niedziela, 11 października 2015

10 rzeczy, których nie powinieneś mówić rodzicom adopcyjnym.

1. "Ciekawa jestem, dlaczego jego prawdziwi rodzice go oddali."

Ciekawa jesteś? No cóż, chyba jednak nie zaspokoję Twojej ciekawości. Sama wiem na ten temat bardzo niewiele, a nawet gdybym wiedziała więcej - no sorry, ale to nie Twój zakichany interes.  A tak poza wszystkim to jego PRAWDZIWYCH rodziców masz właśnie przed sobą, a my przecież nie zamierzamy go nikomu oddawać - nawet przez myśl nam to nie przeszło.

2. "Teraz, po adopcji, na pewno się odblokujesz i w końcu zajdziesz w ciążę".

Nie adoptowałam dziecka po to, żeby się "odblokować" - w ogóle nie myślę o tym w takich kategoriach. Kocham swojego synka nad życie i nie jest dla mnie czymś "zamiast" - ani tym bardziej żadnym cudownym antidotum na moją niepłodność. Czasami zwyczajnie nie pamiętam o tym, że swoje życie płodowe spędził w brzuchu innej kobiety i - tak zupełnie szczerze - naturalna ciąża na pewno nie jest na ten moment tym, czego pragnę (zwłaszcza, że bez obu jajników byłaby to misja dość skomplikowana w realizacji). Generalnie wydaje mi się, że zasadniczy sens macierzyństwa to "posiadanie" dziecka, a nie samo bycie w ciąży - nie sądzisz?

3. "Adoptowany? Poważnie?! Ojej, strasznie mi przykro..."

No jasna cholera ! DLACZEGO jest Ci przykro? Dlatego, że mam świetne, kochane i niesamowicie rezolutne dziecko?!  A może dlatego, że wreszcie jestem szczęśliwa, mam się dla kogo starać, a moje życie nabrało sensu?!

4. "A wiesz, słyszałam o jednym adoptowanym chłopcu, który podpalił dom swoim rodzicom / chodził ciągle po śmietnikach / zaczął ćpać w wieku 11 lat / dokonał rytualnego mordu na kocie sąsiadów".

Taaaa ??? No coś Ty ??? Bo ja z kolei słyszałam bardzo podobne historie odnośnie dzieci biologicznych, i to pochodzących z tak zwanych "dobrych domów". Hmmm...no to chyba nie ma reguły, prawda?

5.  "Jesteście wspaniali ! Trzeba mieć naprawdę wielkie serce, żeby przyjąć do siebie cudze dziecko. Wasz Synek to prawdziwy szczęściarz."

Nie jesteśmy wspaniali, ani trochę. Jesteśmy zwyczajnymi, przeciętnymi ludźmi, do których dziecko przybyło po prostu nieco inną, mniej standardową drogą. Żadni z nas superbohaterowie i wcale nie ocaliliśmy "biednej sierotki" przed "bidulem" i deprawacją. Gdyby synuś nie trafił do nas, trafiłby do kogoś innego - niepłodnych par nie brakuje, do ośrodków adopcyjnych ustawiają się coraz dłuższe kolejki. To my jesteśmy wielkimi farciarzami - to on ocalił nas przed kompletnym zgorzknieniem, rozżaleniem i permanentnym przygnębieniem...

6. "W sumie ta adopcja to nie taki głupi pomysł. Fajnie jest dostawać co miesiąc pieniądze od państwa na utrzymanie dziecka."  

Ojej ! To rodzice adopcyjni też coś dostają od państwa? Kurczę, dlaczego ja nic nie wiem na ten temat? Byłam przekonana, że dotyczy to tylko rodzin zastępczych...No nie, chyba ktoś nas nie doinformował i taka gigantyczna kasa przeszła nam koło nosa ! ;)

7.  "No ale przecież nie musisz mówić mu, że jest adoptowany. Wzięliście go, jak był jeszcze malutki, więc i tak niczego nie będzie pamiętał".

I właśnie na tym Twoim zdaniem polega budowanie zaufania i prawidłowych, zdrowych relacji w rodzinie? Na wychowywaniu swojego dziecka od samego początku w kłamstwie i niedomówieniach? Nie wydaje mi się, że lepiej dla niego będzie, jeśli dowie się o tym przypadkiem, od kogoś zupełnie obcego, w najmniej odpowiednim momencie. Przeprowadzać się i zacierać za sobą śladów też nie zamierzam, ani tym bardziej upychać pod sukienką poduszki imitującej stan błogosławiony.

8.  "A nie boisz się tych złych genów? Bo wiesz, to nigdy nic nie wiadomo...Gratuluję odwagi."

Geny to nie wszystko - poza tym wielu ludzi chyba mocno przecenia te własne, "niczym nieskażone". Skąd wiesz, co działo się w Twojej rodzinie jeszcze kilka pokoleń wstecz? A teraz? Naprawdę nie ma w niej żadnego alkoholika, osoby poważnie chorej, nikogo z tendencjami do zaburzeń czy dziwnych zachowań? U siebie określacie to mianem "nieszczęścia" albo "ekscentryczności" -  u mojego dziecka nazwalibyście pewnie "złą mocą" lub "dziełem szatana". A może jednak we własnych szeregach poszukacie jakiejś czarownicy do spalenia na stosie? 

Ja kocham małego człowieka, który codziennie uśmiecha się do mnie ufnie i woła "mamo" - a nie jego chromosomy ani łańcuch DNA. No i czasami wręcz cieszę się, że moje dziecko nie będzie miało genów teściowej - myślę, że to byłaby dla naszej rodziny dużo większa tragedia ;)

9. "To naprawdę nie mogliście mieć swoich dzieci? U nas wystarczyło się porządnie przytulić i proszę - od razu bliźniaki."

Super ! Mimo to powinnaś zdawać sobie sprawę, że są też pary, którym dzieci nie wyskakują jedno po drugim jak króliki z kapelusza iluzjonisty. Bliźniaków gratuluję serdecznie - niestety nawet odrobiny taktu ani empatii pogratulować już nie mogę...

10. "Ale wy to wszystko oczywiście załatwialiście tak całkiem legalnie, prawda?" 

A gdzie tam legalnie ! Podjechaliśmy któregoś dnia pod sierociniec autem bez tablic rejestracyjnych, w czarnych kominiarkach na głowach, z atrapą broni palnej za pazuchą. No wiesz, jak w amerykańskich filmach - w końcu wszystkie procedury są po to, żeby móc je sprytnie obejść ;)


Wszystkie powyższe teksty są w 100% autentyczne. 
Słyszeliśmy je niejednokrotnie na naszej adopcyjnej drodze. 
A czy nie prościej byłoby powiedzieć 
tylko to jedno, jedyne zdanie  :

"Gratuluję, bardzo cieszę się Waszym szczęściem."

???

94 komentarze:

  1. Melduje się! :-)
    Nooo, ludzie to mają tupet... Za to wyobraźni za grosz. I to nie tylko w tym temacie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie wiem, czy to o tupet chodzi, czy o niewiedzę i nieświadomość, czy o głupotę i brak wyczucia u niektórych - być może o wszystkie te rzeczy na raz, ale czasami lepiej byłoby się ugryźć w język niż takie "kwiatki" popełniać ;)

      Usuń
  2. Ja również jestem.
    Dodam tylko jeden tekst od nas, bardzo zapadający w pamięć. Sceneria świąteczna, rodzinna. Informujemy bliskie i ważne nam osoby o naszej decyzji. Mówimy przepełnieni radością i szczęściem o powiększeniu się naszej rodziny w nie wiadomo jakim czasie i co słyszymy, od człowieka którego chcieliśmy wziąć na ojca chrzestnego: "popierdoliło Was!?" Zabolało jak nigdy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie poszedł po bandzie, w szoku jestem...Nadal pozostaje kandydatem na chrzestnego czy jednak zmienicie zdanie?

      Usuń
    2. Wierzę, że zabolało! Nie wiem, jakim trzeba być p... człowiekiem, by komukolwiek tak powiedzieć! Ja chyba nigdy nie wybaczyłabym takiej osobie.
      Moja odpowiedź byłaby tylko jedna "Nas nie, ale Ciebie to na pewno."

      Usuń
    3. W momencie wypowiedzianych słów stracił w moich oczach wszystko. Nie. nigdy nie będzie już brany pod uwagę. Teraz, z perspektywy czasu cieszę się, że padły te słowa bo gorzej by było gdyby został chrzestnym a nam coś by się stało:(

      Usuń
    4. Doskonale Cię rozumiem, Elu. Mój teść też na początku był bardzo anty w stosunku do naszych adopcyjnych planów - namawiał usilnie na in vitro i wciąż powtarzał, że "robimy głupio i bierzemy sobie cudzy kłopot na głowę." Teraz jego podejście do Bąbla zmieniło się diametralnie, robi z siebie super-dziadka i chodzi dumny jak paw, ale ja i tak mam do niego bardzo głęboki uraz i wątpię, czy kiedykolwiek uda mu się zatrzeć to pierwsze, paskudne wrażenie...

      Usuń
    5. Niesamowite jest ile strachu w ludziach siedzi nt dzieci adopcyjnych... Ile glupich przesadow, obaw, egoizmu, poczucia "lepszosci"...

      Usuń
    6. Strach najczęściej bierze się z niewiedzy. My też na początku go odczuwaliśmy - oczywiście nie do tego stopnia, jak w podanych przeze mnie i przez Dziewczyny przykładach ! - ale na szczęście szkolenie w OA rozwiało wszystkie nasze wątpliwości :)

      Chyba rzadko zdarza się w ogóle nie mieć obaw, ale osobiście baliśmy się bardziej o siebie i o to, czy faktycznie pokochamy adoptowane dziecko jak własne. Finalnie okazało się, że te nasze lęki były zupełnie niepotrzebne i bezpodstawne.

      Usuń
    7. Wiesz jak mnie zatkało, opadającą szczękę zbierałam tygodniami. Nie mogłam uwierzyć, że tak się pomyliłam w ocenie. Nawet przez jakiś czas zastanawiałam się czy to faktycznie miało miejsce. Nasze relacje mocno się rozluźniły. Pomimo upływu czasu niesmak mam cały czas:(

      Usuń
    8. Elu, a jak się potem ten Jegomość w stosunku do Was zachowywał? Nie było mu ani trochę głupio? Nie miał nawet cienia wyrzutów sumienia po czymś takim? Przeprosił chociaż?

      Usuń
    9. Nie siedzę w jego głowie więc na 100% ciężko mi powiedzieć co myślał czy czuł. Wydaje mi się, że pewnie potem miał może wyrzuty sumienia bo jak dzwonił to jakoś te rozmowy dziwne były. Widać było, że coś go blokuje ale przepraszam nie padło. I szczerze mówiąc nie czekałam i nie czekam nawet na przeprosiny bo i tak nic by już nie zmieniły. Teraz czasami jak dzwoni lub przyjedzie w odwiedziny (sporadycznie) to pyta jak nasze sprawie czy już coś jest wiadomo i proponuje pomoc w przygotowaniu pokoju dla Iskierki. Tak jak pisałam wcześnie może i coś go gryzie, chce naprawić i zetrzeć złe wrażenia ale ja to mam już gdzieś...

      Usuń
    10. Z opisu wynika, że chyba faktycznie sumienie go ruszyło...Ale co z tego, skoro takie słowa potrafią zaboleć gorzej niż gdyby ktoś Ci nóż w serce władował...Nie dziwię się, że wszystko między Wami się tak "usztywniło" - ale jestem przekonana, że dla swojej Iskierki będziecie mieć najlepszych Chrzestnych, jakich tylko można sobie wyobrazić; i to takich, którzy zaakceptują ją od początku do końca :*

      Usuń
  3. Najlepszy komentarz nt legalnosci adopcji:P Heheheh! Mysleli, ze wykradliscie dziecko z wozka innej kobiety/pary czy ze przewiezliscie je przez zielona granice?:P

    Troche rece opadaja, wiec uwazam, ze akcja ma sens:) Popieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już sama nie wiem, co ta osoba sobie myślała - ale to akurat była pewna pani dość wiekowa i mentalnie zakorzeniona bardzo mocno w poprzedniej epoce, w której wszystko dało się jakoś załatwić "na lewo", więc jej można wybaczyć ;)

      Usuń
    2. Mialam jeszcze napisac, ze fajny nowy look strony:) Zdjecie super, szkoda, ze bez buzki, ale wiadomo czemu. Zycze Ci/Wam samych dobrych wydarzen do opisywania, wiele radosci i milosci w macierzynstwie:)

      Usuń
    3. A dziękuję, dziękuję :) I niech faktycznie tak będzie :)

      Usuń
  4. Jestem!
    Wybacz ma cisze. Jestem z Wami nadal.
    Ciesze sie razem z Wami syneczkiem ktory jest najwiekszym szczesciem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Abby :) Wysłałam Ci prośbę o kluczyk na Twojego bloga, ale nic nie dostałam :/ Wyślij mi proszę zaproszenie na mój nowy adres mailowy: nasze.babelkowo@gmail.com

      Usuń
  5. Bardzo dobrze napisane!! Cześć tych podpunktow przeszliśmy również ja odpowiadałem uśmiechem ;) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja to bardzo różnie odpowiadałam - czasami uśmiechem, a czasami to już nie wytrzymywałam i bluzgiem ;)

      Usuń
  6. Ja też się melduję i mam nadzieję, że moje zaproszenie dotarło :)
    Uśmiałam się, choć z odrobiną goryczy. Każda z nas usłyszała takie teksty nie raz. Ja dodam jeszcze jeden, usłyszany od cioci męża "Najlepiej to weźcie taką sierotkę, żeby nie miało rodziców". Taa.. bo w DD są same biedne dzieci, którym rodzice zginęli w wypadkach samochodowych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zaproszenie jest :)

      To taki śmiech trochę przez łzy, no ale co zrobić...Moja babcia poczęstowała nas kiedyś tekstem bardzo zbliżonym: "Tylko sobie wybierzcie takie dziecko, żeby było z jakiejś dobrej, katolickiej rodziny". Aha, bo to najczęściej właśnie dzieci z takich rodzin do adopcji trafiają - i jeszcze "wybrać" sobie można, przebierać jak w ulęgałkach dosłownie...Niektórym ludziom się wydaje, że ośrodek adopcyjny to supermarket chyba...

      Usuń
  7. Dzień dobry :)
    Aj, pkt 5 - mieliśmy kilka takich komentarzy..... jak mnie to irytuje/irytowało. Szczęście to mamy my, a wspaniałe to są nasze dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :)
      Dokładnie tak - nic dodać, nic ująć :) Dlatego zawsze wyprowadzam z błędu takich gloryfikujących naszą postawę i wpatrzonych w nas jak w obrazek ;)

      Usuń
    2. No i wczoraj akurat leciały "Barwy szczęścia", w których para bohaterów podejmowała decyzję o adopcji dziewczynki znalezionej na śmietniku. Też oczywiście poleciał w ich kierunku tekst "jesteście aniołami" - a ja jakoś nie czuję, by mi po adopcji anielskie skrzydła wyrosły ;) (Choć samo przebywanie z dzieckiem faktycznie uskrzydla, więc może to w tym sensie bardziej ;) )

      Usuń
  8. Teksty tak śmieszne, że wydawałoby się, że zmyślone;) Ehh, ludzie... Pozdrawiam serdecznie:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak zdarzają się nader często - i równie często ich autorami są osoby z bliskiego otocznia, które już przecież zostały przez nas w mniejszym lub większym stopniu wprowadzone w tematykę adopcji...Niestety, niektórzy są niereformowalni ;) Pozdrawiam :*

      Usuń
  9. Po raz kolejny gratuluję Wam wspaniałego syna :) I tego, że nie ma genów teściowej ;)
    Bajko, a nikt Was nie chciał uczyć jak się dzieci robi??? Taki super pomysł Was ominął ?? Niemożliwe.
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za gratulacje (z obu tych okazji) bardzo dziękujemy :) Za zaproszenie do Was również :)

      Natomiast nauka robienia dzieci oczywiście też była - i ja podpięłabym to pod punkt nr 9 (ponieważ po tej wstępnej uwadze odnośnie "porządnego przytulenia" następowała często cała długa lista bardzo szczegółowych porad i sugestii, jak to przytulenie ma faktycznie wyglądać ;) )

      Usuń
    2. To ciężar mi spadł z serca :)
      I nie wyobrażamy sobie, żeby Was u nas miało nie być :*

      Usuń
    3. No to cieszę się bardzo - ja nie wyobrażam sobie z kolei sytuacji w drugą stronę ;)

      Usuń
  10. Hej!
    Ja jestem przed ta droga, Ale już sobie wyobrażam. Teraz ludzie mnie ciągle pytają -czemu nie spróbujcie on vitro? Masakra.. albo jak mówimy o adopcji -wierzę ze będziecie mieć swoje, Ale najlepszy tekst - to jak będziecie mniec swoje to chyba będziecie mogli co oddać....
    Jak to usłyszałam to o zgrozo zaniemowilam
    Jak można dzieci traktować jak rzeczy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas kiedy dostaliśmy pieczę i Bąbel już był z nami w domu, z ust jednego znajomego padło pytanie, czy to tylko tak "na próbę". Bardzo spokojnie i rzeczowo wyjaśniłam mu, że dziecka nie można mieć "na próbę", bo to nie przedmiot i nie oddaje się go potem jak wadliwego towaru do sklepu.

      W miarę czytania kolejnych komentarzy coraz więcej takich tekstów mi się przypomina i w tytule powinno być chyba "20 rzeczy...", zamiast 10...

      Usuń
  11. "to jak będziecie mieć swoje to chyba będziecie mogli go oddać...."
    Najlepiej kolejnej niepłodnej parze.. Może im też uda się po adopcji zaciążyć i mieć "swoje"... Wrrr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak w nieskończoność - a dziecko będzie tak sobie wędrować od domu do domu i popadać w coraz większą traumę...Ale co tam ! Przecież najważniejsza jest jego "wartość terapeutyczna" jako katalizatora przyszłych ciąż...Masakra !

      Usuń
  12. Ładnie tu u Was!
    Co do tekstów- przykro mi :(
    Ludzie są tak spontaniczni w swoich reakcjach, że pewnie sami nie wiedzą jakie głupoty czasem opowiadają. Bo wierzę, że większość z nich nie chce źle...
    Choć przyznam, że niektóre teksty osłabiają po całości.
    Macie wspaniałego Synka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pewnym czasie człowiek się uodparnia i przestają go ruszać takie reakcje, a durne teksy puszcza mimo uszu. Kwestia przyzwyczajenia...

      Dopóki tylko my jako rodzice słyszymy tego typu rzeczy, jest znośnie - natomiast nie wyobrażam sobie co będzie, jeśli dotrą one kiedyś do Bąbla. Chyba będę bić, gryźć i kopać każdego,kto się ośmieli...Choć tak naprawdę gdzieś w głębi duszy wiem, że muszę go na to odpowiednio przygotować, bo jakiś "życzliwy" zawsze się znajdzie...

      Usuń
    2. W moim odczuciu, raczyć dziecko jakimkolwiek z tych, czy podobnych tekstów jest niedopuszczalne, ale... Nie raz przekonałam się, że ja stara i naiwna jestem.
      Pewnie masz rację, dziecko w jakimś stopniu trzeba przygotować, że to się może zdarzyć. Tyle, że... dużo chyba też zależy na jakim etapie swojego życia, od kogo i w jaki sposób może usłyszeć pewne rzeczy. Grunt, żeby czuł się kochany, a wtedy- nawet mimo jakiś emocjonalnych zawirowań, będzie dobrze.

      Usuń
  13. Świetny tekst! Chciałabym mieć taką ciętą ripostę na 10 rzeczy, których nie powinno się mówić parom rozważającym IVF. A jeszcze bardziej bym chciała, żeby ludzie mieli w sobie więcej empatii i zrozumienia lub (w przypadku ich braku) potrafili zatrzasnąć buzię na kłódkę. Cóż... marzenie ściętej głowy;)

    Z punktem 2 spotykam się osobiście dość często. Krzewię wtedy wiedzę, że jak to ujęłaś adopcja nie jest "cudownym antidotum na niepłodność" - to po prostu jedna z dróg do zostania mamą. Czy to do ludzi trafia? Nie wiem. Chciałabym.

    P.S. Bardzo podoba mi się nowy wygląd strony! Już dodaję do ulubionych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, u mnie wiele takich ciętych ripost też przychodziło dopiero po fakcie, bo na początku byłam niektórymi pytaniami i wypowiedziami tak zaskoczona i zbita z tropu, że potrafiłam tylko stać z otwartą gębą ;)

      Słuchając tych wszystkich bredni odnośnie IVF wiesz mniej więcej , na co się przygotować - a zatem pracuj nad własnymi ripostami, pracuj już teraz ;) choć oczywiście mam nadzieję, że wcale nie będziesz miała wielu okazji do ich wykorzystania :)

      Jak dla mnie "najlepsze" jest to, że odnośnie IVF czy adopcji z reguły najgłośniej i najszerzej wypowiadają się te osoby, których problem nigdy nie dotyczył, które nigdy same nie zderzyły się z murem niepłodności i nigdy nie stanęły przed takim trudnym życiowym wyborem...

      Usuń
    2. Stać z otwartą gębą już potrafię;) Masz rację, teraz najwyższy czas zacząć pracować nad ripostami:)

      Usuń
  14. Jestem i ja :-) Dzięki za info!
    Co do tych punktów - to w punkt! I nie mogłam uwierzyć jak doczytałam w komentarzach, że je wszystkie naprawdę uslyszalas!!! Myślałam, że nasze społeczeństwo jakieś bardziej dojrzałe, ale niestety... Smutne to i straszne.
    Owocnego pisania w nowym miejscu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy serdecznie ! :)
      Ja na początku myślałam, że tego typu "perełki" wychodzić będą tylko z ust pewnej wąskiej - niedoinformowanej lub nastawionej wybitnie hejtersko - grupy osób. I byłam naprawdę zdruzgotana i rozczarowana...Niby XXI wiek, a mentalnie - wczesne średniowiecze...

      Usuń
  15. Jestem i ja :) Bardzooooo mi się tu podoba :) :) :)

    Co do postu - nic dodać, nic ująć. A teraz niech idzie w świat i rośnie w siłę, aby kolejnych pokoleń rodziców adopcyjnych takie "teksty" nie dotykały. Amen.

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :)))
      I właśnie dlatego - między innymi - postanowiłam jednak wyjść z ukrycia i dołączyć znów do blogów ogólnie dostępnych . Może coś się komuś rozjaśni dzięki nam wszystkim i naszej pisaninie :)

      Usuń
  16. Moja droga bardzo często słyszę takie same teksty. Identyczne wręcz. Właśnie najbardziej wkurza mnie, gdy ktoś mówi, że teraz się odblokuję i na pewno zajdę w ciążę! Ja tego zupełnie nie rozumiem :/ dziwni są ludzie..
    Każdy z tekstów słyszałam nie raz.. Czasem to po prostu machnę ręką i idę przed siebie.
    Czekam na kolejne wpisy! Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, mnie ten tekst też chyba najbardziej ze wszystkich zawsze doprowadzał do szału ! Po pierwsze dlatego, że ja sama najlepiej wiem, iż w żadną ciążę już nie zajdę. A po drugie dlatego, że adopcja to nie miał być dla nas jakiś cudowny sposób, który nagle odetka mój "korek" ;)

      Usuń
  17. Jestem w ciężkim szoku, że na prawdę latają takie teksty.
    Te o "zachodzeniu po adopcji" i "złych genach" znam z autopsji, kiedy sama poszukiwałam swojej drogi.
    Ale te o "porządnym przytulaniu" czy "oddawaniu" to do prawdy- szampańskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pomyśl sobie Pink, co ci ludzie jeszcze tam innego w głowach mają :) Bo przecież niektórych rzeczy nie wypada głośno powiedzieć - i o tym to już nawet ci mało taktowni wiedzą i się w język gryzą. Jakby się tak naprawdę w 100% w swoich wypowiedziach "otworzyli" - to by dopiero był 'fun' ! ;)

      Usuń
    2. Strach się bać.. ;)
      Dlatego ja informację o IVF również dawkuję wybiórczo :) Bo podobnie to wygląda.

      Usuń
    3. PS. Niedawno usłyszałam: ona nie może być z in vitro, bo taka podobna do rodziców.

      Usuń
    4. A może o to chodziło, że słynnej bruzdy na czole nie ma ani złamań Zelnika ;)

      Usuń
  18. Święta prawda. Koleżanka, która ma adoptowanych synków, podobne teksty słyszała... Ech.
    Oby się nie trafiały Wam! Albo jak najmniej chociaż.

    PS. W "dzieciach po niepłodności" bardzo podobnie tekstowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się nigdy nie trafiły naszym dzieciom - bo to one na tym najbardziej ucierpią...

      Wybacz moje ciemniactwo i ignorancję, ale czym są "dzieci po niepłodności" ? Książką? Bo pytałam wujka Google'a i nie za bardzo chciał mi pomóc... ;)

      Usuń
  19. Jestem zalinkowałam oczywiście już Was:)
    Wiesz ludzie są ludźmi czasem nie myślą co mówią to tak zwana głupota, czasem po prostu z zawiści coś palną a inni z ciekawości. Oby takich ludzi jak najmniej na Waszej drodze. Tekst o teściowej położył mnie na łopatki hi hi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze o zaproszenie poproszę, bo nie dostałam po swojej porannej mailowej prośbie :/ A z nowego maila niestety nie mogę do Ciebie zaglądać :/

      Za tekst o teściowej mój Małż się dziś na mnie obraził, bo w końcu on akurat jej geny ma - na szczęście się jeszcze u niego w pełni nie "ujawniły" hehe ;)

      Usuń
    2. właśnie wysłałam daj znać jak dotrzesz :)

      Usuń
    3. Mam, mam, dostałam ! :) Jak się tylko trochę ogarnę tutaj, to zacznę udzielać się aktywnie również u Ciebie :)

      Usuń
  20. Jak dobrze, że wyszliście z ukrycia i to z takim wpisem na dobry początek. Tekst nr 2 brzmi znajomo. Inne smaczki na szczęście nas ominęły. Dodam tylko jeden: do rozprawy wszystko może się zmienić czyt. jak nie podołacie to można przecież dziecko oddać.
    Pięknie to u Was :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No poważnie? Tylko jeden z dziesięciu? To tylko pozazdrościć, że żyjecie w takiej tolerancyjnej, empatycznej, otwartej i taktownej społeczności ;) Choć z drugiej strony ukryta sugestia zawarta w tym "Waszym" tekście już niestety optymizmem nie napawa i bije wszystko na głowę...

      Usuń
    2. Jeszcze raz usiadłam i przemyślałam temat. I dorzucę jeszcze geny. Ale te wszystkie perełki od jednej osoby, o której piszesz w drugiej części pkt. 8, a która teraz jawi się jako kochana babcia, a ja nie mogę zapomnieć o tekstach, którymi raczyła nas, jak tylko Tygrys się pojawił. Jeszcze mój stryj przejął się sytuacją. On to z tych, którzy znają oczywiście kilka rodzin, w których adopcja się nie udała. Ale jak zgłębiliśmy temat okazało się, że wszystko związane były z ukrywaniem prawdy. Na szczęście więcej przykrości nie doznaliśmy. I oby tak zostało, chociaż najbardziej zależy mi na tym, żeby nie dotknęły je Synka.

      Usuń
    3. Aha, czyli znów teściowa ! No cóż, pozostaje tylko cieszyć się, że przynajmniej teraz jej stosunek się zmienił (choć uraza w głębi duszy pewnie i tak pozostaje).

      Ja osobiście znam jedną historię nieudanej adopcji, ale chyba tylko dlatego, że swego czasu - na początku naszej drogi - bardzo mocno ten temat drążyliśmy i doszukiwaliśmy się. Wszystkie pozostałe - i nam znane - napawają wielkim optymizmem.

      O tej jednej może kiedyś napiszę - ale muszę się w sobie zebrać, bo łatwe to nie będzie...

      Usuń
  21. Jestem :-)
    Bardzo ładna odsłona nowego bloga! I o zdjęciach nie zapominaj, tak fajnie na Was patrzeć :-)
    Co do tekstów w poście, ale i co do całego bloga - ważne, że o tym piszesz, że jesteś głosem i rozsądku i doświadczenia dla innych par.
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :)
      Zdjęć bezie tu pewnie z wiadomych względów już mniej, ale postaram się coś wrzucić od czasu do czasu :)
      Właśnie ostatnimi czasy kilka sytuacji i wydarzeń utwierdziło mnie w przekonaniu, że takie blogi są potrzebne - a że sama od pisania zdążyłam się już uzależnić, to łączę w ten sposób przyjemne z pożytecznym ;)

      Usuń
  22. Melduję się i ja;-)
    U nas padły tyko dwa z dziesięciu - nr 2 i 5. No i chyba z dwa razy słyszeliśmy jeszcze podczas starań to o "nieumiejętnym" zabraniu się do rzeczy;-0
    Pięknie tu u Was w Bąblowy świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło Cię widzieć :)
      2 / 3 na 10 - wynik całkiem niezły ;) Zaczynam myśleć sobie, że my naprawdę w jakiejś dziwnej okolicy mieszkamy, skoro u nas tak mnogo takiego gadania od rzeczy :)
      Pozdrowienia i uściski dla Córci :) :*

      Usuń
  23. My mieszkamy w troche innej rzeczywistości. Na wiadomość o naszy planach nasi tutejsi znajomi płakali ze szczęścia. Ludzie zupełnie nam obcy cieszyli się ogromnie i pytali czy mamy też biologiczne dzieci a adoptujemy bo brakuje nam jakże ważnego puzla do stworzenia kompletnej rodziny. Mój szef obiecał mi przedłużenie płatnie urlopu kiedy będziemy jechać na spotkanie naszej kochanej Iskierki. Rodzice po pierwszych obawach są teraz duzym wsparciem. Oczywiście słyszeliśmy sporo tendencyjnych komentarzy wymienionych przez Ciebie wyżej z ust babć cioć kuzynek. Nie chciałabym generalizować, prosze nie zrozum mnie źle, ale najbardziej bolesne komentarze słyszeliśmy z ust osób mieszkających w Polsce. Mieszkamy w Szwecji i tu adopcja jest po prostu jedną z dróg do macierzyństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że rozumiem Cię doskonale. W Polsce niestety adopcja wciąż jest i chyba jeszcze długo pozostanie właśnie takim tematem tabu, który rodzice adopcyjni (i nie tylko) próbują choć trochę oswoić i odczarować. Oczywiście nie wszyscy i nie w każdym miejscu naszego kraju tak ją postrzegają, ale bardzo dużo brakuje naszemu społeczeństwu do traktowania jej zupełnie naturalnie i bez doszukiwania się sensacji tam, gdzie jej nie ma...Mam nadzieję, że w końcu nastąpi jednak jakiś przełom w tym temacie...

      Usuń
  24. Najlepsze jest to, że dobrze zrobiliśmy bo przynajmniej nam płacą :) Tylko kurcze kto płaci, bo chętnie bym się zgłosiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też :) Dodatkowy zastrzyk gotówki zawsze mile widziany ;)

      Usuń
  25. Świetny post. Szkoda, ze nie wiedziałam o tych dopłatach zdecydowałabym sie od razu na trojaczki:). Nasi bliscy nie raczą nas tymi tekstami, dość dobrze przyjęli naszą decyzję, dalsi znajomi martwią sie o te GENY i pytają mnie o kłopoty wychowawcze. Dość to zabawne, bo dziecko w wieku 1,5 roku, które jeszcze nie mówi, choć ma swoje zdanie raczej wielkich kłopotów nie sprawia... Brak słów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się czasami z M. sarkastycznie śmiejemy, że jak Bąbel kiedyś zacznie sprawiać jakieś większe wychowawcze kłopoty, to przynajmniej winą za to nie obarczy się nas - jako rodziców popełniających błędy - tylko te sławetne "złe geny" ;) Trzeba umieć pewne rzeczy w żart przekuć, bo inaczej człowiek by to tylko odchorował...

      Usuń
  26. Nasze Bąbelkowo :) weszłam z innego bloga... i zobaczyłam tą śliczną główkę i zaraz do Ciebie, o co biega. Już wiem. Ty to jesteś ;)
    Ale powiem Ci, że ja sie rzadko loguję, zaglądam w przelocie, jak teraz czekając na zakończenie zajęć i blogi otwarte odwiedzam, a te zamknięte to od większego dzwonu, wieczorem, gdy mam czas. Dobry ruch dla mnie :)

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Bąblowa czuprynka już taka rozpoznawalna dla niektórych?! ;) Z perspektywy czasu pomyślałam sobie, że mam już dosyć ukrywania się - dla mnie również będzie to spore ułatwienie, bo i tak nadal dostawałam kolejne prośby o udzielenie dostępu.

      Pozdrowienia :)

      Usuń
  27. I ja się melduję i nadrabiam zaległości :)
    Bardzo, bardzo potrzebny wpis!
    Wiele z tych tekstów znam z autopsji, choć jeszcze jestem na etapie oczekiwania (choć i tu zdarzają się niezłe kwiatki :). Strach pomyśleć, co będzie dalej :) A już na 2. mam regularną alergię. Przysięgam - jak jeszcze raz usłyszę, że jak adoptujemy, to na pewno zajdę w ciążę - będę gryźć !!! Wiem, że brak świadomości. Że niecelowo. Ale błagam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam niektóre z tych komentarzy również przytrafiały się jeszcze na etapie oczekiwania - w zasadzie to odkąd tylko poinformowaliśmy najbliższe otoczenie o swoich adopcyjnych planach. Na nr 2 też jestem bardzo przeczulona, bo ludzie z góry zakładają sobie, że ja nadal naprawdę o niczym innym nie marzę, jak tylko o tym, by w tę ciążę zajść (a to nieprawda !). Nie wspominając już o tym, że jestem po usunięciu obu jajników i teraz to już chyba tylko niepokalane poczęcie mogłoby mi się przydarzyć ;) )

      Usuń
  28. Cześć, cieszę sie, ze tu trafiłam :) tez jestem mamą ado. Do serii Twoich "kwiatków" dorzuciłabym jeszcze: "a powiecie mu, ze jest adoptowany?" Na co niezmiennie odpowiadamy - "nie, skąd, liczymy na Ciebie! Oraz "a jesli pózniej zacznie szukać biologicznej rodziny?". Dla nas jedyna opcja to "pewnie zacznie i jak najbardziej wesprzemy go w tym". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie odpowiedzi bardzo dobre, a po tej pierwszej mina rozmówcy musi być bezcenna ;)

      Usuń
    2. Tak, ta pierwsza jest strzałem w dziesiątkę:)

      Usuń
  29. Ludzka głupota i okrucieństwo nie ma granic. Muszę się na te pytania przygotować, bo planujemy z mężem mieć "tyle dzieci, na ile będzie nas stać" :) A stać, więc będziemy chcieli też zaadoptować biedną kruszynkę :) Bardzo się cieszę, że trafiłam na tego bloga. Zostaję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jedna rada - nigdy nie dawajcie odczuć Waszemu dziecku, że jest taką właśnie biedną kruszynką i że cokolwiek Wam zawdzięcza. Równe traktowanie przede wszystkim :)

      Rozgość się, zapraszam :)

      Usuń
  30. Bąbelkowa Mamo! A nie uważasz, że ludzie są po prostu głupi? Takie teksty to nic innego jak tylko głupota. Jeśli mam kulturalnie i grzecznie pisać na dziecinnym blogu to napiszę, że ludzie nie rozumieją sytuacji więc jadą po stereotypach, ale czy mam udawać kogoś kim nie jestem? Jak ja chodziłem z piękną do kliniki, wchodziłem do wiadomego pokoiku z filmami i gazetkami, robiłem to co robiłem, nie dlatego, że nie miałem innej możliwości, ale dlatego, że nie miałem wyboru i przez przypadek przypucowałem się ziomkowi to ten tak mnie wyśmiał, że chciałem się zapaść tylko pod ziemię :P Potem jeszcze kilku ziomków o tym się dowiedziało. Ciekawe od kogo hehe Od tamtej pory urwałem kontakty z ziomkami. Ziomki to tępe dzidy, maczo, prawdziwi faceci z JAJAMI a ja to taka marchewka z jednym małym, połamanym i cienkim korzeniem. Ech co za głupota! Wy kobiety jesteście jakieś nienormalne :P Jak można na takie teksty odpowiadać uśmiechem?!?!? Walić w twarz i edukować tym sposobem. Sztuczne przyzwolenie na głupotę ludzką to robienie ostro pod górkę przyszłym rodzicom adopcyjnym :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, u mnie wcale aż tak grzecznie nie trzeba. Może i bez wulgaryzmów nadmiernych, ale "poprawności politycznej" też nie wymagam ;) Nie wiedziałam, że też masz za sobą przygody w "pokoju uciech" hehe ;) A niektórym facetom to wypadałoby te ich JAJA pourywać i na mózgi powymieniać. No masz rację, nie powinnyśmy się na tego typu teksty godzić.

      Usuń
  31. 3 lata badań, leków, lekarzy i dumna świadoma decyzja o adopcji z pominięciem IVF. Na co ostatnio znajoma pielęgniarka z 30-letnim stażem (która te 3 lata temu kwitowała mnie, że przesadzam z tymi lekarzami) cytuję: "a nie chcecie in vitro bo wiesz że te dzieci nie pochodzą z normalnych rodzin? NIE.... "ale co nie chcecie bo boicie się że urodzi się chore?"- i moja inteligenta odpowiedź bo mnie tak zamurowała, że tylko to byłam w stanie powiedzieć: NIE NIE BOIMY SIĘ BO NIE CHCEMY IN VITRO?!?!? "aha, a w przychodzi mamy taką kobietę, która zaadoptowała dziecko z porażeniem mózgowym i mąż ją zostawiła"- umarłam :):):):):):):):):):):):):) dodam, że ta kobieta ma dzieci: jedno ma problem z posiadaniem "własnego" dziecka, więc już wiem, że do adopcji mamusia nie dopuści chociażby miała zmusić ich do 10 IVF:), a drugie przez jakieś 8 lat nie robiło nic innego tylko paliło gigantyczne ilości marihuany i tylko przypadkiem i zbiegiem okoliczności się ogarnęło- a mama jakimś cudem tego nie widziała- to tak w odniesieniu do NORMALNYCH RODZIN:) Osobiście myślę, że Ci ludzie nam zazdroszczą, że jesteśmy szczęśliwi:) Kiedy odczuwaliśmy traumę z powodu niepłodności czuli się lepiej, bo ktoś miał gorzej niż oni- mogli się litować i nam współczuć, a w domu sobie myśleć- eh dobrze że nam się to nie przytrafiło....a teraz co- my jesteśmy uśmiechnięci, zadowoleni, nakręceni pozytywnie- i jak na to reagować?!??!:) mój mąż mówi, że to są ograniczeni ludzie i powinniśmy im współczuć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku niektórych osób chyba faktycznie coś w tym jest - po prostu lubią mieć poczucie, że coś im w życiu "lepiej" wyszło ;) Choć akurat z tym "lepiej" to - jak sama słusznie zauważyłaś - różnie bywa ;) Nie ma co się przejmować, trzeba po prostu robić swoje, brać ich uwagi bardzo do siebie i...wiadomo gdzie je wsadzać ;)

      P.S. Nasza decyzja o pominięciu IVF też zupełnie świadoma i dobrowolna, niczym nie wymuszona (choć osobiście przeciwko in vitro absolutnie nic nie mam i kibicuję mocno wszystkim, którzy się zdecydowali!)

      Usuń
  32. Cześć! Rewelacyjny blog, a powyższy wpis w ogóle mnie powalił... My z mężem jesteśmy dopiero w trakcie drogi adopcyjnej (w przyszłym miesiącu zaczynamy szkolenia). Póki co reakcje otoczenia są w większości pozytywne, choć też już zdarzyło nam się usłyszeć, że jak adoptujemy, to urodzi nam się "nasze". Mnie się w takich przypadkach ciśnie na usta, że psa też nie urodziłam, a nikt nam nie mówi, że jest "cudzy" ;)
    Przy okazji nieśmiało zapraszam do poczytania mojej pisaniny, choć do Twoich przemyśleń sporo mi brakuje.
    Pozdrawiam!
    http://takie-tam-stozki.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę Wam powodzenia i całego morza cierpliwości na Waszej adopcyjnej drodze (oraz jej jak najszybszego zakończenia :) ) Rzecz jasna już do Ciebie zajrzałam i na pewno rozgoszczę się tam na dłużej, żeby nadrobić wszystkie zaległości w lekturze - jak tylko uda mi się znaleźć jakąś wolną chwilkę, niewypełnioną Bąblem ;)Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  33. Pkt 11:
    Adoptowalas? Takie łatwiejsze rozwiązanie, nie musiałaś znosić trudów ciąży i porodu (autentyk!)
    Gdyby głupota mogła fruwać, osoba która to powiedziała musiałaby się po prostu czymś przyczepić do ziemi żeby nie odlecieć, ech

    Poza tym pkt 5 - wiele razy usłyszałam, a wciąż się gotuje jak slysze

    OdpowiedzUsuń
  34. Kiedyś moja daleka kuzynka mówiła, że sąsiada syn jest w więzieniu, bo go adoptowali, ale miał złe geny i okradał ich, ćpał, włamywał się do domów. Trochę mnie to zdenerwowało i poniosło mnie, bo powiedziałam jej, że ma spojrzeć na swoją rodzinę. Jej bliska ciocia ma synów, którzy skończyli identycznie, a wcale nie była złą matką, niczego im nie brakowało. I jak to wytłumaczyć? Przecież ich urodziła i na co winę zrzucić? Tak się zdarza często i gęsto, ale niestety ludzie najczęściej czepiają się na dzieci z adopcji, bo "geny". Głupota na moje. W ogóle zdziwiona jestem, jak ludzie mogli Wam takie coś mówić. Nie dziwię się, że to mogło Was poruszyć. W takiej sytuacji chyba trzeba powiedzieć wprost, że takie teksty nie są w ogóle taktowne i że sobie nie życzycie.
    "No i czasami wręcz cieszę się, że moje dziecko nie będzie miało genów teściowej - myślę, że to byłaby dla naszej rodziny dużo większa tragedia" - to mnie rozbawiło, ale ja się boję, że moja mała właśnie będzie miała zachowanie po teściowej. Z buzi robi się podobna do D. i jego mamy. Jak pójdzie w charakterek teściówki, to dajcie mi broń palną, a sobie strzelę :D

    OdpowiedzUsuń
  35. z odpowiedzią na 5 pytanie tak nie do końca się zgodzę.
    Uważam, że nie macie powodów, aby umniejszać swojemu czynowi jakim jest adopcja (ale nie jest to tę powód do odnoszenia się z dumą i oczekiwania uznania, żadna przesada nie jest wskazana ;)), ponieważ nie każdy ma tę odwagę z różnych względów. Dla dziecka zrobiliście najwspanialszą rzecz jaką mogliście na tym etapie zrobic dając mu siebie i miłość. I to nie ulega wątpliwości. Ja podziwiam takie osoby, bo poza chęcią "posiadania" dziecka w parze idą tez obawy.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)