sobota, 9 kwietnia 2016

Oglądam "Wiadomości" i czuję ulgę...

Tak. Czuję wielką ulgę, że już nigdy w ciążę nie zajdę i że nigdy nie zostanę przez naszych polityków, ruchy pro-life oraz Kościół postawiona w sytuacji, którą wszystkie te środowiska pragną nam w Polsce zgotować. 

A jednocześnie solidaryzuję się i łączę w bólu z kobietami, które być może zostaną pozbawione prawa wyboru i samostanowienia - nawet w przypadkach tak skrajnych i dramatycznych, że w moim odczuciu nie powinny budzić żadnych wątpliwości i być poddawane jakiejkolwiek dyskusji. 


Nawet w okresie, kiedy bardzo pragnęłam mieć dziecko biologiczne i usilnie starałam się o zajście w ciążę - jednocześnie panicznie się tej ciąży (i samego porodu) obawiałam.  

W mojej rodzinie - u babci, mamy, niemal wszystkich ciotek i kuzynek - występowały najróżniejsze komplikacje okołoporodowe, problemy z donoszeniem, ciąże pozamaciczne i poronienia. W związku z tym gdzieś w głębi duszy przeczuwałam, że i ja tego nie uniknę - i byłam praktycznie pewna, że tych potencjalnych 9 miesięcy to nie będzie dla mnie czas wypełniony radosnym, niecierpliwym oczekiwaniem, tylko raczej paraliżującym, obezwładniającym strachem i obawą, czy wszystko pójdzie tak, jak pójść powinno.

Ostatecznie nigdy nie było mi dane w tę ciążę zajść  - być może właśnie w wyniku tej potężnej psychicznej blokady, która we mnie tkwiła - ale patrząc na to, co aktualnie dzieje się w naszej polityce oraz w kwestii zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, autentycznie cieszę się z faktu, że już nigdy tego "błogosławionego" stanu nie zaznam. 

(Bo przecież gdybym jednak zaszła, a potem poroniła - to być może przyszłoby mi tłumaczyć się z tego przed sądem, prokuraturą, ponosić za to odpowiedzialność karną jak jakiś kryminalista...)


Ochrona życia - jak najbardziej ! Nigdy nie byłam i nadal nie jestem zwolenniczką aborcji na życzenie, będącej rezultatem czyjegoś "widzimisię" i nagłego opamiętania się, że jednak na dziecko nie jesteśmy gotowi.

Ale ochrona jednego życia kosztem drugiego - absolutnie nie ! 

Ochrona życia dziecka kosztem jego niewyobrażalnego cierpienia, finalnie i tak zakończonego śmiercią...

Ochrona życia dziecka kosztem jego matki, którą w myśl proponowanych zapisów traktuje się wyłącznie jako inkubator i "wylęgarnię"...

Ochrona życia dziecka kosztem zniszczonej, złamanej, zdruzgotanej psychiki ofiary bestialskiego gwałtu, która po urodzeniu dziecka codziennie musi patrzeć na owoc tego, co ją spotkało...

Nie, nie i jeszcze raz NIE !

***

Po to Bóg dał nam wolną wolę, byśmy mogli sami dokonywać tego typu wyborów i ponosić ich wszelkie konsekwencje.

Po to dał nam sumienie, byśmy mogli w nim rozstrzygać. 

Każdy człowiek powinien mieć prawo do ochrony swojego zdrowia i życia. Ta ustawa niestety kobiety takiego prawa pozbawia i uderza w ich godność - a jej pomysłodawcy, propagatorzy i zwolennicy chcą być chyba ważniejsi i bardziej wszechmocni od samego Pana Boga. 

 ***

W ciągu kilku minionych lat kolejni rządzący skutecznie wyleczyli mnie z patriotyzmu, natomiast Kościół coraz skuteczniej leczy mnie z praktykowania mojej wiary. 
 
W chwili obecnej, kiedy myślę o sytuacji w naszym państwie i o tym, dokąd to wszystko zmierza - mam  niestety odczucia, jakbym nieopatrznie weszła w pozostawioną na chodniku psią kupę. Czuję niesmak i obrzydzenie i chcę jak najszybciej pozbyć się tego smrodu i brudu z mojej podeszwy... 

34 komentarze:

  1. Mądrze napisane.
    Byłam dziś pod sejmem- razem z mnóstwem osób, które myślą jak Ty.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mieszkała bliżej stolicy i miała taką możliwość - też bym była.
      Pozdrowienia.

      Usuń
  2. Otóż to. Ci "obrońcy" nie chcą zdjąć klapek z oczu, wrzucają wszystkich do jednego worka, nie próbują nawet przez moment postawić się w sytuacji ludzi których to dotyczy i ślepo klepia o swoich przekonaniach nie mając raczej pojęcia jaką jest rzeczywistość i jak bardzo wbrew pozorom krzywdzą tym wiele kobiet i dzieci w obronie których podobno stają... Tak jak mi się TYLKO wydaje, że osobiście nie dokonalabym aborcji w takich sytuacjach, to tylko że mogę tu tak pogdac, bo gowno wiem tu i teraz co bym zrobiła, nikt nie wie kto w takiej sytuacji nie był, dlatego jakim prawem decyduje się o tych osobach z innego punktu widzenia??
    Właśnie więcej na ten temat napisałam tutaj, nie chce się juz powtarzać, bo i tak mam wrażenie, że nie wszyscy chcą podjąć jakąkolwiek dyskusje, nie chcą spróbować spojrzec na problem z każdej możliwej strony i są nieugieci ot tak..http://ewa-andrzejowyswiat.blogspot.com/2016/04/temat-mocno-kontrowersyjny.html?showComment=1460228266348&m=1#c3101810727226722225

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam wypowiedzi pod tamtym postem i powtórzę za Martą W. : "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - i myślę, że dotyczy to praktycznie wszystkich kwestii w naszym życiu, a zwłaszcza tych, które są aktualnie "na tapecie".

      Podobnie jest moim zdaniem z in vitro. Niejedną znam parę wierzącą i praktykującą, która wcześniej była absolutnie przeciwna IVF - dopóki sama nie stanęła w obliczu niepłodności i problemów z poczęciem dziecka. I ciekawa jestem, czy kobiety, które teraz tak jednoznacznie opowiadają się za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej równie chętnie i pokornie złożyłyby w ofierze swoje własne życie, byle tylko donosić ciążę i wydać na świat potomka, który z miejsca zostałby półsierotą...Najgorsze jest właśnie to, o czym piszesz - że niektórzy nawet nie usiłują postawić się w takiej sytuacji...

      Usuń
  3. To tylko projekt, który jak każdy projekt obywatelski, który spełni warunki, musi wejść do sejmu. Juz kiedyś Jarosław Kaczyński osobiście pilnował, żeby PIS nie głosował za zaostrzeniem tej ustawy. Odnoszę wrażenie, że to taka sztuczna panika, bo czytałam, że PIS jest przeciw zaostrzaniu ustawy. Mogę jednak zrozumieć kobiety, że się boją, to logiczne, bo też wolałabym mieć wybór.Zastanawia mnie tylko jedno, skoro ta ustawa co jest teraz jest taka genialna, to jak to się stało,że w szpitalu im.Świętej rodziny poddano aborcji kobietę w 6tym miesiącu ciąży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że to tylko projekt - niemniej jednak przerażające jest dla mnie, że ktoś z takim pomysłem w ogóle wystąpił i że jego wejście w życie w obecnej sytuacji może okazać się jednak całkiem realne. Nie twierdzę absolutnie, że obecna ustawa jest bez zastrzeżeń i że stanowi przykład idealnego aktu prawnego, który by wszystkich zadowolił (bo taki chyba nie istnieje) - ale nowy projekt na pewno nie jest od niej lepszy i bardziej optymalny, chyba sama przyznasz...

      Usuń
    2. Nie jest lepszy to na pewno :)ale ja wierzę, że ten projekt nie przejdzie. Przy takich głosowaniach posłowie mają wolność całkowitą, nie muszą głosować tak, jak im z góry narzucą, więc będzie dobrze :). Troszkę wiary trzeba jednak mieć, ja ją mam mimo wszystko i wierzę w mądrość ludzką.

      Usuń
    3. Oby było właśnie tak, jak piszesz. Jeśli posłowie mają choć trochę oleju w głowie to nie opowiedzą się za takimi rozwiązaniami - chociażby ze względu na to, że patrząc na szeroki odzew społeczny raczej nie pozostaliby przy władzy w kolejnych wyborach.

      Usuń
    4. Myślę, że nie opowiedzą się przez wzgląd na to, że tez mają żony i córki :)

      Usuń
    5. Być może...Ale często jest też tak, że wydaje nam się, że dany problem nas ani bliskich nam osób nie dotyczy i nigdy nie będzie dotyczył - więc najpierw opowiadamy się za pewnymi rzeczami, a potem jednak się nam przytrafia, sami stajemy przed takim dylematem i...nagle zmieniamy zdanie.

      Usuń
  4. Jestem za ochroną życia ale kurde nie kosztem kobiety matki!
    Już z jednymi znajomymi się pokłóciłam o in vitro. Teraz sie boje z własną mamą spotkać i nie daj Boże zejść na ten temat bo to będzie ostro,no przecież nie wiedzą na te tematy nic . Nie dotyczy ich a nie pomyślą ze np wnuczki ma młode i nie wiadomo co im życie szykuje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja babcia ostatnio mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Wcześniej prezentowała niesłychanie konserwatywne podejście w tych tematach, ale teraz nawet ona potrafi zrozumieć, jakie zagrożenie ten projekt ze sobą niesie - szkoda tylko, że nie wszyscy mają na tyle wyobraźni...

      Usuń
  5. Oj Kochana... Nie wiem czy wiesz, na co się tym postem skazujesz :) Wypowiedziałam się już wyczerpująco u Ali i tu:
    http://ewa-andrzejowyswiat.blogspot.com/2016/04/temat-mocno-kontrowersyjny.html
    ... i już nie mam siły się powtarzać :)
    Teraz tylko czekać, aż Ci czytelniczki wyskoczą z 500+ (to u Ali). A nie, nie- Ty masz na razie tylko Bąbla, także (być może) możesz popełniać takie posty bez konsekwencji zrzekania się tej kasy... Wybacz mi mój humor, ale tak jak absolutnie serio traktuję ten temat, tak przeczytałam od rana tyle wypowiedzi hmmm wprawiających mnie w osłupienie, że dochodzę do wniosku, iż tylko humor może mnie (nas) uratować...
    Żeby nie powtrzać tego, o czym pisałam pod tamtymi postami, dodam tylko, że już nie wiem, czego boję się bardziej- wizji wejścia w życie tej ustawy, czy toku myślenia jej zwolenników. Jak to mówią- głową muru nie przebijesz, ale że aż tak... No momentami szok po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhh, Marta...Już się chyba przyzwyczaiłam do tego, że zawsze znajdzie się jakiś komentator, który nie tylko się ze mną nie zgodzi, ale jeszcze zechce mi trochę poubliżać - więc nie robi to już na mnie specjalnego wrażenia.

      Fakt, 500+ nas nie dotyczy, więc przynajmniej to nie zostanie mi zarzucone i wytknięte ;) A osobiście boję się bardziej chyba właśnie tego drugiego - bo pierwsze mnie bezpośrednio nie dotyczy, jako osoby już pozbawionej narządu, wokół którego cała ta zadyma się rozpętała ;) I zgadzam się z Tobą, że czytając niektóre wypowiedzi muszę się trochę pośmiać - bo inaczej bym się...rozpłakała...

      Usuń
  6. Jestem wierząca. Jestem przeciwna aborcji (tej na życzenie). Ale jestem też przeciwna tej ustawie.
    Po 1: Każdy tą sprawę powinien rozstrzygać we własnym sumieniu. Jeśli jest wierzący - nie dokona aborcji, jeśli nie jest dokona. Nic nikomu do tego.
    Po 2: Prawo powinno być niezależne od wiary.
    Jeśli ta ustawa wejdzie w życie...to będzie źle się działo w PL... Konsekwencje mogą być tragiczne :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, że przecież nie wszyscy w naszym kraju są katolikami i nie widzę powodu, dla ktorego ustawodawstwo miałoby być tworzone wyłącznie pod osoby wierzące. Jeśli ktoś nie popiera aborcji (nawet w tych wyszczególnionych przypadkach) - niech jej sobie nie robi. Ale niech nie próbuje być sumieniem i wyrocznią dla drugiego człowieka.

      Usuń
    2. Nie wszyscy są Katolikami, tak jak nie wszyscy Katolicy są wierzący. Taka jest prawda. Są Katolicy wierzący, są Katolicy religijni i są też niewierzący, chociaż to ostatnie brzmi dość śmiesznie. Ale taka jest prawda. Poza Katolikami są też osoby innych wyznań, które są podobnie wierzące, lub podobnie religijne, jak cały zbiór Katolików. Kiedyś się spotkałem ze zdaniem "co człowiek, to religia", które chyba najlepiej pokazuje różnorodność światopoglądów. Gdzie jest powiedziane, że ten wierzący nie dokona aborcji? Albo, że ten niewierzący tak lekko jej dokona, bo przecież jest niewierzący? Siła wiary, lub niewiary u różnych ludzi też jest różna i różne jest sumienie, którym kierują się wierzący, jak i niewierzący. Obecna ustawa jest wystarczająco dobra - moim zdaniem, chociaż sam jestem niemal stuprocentowym przeciwnikiem aborcji.

      Usuń
    3. "Co człowiek, to religia" - wydaje mi się to bardzo trafionym, idealnym podsumowaniem. To, że jestem wierząca - w tej chwili nie jest już dla mnie równoznaczne z praktykowaniem, a nigdy nie było równoznaczne ze zgadzaniem się z każdą decyzją czy opinią, jaką Kościół prezentuje. Niektórzy mogą uznać to za hipokryzję - ale dla mnie oczywiste jest, że mogę mówić "TAK" Bogu, a jednocześnie nie zgadzać się ze stanowiskiem Kościoła. Uważam, że trzeba przede wszystkim używać własnego mózgu i sumienia, a nie bezrefleksyjnie przyjmować wszystkie narzucane odgórnie poglądy.

      Usuń
  7. Po raz pierwszy boje sie, ze za jakis czas naprawde nie bede chciala wracac do tego kraju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z kolei już nie po raz pierwszy coraz bardziej kusi myśl o emigracji...

      Usuń
  8. Myślę, że ta ustawa nie przejdzie. I myślę, że każda kobieta powinna mieć wybór. I to nie tylko,gdy dziecko jest z gwałtu lub zagraża jej życiu. Nie każda kobieta chce i powinna być matką. Ale to tylko moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że nie każda kobieta chce i powinna - ale moim zdaniem samo "chcenie" lub "niechcenie" to zbyt mało. Oczywiście bardo szanuję Twoje zdanie, ale aborcję dopuszczam tylko w przypadku sytuacji, które wymieniłam w poście - a nie jako antidotum na własne nieodpowiedzialne podejście.

      Usuń
  9. Zgadzam się w 100%! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. To tylko projekt obywatelski środowisk prolife, co poparł Kościół.

    PiS tu nie na do rzeczy,jako PiS.zresztą Lech i Maria Kaczyńscy byli przeciwko zniesieniu tzw "kompromisu" .

    Szydło poparła projekt,ale zapowiedziała,ze jeśli wejdzie do sejmu.to posłowie PiS nie muszą głosować "za"
    ,zatem na logikę nawet jeśli projekt zostanie poddany glosowaniu to NIE przejdzie.

    Więc po co tyle szumu. Zresztą co to za bzdury o więzieniu za poronienie, za zakaz usuwania ciąży pozamacicznej.? ?? Nakręcona histeria i tyle.

    Ps moje zdanie jest takie,ze jestem za tym "kompromisem" mimo,że jestem osobą wierzącą.

    Wg mnie kompromis jest w porządku....

    Ja osobiście przerwalabym ciąże tylko w jednym przypadku, gdyby dziecko miało ciężkie wady genetyczne lub rozwojowe. Wiem,że to się kłóci z moim swiatopogladem i ktoś może mi zarzucić dwulicowosc, ale tak myślę i się tego nie wstydzę...bestialstwem jest dla mnie zmuszenie kobiety do donoszenia np ciąży z zespołem Patau. To podłe i nieludzkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem to nie jest tylko niepotrzebny szum i odzew na ten projekt był bardzo wskazany - żeby zasygnalizować, że bardzo duża część naszego społeczeństwa (w tym również wielu katolików) się z nim nie zgadza i nie chce jego przyjęcia.

      Usuń
  11. Bardzo madry tekst. Kazda kobieta powinna miec prawo wyboru, ale bedzie jak w Irlandii, gdzie zeby poddac sie aborcji trzeba poleciec do UK.
    Ja Tobie szczerze zycze zafasolkowania I masz racje... zablokowalas sie.
    Mysle , ze jakbys o tym zapomniala to byly by szanse na groszek.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniowe Szczęście, mi już "zafasolkowanie" absolutnie nie grozi - jestem po kilku operacjach, które zupełnie taką możliwość wykluczają (i powiem szczerze, że żaden żal już mi w związku z tym nie towarzyszy).

      Usuń
  12. Ja już nie oglądam ani Wiadomości, ani Faktów ani innych serwisów.
    Będę odosobniona, ale z tego powodu nie chciałam zostawić tego jedynego wpisu bez komentarza.
    Doceniam to, że nigdy nie było mi dane stanąć w obliczu tak dramatycznych wyborów, choć wierzę, że zawsze, niezależnie od sytuacji wybrałabym życie. I nie dlatego, że kościół, że ustawa. Dlatego, że jest V przykazanie i nie ma po nim żadnego dopisku: chyba że.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twój punkt widzenia. Nie chciałam tym postem urazić niczyich uczuć religijnych, a zwłaszcza Twoich. Ale moim zdaniem użyłaś bardzo ważnego, kluczowego słowa, jakim jest "wybór" - i mimo wszystko myślę, że w pewnych sytuacjach kobieta powinna go mieć. Nie każdy ma w sobie tyle wiary, pokory, nie wiem czego jeszcze, by np. zdecydować się na oddanie własnego życia za to jeszcze nienarodzone - i to też w moim odczuciu osoby decyzyjne w naszym państwie powinny uszanować.

      Usuń
  13. Jestem za wyborem!Za wolną wolą! Za decyzją czy dasz radę wychować chore dziecko czy nie! Bo do tego trzeba mieć ogromne "jaja" - nie jestem za aborcją z głupoty, bo ktoś nie wie co to prezerwatywa. Jestem za kompromisem.
    Polityka i religia powinny iść daleko od siebie. w naszym kraju nie każdy jest katolikiem, a temu kto jest, nikt nie zabrania żyć zgodnie z kościoła zasadami.
    Najgorsze jest to że ludzie którzy są za zaostrzeniem nie maja o tym zielonego pojęcia, podczas dyskusji z kolegą w pracy (pisowcem) próbowałam mu wytłumaczyć, że chore dziecko to nie przelewki że to niewyobrażalna praca bez niczyjego wsparcia a już na pewno nie Państwa - jego argument?
    "Jak ktoś nie daje rady zawsze można oddać ale życia bronić trzeba" - no nieziemsko humanitarne!!!!
    Po 20 minutach walenia w ścianę z argumentami straciłam do kolesia resztki szacunku. Głupota i brak wyobraźni plus te same zasłyszane w tv teksty. Zero myślenia.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)