Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabkoland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabkoland. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2016

Relacji z Blogolandu ciąg dalszy, czyli mój list do Blogerki Parentingowej.

Droga Blogerko Parentingowa.

Na pewno słyszałaś już o organizowanym w Rabce wydarzeniu pod hasłem Blogoland (a jeśli nawet nie słyszałaś - to możesz zapoznać się TUTAJ z pierwszą częścią mojej relacji).
 

Na pewno też czujesz się zachęcona, dowiadując się na innych blogach o licznych atrakcjach, jakie zapewnili organizatorzy wszystkim uczestniczkom. Być może zastanawiasz się nawet, czy w przyszłym roku również się tam nie wybrać, nie spróbować swojego szczęścia, nie wypełnić kwestionariusza zgłoszeniowego i nie posłać go pod wskazany mailowy adres.

A ja być może powinnam Ci życzyć, żeby akurat w czasie rekrutacji padło Ci łącze internetowe - bo im mniejsza konkurencja za rok, tym lepiej dla nas ;) Być może powinnam Cię do tego wszelkimi sposobami zniechęcać - ale wówczas musiałabym skłamać, ponieważ wyjazd na Blogoland był jednym z najbardziej udanych rodzinnych wypadów, jakie do tej pory nam się przydarzyły!


A dlaczego zasłużył on sobie na tak pochlebną opinię?
Już opowiadam!

POWÓD NUMER 1. Jeżeli jesteś z daleka, a do Rabki masz (podobnie jak my) kilkaset kilometrów - to aż wyć Ci się będzie chciało, że w pobliżu Twojej miejscowości nie ma takiego świetnego, naprawdę rodzinnego parku rozrywki, jakim jest Rabkoland. 


W większości tego typu miejsc dobra zabawa zaczyna się dopiero w wieku 5+ - natomiast młodsze dzieci mają do dyspozycji jedynie jakąś trzeszczącą karuzelkę, nienaoliwioną huśtawkę albo paskudną ciuchcię już na pierwszy rzut oka grożącą wykolejeniem.

Ale wiesz co? W Rabkolandzie tego typu problem po prostu nie istnieje! - bo przygotowano tam stanowiska dla absolutnie wszystkich dzieci, w każdym możliwym wieku - i każdy członek Twojej rodziny znajdzie tam na pewno coś dla siebie.


Nasz dwuletni Bąbelek upodobał sobie raczej te spokojniejsze, mniej ekstremalne zajęcia. Jego szczególnym zainteresowaniem cieszyły się wszelkie pojazdy na żetony, jeziorko z pontonami i kabaretowe popisy śpiewających warzyw, których piosenki wysłuchaliśmy podczas całego pobytu chyba ze dwadzieścia razy - i do tej pory nawet w domu męczy mnie każdego dnia, żebym odtworzyła mu nagranie, w którym warzywa przekonują dzieci do swoich licznych zalet ;)


W swojej relacji nie mogę pominąć też muzycznej farmy z ruchomymi zwierzętami i Miasteczka Wikingów. Położone nieco na uboczu, w mniej obleganej części Rabkolandu, ale to przecież właśnie tam znajduje się jedna z ulubionych Bąblowych postaci - a mianowicie groźnie wyglądający Wiking zasiadający na swoim "tronie", który wyczynia takie rzeczy, że mniej odporni obserwatorzy mogą poczuć się nawet nieco zgorszeni ;) 


Osobnikom najbardziej spragnionym mocnych wrażeń wysoki poziom adrenaliny z pewnością zafundują chociażby karuzele takie, jak ta (w której tylko ja odważyłam się zrobić kilka rundek, podczas gdy moi Mężczyźni obserwowali jej szaleńczą jazdę z bezpiecznego i odpowiednio oddalonego miejsca ;) )  


Najpiękniejsze panoramy podziwiać mogliśmy natomiast z diabelskiego młynu, który wynosi swoich pasażerów na wysokość aż 28 metrów - i widać z niego niemal całą Rabkę oraz nawet bardzo odległe górskie pasma. (Bąbelek zauważył również płynącą nieopodal rzekę, w związku z czym po zakończonym zwiedzaniu i pożegnaniu z innymi uczestniczkami nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko spędzić kolejne pół godziny, brodząc po kolana w wodzie i "łowiąc ryby" ;)  


Także, droga Blogerko - jeśli faktycznie jesteś gdzieś z drugiego końca Polski, to Twój jedyny problem może polegać na tym, że po spędzonym tu weekendzie Twoje dzieci będą chciały wracać do Rabki codziennie, a Ty nie wydolisz finansowo na paliwo ;)


POWÓD NUMER 2. Musisz wiedzieć, że Blogoland to nie tylko świetna zabawa i potężna dawka rodzinnej rozrywki. To również cała masa najróżniejszych warsztatów, wykładów i prelekcji, podczas których poznasz osoby niezwykle inspirujące i zaskakujące swoją wiedzą.

My miałyśmy okazję poznać na przykład Agę Szuścik z Akademii Fotografii - i jest to dziewczyna tak energiczna, charyzmatyczna i potrafiąca zarazić wszystkich dookoła swoją pasją, że po prostu nie sposób się przy niej nie zawstydzić i nie pomyśleć sobie : "O kurcze! Chciałabym być w czymkolwiek przynajmniej w połowie tak świetna i profesjonalna, jak ona w robieniu swoich filmów, mówieniu o efektach specjalnych, green screenie czy animacji poklatkowej !"



O historii swojego przedsięwzięcia opowiedział nam również pan Eugeniusz Wiecha, założyciel Rabkolandu. Dzięki niemu cały park nabrał w naszych oczach zupełnie innego znaczenia - zaczął jawić się już nie tylko jako miejsce rozrywki dla rodzin z dziećmi, ale przede wszystkim jako sens czyjegoś życia, największa życiowa duma, pasja i inwestycja.

 

Reprezentantki Uzdrowiska Rabka mówiły natomiast o swoich produktach kosmetycznych na bazie naturalnej Rabczańskiej Solanki, których zestaw każda z uczestniczek otrzymała do wypróbowania w domu. Piękne dziewczyny, trzeba to przyznać - więc domyślam się, że kosmetyki które promują muszą być naprawdę bardzo skuteczne. I ciekawa jestem, czy i na mnie zadziałają w równie korzystny sposób ;)


Pani Renata Borysiak z Centrum Psychologiczno-Terapeutycznego "Tęcza" miała dla nas garść informacji odnośnie przekazów rodzinnych - czyli tego, co wynosimy z naszych domów. Oczywiście są to wiadomości szczególnie ważne z punktu widzenia każdego rodzica - ponieważ w bardzo dużej mierze to od nas zależy, jak w przyszłości ukształtuje się osobowość i świadomość naszych dzieci.


Na potrzebę wdrażania właściwych nawyków żywieniowych uczuliła nas z kolei pani Magdalena Strojniak - certyfikowany dietetyk i coach żywieniowy ze Studio MY. To właśnie na jej profesjonalnym sprzęcie mogłyśmy poddać się badaniu polegającemu na analizie składu ciała - i dostać na piśmie informacje odnośnie tego, czy nasze proporcje tkanki mięśniowej, tłuszczowej i kostnej są jeszcze w normie, czy też już zdążyły ulec jakimś niepożądanym zachwianiom ;)


Przedstawiciele marki Colway International opowiedzieli natomiast o innowacyjnych kosmetykach kolagenowych i umożliwili wszystkim uczestniczkom wykonanie kilkuetapowego nawilżającego zabiegu na twarz z zastosowaniem swoich najbardziej rozchwytywanych produktów. Trochę dziwnie się czułam, zmywając makijaż i wcierając sobie w skórę kremy, peelingi i inne "serumy", siedząc przy konferencyjnym stole w towarzystwie pozostałych dziewczyn - ale zdecydowanie się to opłaciło, biorąc pod uwagę finalny efekt ;)



POWÓD NUMER 3. Powiem krótko : inne blogerki. Świetne matki, żony (i nie-żony), multifunkcyjne panie domu. Kobiety łączące wychowanie dzieci z pracą zawodową, licznymi pasjami, podróżami, spełnianiem marzeń i realizacją własnych zainteresowań. 

Taka Kasia chociażby! Nie dość, że piękna, zawsze uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona - to jeszcze książki pisze i mieszka aż na samym Szczycie! Albo Zwykła Matka, która po bliższym poznaniu okazuje się zdecydowanie bardziej NIEzwykła, niż sugerowałaby to nazwa jej strony. Albo Nadine z bloga Macierzyństwo-raz!, która zupełnie sama projektuje i szyje cudne ubranka i dekoracje dla dzieci - a ja nawet guzika porządnie przyszyć nie potrafię ;) Bardzo rozmowna, towarzyska i rozbrajająca poczuciem humoru Iza z Nianio - born to be wild czy przesympatyczna Basia z Pierwszych Kroków...

Mogłabym w nieskończoność wymieniać, bo było ich tam wszystkich chyba ze trzydzieści - no i weź tu w towarzystwie takiej silnej ekipy nie wpadnij w kompleksy! ;)


POWÓD NUMER 4. Sama Organizatorka i to, co udało jej się na tym spotkaniu osiągnąć, stworzyć, zbudować - w ósmym miesiącu ciąży, w warunkach 30-stopniowego upału!


Podejrzewam, że musiała naprawdę niesamowicie się napracować i natrudzić, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik i pozyskać dla nas tylu świetnych sponsorów oraz patronów medialnych, bez których całe wydarzenie nie mogłoby się odbyć.

 

Imponująca lista, prawda?

I choć wszystkie te upominki zdecydowanie nie są w takich spotkaniach
sprawą kluczową czy najważniejszą - to mimo wszystko miło poznać nowe produkty,
o których istnieniu wcześniej nie miało się nawet bladego pojęcia. 


Reasumując - było warto! Tyle nowych wrażeń, pozytywnych emocji i znajomości ! Takie wspaniałe przyjęcie w Rabkolandzie, że mogłyby go nam pozazdrościć nawet największe VIP-y ! ;) Taka bogata oferta turystyczna Rabki-Zdrój, która faktycznie nie bez powodu określana jest powszechnie jako "Miasto Dzieci Świata" !

Pozostaje tylko lekkie ukłucie żalu, że wszystko trwało tak krótko i skończyło się zdecydowanie zbyt szybko - i niedosyt, że w natłoku zaproponowanych nam atrakcji nie ze wszystkimi udało się dłużej porozmawiać oraz nawiązać bliższy kontakt. No cóż, może się jeszcze spotkamy : czego zarówno sobie, jak i Tobie - droga Blogerko - życzę :)

*** 

ORGANIZATORZY BLOGOLAND:  

PRELEKCJE I WYKŁADY:   

  ATRAKCJE:  

HOTEL:
 
FOTOGRAFIA:  

PATRONAT MEDIALNY:  

niedziela, 3 lipca 2016

Co ciekawego w Rabce i okolicach, czyli pierwsza część naszej relacji z Blogolandu.

Jeśli zaglądacie od czasu do czasu na naszego Facebooka albo Instagram - to już orientujecie się, że  weekend 25-26 czerwca spędziliśmy w całości na Blogolandzie w Rabce. Ponieważ grafik mieliśmy tam bardzo napięty, a najróżniejszych atrakcji było całe mnóstwo - postanowiłam podzielić nasze sprawozdanie z wyjazdu na kilka mniejszych postów, bo w jednym z całą pewnością nie udałoby mi się wszystkiego pomieścić. Zauważycie też na pewno, że w postach znajdą się zarówno zdjęcia przeciętnej urody (robione przez nas), jak i te w 100% profesjonalne - a zawdzięczamy je Koźliki Amatorgraphy, którzy zadbali o obszerną, kompleksową fotorelację z całego wydarzenia.


Najpierw opowiem Wam trochę o Pensjonacie Prezydent, w którym nocowaliśmy - a naprawdę jest o czym opowiadać ! Poczynając od malowniczych widoków z okien, poprzez pyszne jedzenie, komfortowe pokoje, świetnie wyposażoną salę zabaw i bardzo dobrze przygotowany teren rekreacyjny na tyłach obiektu, a kończąc na wielkiej ogrodowej trampolinie i piaskownicy, z której Bąbel tak naprawdę mógłby wcale nie wychodzić - nawet kiedy trzeba było wsiadać w autokar i wyruszać na zwiedzanie kolejnych interesujących miejsc. 



W wydarzeniu brało udział aż 28 blogerek z mniej lub bardziej licznymi rodzinami; domyślam się więc, że ugoszczenie nas wszystkich było dla właścicieli hotelu nie lada wyzwaniem. W mojej skromnej opinii Prezydent poradził sobie śpiewająco! Niczego nam tam nie brakowało, wszystkiego mieliśmy pod dostatkiem, a organizatorzy pomyśleli o każdym najdrobniejszym szczególe. Sprawczyni całego "zamieszania" - Klaudia, autorka bloga Niezłe Ziółko - zadbała także o to, żeby nasze zmęczone, blogerskie, wciąż biegające za rozbrykanymi maluchami nogi jeszcze bardziej nas nie rozbolały - a więc do swojej dyspozycji mieliśmy autokar, który woził nas po całej Rabce i jej najbliższych okolicach. 


(Klaudii generalnie należałby się moim zdaniem dodatkowy, zupełnie odrębny wpis. Swoją postawą udowodniła nam wszystkim, że nie ma rzeczy niemożliwych i że jedna osoba jest w stanie poradzić sobie nie tylko z organizacją zakrojonego na taką dużą skalę wydarzenia, ale jeszcze potem zapanować nad całą grupą - w której naprawdę nie brakowało indywidualistek i silnych osobowości - i sprawić, żeby wszyscy byli zadowoleni).


A dokąd konkretnie tym żółtym autokarem podróżowaliśmy? Naszym pierwszym przystankiem okazało się Muzeum Górali i Zbójników, w którym poza standardowym zwiedzaniem z przewodnikami  odbywało się również mnóstwo innych akcji, angażujących każdego uczestnika wycieczki. Chętni mogli nie tylko posłuchać zbójnickich legend i obejrzeć bogate zbiory, odwołujące się do regionalnej historii i tradycji - ale także samemu przebrać się w tradycyjne ludowe stroje, zakuć w dyby, poszukać skarbów ukrytych pod interaktywną podłogą lub nawet...wziąć udział w deptaniu kapusty ;) 


Oprócz tego można było również samodzielnie ozdobić farbkami drewniane figurki podarowane nam przez pracowników muzeum - i choć akurat nasz Bąbel nie miał ochoty wziąć udziału w tym wymagającym pewnych uzdolnień plastycznych wyzwaniu, to mógł w tym czasie zapoznać się ze swoim nowym rekwizytem - a mianowicie góralską ciupagą, którą od tamtej pory zabiera ze sobą niemal wszędzie i praktycznie nie ma dnia, żeby nie znalazł dla niej jakiegoś nowego, absolutnie innowacyjnego zastosowania ;)



Tutaj należą się wielkie podziękowania dla naszej pani przewodniczki i całego personelu muzeum, który nie dość, że dawał sobie świetnie radę ubrany w wielowarstwowe, grube stroje (co w ponad trzydziestostopniowym upale na pewno nie było łatwym zadaniem) - to jeszcze był naprawdę świetnie przygotowany merytorycznie, potrafił udzielić nam wyczerpujących odpowiedzi chyba na każde zadane pytanie i nawet bardzo dociekliwemu Małżowi nie udało się niczym tamtejszych pracowników "zagiąć" ;)


Następnym wartym odwiedzenia miejscem w okolicach Rabki jest Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce - pełen zabytkowych parowozów, wagonów, lokomotyw oraz innego specjalistycznego sprzętu, w którym jako kobieta i kompletny laik niespecjalnie się orientuję ;) Mogę natomiast z całą pewnością stwierdzić, że jest to miejsce bardzo zadbane, dobrze utrzymane i atrakcyjne z punktu widzenia wycieczek takich, jak nasza - a większość dzieci wręcz oszalała na widok tych wszystkich potężnych maszyn!
 
Bąbelka najbardziej zainteresowały wagony przeznaczone do transportowania psów, do których chciał się za wszelką cenę dostać - najwyraźniej na podstawie rysunków na drzwiach stwierdził, że pieski nadal w nich siedzą ;)  Na szczęście udało mu się to wyperswadować, a według słów przewodnika czworonogi miały tam zapewnione naprawdę komfortowe warunki. Były regularnie karmione i odpowiednio zaopiekowane oraz znajdowały się w specjalnych, wentylowanych boksach  - choć niestety nie mogły podróżować w standardowych wagonach pasażerskich, w towarzystwie swoich właścicieli. 


Na stronie skansenu doczytałam też, że w okresie wakacyjnym organizowane są tam przejazdy retro, czyli kursy zabytkowymi pociągami na trasie Chabówka-Kasina Wielka oraz Chabówka-Nowy Sącz. Wielka szkoda, że nie udało nam się również z tej atrakcji skorzystać - ale już w tej chwili rozmyślamy nad powrotem w tamte strony w mniej licznym, rodzinnym gronie :)



Oczywiście będąc w Rabce nie mogliśmy pominąć tamtejszego Parku Zdrojowego, Uzdrowiska i Tężni Solankowych, w których mieliśmy okazję odetchnąć zupełnie innym niż nasze (dolnośląskie) powietrze. Przewodnicy narzucili nam wprawdzie dość szybkie tempo, ale na szczęście mieliśmy też czas na chwilę relaksu w okolicach tężni i fontanny - w której tak naprawdę najbardziej wypadałoby się wykąpać, biorąc pod uwagę tropikalny żar lejący się z nieba.

Tamtejsze inhalatorium to jedyny tego typu obiekt w Małopolsce, a wedle wszelkich dostępnych nam informacji  solankowy mikroklimat działa zbawiennie przede wszystkim na alergie oraz przewlekłe i nawracające choroby układu oddechowego - więc dla naszego "oskrzelowego" Bąbelka i dla mnie (cierpiącej dość często na uporczywe zapalenie krtani) było to środowisko wręcz idealne i najchętniej zostałabym tam zdecydowanie dłużej, gdyby nie fakt, że harmonogram dalszego zwiedzania nieco nas naglił.



Wróćmy więc jeszcze do hotelu. Najwięcej działo się w nim w sobotni wieczór, kiedy miałyśmy okazję zgromadzić się w sali konferencyjnej i wysłuchać kilku pasjonujących prelekcji na tematy urodowo-lifestyle'owe, natomiast nasi mężowie wraz z dziećmi zostali zaproszeni na przedstawienie "O niegrzecznym Filipku, zielonym ogonie, czarach i co z tego wynikło?", w wykonaniu rabczańskiego Teatru Bajdurka pod kierownictwem Jacka Biedronia.


Po zakończeniu części oficjalnej organizatorzy imprezy przygotowali w ogrodzie prawdziwą ucztę dla naszego podniebienia i wszystkich zmysłów. Nie zabrakło grillowanych pyszności, dźwięków góralskiej kapeli i najróżniejszych konkursów organizowanych przez naszych wodzirejów - choć z przykrością muszę przyznać, że umęczona Bąblowa rodzinka nie wykorzystała tego czasu w pełni i nie we wszystkich zaproponowanych jej rozrywkach wzięła udział.

Nadmiar mocnych wrażeń i dający się we znaki w ciągu całego dnia upał sprawił, że wieczorem padliśmy jak nieżywi - a następnego dnia czekały na nas przecież dalsze szaleństwa w Parku Rozrywki Rabkoland, który był głównym sponsorem całego eventu i bez którego wszystkie te emocjonujące chwile w ogóle nie miałyby miejsca...



...ale o tym napiszę już w kolejnej odsłonie naszej relacji, w której znajdziecie nie tylko ogrom rodzinnej rozrywki, ale jeszcze sporą dawkę merytorycznej wiedzy, o jaką wzbogaciliśmy się w trakcie naszego pobytu...Ciąg dalszy nastąpi, więc go wypatrujcie ;)