Od pewnego czasu wpisując w wyszukiwarkę tag #MyFirst7Jobs możecie dowiedzieć się między innymi, jakich zajęć imali się w początkach swojej kariery obecni celebryci, słynni blogerzy czy osoby zajmujące decyzyjne stanowiska w wielkich korporacjach. Możecie również dowiedzieć się, jakie były pierwsze prace zupełnie zwyczajnych, przeciętnych ludzi - i ja dzisiaj też jako taki zwyczajny, przeciętny człowiek chętnie się tym z Wami podzielę ;)
Praca nr 1. Zbieranie truskawek. Na to wakacyjne zajęcie dałam się namówić (jeden, jedyny raz) koleżance z
mojej gimnazjalnej klasy. Pracowałyśmy w polu przez jakieś 10 godzin,
natomiast zakwasy męczyły nas potem przez kolejne dwa tygodnie.
Koleżanka wydała wszystkie zarobione pieniądze już w drodze powrotnej do
domu (z tego, co pamiętam - na pączki i papierosy), natomiast ja
okazałam się zdecydowanie bardziej rozsądna i przezorna - i kupiłam za
nie...doładowanie do telefonu ;) Takie to właśnie były "kokosy"! ;)
Praca nr 2. Coctail bar, w którego prowadzeniu pomagałam moim znajomym.
Poznałam tam całe mnóstwo nowych drinków - a większości z nich
osobiście skosztowałam, żeby móc potem polecić lub odradzić potencjalnym
klientom. Zatrudnienie, będące najkrótszą drogą do uzależnienia alkoholowego ;) Na szczęście trwało
tylko kilka miesięcy, bo wieczne użeranie się z nietrzeźwymi, ledwie
stojącymi na nogach imprezowiczami okazało się zdecydowanie ponad moje
siły.
Praca nr 3. Castorama. Tutaj stałam na promocjach. Miałam przed sobą imitację ściany, w ręku trzymałam upaćkany malarski wałek, ubrana byłam w biały kombinezon. Moim zadaniem było zachęcanie klientów do zakupu farb i pigmentów, chyba ze trzy takie zestawy udało mi się nawet sprzedać ;) - ale zrezygnowałam niemal równie szybko jak z truskawek, ponieważ czułam się po prostu okropnie w tych roboczych ciuchach i w wyłącznie męskim towarzystwie, które niestety nie szczędziło mi głupich żartów i aluzji na wiadomym tle...
Praca nr 3. Castorama. Tutaj stałam na promocjach. Miałam przed sobą imitację ściany, w ręku trzymałam upaćkany malarski wałek, ubrana byłam w biały kombinezon. Moim zadaniem było zachęcanie klientów do zakupu farb i pigmentów, chyba ze trzy takie zestawy udało mi się nawet sprzedać ;) - ale zrezygnowałam niemal równie szybko jak z truskawek, ponieważ czułam się po prostu okropnie w tych roboczych ciuchach i w wyłącznie męskim towarzystwie, które niestety nie szczędziło mi głupich żartów i aluzji na wiadomym tle...
Praca nr 4. Dom dziecka. To chyba najtrudniejsze z moich
dotychczasowych doświadczeń. Niestety, na studencką praktykę trafiłam
akurat do takiego miejsca, gdzie trudno było o personel z powołania,
gdzie wychowankowie byli tylko statystyką i kolejnym numerkiem na
liście, gdzie tak naprawdę zupełnie nie liczyły się ich indywidualne
potrzeby, odczucia i doświadczenia, z jakimi przyszli do placówki. Mogę
tylko dziękować
niebiosom za to, że kilka lat później odbieraliśmy naszego Bąbla z
zupełnie innego, zdecydowanie bardziej przyjaznego przybytku...
Praca nr 5. Przedszkole. Tutaj było mi (jako pomocy wychowawcy przedszkolnego) całkiem przyjemnie - nawet pomimo faktu, że poza zajmowaniem się dziećmi myłam też okna, szorowałam podłogi, przesadzałam klomby w przedszkolnym ogródku...Do tej pory z sentymentem wspominam niektóre dzieciaki ze swojej grupy, choć w tej chwili mają już "naście" lat, mnóstwo pryszczy, klną jak szewc i notorycznie kurzą papierosy na naszych miejscowych przystankach...
Praca nr 5. Przedszkole. Tutaj było mi (jako pomocy wychowawcy przedszkolnego) całkiem przyjemnie - nawet pomimo faktu, że poza zajmowaniem się dziećmi myłam też okna, szorowałam podłogi, przesadzałam klomby w przedszkolnym ogródku...Do tej pory z sentymentem wspominam niektóre dzieciaki ze swojej grupy, choć w tej chwili mają już "naście" lat, mnóstwo pryszczy, klną jak szewc i notorycznie kurzą papierosy na naszych miejscowych przystankach...
Praca nr 6. Urząd miasta. To tutaj uświadomiłam sobie, że praca w
naszym lokalnym samorządzie z całą pewnością nie jest tym, co chciałabym
w życiu robić. Co więcej - nie życzyłabym jej nawet swojemu największemu wrogowi. Poznałam też na własnej skórze znaczenie słów
"podkładać komuś świnie" oraz srogi gniew naszej "najwyższej władzy" w
sytuacji, kiedy zaparzona przeze mnie kawa okazała się zbyt słaba lub za
mało słodka. Chyba w żadnym innym miejscu nie spotkałam tylu leniwych, zakłamanych, zawistnych i niekompetentnych osobników,
skupionych ma tak małym metrażu. Szczególne pozdrowienia przesyłam pani
kadrowej, całymi dniami młócącej w "Snajpera" na służbowym komputerze
;)
Praca nr 7. Sklep z bielizną. Tutaj zaczepiłam się tuż po studiach licencjackich - żeby samodzielnie zarobić na dalsze, magisterskie wykształcenie. Miało być tylko na chwilę - a utknęłam na ponad 5 lat: zmagając się z kierowniczym mobbingiem oraz dopasowując gorsety i staniki klientkom, które chciały być traktowane z zaszczytami godnymi brytyjskiej królowej, natomiast nader często zapominały o antyperspirancie, depilacji pach tudzież powszechnie obowiązujących zasadach kultury. (Ale w międzyczasie przeszłam też kilka profesjonalnych szkoleń z brafittingu, więc jeśli macie problem z doborem odpowiedniego dla siebie kształtu czy rozmiaru miseczki - walcie do mnie jak w dym! ;) )
Praca nr 7. Sklep z bielizną. Tutaj zaczepiłam się tuż po studiach licencjackich - żeby samodzielnie zarobić na dalsze, magisterskie wykształcenie. Miało być tylko na chwilę - a utknęłam na ponad 5 lat: zmagając się z kierowniczym mobbingiem oraz dopasowując gorsety i staniki klientkom, które chciały być traktowane z zaszczytami godnymi brytyjskiej królowej, natomiast nader często zapominały o antyperspirancie, depilacji pach tudzież powszechnie obowiązujących zasadach kultury. (Ale w międzyczasie przeszłam też kilka profesjonalnych szkoleń z brafittingu, więc jeśli macie problem z doborem odpowiedniego dla siebie kształtu czy rozmiaru miseczki - walcie do mnie jak w dym! ;) )
Moje obecne stanowisko to : mama na pełnym etacie. Nigdy jeszcze nie miałam takiego wymagającego, nie uznającego kompromisów szefa. Nigdy nie musiałam być aż do tego stopnia dyspozycyjna - bez wynagrodzenia, bez jakichkolwiek świadczeń, bez prawa do urlopu dłuższego niż kilka godzin w tygodniu. Ale nigdy też żadne dotychczasowe zatrudnienie nie dawało mi takiej satysfakcji i nie przyprawiało codziennie o tyle nowych wzruszeń.
A jak to było z Wami?
Macie za sobą wiele zmian zatrudnienia,
czy raczej trafiłyście od razu "w dziesiątkę" i w odpowiednie dla siebie miejsce?




