Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas dla siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas dla siebie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 września 2016

Czas tylko dla siebie...


Naprawdę dużo mogłam w miniony weekend, jak na mamę dwulatka...

Mogłam chociażby zamówić sobie wielki puchar lodów i zjeść je powoli, bez pośpiechu, delektując się każdą łyżeczką - bo nie było nikogo, za kim musiałabym wciąż biegać po restauracji i pilnować, żeby czegoś nie zdemolował, nie przewrócił krzesła, nie potrącił kelnera z tacą pełną szkła i nie zaglądał paniom na kuchni do garnków ;)


Mogłam pójść na plażę już po zmroku, posłuchać szumu fal i obejrzeć zachód słońca - bo nie było nikogo, kogo musiałabym uśpić w okolicach 20-stej, skazując się tym samym na spędzenie reszty wieczoru w hotelowym pokoju. 


Mogłam w pełni skorzystać z warsztatów i atrakcji, które przygotowały dla nas organizatorki spotkania "Może nad morze" - bo nie było nikogo, kto ciągnąłby mnie wtedy za sukienkę, domagał się mojej 100-procentowej uwagi i marudził, że nie tak wyobraża sobie dobrą zabawę i że spędzanie dnia w ten sposób po prostu koszmarnie go nudzi. 


Mogłam wreszcie spędzić trochę czasu tylko z Bąblowym tatą, wyspać się (rekordowo!) do godziny 7:30 i poczytać książkę w absolutnej, niczym niezmąconej ciszy - bo nie było nikogo, kto wyrywałby mi ją z rąk, skakał po mojej połowie łóżka jak po trampolinie i krzyczał na całe gardło: "Pobudka, mama! Wstawać czaaas!" ;)
 
 
Mogłam w sklepie spokojnie poprzymierzać. W hotelowej kafejce spokojnie wypić (wreszcie gorącą!) kawę. Na deptaku spokojnie pospacerować, nie taszcząc na rękach 13-kilogramowego "nadbagażu". Nad morzem spokojnie posiedzieć i pogapić się na mewy... 


Na statku mogłam spokojnie pokontemplować widoki i nie martwić się, że pewien hiperaktywny dwulatek za chwilę wypadnie nam za burtę, bo będzie usiłował w trakcie rejsu pogłaskać po "sksidełku" przepływającą obok kaczkę ;)



W ogrodach "Hortulus" w Dobrzycy mogłam niespiesznie przechadzać się alejkami i nie obawiać się, że ten sam dwulatek za chwilę wdrapie się na skalniak i zerwie z niego garść wyjątkowo rzadkich kwiatów, za co potem wszyscy dostaniemy potężną burę od pracowników...



Mogłam to wszystko, w pełnym pakiecie - tak naprawdę po raz pierwszy od dwóch lat. 

Mogłam - i pod koniec naszego pobytu w Mielnie autentycznie żałowałam, że te trzy dni minęły tak szybko i że nie pozwoliły nam jeszcze bardziej się sobą nacieszyć... Mogłam - i było mi to bardzo potrzebne, żeby nie odejść od zmysłów i przyjechać do domu jako matka niesamowicie stęskniona, ale jednocześnie uśmiechnięta, wypoczęta i zrelaksowana. 

I myślę, że mojemu dziecku też było to potrzebne - ponieważ właśnie z taką mamą lubi spędzać swój czas (a nie z tą  do granic możliwości wyczerpaną, z kompletnie rozładowanym akumulatorem, która w pewnym momencie ze zmęczenia nie jest w stanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny entuzjazmu). 

Dlatego jeśli tylko macie taką możliwość - dajcie sobie prawo do tęsknoty
 i bycia na odległość chociaż przez chwilę.

Żeby potem móc wrócić - i być jeszcze bardziej TU i TERAZ :)