczynki lub dorosłe kobiety. To  właśnie  one  zawsze  wbijały najostrzejsze  szpile, sączyły  najwięcej  jadu i potrafiły najcelniej trafić w mój  najsłabszy  punkt.

Być może to  właśnie  dlatego w pewnym  momencie  zaczęłam  unikać ich  towarzystwa jak  ognia i spędzać przeważającą część mojego  czasu ze znajomymi  przeciwnej  płci - ponieważ wiedziałam, że  z ich  strony nigdy nie  doświadczę aż tylu  przykrości, fałszu i zawiści.  Zastanówcie  się przez  chwilę, pomyślcie...Czy Wy  też macie  za  sobą takie doświadczenia  - i dochodzicie  do  podobnych wniosków?


foto: www.stepdigest.com

 Czy na grupach adopcyjnych jest ciut inaczej ?
Tylko "CIUT"...

Byłam przekonana, że wśród obecnych i przyszłych mam adopcyjnych panuje jednak nieco cieplejsza atmosfera. W końcu same niejednokrotnie spotykają się z brakiem akceptacji swoich wyborów, społecznym ostracyzmem i alienacją. Kto jak kto - ale akurat one powinny wiedzieć doskonale, czym potrafi być niezrozumienie, pochopne ocenianie i posługiwanie się krzywdzącymi stereotypami, które niewiele mają wspólnego ze stanem faktycznym...Lecz niestety -  mamy adopcyjne też ŻRĄ SIĘ pod niejednym forumowym wątkiem i niejedną facebookową dyskusją niczym wściekłe psy - i licytują o to, kto ma większe prawo do nazywania się matką...

I choć moim zdaniem grupy te czasami niosą ze sobą naprawdę dużą wartość - to jednak tam też coraz częściej daje się zauważyć mnóstwo jadu, hejtu oraz rzucania kamieniami (tudzież kupami) do cudzego ogródka...A smutna prawda wygląda dokładnie tak, jak w tytule : to kobiety kobietom gotują ten los...

"Jak to? Nie próbowałaś wywołać laktacji?! Nie chciałaś dać swojemu adoptowanemu dziecku  WSZYSTKIEGO, CO NAJLEPSZE? Nie biegałaś po wszystkich poradniach laktacyjnych w kraju, nie piłaś ziółek i nie masowałaś cycków jak oszalała, żeby wyprodukować z nich ten magiczny napój bogów i nektar rodzicielskiej miłości? No to powiem Ci - ch** z Ciebie, a nie matka! Nigdy nie będziesz w stanie nawiązać ze swoim dzieckiem silnej , autentycznej więzi !"

 I takie przykłady można tutaj mnożyć naprawdę w nieskończoność...

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn
foto: pinterest.com

 ***

Jestem w tym wpisie ciut wulgarna, wiem. Być może niektórzy z Was mnie za to nie polubią i uznają, że zwalczam hejt - takim samym hejtem ... Tak czy siak - przeraża mnie poziom ludzkiej hipokryzji i zakłamania. Nie ma to jak powtarzać dziecku, że w życiu liczy się szacunek i tolerancja wobec drugiego człowieka - a następnie ciskać obelgami w kogo popadnie w poczuciu własnej RZEKOMEJ anonimowości , wyższości i bezkarności.  Oczami wyobraźni widzę Was - szalone maDki plujące jadem na Fejsie - i wyglądacie tak:

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn

***

A mimo wszystko - nadal wierzę
w JEDEN WSPÓLNY MIANOWNIK MACIERZYŃSTWA.

Ten wspólny mianownik to MIŁOŚĆ DO DZIECKA.  
 
Nieważne, czy karmionego piersią - czy butelką.
Nieważne, czy rodzonego siłami natury - czy przez cesarskie cięcie.
Nieważne, czy z brzuszka - czy z serduszka. 

Bo każda z nas jest inna -
ale każda kocha swoje dziecko tak samo
i chce dla niego jak najlepiej !

A zatem - przestańmy wystawiać swoje macierzyństwo
i dzieciństwo naszych dzieci
na ciągłą , nieustającą LICYTACJĘ !

To nie prowadzi absolutnie do niczego -
poza fermentem i zniesmaczeniem.

matka matce wilkiem, kobiety kobietom zgotowały ten los, równouprawnienie, macierzyństwo, wydobyciny, poród naturalny, cesarskie cięcie, solidarność jajników, adopcja dziecka, z brzuszka, z serduszka, hejt, mama adopcyjna, karmienie piersią, karmienie mm, poród cc, poród sn


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Freelance czy etat ? - rozważania na rozdrożu.


Freelance czy etat ? - oto jest pytanie ! 
Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Z tego, co obserwuję - są to jedne z najczęstszych pytań, zadawanych sobie przez  moje zaprzyjaźnione mamy na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Z jednej strony - chciałybyśmy rozwijać się, spełniać zawodowo, realizować własne kobiece potrzeby i marzenia. Z drugiej natomiast - chcemy też jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi i towarzyszyć im na co dzień , by nie umknęły nam najważniejsze momenty z ich życia. Jaką opcję wybrać ? Co będzie najkorzystniejsze dla nas i dla naszej rodziny? To cholernie trudna i złożona decyzja - której w moim odczuciu towarzyszy wieczne EMOCJONALNE ROZDARCIE...
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Zalety pracy na freelansie .  

1. Sama organizujesz sobie czas pracy. Pracujesz tyle godzin dziennie, ile potrzebujesz. Tak naprawdę nieważne, czy będziesz rozkładać sobie zadania na standardowych osiem - czy uporasz się z nimi w ciągu zaledwie dwóch. W pracy na freelansie liczy się przede wszystkim efekt - a więc zrealizowane zlecenie, napisany tekst, ogarnięty content.  Jeśli wyrobisz się z czymś wyjątkowo szybko - możesz przeznaczyć resztę czasu na to, co sama uznasz za słuszne.  Raczej nie doświadczysz tu sytuacji takiej, jak w pracy etatowej - czyli sztucznego pozorowania różnych zajęć i czynności przed szefem, choć wszystko jest już dawno zrobione i sfinalizowane. Sama jesteś dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem - i nikt nie patrzy Ci w trakcie pracy na ręce !

2. Możesz wykonywać pracę niemal w każdych warunkach. Równie dobrze możesz realizować swoje zlecenia w domu, wcale nie wychodząc z łóżka - jak i w kawiarni na mieście albo na egzotycznej plaży ;) W gruncie rzeczy potrzebujesz tylko komputera oraz internetowego łącza - ponieważ z potencjalnymi zleceniodawcami kontaktujesz się z reguły online; za pośrednictwem maila, komunikatorów lub telefonicznie. Freelance nie koliduje więc chociażby z Twoimi planami podróżniczymi - ponieważ możesz pracować w ten sposób praktycznie z każdego zakątka świata.

3. Praca jest jednocześnie Twoją pasją. Absolutnie nie twierdzę, że praca na etacie wyklucza pasję oraz powołanie! Jednak prawda jest taka, że jako etatowiec najczęściej realizujesz cudze polecenia i cudze wizje - które nie zawsze pozostają w zgodzie z Twoją własną koncepcją i przekonaniami. Jako freelancer wybierasz natomiast to, co naprawdę Cię kręci - i przeprowadzasz działania według własnego pomysłu, jedynie konsultując go z klientami. Poszerzasz swoje horyzonty i rozwijasz kreatywność. Jesteś bardziej twórcza , niż odtwórcza.

4.  Spędzasz więcej czasu w domu, z rodziną. Możesz cały dzień budować z dzieckiem wieżę z klocków albo spacerować z mężem po górach - a dopiero wieczorem przysiąść nad zleceniem, choćby kosztem zarwanej nocy. Najważniejsze, że sama o tym decydujesz - i sama określasz, co jest dla Ciebie priorytetem w danym momencie. Twój czas pracy jest bardziej elastyczny i nienormowany.

5.  Nie masz bezpośredniego kontaktu z ludźmi.  Jeśli lubicie spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi i mieć kontakt face to face - będzie to dla Was raczej wada, niż zaleta. W przypadku mojej osoby - a więc aspołecznej, introwertycznej outsiderki - jest to rozwiązanie wręcz idealne i wymarzone. Obecność współpracowników z reguły mnie rozprasza i stresuje, wprowadza w stan irytacji i konsternacji. Zdecydowanie wolę rozgrywki "jeden na jeden" - a więc ja kontra moje zlecenie.

6. Nie musisz przestrzegać konkretnego dress-code'u. Zdawać by się mogło, że to sprawa dość poboczna i mało istotna - a jednak dla mnie ma ona ogromne znaczenie. Kiedy jeszcze pracowałam w biurze, w dość zamierzchłych czasach - to właśnie dress code był dla mnie jedną z głównych przyczyn największej męki i udręki. Jako freelancer możesz pracować również dobrze w szlafroku i  swojej ulubionej piżamie - jak i w aksamitnej sukience ;) Nic Cię nie ogranicza!

7. Masz większą motywację. Dlaczego ? Ponieważ wiesz, że Twój rozwój i wyniki zależą tylko od Ciebie ! Nikt inny Cię nie wyręczy - odpowiedzialności za swoje błędy i niepowodzenia również nie możesz zrzucić na kogoś innego. Jeśli coś spieprzysz - pretensje kierujesz tylko pod własnym adresem. Jeśli odniesiesz sukces - zawdzięczasz go tylko sobie, a satysfakcja jest ogromna !

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Wady pracy na freelansie. 

1. Przychody nie zawsze są regularne. Zdarzają się miesiące, kiedy zleceń jest multum - i sama nie wiesz, w co masz ręce włożyć. Ale zdarzają się też takie, kiedy telefon głucho milczy, a skrzynka mailowa jest zupełnie pusta - podobnie zresztą jak stan Twojego bankowego konta...

2. Istnieje całe mnóstwo "rozpraszaczy".  Realizujesz dane zlecenie - i nagle przypominasz sobie, że przecież trzeba zrobić pranie. Po drodze ogarniasz jeszcze obiad, mycie podłóg i sprzątanie dziecięcych zabawek - a kiedy po tym wszystkim spoglądasz na zegarek okazuje się, że wyczerpałaś już cały limit czasu, jaki przeznaczyłaś sobie tego dnia na robotę ;)

3. Nie wszyscy traktują pracę na freelansie poważnie. Niejednokrotnie słyszałam już opinie : " A co to właściwie za praca? Przecież jeśli nie wychodzisz z domu - to tak naprawdę wcale nie pracujesz!" Takie błędne myślenie pewnie jeszcze przez długi czas będzie się za pracą freelancera ciągnęło niczym niezbyt przyjemny smrodek - ponieważ dla wielu ludzi nadal praca musi wiązać się właśnie z tym "wyjściem w teren", pomachaniem łopatą albo odbębnionymi godzinami w korpo.

4. Czasami praca na freelansie bywa bardziej absorbująca i zajmuje więcej godzin, niż praca etatowca. Jest to punkt, który nieco koliduje z tymi opisanymi przeze mnie w pierwszej części artykułu (czyli więcej czasu dla siebie i dla rodziny) - ale niekiedy faktycznie tak bywa. Wszystko zależy tak naprawdę od konkretnego zlecenia - bo zdarzają się też takie, które dosłownie spędzają człowiekowi sen z powiek i ciągle jest coś z nimi nie tak, jak trzeba.

5. Jeśli sama się nie zmotywujesz - nikt inny nie zrobi tego za Ciebie ! To fakt. W pracy freelancera nie ma szefa , który poklepie Cię po plecach i powie, że dobrze się spisałaś. Nie ma też ekipy, która da Ci potężnego motywacyjnego kopniaka - i skłoni do tego, żebyś wreszcie porządnie przysiadła nad jakąś zaniedbaną i nie do końca zrealizowaną kwestią.

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Zjeść ciastko - i mieć ciastko ? 

Widać wyraźnie, że każdy rodzaj pracy ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Moim zdaniem nie da się zjeść przysłowiowego ciastka - i jednocześnie je mieć. Każda podjęta decyzja zawodowa  będzie wiązała się zawsze z mniejszymi lub większymi rozczarowaniami, wyrzeczeniami i zawiedzionymi nadziejami. Jeśli nie jest się Billem Gatesem albo Markiem Zuckerbergiem - można jedynie zachować dla siebie jakieś okruszki i cieszyć się nimi, jakby były najlepszym wiedeńskim tortem na świecie ;) 

 ***

Stylizacja :
kozaki - Deichmann (naszyte aplikacje - diy)
aksamitna sukienka - Dresslily
 futrzana kamizelka  - Allegro
 zegarek i biżuteria - Allegro
torebka - Dresslily

poniedziałek, 2 października 2017

Rozwój osobisty na urlopie macierzyńskim - realny cel czy utopia ?


Zdaje się, że to było zaledwie chwilę temu. Tymczasem minęły już ponad 3 lata, odkąd poszłam na urlop macierzyński - i ponad 2 lata od momentu, w którym zdecydowałam się kontynuować opiekę nad Bąblem w domu na urlopie wychowawczym. 

Czy moje wyobrażenia o urlopie macierzyńskim i wychowawczym miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? Czy w 100 procentach pochłonęło mnie wyłącznie dziecko - czy też znalazłam czas na własny rozwój i poszerzanie horyzontów? Jaki to był okres dla mnie i dla całej naszej rodziny - i do jakich wniosków mnie doprowadził ? 


Urlop macierzyński - to nie jest żaden "urlop" :)

Obalmy mity i zweryfikujmy niewłaściwe nazewnictwo. Urlop macierzyński to naprawdę ostra harówa i permanentne zmęczenie - jakiego do tej pory w swoim życiu nie doświadczyłam, nawet zasuwając po 12 godzin dziennie w poprzedniej pracy.

Oczywiście, jest to również harówa całkiem przyjemna i satysfakcjonująca - bo uroczy bezzębny uśmiech jest nam w stanie naprawdę wiele wynagrodzić, a na widok kolejnych postępów naszego dziecka serce aż rośnie ze wzruszenia, a nogi miękną w kolanach... ALE - nadal jest to cholernie ciężka praca, podczas której masz nad sobą najbardziej wymagającego i "roszczeniowego" szefa, jakiego tylko jesteś w stanie sobie wyobrazić ;)

Wariackie dni, nieprzespane noce, załatwianie potrzeb fizjologicznych z niemowlakiem na kolanach, kompletny brak czasu dla siebie, męża i reszty świata - właśnie tak w wielkim skrócie mogłabym podsumować pierwszy rok życia naszego synka. Wszystkie te czynniki razem wzięte stanowią punkt wyjścia dla kolejnej kwestii...


 Urlop macierzyński - wyobrażenia kontra rzeczywistość.
 
Miałam odnośnie macierzyńskiego pewne plany - których nie zrealizowałam wcześniej, rzucając się w wir pracy połączonej ze studiami. Dla przykładu, planowałam zapisać się na jakiś kurs językowy, co to niby "15 minut dziennie przy komputerze wystarczy". Are you kidding me? 15 minut to się mój laptop odpalał - a potem mały Bąbel przebudzony ze snu darł się wniebogłosy i trzeba było lecieć do niego jak do pożaru. I tak kilkanaście/ kilkadziesiąt razy w ciągu jednej nocy. To by było na tyle w kwestii nauki języków ;)

Planowałam też nadrobić zaległości w lekturze - i przeczytać chociaż część książek, piętrzących się na moim prywatnym stosiku przy łóżku. Nie przewidziałam natomiast , że przy małym i wiecznie płaczącym dziecku niekiedy będę chodzić przez cały dzień w piżamie, myć zęby dopiero o 12stej, a włosy - raz w tygodniu. Dlatego też z moich doświadczeń wynika, że...

....Urlop macierzyński to nie jest najlepszy czas na rozwój osobisty.

W moim przypadku cała ta gadka o "rozwoju na urlopie macierzyńskim" okazała się utopią i jednym wielkim pieprzeniem. Nie miałam czasu nawet zjeść i spokojnie się wysikać - a co dopiero się rozwijać w jakikolwiek sensowny sposób. 

Kiedy mąż przejmował stery i zajmował się Młodym - odgruzowywałam z grubsza mieszkanie i siebie. Z całą pewnością nie myślałam wtedy o żadnych kursach czy szkoleniach. 

Kiedy raz na jakiś  czas zostawialiśmy Młodego  z moimi rodzicami lub teściami  - to załatwialiśmy  bieżące  zakupy, wizyty u lekarza i sprawy  urzędowe, a nie biegaliśmy po jakichś tam szkołach tańca, siłowniach, warsztatach garncarstwa czy szydełkowania. 

Kiedy miałam  chociaż  króciutką  chwilę  "wolnego" od synka - to najczęściej  byłam  w stanie tylko uciąć  sobie drzemkę  albo siedzieć bez ruchu i tępo wgapiać się w ścianę.  Na nic więcej  zwyczajnie nie starczało mi siły. 


Moim zupełnie subiektywnym zdaniem - najlepszym sposobem na rozwój na urlopie macierzyńskim jest PO PROSTU SOBIE TEN ROZWÓJ ODPUŚCIĆ. Dać sobie czas. Budować więź z dzieckiem. Towarzyszyć mu. Mieć na uwadze jego potrzeby - ale również swój własny komfort psychiczny. Nie gonić za tym słynnym "rozwojem" za wszelką cenę, kosztem jeszcze większego zmęczenia i poczucia rozdarcia - bo i tak (mówiąc całkiem szczerze) w ciągu kilku czy kilkunastu pierwszych miesięcy jest on raczej mało  realny. Mi w zupełności wystarczało obserwowanie rozwoju mojego dziecka - natomiast mój osobisty mógł trochę poczekać i ustąpić miejsca wszelkim dokonaniom Juniora. 

Co innego urlop wychowawczy...
 
To już była zupełnie inna bajka.  Bąbel coraz starszy i bardziej samodzielny - wykazywał też większą chęć do pozostawania od czasu do czasu pod opieką dziadków. Potrafił zająć się przez chwilę samym sobą, przywykł do jazdy samochodem i wspólnego podróżowania - a więc zaczęliśmy powolutku wracać na dawne tory i kultywować nasz wcześniejszy, aktywny tryb życia. Ja zdecydowałam się na kolejne studia, zaczęłam dorabiać sobie na freelansie i brać drobne zlecenia dla podreperowania naszego domowego budżetu. Od tamtej pory jestem też bardziej obecna w blogosferze - na różnego rodzaju spotkaniach, warsztatach i konferencjach - a i z mężem mamy nieco więcej czasu tylko dla siebie. 
 
ŻADNEGO Z TYCH URLOPÓW ABSOLUTNIE NIE ŻAŁUJĘ. Każdy z nich był dla mnie niesamowicie cenny - ponieważ mogłam być obecna przy najważniejszych momentach w życiu mojego synka i nie musiałam balansować pomiędzy domem a pracą niczym cyrkowy akrobata, poruszający się po wysoko zawieszonej linie. Jestem naprawdę cholernie wdzięczna losowi, że mogłam sobie na to pozwolić.

Jednak to dopiero na urlopie wychowawczym złapałam nowy wiatr w żagle i zaczęłam faktycznie rozwijać się w różnych kierunkach - nadal będąc przy Bąblu, poświęcając mu swój czas i uwagę. 
 
 
 A jak to było / jest w Waszym przypadku?
Czy zdecydowałyście się na któryś z tych urlopów ? A może na oba?
Jakie refleksje Wam w związku z tym towarzyszą ?