Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 października 2017

Jak i kiedy powiedzieć dziecku o adopcji? - oraz 5 powodów, dla których warto o tym rozmawiać.


Jakiś czas temu opublikowałam na naszym Facebooku --->>> pewien post. Opisałam w nim sytuację, w której Bąbel zapytał mnie : "Mamo, a jak to było w domu dziecka?"  Dostałam wówczas kilka prywatnych wiadomości, w których Czytelnicy pytali :

"Czy powinno się mówić dziecku o adopcji - i w jaki sposób o tym rozmawiać?"
"Czy to nie za wcześnie - i kiedy jest ten właściwy moment?"
"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?"

Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na te pytania Wam wszystkim : zarówno tym bezpośrednio zainteresowanym adopcją dziecka - jak i tym, którzy trafili na mojego bloga z przyczyn zupełnie nie związanych z przysposobieniem. 

Bo w adopcji nie chodzi o to, żeby odciąć dziecko od jego historii 
i oddzielić przeszłość grubą krechą.

Chodzi o to, żeby tę historię uznać i zaakceptować -
i tworzyć swoją własną przy jednoczesnym szacunku dla niej.

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto : Pixabay

Z psychologicznego punktu widzenia - im wcześniej powiesz swojemu dziecku o adopcji , tym lepiej ! Nawet, jeżeli jeszcze nie do końca rozumie. Nawet , jeżeli nie jest jeszcze w pełni świadome wagi i znaczenia tych słów. 

My wprowadzaliśmy Bąbla w tematykę adopcji praktycznie od samego początku - czyli od momentu, w którym pojawił się w naszej rodzinie. Już kiedy miał kilka czy kilkanaście miesięcy mówiliśmy do niego "Nasz kochany synku z serduszka" - a po jakimś czasie sam zaczął zadawać pytania, dlaczego akurat on jest z serduszka (a nie z brzuszka, jak inne dzieci). Powiedzieliśmy mu wówczas, że akurat dla nas jest z serduszka - ponieważ w brzuszku nosiła go inna mama.

Moim zdaniem takie oswajanie z adopcją od najwcześniejszych momentów życia ma całe mnóstwo zalet - które postaram się przedstawić Wam tutaj w punktach, w miarę skondensowany i klarowny sposób:

1)  Adopcja dziecka to nie grzech - ani cokolwiek, czego powinniśmy się wstydzić !  

Dlaczego więc to ukrywać, maskować się, robić z tego wielką tajemnicę?! 

Jeżeli od samego początku będziemy podchodzić do tego tematu zupełnie naturalnie, swobodnie i zwyczajnie - to najprawdopodobniej i nasze dziecko w ten sposób do niego podejdzie. 

Warto przedstawiać adopcję jako coś pięknego, wzniosłego i niesłychanie ważnego w naszym życiu - a nie jako żenujący sekret, który należy ukrywać przed światem ! Adopcja to przecież szczęśliwe powiększenie się naszej rodziny - na które tak długo i niecierpliwie czekaliśmy :)

2) Relacje z dzieckiem powinno opierać się na prawdzie i szczerości.  

Jakbyście czuli się , gdyby po latach wyszło na jaw, że Wasi rodzice okłamują Was w jakimś bardzo istotnym aspekcie ? 

Myślę, że odczuwalibyście żal, złość, ogromny zawód i rozczarowanie. Ja najprawdopodobniej nie chciałabym mieć z takimi rodzicami zbyt wiele wspólnego - skoro umieli mnie oszukiwać, wprowadzać w błąd, wielokrotnie utwierdzać w fałszywych przekonaniach...

Poza wszystkim, chyba jako mama również nie umiałabym żyć z ciężarem takiego kłamstwa - oszukując swoje dziecko każdego dnia...Myślę, że odbiłoby się to negatywnie na całej naszej rodzinie i wzajemnych relacjach.

 3) Adopcja tak czy siak wyjdzie kiedyś na jaw. 

Jeśli nie powiecie o niej Wy sami - dziecko dowie się od jakichś zupełnie przypadkowych, postronnych osób. I przeżyje szok.

Zresztą, w wieku 18 lat będzie mogło samo pozyskać takie informacje w Urzędzie Stanu Cywilnego - składając odpowiedni wniosek o wydanie zupełnego aktu urodzenia i wnosząc stosowną opłatę skarbową.

4)  Każdy człowiek chce poznać swoje korzenie ! 

Coś w tym jest. Każdy człowiek ma potrzebę posiadania wiedzy : skąd pochodzi, kim  jest, dokąd zmierza...

Nawet jeśli dziecko nie będzie chciało spotkać się osobiście ze swoimi rodzicami biologicznymi - to prawdopodobnie będzie dążyło do zdobycia informacji , kim oni są, gdzie mieszkają, czym się w życiu zajmują.

Jeśli nie rodzice - to czasami jest również biologiczne rodzeństwo. I często bywa tak, że młody człowiek drąży temat nie dla poznania biologicznej mamy czy biologicznego taty - ale właśnie dla brata lub siostry...

5) Tajemnica adopcji - to często w gruncie rzeczy fikcja. 

Kiedy czekaliśmy na swoją adopcyjną rozprawę - nasze imiona i nazwiska widniały na sądowej wokandzie. Praktycznie każdy mógł podejść sobie do sali rozpraw - i spisać interesujące go dane. Podobnie dane rodziców biologicznych : niby zamazane w dokumentach czarnym zakreślaczem, a jednak bez żadnego problemu dało się je odczytać i rozszyfrować...Także - to tyle w temacie rzekomej "tajemnicy"...

adopcja dziecka - przysposobienie - macierzyństwo adopcyjne - niepłodność - adoption - infertility - maternity
foto: Pixabay

"Czy nie boję się, że synek będzie chciał odnaleźć w przyszłości swoją biologiczną rodzinę?" Może i trochę się obawiam - ale jestem tego świadoma i na to przygotowana. Mówiąc całkiem szczerze - sama chętnie mu w tym pomogę, jeśli tylko mnie o to poprosi.

Najbardziej boję się czegoś zupełnie innego : że to biologiczna rodzina nie będzie chciała chociażby z nim porozmawiać i opowiedzieć mu o sobie oraz o motywach swojej decyzji. Że odwróci się do niego plecami...

  I martwię się w swoim życiu nie o to, jak ja sobie z tym poradzę - tylko jak poradzi sobie On.
Mam wielką nadzieję, że dobrze - i że nasza otwarta i szczera postawa mu w tym kiedyś pomoże.

 ***

Bardziej obszerny artykuł na temat jawności adopcji popełniłam kiedyś TU.

 Listę książeczek dla dzieci o adopcji, które mogą pomóc rodzicom 
w rozmowach na temat przysposobienia znajdziecie natomiast  TUTAJ

sobota, 1 kwietnia 2017

20 pomysłów, jak zamienić wiosenny spacer z dzieckiem w niesamowitą przygodę.

Dla małego dziecka każdy spacer jest ogromnym wyzwaniem, przygodą i wyprawą w nieznane. Jednak z czasem te same trasy i zabawy nudzą się nawet najbardziej wytrwałemu i ciekawemu świata maluszkowi. Dzisiaj o tym, co można zrobić, żeby urozmaicić sobie wiosenny spacer z dzieckiem. Niby oczywiste - a jednak warto mieć taką ściągawkę, żeby o czymś nie zapomnieć ;)

1. Szukajcie pierwszych oznak wiosny...z "listą rzeczy zaginionych". 

Przygotujcie specjalną kartę z obrazkami. Niech umieszczone na niej miniaturki przedstawiają wszystko to, co kojarzy się z wiosną - albo z konkretnym miejscem Waszego wiosennego spaceru. Mogą to być na przykład roślinki, zwierzęta, owady lub zjawiska atmosferyczne. Potem po prostu szukajcie na Waszej trasie rzeczy, które znajdują się na rysunkach. (Wygrywa ten, kto znajdzie najwięcej ;) ) 

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
  
wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

2. Weźcie ze sobą mapę prowadzącą do ukrytego skarbu - albo wyłówcie z rzeki list w butelce. 

Oczywiście list trzeba najpierw do tej rzeki podrzucić, a mapę i skarb odpowiednio spreparować ;) Jest z tym trochę zachodu, brodzenia w rzecznym mule, oganiania się od krwiożerczych pijawek - ale zawsze można pozostawić to zadanie mężczyźnie, a radość dziecka na widok takiego tajemniczego znaleziska jest po prostu bezcenna :)

3. Bawcie się w podchody, rysując strzałki patykiem na ziemi albo kredą na korze drzew.

Alternatywą dla takiej tradycyjnej zabawy będzie też pozostawienie taty na środku parku z telefonem - oraz ucieczka z dzieckiem i zegarkiem wyposażonym w GPS (o naszym sprzęcie pisałam Wam tutaj - i muszę powiedzieć, że bardzo często wykorzystujemy go właśnie do takiej zabawy).

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
zdjęcie: Internet

4. Wykorzystajcie środki komunikacji publicznej - autobus, tramwaj albo pociąg.

Być może trudno w to uwierzyć, ale nasz Bąbel dopiero w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy przejechał się ze mną autobusem. Do tej pory zawsze podróżowaliśmy wyłącznie na piechotę albo samochodem - ale w końcu stwierdziłam, że taka trasa w komunikacji publicznej też może mieć dla trzylatka swój niewątpliwy urok :)

5. Zróbcie sobie "wycieczkę tematyczną", jak prawdziwi turyści :)

My na przykład ostatnio wybraliśmy się na wyprawę...tropami służb mundurowych. Poszliśmy obejrzeć radiowozy zaparkowane pod posterunkiem policji, potem jeszcze pokazy wozów strażackich w remizie, a na koniec...odwiedziliśmy Bąblowego wujka, pracującego w Służbie Leśnej.

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

6. Urządźcie piknik z przysmakami przygotowanymi wspólnie z dzieckiem.

Kanapki, sałatki, wiosenne koktajle.  Pakujecie to wszystko w piknikowy koszyk, wybieracie sobie jakieś malownicze miejsce na łonie natury - i organizujecie imprezę, jakiej niejeden z Waszych znajomych mógłby Wam pozazdrościć ;)

7. Kiedy zrobi się naprawdę ciepło, biegajcie na boso...

...po trawie, piasku albo kałużach (najpierw KONIECZNIE sprawdźcie, czy nie ma tam niebezpiecznych, ostrych przedmiotów, którymi można się skaleczyć).

8. Odwiedźcie miejsce, w którym nigdy jeszcze nie byliście.

I wcale nie musi to być ono bardzo odległe, położone wiele kilometrów od domu. Czasami wystarczy jakiś rzadko odwiedzany zakątek parku, plaża nad pobliskim jeziorem albo gospodarstwo agroturystyczne, w którym można wziąć udział w karmieniu zwierząt.

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

9. Znajdźcie kawałek przestrzeni , na której można puszczać latawce. 

Ale najpierw namówcie tatę, żeby Wam taki latawiec zmontował - bo kupny to nie to samo, a wspólne dekorowanie go powiewającymi na wietrze wstążkami to fajne doświadczenie dla całej Waszej rodziny.
 
10. Zacznijcie jazdę na rowerku biegowym lub trójkołowym.

O tak ! Biegówka do tej pory używana była przez Bąbla głównie w domu - a teraz wreszcie doczekała się swojej wiosennej premiery na parkowych ścieżkach.  Trójkołowca natomiast mamy już drugiego, ponieważ pierwszy tak się wyeksploatował na naszych polnych wiejskich drogach, że aż wstyd było się z nim w dalszym ciągu pokazywać ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

11. Zdobądźcie razem jakiś okoliczny szczyt.

W naszym przypadku - Góra Ślęża, położona około 30 kilometrów od Wrocławia. Miejsce idealne dla rodzin z dziećmi - pod warunkiem, że wybierzecie łagodny żółty szlak od strony Przełęczy Tąpadła, który wiele osób pokonywało nawet z dziecięcym wózkiem. (NIE od strony Wieżycy - Boże broń! ;) )

12. Zasadźcie wspólnie drzewko, kwiaty albo inną roślinkę - i obserwujcie, jak się rozwija.

Ja akurat zupełnie nie mam ręki do kwiatów doniczkowych - i dlatego z naszego mieszkania usunęliśmy nawet kilka karłowatych kaktusów ;) Ale na dworze faktycznie zasadziliśmy kilka roślinek w ogrodzie Bąblowych pradziadków - więc regularnie o nie dbamy i podlewamy je z plastikowej konewki ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

 13. Zamalujcie kredą osiedlowy asfalt.

I miejcie nadzieję, że żaden nadgorliwy sąsiad nie doniesie na Was do zarządu spółdzielni ;) 

14. Poszukajcie kamieni o ciekawych kształtach - i pomalujcie je farbkami.

Bądźcie przy tym w stanie podwyższonej gotowości i tłumaczcie bezustannie : "Kamienie nie są do rzucania. Można nimi zrobić krzywdę / wybić szybę / uszkodzić auta stojące na parkingu."

15. Róbcie wianki z kwiatów i puszczajcie je na wodzie.

Najlepiej poczekajcie z tym, aż zakwitną mlecze - ale zaopatrzcie się też w jakiś hipserskuteczny preparat do wywabiania żółtych plam ;)

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem
 
wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

16. Poszukajcie bocianich gniazd i sprawdźcie, czy ich lokatorzy już przylecieli.

A przy okazji przypomniała mi się pewna anegdota na temat...sikorek :) Jedna z nich ostatnimi czasy intensywnie dobijała się do naszych drzwi balkonowych, na co Bąbel orzekł : 
- "Sikoreczka puka, bo mnie baaardzo kocha!" 
- "A Ty też ją kochasz, synku?" - zapytałam.
- "Nie, ja jej nie kocham - bo ona jest taka...NIEDOSTĘPNA" :)))

17. Stwórzcie kreatywne prace plastyczne związane z wiosną.

My stworzyliśmy w tym miesiącu między innymi papierowe bociany, żaby z gąbki i kolorowe gąsienice, które z czasem przepoczwarzyły się w piękne motyle. Wszystkie te prace powstały w ramach marcowej edycji projektu "Zwierzaki Cudaki".

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem

wiosna - wiosenny spacer z dzieckiem


18. Rozpalcie ognisko, upieczcie w nim ziemniaki i usmażcie kiełbaski.

Nie, ten jeden raz nie musicie przejmować się dietą - zawsze przecież można ją zacząć "od jutra" ;) 

19. Włączcie dziecko w wiosenne porządki.

Niech pomoże Wam siać trawę, sprzątać zimowe śmieci, przecierać szmatką zakurzone ogrodowe meble. Będzie dosłownie pękało z dumy, że może Wam pomóc i wykonywać razem z Wami te wszystkie "dorosłe" prace ! :) 

20. Poproście jakiegoś znajomego majsterkowicza o zrobienie takich wehikułów, napędzanych wiatrem ;)

Bąblowy dziadek stworzył aż cztery takie ustrojstwa - i porozmieszczał je w trzech różnych punktach na najczęstszej trasie naszego spaceru po okolicy.  Teraz praktycznie nie ma dnia, żeby Bąbel nie chciał iść ze mną pooglądać wiatraczków i trochę nimi pokręcić - a wizyta przy każdym z nich jest dla nas obowiązkowym punktem każdej wycieczki. Czego to się nie robi dla wnuka ! ;)



A może macie jeszcze jakieś inne pomysły,
które chcielibyście dodać do tej listy ? :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Moje dziecko nie jest "zamiast" - rozważania mamy adopcyjnej.

O tym, że Bąbel jest adoptowany, wie znakomita większość osób w naszym otoczeniu. Jeśli nie od nas, to od siebie nawzajem - ponieważ żyjemy w miejscowości tak małej, że tego typu "sensacyjne" wieści rozchodzą się tutaj lotem błyskawicy, za pośrednictwem tzw. poczty pantoflowej.

Czasami nadal zdarza się, że ktoś przybiera na nasz widok bardzo zbolały wyraz twarzy i rzuca : "No cóż, tak w życiu bywa...Gdybym sam nie mógł mieć dzieci, to pewnie ostatecznie też bym się na to zdecydował. Ale chyba zrobiliście wcześniej wszystko, żeby jednak mieć dziecko biologiczne, prawda?" 

***
 
Otóż nie. Nie zrobiliśmy wszystkiego. Pomimo licznych namów ze strony  lekarzy nie przystąpiliśmy do procedury in vitro, nie otarliśmy się nawet o naprotechnologię, nie zdecydowaliśmy się na bardziej intensywną stymulację lekami hormonalnymi cięższego kalibru, które nam proponowano. Rozumiem oczywiście, że niektóre pary chcą najpierw wykorzystać te wszystkie opcje, wyczerpać wszystkie dostępne alternatywy i metody oferowane przez medycynę, zanim w ogóle zaświta w ich głowach myśl o adopcji dziecka - jednak nie zawsze tak jest i w naszym przypadku również tak nie było. 

Pisałam już kiedyś w jednym z komentarzy, że w pewnym momencie po prostu weszliśmy na inny poziom myślenia. Na poziom, na którym liczy się już nie ciąża, nie pękaty brzuch, nie możliwość karmienia piersią, przekazania zestawu genów i przecinania pępowiny na porodówce - tylko samo dziecko, mały człowiek (niezależnie od tego, czy noszony pod sercem moim, czy pod sercem innej kobiety).

Pomimo moich bardzo niechętnych do współpracy jajników wielu wokół nas nalegało, byśmy jeszcze się nie poddawali, nie rezygnowali z dalszych starań, nie składali broni, jeszcze "chwilę" wytrwali w tej nierównej walce z chorobą. Podczas ostatniej, pożegnalnej wizyty u mojego prowadzącego ginekologa usłyszałam od niego nawet "Tak daleko już Pani zaszła, a teraz Pani odpuszcza?" - na co odpowiedziałam : "Panie doktorze - odpuszczam ciążę, ale nie odpuszczam bycia mamą. A to przecież dwie zupełnie inne sprawy."

***

Chciałabym uświadomić wszystkim sceptykom, że dziecko adopcyjne nie jest "zamiast". Nie jest jakimś substytutem, ekwiwalentem, mniejszym złem. Nie jest żadną "nagrodą pocieszenia", którą wprawdzie jesteśmy uradowani - ale mimo to nadal zerkamy z zazdrością na rodziców biologicznych, znajdujących się na podium i dzierżących niczym puchary swoje dzieci o identycznym kodzie DNA. To tak nie działa!

Na dziecko adopcyjne czeka się z takim samym utęsknieniem. Też wyobrażasz sobie, jakie będzie - choć jednocześnie wiesz, że może być do Ciebie i Twojego męża zupełnie niepodobne. Też urządzasz dla niego pokoik i kompletujesz wyprawkę - choć zadanie masz nieco utrudnione, bo często nie znasz jeszcze jego płci ani nawet wieku, w jakim pojawi się w Waszej rodzinie. Też marzysz tylko o tym, żeby było (przynajmniej względnie) zdrowe - a jednocześnie wiesz, że jeśli pojawią się jakieś zaburzenia, choroby czy "tyły" rozwojowe - to zrobisz wszystko, co w Twojej mocy, żeby zniwelować je do minimum, zapewnić mu odpowiednie warunki i szczęśliwe życie w kochającej rodzinie. Też chciałabyś dzielić się swoim radosnym oczekiwaniem z całym światem - a czasami nie możesz, bo ktoś gasi Twój entuzjazm tekstem, że "bardzo Ci współczuje"...
 
"Dlaczego mi współczujesz - do cholery - zamiast zwyczajnie i po ludzku pogratulować?!"- masz ochotę wykrzyczeć. Ale Twój rozmówca nawet nie czeka na takie pytanie, tylko ubiega Cię i sam spieszy z wyjaśnieniem. "Bo nigdy nie będziesz karmić. Bo więź tworzy się, kiedy dziecko przechodzi przez drogi rodne kobiety. Bo tylko matka biologiczna zna swoje dziecko i wie, czego ono potrzebuje - a ta adopcyjna nie ma instynktu, nie ma intuicji, nie da sobie rady..." No bzdury totalne, większych w życiu nie słyszałam! Aż w końcu przychodzi czas na koronny argument, który najbardziej ze wszystkich "uwielbiam" : "NIE ZROZUMIESZ TEGO, BO NIGDY NIE RODZIŁAŚ".

Tak, to prawda. Nigdy nie rodziłam. Ale Ty za to nigdy nie adoptowałaś. Nie chcę się z Tobą licytować, bo nie o to tutaj chodzi. Jednak chciałabym, żebyś wiedziała, że moje dziecko nie jest żadną brzytwą, której chwyta się tonący; nie jest żadną ostatnią deską ratunku; nie jest też żadnym rakiem na bezrybiu; ani też nie jest dzieckiem, które kocham na zasadzie "jak się nie ma, co się, lubi - to się lubi, co się ma"...

***

Moje dziecko było tak samo upragnione i niecierpliwie wyczekiwane, jak Twoje. Jest tak samo kochane, tak samo jestem z niego dumna, tak samo wzrusza mnie do łez i tak samo czasami denerwuje. Tak samo się o nie martwię i tak samo uszczęśliwia mnie każdy jego uśmiech, przytulenie i słowo "mama".  Nie uważam, że moje macierzyństwo jest w czymkolwiek lepsze od Twojego, ale nie uważam też, by było gorsze - i również Ciebie bardzo proszę, abyś go nie deprecjonowała. 

A przede wszystkim powtarzam raz jeszcze, że miałam wybór (podobnie jak wielu innych znanych mi rodziców adopcyjnych). O ile niepłodności sama sobie nie wybrałam, nie prosiłam o nią i nie domagałam się jej w swoim życiu - o tyle adopcja była moją świadomą decyzją, którą podjęłam stojąc na rozwidleniu kilku różnych dróg i mając przed sobą różne alternatywy.
 
Mogłam spróbować in vitro; mogłam jeszcze przez kilka lat rozkładać nogi przed kolejnymi ginekologami równie często, jak przed własnym mężem; mogłam też zdecydować się na bezdzietność - i nie czuć się z tym wcale aż tak najgorzej. 
 
Zawsze uważałam, że nasze życie ma tyle sensu, ile sami umiemy mu nadać. Dlatego myślę, że nawet jako kobieta bezdzietna potrafiłabym ten sens odnaleźć - tym sensem oprócz mojego dziecka jestem przecież ja sama, mój mąż, moje życiowe pasje i zainteresowania... Mogłabym zająć się tysiącem innych rzeczy poza macierzyństwem - i pewnie nawet być równie szczęśliwa, jak jestem w tym momencie. Ale wybrałam adopcję, bo po prostu bardzo tego chciałam i uważałam, że jest to dla mnie najwłaściwsza ścieżka...