Z jednej strony - Galeria Dominikańska. Kusząca, wszystko-mająca, wabiąca kolorowymi wystawami, neonami i atrakcyjnymi rabatami. Z drugiej strony - wrocławski Rynek. Już teraz bardzo świąteczny, pełen uśmiechniętych rodzin z dziećmi, roziskrzony milionami lampek, z mnóstwem bożonarodzeniowych stoisk, wesołymi krasnalami i śliwkowym grzańcem.
Ale jest jeszcze świat pomiędzy.
Przejście podziemne, w którym niewidoma staruszka prosi o chociażby najskromniejszy datek. W którym zaniedbany mężczyzna, na oko 50-letni, rozkłada na posadzce swój niewielki księgozbiór i usiłuje sprzedać go za "co łaska". W którym chłopak o karnacji nieco ciemniejszej niż przewidują to polskie standardy proponuje przechodniom czerwone róże "dla wybranki serca". Od nas usłyszy: "nie, dziękujemy", ale już od grupy młodzieży idącej za nami: "spier....., ty pierd..... brudasie!"
To smutne. Cholernie smutne.
Ze świata, gdzie niektórzy wydają lekką ręką 300 złotych za ekskluzywny angielski koc z najlepszej wełny, przechodzimy bezpośrednio do świata, gdzie ludzie nie mają często ani najlichszego koca, ani łóżka, na którym mogliby go rozłożyć, ani mieszkania, w którym mogliby to łóżko postawić...
Ze świata, gdzie ludzie słuchają swingujących kolęd, uśmiechają się do siebie promiennie, kupują dzieciom cukrową watę i najwspanialsze interaktywne zabawki, przechodzimy do świata, w którym nie ma ani śmiechu, ani muzyki, ani nawet paru złotych w kieszeni na codzienny "chleb powszedni"...
Kontrasty tak wyraźne i odczuwalne, że aż bolesne...
Dlatego ja też jestem dziś gdzieś POMIĘDZY. Z jednej strony szczęśliwa i zadowolona, bo spędziłam z moimi dwoma Mężczyznami cudowny, rodzinny dzień. A z drugiej strony kompletnie rozpieprzona emocjonalnie po tym, co zobaczyłam i usłyszałam, a w następstwie - poczułam.
Na mojej półce z książkami "Poezje" Iwaszkiewicza i 700 stron Umberto Eco. Kupione za "co łaska" - czyli za wszystko, co miałam akurat w portfelu...
I niech Małż się śmieje, jaka to ze mnie "miękka dupa". No trudno, ma rację. Ja po prostu nie umiem przejść tak absolutnie, zupełnie obojętnie...Ja po prostu czasami - zupełnie irracjonalnie - czuję się winna, że ten świat jest tak, a nie inaczej, poukładany...
