Walentynki w toku, część z Was z pewnością utonęła już w morzu pluszu, czekoladek, czerwonych róż i serduszek. U nas w tym roku rodzinna terapia antybiotykowa raczej nie sprzyja jakimkolwiek romantycznym uniesieniom - dlatego nie będzie tu ani o idealnych prezentach, ani o najbardziej nastrojowych miejscach, ani o niesztampowych pomysłach na organizację randki...
Dziś napiszę trochę przekornie - o wszystkich najbardziej denerwujących cechach i nawykach mojego kochanego Małża, które czasami każą mi zastanawiać się poważnie nad złożeniem papierów rozwodowych ;)
***
#1 ZAWSZE MAM NA WSZYSTKO CZAS - nawet kiedy ja z dzieckiem stoimy już przy drzwiach, ubrani w grube kurty i zimowe obuwie, od kilkunastu minut gotowi do wyjścia - on nadal kursuje po mieszkaniu w samych bokserkach, szuka zaginionych skarpetek/paska/kluczyków od samochodu - i jeszcze patrzy na mnie krzywo, kiedy ośmielę się go popędzać;
#2 ZE MNĄ JAK Z DZIECKIEM - niestety tak. Często muszę przypominać mu chociażby o... konieczności skorzystania z toalety przed opuszczeniem mieszkania ;) Bo jeśli ja nie przypomnę, to on z pewnością też nie będzie pamiętał - i tuż po dotarciu na miejsce zaczniemy biegać gorączkowo po całym mieście w poszukiwaniu publicznego szaletu ;)
#3 NO TO TERAZ CI WYLICZĘ - że spędziłaś przed komputerem o jakiś kwadrans za długo - bo już 15 minut temu miałaś wyjść z gabinetu i zmienić mnie przy Młodym; a wczoraj przekroczyłaś limit na zakupy o całych 30 złotych - miałaś kupić tylko bułki i mleko, a wróciłaś do domu z nowym błyszczykiem, książką i zabawką dla Bąbla;
#4 ZOBACZYMY, CZAS POKAŻE, WYJDZIE W PRANIU - dla mnie, osoby wiecznie coś planującej i biegającej zawsze z organizerem pod pachą, są to chyba najbardziej znienawidzone teksty, które zdarza mi się z ust M. usłyszeć. Niestety, on nie jest w stanie zaplanować niczego nawet dzień do przodu - moje poczynione wcześniej ustalenia potrafi za to bardzo skutecznie pokrzyżować ;)
#5 TAKĄ JUŻ MAM WYBIÓRCZĄ PERCEPCJĘ - słyszę tylko to, co chcę usłyszeć; widzę to, co mam ochotę zobaczyć; nie zauważam tłustych śladów dziecięcych łapek na lustrze, warstwy kurzu na sprzęcie stereo ani śmiecia na dywanie tak ogromnego, że mógłbym się o niego zabić - a już na pewno do głowy mi nie przyjdzie, by wziąć się za jego sprzątnięcie ;)
***
Żeby nie było, Małż ma też wiele najróżniejszych zalet - ale nie będę go tu zbyt mocno wychwalać, bo jeszcze kiedyś zajrzy na bloga i popadnie w samozachwyt ;)
A jak to jest u Was? Co najbardziej denerwuje Was w Waszych mężach/partnerach?
A może macie u swojego boku Pana Idealnego, w którym już nic ulepszać nie trzeba? ;)
| Czekoladki od moich dwóch ukochanych Mężczyzn - jak widać bardzo dbają o to, by w bioderka poszło ;) |