"Czy warto jechać nad polskie morze poza sezonem? W końcu pogoda niepewna i raczej brzydka, spora część atrakcji pozamykana albo dostępna tylko w bardzo ograniczonym zakresie - i co tam w ogóle robić, żeby dziecko nie zanudziło się na śmierć i nie doprowadziło nas na skraj załamania nerwowego?" ;) Jeżeli również nurtują Was tego typu pytania i wątpliwości - dzisiaj postaram się je rozwiać i udowodnić Wam, że wyprawa nad Bałtyk poza sezonem może być równie ciekawa i o niebo przyjemniejsza, niż w samym środku upalnego lata :)
Dlaczego warto jechać nad morze poza sezonem?
1. Więcej jodu w powietrzu. Jak powszechnie wiadomo, jod to bardzo ważny pierwiastek dla naszego organizmu. Jego niedobory mogą być przyczyną niedoczynności tarczycy, problemów skórnych, złej kondycji włosów i paznokci, chorób układu krążenia i układu nerwowego, ogólnego zmęczenia i osłabienia, a nawet stanów depresyjnych. Szczególne znaczenie ma on w przypadku dzieci - ponieważ odpowiada za produkcję hormonów bardzo istotnych dla ich prawidłowego rozwoju fizycznego i psychicznego. Najwięcej jodu znajduje się w powietrzu, kiedy wieje silny wiatr, a na morzu pojawiają się duże fale - dlatego wczesna wiosna, jesień i zima to najbardziej optymalne momenty, by skorzystać nad Bałtykiem ze wszystkich jego dobrodziejstw.
2. Mniej turystów, brak długich kolejek i ogólnego tłoku. Nareszcie idąc ulicą nie trzeba przeciskać się między ludźmi, w restauracjach nie czujemy się stłoczeni jak sardynki w puszce - a to wiąże się również z krótszym czasem oczekiwania na posiłki i wyborem dokładnie takiego lokalu, jaki nam odpowiada (w końcu nie brakuje w nim wolnych miejsc siedzących! ;) ) Wprawdzie niektóre nadmorskie restauracje i kawiarnie poza sezonem są zamknięte lub otwarte tylko przez kilka godzin dziennie - ale mimo to na pewno nie umrzecie z głodu, a w ostateczności można zawsze skorzystać z oferty czynnych przez cały rok restauracji hotelowych.
3. Niższe ceny. To chyba oczywiste - polskie morze poza sezonem jest zdecydowanie tańsze zarówno jeśli chodzi o same noclegi, jak i o inne atrakcje. Hotele i pensjonaty przygotowują dla swoich gości specjalne jesienno-zimowe pakiety, parki rozrywki i muzea również bardzo często obniżają ceny biletów. Jeżeli zatem dysponujemy akurat dość ograniczonym budżetem, a mimo wszystko kochamy podróże i nie umiemy spokojnie usiedzieć w jednym miejscu - pozasezonowe wojaże są dla nas opcją idealną ;)
4. Niektóre atrakcje na wyłączność. Bardzo prawdopodobne, że odwiedzając jakieś miejsce nad polskim morzem poza sezonem - nie natkniecie się tam na nikogo innego. Dokładnie taka sytuacja spotkała nas w SeaParku Sarbsk, o którym pisałam Wam TUTAJ - gdzie jedynymi zwiedzającymi oprócz nas była para w średnim wieku, a poza tym panowały tam totalne pustki i aż żal było nam takiego fajnego miejsca, którego niemal nikt poza nami w grudniu nie odwiedza. Dla osób introwertycznych i aspołecznych - do których sama poniekąd się zaliczam - to przecież prawdziwe spełnienie marzeń! ;)
5. Czystsze miasta i niezaśmiecona plaża. Poza sezonem nie ma turystów - a zatem nie ma też ogromnych ilości śmieci, które przyjezdni masowo produkują. To ogromna przyjemność i przywilej - móc spacerować po plaży, na której znajdują się tylko mewy, wyrzucone na brzeg muszelki i kamienie. Nie uświadczycie tu żadnych puszek po piwie, porzuconych niedopałków, brudnych dziecięcych pampersów ani moich znienawidzonych parawanów. Co za miła odmiana, w porównaniu z lipcem i sierpniem! - i nawet nie ma kogo opisywać w antyporadniku plażowania ;)
6. Niepowtarzalny klimat, ktorego nic nie przesłania. Kiedy z ulic znikają ogródki piwne, budki z nadmorską tandetą i kolorowe parasole - wreszcie można podziwiać miasto takim, jakim je człowiek stworzył! :) Jestem wręcz przekonana, że w sezonie nawet nie zauważyłabym niektórych pięknych usteckich budynków i murali albo tylko przelotnie rzuciłabym na nie okiem, popędzana przez uliczny tłum. Tymczasem w grudniu można przy każdym z nich spokojnie przystanąć i pokontemplować.
7. Zwiedzanie w rytmie slow to możliwość poznania wielu ciekawych historii, jak chociażby legendy o trzech siostrach-syrenach, które rozproszyły się po świecie. Jedna z ich trafiła aż do Kopenhagi, drugą można odwiedzić w Warszawie - natomiast trzecia to syrenka ustecka, spoglądająca w kierunku morza i wypatrująca rybaków, powracających do domu z udanych połowów.
8. Bardziej sprzyjające okoliczności do robienia zdjęć - żadne obce osoby nie pojawiają się nagle w kadrze. Tutaj wiele tłumaczyć nie trzeba. Nareszcie mogliśmy pozwolić sobie na zdjęcia z podróży, na których nie widnieje czyjaś głowa, cudzy łokieć ani grymas niezadowolenia na twarzy przypadkowego nieznajomego ;)
Atrakcje w Ustce poza sezonem - co zwiedzić z dzieckiem?
Przede wszystkim, Ustka już sama w sobie jest na tyle malowniczym miasteczkiem, że nawet zwykły spacer jego ulicami może dostarczyć wielu wrażeń :) Charakterystyczna "kraciasta" zabudowa szachulcowa dawnej osady rybackiej, barwne murale, liczne pomniki i najróżniejsze statki cumujące w usteckim porcie to coś, czemu po prostu nie mogliśmy się oprzeć. Zwiedzaliśmy więc kolejne uliczki nawet w deszczu, w porywistym wietrze i po zapadnięciu zmroku - zwłaszcza, że wraz z początkiem grudnia pojawiło się na nich świąteczne oświetlenie.
Z całą pewnością warto zajrzeć do tamtejszej latarni morskiej (w grudniu czynnej tylko w weekendy, od godziny 11 do 13), obejrzeć otwarcie obrotowej portowej kładki (o każdej pełnej godzinie) i pobawić się z dzieckiem w coś w rodzaju gry miejskiej - polegającej na odnajdywaniu wszystkich płyt chodnikowych opatrzonych wizerunkami poszczególnych gatunków ryb.
Jak widać na niektórych zdjęciach, Bąbel początkowo nie był zbyt zachwycony panującymi warunkami atmosferycznymi i potrzebował trochę więcej czasu, żeby się do Ustki przekonać - ale humor poprawił mu się niemal natychmiast na widok morza, mew i falochronów. Potem odkrył jeszcze odlaną z brązu makietę miasta, bajecznie kolorowe budynki, mikołajkowy koncert w miejskim parku i oczywiście obowiązkowe sklepiki z pamiątkami - a to zagwarantowało Ustce jego pełną akceptację i przychylność ;)
Ja z kolei nie mogłam ominąć obojętnie usteckiego Parku Zdrojowego i znajdującej się w nim ławeczki Ireny Kwiatkowskiej. Kultowa polska aktorka często spędzała wakacje w Ustce, można było spotkać ją wielokrotnie na tamtejszej nadmorskiej promenadzie - więc nic dziwnego, że to właśnie Jej pamięć postanowiono tam uczcić. (Zauważcie, że ławka swoim kształtem przypomina zwój taśmy filmowej).
Kawałek dalej znajduje się również pomnik Fryderka Chopina, do którego Bąbel na początku podchodził dość sceptycznie, nie rozumiejąc do końca słowa kompozytor. Pomogło tłumaczenie, że to ktoś podobny do współczesnego DJa - może nie do końca trafne, ale w każdym razie do małego fana muzyki elektronicznej skutecznie przemówiło ;)
Przechodząc obok Centrum Aktywności Twórczej w Ustce , koniecznie spójrzcie w górę. Znajduje się tam instalacja autorstwa Pawła Korbusa "Jest fajnie, ale trochę boimy się miłości / wojny". Oba słowa podświetlają się naprzemiennie i z jednej strony stanowią nawiązanie do historii Ustki oraz jej funkcji obronnej w trakcie II wojny światowej - a z drugiej...po prostu bardzo do mnie trafiają i określają moje dwa największe życiowe lęki, wyrażone w zaledwie jednym krótkim zdaniu. (Dosłownie wbiło mnie w chodnik i nie mogłam oderwać się od niego przez dobry kwadrans.)
Wśród innych atrakcji Ustki i okolic, które mogą Was zainteresować internetowe przewodniki wymieniają również Muzeum Chleba, Bunkry Bluechera, Zagrodę Śledziową w Starkowie, Muzeum Ziemi Usteckiej oraz Krainę w Kratę w Swołowie. My niestety nie zdążyliśmy ich odwiedzić ze względu na bardzo ograniczony czas naszego pobytu - ale jestem przekonana, że jeszcze kiedyś do Ustki wrócimy i wtedy nadrobimy z nawiązką wszystkie zaległości :)
Jeżeli chodzi o kulinaria, serdecznie polecamy NieWinną Piwniczkę - połączenie galerii sztuki, winiarni i herbaciarni na ulicy Marynarki Polskiej 14. Mają tam chyba największy wybór herbat i kaw, jaki w życiu widziałam - a do tego pyszne ciasta (sernik cynamonowy!) i gorącą czekoladę dla dorosłych (rozgrzewającą podwójnie, bo z dodatkiem whisky) ;)
Jaki rodzinny hotel w Ustce wybrać?
Jeżeli szukacie hotelu przyjaznego dzieciom i zorientowanego na potrzeby swoich najmłodszych gości - Hotel Jantar Ustka z pewnością podbije Wasze serca. Dzieci mogą liczyć tam między innymi na:
- darmowy ciepły posiłek (zupę) w ciągu dnia;
- przystosowaną do ich potrzeb strefę SPA z brodzikiem, zjeżdżalnią, saunami i jacuzzi;
- świetnie wyposażoną salę zabaw, w której znajdują się między innymi popularne kulki, różnego rodzaju klocki, piłki, skoczki i stół do gry w piłkarzyki;
- ciekawe wieczorne animacje i bajkowe seanse;
- słodki mikołajkowy upominek z okazji 6 grudnia;
- szeroką ofertę zabiegów Kid's SPA - jak chociażby masaż ciepłą czekoladą i owocowym puddingiem albo peeling owocową galaretką;
- obsługę pełną życzliwości, uśmiechu i zrozumienia - co wcale nie jest zjawiskiem tak częstym, jakby się mogło wydawać.
Nie sposób nie wspomnieć również o bardzo czystych i komfortowych
pokojach oraz pysznych posiłkach serwowanych w hotelowej restauracji. Gdyby nie nasza natura "wiecznych Włóczykijów" - w sumie można byłoby z takiego hotelu wcale nie wychodzić, bo na miejscu znajduje się absolutnie wszystko, co potrzebne do szczęścia ;)
![]() |
| zdjęcie: www.jantar-ustka.pl |
A Wy, lubicie polskie morze poza sezonem -
czy raczej wolicie spędzać tam czas w wakacyjnym szczycie?































































