Przeglądałam dzisiaj w panelu bloga posty, których jeszcze nie zdążyłam opublikować - i naprawdę nie wiem, dlaczego akurat ten o Karczmie Miłocin "przezimował" w wersjach roboczych aż ponad rok! Musiałam się chyba nieźle zakręcić, skoro o nim zapomniałam - bo Miłocin Park to naprawdę przyjemne i pięknie utrzymane zielone tereny rekreacyjne pod Wrocławiem, otoczone Wzgórzami Trzebnickimi. Obiekt położony jest 28 kilometrów od centrum miasta i 18 kilometrów od jego obrzeży, na 42-hektarowym obszarze. Obejmuje między innymi:
- trzy stawy wędkarskie;
- dwie restauracje (Karczmę oraz letnią, sezonową Marinę);
- 200 miejsc noclegowych w pokojach, domkach lub dwupoziomowych apartamentach;
- wiaty grillowe dedykowane zarówno małym kameralnym spotkaniom, jak i dużym imprezom oraz konferencjom.
Dodam jeszcze, że do Pierwoszowa można dojechać ze stolicy Dolnego Śląska szynobusem - a według posiadanych przez nas informacji koszt takiego biletu wynosi zaledwie 7 złotych. Wiem też, że sporo osób dociera tu rowerami - ponieważ okoliczne drogi nie są jakoś specjalnie ruchliwe (mimo wszystko, opcja raczej dla dorosłych).
Żeby dostać się na teren NICE & MICE Miłocin, należy uiścić opłatę w wysokości 15 pln (z opłaty zwolnione są dzieci do 12. roku życia). W pewnym sensie rozumiem taką decyzję właścicieli i podejrzewam, że zapobiega ona pojawianiu się na terenie obiektu zupełnie przypadkowych osób. Pocieszę Was jednak, że kwota ta zostaje odliczona od wartości rachunku, jeżeli skorzystacie z usług gastronomicznych tamtejszej Karczmy - a przeważnie przyjeżdża się tam właśnie na jakiś dobry obiad, więc ostatecznie na jedno wychodzi ;)
Sam czas oczekiwania na zamówione posiłki jest dość długi. My wybraliśmy z karty tylko klasyczne burgery w towarzystwie frytek, a dostaliśmy je chyba po trzydziestu czy czterdziestu minutach - ale otoczenie budynku okazało się tak malownicze i ciekawe dla dziecka, że nasz Junior zupełnie nie narzekał na nudę :)
Okolica jest po prostu obłędna! Porośnięte sitowiem jeziorka, tryskająca wodą fontanna, pokryte strzechą altany, drewniane kładki i kamienne mostki...Całość sprawia wrażenie, jakby czas się tutaj zatrzymał - i wcale nie dziwi mnie, że tak wiele osób decyduje się na organizację w Miłocinie swoich ślubów, wieczorów panieńskich, urodzin czy innych eventów. Miejsce jest wręcz wymarzone do tego, żeby uciec od zgiełku miasta i spędzić czas w niezwykle malowniczych okolicznościach przyrody - a profesjonalne sesje zdjęciowe zrealizowane na tle stawu muszą prezentować się naprawdę spektakularnie. Podobno istnieje też spacerowa alejka z drzewami zasadzonymi przez nowożeńców i z tabliczkami, na których wygrawerowano ich imiona. My akurat jakoś na nią nie trafiliśmy - ale sam pomysł wydaje mi się bardzo romantyczny i na pewno miło jest wrócić do takiego miejsca po latach, żeby powspominać :)
Jak widać na poniższych zdjęciach, teren Parku Miłocin jest stale rozbudowywany i ciągle trwają prace nad jego ciekawym zagospodarowaniem. Na temat standardu noclegów niestety się nie wypowiem, bo nie mieliśmy okazji obejrzeć domków od środka - ale z zewnątrz prezentują się naprawdę nieźle i są zbudowane z rodzaju kamienia, który osobiście po prostu uwielbiam! To taki styl cottage, budzący jednoznaczne skojarzenia z angielską wioską. Wygląda bardzo tradycyjnie, sielsko - wręcz BAJKOWO! (Wokół natomiast mnóstwo miejsca na rozłożenie kocyka, organizację rodzinnego pikniku albo po prostu spacery, dopóki maluchy nie zaczną uskarżać się na zmęczenie ;))
Do Miłocina trafiliśmy jeszcze przed oficjalnym otwarciem letniego sezonu, w samym środku tygodnia i przy niezbyt sprzyjającej pogodzie - a zatem nie było nam dane skorzystać ze wszystkich atrakcji, które można zastać standardowo w tych okolicach. Mimo to nasz Bąbel wyszalał się na tradycyjnym drewnianym placu zabaw i na dmuchańcach w tak zwanym Miasteczku Rodzinnym - odgrodzonym obszarze wyposażonym w stoliki i siedziska, plastikowe domki, namioty oraz bujaki dla najmłodszych. Dziewczyny prowadzące zajęcia były tak miłe, że zadbały nawet o parasole dla rodziców, którzy czekali na swoje pociechy w deszczu.
Z tego, co pamiętam, w ofercie animacyjnej znalazły się między innymi:
- bańki mydlane i kolorowanki,
- zabawy z chustą,
- rzucanie do celu,
- budowanie konstrukcji z różnych klocków,
- modelowanie balonów,
- pokonywanie torów przeszkód,
- spacer na mini-szczudłach,
- balansowanie plastikowymi talerzami umieszczonymi na patyczkach...
Pamiętajcie jednak, że wstęp na teren Miasteczka jest dodatkowo płatny i wynosi 45 złotych od dziecka (cena dotyczy całego dnia, bez żadnych ograniczeń czasowych). Niektórzy narzekali, że wpadli tu tylko przejazdem i nie spędzili na terenie parku zbyt dużo czasu - więc trochę szkoda, że nie istnieje opcja wykupienia tańszych biletów godzinnych.
W pewnych aspektach jeszcze nie do końca dopracowane -
ale na pewno wrócimy tam za jakiś czas w celu zrobienia aktualizacji PRZED i PO ;)



















