Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konflikt w rodzinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konflikt w rodzinie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2015

"Bo dziadkowie są od rozpieszczania"...


          Rok 1992. Bąblowa mama (lat 6) i jej rodzice.

1) "Nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz wszystkich warzyw. To przecież same witaminki ! Na ciastko będzie czas po obiedzie, kiedy już cały zniknie z talerza."

2) "Tyle już masz tych zabawek, że kolejna nie jest ci potrzebna. Potem tylko leżą po kątach bezużyteczne, a ty i tak się nimi nie bawisz. Za moich czasów człowiek miał jedną szmacianą lalkę albo jednego pluszowego misia - i to musiało mu w zupełności wystarczyć."

3) "Pewne rzeczy w domu nie są przeznaczone dla dzieci. Mogą dotykać ich tylko dorośli, a jeśli chcesz je sobie z bliska obejrzeć, to musisz poprosić mamę albo tatę o pozwolenie. Inaczej ani mi się waż..."

Rok 2015. Bąbel, Bąblowa mama (lat 29) i jej rodzice.

1) "Może masz ochotę na czekoladkę, Wnusiu ? I takie dobre ciasteczka babcia upiekła dla ciebie ! Mama nie pozwala przed obiadem? No daj spokój, to tylko jedno głupie ciastko - przecież najeść się tym do syta nie sposób...No nie bądź taka, dziecku nie żałuj! "

2) "A może samochodzik mu kupić ? O, jaki ładny, czerwony ! Ma już podobny? Aż trzy podobne? No ale jednak czymś się tam różnią przecież...Jak się te pozostałe zepsują, to dziecko bez samochodzika zostanie..."

3) "No masz Wnusiu, pobaw się pisaczkiem. Porysujemy sobie tu, na karteczce. Oj nie, Wnusiu ! Na karteczce dziadek mówił, a nie na skórzanej sofie ! I nie na białych kafelkach w kuchni ! No nic to, zmyje się zaraz, prędziutko, żeby mama nie widziała...Oj kurcze, kurcze, to chyba jednak jakiś niezmywalny marker był, bo zejść za nic w świecie nie chce..."

Co się takiego wydarzyło w ciągu tych 23 lat? 
I skąd ta rewolucyjna zmiana w podejściu moich rodziców 
do kwestii wychowawczych? 

Jako odpowiedź na powyższe pytania słyszę tylko powtarzany niczym mantra frazes, że "dziadkowie są od rozpieszczania, a rodzice od wychowywania".  I choćbym nie wiem jak usilnie próbowała i starała się takie forsowane przez nich stanowisko zrozumieć, to nijak nie jestem w stanie się z nim zgodzić. 

Po pierwsze, Bąbla naprawdę nie trzeba już bardziej rozpieszczać - myślę, że spora część roboty w tym zakresie została już wykonana, w ciągu dotychczasowych 17 miesięcy jego życia. 

Po drugie - jeśli już koniecznie chcecie rozpieszczać, to róbcie to jednak z umiarem i z zachowaniem zdrowego rozsądku. Być może faktycznie granica pomiędzy dzieckiem rozpieszczonym a dzieckiem "rozpuszczonym jak dziadowski bicz" jest bardzo płynna, nienamacalna i trudno dostrzegalna - ale jednak istnieje, więc przynajmniej STARAJCIE SIĘ jej nie przekraczać.

Po trzecie - spróbujcie, proszę, tym swoim rozpieszczaniem nie utrudniać nam wychowywania i nie podważać naszego rodzicielskiego autorytetu. Bo jeśli Młody od mamy i taty słyszy, że czegoś robić nie powinien, a za chwilę babcia i dziadek jednak mu na to pozwalają, i to z ogromnym, szerokim uśmiechem na ustach - to chyba może się lekko pogubić i warto byłoby jednak trzymać się tych samych, uzgodnionych wcześniej reguł...

Po czwarte - nie róbcie z nas w oczach dziecka jakichś potworów, które wszystkiego zakazują, w swoim słowniku mają tylko słowo "NIE!" i generalnie rzecz biorąc trzeba uciekać przed nimi gdzie pieprz rośnie i poszukiwać azylu u wszystko-rozumiejącej, wiecznie-pobłażającej babci. Nie mówcie "dziadziuś by ci pozwolił, ale mama nie daje" - bo po takim tekście nóż mi się w kieszeni otwiera i naprawdę mogą się we mnie obudzić jakieś potworne, mordercze żądze !