Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2024

A gdyby tak się przebranżowić? - czyli o tym, dlaczego warto robić dodatkowe szkolenia oraz kursy.

Czasami w życiu przychodzi taki moment, że trzeba się przebranżowić. Twoje studia okazują się niewiele warte, a dyplom ich ukończenia stanowi jedynie piękny papierek, który można oprawić sobie w ramkę i powiesić na ścianie na pamiątkę nieprzemyślanych życiowych wyborów. Albo po kilku latach musisz pożegnać się ze swoją ukochaną, wymarzoną pracą - jedyną, z którą wiązałaś swoją dalszą przyszłość i w której NAPRAWDĘ chciałaś doczekać emerytury. Jednocześnie nie czujesz się już na siłach, żeby ponownie zasiadać w szkolnej ławie. Wiesz, że w tym momencie swojego życia nie udźwigniesz stresów związanych z kolejnym kierunkiem, następnymi egzaminami, pisaniem i obroną trzeciej pracy dyplomowej...

foto: pixabay.com/Tumisu
 

W takich chwilach rozważasz naprawdę różne opcje i alternatywne scenariusze dotyczące Twojego dalszego rozwoju zawodowego. Zastanawiasz się, jakie są Twoje mocne i słabe strony. Jakie masz potencjalne szanse, by wystartować z własnym biznesem - i jakie jest ryzyko, że przepadniesz z kretesem w starciu z konkurencją oraz brutalną rzeczywistością. Mówiąc krótko, robisz coś w rodzaju analizy SWOT swojej własnej osoby. W pewnym momencie zaczynasz też szperać w internecie w poszukiwaniu dodatkowych szkoleń i kursów, które pozwolą Ci na zdobycie nowych umiejętności i kompetencji. Trafiasz chociażby na stronę www.creator.net.pl i myślisz sobie: "Kurczę, a może to jest właśnie TO? Przecież zawsze lubiłam bawić się przestrzenią wokół siebie, zmieniać wystrój mieszkania, dodawać do niego coraz to inne akcenty...Może faktycznie sprawdzę się jako projektantka wnętrz albo specjalistka od home stagingu?"

Tego typu kursy mają kilka podstawowych zalet. Po pierwsze, oszczędzasz dzięki nim sporo czasu - ponieważ pozwalają na zdobycie nowej wiedzy i uprawnień w stosunkowo krótkim okresie. Po drugie, jakość kształcenia wcale nie jest gorsza - trzeba tylko wybierać kompetentne instytucje o statusie placówek oświatowych, w których uczy profesjonalna kadra i które po ukończonym szkoleniu zagwarantują Ci certyfikat MEiN. Po trzecie, spora część kursów może odbywać się w trybie online - na platformach internetowych stanowiących skuteczne narzędzie e-learningu. Uczysz się we własnym tempie dostosowanym do indywidualnych potrzeb i możliwości, masz całodobowy dostęp do wszystkich materiałów - a czas, który normalnie spędziłabyś na dojazdach do uczelni, poświęcasz rodzinie lub rozwijaniu pasji. 

foto: pixabay.com/mohamed_hassan

Znam kilka osób, które dzięki takim dodatkowym szkoleniom całkowicie odmieniły swoje życie, porzuciły znienawidzoną pracę na etacie, rozkręciły własną działalność i zaczęły spełniać marzenia. Może i ja kiedyś się na to odważę? A może wśród Was również jest ktoś taki, kto mógłby podzielić się własnymi doświadczeniami? Dajcie znać w komentarzach!

________________________________________

*wpis powstał w ramach współpracy 


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Freelance czy etat ? - rozważania na rozdrożu.


Freelance czy etat ? - oto jest pytanie ! 
Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Z tego, co obserwuję - są to jedne z najczęstszych pytań, zadawanych sobie przez  moje zaprzyjaźnione mamy na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Z jednej strony - chciałybyśmy rozwijać się, spełniać zawodowo, realizować własne kobiece potrzeby i marzenia. Z drugiej natomiast - chcemy też jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi i towarzyszyć im na co dzień , by nie umknęły nam najważniejsze momenty z ich życia. Jaką opcję wybrać ? Co będzie najkorzystniejsze dla nas i dla naszej rodziny? To cholernie trudna i złożona decyzja - której w moim odczuciu towarzyszy wieczne EMOCJONALNE ROZDARCIE...
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Zalety pracy na freelansie .  

1. Sama organizujesz sobie czas pracy. Pracujesz tyle godzin dziennie, ile potrzebujesz. Tak naprawdę nieważne, czy będziesz rozkładać sobie zadania na standardowych osiem - czy uporasz się z nimi w ciągu zaledwie dwóch. W pracy na freelansie liczy się przede wszystkim efekt - a więc zrealizowane zlecenie, napisany tekst, ogarnięty content.  Jeśli wyrobisz się z czymś wyjątkowo szybko - możesz przeznaczyć resztę czasu na to, co sama uznasz za słuszne.  Raczej nie doświadczysz tu sytuacji takiej, jak w pracy etatowej - czyli sztucznego pozorowania różnych zajęć i czynności przed szefem, choć wszystko jest już dawno zrobione i sfinalizowane. Sama jesteś dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem - i nikt nie patrzy Ci w trakcie pracy na ręce !

2. Możesz wykonywać pracę niemal w każdych warunkach. Równie dobrze możesz realizować swoje zlecenia w domu, wcale nie wychodząc z łóżka - jak i w kawiarni na mieście albo na egzotycznej plaży ;) W gruncie rzeczy potrzebujesz tylko komputera oraz internetowego łącza - ponieważ z potencjalnymi zleceniodawcami kontaktujesz się z reguły online; za pośrednictwem maila, komunikatorów lub telefonicznie. Freelance nie koliduje więc chociażby z Twoimi planami podróżniczymi - ponieważ możesz pracować w ten sposób praktycznie z każdego zakątka świata.

3. Praca jest jednocześnie Twoją pasją. Absolutnie nie twierdzę, że praca na etacie wyklucza pasję oraz powołanie! Jednak prawda jest taka, że jako etatowiec najczęściej realizujesz cudze polecenia i cudze wizje - które nie zawsze pozostają w zgodzie z Twoją własną koncepcją i przekonaniami. Jako freelancer wybierasz natomiast to, co naprawdę Cię kręci - i przeprowadzasz działania według własnego pomysłu, jedynie konsultując go z klientami. Poszerzasz swoje horyzonty i rozwijasz kreatywność. Jesteś bardziej twórcza , niż odtwórcza.

4.  Spędzasz więcej czasu w domu, z rodziną. Możesz cały dzień budować z dzieckiem wieżę z klocków albo spacerować z mężem po górach - a dopiero wieczorem przysiąść nad zleceniem, choćby kosztem zarwanej nocy. Najważniejsze, że sama o tym decydujesz - i sama określasz, co jest dla Ciebie priorytetem w danym momencie. Twój czas pracy jest bardziej elastyczny i nienormowany.

5.  Nie masz bezpośredniego kontaktu z ludźmi.  Jeśli lubicie spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi i mieć kontakt face to face - będzie to dla Was raczej wada, niż zaleta. W przypadku mojej osoby - a więc aspołecznej, introwertycznej outsiderki - jest to rozwiązanie wręcz idealne i wymarzone. Obecność współpracowników z reguły mnie rozprasza i stresuje, wprowadza w stan irytacji i konsternacji. Zdecydowanie wolę rozgrywki "jeden na jeden" - a więc ja kontra moje zlecenie.

6. Nie musisz przestrzegać konkretnego dress-code'u. Zdawać by się mogło, że to sprawa dość poboczna i mało istotna - a jednak dla mnie ma ona ogromne znaczenie. Kiedy jeszcze pracowałam w biurze, w dość zamierzchłych czasach - to właśnie dress code był dla mnie jedną z głównych przyczyn największej męki i udręki. Jako freelancer możesz pracować również dobrze w szlafroku i  swojej ulubionej piżamie - jak i w aksamitnej sukience ;) Nic Cię nie ogranicza!

7. Masz większą motywację. Dlaczego ? Ponieważ wiesz, że Twój rozwój i wyniki zależą tylko od Ciebie ! Nikt inny Cię nie wyręczy - odpowiedzialności za swoje błędy i niepowodzenia również nie możesz zrzucić na kogoś innego. Jeśli coś spieprzysz - pretensje kierujesz tylko pod własnym adresem. Jeśli odniesiesz sukces - zawdzięczasz go tylko sobie, a satysfakcja jest ogromna !

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Wady pracy na freelansie. 

1. Przychody nie zawsze są regularne. Zdarzają się miesiące, kiedy zleceń jest multum - i sama nie wiesz, w co masz ręce włożyć. Ale zdarzają się też takie, kiedy telefon głucho milczy, a skrzynka mailowa jest zupełnie pusta - podobnie zresztą jak stan Twojego bankowego konta...

2. Istnieje całe mnóstwo "rozpraszaczy".  Realizujesz dane zlecenie - i nagle przypominasz sobie, że przecież trzeba zrobić pranie. Po drodze ogarniasz jeszcze obiad, mycie podłóg i sprzątanie dziecięcych zabawek - a kiedy po tym wszystkim spoglądasz na zegarek okazuje się, że wyczerpałaś już cały limit czasu, jaki przeznaczyłaś sobie tego dnia na robotę ;)

3. Nie wszyscy traktują pracę na freelansie poważnie. Niejednokrotnie słyszałam już opinie : " A co to właściwie za praca? Przecież jeśli nie wychodzisz z domu - to tak naprawdę wcale nie pracujesz!" Takie błędne myślenie pewnie jeszcze przez długi czas będzie się za pracą freelancera ciągnęło niczym niezbyt przyjemny smrodek - ponieważ dla wielu ludzi nadal praca musi wiązać się właśnie z tym "wyjściem w teren", pomachaniem łopatą albo odbębnionymi godzinami w korpo.

4. Czasami praca na freelansie bywa bardziej absorbująca i zajmuje więcej godzin, niż praca etatowca. Jest to punkt, który nieco koliduje z tymi opisanymi przeze mnie w pierwszej części artykułu (czyli więcej czasu dla siebie i dla rodziny) - ale niekiedy faktycznie tak bywa. Wszystko zależy tak naprawdę od konkretnego zlecenia - bo zdarzają się też takie, które dosłownie spędzają człowiekowi sen z powiek i ciągle jest coś z nimi nie tak, jak trzeba.

5. Jeśli sama się nie zmotywujesz - nikt inny nie zrobi tego za Ciebie ! To fakt. W pracy freelancera nie ma szefa , który poklepie Cię po plecach i powie, że dobrze się spisałaś. Nie ma też ekipy, która da Ci potężnego motywacyjnego kopniaka - i skłoni do tego, żebyś wreszcie porządnie przysiadła nad jakąś zaniedbaną i nie do końca zrealizowaną kwestią.

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?

Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Freelance czy etat ? - Wady i zalety pracy freelancera. - Jak pogodzić macierzyństwo z karierą?
 
Zjeść ciastko - i mieć ciastko ? 

Widać wyraźnie, że każdy rodzaj pracy ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Moim zdaniem nie da się zjeść przysłowiowego ciastka - i jednocześnie je mieć. Każda podjęta decyzja zawodowa  będzie wiązała się zawsze z mniejszymi lub większymi rozczarowaniami, wyrzeczeniami i zawiedzionymi nadziejami. Jeśli nie jest się Billem Gatesem albo Markiem Zuckerbergiem - można jedynie zachować dla siebie jakieś okruszki i cieszyć się nimi, jakby były najlepszym wiedeńskim tortem na świecie ;) 

 ***

Stylizacja :
kozaki - Deichmann (naszyte aplikacje - diy)
aksamitna sukienka - Dresslily
 futrzana kamizelka  - Allegro
 zegarek i biżuteria - Allegro
torebka - Dresslily

wtorek, 2 stycznia 2018

Tak długo spełniałam oczekiwania innych ludzi - aż uwierzyłam, że są moje własne.


Poczynając od  czasów szkolnych - ciągle spełniałam cudze oczekiwania...

Byłam  klasową prymuską, miałam średnią  ocen  5,3. Wygrywałam  konkursy, zgarniałam naukowe stypendia, moje  świadectwo  zawsze zdobił czerwony  pasek - a wraz z końcem roku szkolnego odbierałam nagrody od  wychowawcy,  dyrektora  szkoły i burmistrza naszego miasta.

Lubiłam  się uczyć, czytać i chłonąć wiedzę - a jednak  niektórych  szkolnych  przedmiotów szczerze nie znosiłam. Mimo to  brałam  udział w olimpiadach przedmiotowych i innych kompetycjach - ponieważ wiedziałam, że właśnie  tego  oczekiwali  ode  mnie  nauczyciele. Zmuszałam się do  zainteresowania  i  zaangażowania - by  spełnić ich "wymogi" odnośnie  mojej osoby. To  był błąd - ogromny  błąd.

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful
  
spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful
 
Potem nastały  czasy  studiów...

...oraz studenckich praktyk,  płatnych  staży i pierwszej  poważnej  pracy. Tutaj  również bardzo  trudno  było  mi  zdobyć się na  asertywność.  Pozwalałam  się  wykorzystywać, harowałam  ponad  siły i odwalałam większość roboty za swoich znajomych na uczelni oraz przełożonych. W grupowych  projektach  wszyscy doskonale  wiedzieli, że mogą mieć totalnie  wywalone - bo przecież Karolina  zrobi  wszystko  za nich, a potem jeszcze  odpowiednio  "sprzeda" to, stając twarzą w twarz z prowadzącym zajęcia. 

Kiedy  poznałam  mojego przyszłego męża...

byłam  przekonana, że ta  zła passa spełniania  cudzych oczekiwań została wreszcie  przerwana  raz  na  zawsze. Niewielu  ludzi  dawało temu związkowi szansę - wielu natomiast insynuowało, spekulowało i tylko czekało na moment, w którym wszystko legnie w gruzach. Tymczasem jesteśmy ze sobą już od 13 lat - zorganizowaliśmy ślub i całe swoje życie totalnie po swojemu (bo przecież na naszym weselu grali techno - nieprawdaż? ;) ) i jakoś sobie radzimy, niezależnie od cudzej aprobaty lub jej braku.

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

 A jednak była jeszcze jedna kwestia, w której znów 
dałam się ponieść na fali cudzych wyobrażeń, oczekiwań i roszczeń.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu i minionych lat :  nawet swoją niepłodność w pewnym momencie życia leczyłam już nie dlatego, że sama tego chciałam - tylko dlatego , że oczekiwało  tego ode mnie moje otoczenie. Moi teściowie, lekarze i wszystkie inne osoby, które na wieść o planach adopcji znacząco stukały się w czoło i patrzyły na mnie jak na kompletną wariatkę. 

Moje myśli od dawna krążyły już wokół przysposobienia, wokół wizyt w ośrodku i starania się o "dziecko z serduszka" - a mimo wszystko nadal z tym zwlekałam (choć na szczęście niezbyt długo). Tak bardzo żyłam wtedy cudzymi oczekiwaniami - że w końcu wmówiłam sobie, iż sama również tego pragnę. Tak często powtarzałam sobie cudze słowa - że uznałam je za swoje własne i przyjęłam jako pewnik.

spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful


spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

Nigdy  więcej. Nigdy  więcej  tego  nie  zrobię.
Nie zamierzam dłużej żyć i postępować tak, jak chcą tego ode mnie inni ludzie.

Adopcja Bąbla dokonała wielkiego przełomu  nie tylko w naszym życiu - ale również w moim sposobie myślenia. Otworzyła jakieś drzwi, jakieś nowe szufladki w mojej głowie. Udowodniła mi, że zawsze warto iść za własnym wewnętrznym głosem - zamiast słuchać cudzych sugestii, życzeń i podszeptów. 

 Nikt nie przeżyje mojego życia za mnie.
I nikt nie będzie mówił mi, jak powinnam to robić.

Nie ma nic lepszego - niż po wielu latach dojść wreszcie do takich wniosków.
I takie właśnie są moje życzenia dla Was na ten i na każdy kolejny rok:

Żyjcie po swojemu :)
 
spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful
 
spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful
 
spełnianie cudzych oczekiwań - trendy jesień zima 2017 2018 - stylizacja a'la Rosjanka - Zaful

Stylizacja :

 sukienka w paski - Zaful
sweter z falbanami - Zaful 
naszyjnik / kolczyki - sklep indyjski
toczek  / szal / rękawiczki - Allegro
torebka - bazar w Zakopanem
kozaki / rajstopy - nie pamiętam, to było dawno ;)

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Kurs online dla mam. Jaki wybrać - i czy naprawdę warto?

Jakiś czas  temu  pisałam  Wam  o rozwoju  na  urlopie  macierzyńskim - a właściwie  o tym, że  mój  rozwój zaczął się na  nowo  dopiero  PO pierwszym  roku bycia  mamą. Dopiero  wtedy  zaczęłam  bardziej  regularnie  blogować, brać dodatkowe  zlecenia i wracać do  dawnych  pasji, które  zdążyły  już pokryć się cienką warstewką kurzu.

Koniecznie  chciałam  też znaleźć dla  siebie  jakiś ciekawy kurs  online, który  będę mogła  realizować bez  wychodzenia  z domu  i mając do  dyspozycji  jedynie  internetowe  łącze. Właśnie  w ten  sposób trafiłam  na kurs internetowy "Dziecko  w albumie" - o którym  chcę Wam  dzisiaj  opowiedzieć.

kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia
pixabay

Kurs  online dla  mam  - jaki  wybrać?

Nie  przedstawię Wam  tutaj  żadnej  gotowej listy kursów online czy  recepty na  wybór  tego  najwłaściwszego. Kurs ma  być przede  wszystkim  zgodny  z Waszymi zainteresowaniami, predyspozycjami i dziedziną, w jakiej chciałybyście  się przeszkolić oraz  zdobyć nowe  umiejętności.

Ja  wybrałam  "Dziecko w albumie" głównie dlatego , że w ciągu  ostatnich dwóch lat dość intensywnie  działałam  w temacie  DIY.  Robiłam samodzielnie  najróżniejsze  ozdoby, upominki  dla  najbliższych, zabawki  i pomoce  edukacyjne dla  Bąbla. Dokumentowałam  też nasze  wspólne  chwile  w albumach  i kronikach  - z których  jednak  nie  byłam  w pełni  zadowolona  i wciąż odnosiłam nieodparte wrażenie, że  brakuje  im  tego magicznego "CZEGOŚ", co chciałam  w nich zawrzeć.

Teraz  już wiem, że  to  mi  brakowało  teoretycznych  podstaw, pomysłu i merytorycznej  wiedzy. Dopiero autorzy kursu uświadomili  mi, że wykonywanie  takich  dziecięcych albumów  to  prawdziwa  sztuka  - i podrzucili mnóstwo kreatywnych  rozwiązań na ich  urozmaicenie, wzbogacenie  oraz nadanie im wyjątkowo pięknej oprawy.
 
kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

Pocket scrapbooking - a co to  takiego?

Pocket  scrapbooking to  nic  innego, jak tworzenie albumów kieszonkowych - a więc takich, gdzie poszczególne elementy umieszczone są w podzielonych na kieszonki koszulkach segregatora. Można w ten sposób dokumentować tak naprawdę niemal wszystko - swoje hobby, pasję czy podróże - natomiast kurs "Dziecko w albumie" poświęcony jest (jak sama nazwa wskazuje) uwiecznianiu najpiękniejszych i najważniejszych momentów z życia naszego dziecka.

Przejście  w całości  przez wspomniany  kurs pokazuje ewidentnie, że sam  zmysł estetyczny  do tego nie  wystarczy. Przydałaby  się też wiedza  z dziedziny  fotografii, planowania  przestrzennego  i przynajmniej  podstawowe umiejętności  obróbki  plików w programach  graficznych. Dlatego "Dziecko  w albumie" to  tak  naprawdę kilka  różnych, połączonych ze  sobą warsztatów - w ramach  których  swoją wiedzą dzielą się z uczestnikami  inne  mamy-specjalistki: utalentowane  graficzki  i fotografki oraz po prostu kobiety o artystycznej duszy.

kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

 "Dziecko w albumie" - struktura i przebieg kursu

Przewidziany czas trwania kursu to trzy tygodnie - a w każdym z nich znajdziemy materiały podzielone  na  trzy  zasadnicze części - motywacyjną, merytoryczną i praktyczną. Każdy tydzień to również kolejny  poziom  zaawansowania - a więc zgodnie z logiką przechodzimy od ogółu do szczegółu; od bardzo podstawowych informacji i nieskomplikowanych treści aż do tego, co określam jako "wyższą szkołę jazdy".   

www.dzieckowalbumie.pl

We wszystkich działach znajdziemy liczne przykłady gotowych  stron, bogatą dokumentację zdjęciową i filmiki instruktażowe  - oraz  inne przeznaczone do druku "przydasie ", które  możemy  wykorzystać do  tworzenia  własnych  albumów. Dodatkowo nie  musimy  poszukiwać wszystkich  potrzebnych  materiałów i artykułów papierniczych na  własną rękę - bo  są one  zgromadzone  w jednym konkretnym miejscu w Sieci, do  którego  jako  uczestnicy  kursu  otrzymujemy  bardzo atrakcyjne  zniżki.

Oprócz tego  kursanci   skupieni  są również w facebookowej  grupie , gdzie  mogą wymieniać się doświadczeniami, dzielić pomysłami  i efektami  swojej  pracy - oraz brać udział w konkursach, w których do wygrania są nagrody bardzo przydatne dla wszystkich fanów pocket scrapbookingu :)

kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

 Kurs  online  "Dziecko  w albumie " - czy  warto?

Ja  odpowiadam  na  powyższe  pytanie: zdecydowanie  TAK!  Nie  ma  tam  zbędnego  lania  wody - tylko konkrety, naprawdę sensowne i przydatne  wskazówki  oraz kawał porządnej, merytorycznej  wiedzy. "Samo  mięcho" - można  by  rzec ;) - które dodatkowo daje ogromnego motywacyjnego kopa.

Dzięki  kursowi  poznałam  zupełnie  nowe funkcje  swojego  aparatu fotograficznego - o których istnieniu wcześniej nawet nie miałam pojęcia. Opanowałam też nakładanie  masek  w Photoshopie, nauczyłam  się świetnie planować przestrzeń w moich  albumach i zagospodarowywać każdą stronę we  właściwy  sposób. Dowiedziałam się o ciekawych technikach  zdobień i trikach, dzìęki  którym  część zdjęć i osobistych zapisków może być niewidoczna dla  postronnych  obserwatorów. Spróbowałam nawet kaligrafii, w której zresztą zamierzam się rozwijać! :)

A przede wszystkim - nauczyłam  się jeszcze pełniej i bardziej systematycznie 
chwytać chwile z życia Bąbla, nadając temu  znamiona artyzmu. 
 
kurs online dziecko w albumie - album dziecka - kronika - project life - pocket scrapbooking - journaling - księga życia

 "Dziecko w albumie" jest po prostu A-W-E-S-O-M-E -
dokładnie tak, jak Bąbel na zdjęciu powyżej :)

Polecam kurs każdej mamie, która lubi uwieczniać swoje dziecko na zdjęciach, 
spisywać wspomnienia  i gromadzić najróżniejszego rodzaju pamiątki.

To naprawdę ciekawa forma samorozwoju - zwłaszcza dla osób z artystyczną duszą,
do których (śmiem nieskromnie twierdzić) również się zaliczam ;)

***

A TUTAJ znajdziecie również pozostałe interesujące kursy, stworzone przez tę samą ekipę.

poniedziałek, 2 października 2017

Rozwój osobisty na urlopie macierzyńskim - realny cel czy utopia ?


Zdaje się, że to było zaledwie chwilę temu. Tymczasem minęły już ponad 3 lata, odkąd poszłam na urlop macierzyński - i ponad 2 lata od momentu, w którym zdecydowałam się kontynuować opiekę nad Bąblem w domu na urlopie wychowawczym. 

Czy moje wyobrażenia o urlopie macierzyńskim i wychowawczym miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? Czy w 100 procentach pochłonęło mnie wyłącznie dziecko - czy też znalazłam czas na własny rozwój i poszerzanie horyzontów? Jaki to był okres dla mnie i dla całej naszej rodziny - i do jakich wniosków mnie doprowadził ? 


Urlop macierzyński - to nie jest żaden "urlop" :)

Obalmy mity i zweryfikujmy niewłaściwe nazewnictwo. Urlop macierzyński to naprawdę ostra harówa i permanentne zmęczenie - jakiego do tej pory w swoim życiu nie doświadczyłam, nawet zasuwając po 12 godzin dziennie w poprzedniej pracy.

Oczywiście, jest to również harówa całkiem przyjemna i satysfakcjonująca - bo uroczy bezzębny uśmiech jest nam w stanie naprawdę wiele wynagrodzić, a na widok kolejnych postępów naszego dziecka serce aż rośnie ze wzruszenia, a nogi miękną w kolanach... ALE - nadal jest to cholernie ciężka praca, podczas której masz nad sobą najbardziej wymagającego i "roszczeniowego" szefa, jakiego tylko jesteś w stanie sobie wyobrazić ;)

Wariackie dni, nieprzespane noce, załatwianie potrzeb fizjologicznych z niemowlakiem na kolanach, kompletny brak czasu dla siebie, męża i reszty świata - właśnie tak w wielkim skrócie mogłabym podsumować pierwszy rok życia naszego synka. Wszystkie te czynniki razem wzięte stanowią punkt wyjścia dla kolejnej kwestii...


 Urlop macierzyński - wyobrażenia kontra rzeczywistość.
 
Miałam odnośnie macierzyńskiego pewne plany - których nie zrealizowałam wcześniej, rzucając się w wir pracy połączonej ze studiami. Dla przykładu, planowałam zapisać się na jakiś kurs językowy, co to niby "15 minut dziennie przy komputerze wystarczy". Are you kidding me? 15 minut to się mój laptop odpalał - a potem mały Bąbel przebudzony ze snu darł się wniebogłosy i trzeba było lecieć do niego jak do pożaru. I tak kilkanaście/ kilkadziesiąt razy w ciągu jednej nocy. To by było na tyle w kwestii nauki języków ;)

Planowałam też nadrobić zaległości w lekturze - i przeczytać chociaż część książek, piętrzących się na moim prywatnym stosiku przy łóżku. Nie przewidziałam natomiast , że przy małym i wiecznie płaczącym dziecku niekiedy będę chodzić przez cały dzień w piżamie, myć zęby dopiero o 12stej, a włosy - raz w tygodniu. Dlatego też z moich doświadczeń wynika, że...

....Urlop macierzyński to nie jest najlepszy czas na rozwój osobisty.

W moim przypadku cała ta gadka o "rozwoju na urlopie macierzyńskim" okazała się utopią i jednym wielkim pieprzeniem. Nie miałam czasu nawet zjeść i spokojnie się wysikać - a co dopiero się rozwijać w jakikolwiek sensowny sposób. 

Kiedy mąż przejmował stery i zajmował się Młodym - odgruzowywałam z grubsza mieszkanie i siebie. Z całą pewnością nie myślałam wtedy o żadnych kursach czy szkoleniach. 

Kiedy raz na jakiś  czas zostawialiśmy Młodego  z moimi rodzicami lub teściami  - to załatwialiśmy  bieżące  zakupy, wizyty u lekarza i sprawy  urzędowe, a nie biegaliśmy po jakichś tam szkołach tańca, siłowniach, warsztatach garncarstwa czy szydełkowania. 

Kiedy miałam  chociaż  króciutką  chwilę  "wolnego" od synka - to najczęściej  byłam  w stanie tylko uciąć  sobie drzemkę  albo siedzieć bez ruchu i tępo wgapiać się w ścianę.  Na nic więcej  zwyczajnie nie starczało mi siły. 


Moim zupełnie subiektywnym zdaniem - najlepszym sposobem na rozwój na urlopie macierzyńskim jest PO PROSTU SOBIE TEN ROZWÓJ ODPUŚCIĆ. Dać sobie czas. Budować więź z dzieckiem. Towarzyszyć mu. Mieć na uwadze jego potrzeby - ale również swój własny komfort psychiczny. Nie gonić za tym słynnym "rozwojem" za wszelką cenę, kosztem jeszcze większego zmęczenia i poczucia rozdarcia - bo i tak (mówiąc całkiem szczerze) w ciągu kilku czy kilkunastu pierwszych miesięcy jest on raczej mało  realny. Mi w zupełności wystarczało obserwowanie rozwoju mojego dziecka - natomiast mój osobisty mógł trochę poczekać i ustąpić miejsca wszelkim dokonaniom Juniora. 

Co innego urlop wychowawczy...
 
To już była zupełnie inna bajka.  Bąbel coraz starszy i bardziej samodzielny - wykazywał też większą chęć do pozostawania od czasu do czasu pod opieką dziadków. Potrafił zająć się przez chwilę samym sobą, przywykł do jazdy samochodem i wspólnego podróżowania - a więc zaczęliśmy powolutku wracać na dawne tory i kultywować nasz wcześniejszy, aktywny tryb życia. Ja zdecydowałam się na kolejne studia, zaczęłam dorabiać sobie na freelansie i brać drobne zlecenia dla podreperowania naszego domowego budżetu. Od tamtej pory jestem też bardziej obecna w blogosferze - na różnego rodzaju spotkaniach, warsztatach i konferencjach - a i z mężem mamy nieco więcej czasu tylko dla siebie. 
 
ŻADNEGO Z TYCH URLOPÓW ABSOLUTNIE NIE ŻAŁUJĘ. Każdy z nich był dla mnie niesamowicie cenny - ponieważ mogłam być obecna przy najważniejszych momentach w życiu mojego synka i nie musiałam balansować pomiędzy domem a pracą niczym cyrkowy akrobata, poruszający się po wysoko zawieszonej linie. Jestem naprawdę cholernie wdzięczna losowi, że mogłam sobie na to pozwolić.

Jednak to dopiero na urlopie wychowawczym złapałam nowy wiatr w żagle i zaczęłam faktycznie rozwijać się w różnych kierunkach - nadal będąc przy Bąblu, poświęcając mu swój czas i uwagę. 
 
 
 A jak to było / jest w Waszym przypadku?
Czy zdecydowałyście się na któryś z tych urlopów ? A może na oba?
Jakie refleksje Wam w związku z tym towarzyszą ?
 

sobota, 14 listopada 2015

Szklanka do połowy pełna.

I znowu w mordę od życia oberwałam. Nie jakoś bardzo dotkliwie, jeśli wziąć pod uwagę niektóre ludzkie dramaty i problemy - ale wystarczająco mocno, by zabolało...

O dziwo nie rozklejam się, nie smarkam w poduszkę, nie zraszam doniczkowych kwiatków całymi fontannami łez - już chyba z tego typu reakcji wyrosłam, a przede wszystkim nauczyłam się, że i tak nic nie dają.

Dla odmiany staram się widzieć swoją szklankę do połowy pełną, wyciągnąć z tej sytuacji jakieś konstruktywne wnioski i doszukać się jej pozytywnych aspektów (bo podobno ZAWSZE da się takowe odnaleźć). 


Myślę sobie, że to faktycznie było PO COŚ. Chyba po prostu musiałam dostać takiego porządnego kopa w tyłek, bo inaczej nadal siedziałabym na nim zbyt pewnie i bezpiecznie, wierząc naiwnie w ludzką bezinteresowną pomoc i szczere, szlachetne intencje.

Przynajmniej wiem, na kim już ewidentnie nie mogę polegać i od kogo powinnam jak najszybciej odciąć się grubą, zamaszystą kreską.

Postanowiłam spiąć pośladki, zakasać rękawy, nikogo więcej już o żadne przysługi nie prosić. Dam sobie radę sama - z własnego skleconego na prędce centrum dowodzenia będę konsekwentnie realizować swój plan. 

Zrobię wreszcie to cholerne prawo jazdy. Może kolejne studia. A dodatkowo dorobię sobie parę groszy na przysłowiowe "waciki"- pomiędzy gotowaniem zupy a zmianą pieluchy, pomiędzy jedną a drugą śpiewaną Bąblowi piosenką, pomiędzy bajką a budowaniem wieży z klocków... (Choć bardziej prawdopodobne, że zarywając noce - kiedy Młodemu już opadną zmęczone powieki i będzie śnił smacznie o mydlanych bańkach albo strażackich wozach).

I będę przy tym najlepszą mamą, jaką tylko być potrafię. I postaram się z całych sił, by żaden z tych ambitnych planów nie kolidował z moim macierzyństwem. Nawet jeśli nikt w to nie wierzy. Bo to przede wszystkim JA powinnam wreszcie uwierzyć w siebie...


P.S. Nadejszła też wiekopomna chwila, w której wielka przeciwniczka portali społecznościowych jednak zdecydowała się na założenie powiązanego z blogiem Instagramu. Nie wszystko da się zawsze i na bieżąco opisać, a zatem "niech przemówi obraz". Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam :)