czwartek, 30 maja 2019

"Pozbyli się adoptowanego dziecka..." - reportaż Uwaga! TVN i moje spostrzeżenia po jego obejrzeniu.

Miałam pisać dzisiaj o czymś zupełnie innym - ale wczoraj obejrzałam >>> TEN REPORTAŻ 
i jako mama adopcyjna po prostu nie mogę się do niego nie odnieść. 
Serce aż pęka, z wielu różnych powodów...

adopcja - adopcja dziecka - a dopcja to nie tabu - nieudana adopcja - rozwiązanie adopcji - blog o adopcji - reportaż Uwaga TVN o adopcji
foto: pixabay / Free-Photos

Adopcja dziecka to nie jest wizyta w supermarkecie ! Decydując się na nią - przyjmujesz do swojej rodziny nie tylko dziecko, ale również cały bagaż jego doświadczeń (zazwyczaj niewesołych, bardzo trudnych, niejednokrotnie wręcz traumatycznych). Tu nie ma miejsca na opcję: "jak mi się nie spodoba - to zwrócę do placówki i po sprawie"! Dziecko to nie rzecz - nie produkt, który można tak po prostu oddać, oczekiwać rękojmi lub wymiany na "inny model"! Takie podejście jest po prostu niedojrzałe i skrajnie nieodpowiedzialne - a zachowanie dziecka niezwykle często jest jednocześnie jego krzykiem i błaganiem o pomoc.

Po adopcji mogą pojawić się różne choroby czy zaburzenia, o których rodzice wcześniej nie wiedzieli (RAD, FAS itd.) Nie oszukujmy się : ośrodki adopcyjne nie zawsze ujawniają całą prawdę - a czasami po prostu same nie mają takich informacji, bo w placówkach opiekuńczych raczej trudno mówić o kompleksowej diagnostyce. Ale o dziecko chore powinno się walczyć, z całych sił ! - dokładnie tak samo jak o biologiczne, które nagle zachoruje lub dozna uszczerbku na zdrowiu w wyniku jakiegoś wypadku...Szuka się dobrych lekarzy, specjalistów, terapii dopasowanej do potrzeb - a nie porzuca się, nie skazuje ZNOWU (!!!) na samotność i kolejną traumę...

Nie rozumiem, jak można mówić tak zupełnie bez emocji o dziecku, z którym spędziło się przecież kilka lat życia, pod jednym dachem...Jak można go wcale nie odwiedzać, pozbawiać kontaktu z siostrą, wypowiadać się o nim jak o zupełnie obcej osobie...Nie widzę tu miłości, czułości, troski, żadnej więzi - tylko obojętność i totalny uczuciowy chłód...

Przede wszystkim: ta adopcja w ogóle nie powinna mieć miejsca - skoro małżeństwo od samego początku było nastawione pozytywnie tylko do dziewczynki, natomiast chłopca jedynie z trudem "akceptowało" i ewidentnie nie chciało go przysposabiać... W takiej sytuacji ośrodek adopcyjny nie powinien wyrażać zgody nawet na powierzenie pieczy - a już tym bardziej na sfinalizowanie całego postępowania przed sądem. Ktoś tu naprawdę zawiódł proceduralnie - i to na całej linii !

adopcja - adopcja dziecka - a dopcja to nie tabu - nieudana adopcja - rozwiązanie adopcji - blog o adopcji - reportaż Uwaga TVN o adopcji
foto: pixabay / Free-Photos

 Na koniec jeszcze jedna, bardzo gorzka refleksja. 

Po takich materiałach kochające, szczęśliwe rodziny adopcyjne (a zwłaszcza dzieci!) zawsze są pokrzywdzone...Ludzie pamiętają o tej jednej, dramatycznej historii - nie dostrzegając tysiąca innych, zakończonych happy endem...I potem nie ma się w sumie co dziwić, że niektórzy "troskliwi i życzliwi" zadają pytania w stylu : "A nie boisz się, że takie dziecko z patologii któregoś dnia zadźga Cię nożem?" Dlatego nie wiem w zasadzie, czemu ten reportaż miał służyć...Chyba tylko temu, że jego bohaterowie wystawili się na publiczny medialny lincz - natomiast adopcja będzie nadal postrzegana wyłącznie przez pryzmat takich niechlubnych, skrajnych przypadków, co najbardziej odbije się na naszych dzieciach...(Ale grunt, że sensacja jest - i że słupki oglądalności rosną...czyż nie?)

38 komentarzy:

  1. Widziałam ten reportaż. Brak słów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolina, znam podobny przypadek. Rodzice adoptowali rodzeństwo, chcieli co prawdę tylko młodszą dziewczynkę, ale ośrodek nie chciał rozdzielać rodzeństwa. Po 2 latach chcieli "zwrócić" chłopca do ośrodka, bo "robi problemy, ma swoje zdanie i nie chce współpracować". Chłopiec uciekł do klasztoru do sióstr zakonnych - tam szukał pomocy....Potem trafił do pogotowia opiekuńczego. Rodzicie tzw. ludzie dobrze wykształceni - lekarz i stomatolog.
    Najbardziej przeraziła mnie odpowiedź kobiety: "ja jestem skrzywdzona". Oboje powinni być przebadani przez psychiatrę. Dziwię się, że nie maja kuratora - powinni być monitorowani zwłaszcza, że mają jeszcze jedno dziecko. I co to znaczy, że zarabiam na dom a na syna już nie?????? Dlaczego ograniczają kontakt siostry z bratem????
    Oprócz psychiatry i leków powinna być też terapia, powinna cała rodzinna uczestniczyć w terapii. Gdyby był to ich biologiczny syn to na pewno by tak nie postąpili, a tak "oddamy i problem z głowy".
    A ta kobieta dla mnie jest cyniczna.
    Brak słów!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ma swoje zdanie"... - co to w ogóle za argument, by "zwrócić" dziecko? W głowie się nie mieści ! Ja wręcz cieszę się,kiedy synek ma swoje zdanie (choć czasami też irytują mnie te ciągłe negocjacje) - bo to znaczy, że nie jest jakąś bezwolną owieczką i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać!

      Natomiast odnośnie tego "skrzywdzenia" - bohaterom materiału chyba właśnie o to chodziło. Chcieli pokazać się jako osoby pokrzywdzone przez los, które na dodatek muszą ponosić koszta finansowe pobytu chłopca w placówce...Jednym słowem - pragnęli wzbudzić litość. A tymczasem cała sytuacja i (niemal) cała opinia publiczna obróciła się przeciwko nim - więc materiał został już zdjęty, bo wzbudzał zbyt wiele kontrowersji / generował za dużo niepochlebnych komentarzy (ja tak to widzę przynajmniej).

      Terapia dla całej rodziny - w 100% popieram ! I jeszcze odnoszę wrażenie, że często (nie zawsze, ale często!) właśnie takie osoby bardzo wykształcone, na wysokich stanowiskach - są mniej elastyczne i mniej skłonne do zaakceptowania dziecka z deficytami, które w jakiś sposób odbiega od ich idealnej wizji. Ludzie prostolinijni chyba mają z tym mniejszy problem - bo sami nie uważają się za "chodzące ideały" (tak w każdym razie wynika z moich osobistych obserwacji).

      Usuń
  3. Nie widzialam tego reportażu, ale duże wrażenie zrobił na mnie Twój tekst. I zgadzam się, że warto zadać pytanie po co był on pokazany, jaki cel miał osiągnąć. "tylko" wywołanie burzy? czy zwrócenie uwagi na to, że proces adopcyjny ma złe procedury?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i jedno, i drugie... Szkoda tylko, że w adopcji dziecka prawie zawsze poszukuje się niezdrowej sensacji - a bardzo rzadko pokazuje się historie pozytywne, zakończone szczęśliwie ( i one też zapadają w pamięć widza znacznie płycej, niż te podrasowane i odpowiednio zmontowane medialne dramaty).

      Usuń
  4. Ciężka sprawa, adopcja to branie pełnego bagażu na swoje barki, a nie tylko tego, co wydaje się miłe, a jak coś się psuje to nie można zrobić zwrotu w ramach "gwarancji producenta".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde rodzicielstwo takie jest - biologiczne również :) To idealne nie istnieje - no chyba, że na Instagramie ;)

      Usuń
  5. Po tym kilkuminutowym fragmencie, który właśnie obejrzałam, jestem zdruzgotana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również...A jeszcze bardziej po tych komentarzach na profilu TVN - wypisywanych oczywiście przez osoby, które o adopcji nie mają nawet bladego pojęcia, ale jak zawsze wiedzą wszystko "najlepiej" (czyli na przykład - że "adoptowali tylko dla pieniędzy"). Człowiek próbuje uświadamiać, edukować, łamać tabu - a wszystko i tak o kant d***y rozbić :(

      Usuń
  6. Wczoraj Czarodziejska Mama wrzuciła na bloga ten reportaż, a jeszcze dziś targają mną emocje oo jego obejrzeniu.
    Tak bardzo mnie boli fakt adopcji przez tych jak dla mnie oschłych i pozbawionych emocji ludzi. Tak bardzo mnie boli, że ten reportaż jest i będzie pożywką dla tych, którzy uważają, że dzieci adopcyjne to tylko kryminaliści, mordercy, gwałciciele.
    Boli mnie, że ta długa (jak dla nas) procedura adopcyjna w ich przypadku okazała się za krótka, warsztaty bezowocne a spotkania z psychologiem polegające na wzajemnym (podkreślam to słowo) poznaniu takie bez sensu.
    Tu nie zawiódł system. Tu zawalili konkretni ludzie. I to też mnie bardzo boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie pożywką - też tak sądzę. Wprawdzie krytykuje się przede wszystkim tych konkretnych ludzi, a nie samą adopcję / adoptowane dzieci - ale tylko czekać, aż ktoś przytoczy adopcyjnym rodzicom ten reportaż, jako przykład "dziadostwa, w jakie się pakują"... :( W końcu "wzięte z bidula to tylko z siekierami i nożami biegają"... Ehhh... :(

      Usuń
  7. Owszem... Ten chłopiec został bardzo skrzywdzony. I najpewniej było tu wiele złych decyzji... A pierwszą złą decyzją było imo zakwalifikowanie tej kobiety i tego mężczyzny jako kandydatów na rodziców ado...
    Cóż. Nie każdy ma predyspozycje.

    A co do oceny samego programu.
    Tak. Niestety ludzie zapamiętają z niego obraz rodziny adopcyjnej,która okazała się piekłem dla dziecka.
    Niestety tak działają media i taka jest kreowana przez nie rzeczywistość medialna.

    Reportaż o szczęśliwej rodzinie adopcyjnej miałby imo mniejszą oglądalność...
    Programów o normalnych ludziach Kościoła też mało... Widz przecież chce sensacji i paliwa do tego by uruchomić już ukierunkowane emocje.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina adopcyjna , która jest piekłem dla dziecka + dziecko adoptowane, które biega z nożem i zamierza powyrzynać rodziców... Czego chcieć więcej - by adopcja nadal była postrzegana jako "samo zło"? :(



      Usuń
  8. Adopcja wiąże się z tym, że dziecko bierzemy nie raz z bagażem doświadczeń - przeważnie tych złych. Widziałam ten reportaż i szczerze, to bardzo mną wstrząsnął.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic nie wiem na ten temat, nie oglądamy tv. Jednak już po początku Twojego wpisu, krew mi się zagotowała. Szkoda dzieci. Dorośli (nie wszyscy) zawsze doszukują się zła w dzieciach, a to nie dzieci są złe, wszystko ma swoją przyczynę, ale dzieci nie są same winne. Nie wiem jakim potworem trzeba być by raz tak traktować dzieci, do tego już skrzywdzone przez życie, dwa rozdzielać rodzeństwo, trzy kto do tego dopuścił? Masakra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie każda procedura przebiega tak wzorcowo, jakby się tego chciało... :( Ja naprawdę wierzę, że dziecko potrafi sprawić kolosalne problemy, doprowadzić rodziców na skraj załamania nerwowego - ale strasznie mierzi mnie to, że od razu odstawili go do placówki jak jakąś niepotrzebną rzecz, zamiast spróbować powalczyć o jego (oraz własne) szczęście :(

      Usuń
  10. Przeżyli sporo i wierze że po prostu nie byli na to gotowi ośrodek na wstępie postawił ich pod ścianą albo dwoje albo żadne. Chłopiec wymaga pomocy psychologa może i psychiatry. Jak widać rodzice jej nie szukali. Nie dziwi mnie że go oddali i nie umieli poprosić o pomoć smuci mnie brak empati do tego już nie "ich kłopotu". Szokuje mnie fakt że ośrodki adopcyjne nie mają dobrych djagnostyków i psychologów to jest straszne dzieci po przeżyciu takiej trałmy z biologiczną rodziną do dorosłości winne być pod opieką specjalistów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zostali postawieni pod taką ścianą, a do chłopca absolutnie nic nie czuli - ich odpowiedź powinna brzmieć "żadne". Do miłości nie można się zmusić - a chłopiec na pewno odczuwał każdego dnia, że to jego siostra jest ich "oczkiem w głowie".

      Odnośnie diagnostyki - generalnie w Polsce ciężko jest o specjalistów z prawdziwego zdarzenia. Nawet z dzieckiem biologicznym i nienaznaczonym żadną traumą często zanim trafi się do dobrego lekarza, psychologa- najpierw trzeba "zaliczyć" kilkunastu bardzo przeciętnych i niekompetentnych.

      Usuń
    2. Dokładnie tak! Absolutnie nie powinni adoptować tego rodzeństwa! Kiedy oglądałam reportaż i słuchałam opisu zachowań chłopca to od razu zapalała mi się czerwona lampka. Przeciez to klasyczne objawy odrzucenia, wystawianie na próbę, potrzeba dziecka, żeby zapewnić go, że nie tylko siostra jest kochana. To przecież podstawowa wiedza z kursu adopcyjnego! Zdaję sobie sprawę, że w praktyce różnie to wygląda, nic nie jest czarno-białe, ale na litość boską, jak można było do tego doprowadzić.
      Myślę jednak, że reportaż może wywołać pozytywny efekt- rodzice adopcyjni nie muszą tłumaczyć się całemu światu dlaczego decydują się na adopcję, a jesli taka historia ma ich wystraszyć to dobrze. Niech zostaną najbardziej wytrwali- dzieci w domach dziecka "brakuje", nie brakuje rodzin chętnych na adopcję, więc może to będzie przyczynek równiez do tego, żeby zmienić przepisy regulujące pracę ośrodków adopcyjnych, domów dziecka etc...

      Usuń
  11. Nie mieści się w głowie...:-(

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie widziałam reportażu, ale dziecko to nie jest para butów, którą można oddać. To człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w stanie zrozumieć, że rodzice sobie nie poradzili - rozwiązania adopcji zdarzały się, zdarzają i pewnie będą się zdarzać. Ale nie ogarniam tego, że skoro ostatecznie adopcja nie została rozwiązana, a pani przed sądem nie zaprezentowała aż tak drastycznej wersji wydarzeń, jak w telewizji - to mimo wszystko ci ludzie totalnie odcięli się od syna (który nadal nim jest w sensie prawnym), nie próbują w żaden sposób mu pomóc i jeszcze żalą się, że muszą łożyć na jego utrzymanie...Niedojrzałość level hard...

      Usuń
  13. Nie wiem, o jakim reportażu mowa bo nie mam telewizji. Ale to jakie tabu panuje na temat adopcji, przeraża mnie. Są powielane, rożne dziwne stereotypy i tak to innym pokazują. Miałam dwie dobre znajome z domu dziecka, więc wiem jak to wygląda z drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie znam go z telewizji (bo też nie oglądam) - tylko z internetu. Gdyby nie grupa dotycząca adopcji - pewnie bym na niego nie trafiła. Odnośnie stereotypów - to niestety prawda, a walka z nimi to często walka z wiatrakami...

      Usuń
  14. Decyzja o wychowywaniu dziecka jest bardzo ciężka, tym bardziej, jeśli chodzi o adopcję... Ci rodzice najwyraźniej nie wiedzieli do końca, o co chodzi w tym wszystkim... Mam tylko nadzieję, że dzieciom będzie lepiej bez tych osób, a tym ludziom uda się dojść do siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczynka nadal u nich jest - i jestem bardzo ciekawa, jak zareaguje w przyszłości na to, że zupełnie odcięli ją od brata...

      Usuń
  15. Rodzice w materiale nie kryją, że chłopiec potrzebował więcej uwagi, a mimo wszystkiego, otwarcie powiedzieli w materiale, że dziewczynkę woleli bardziej, a jego przygarnęli bo sąd tak sobie zażyczył. W moim odczuciu sąd słusznie określił ich mianem niedojrzałych. Ponadto określają miłość do dzieci obdarowywaniem prezentami czy gotowaniem dla nich. To absurd, żeby tak kategoryzować miłość do dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, adopcja chłopca od początku była "na siłę" - i podyktowana tylko pragnieniem przysposobienia dziewczynki (o czym rodzice sami mówią i do czego się otwarcie przyznają). To w ogóle nie powinno mieć miejsca - bo jeśli decydować się na adopcję, to tylko będąc do konkretnego dziecka w pełni przekonanym, a nie traktując je jako zbędny balast. Tutaj chłopiec był ewidentnie tylko "furtką" do adopcji dziewczynki - a sposoby okazywania miłości faktycznie bardzo...hmmm...specyficzne.

      Usuń
  16. Poryczałam się. Trudno mi uwierzyć, że są ludzie tak bezduszni z kompletnym brakiem empatii i wyobraźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się - bo od momentu obejrzenia materiału też nie mogę przestać o tym myśleć...

      Usuń
  17. czemu ten reportaż miał służyć...? no jak to czemu? temu samemu co zwykle: Misji!
    misja mediów: money money money

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie posiadam słów, ktorych kulturalny człowiek się nie powstydxi, by skomentować zaistniała sytuację. Napiszę tylko: karma wraca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem, jk to skomentoawać, już widzę ktorys z koleji artykuł na ten temat... straszne

    OdpowiedzUsuń
  20. Myślę, znaczy zawsze myślałam, zę dorosli ludzie są odpowiedzialni ale po tym artykule widze, ze niektorzy to sa skrajnie głupi i nie powinni dwcydowac sie na posiadanie rodziny bo tylko krzywdza.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ależ mi przykro teraz... :(
    W zasadzie zawsze mi przykro, kiedy widzę, jak dorośli są nieodpowiedzialni i niedojrzali, a przez ich zachowanie cierpią dzieci... Szkoda słów...

    OdpowiedzUsuń
  22. Samego reportażu nie widziałam, ale czytałam kilka artykułów... Straszne to wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  23. Oglądałam reportaż. Nie mnie oceniać jednak jak usłyszałam, kobieta powiedziała, że dziewczynkę pokochali od razu, a chłopca zaakceptowali, tolerowali. Nie wiem, może to dziecko czuło, że jest mniej kochane i swoim zachowaniem próbowało zwrócić na siebie uwagę? Trudno mi to zrozumieć. Ojciec zapytany, czy gdyby jego rodziny syn tak się zachował też by go się pozbyli- nie wiedział. Odpowiedzi bez emocji, bez współczucia dla tego dziecka. Ciężko i sobie taką sytuację wyobrazić. To dziecko na pewno w swoim sercu cieszyło się, że ma w koncu mamę i tatę, dach nad głową. Strasznie żal mi tego dziecka.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)