Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność to nie wyrok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność to nie wyrok. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2020

Adopcja dziecka a koronawirus, czyli miłość w czasach zarazy...

Wyobraźcie sobie, że właśnie poznaliście swoje dziecko: upragnione, wytęsknione i wyczekane po wielu latach starań, bezskutecznego leczenia, długotrwałych procedur w ośrodku adopcyjnym...Wasze szczęście nie zna granic. Już nie możecie doczekać się, kiedy wreszcie zabierzecie je z placówki do domu, pokażecie mu jego własny dziecięcy pokoik; kiedy w końcu zaczniecie uczyć się siebie nawzajem w normalnych, nieinstytucjonalnych warunkach i kiedy sąd opiekuńczy ostatecznie przypieczętuje decyzję o przysposobieniu...

Tymczasem, pojawia się koronawirus. WHO ogłasza pandemię. W ośrodkach adopcyjnych procedura zostaje wstrzymana, warsztaty oraz konsultacje psychologiczno-pedagogiczne zawieszone, a rozprawy sądowe - odwołane i przełożone na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość (tylko w bardzo nielicznych przypadkach odbywają się zaocznie, bez udziału stron). Dom dziecka podejmuje trudną i odpowiedzialną decyzję, że nie możecie dłużej odwiedzać swojego maleństwa - ponieważ ryzyko jest zbyt duże, by narażać całą placówkę na zakażenie... :(

adopcja dziecka - adopcja a koronawirus - miłość w czasach zarazy - chcemy być rodzicami - niepłodność to nie wyrok - przysposobienie dziecka - blog o adopcji - przemoc domowa w czasie epidemii
foto: pixabay /fujikama

Ta myśl nie daje mi spokoju od kilku tygodni. Doskonale pamiętam czas sprzed sześciu lat - kiedy jeździliśmy do naszego Bąbla codziennie, spędzaliśmy z nim niemal każdą chwilę i już po pierwszym krótkim spotkaniu nie umieliśmy wyobrazić sobie naszego życia bez tego kochanego, małego Człowieczka. 

Łączę się w bólu ze wszystkimi rodzicami adopcyjnymi, którzy obecnie dotkliwie doświadczają właśnie takiego, czarnego scenariusza :( Którzy już zdążyli swoje dziecko poznać, pokochać lub nawiązać z nim chociaż zalążek jakiejś emocjonalnej więzi - lecz zupełnie nagle i niespodziewanie zostało im to odebrane, ze względu na wyższą konieczność. 

Pęka mi serce, kiedy wyobrażam sobie te wszystkie "placówkowe" dzieci - a zwłaszcza starsze, które już sporo pamiętają i po swojemu rozumieją. Jak wytłumaczyć im, że rodzice jednego dnia odwiedzają, tulą i trzymają w ramionach - a już następnego dnia ich nie ma, bo zwyczajnie NIE MOGĄ się pojawić? Jak ukoić ich wielki smutek, ból i samotność? Jak sprawić, żeby kolejne dni oraz tygodnie społecznej kwarantanny nie odbiły się na ich psychice, rozwoju, poczuciu własnej wartości?

adopcja dziecka - adopcja a koronawirus - miłość w czasach zarazy - chcemy być rodzicami - niepłodność to nie wyrok - przysposobienie dziecka - blog o adopcji - przemoc domowa w czasie epidemii
foto: pixabay /fujikama

Poza tym, jest jeszcze druga strona medalu - czyli dzieci nadal przebywające w rodzinach biologicznych, w których (mówiąc delikatnie) nie najlepiej się dzieje. Załóżmy, że wcześniej wobec rodziców toczyło się postępowanie zmierzające do ograniczenia lub pozbawienia praw rodzicielskich, umieszczenia dziecka w rodzinie zastępczej albo innej formie opieki. Obecnie wszystko stanęło na głowie, wszystkie instytucje zostały dotknięte mniej lub bardziej zaawansowanym paraliżem i szczerze mówiąc nie chce mi się wierzyć, że urzędniczy nadzór nad takimi rodzinami jest sprawowany tak, jak być sprawowany powinien.

Tymczasem światowe badania pokazują, że w sytuacjach epidemiologicznych bardzo często mamy do czynienia z eskalacją przemocy domowej. Ofiary są zmuszone spędzać znacznie więcej czasu pod jednym dachem ze swoimi oprawcami, rośnie frustracja i narastają wzajemne konflikty. Nie trzeba nawet zbyt bujnej wyobraźni, by móc przewidzieć, jakie dramatyczne konsekwencje może to za sobą nieść... :(

poniedziałek, 14 października 2019

Jeżeli "nie masz czasu" na warsztaty w ośrodku adopcyjnym - to jak znajdziesz czas dla adoptowanego dziecka?

"Po co mamy jeździć na jakieś warsztaty do ośrodka adopcyjnego? Czy to naprawdę konieczne? Przecież oboje pracujemy, nie mamy czasu i nie będziemy brać wolnego dnia za każdym razem, kiedy trzeba pojawić się w ośrodku. Nie można załatwić tego jakoś "zaocznie" i na odległość? To jakaś bzdura, granda, bezsensowny wymysł urzędników!"

***

Kochani, dzisiaj nie będzie miło i sympatycznie. Kiedy czytam albo słyszę tego typu komentarze lub dostaję na swoją skrzynkę maile praktycznie w całości utrzymane w podobnym tonie - to już mi się naprawdę ulewa. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie chcieliby po prostu pójść do ośrodka adopcyjnego, zostawić tam swoje podanie o dziecko - a potem nie dawać z siebie już absolutnie nic i zmaterializować się ponownie dopiero w momencie, kiedy pojawi się dla nich odpowiednia "propozycja". 

Trochę mnie to dziwi, trochę śmieszy - lecz jeszcze bardziej smuci i przeraża. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego na leczenie niepłodności i starania o ciążę można poświęcać nawet całe długie dekady, pielgrzymując niemal bez przerwy po kolejnych klinikach i lekarskich gabinetach, czekając w wielogodzinnych kolejkach i odkładając "na później" wszystkie inne życiowe plany - natomiast na potrzeby adopcji nie da się wygospodarować nawet jednego popołudnia w tygodniu przez okres ZALEDWIE 3 miesięcy... 

Przecież zarówno na końcu jednej, jak i drugiej drogi - czeka na nas Dziecko.

Czy zatem to biologiczne jest warte 
wszelkich możliwych i będących w naszym zasięgu poświęceń oraz wyrzeczeń -
  natomiast dla tego adoptowanego de facto nie chce nam się ruszyć tyłka
(nawet nie tyle z domu, ile z własnej przytulnej strefy komfortu) ?

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: friesenliesel/pixabay

"Bo sam fakt, że zdecydowaliśmy się na adopcję - to już powinno wystarczyć."

"Bo chcemy dać dziecku nowy dom - a oni będą nas jeszcze prześwietlać, maglować i decydować,
 czy spełniamy jakieś tam wydumane wymogi."

"Bo rodziców biologicznych jakoś nikt z ich rodzicielstwa nie rozlicza 
i nie każe im wygłupiać się na żadnych warsztatach." 

Tak, to poniekąd prawda. Rodziców biologicznych rzeczywiście nikt nie sprawdza i nie kontroluje. Nikt nie bada ich zasobów, wychowawczych kompetencji, poziomu życiowego ogarnięcia, emocjonalnej dojrzałości ani motywacji i gotowości do powołania dziecka na świat. 

I właśnie dlatego tak wiele dzieci przychodzi na ten świat w sposób zupełnie przypadkowy i nieplanowany - w rodzinach niewydolnych, dysfunkcyjnych i patologicznych, które nigdy nie obdarzą swojego potomstwa bezinteresowną miłością ani nie zadbają o zaspokojenie wszystkich jego fundamentalnych potrzeb. 

I właśnie dlatego tak wiele jest dzieci całymi latami krzywdzonych, bitych oraz zaniedbywanych - którym ich rodzice biologiczni zamiast beztroskiego dzieciństwa fundują uraz i traumę na całe życie, a pobyt w placówce opiekuńczo-wychowawczej to dla nich często niemal "wybawienie" w porównaniu z tym, co działo się w ich rodzinnych domach. 

I właśnie z takimi dziećmi oraz z ich trudnymi historiami najprawdopodobniej spotkacie się na swojej adopcyjnej drodze. Z dziećmi, które pomimo bardzo młodego wieku niosą na swoich barkach wielki ciężar i ogromny bagaż doświadczeń. Z dziećmi, w przypadku których sama Wasza gorąca miłość może po prostu nie wystarczyć - bo potrzeba również wielkiej świadomości oraz przynajmniej podstawowej wiedzy o zagadnieniach, jakie omawiane są na adopcyjnym kursie. 

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: andisbilderwerkstatt / pixabay

Dlatego zanim kolejny raz zaczniecie narzekać na wszystkie "durne biurokratyczne procedury" - konieczność uczestnictwa w warsztatach, przechodzenia testów psychologicznych, indywidualnych spotkań z pracownikami ośrodka, a nawet zaleconej dodatkowo terapii małżeńskiej - pomyślcie sobie, że TO WSZYSTKO JEST PO COŚ! 

To wszystko ma pomóc Wam oraz Waszemu Dziecku, poszerzyć Wasze horyzonty i sprawić, że na wiele kwestii spojrzycie z zupełnie innej perspektywy. Takiego przygotowania nie da się po prostu odbębnić i zdobyć na odległość, korespondencyjnie - bez jakiegokolwiek zaangażowania, nakładu pracy i emocji z Waszej strony. 

A przede wszystkim pamiętajcie o tym, że "głównym zadaniem ośrodków adopcyjnych 
nie jest pomaganie rodzinie, której brakuje dziecka - 
lecz znajdowanie optymalnych opiekunów dla dziecka w potrzebie."***

To nie Wy jesteście tutaj na uprzywilejowanej pozycji i na pierwszym planie. 
Im wcześniej to zrozumiecie - tym szybciej będziecie mogli pójść dalej
 z nowym, pozytywnym nastawieniem.  

adopcja - warsztaty w ośrodku adopcyjnym - procedura adopcyjna - adopcja dziecka - niepłodnośc to nie wyrok - adopcja to nie tabu - chcemy być rodzicami
foto: free-photos / pixabay
  
____________________________

*** cytat z filmu "Wymarzony" w reżyserii Jeanne Herry



czwartek, 8 listopada 2018

9 listopada - Światowy Dzień Adopcji / World Adoption Day.


Chyba mało kto w Polsce wie, że  
9 listopada przypada Światowy Dzień Adopcji. 

Kiedy wpiszemy tę datę w wyszukiwarkę - na polskich stronach internetowych pojawi się między innymi Europejski Dzień Wynalazcy, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem czy też...Światowy Dzień Gry Wstępnej (ehhh...) Na temat adopcji - ani słowa... Dopiero tłumacząc hasło na język angielski trafiamy na oficjalną stronę World Adoption Day.org - na której możemy poczytać o głównej idei tego święta oraz o tym, jak obchodzi się je w innych krajach. 

Pomysłodawcą  Światowego Dnia Adopcji jest Hank Fortener - założyciel fundacji non-profit AdoptTogether. Frank sam dorastał w rodzinie, która przyjęła do siebie i wychowywała jako rodzina zastępcza aż 36 dzieci ! Sześcioro z nich ostatecznie adoptowała - a więc Frank zna zagadnienie adopcji od podszewki i doskonale wie, jak wielkie emocje temu towarzyszą. 

adopcja - adopcja dziecka - 9 listopada - Światowy Dzień Adopcji - World Adoption Day - child adoption - adopcja to nie tabu - blog o adopcji

Światowy Dzień Adopcji to przede wszystkim dzień, kiedy rodziny adopcyjne celebrują bycie razem, wspominają swoje pierwsze spotkania z dziećmi i całą długą drogę jaką pokonały, by wreszcie się połączyć. W Ameryce często rodziny zamieszkujące tę samą okolicę umawiają się ze sobą na wspólny, uroczysty posiłek - albo organizują przyjęcia dla swoich adoptowanych dzieci, by uczcić wyjątkowość każdego z nich. 

Oprócz tego jest to również inicjatywa mająca na celu zwiększenie świadomości na temat adopcji, obalenie towarzyszących jej mitów i przekłamań. Angażują się w nią nie tylko sami rodzice adopcyjni , ale również osoby publiczne i celebryci - dzieląc się własnymi wzruszającymi historiami związanymi z adopcją oraz publikując zdjęcia swoich dłoni z namalowanym symbolem uśmiechniętej buźki. 

Jak czytamy na oficjalnej stronie : Publikując znak rozpoznawczy akcji - zwiększasz świadomość na temat 19 milionów dzieci na całym świecie, które nadal czekają na swoje rodziny - i wierzysz, że docelowo każde z nich odnajdzie swój nowy dom.

Nawet jeżeli kwestia adopcji bezpośrednio nas nie dotyczy - a mimo wszystko ta idea jest w jakiś sposób bliska naszemu sercu i chcemy, żeby przestała być postrzegana jako temat tabu, możemy włączyć się w obchody Światowego Dnia Adopcji na kilka różnych sposobów. 

CO MOŻNA ZROBIĆ ? 

1. Opublikować zdjęcie własnej pomalowanej dłoni w swoich social mediach  -
wraz z hashtagami  #WorldAdoptionDay #ŚwiatowyDzieńAdopcji 
#AdopcjaDziecka #AdopcjaToNieTabu 

2. Zostać ambasadorem akcji TUTAJ .
(Aktualnie zarejestrowanych jest 397 ambasadorów z całego świata). 

3. Zachęcam Was również do odwiedzenia profilu World Adoption Day na Facebooku -
by poznać perspektywę rodziców adopcyjnych oraz ich adoptowanych dzieci
i przekonać się na ich przykładzie, że adopcja to nie życiowy dramat ani ostateczność -
tylko piękna droga ku rodzicielstwu, którą warto przejść i celebrować.


poniedziałek, 22 października 2018

Co by było, gdybyśmy nie mieli dziecka? Rozważania o niepłodności i sensie życia.


Być może robiłabym teraz karierę i odnosiła spektakularne sukcesy. Codziennie rano ubierałabym białą bluzkę, idealnie skrojony żakiet i ołówkową spódnicę, układałabym perfekcyjną fryzurę i malowała usta na intensywną czerwień. Zamiast wygodnych balerinek wyciągałabym z szafy niebotycznie wysokie szpilki - natomiast swoje rzeczy nosiłabym w lśniącej eleganckiej aktówce, a nie poupychane po kieszeniach razem z kauczukową piłką, przeżutym wafelkiem i znalezionym na podwórku kamykiem...

A może zupełnie zamknęłabym się w domu, straciła ochotę na jakiekolwiek kontakty z ludźmi, wpadła w depresję, całymi dniami oglądała w telewizji bzdurne, odmóżdżające seriale, piła drinka za drinkiem, użalała się nad sobą i wciąż od nowa przeżywała traumę niepłodności - do tego stopnia, że nawet mój własny pies miałby mnie w końcu serdecznie dosyć...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay

Być może żylibyśmy z Małżem bardzo intensywnie, podróżując do wielu ciekawych zakątków, kosztując w każdym z nich przysmaków regionalnej kuchni i wypełniając swoje albumy egzotycznymi widoczkami, na których tylko my - rodzina "dwa plus zero". Może korzystalibyśmy z życia próbując wszelkich istniejących sportów ekstremalnych, skacząc na bungee albo ze spadochronem, balując do upadłego, wędrując w wesołym towarzystwie od klubu do klubu i wychylając jednym duszkiem szampana, buzującego w nas do spółki z adrenaliną...

A może nasze małżeństwo już dawno przestałoby istnieć, bo nie umielibyśmy żyć tylko we dwoje, codziennie przechodząc setki razy obok zamkniętego na klucz i zupełnie pustego pokoju, który wedle wszelkich planów miał być tym dziecięcym. Może zeżarłyby nas wzajemne pretensje, żale i poczucie winy. Może żylibyśmy nie razem, lecz tylko obok siebie - coraz bardziej od siebie oddaleni, hermetycznie opakowani w dwóch zupełnie innych, odrębnych światach...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay

Być może byłabym bardziej wyspana, wypoczęta i mniej zestresowana. Miałabym więcej czasu na rozwój własnych pasji, pielęgnację urody, zakupy w babskim gronie i wielogodzinne wypady w miasto. W lustrze widziałabym brwi idealnie wyregulowane, włosy bez najmniejszego odrostu, ciało wspaniale opalone i niesłychanie jędrne - wyrzeźbione bieganiem, rowerem, ćwiczeniami z Chodakowską czy treningiem na siłowni...

A może wcale nie miałabym ochoty na to wszystko - i nawet patrzeć na siebie w tym lustrze by mi się nie chciało...Może byłaby we mnie jedynie chęć, żeby rozpieprzyć to szkło i swoje odbicie w drobny mak - by rozsypało się na milion maleńkich kawałków zupełnie tak samo, jak moja krucha, niepłodnościowa psychika...

***

Może nasze mieszkanie przypominałoby to z katalogu Ikei - byłoby na błysk wypucowane, pozbawione odcisków małych łapek na drzwiach i lustrach, bez rozlanego na podłodze soku i ścian pomalowanych wściekle różową kredką. Pewnie na samym środku salonu nie mielibyśmy huśtawki, plastikowego ogrodowego domku, dmuchanego baseniku wypełnionego balonami i kolorowymi piłkami. Nie potykalibyśmy się co chwilę o rozrzucone klocki, samochodziki i całokartonowe książeczki. Nie dzielilibyśmy sofy z pluszowym królikiem, łosiem i dziesiątką innych, usadzonych w rzędzie przytulanek...

A może czulibyśmy się tutaj nie jak w domu - tylko jak w muzeum albo na sklepowej wystawie. I bylibyśmy jak te eksponaty - piękni i odpowiednio ustawieni, ale zupełnie martwi w środku...

niepłodność - bezdzietność - adopcja dziecka - małżeństwo - sens życia - childless - childfree
zdjęcie : pixabay
 
Cholera, nie umiem na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć. 
Nie jestem w stanie przewidzieć i zwizualizować sobie - "co by było, gdyby..." 

Gdybyśmy swego czasu nie zdecydowali się na adopcję
nasze losy mogłyby potoczyć się równie dobrze 
zarówno w jednym, jak i w drugim kierunku...

Najpewniej wcale nie byłoby tak zero-jedynkowo i skrajnie.
Najpewniej z czasem umielibyśmy znaleźć jakiś złoty środek  
pomiędzy wielką tęsknotą za potomstwem, a byciem tylko we dwoje. 

( W końcu zawsze towarzyszyło nam głębokie przekonanie, 
że nasze życie i związek tak czy siak mają głęboki sens -
zarówno z dzieckiem, jak i bez niego ) ... 

Znam też zresztą całkiem sporo par, u których początkowe przymusowe child-less  -
z biegiem czasu ewoluowało i zamieniło się w pełni akceptowalne 
oraz szczęśliwe child-free z wyboru .

 Więc dzisiaj celowo zostawiam ten wpis taki niedokończony i niedopowiedziany -
zwłaszcza dla tych, których temat niepłodności bezpośrednio dotyczy
Niech każdy z Was znajdzie swoją własną, osobistą odpowiedź...

piątek, 3 sierpnia 2018

Adopcja dziecka - czasami miłość nie wystarczy... / "Będziesz moim wszystkim..." - Hanna Barełkowska /


Z czym kojarzy się Wam adopcja dziecka

Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że w masowym przekazie jest to kwestia albo całkowicie pomijana - albo z kolei przedstawiana w dwóch zupełnie nieadekwatnych, skrajnie różnych konwencjach...

Najczęściej mamy do czynienia albo ze wzruszającą do łez, przesłodzoną historią bohaterskich rodziców, którzy swoim heroizmem ratują przed zagładą "biedną sierotkę z domu dziecka" - i żyją potem wspólnie długo i szczęśliwie.... Albo z kolei z krwawą jatką, w ramach której rzekome "złe geny" biorą górę, a podrośnięte adoptowane dziecko nałogowo pije, ćpa, raz za razem popada w konflikty z prawem i biega za adopcyjnymi rodzicami ze świeżo naostrzoną siekierą...

 

STOP ! 

 

Bo ani w całym naszym życiu, ani w adopcji dziecka - nic nie jest tylko czarne lub tylko białe! Pomiędzy powyższymi dwiema skrajnościami jest po prostu PRAWDZIWE ŻYCIE. Słodko-gorzkie. Zawierające w sobie najróżniejsze emocje, niuanse, części składowe, rozebrane do naga uwarunkowania i czynniki pierwsze, całe mnóstwo odcieni szarości i tęczowych kolorów...

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Adopcja dziecka - czasami miłość nie wystarczy...

Nareszcie pojawiła się na rynku wydawniczym książka o adopcji, która nie owija niczego w bawełnę, pokazuje adopcję z tak wielu różnych perspektyw - a jednocześnie nie jest suchą naukową rozprawą ani niezrozumiałym psychologicznym bełkotem. "Będziesz moim wszystkim..." Hanny Barełkowskiej to 10 autentycznych historii adopcyjnych - z których nie każda ocieka słodyczą, brokatem i różowym lukrem...

Często jako świeżo upieczeni rodzice adopcyjni wierzymy, że nasza miłość, pełne zaangażowanie i oddanie wystarczą, by uleczyć w dziecku pewne rany, nagromadzone traumy oraz ewentualne wynikające z nich zaburzenia. Jesteśmy pełni nadziei. Mamy w sobie ogromne pokłady energii, entuzjazmu i rodzicielskiego ciepła. Wydaje się nam , że możemy góry przenosić - i nagle BACH! Lądujemy w jakiejś nieskończonej otchłani dziecięcych deficytów, niezaspokojonych emocjonalnych potrzeb i problemów, które przerastają nawet nasze najgorsze wyobrażenia ...

Jak pokazują niektóre świadectwa adopcyjnych rodziców, zebrane przez Autorkę - zdarza się, że adopcja dziecka zamienia ludzkie życie w koszmar, pasmo porażek i niepowodzeń.  Myślę, że świetnie obrazują to dwa poniższe fragmenty, zaczerpnięte z książki. Z jednej strony - przewodnie motto wybrzmiewające wielką wiarą i nadzieją. A z drugiej - niekiedy okrutna rzeczywistość, sromotne porażki i bolesne rozczarowania...

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Nie bać się adopcji dziecka - to nierozsądne ! 

Myślę, że każdy kandydat na rodzica adopcyjnego w jakimś stopniu się boi. Osobiście też się bałam. Wiedziałam, że będę umiała pokochać "cudze" dziecko jak własne - bo kochałam je na długo przed tym, zanim w ogóle dowiedziałam się o jego istnieniu. A jednocześnie - bałam się o jego rozwój. O to, czy będzie względnie zdrowe. O to, czy rodzice biologiczni nie zafundują mu stresu pourazowego, zespołu RAD, FAS albo innych genetycznych i psychicznych obciążeń (odpukać - póki co zdaje się, że uniknęliśmy tego !) O to, czy jako mama i tata staniemy na wysokości zadania - i będziemy umieli wychować Bąbla na szczęśliwego, pewnego swojej wartości człowieka (akurat ten strach towarzyszy nam nadal - i myślę, że będzie towarzyszył jeszcze przez jakichś kilkanaście najbliższych lat...) 

Książka Hanny Barełkowkiej pokazuje, że adopcja dziecka to tak naprawdę jedna wielka loteria i niewiadoma. I wcale nie chodzi tu o to, by otrzymać propozycję "dziecka idealnego" - w 100% wpisującego się w nasze wyobrażenia i wymagania ! W końcu ośrodek adopcyjny to nie sklep - a dzieci to nie towary czekające na półkach na swoich "szczęśliwych nabywców" ! Chodzi raczej o to, żeby podejść do przysposobienia w sposób dojrzały i wielokrotnie, dogłębnie przemyślany - z pełną świadomością tego, co stać się może (choć absolutnie nie musi!) 

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

 Adopcja dziecka - ilu ludzi , tyle historii.

Historie zawarte w książce są bardzo różne. Dotyczą zarówno rodziców adopcyjnych - jak i zastępczych, prowadzących rodzinne domy dziecka oraz pełniących nad dziećmi pieczę tymczasową. 

Znajdziemy tu opowieści zakończone happy end'em, będące jeszcze w toku i rozgrywające się na oczach Czytelnika - a także te, które nie napawają optymizmem i w których (wedle słów adopcyjnych rodziców)  dziecko bez wahania "poszłoby za obcą osobą, gdyby dostało od niej kromkę chleba lub byle chrupkę". Znajdziemy przykłady niemal natychmiastowego i bezproblemowego wpisania się w nową rodzinę - ale również skrajnie negatywne emocje, zaburzenia więzi i Alkoholowy Zespół Płodowy, będący przyczyną wielu poważnych komplikacji. Znajdziemy rodziców, którzy odnajdują w sobie moc i postanawiają wytrwać mimo wszystko - oraz takich, którzy są już u kresu sił i na skraju załamania nerwowego...

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Jak dawać miłość - kiedy dziecko nie umie jej brać ? 
Jak kochać - kiedy nie dostaje się niczego w zamian ?

"Będziesz moim wszystkim..."  to nie jest książka, którą kartkuje się szybko, lekko i przyjemnie - zwłaszcza kiedy Czytelnik ma względne pojęcie  o tematyce adopcji, zaburzeniach więzi i pewnych destrukcyjnych mechanizmach, które z nich wynikają. To raczej książka, która dla wielu osób może okazać się ogromnym wstrząsem - a dla przyszłych rodziców adopcyjnych LEKTURA OBOWIĄZKOWA ! Mocna, przejmująca, zmuszająca do refleksji, ucząca pokory mogąca diametralnie odmienić ich spojrzenie na pewne kwestie.

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

Będziesz moim wszystkim, Hanna Barełkowska, Aleksandra Pilimon, adopcja dziecka, przysposobienie, oswajamy adopcję, niepłodność to nie wyrok, chcemy być rodzicami, książki o adopcji,

czwartek, 12 lipca 2018

Adopcja trójki dzieci i spotkanie z biologicznym rodzeństwem - historia Pani Joanny.


Po publikacji na łamach bloga ostatniego wywiadu z mamami adopcyjnymi - zgłosiło się do mnie również kilka innych osób, pragnących podzielić się z Wami własnymi historiami. Jedną z nich była Pani Joanna - adopcyjna mama trójki dzieci, której córki kilka lat temu po raz pierwszy spotkały się ze swoim biologicznym rodzeństwem. W niniejszym wpisie to właśnie Jej oddaję głos :)

adopcja dziecka - adopcja trójki dzieci - adopcja rodzeństwa - spotkanie z biologicznym rodzeństwem - niepłodność - niepłodność to nie wyrok - chcemy być rodzicami - niepłodności nie widać - adopcja to nie tabu
foto : pixabay

Adopcja trójki dzieci -
potrójne wyzwanie, ale i potrójne szczęście 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Jest Pani mamą adopcyjną trójki dzieci : 12-letniej Weroniki, 9-letniego Stasia oraz 6-letniej Poli. Dziewczynki są biologicznymi siostrami, natomiast ich brat nie jest z nimi genetycznie spokrewniony. Czy zechce Pani opowiedzieć nam coś więcej o tej wspaniałej Trójce ? :)

Pani Joanna : Weronika została adoptowana, mając 8 miesięcy. Do dziś nosi w sobie dużą obawę o swój los. Ja określam ten stan jako odrzucenie. "Na rozum" wie, że nie ma zagrożenia - ale jednak ciągle coś nad nią wisi. Ma problemy z koncentracją i obniżoną wydolność pamięci krótkotrwałej - a to niesie ze sobą trudności w nauce i podobno jest efektem wysokiego poziomu kortyzolu w życiu płodowym.

Staś został adoptowany w wieku 6 tygodni. To "dziecko idealne" -  aż nazbyt rozsądne (bardziej , niż większość dorosłych). Bezgranicznie uwielbia naszą najmłodszą córkę - i choć nie ma między nimi pokrewieństwa, to tej cudownej relacji mogą im wszyscy pozazdrościć (często nie uświadczysz takiej nawet w genetycznie posplatanych rodzeństwach).

Pola ma obecnie 6 lat - a adoptowana została w 13-stym miesiącu życia. Najdłużej była "w wojsku" - ale jej pewnością siebie, pogodą ducha i bystrością można obdzielić kilka osób. Biologicznie to siostra Wery. I tutaj pojawia się temat genów - bo choć ich rodzice są ci sami, to dzieci już zupełnie różne ! Jedyne, co łączy obie nasze dziewczynki - to słabość układu moczowego i miłość do makaronu :)

adopcja dziecka - adopcja trójki dzieci - adopcja rodzeństwa - spotkanie z biologicznym rodzeństwem - niepłodność - niepłodność to nie wyrok - chcemy być rodzicami - niepłodności nie widać - adopcja to nie tabu
foto : pixabay

 Wpływ genów ? 
Zależy - kto i czego szuka...

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Pani córki mają jeszcze dwie siostry biologiczne, adoptowane przez inną rodzinę...

Pani Joanna: Tak, zgadza się. 9-letnia Maja trafiła do adopcji razem ze swoją 6-tygodniową siostrą, Blanką. Maja ma zespół Aspergera - i dom dziecka zrobił w tym temacie strasznie złą robotę. Ponieważ dziewczynka była trudna i "inna" - umieszczano ją z izolatce. W efekcie przestała mówić i kompletnie zamknęła się w sobie. Co do Blanki - podobnie jak nasza Wera, ma uzdolnienia muzyczne i kompleksy. 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Gdyby miała Pani w jakiś skondensowany sposób podsumować temat genów oraz ich znaczenia w życiu Waszej rodziny - to jakby takie podsumowanie wyglądało ? 

Pani Joanna : W temacie genów - równie wielkie podobieństwa (ale i różnice) można odkryć pomiędzy mną i Panią Jadzią z warzywniaka :) Kwestia, kto i czego szuka. Wera ma moje teksty (nad czym często ubolewam) - oraz mój upór. W najbliższej rodzinie mieliśmy szesnaścioro dzieci - i wszystkie zaprosiliśmy na trzecie urodziny Wery. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że gdyby postawić je w rządku i rzucić hasło, że jedno z nich jest adoptowane - to akurat Wera zostałaby wskazana jako jedna z ostatnich...Zawsze była - i nadal jest - bardzo podobna fizycznie do mojego męża.

adopcja dziecka - adopcja trójki dzieci - adopcja rodzeństwa - spotkanie z biologicznym rodzeństwem - niepłodność - niepłodność to nie wyrok - chcemy być rodzicami - niepłodności nie widać - adopcja to nie tabu
foto : pixabay

Spotkanie z biologicznym rodzeństwem 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Kiedy Pani córki miały 2,5 oraz 6,5 roku - nastąpiło ich pierwsze spotkanie z biologicznymi siostrami. Jak do tego doszło - i jakie emocje wówczas Wam wszystkim towarzyszyły ? 

Pani Joanna : Zostawiliśmy w Ośrodku Adopcyjnym zgodę na przekazanie naszego telefonu osobom, które ewentualnie w przyszłości adoptują rodzeństwo naszych dzieci. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że faktycznie się ono pojawi - ale któregoś dnia zjechała do nas rodzina Blanki i Mai razem z dziewczynkami. 

Wszystkie nasze dziewczyny są różne. To znaczy - każda ma w sobie coś z drugiej, ale w niektórych kwestiach są jednak zupełnie inne. Wszystkie też od zawsze wiedzą o fakcie swojej adopcji - więc spotkanie było dla nas wyłącznie przyjemnością i dało nam wiele wzruszeń. Można powiedzieć, że zyskaliśmy nową, fantastyczną rodzinę :) Do tej pory spędzamy ze sobą uroczystości, długie weekendy, czasami też wakacje. Poprosiliśmy również rodziców Mai i Blanki, by zostali rodzicami chrzestnymi naszej Polki. 

Zabawne jest to, że kiedy zadzwonił telefon z ośrodka adopcyjnego z informacją, że pojawiła się Pola - pierwsze połączenie wykonałam do męża, a drugie właśnie do mamy Mai i Blanki. Powiedziałam jej, że jeśli ja sama stchórzę - to ona może już lecieć do sklepu po Pampersy :)

adopcja dziecka - adopcja trójki dzieci - adopcja rodzeństwa - spotkanie z biologicznym rodzeństwem - niepłodność - niepłodność to nie wyrok - chcemy być rodzicami - niepłodności nie widać - adopcja to nie tabu
foto : pixabay

Jak budować w dziecku adoptowanym poczucie własnej wartości ? 

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Niesamowita historia ! - i myślę, że jest takich znacznie więcej wśród wszystkich rodzin adopcyjnych :) Jednak wracając do innej kwestii...Wspominała Pani wcześniej , że Weronika ma najróżniejsze kompleksy - i że przez cały czas towarzyszy jej poczucie odrzucenia. Proszę powiedzieć - jak powinno się Pani zdaniem budować w dziecku adoptowanym poczucie własnej wartości oraz pomagać mu "sięgnąć gwiazd" ? Czy uważa Pani, że jest to trudniejsze - niż w przypadku dziecka biologicznego ? 

Pani Joanna : Powiem tak...Niektóre dzieci "z przeszłością" w ogóle nie potrzebują jakiegoś szczególnego wsparcia - na przykład nasza Pola czy Staś. Natomiast w przypadku Weroniki nasz sposób polegał na odkryciu dziedziny, w której jest mocniejsza od innych. W dziedzinie tej sukcesy osiąga przy minimalnym wysiłku - za to z wielką radością i przyjemnością nad sobą pracuje. 

No i taki w sumie banał : rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać ! Poświęcać też dziecku dużo czasu "jeden na jeden" - by czuło się dla nas ważne i dostrzegane.

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Co jeszcze poradziłaby Pani przyszłym rodzicom adopcyjnym ? Jaka byłaby taka przewodnia wskazówka dla nich od Pani, z poziomu osoby bardziej doświadczonej w temacie ?

Pani Joanna : Mądrych ludzi oswajać z adopcją, a tych głupich i strachliwych - olewać.  A na koniec chciałabym po prostu pozdrowić serdecznie wszystkich rodziców adopcyjnych - których dzieci nie mogłyby być przecież BARDZIEJ ICH , prawda ? :) Zainteresowani na pewno będą wiedzieli , o czym mówię :)

Karolina / Nasze Bąbelkowo : Dziękuję ogromnie za taką cenną, szczerą rozmowę. Na pewno rozwieje ona wiele wątpliwości - i odpowie na dylematy, w obliczu których spora część rodzin adopcyjnych prędzej czy później stanie !