Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Freelance czy etat ? - rozważania na rozdrożu.


Freelance czy etat ? - oto jest pytanie ! 
Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Z tego, co obserwuję - są to jedne z najczęstszych pytań, zadawanych sobie przez  moje zaprzyjaźnione mamy na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Z jednej strony - chciałybyśmy rozwijać się, spełniać zawodowo, realizować własne kobiece potrzeby i marzenia. Z drugiej natomiast - chcemy też jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi i towarzyszyć im na co dzień , by nie umknęły nam najważniejsze momenty z ich życia. Jaką opcję wybrać ? Co będzie najkorzystniejsze dla nas i dla naszej rodziny? To cholernie trudna i złożona decyzja - której w moim odczuciu towarzyszy wieczne EMOCJONALNE ROZDARCIE...
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Zalety pracy na freelansie .  

1. Sama organizujesz sobie czas pracy. Pracujesz tyle godzin dziennie, ile potrzebujesz. Tak naprawdę nieważne, czy będziesz rozkładać sobie zadania na standardowych osiem - czy uporasz się z nimi w ciągu zaledwie dwóch. W pracy na freelansie liczy się przede wszystkim efekt - a więc zrealizowane zlecenie, napisany tekst, ogarnięty content.  Jeśli wyrobisz się z czymś wyjątkowo szybko - możesz przeznaczyć resztę czasu na to, co sama uznasz za słuszne.  Raczej nie doświadczysz tu sytuacji takiej, jak w pracy etatowej - czyli sztucznego pozorowania różnych zajęć i czynności przed szefem, choć wszystko jest już dawno zrobione i sfinalizowane. Sama jesteś dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem - i nikt nie patrzy Ci w trakcie pracy na ręce !

2. Możesz wykonywać pracę niemal w każdych warunkach. Równie dobrze możesz realizować swoje zlecenia w domu, wcale nie wychodząc z łóżka - jak i w kawiarni na mieście albo na egzotycznej plaży ;) W gruncie rzeczy potrzebujesz tylko komputera oraz internetowego łącza - ponieważ z potencjalnymi zleceniodawcami kontaktujesz się z reguły online; za pośrednictwem maila, komunikatorów lub telefonicznie. Freelance nie koliduje więc chociażby z Twoimi planami podróżniczymi - ponieważ możesz pracować w ten sposób praktycznie z każdego zakątka świata.

3. Praca jest jednocześnie Twoją pasją. Absolutnie nie twierdzę, że praca na etacie wyklucza pasję oraz powołanie! Jednak prawda jest taka, że jako etatowiec najczęściej realizujesz cudze polecenia i cudze wizje - które nie zawsze pozostają w zgodzie z Twoją własną koncepcją i przekonaniami. Jako freelancer wybierasz natomiast to, co naprawdę Cię kręci - i przeprowadzasz działania według własnego pomysłu, jedynie konsultując go z klientami. Poszerzasz swoje horyzonty i rozwijasz kreatywność. Jesteś bardziej twórcza , niż odtwórcza.

4.  Spędzasz więcej czasu w domu, z rodziną. Możesz cały dzień budować z dzieckiem wieżę z klocków albo spacerować z mężem po górach - a dopiero wieczorem przysiąść nad zleceniem, choćby kosztem zarwanej nocy. Najważniejsze, że sama o tym decydujesz - i sama określasz, co jest dla Ciebie priorytetem w danym momencie. Twój czas pracy jest bardziej elastyczny i nienormowany.

5.  Nie masz bezpośredniego kontaktu z ludźmi.  Jeśli lubicie spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi i mieć kontakt face to face - będzie to dla Was raczej wada, niż zaleta. W przypadku mojej osoby - a więc aspołecznej, introwertycznej outsiderki - jest to rozwiązanie wręcz idealne i wymarzone. Obecność współpracowników z reguły mnie rozprasza i stresuje, wprowadza w stan irytacji i konsternacji. Zdecydowanie wolę rozgrywki "jeden na jeden" - a więc ja kontra moje zlecenie.

6. Nie musisz przestrzegać konkretnego dress-code'u. Zdawać by się mogło, że to sprawa dość poboczna i mało istotna - a jednak dla mnie ma ona ogromne znaczenie. Kiedy jeszcze pracowałam w biurze, w dość zamierzchłych czasach - to właśnie dress code był dla mnie jedną z głównych przyczyn największej męki i udręki. Jako freelancer możesz pracować również dobrze w szlafroku i  swojej ulubionej piżamie - jak i w aksamitnej sukience ;) Nic Cię nie ogranicza!

7. Masz większą motywację. Dlaczego ? Ponieważ wiesz, że Twój rozwój i wyniki zależą tylko od Ciebie ! Nikt inny Cię nie wyręczy - odpowiedzialności za swoje błędy i niepowodzenia również nie możesz zrzucić na kogoś innego. Jeśli coś spieprzysz - pretensje kierujesz tylko pod własnym adresem. Jeśli odniesiesz sukces - zawdzięczasz go tylko sobie, a satysfakcja jest ogromna !

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Wady pracy na freelansie. 

1. Przychody nie zawsze są regularne. Zdarzają się miesiące, kiedy zleceń jest multum - i sama nie wiesz, w co masz ręce włożyć. Ale zdarzają się też takie, kiedy telefon głucho milczy, a skrzynka mailowa jest zupełnie pusta - podobnie zresztą jak stan Twojego bankowego konta...

2. Istnieje całe mnóstwo "rozpraszaczy".  Realizujesz dane zlecenie - i nagle przypominasz sobie, że przecież trzeba zrobić pranie. Po drodze ogarniasz jeszcze obiad, mycie podłóg i sprzątanie dziecięcych zabawek - a kiedy po tym wszystkim spoglądasz na zegarek okazuje się, że wyczerpałaś już cały limit czasu, jaki przeznaczyłaś sobie tego dnia na robotę ;)

3. Nie wszyscy traktują pracę na freelansie poważnie. Niejednokrotnie słyszałam już opinie : " A co to właściwie za praca? Przecież jeśli nie wychodzisz z domu - to tak naprawdę wcale nie pracujesz!" Takie błędne myślenie pewnie jeszcze przez długi czas będzie się za pracą freelancera ciągnęło niczym niezbyt przyjemny smrodek - ponieważ dla wielu ludzi nadal praca musi wiązać się właśnie z tym "wyjściem w teren", pomachaniem łopatą albo odbębnionymi godzinami w korpo.

4. Czasami praca na freelansie bywa bardziej absorbująca i zajmuje więcej godzin, niż praca etatowca. Jest to punkt, który nieco koliduje z tymi opisanymi przeze mnie w pierwszej części artykułu (czyli więcej czasu dla siebie i dla rodziny) - ale niekiedy faktycznie tak bywa. Wszystko zależy tak naprawdę od konkretnego zlecenia - bo zdarzają się też takie, które dosłownie spędzają człowiekowi sen z powiek i ciągle jest coś z nimi nie tak, jak trzeba.

5. Jeśli sama się nie zmotywujesz - nikt inny nie zrobi tego za Ciebie ! To fakt. W pracy freelancera nie ma szefa , który poklepie Cię po plecach i powie, że dobrze się spisałaś. Nie ma też ekipy, która da Ci potężnego motywacyjnego kopniaka - i skłoni do tego, żebyś wreszcie porządnie przysiadła nad jakąś zaniedbaną i nie do końca zrealizowaną kwestią.

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Zjeść ciastko - i mieć ciastko ? 

Widać wyraźnie, że każdy rodzaj pracy ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Moim zdaniem nie da się zjeść przysłowiowego ciastka - i jednocześnie je mieć. Każda podjęta decyzja zawodowa  będzie wiązała się zawsze z mniejszymi lub większymi rozczarowaniami, wyrzeczeniami i zawiedzionymi nadziejami. Jeśli nie jest się Billem Gatesem albo Markiem Zuckerbergiem - można jedynie zachować dla siebie jakieś okruszki i cieszyć się nimi, jakby były najlepszym wiedeńskim tortem na świecie ;) 

 ***

Stylizacja :
kozaki - Deichmann (naszyte aplikacje - diy)
aksamitna sukienka - Dresslily
 futrzana kamizelka  - Allegro
 zegarek i biżuteria - Allegro
torebka - Dresslily

czwartek, 18 sierpnia 2016

#MyFirst7Jobs - czyli gdzie się podziewałam, zanim zostałam pełnoetatową mamą.



Od pewnego czasu wpisując w wyszukiwarkę tag #MyFirst7Jobs możecie dowiedzieć się między innymi, jakich zajęć imali się w początkach swojej kariery obecni celebryci, słynni blogerzy czy osoby zajmujące decyzyjne stanowiska w wielkich korporacjach. Możecie również dowiedzieć się, jakie były pierwsze prace zupełnie zwyczajnych, przeciętnych ludzi - i ja dzisiaj też jako taki zwyczajny, przeciętny człowiek chętnie się tym z Wami podzielę ;)

Praca nr 1. Zbieranie truskawek. Na to wakacyjne zajęcie dałam się namówić (jeden, jedyny raz) koleżance z mojej gimnazjalnej klasy. Pracowałyśmy w polu przez jakieś 10 godzin, natomiast zakwasy męczyły nas potem przez kolejne dwa tygodnie. Koleżanka wydała wszystkie zarobione pieniądze już w drodze powrotnej do domu (z tego, co pamiętam - na pączki i papierosy), natomiast ja okazałam się zdecydowanie bardziej rozsądna i przezorna - i kupiłam za nie...doładowanie do telefonu ;) Takie to właśnie były "kokosy"! ;)


Praca nr 2. Coctail bar, w którego prowadzeniu pomagałam moim znajomym. Poznałam tam całe mnóstwo nowych drinków - a  większości z nich osobiście skosztowałam, żeby móc potem polecić lub odradzić potencjalnym klientom. Zatrudnienie, będące najkrótszą drogą do uzależnienia alkoholowego ;) Na szczęście trwało tylko kilka miesięcy, bo wieczne użeranie się z nietrzeźwymi, ledwie stojącymi na nogach imprezowiczami okazało się zdecydowanie ponad moje siły.

Praca nr 3. Castorama. Tutaj stałam na promocjach. Miałam przed sobą imitację ściany, w ręku trzymałam upaćkany malarski wałek, ubrana byłam w biały kombinezon. Moim zadaniem było zachęcanie klientów do zakupu farb i pigmentów, chyba ze trzy takie zestawy udało mi się nawet sprzedać ;) - ale zrezygnowałam niemal równie szybko jak z truskawek, ponieważ czułam się po prostu okropnie w tych roboczych ciuchach i w wyłącznie męskim towarzystwie, które niestety nie szczędziło mi głupich żartów i aluzji na wiadomym tle...


Praca nr 4. Dom dziecka. To chyba najtrudniejsze z moich dotychczasowych doświadczeń. Niestety, na studencką praktykę trafiłam akurat do takiego miejsca, gdzie trudno było o personel z powołania, gdzie wychowankowie byli tylko statystyką i kolejnym numerkiem na liście, gdzie tak naprawdę zupełnie nie liczyły się ich indywidualne potrzeby, odczucia i doświadczenia, z jakimi przyszli do placówki. Mogę tylko dziękować niebiosom za to, że kilka lat później odbieraliśmy naszego Bąbla z zupełnie innego, zdecydowanie bardziej przyjaznego przybytku...

Praca nr 5. Przedszkole. Tutaj było mi (jako pomocy wychowawcy przedszkolnego) całkiem przyjemnie - nawet pomimo faktu, że poza zajmowaniem się dziećmi myłam też okna, szorowałam podłogi, przesadzałam klomby w przedszkolnym ogródku...Do tej pory z sentymentem wspominam niektóre dzieciaki ze swojej grupy, choć w tej chwili mają już "naście" lat, mnóstwo pryszczy, klną jak szewc i notorycznie kurzą papierosy na naszych miejscowych przystankach...


Praca nr 6. Urząd miasta. To tutaj uświadomiłam sobie, że praca w naszym lokalnym samorządzie z całą pewnością nie jest tym, co chciałabym w życiu robić. Co więcej - nie życzyłabym jej nawet swojemu największemu wrogowi. Poznałam też na własnej skórze znaczenie słów "podkładać komuś świnie" oraz srogi gniew naszej "najwyższej władzy" w sytuacji, kiedy zaparzona przeze mnie kawa okazała się zbyt słaba lub za mało słodka. Chyba w żadnym innym miejscu nie spotkałam tylu leniwych, zakłamanych, zawistnych i niekompetentnych osobników, skupionych ma tak małym metrażu.  Szczególne pozdrowienia przesyłam pani kadrowej, całymi dniami młócącej w "Snajpera" na służbowym komputerze ;)

Praca nr 7. Sklep z bielizną. Tutaj zaczepiłam się tuż po studiach licencjackich - żeby samodzielnie zarobić na dalsze, magisterskie wykształcenie. Miało być tylko na chwilę - a utknęłam na ponad 5 lat: zmagając się z kierowniczym mobbingiem oraz dopasowując gorsety i staniki klientkom, które chciały być traktowane z zaszczytami godnymi brytyjskiej królowej, natomiast nader często zapominały o antyperspirancie, depilacji pach tudzież powszechnie obowiązujących zasadach kultury. (Ale w międzyczasie przeszłam też kilka profesjonalnych szkoleń z brafittingu, więc jeśli macie problem z doborem odpowiedniego dla siebie kształtu czy rozmiaru miseczki - walcie do mnie jak w dym! ;) )


Moje obecne stanowisko to : mama na pełnym etacie.  Nigdy jeszcze nie miałam takiego wymagającego, nie uznającego kompromisów szefa. Nigdy nie musiałam być aż do tego stopnia dyspozycyjna - bez wynagrodzenia, bez jakichkolwiek świadczeń, bez prawa do urlopu dłuższego niż kilka godzin w tygodniu. Ale nigdy też żadne dotychczasowe zatrudnienie nie dawało mi takiej satysfakcji i nie przyprawiało codziennie o tyle nowych wzruszeń. 

A jak to było z Wami? 
Macie za sobą wiele zmian zatrudnienia,
czy raczej trafiłyście od razu "w dziesiątkę" i w odpowiednie dla siebie miejsce? 

wtorek, 9 sierpnia 2016

W poszukiwaniu "czasorozciągacza"- czyli moja codzienna żonglerka macierzyństwem, blogowaniem i kilkoma innymi rzeczami.


W pracy i na studiach byłam postrzegana przez otoczenie jako osoba niesamowicie poukładana i multifunkcyjna.  Taka , która ma wszystko zawsze pod kontrolą – i dopięte na ostatni guzik. Taka, która pomimo ogromu zadań na swoich barkach daje radę wywiązać się z nich wszystkich satysfakcjonująco i w terminie – nawet kosztem zarwanych nocy, hektolitrów wypitej kawy i kilku kilogramów mniej na łazienkowej wadze. 

Dopiero życie u boku hiperaktywnego dwulatka uświadomiło mi, że wcale tak nie jest. Świetnie zorganizowana mogłam WYDAWAĆ SIĘ tylko do momentu, kiedy to ja sama decydowałam o swoim czasie i rozkładzie dnia – kiedy sama dla siebie byłam sterem, żeglarzem i okrętem...


Aktualnie moim czasem zarządza przede wszystkim Bąbel.

Bąbel, który nie przesypia już nawet 5 minut w ciągu całego dnia. Bąbel, który nadal stale potrzebuje mojej uwagi i umie zająć się samodzielną zabawą tylko przez krótką chwilkę, pozwalającą mi na skorzystanie z toalety albo wypicie względnie ciepłej herbaty. 

Bąbel, który potrafi w tej samej sekundzie chcieć jabłuszko – i wcale go nie chcieć; najpierw ciągnąć mnie na dwór z wielkim lamentem – a za minutę kategorycznie domagać się natychmiastowego powrotu do domu; jednocześnie żądać ode mnie włączenia nocnej lampki i jej wyłączenia – i jeszcze stu tysięcy najróżniejszych innych rzeczy, których nijak nie da się ze sobą pogodzić ;) 


Prawda jest taka, że po całym dniu drałowania z jednego placu zabaw na drugi, po kilkunastu histeriach w miejscach publicznych, po wspólnym przeprawianiu się z Młodym przez rzekę, podziwianiu pociągów na peronie i koparek na placu budowy, po zaliczeniu wszystkich okolicznych piaskownic, kałuż, miejskich fontann i innych dziwacznych zakamarków – po prostu PADAM Z NÓG.

I coraz częściej zastanawiam się, co będzie dalej.

Już teraz momentami czuję się jak cyrkowiec, balansujący na linie na dużej wysokości i żonglujący przy tym kilkoma piłeczkami na raz. Czy uda mi się pogodzić moje macierzyństwo, zbliżające się kolejne studia i dotychczasową dorywczą pracę? Czy uda mi się wpleść w to wszystko jeszcze pewne projekty związane z blogiem, o których od jakiegoś czasu bardzo intensywnie myślę i które potrzebują właściwie tylko postawienia przysłowiowej „kropki nad i”, żeby ruszyć z kopyta? 

Czy to moje wirtualne miejsce w ogóle będzie miało szansę nadal funkcjonować w natłoku innych, realnych spraw - czy też pokryje się grubą warstwą kurzu i pajęczyn, których z czasem nawet nie będzie mi się chciało z niego wymiatać? 

Dlatego właśnie mniej mnie tutaj, mniej mnie w komentarzach na Waszych blogach, w sumie wszędzie mnie mniej. W skrzynce odbiorczej piętrzą się maile, na które jeszcze nie zdążyłam odpowiedzieć. W wersjach roboczych czeka na mnie kilkanaście zaplanowanych postów - a każdy z nich napoczęty, rozgrzebany, jednym zębem nadgryziony…

 ***

W tak zwanym międzyczasie stuknęło nam 6-lecie stażu małżeńskiego – o którym też zamierzałam Wam napisać, ale…nie miałam kiedy tego zrobić :/  Odnieśliśmy również pewne sukcesy i postępy w odpieluchowaniu, choć wybrana przez nas metoda jest raczej mało wychowawcza – i polega po prostu na wrzucaniu do niniejszego słoiczka monety za każdym razem, kiedy Bąbel skorzysta z nocnika tudzież nakładki na sedes ;)


Wybaczcie mi, jeśli milczę – jeśli nie skomentuję, nie uniosę kciuka w górę na Facebooku.
Postaram się jakoś ogarnąć, poprawić, dać z siebie 200% normy.