Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcjadziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcjadziecka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2016

#NieplodnosciNieWidac - czyli niesamowita kampania, w ramach której aż do Warszawy mnie poniosło.

Kiedy któregoś dnia znalazłam w swojej skrzynce mailowej zaproszenie do udziału w kampanii #NieplodnosciNieWidac, przez bardzo długi czas nie mogłam wyjść z szoku. Popłakałam się, rozlałam kawę, potem zamiast cukru nasypałam do niej dwie kopiaste łyżeczki soli - a mój siedzący przy kuchennym stole Małż spoglądał na mnie jak na osobę, która nie wiedzieć czemu zupełnie nagle postradała zmysły. 

Skąd tyle wzruszeń we mnie po przeczytaniu jednej, 
zaledwie kilkuzdaniowej wiadomości? 

Po pierwsze, odżyły we mnie dawne wspomnienia i emocje związane z niepłodnością - które na co dzień już zupełnie nie dają o sobie znać, ale w takich sytuacjach okazują się demonem uśpionym tylko pozornie i chwilowo, potrafiącym zaatakować człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. 

Po drugie, wiadomość była od samej Magdaleny Modlibowskiej, której książka "Odczarować adopcję" była chyba pierwszą lekturą, po jaką sięgnęliśmy w trakcie naszego oczekiwania na Bąbelka - i stanowiła dla mnie pewnego rodzaju przewodnik nie tylko po zawiłościach całej adopcyjnej procedury, ale również po meandrach mojej własnej, kobiecej psychiki. 

A po trzecie - i to najważniejsze - ucieszyłam się niesamowicie, że ktoś o takiej kampanii pomyślał! Że znalazły się wreszcie osoby, które chcą o niepłodności rozmawiać nie tylko w sejmowych kuluarach, nie tylko na poziomie "VIP-owskiej" debaty na wysokich stołkach - ale również z zupełnie zwyczajnymi ludźmi takimi jak ja, których problem niepłodności dotknął i tak naprawdę będzie dotyczył już do końca życia (bo musicie wiedzieć, że z nami trochę tak, jak z alkoholikami czy narkomanami : niepłodnym jest się już zawsze - nawet jeśli uda się zajść w ciążę i urodzić dziecko, tudzież całą ich gromadkę).


Jadąc do Warszawy nie do końca wiedziałam, czego mam się po takim spotkaniu spodziewać. Jako matka prowincjonalna, zupełnie niemedialna i nie przepadająca za publicznymi wystąpieniami miałam też straszną tremę przed wizytą w redakcji magazynu "Chcemy Być Rodzicami" - i tylko jeden Małż może zaświadczyć o tym, jakie ilości melisy wypiłam z samego rana i jak bardzo pociły mi się dłonie na całej trasie do stolicy ;) Uznałam jednak, że gra jest zdecydowanie warta świeczki - że im więcej osób w tej kampanii weźmie udział, tym większego rozgłosu ona nabierze i do tym szerszych kręgów docelowo dotrze - a na tym właśnie najbardziej nam wszystkim zależy.

Nasz panel dyskusyjny miał trwać 3 godziny, a ostatecznie trwał prawie 5. W tym czasie rozebraliśmy niepłodność na części pierwsze i przeanalizowaliśmy ją zarówno z punktu widzenia współczesnej medycyny, jak i prawa, dietetyki, refleksologii, psychologii oraz socjologii - bo przy wspólnym stole zasiedli ze mną właśnie przedstawiciele tych wszystkich znakomitych dziedzin. 

Jak widać na załączonym obrazku, niepłodność wpływa w bardzo znaczącym stopniu na praktycznie każdą sferę naszego życia. Odbiera nam zdrowie i nasz cenny czas spędzony w lekarskich gabinetach. Sieje ferment w naszych związkach, burzy relacje partnerskie i przyjacielskie. Odbija się destrukcyjnie na naszej karierze zawodowej oraz poczuciu własnej wartości. Przysparza nam licznych dylematów natury etycznej i religijnej oraz sprawia, że nasze życie emocjonalne to wieczna sinusoida...

A wiecie, co dla mnie w tym wszystkim było najgorsze? Że czułam się jak osoba przebywająca stale w jednej wielkiej, życiowej POCZEKALNI - czekałam na wyniki badań, na następną laparoskopię, na kontrolny monitoring cyklu i na moment, w którym z odległego miasta zostaną wreszcie sprowadzone dla mnie leki, dzięki którym będę mogła rozpocząć kolejną stymulację. Potem czekałam też na warsztaty w ośrodku adopcyjnym, na spotkania z psychologiem, na kwalifikację i na TEN najważniejszy telefon, że odnalazło się moje dziecko. I choć każde to czekanie było wypełnione wielką nadzieją - to jednocześnie absorbowało mnie do tego stopnia, że idąc pod rękę ze swoją niepłodnością izolowałam się, zamykałam w sobie i nie miałam już sił ani energii na...normalne życie.


Ale wracając do spotkania w Warszawie...wiecie, co mi się tam najbardziej podobało? To, że redakcja "Chcemy Być Rodzicami" żadnej drogi ku rodzicielstwu nie faworyzuje, żadnej nie stawia na piedestale i nie traktuje jako lepszej, właściwszej lub bardziej optymalnej i wartościowej niż pozostałe. 

Rodzicem możesz zostać w sposób zupełnie naturalny (i gratuluję z całego serca, jeśli Ci się to udało!), a możesz też zostać nim dzięki naprotechnologii, in vitro lub adopcji - i każda z wybranych przez Ciebie ścieżek będzie równie dobra właśnie dlatego, że jest po prostu TWOJA. Możesz też świadomie zdecydować się na bezdzietność wynikającą z wyboru - i to także zasługuje na pełen szacunek. 

Na pewno będę jeszcze pisać o swoich przemyśleniach dotyczących zarówno samej kampanii, jak i niepłodności w ogóle. Ale na chwilę obecną mam do Was mały apel, wypracowany wspólnie podczas tego niesamowitego spotkania.

Osoby piszące o niepłodności, które w jakikolwiek sposób identyfikują się i solidaryzują z kampanią bardzo proszę, by używały na swoich blogach i w social mediach tagu #nieplodnosciniewidac. 

Osoby piszące o adopcji bardzo proszę o to, by w ich postach widniał tag #adopcjadziecka - ponieważ na samo hasło  #adopcja przeważnie pojawia się w wyszukiwarce mnóstwo wyników dotyczących przygarnięcia zwierząt ze schroniska, natomiast tych dotyczących przysposobienia jest jak na lekarstwo.

Osoby, które do tej pory nie poruszały tego tematu, za to zajmowały się na swoich blogach najróżniejszymi kwestiami zdrowotnymi i społecznymi - może macie ochotę go podjąć, zainteresować się nim i zgłębić go nieco bardziej?

Osoby, które nie prowadzą własnych blogów (ale wiem, że czytają, ponieważ bardzo często kontaktują się ze mną na drodze mailowej) - bardzo proszę, żeby też włączyły się w akcję, wysyłając mi własne przemyślenia na temat niepłodności oraz tego, jak o niej rozmawiać, jak reagować, jak poruszać ten temat w debacie publicznej oraz w codziennych relacjach. Może czujecie się ze swoją niepłodnością sami, chcecie obalić jakieś mity, macie potrzebę uzewnętrznienia własnych emocji?

Jeśli dostanę od Was jakieś wypowiedzi - postaram się je zebrać w sensowną całość, opublikować, podesłać redakcji "Chcemy Być Rodzicami" jako nasze wspólne stanowisko. Myślę, że to ważny temat - i świetna okazja, żeby się w nim wypowiedzieć w ramach takiej dużej akcji, która (mam nadzieję) z czasem zacznie zataczać coraz szersze kręgi. 

To jak, przyłączycie się ?