Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nocnik czy nakładka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nocnik czy nakładka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lutego 2016

Odpieluchowanie bez porażek - czy to w ogóle możliwe?

Dziś zajmę się macierzyństwem - że tak powiem - od...pupy strony :) Długo zastanawialiśmy się z Małżem, jak zabrać się za Bąblowe odpieluchowanie. W poszukiwaniu wsparcia zaglądałam nawet do fachowej literatury, ale szczerze mówiąc niczego bardzo odkrywczego tam nie znalazłam, a większość porad sprowadzała się do trzech zasadniczych punktów:

1. nic na siłę;
2. anielska cierpliwość;
3. dziecko samo zdecyduje, kiedy będzie dla niego najbardziej odpowiedni moment.

Rozważaliśmy też bardzo intensywnie, czy zacząć trening od nocnika, czy też pominąć ten etap i przejść od razu do nakładki na sedes. Z jednej strony - nocnik to bardzo fajna rzecz, która w tych czasach może nie tylko zagrać, zaśpiewać, odtrąbić fanfary, ale jeszcze pogratulować maluchowi udanego...hmmm...wydalania ;) A z drugiej - docelowo i tak przecież będziemy dążyć do załatwiania potrzeb w toalecie, więc może lepiej na tym się skupić i zaoszczędzić Młodemu dwukrotnego przeżywania tego samego stresu?

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na nakładkę w zestawie z antypoślizgowym podnóżkiem - nic bardzo bajeranckiego, standardowy sprzęt dostępny w każdym supermarkecie czy sklepie z artykułami dla najmłodszych. (Tuż po zakupie Bąbel traktował nakładkę jako niesłychanie dizajnerskie nakrycie głowy albo robił "a ku-ku", wyglądając przez znajdujący się w niej otwór ;) )


Wprawdzie zima nie jest najlepszą porą roku, by zaczynać wdrażanie tego typu zmian (czytaj: dziecko ma na sobie więcej warstw ubrań i nie za bardzo może pobiegać od czasu do czasu z zupełnie gołą pupą ;) ) - ale pierwsze nieśmiałe próby i podchody mamy już za sobą, póki co nie uwieńczone żadnym spektakularnym sukcesem. 

Jak to u nas w tej chwili wygląda? 

Młody bardzo chętnie towarzyszy mi podczas wypraw do toalety (tak było zresztą od momentu,  w którym zaczął stawiać swoje pierwsze samodzielne kroki). Równie chętnie podnosi klapę sedesu, naciska na spłuczkę, zajmuje miejsce na "tronie" i powtarza  "siii-siii-siii" . Niestety, robi to tylko w pełnym przyodziewku, ponieważ kiedy próbuję zdjąć mu rajstopki i pieluszkę - ucieka, aż się za nim kurzy...

Wcale nie oznacza to, że swoje potrzeby załatwia byle jak i byle gdzie. Już jakiś czas temu upodobał sobie plastikowy,  ogrodowy domek, rozstawiony w naszym salonie i stanowiący jego ulubione centrum dowodzenia. Zamyka się w nim w takich sytuacjach na cztery spusty, by nikt mu nie przeszkadzał - a po wszystkim wychodzi i sygnalizuje, że w jego pieluszce znajduje się bardzo niebezpieczna broń biologiczna, której trzeba się natychmiast pozbyć ;)

***

A jak to jest (lub było) z Waszymi pociechami ?
Macie odpieluchowanie już za sobą, jesteście w trakcie czy też wszystko jeszcze przed Wami?

 A może jakieś bardziej doświadczone Mamy zechcą podzielić się tutaj 
własnymi patentami na to, by cały proces przebiegł w miarę bezboleśnie i "bez przemocy"? ;)