"Nie chcę mieć dzieci - czy jestem jakaś dziwna ?" Właśnie po takim pytaniu trafiłaś na mój blog, Droga Czytelniczko. Sprawdziłam to w statystykach - do których nie zaglądam wprawdzie zbyt często, ale czasami mi się zdarza. Powiem Ci zupełnie szczerze, że dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. W moim odczuciu byłabyś zdecydowanie bardziej dziwna, gdybyś nie chciała mieć dzieci - a jednak za wszelką cenę próbowała dopasować siebie i swoje poglądy do oczekiwań innych !
***
Tyle się można nasłuchać i naczytać na temat różnych kategorii matek i nie-matek ! Wystarczy zajrzeć na fora, Facebooka albo wziąć udział w zwyczajnej dyskusji toczącej się między kobietami na placu zabaw, pomiędzy jedną a drugą piaskową babką...
Wedle tych wszystkich wspomnianych wyżej "wyroczni" :
Matki wielodzietne - to z całą pewnością jakaś patologia. Ewentualnie skutek rządowego programu 500+ (nawet jeśli ich dzieci są już na tyle duże, że za czasów ich poczęcia program ów jeszcze wcale nie funkcjonował) ;
Matki jedynaków - są po prostu cholernie wygodnickie , leniwe i myślą tylko o sobie ! Macierzyństwo pewnie je przerosło - i dlatego nie chcą dać swojemu dziecku "najcenniejszego daru", jakim jest rodzeństwo. No i dobrze - będą miały nauczkę! Wychowają rozpuszczonego, zapatrzonego w siebie egoistę!
Ale najgorsza kategoria to kobiety, które wcale nie chcą być matkami - i absolutnie nie mają dziecka w swoich planach. To dopiero wredne france i karierowiczki, dla których bardziej niż rodzina - liczy się praca i sukcesy zawodowe. Nieczule, zimne suki - na które ani trochę nie działa dziecięcy szczebiot, urok i powab...
![]() |
| foto: Sandaro Kids |
Serio ? Naprawdę ktoś tak myśli ?
Piszę to z perspektywy mamy adopcyjnej. Z perspektywy osoby, która przez kilka lat walczyła z niepłodnością, wydała krocie na jej leczenie - a w końcu zapukała do drzwi ośrodka adopcyjnego, żeby odnaleźć swoje upragnione "dziecko z serduszka"...
Piszę to jako mama jedynaka, którą aż telepie na pytania otoczenia : "A kiedy wreszcie dziewczynka do parki?" (Zupełnie tak, jakby posiadanie tej "parki" było jakimś cholernym, ustawowym obowiązkiem każdej z nas...)
Jak można zamykać kobiety w takich ciasnych, krepujących ruchy szufladkach? Jak można przyklejać im etykiety głoszące "patologia", "wygodnicka" czy "zimna suka" tylko i wyłącznie na takiej wątłej podstawie - nie znając zupełnie ich argumentów oraz kontekstu całej sytuacji?!
![]() |
| foto: Sandaro Kids |
Kobieta jest przede wszystkim człowiekiem. Autonomiczną jednostką.
Nie jest narzędziem do spełniania czyichś oczekiwań i jakichś bzdurnych, wziętych z d*** kryteriów.
Ma prawo decydować o tym , ile dzieci chce mieć. Ma prawo mieć ich pięcioro. Ma prawo również podjąć decyzję, że nie chce ich mieć w ogóle.
Ma prawo otoczyć się całym wianuszkiem rozkosznych (lub mniej rozkosznych) berbeci - i nie słyszeć pod swoim adresem durnych tekstów w stylu : "Oooo, pińcet plus idzie !"
Ma też prawo wybrać życie bez dziecka - i czuć się z tym naprawdę znakomicie, realizując się na całym mnóstwie różnych innych obszarów. Bo macierzyństwo jej zwyczajnie nie kręci i nie interesuje. Ot tak, po prostu...
A tymczasem, brak potomstwa nadal bywa społecznie nieakceptowany - natomiast kobieta bezdzietna traktowana jest albo z politowaniem ("bo pewnie niepłodna - i dzieci mieć nie może") , albo z brakiem zrozumienia, albo wręcz z pretensjami i wrogością ("no co to za podła baba, która nie czuje instynktu macierzyńskiego?!")
W oczach niektórych ludzi bezdzietność czyni kobietę niekompletną i niepełnowartościową - natomiast bycie matką uważane jest za jej powinność i rolę, do której jest niejako odgórnie przeznaczona.
![]() |
| foto: Sandaro Kids |
Często już małym, kilkuletnim dziewczynkom wpaja się właśnie takie przekonania - że powinny zostać żonami, matkami, tak zwanymi paniami domu. Każde ich przyszłe ewentualne odstępstwo od tej "normy" zostaje odebrane źle, napotyka na falę krytyki i hejtu. Od samego początku uczy się je tego, że mają wpasowywać się w jakiś określony schemat i model - a szczególnie wyraźne jest to w małych społecznościach wiejskich, gdzie jakakolwiek oryginalność i różnica poglądów wiąże się z ostracyzmem i byciem postrzeganym jako "dziwoląg".
(I kwitnie sobie ta nasza polska SZUFLANDIA w najlepsze - podsycana dodatkowo przez pewne nastroje społeczne i ugrupowania polityczne.)
Tymczasem ja uważam, że to jest wyłącznie ich - KOBIET - indywidualna, osobista decyzja.
Nikomu nic do tego.
Amen.
______________________________________________
P.S. Nie jestem feministką. ;)


