Post niby nie związany ze zbliżającym się Bożym Narodzeniem
- lecz tylko pozornie, bo od jednego kieliszka wina przy świątecznym
stole się zaczęło. A konkretnie - od jednego kieliszka wina, który ma
zamiar wypić przy tym świątecznym stole kobieta będąca w szóstym
miesiącu ciąży, bo przecież "jej się też coś od życia należy"...
Kobieta mówi o tym (a nawet pisze na forum publicznym)
zupełnie bez skrępowania. Co więcej - przyznaje, że już na wcześniejszym
etapie ciąży zdarzało się jej zaglądać do butelki albo szklanki z tym
szlachetnym trunkiem. Sypią się na nią gromy i cała lawina
nieprzychylnych komentarzy - lecz ona nadal idzie w zaparte, a swoim
wirtualnym oponentom poleca "nie popadać w skrajności". Przecież to
tylko jeden kieliszek. Przecież taka dawka dziecku na pewno nie
zaszkodzi. Przecież wszystko jest dla ludzi (również tych ciężarnych),
jeżeli tylko zachowa się umiar i zdrowy rozsądek...
Wiesz co, Kobieto? Jest mi za Ciebie zwyczajnie wstyd!
Wstyd, że u schyłku roku 2016 trzeba Cię jeszcze w tym temacie edukować. Wstyd, że nic nie dały i nie dotarły do Ciebie
przeprowadzone wcześniej badania naukowe i kampanie społeczne, w stylu
tej "Nie piję za jego zdrowie". Wstyd, że piszesz o zdrowym rozsądku i
niepopadaniu w skrajności - a kompletnie Ci tego rozsądku brakuje i
(wybacz, że to powiem) sama prezentujesz swoją postawą absolutnie
skrajną głupotę.
Ja wiem, że jeszcze kilkanaście czy nawet kilka lat
wstecz wyglądało to wszystko całkiem inaczej. Gdybyś była w ciąży
właśnie wtedy - to może nawet od swojego lekarza usłyszałabyś, że warto
wypić kieliszek czerwonego wina od czasu do czasu, tak dla
"zdrowotności" i lepszych wyników...albo że piwo bardzo korzystnie wpływa na laktację...
Być może potem nie zauważyłabyś, że
Twoje dziecko ma jakieś odbiegające od normy, dysmorficzne cechy - a
jego trudności w koncentracji i logicznym myśleniu, zaburzenia pamięci,
problemy w szkole i pewne "dziwne" zachowania skwitowałabyś krótkim "ten
typ tak ma"...Być może nie widziałabyś związku pomiędzy tym wszystkim, a
wypitym przez Ciebie w ciąży alkoholem - i nikt inny też by Ci tej zależności nie
uświadomił, bo wiedza na ten temat była jeszcze wówczas na bardzo
niskim poziomie i znajdowała się dopiero w powijakach...
Ale dzisiaj - kiedy tyle mówi się o Alkoholowym Zespole
Płodowym i innych, pochodnych schorzeniach - absolutnie nic nie
usprawiedliwia Ciebie oraz Twojego niefrasobliwego podejścia ! I nie
myśl sobie, że FAS zdarza się tylko w tak zwanych "patologiach" -
ponieważ wcale nie trzeba pić na umór, by zafundować tę przypadłość
swojemu dziecku. Czasami wystarczy właśnie ten Twój symboliczny, jeden
kieliszek - ponieważ nie istnieje coś takiego jak "bezpieczna dawka"
alkoholu w ciąży ani też "bezpieczny moment", w którym płód jest na tego
typu czynniki niewrażliwy i odporny.
Oczywiście, akurat Tobie i Twojemu dziecku nie musi się to
przytrafić - podobnie jak nie musi przytrafić Ci się choroba
nowotworowa, wypadek samochodowy, rozwód albo skrajne ubóstwo..."Na
dwoje babka wróżyła." Być może wypijesz ten jeden kieliszek wina (który w
Twoim przypadku jest już zresztą KOLEJNYM "jednym kieliszkiem") - i
wszystko będzie w najlepszym porządku. Ale jeśli nie? Czy faktycznie
masz zamiar oraz prawo grać zdrowiem i życiem Twojego dziecka w
rosyjską ruletkę - i narazić je na to wszystko, co kryje się pod wiele
mówiącym hasłem "pijane w łonie"?
Jeżeli ja Cię nie przekonałam - to może niech przekona Cię PARPA i jej raporty, które alarmują :
"Picie alkoholu w ciąży może spowodować poronienie, uszkodzenie mózgu dziecka, wady nerek i serca, wzroku i słuchu (...) Zawartość alkoholu we krwi płodu jest identyczna jak jego zawartość we krwi kobiety. Łożysko nie chroni przed wnikaniem alkoholu do krwiobiegu dziecka, ani nie rozkłada alkoholu! Dlatego każdy kieliszek, który wypije ciężarna kobieta - jest równocześnie wypijany przez jej nienarodzone dziecko".
"FAS może objawiać się: problemami ze słyszeniem i widzeniem, opóźnioną zdolnością mówienia, niskim wzrostem i małogłowiem, wadami układu kostno-mięśniowego, anomaliami w budowie narządów - również płciowych, niedostosowaniem społecznym, agresją i autoagresją, problemami z pamięcią i uczeniem się, nadwrażliwością lub niewrażliwością na bodźce, lękami i skłonnościami depresyjnymi, podatnością na manipulacje i niezdolnością przewidywania konsekwencji własnych zachowań, zaburzeniami koordynacji i czucia głębokiego - np. dziecko może złamać rękę albo mocno się poparzyć i wcale tego nie poczuć..."
Jeszcze Ci mało? W takim razie polecam również książkę "Zerwana więź" Michaela Dorrisa -
i masz tu ode mnie cytat "na zachętę":
"Większość
dzieci z zespołem poalkoholowego uszkodzenia płodu wypływa na ten świat nie na
fali słonego, pierwotnego, życiodajnego morza - lecz skażona stęchłym winem.
Wody płodowe cuchną Złotą Renetą czy Maximem, a na sali operacyjnej śmierdzi
jak w lokalu po trzydniowej imprezie. Personel położniczy wielokrotnie oglądał
niedożywione dzieci popadające w delirium tremens, kiedy odcinano pępowinę
dostarczającą pokarm i truciznę. Pielęgniarki przymykają oczy na to
wspomnienie. Trudno jest zapomnieć dziecko trzęsące się jak pijak, wrak ludzki
pozbawiony następnej kolejki. Człowiek wyrosły w kąpieli z etanolu każdego dnia tonie na nowo - i nie ma dla niego brzegu."
Jeśli po tym wszystkim nadal masz ochotę wychylić swój
pełen kieliszek - na zdrowie!
Ale niestety - z całą pewnością nie będzie
to zdrowie tej małej istotki, którą nosisz pod sercem :(

